- Opowiadanie: maciekzolnowski - Pivovar – Morskie Oko. Akciová společnost - wersja bez cenzury

Pivovar – Morskie Oko. Akciová společnost - wersja bez cenzury

Pierwsza w historii science fiction inwazja kosmitów na browar (położony w Czeskiej Republice). Bracia Czesi, nie martwcie się! Jesteśmy z wami! Razem wypijemy to piwsko, którego nam naważono! ;)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Skoneczny

Oceny

Pivovar – Morskie Oko. Akciová společnost - wersja bez cenzury

 

 

Morskie Oko – współcześnie…

 

Zanosiło się na tęgą imprezę. Naszą odyseję rozpoczęliśmy bowiem wcześnie rano, a zamierzaliśmy zakończyć w nocy lub nawet nad ranem, dnia następnego. I właśnie teraz osiągnęliśmy półmetek i jednocześnie nasz pierwszorzędny cel: Morskie Oko – mały browar, położony po czeskiej stronie. Celem drugorzędnym natomiast miał być nieco zakrapiany powrót do Polski, kończący się happy endem. Dodam, że wędrowaliśmy przez góry.

 

Tymczasem bawiliśmy (się) w najprawdziwszym, piwnym raju. I właśnie w czasie, kiedy Adaś otwierał z psykiem pierwszą buteleczkę ciemnego, pięcioprocentowego Opata číslo pět, którego zapach wydał mi się od razu dziwnie podejrzany, ja akurat raczyłem się trzecim z rzędu Morskim číslo tři sztandarowym, a porządnie schłodzonym wyrobem z Jabłonkowa.

Degustacja trwała oczywiście na miejscu, w budynku zakładu, w którym byliśmy owego dnia jedynymi zwiedzającymi. Być może podczas lata sytuacja wyglądałaby nieco inaczej, to znaczy gorzej, ale teraz, zimą – i to na dodatek podczas burzy śnieżnej – mogliśmy do woli napawać się pustymi i bezkresnymi przestrzeniami, pełnymi wysterylizowanego sprzętu: ogromnymi zbiornikami fermentacyjnymi ze stali nierdzewnej oraz zabytkowymi kadziami starszych generacji.

Delikatne instrumenta, o których tu mowa, wraz z całym osprzętem, zdawały się dosłownie żyć jakimś własnym, wewnętrznym życiem, dokoła zaś roztaczała się ta finezyjna, fantastyczna i do głębi przeszywająca woń: złocistego trunku, drożdży piwowarskich, chmielnych eliksirów, słodowych ekstraktów, wywarów z jęczmienia i pszenicy, moczopędnych mikstur.

 

Aż mnie od tego niuchania normalnie przypiliło. I musiałem pognać na stronę…

Tak po prawdzie to wolałbym sobie, stojąc pod drzewkiem, lać gdzieś na świeżym powietrzu. Ten zew wolności jest – podobnie jak i seks – po prostu nie do opisania, jest jedną z największych bodaj rozrywek prawdziwego samca…

Chwilkę trwało zanim – przepraszam za zbytnią szczerość – pozbyłem się niechcianego balastu, choć na kackupkę było póki co za wcześnie. I już byłem na finiszu, już ostatnie krople potu oraz moczu z siebie wyduszałem, gdy wtem… usłyszałem, jak dwóch frędzlowatych dupojadów wtacza się do kibla. Potem zapadła nagle cisza. A jeszcze potem poleciało – sam nie wiem, co poleciało – w języku, pochodzenia ziemskiego… albo i nie:

 FFF pi tu pi tu FFF.

 SSS pi tu pi tu SSS.

Efekt tej gadki szmatki był taki, że poczułem się, jakbym był na cyku – i to jeszcze przed godziną czternastą. Na domiar złego śmiertelnie się wystraszyłem i zapragnąłem jak najszybciej opuścić to nawiedzone město. Wróciliśmy więc z Adasiem na szlak „bojowy”, biegnący w kierunku granicy i potem jeszcze dalej – do Wisły, Trzech Kopców, Chaty Wuja Toma i w końcu aż do Jaworza.

