- Opowiadanie: Rokitnik - Morskie Oko o północy

Morskie Oko o północy

Witojcie!

Rzutem na taśmę, ale ja tak zawsze ;)

Dowiedziałem się o tymże konkursie właściwie wczoraj. Pomyślałem sobie “czemu nie” i tej właśnie myśli zawdzięczacie poniższe opowiadanko. Mam nadzieję, że wyszło nie przykre, choć zagwarantować tego nie mogę. Uprzedzałem!

 

Miłej lektury!

 

Post Scriptum

Zdaję sobie sprawę, że zgodność mojego tekstu z tematem jest wątpliwa, a sama jego interpretacja bardzo dowolna. No, ale próbowałem! :)

Oceny

Morskie Oko o północy

Chyba dopadła mnie jesienna chandra. Za oknem uparcie siąpił deszcz, a szare niebo skutecznie blokowało słońce. Powoli przeniosłem wzrok na kalendarz. Westchnąłem. Dwudziesty stycznia.

Wychyliłem ostatni łyk herbaty, władowałem bambosze w czeluść szafki i postanowiłem. Musiałem coś zmienić. Najlepiej wszystko.

Decyzja była szybka. Spakowałem manatki, zakręciłem grzejnik, wsadziłem klucz pod wycieraczkę i ruszyłem na dworzec. Poszło sprawnie. Zaraz siedziałem w pociągu zmierzającym bez przesiadek do wybawienia. Konkretnie, w polskie góry.

 

***

 

Padło na Tatry. Zero śniegu, pełno turystów, na ulicach błoto zmieszane z pstrokatymi ulotkami. Nęcący zapach „scypków” wylewał się z każdej przydrożnej budki. Tego mi było trzeba!

Zaszedłem więc prosto do karczmy. Ciemną izbę wypełniała mieszanka dymu, smrodu tygodniowej frytury i grzańca. Jakoś udało mi się wyłuskać wolne miejsce. Zamówiłem herbatę z „prądem” i obserwowałem siąpiący za oknem deszcz.

Ledwo dostałem napój, do lokalu wślizgnął się jakiś facet. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego wygląd. Miał na sobie długi, skórzany prochowiec, kierpce i góralski kłobuk. Na perkatym nosie spoczywały mu ciemne okulary.  

Jeśli się kiedyś zastanawiałem, jak może wyglądać tatrzański ksiądz-harleyowiec, to właśnie jeden kręcił się po knajpie.

– Słuchaj uważnie to, co ci teraz powiem – wybrzmiał nagle głęboki, charyzmatyczny głos.

Zaskoczony prawie spadłem z ławy. Typ siedział przede mną, a jeszcze przed chwilą stał między wieszakiem a wucetem.

– Nie mamy dużo czasu, iluzja zaraz padnie. Będę mówił szybko – powiedział władczo, choć krzaczaste wąsy nawet się nie poruszyły.

– Dobrze… – odparłem niepewnie.

– Zostałeś wybrany, chłopcze. Nie mogę ci wyjawić szczegółów. To zbyt niebezpieczne. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, spotkajmy się dziś nad Morskim Okiem o północy. Zrozumiałeś?

– Tak. Morskie Oko, północ. Tylko… o co właściwie chodzi? – jęknąłem bezradnie. Zauważyłem, że karczma dziwnie opustoszała. Zniknęła nawet przysadzista gospodyni, bacznie pilnująca interesu.

– Mówiłem, żadnych konkretów. Resztę poznasz na miejscu. Zanim będzie po wszystkim, muszę powiedzieć ci coś jeszcze. Masz wybór. Jeśli chcesz zachować swoje dotychczasowe życie, dopij herbatę. Jeśli jednak pragniesz prawdy, natychmiast wyjdź z lokalu. Morskie Oko o północy. Będę czekał.

To powiedziawszy, zniknął. Siedziałem sam w pustej karczmie, z głową pełną pytań. 

Przez dłuższą chwilę tkwiłem bez ruchu jak otępiały. Nie wiedziałem co robić. Zostałem wybrańcem, ale kogo? I do czego mnie niby wybrano? Czy istnieje jakiś tajemniczy wymiar poza naszym pojmowaniem? Kim był ten facet?!

Nie mogłem siedzieć bezczynnie. Miałem właśnie szansę przeżyć przygodę, o jakiej zawsze marzyłem! Takich okazji nie miewa się często. Musiałem działać. Natychmiast!

Wstałem i dziarsko ruszyłem przed siebie. Oczywiście wciąż obowiązywał mnie savoir-vivre. Zostawiłem na ladzie należną dychę, a pusty kubek zaniosłem do stosownego okienka.

Koniec

Komentarze

“Zniknęła nawet przysadzista gospodyni, bacznie pilnująca interesu” – Pożarło Ci kropkę na końcu zdania.

 

Cóż… Uciąłeś akcję, kiedy zaczęła się rozkręcać, a to wręcz niewybaczalny grzech, który uchodzi jeno serialom i naprawdę dobrym książkom. Ach, tak nieładnie rozczarować czytelnika! Z tego co mamy, również ciężko jest być zadowolonym, gdyż jest to historia jakich wiele: mały szary człowiek z weltschmercem oraz tajemniczy Pan Smith. Pisane ładnie, ale to tylko boli bardziej :(

Jeszcze nic się nie zaczęło, a już się skończyło… Pewnie to wina limitu. No, ale spróbowałeś. ;)

 

Miał na sobie długi, skó­rza­ny pro­cho­wiec… –> Prochowiec to letni płaszcz z cienkiej tkaniny. Nigdy nie słyszałam o skórzanym prochowcu.

