- Opowiadanie: cichy0 - Lupus (est)

Lupus (est)

To i Ciche pięć groszy na górski konkurs.

Na faktach. Ciut (no, może ciut więcej niż ciut) ubarwione przez autora ;)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Lupus (est)

W bi­du­lu gwał­tow­ne vi­bra­to prze­ry­wa po­obied­nią ciszę. Wy­so­ki dźwięk od­bi­ja się od ścian i okien, na­brzmie­wa. Z za­cie­ka­wie­niem od­kła­da­my kloc­ki, drew­nia­ne za­baw­ki i na­słu­chu­je­my. Gru­biut­ka pani Danka bie­gnie na górę, ode­brać te­le­fon.

Chce pierw­sza mówić z panem z Rady Na­ro­do­wej. Gdy roz­ma­wia­ją, pod­śmie­chu­je się i mówi mu „żeby prze­stał, bo jesz­cze kto usły­szy”.

Za­wsze sły­szy­my, a potem zwy­kle do­wia­du­je­my się, że będą po­ma­rań­cze i cze­ko­la­da z tej czy innej oka­zji.

Na dole zo­sta­je z nami nasza zło­to­wło­sa pani Ala. Ko­cha­my ją wszy­scy!

Po chwi­li, zzia­ja­na pani Da­nu­sia wpada z po­wro­tem do sali.

– Dzie­ci. W tym roku Świę­ta spę­dza­my w Ta­trach!

– Kry­siu, dokąd to? – Głos pani Marty od­pro­wa­dza mnie, gdy wy­bie­gam z sali. Wpa­dam na mar­mu­ro­we patio, gdzie stoi nasza cho­in­ka. Czy to świa­teł­ka mnie ośle­pia­ją? Nie – przy­po­mi­nam sobie, że mama i tak już nie żyje.

 

***

 

Je­dzie­my w dwa wozy.

W jed­nym pani Ala i dzie­ci. To zna­czy ja, Henio, Stef­cia, Zuzia, Wicio i Róża. Nas nikt nie wziął na Świę­ta. Nie szko­dzi – my je­dzie­my nad Mor­skie Oko. 

Na dru­gim, ważni pa­no­wie i pani Da­nu­sia; szcze­bio­cze z ły­sa­wym panem, co to wcze­śniej dzwo­nił do bi­du­la. Wy­glą­da­ją jak dwa go­łą­becz­ki na ko­ły­szą­cej się ga­łę­zi.

Tego pana pil­nu­je drugi, taki smut­ny Mirek, w skó­rza­nym pal­cie. Pani Marta chyba go nie lubi. Kilka razy pod nosem po­wie­dzia­ła o nim:

– Cho­ler­ny ubol! 

Ja nie ro­zu­miem, co to ubol, ale chyba nie taki zły być musi. To on prze­cież za­pła­cił za naszą po­dróż fu­ra­mi pod tę górę, i to takim zie­lo­nym pa­pier­kiem. Żaden woź­ni­ca nas brać nie chciał, wszy­scy się tylko że­gna­li i zdro­waś­ki mó­wi­li.

Ci nasi też po­boż­ni, ale „takie dutki to dobre”. I wio, je­dzie­my.

Rap­tem, zza za­krę­tu, jakaś po­stać się wy­ła­nia. Stary, zgar­bio­ny dziad, z brodą kę­dzie­rza­wą. Ko­stu­rem się pod­pie­ra, rękę bez dwu pal­ców ku nam wy­cią­ga, o jał­muż­nę pro­sząc. 

Wszy­scy z od­ra­zą pa­trzą, od­su­wa­ją się. 

– Pro­szę pana! – wołam. – Ob­wa­rzan­ka z Kra­ko­wa jesz­cze wiozę.

Bie­rze. Pa­trzy z wdzięcz­no­ścią na mnie. Potem przez chwi­lę zimno na Mirka.

Od­cho­dzi.

Smut­ny pan teraz jest i blady. Woź­ni­ce się że­gna­ją.

 

***

 

Sto­imy boso na śnie­gu. Pani Ala cicho łka, bo Mirka nie chcia­ła i zbita teraz obok nas leży. On wy­go­nił dzie­ci na mróz. Kazał po cichu iść, żeby resz­ta do­ro­słych nie sły­sza­ła. Teraz z bu­tel­ką i pi­sto­le­tem sła­nia się na tle je­zio­ra, co świa­tło księ­ży­ca od­bi­ja.