 

 

 

***

Po chwili gdzieś na trasie…

 

Po dwóch godzinach z hakiem ujrzeliśmy za sobą dziwne światło. Nie powiem dokładnie, co to było, choć na głowie mieliśmy latarki i w dupie oczy, ale do łba mi wpadło, że może to UFO i inne takie alieny. Następnie spostrzegliśmy wojskowe helikoptery, które w szyku bojowym pognały w stronę Jabłonkowa. Nie cierpię prawdę mówiąc, gdy coś odrywa mnie od tych niekończących się, dalekobieżnych szlaków turystycznych, nadmiernie absorbując uwagę. I teraz te hałasy i te światła mogłem po prostu zignorować…

Niestety na łbie miałem jeszcze gadułę Adasia, który zdobywał właśnie, niedostępny dla zwykłych śmiertelników, szczyt słowotoku:

 Stary, a wiesz, że…

 Stary, a ja po dziesiątym piwku witam się już z duchami przodków – próbowałem go zagłuszyć…

A swoją drogą… zdążyło mi po drodze przemknąć parę sztuk pacanocapów, żółwiopredatorów, pawiokruków, protoknurów, sarnosłoni, jeleniokosów oraz po jednym egzemplarzu antylopomewy i świstakuptaku. Zaobserwowałem też łosiożmija i szczurorysia oraz niektóre inne zwierzątka, pojawiające się – o ile dobrze pamiętam – w mitologii szlachetnych, starożytnych Ślązaków opolskich z Klisina… Ale mniejsza z tym…

A kamarád – jak zwykle – pieprzył mi coś o indeksowaniu stron internetowych:

 Stary, a wiesz, że indeksowanie stron internetowych…

No więc go złoiłem:

 No dajże spokój, Adasiu! Naprawdę musimy przyłazić aż tutaj, by sobie pogadać o jakiś tam zafajdanym indeksowaniu? Dlaczego nie rozmawiamy na przykład o estetyce krajobrazu? Ą, ę!

 Ę, ą, Maciusiu, ę, ą – przytaknął kulturalny i elokwentny Adaś, a zrobił to w tak delikatny sposób, jakbyśmy co najmniej byli na podsłuchu.

 

 

 

***

Po parunastu minutach w dendrosferze…

 

A czas mijał szybko i przyjemnie. I sam nie wiem, kiedy i w jaki sposób zdołałem wydoić cały, jakże pakowny plecak piwa. Zaiste! Kozak ze mnie! Nie ma co!

Zdążyłem także wywalić się z pięć razy i zaryć nosem w zaspę, a ze dwa razy może zrobiłem orzełka na śniegu, bo – jako Polak – mam słabość do ptactwa, a zwłaszcza do bielików, jastrzębi oraz orłów właśnie. 

 Stary! Czy myśmy się przypadkiem nie zgubili? – rzuciłem po niejakiej fermacie, dopijając zimnego browca.

Zaniepokoiło mnie bowiem, że taki towarzyski gość, jakim jest Adaś, milczy już od ładnych dwudziestu minuto-łyków-psyków. No więc czekałem na odpowiedź, ale ta, jak na złość, nie nadchodziła; zaś jedyne, co można było teraz usłyszeć – to przeraźliwe, posępne wycie lodowatego, nieomal arktycznego wichru. Postanowiłem więc niezłomnie, że spróbuję ponownie:

 Wiesz mniej więcej, gdzie jesteśmy? No dajże spokój, stareńki, nie wygłupiaj się i powiedz, gdzie jesteśmy!

I znowu to samo – nic, tylko ta głucha, przerażająca cisza i zawodzenie wichru, szalejącego nocą w koronach ośnieżonych, istebniańskich świerków – o, jakże dostojnych i zacnych pomników przyrody! Zaglądając w paszczę, bombardującego białym pyłem, śnieżnego szaleństwa, na próżno oglądałem się za siebie i wytężałem wzrok. Z otchłani szarej nicości, z biało-czarnych czeluści zimowego piekła nie dotarł do mnie ani jeden dźwięk, ani jedno słowo nie nadpłynęło, nie nadleciał ani jeden, choćby i zdławiony krzyk. Żadnych kroków nie posłyszałem. I już miałem się cofnąć, już miałem zawrócić, gdy wtem… zadrżała ziemia, a z chaszczy wypełzło gigantyczne i obleśne monstrum, trochę tylko podobne do mojego druha. To coś posiadało macki i rogi, miało zęby, a nawet szpony, w których dzierżyło butelkę Opata. I było krwiożerczą bestią, której zielonkawoszare cielsko stanowiła w głównej mierze buchająca na wszystkie strony, kipiąca, parująca, wszechobecna galareta. Jedynie oczy wydały mi się zrazu ludzkie i dziwnie znajome, a znajome aż do tego stopnia, że wkrótce udało mi się nawet zdobyć na odwagę, na jakąś namiastkę męstwa. I zawołałem donośnie, choć oczywista na próżno:

– Adaśko?