 

– Słu­chaj uważ­nie to, co ci teraz po­wiem. – wy­brzmiał nagle… –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

– Nie mamy dużo czasu, ilu­zja zaraz pad­nie. Będę mówił szyb­ko. – po­wie­dział wład­czo… –> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarze

Za wskazanie błędów również, poprawię je w ciągu dnia.

Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego odzewu. Z limitem walczyłem długo i wygraną musiałem okupić sporymi stratami. Uspokajam jednak, że historii nie porzucam i kiedyś (może nawet w najbliższym czasie) ukaże się jej dłuższa, bardziej satysfakcjonująca wersja :)

Żeby się nieco wybronić z zarzutu ucięcia akcji dodam, aby zwrócić uwagę na wspomniany przez "księdza" wybór i jego związek z zakończeniem ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Jai guru de va!

Uciąłeś akcję, kiedy zaczęła się rozkręcać, a to wręcz niewybaczalny grzech, który uchodzi jeno serialom

Między innymi dlatego nie oglądam seriali. Nie mogę ścierpieć urywania akcji. Ja po prostu muszę poznać całą historię.

Napisane fajnie, lekko, zassało i… figa. Nie pozostaje mi więc nic innego, tylko cierpliwie poczekać na tę dłuższą wersję. 

 

Żeby się nieco wybronić z zarzutu ucięcia akcji dodam, aby zwrócić uwagę na wspomniany przez "księdza" wybór i jego związek z zakończeniem ;)

Masz na myśli odstawiony pusty kubek? Nie wykręcaj się, ta zagrywka nie zmienia mojego nastawienia ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No, ja też mam wrażenie, że to raptem wstęp do prawdziwej opowieści. I na razie nic fantastycznego się nie wydarzyło.

Błędy w zapisie dialogów.

Zaskoczony prawie nie spadłem z ławy.

Czyli jednak spadł?

Babska logika rządzi!

Taki trochę zakopiański Neo, ten Twój bohater. Wybór dość trudny. :)

Fajnie się klimat roznosi, i choć jestem fanem otwartych zakończeń, to jednak zgrałeś mi na nerwie, psia kostka. :P

Pamiętaj, Rokitniku, że Matrix miał trzy części…

Jak mi się tu sequel nie pojawi wkrótce, to zjawię się u Ciebie w prochowcu i kierpcach (a co mi tam), a moja propozycja nie będzie zawierała alternatywy…

Dzięki za lekturę i pozdrawiam! ;)

Ech…

Musimy się w takim razie umówić, że prezentowany tutaj tekścik to ucięty w połowie trailer :P

No nareszcie ktoś napomknął o Matrixie! There will be more, mister Anderson! :D

Jai guru de va!

No weź, Rokitniku, ja wspomniałam o Panie Smithu już w pierwszym komentarzu! ;)

No właśnie, ale przecież było zakończenie, to z kubkiem właśnie, z którego wynika, że się bohaterowi wydaje, że idzie na przygodę życia, a tu figa, bo już herbatę wypił. A nieznajomy przestrzegał, żeby nie pić.

Można by to zinterpretować tak, że bohater tylko sam siebie oszukiwał, że chce zmienić swój obraz świata, a w rzeczywistości dobrze mu jest jak jest. Co odnosi się też do wstępu, gdzie przecież bohater postanawia coś w swoim życiu zmienić (a najlepiej wszystko), a jak przychodzi co do czego, to wcale tej zmiany nie chce.

Skoro interpretacja dowolna, to moja jest taka. ;)

Z drugiej strony rzeczywiście brzmi to jak ciekawy wstęp do dłuższej opowieści.

Napisane bardzo ładnie, przyjemnie się czytało i chętnie poznałbym ciąg dalszy.

Ode mnie zgłoszenie do Biblioteki.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Gracias, Lobo, muchas gracias! :)

Jest to trochę “zakończenie zastępcze”, żeby jakoś spiąć historię w 3000 znaków. “Prawdziwe” czeka na dłuższą wersję. Cieszę się, że je zauważyłeś i dzięki za *klik* ;)

Żonglerze, zwracam honor! Późno było, ciemno, ja nieskupiony! Biję się w pierś i liczę na wybaczenie!

Jai guru de va!

Wybaczam, tylko się już nie bij ;)

Mam wrażenie, że to dopiero wstęp. Pewnie limit nie pozwolił opowieści bardziej się rozwinąć – tak bywa. Jako prolog nawet niezłe, ale trochę mało jak dla mnie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Rokitnik, ale wiesz, że tu się dało mimo wszystko wrzucić jakieś nietypowe zakończenie? Np. przypadkowa osoba wypija mu tą herbatę – jak to wpływa na “matriksowość” sceny? A to tylko jedna z wielu możliwości.

Zakończenie, mimo wszystko, jest. Przeczytaj proszę komentarz El Lobo, był bardzo blisko :)

Jai guru de va!

Jakby to była połowa opowieści, to bardzo dobrze. Naprawdę mnie zainteresowało, co się wydarzy o północy nad Morskim Okiem. A potem nadszedł wredny, niespodziewany koniec :(

Wiem, wiem… To przez limit.

Spokojnie, ciąg dalszy nastąpi ;)

Jai guru de va!

Nowa Fantastyka