Ja już wi­dzia­łam, co tatuś robił, jak bia­łej go­rącz­ki do­sta­wał po go­rzał­ce, zanim do bi­du­la tra­fi­łam. 

Wtem, sły­chać dzi­kie uja­da­nie. Od stro­ny drogi pędzi kilka ku­dła­tych cieni. Mirek ucie­ka do schro­ni­ska – zo­sta­wia nas, ry­glu­jąc drzwi za sobą.

Pła­cze­my. 

Przed nami staje dziad ze szla­ku, co jak spod ziemi wy­ra­sta. Laską wy­wi­ja w po­wie­trzu.

– Huź-haa, huź-haa! – krzy­czy.

Be­stie omi­ja­ją nas, jak rzeka głazy, i wpa­da­ją, z drzwia­mi, do środ­ka.

Po­je­dyn­czy krzyk od­bi­ja się echem, gdy do­pa­da­ją zdo­bycz i uno­szą w mrok. Smut­ny jest teraz i mar­twy.

 

***

 

Nowy rok do­brze się dla mnie za­czął. Na wio­snę nowa ro­dzi­na się mną in­te­re­su­je. 

Gó­ral­ska, przy­pad­kiem.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Mam nadzieję, Cichy, że więcej tu ubarwień, niż faktów. Bo gdyby było odwrotnie, to bardzo smutny byłby to szort.

 

Na dru­gim, ważni pa­no­wie i Pani Da­nu­sia… –> Na dru­gim, ważni pa­no­wie i pani Da­nu­sia

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

taki smut­ny Mirek, w skó­rza­nym palto. –> …taki smut­ny Mirek, w skó­rza­nym palcie.

 

po­dróż fu­ra­mi pod górę… –> …po­dróż fu­ra­mi pod górę

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z zaciekawieniem, odkładamy klocki – zbędny przecinek

 

Chce pierwsza mówić z panem, z Rady Narodowej. – zbędny przecinek

 

Dzieci. W tym roku Święta, spędzamy w Tatrach! – zbędny przecinek; wydaje mi się, że lepiej by to wyglądało jako jedno zdanie: Dzieci, w tym roku Święta spędzamy w Tatrach!

 

Potem przez chwilę, zimno na Mirka. – albo brakuje przecinka po potem, albo ten jeden jest zbędny

 

Huź-Haa, Huź-Haa(+!) – krzyczy. – takie zawołanie, jeśli nie jest imieniem (a nie wygląda, chociaż mogę się mylić), to poza pierwszą literą – małymi literami; poza tym – skoro to okrzyk, to przydałby się wykrzyknik

 

Na wiosnę, nowa rodzina się mną interesuje. – zbędny przecinek

 

Bez względu na zawartość rzeczywistości, ten szorciak tchnie smutkiem i nawet w jakiś sposób szczęśliwe zakończenie nie potrafi tego uczucia zatrzeć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

@Reg,

Dzięki za korekty. Core historii jest prawdziwy, tzn. zasłyszany jako prawdziwy. Była dziewczynka, w domu dziecka, którą panie opiekunki na mróz, za karę wystawiły.

A że zima była tęga to i wilcy się zainteresowali jagniątkiem. 

Odganiał je właśnie trójpalczasty dziad , kijem machając. 

 

Inna sprawa, że osoba, która opowiadała tę historię jako prawdziwą też trochę koloryzuje. 

Koniec końców faktem z niej może być tyle, że w lasach wilki mieszkają. 

 

Co do genezy tego szorta to też ciekawa sprawa. Wieczorem przeczytałem o konkursie, rano się budzę i mam historię :) 

@Reg, Śniąca, 

Jeżeli chodzi o emocję smutku to taki był cel autora. 

W jakiś przewrotny sposób ciesz się, że Was zasmuciłem :(

 

@Śniąca,

Twoje poprawki naniosę jutro :) 

 

Cichy, skoro osiągnąłeś cel zasmucając, to chyba i ja powinnam się cieszyć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W bidulu[-,] gwałtowne vibrato przerywa poobiednią ciszę.

Z zaciekawieniem[-,] odkładamy klocki, drewniane zabawki i nasłuchujemy.

Potem też jest problem z przecinkami.