A wicher zdawał mi się odpowiadać:

 No coś ty, ślepy? Na imię ma żelatyna. A toto je stará kurva!

Z minuty na minutę, z sekundy na sekundę sytuacja stawała się beznadziejna, a próba dialogu z potworem bezcelowa. Kiedy więc kreatura zbliżyła się na wyciągnięcie dłoni, zamarłem, zastygłem. I zamknąłem ze strachu swe powieki, po czym zupełnie straciłem przytomność.

 

 

 

***

W śmiertelnie niebezpiecznej i niefajnej zonie: „nie ma w pobliżu Żabki ani monopolowego dwadzieścia cztery godziny na ha”…

 

Obudziłem się po jakimś czasie w tajnym laboratorium wojskowym, z którego już raczej żywy nie wyjdę. I choć to niewielkie pocieszenie jest, to jednak – koniec końców – cieszę się, że nie zbrukałem swych trzewi obcym i plugawym smakiem Opata číslo pět.

Koniec

Komentarze

A cóż tu komentować, Maćku, skoro tekst mówi sam za siebie?

Zaprezentowany w pierwotnym kształcie, wzbogacony fragmentami, dla których brakło miejsca w wersji konkursowej, choć opowiada o tym, o czym już czytałam, to tym razem treść wybrzmiała pełniej, dobitniej, bardziej po męsku i jakby bliżej natury. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za pozytywną opinię, Reg. 

 

“Aż mnie od tego niuchania normalnie przypiliło. I musiałem pognać na stronę”. Rzeczywiście treść wybrzmiała bardziej po męsku i jakby bliżej natury. ;)

maciekzolnowski

O rany, Maćku! Tak bardzo byłem zdezorientowany po lekturze szorta, że czym prędzej przybiegłem tu na stronę, choć browarka nie piłem, a czeskie uwielbiam i też się czasem przez granicę przeprawiam dla dokonania piwnego abordażu. Czy mi ta wizyta rozjaśniła w głowie?

Niekoniecznie. Poza jednym: wydarzyło się coś cudownego w językowych sprawach, słowach, zdaniach, poczułem ogromny potencjał Autora, śmiałość i lekkość w absurdalnych klimatach, coś niezwykle obiecującego, jednak…

Wydaje mi się, że niezależnie od przyjętej koncepcji, tekst powinien komunikować się z czytelnikiem w miarę klarownie. Trudna sprawa, wiem. Sam raczkuję dopiero. Pisarz pisklak. Ale jako czytelnik, bardzo łapczywy na słowo pisane, posiadający szeroki margines potrzeb i upodobań literackich poczułem niedosyt, niespełnioną obietnicę, która zabrzmiała w tytule, a później w samym języku.

Mam nadzieję, że wyklaruje Ci się to pisanie koncepcyjnie i w konstruowaniu przekazu, ale w języku, w wypowiedzi samej, błagam, pozostań swobodny!

Dzięki za lekturę, pozdrawiam! ;)

Pełna wersja lepsza niż skrócona. Ale… Wiedziałam, jak się skończy, a to odbierało kawał przyjemności z lektury. IMO, wstawianie dwóch bardzo podobnych tekstów tak jeden po drugim to słaba taktyka.

Jest postęp jeżeli chodzi o fabułę – w opowiadaniu coś się dzieje. Wprawdzie to tylko historia dwóch ubzdryngolonych facetów, a nie wzniosłe dążenie do celu, ale już wyrwałeś się z orzeszkowych opisów przyrody.

Babska logika rządzi!

Tak, Finkla. Przestałem opisywać orzeszki a zacząłem szyszki (chmielu). W końcu i to, i to jest częścią odwiecznej przyrody. Dzięki Ci!

Speszyłem się, Majkubarze. I sam nie wiem, jak Ci mam dziękować. Twój komentarz – pisarza pisklaka (no to jest nas dwóch) – mnie uskrzydlił. Ale OK, będę nadal pracował nad pisarstwem koncepcyjnym, zaś w języku, w wypowiedzi samej postaram się pozostać swobodny (pozostać sobą). 

 

maciekzolnowski

Miałam na myśli opisy smarowane przez niejaką E. Orzeszkową. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, wiem, że o nią chodzi. No, jej opisów nic nie przebije. Ale przynajmniej mogę sobie pożartować (orzeszki, szyszki, konopie, trawka – pamiętasz? – ta mordercza trawka). I muszę powiedzieć, że wyjątkowo dobrze się bawiłem, pracując nad tym opowiadaniem. :)

maciekzolnowski

Bohaterowie opowiadania wracają do Jaworza wcale nie najkrótszą trasą. I dlaczego mnie to nie dziwi? :-) Mijają po drodze las świerkowy (najprawdopodobniej w okolicach Wisły). Pojawiają się w związku z tym wątpliwości, o których piszę u dołu.

W tekście jest wzmianka o świerku istebniańskim. Ciekaw jestem, jaki jest obecnie zasięg występowania tego miejscowego ekotypu i czy sięga – dajmy na to – Wisły Dziechcinki, okolic Stożka Małego, Czantorii Wielkiej oraz Małej, Orłowej i Równicy. Dodam, że bory świerkowe tworzą piętro regla górnego do wysokości 2200 m n.p.m.

Zna ktoś właściwą odpowiedź?

maciekzolnowski

Stukrotne dzięki, Reg. :)

 

 

Zaraz sobie o tym poczytam. Człowiek przechodzi nieraz dziesiątki razy i mija – dajmy na to – taki Stożek Wielki. I dalej nie wie, nie pamięta, co widział (co tam rośnie): las kaktusów czy coś innego? 

 

Reg., czy jesteś pewna, że “tośta” (albo “cośta”) zapisujemy łącznie, to znaczy jako pojedynczy wyraz? 

 

I jeszcze chciałem się Ciebie zapytać, jeśli masz chwilkę, w jaki sposób radzić sobie z braniem wyrazów w cudzysłów. Czy lepiej napisać uwertozy, czy też może “uwertozy”; czy świstakuptaku czy może lepiej “świstakuptaku”; czy “oczywista” czy raczej oczywista? 

 

 

Serdeczne dzięki, raz jeszcze, za pomoc! 

MZ

 

maciekzolnowski

Reg., czy jesteś pewna, że “tośta” zapisujemy łącznie, to znaczy jako pojedynczy wyraz? 

Maćku, pewności nie mam, ale skoro piszemy: myśmy, wyście, byśmy, toście, to i bardziej gwarowe tośta, też bym tak napisała.

 

I jeszcze chciałem się Ciebie zapytać, jeśli masz chwilkę, w jaki sposób radzić sobie z braniem wyrazów w cudzysłów. Czy lepiej napisać uwertozy, czy też może “uwertozy”; czy świstakuptaku czy może lepiej “świstakuptaku”; czy “oczywista” czy raczej oczywista? Wiesz, o co mi chodzi (u mnie tego dużo jest)…  ???

Przyzwyczaiłam się do Twoich neologizmów i mnie one w tekście zupełnie nie przeszkadzają. Czytam je tak jak inne wyrazy, niektóre z podziwem, bo trafiają się naprawdę ładne. I tak szczerze mówiąc, ujmowanie ich w cudzysłów przeszkadza mi, bo natychmiast zwracają na siebie uwagę i burzą płynność czytania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Czytam je tak jak inne wyrazy, niektóre z podziwem, bo trafiają się naprawdę ładne.”

Bardzo Ci dziękuję. :)

maciekzolnowski

I ja Ci dziękuję, za wyrazy. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak po prawdzie to wolałbym sobie, stojąc pod drzewkiem, lać gdzieś na świeżym powietrzu. Ten zew wolności jest – podobnie jak seks – po prostu nie do opisania, jest największą rozrywką prawdziwego faceta

No nie wiem, nie przekonuje mnie to xD

 

To, że poświęciłeś cały akapit czynnością kiblowym, opisując je w tak drobnych detalach, jest równie zastanawiające, co godne poszanowania.

 

Dlaczego nie rozmawiamy na przykład o estetyce krajobrazu? Ą, ę!

 Ę, ą, Maciusiu, ę, ą – przytaknął kulturalny i elokwentny Adaś, a zrobił to w tak delikatny sposób, jakbyśmy co najmniej byli na podsłuch

Podoba mi się to, takie Gąbrowiczowe mocno, lubię.