 

Znam tylko pięć liter ;)

Ja lubię od czasu do czasu przeczytać coś smutnego i tutaj rzeczywiście jest smutek. Składnia jednak, czyli stylizacja tekstu drażni im dłużej się go czyta, a wszak to krótki tekst więc nie wiem, czy stylizacja nie jest zbyt przesadzona momentami. O przecinkach się nie wypowiem, bo się nie znam dobrze na ich poprawnym stawianiu, ale ogólnie rzecz biorąc, tekst mi się całkiem podobał… Trudno aż uwierzyć, że cokolwiek z tego mogło być prawdą, ale skoro tak, to cóż… Przykro. Fajna postać starca, szkoda, że tak mało o niej wiemy… 

Zagrałeś tutaj na emocjach, nie da się ukryć. Tekst mocny i z przesłaniem. Bardzo mi się podobało. :)

Smutny tekst, ale fajny. Udało Ci się zbudować jakiś klimat, dorzucić do konkursu coś nietuzinkowego.

Przecinki Ci się rozmnożyły jak zajączki po wilczej zarazie.

Babska logika rządzi!

Cichy, po raz pierwszy w tym konkursie, szukam słów, rozłożony na łopatki!!!

Smutny tekst? Na pewno. Choć bardziej z naszej perspektywy – naszego życia, “normalnego”, schematu, który znamy doskonale. Pracowałem przez kilka lat z sierotami niepełnosprawnymi, a tam spotkałem więcej radości, niż gdziekolwiek w tym moim normalnym życiu. Radosna niepełnosprawność, wyobrażasz sobie? W pełni normalne życie. Dlaczego? Bo ludzie, najczęściej dzieciaki, znajdujące się w tych trudnych sytuacjach, nie mają kompletnie pojęcia, albo nie wiedzą w pełni o tym życiu, które my wiedziemy. Nie mają naszej perspektywy, kontekstu. Tworzy się jakby równoległy świat, on ma swoje relacje, emocje i mechanizmy i jest normą. Zmierzam do tego, że Twój szort, bardziej niż smutny, jest do bólu RZECZYWISTY! Jak Ty tego dokonałeś, nie wiem, ale GRATULUJĘ! Rozklepałeś w kilku słowach wiele charakterów, postaw, losów i mechanizmów, doskonale wykorzystując do tego język. Świetnie skomponowany obraz literacki!

Tyle bym chciał Ci napisać teraz, żeby wyrazić swoje uznanie, ale nie potrafię. Ubogi w słowa jestem, przykro mi!

Dziękuję za zupełnie nowy rodzaj literackich doznań w konkursie! Mój numer jeden, trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie!

 

BTW, canis lupus nie ujadają. Pojedyncze szczeknięcia zdarzają się, ale sporadycznie i w innych sytuacjach (to raczej bardzo rzadko spotykana forma ostrzeżenia, a nie dźwięk przy ataku). Pasuje natomiast do zdziczałych psów. Na odbiór tekstu to nie wpływa, bo bohaterowie opowiadania pewnie by tego nie wiedzieli.

Smutne opowiadanie, dobrze stworzony klimat, który ładnie ciągnie się przez cały tekst. Do tego na koniec jest pewna nadzieja ;) Tak więc kliczek :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Brakuje mi czegoś między drugim a trzecim epizodem. Fragmentu, który by pokazał, czemu dzieci stoją bose na śniegu, co się wydarzyło. Bo, że ubek + skórzany płaszcz + alkohol = zło okrutne, to wiadomo. Ale chciałbym wiedzieć jak.

Narracja momentami dobra, ale jednak zbyt mało płynna. Przecinki szaleją.

Niby brakuje, ale jeśli połączyć czas, w którym prawdopodobnie dzieje się akcja + regiony wiejskie + to, jak w tamtych czasach różnie bywało w domach dziecka, to już obraz staje się spójny.

@Majkubar, dziękuję za Twój komentarz. Naprawdę doceniam. Jestem zakłopotany, aż tak pozytywnym przyjęciem przez Ciebie mojego tekstu. 

Jeżeli chodzi o jego warstwę emocjonalną to, może zabrzmi to pretensjonalnie, ale tak rezonowała ta historia w mojej głowie i tak musiała się skrystalizować. Innymi słowy, nie było moim celem wywołanie smutku, on tam był po prostu. 

Z drugiej strony, jak piszesz, sytuacja która komuś może wydawać się smutna i dziwna, dla innej osoby może być normą. Wszystko jest subiektywne. 

BTW Szacunek za pracę z dziećmi z domu dziecka i to jeszcze niepełnosprawnymi. Nie wiem czy bym podołał. Ale znowu, może ciężko sobie to wyobrazić, ale takie osoby mogą być nawet szczęśliwsze “od nas”.