 

No ja będąc ultra leniwym bobem widzę ten tekst pierwszy raz, żadnych wersji bez rozszerzeń nie znam. Moim zdaniem opowiadanie jest świetne: dostatecznie absurdalne, z morałem równie absurdalnym, dobrze napisane. Czasem drażnił mnie trochę ten zapis wtrąceń w nawiasach [taki ze mnie interpunkcyjny konserwatysta] ale to chyba jedyna rzecz, do jakiej mógłbym się tu na siłę doczepiać. No i bardzo podoba mi się jakaś taka lekkość narracji, tutaj absolutnie nic nie jest wymuszone, wręcz przeciwnie, tekst jest taki trochę po kilku piwach. I dobrze.

Gitara. 

 

EDIT: dobrze, że nie czytam przedmowy ale niektórzy czytają, a dałeś tam spoiler całego tekstu. Po co? 

No nieźle.

Hmmm… Tekst jest napisany bardzo porządnie, opisy zabawne i jakże prawdziwe :D

AAAaaale ;)

 

Ale ja nie przepadam za (nawet piwnymi!) oparami absurdu. Owszem, przyjemnymi i do uśmiechnięcia… Jednak to nie moje klimaty.

 

W każdym razie wyrazy uznania za pomysł i ładne neologizmy. No i tak dobry research ;)

Iluzja, Skoneczny, dzięki wielkie. 

 

“No ja będąc ultra leniwym bobem widzę ten tekst pierwszy raz, żadnych wersji bez rozszerzeń nie znam”. – Widziałem Twoje teksty. I mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie jesteś leniem. Oj, nie jesteś! :)

“Podoba mi się to, takie Gąbrowiczowe mocno, lubię”. – A tak, do Gombrowicza mam słabość. Nie wiem, czy czytałeś może moje “Butelki zwrotne…”? Tam jest aż osiemdziesiąt procent z Gombrowicza (jeśli nie więcej). 

Raz jeszcze dziękuję Ci za komentarz oraz lajka. 

 

“(…) tak dobry research”. – Dzięki Iluzja. Starałem się. Gwoli wyjaśnienia dopowiem dwa, trzy zdania: 1. Miejscowość Jabłonkowo istnieje naprawdę. Choć nie ma tam oczywiście Morskiego Oka. W pobliżu znajdują się za to dwa browary. 2. Piwo Opat ciemne istnieje naprawdę, choć jest produkowane w zupełnie innej części Czech. Można je nabyć m.in. w Polsce, np. w PTTK Jagodna (Spalona, k. Bystrzycy Kłodzkiej). 3. Gaduła Adaś, jeden z bohaterów opowiadania, istnieje naprawdę. To tyle.

 

Pozdrawiam. :)

maciekzolnowski

Gaduła Adaś… Czyżby, niestety prawie ostatnio nieaktywny, AdamKB? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie, Finkla, to nie ten sam, co AdamKB. Żałuję, że obaj panowie są nieaktywni, bo jeden pisał ładnie i za każdym prawie razem trafiał do biblioteki NF, drugi zaś (ten, którego ja znam osobiście) mógłby nam wiele na tym forum opowiedzieć. I gwarantuję Ci, że byłoby to niezmiernie ciekawe i życiowo pouczające. 

 

A tak a propos, ex aequo… to czytałem właśnie Twoje rozmowy z Reg. na temat misiów i naturalnego środowiska (Twojego oraz misia). Zabawne. Mi-Się strasznie spodobały. ;)

maciekzolnowski

A, zdarza nam się z Reg zanurkować w dialogowych oparach absurdu. ;-)

Babska logika rządzi!

A gdzież to my tak o onym miśku dyskurs wiodłyśmy, bo jakoś z pamięci całkiem mi to uszło? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też sobie nie mogę przypomnieć… A nie, wygrzebałam – pod moim konkursowym opkiem na “Morskie Oko”.

Babska logika rządzi!

No to idę sobie przypomnieć. ;)

 

edycja

Istotnie, było misiowo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Miło, że zacnie. Misia nigdy nie widziałam na Morskim Okiem. Właściwie, w naturalnym środowisku to nigdy nie widziałam”… 

“W moim środowisku to mogę liczyć co najwyżej na pluszowe”. ;-)

No właśnie: pluszaki są całkiem zacne. Prawdziwego niedźwiedzia to nawet ja nie widziałem, choć po górach się tryndam. I wiecie co? Wolałbym go jednak nigdy nie ujrzeć, bo z moim szczęściem to… wiadomo… Amen.  

 

 

maciekzolnowski

Nowa Fantastyka