 

@Śniąca, Anet dzięki za Wasze korekty. Postaram się je wprowadzić jak tylko będę miał chwilkę. 

 

@Rosebelle, Finklo, NWM, AQQ Dzięki za Wasze pozytywne komentarze i za gdzieniegdzie pojawiające się kliki :)

 

@Coboldzie, 

 

Smutny Mirek się nachlał i dostawiał się do Pani Ali. W obliczu porażki stłukł ją niemiłosiernie. Wiedząc, że pani Ala jest blisko z dziećmi powyganiał je z łóżek w piżamkach i (po cichu żeby reszta dorosłych nie słyszała) wygonił na mróz, w akcie zemsty. Jest to powiedziane między wierszami :) 

 

@Do wszystkich, którzy twierdzą że mam problemy z przecinkami. NIe, ja z nimi nie mam problemu… :)

Bardziej moje teksty mają z tym problem, że ja nie mam z tym problemu :)

 

BTW macie jakieś dobre opracowanie interpunkcji, najlepiej na necie, które w łopatologiczny sposób wyjaśni tak opornej na tego typu zasady osobie gdzie ta kreseczka ma się znaleźć ??? :)

 

@Wilku, Dzięki za Twoje uwagi techniczne a propos canis lupus :)

Cichy,

że Mirek skrzywdził panią Alę to widać, ale co do tego miały dzieci – już niekoniecznie. I co na to pani Danusia i Łysy? Tak jak napisałem – chciałbym wiedzieć nie tylko co, ale i jak. Bo już na przykład Wilk twierdzi, że ma to coś wspólnego z terenami wiejskimi, a ja nie wiem czemu.

“Między wierszami” czasami znaczy “zagubione w akcji” albo “tylko w głowie autora”. Piszę to bez cienia złośliwości – sam się wielokrotnie na tym potknąłem i na pewno będę potykał dalej.

Zaraz tam “twierdzi” – piszę jak ja to odebrałem, nic więcej. Jeszcze w latach 80-tych (zdawać by się mogło już “normalniejszych”) zdarzały się przypadki, gdy w “normalnych” rodzinach leworęcznym dzieciom łamano rękę, by je przestawiać na praworęczność, to jak dopiero musiały wyglądać kary w przypadku domów dziecka w czasach głębokiego PRLu. Ja to zinterpretowałem od tej strony, okazało się, że inaczej, niż autor chciał przekazać, ale i tak było widać, kto karę wyznaczył. No i w zasadzie z punktu widzenia opowieści sens pozostaje ten sam, okoliczności przy których kara się pojawiła również.

Ot, historyjka. Pozostawiła mnie obojętnym. Pod względem interpunkcyjnym nie przyłożyłeś się.

Zawsze słyszymy, a potem zwykle dowiadujemy się, że będą pomarańcze i czekolada z tej[-,] czy innej okazji.

W tym roku Święta[-,] spędzamy w Tatrach!

Teraz z butelką i pistoletem słania się[-,] na tle jeziora, co światło księżyca odbija.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

@Coboldzie,

 

Wszystko nawet nie “między wierszami”, ale wprost jest powiedziane w tekście: 

 

Stoimy boso na śniegu. Pani Ala cicho łka, bo Mirka nie chciała i zbita teraz obok nas leży. On wygonił dzieci na mróz. Kazał po cichu iść, żeby reszta dorosłych nie słyszała.

 

To, dlaczego dzieciaki stoją boso akurat można domyślić się z kontekstu. Jak pijany facet wygania szybko dzieciaki z łóżka to może im nie zostawić czasu na ubranie butów chociażby, albo specjalnie nie pozwoli na to. Niemniej odbiór wilka też jest jakoś uzasadniony. Oczywiście rozumiem, że generalnie nie jest powiedziane 100% wprost dlaczego są dzieciaki na bosaka, ale akurat ten szczegół fabuły nie był, aż tak istotny żeby tracić na to cenne znaki :) 

 

@Count, 

 

Nie wszystkich muszą do głębi poruszać moje historie.O przecinkach pisali już wszyscy komentujący przed Tobą :) Niemniej doceniam wskazanie konkretnych miejsc, gdzie Twoim zdaniem jest ich nadmiar/niedomiar.

Przyłożyłem się, ale wciąż nie opanowałem sztuki stawiania tych podejrzanych kreseczek ;)

 

 

Historia jaka rysuje się w napisanych słowach oraz w słowach, które nie zostały napisane, prosta ale intrygująca. Ciekawy zabieg z przeniesieniem akcji kilkadziesiąt lat wstecz. Tajemniczy dziad jako element fantastyczny daje radę. Język nieco szarpany, ale napisane sprawnie. Mnie także nieco zastanowił ten przeskok w akcji, ale jeszcze bardziej niektóre zdania pisane rzekomo przez dziecko, a brzmiące zupełnie nieprzystająco do dziecka/narratora. Na przykład:

W bidulu, gwałtowne vibrato przerywa poobiednią ciszę. Wysoki dźwięk odbija się od ścian i okien, nabrzmiewa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr.Maras, 

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Jeżeli chodzi o stylizowanie narracji na dziecięcą to można to było zrobić do pewnego stopnia. Pewnych efektów nie osiągnąłbym, jak mi się wydaje, jeżeli język byłby całkowicie dziecinny :) 

 

Muszę przyznać natomiast, że nie zastanawiałem się nad tym, pisząc tego shorta. Dzięki za ciekawe spojrzenie.

No, jeśli wyróżniony w konkursie tekst nie doczłapał się nawet do biblioteki, to można mieć podejrzenia, że coś tu się ciekawego wydarzyło. A ja tu naiwna pomyślałam, najpierw przeczytam, a potem przejdę do komentarzy. Błędy wypisałam, po czym odkryłam, że to samo przede mną robili inni, to tylko autor miał ich wszystkich między pośladkami. I co teraz? No wkleję, co znalazłam, może ktoś zobaczy mój komentarz przed czytaniem i sobie odpuści.

Drogi autorze. Jeśli obcy ludzie poświęcają swój czas na wypisanie ci błędów, to powinieneś owe błędy poprawiać:

1) przez grzeczność

2) przez szacunek

3) po to, by kolejnym czytelnikom było łatwiej czytać twój tekst.

 

Historia jest ciekawa, podobała mi się stylizacja (choć gdzieniegdzie poszedłeś za daleko, o tym za chwilę), ale sporym problemem dla mnie było to, że co chwila zacinałam się i potykałam. Prawie jakbym czytała wzorzec do "Jak popsuć dobry pomysł złym wykonaniem".

Dobrze, chyba nie ma sensu więcej pisać. Klikałabym bibliotekę, ale tekst jest na nią w obecnej formie za słaby.

 

 

Przecinki do wyrzucenia:

Z zaciekawieniem, odkładamy klocki

z panem, z Rady Narodowej

z tej, czy innej okazji

W tym roku Święta, spędzamy w Tatrach!

Na drugim, ważni panowie

Wyglądają jak dwa gołąbeczki, na kołyszącej się gałęzi.

zgarbiony dziad, z brodą kędzierzawą

Bestie omijają nas, jak rzeka głazy

 

 

A tu z kolei brakujące przecinki:

Potem przez chwilę, zimno na Mirka.

Ja już widziałam co tatuś robił

 

odkładamy klocki, drewniane zabawki i nasłuchujemy. Grubiutka pani Danka biegnie na górę, odebrać telefon.

Podobna konstrukcja, gdzie przecinek zastępuje spójnik, pojawiła się potem jeszcze, ale tu gryzie szczególnie poprzez użycie jej dwa razy w dwóch następujących po sobie zdaniach.

 

Przed nami staje dziad ze szlaku, co jak spod ziemi wyrasta.

Taka konstrukcja sugeruje, że dziad najpierw stanął przed nimi, a potem wyrósł spod ziemi.

 

– Krysiu, dokąd to? – głos pani Marty

Zły zapis dialogu.

(Ten fragment o szlaku w zasadzie wygląda tak, jakby to szlak wyrósł spod ziemi)

@kam-mod,

Dziękuję za przeczytanie tekstu i Twoją wypowiedź. 

Co do Biblioteki to generalnie cieszy mnie fakt, że kilka osób kliknęło BiB. Oznacza to, że kilku osobom podobał się mój utwór. Ale, powiedzmy sobie szczerze, przecież często ilość klików zależy również od rozpoznawalności autora, a nie od jakości tekstu. Jeżeli, obiektywnie, można coś takiego zdefiniować jak jakość tekstu.

Są to dwa wspólnie napędzające się ogniwa – jeżeli autor dobrze pisze, ludzie mu klikają i staje się popularny. Im bardziej jest popularny tym więcej osób odwiedza jego utwory i większa szansa na klika (oczywiście jeżeli tekst jest dobry).

Jeszcze raz dzięki za uwagi. Tak jak wspominałem w komentarzach dla innych korektorów – poprawię jak znajdę czas na analizę. 

@wilku,

Dzięki również za Twój komentarz. Wszystkie korekty od góry do dołu poczynię, w odpowiednim czasie. Ostatnio cały wolny czas poświęcam na sen ;)

Ale, powiedzmy sobie szczerze, przecież często ilość klików zależy również od rozpoznawalności autora, a nie od jakości tekstu.

Ta zależność nie jest taka prosta. Oczywiście, że więcej osób zajrzy do tekstu rozpoznawalnego autora. Ale jeśli tekst będzie słaby, to nie klikną. W poczekalni i kolejce do Bib. pełno jest opowiadań znanych na portalu ludzi.

Babska logika rządzi!

@Finklo,

Myślę, że masz rację. Uważam, że jest to wypadkowa właśnie dwóch tych kwestii – rozpoznawalności i jakości (pojmowanej subiektywnie). Wielokrotnie widziałem opowiadania z 5 klikami, w których autorowi zarzucano masę błędów interpunkcyjnych, stylistycznych. 

Chociaż, powiem szczerze, jakoś super mi na tym, aby utwór się znalazł w BiB nie zależy. Niemniej, zawsze to miło ;)

 

 

 

To już zależy, gdzie kto zawiesza poprzeczkę. Dla mnie gruby ortograf dyskwalifikuje tekst, ale na interpunkcję i literówki można przymknąć oko. Chyba że naprawdę jest tragicznie.

No i to jeszcze trochę kwestia długości tekstu. Trudno nie popełnić ani jednego błędu na dziesięciu stronach. Ale stado byków na jednej to już trochę obciach.

Babska logika rządzi!

@kam-mod, 

Kilka uwag a propos Twoich korekt:

 

Wyglądają jak dwa gołąbeczki, na kołyszącej się gałęzi. – Tutaj wg mnie powinien być przecinek. Zdanie nadrzędne i podrzędne wydziela się przecinkiem. 

zgarbiony dziad, z brodą kędzierzawą – Moim zdaniem tę przydawkę należy wydzielić przecinkiem.

Bestie omijają nas, jak rzeka głazy – Wtrącenia wydzielamy przecinkiem.

 

 

odkładamy klocki, drewniane zabawki i nasłuchujemy. Grubiutka pani Danka biegnie na górę, odebrać telefon.

Podobna konstrukcja, gdzie przecinek zastępuje spójnik, pojawiła się potem jeszcze, ale tu gryzie szczególnie poprzez użycie jej dwa razy w dwóch następujących po sobie zdaniach.

 

Przecież użycie spójnika całkowicie zaburzyłoby rytm tego zdania. Tutaj mamy wyliczenie.

 

Przed nami staje dziad ze szlaku, co jak spod ziemi wyrasta.

Taka konstrukcja sugeruje, że dziad najpierw stanął przed nimi, a potem wyrósł spod ziemi.

 

Z tym zdaniem faktycznie coś nie tak jest, ale na razie nie mam pomysłu na korektę :)

Wyglądają jak dwa gołąbeczki, na kołyszącej się gałęzi. – Tutaj wg mnie powinien być przecinek. Zdanie nadrzędne i podrzędne wydziela się przecinkiem. 

Ale to IMO nie jest zdanie złożone – tylko jedno orzeczenie.

Z innymi uwagami też różnie bywa.

Babska logika rządzi!

@Finklo, zgoda

Cichy,

Oczywiście, rozumiem, że poprawienie wskazanych błędów w tekście na pół strony zajmuje mnóstwo czasu, a ty przecież wstawiłeś go tylko dwa tygodnie temu. Spoko.

Mam nadzieję, że poczułeś się lepiej, wytykając brak logiki w mojej wypowiedzi, bo chyba tylko poprawie twojego samopoczucia ta uwaga miała służyć.

 

Jeśli chodzi o bibliotekę, to odkładając na bok twoje rewolucyjne poglądy, chciałabym tylko zwrócić uwagę na fakt, że uprawnienia do bibliotekowania ma kilkadziesiąt użytkowników, a każdy z nich własne wymagania co do tekstu bibliotecznego. Ja na przykład klikam teksty poprawne interpunkcyjnie (nie mylić z idealne).

 

Jeśli chodzi o twoje uwagi:

Wyglądają jak dwa gołąbeczki, na kołyszącej się gałęzi. – Zdanie nadrzędne i podrzędne wydziela się przecinkiem. 

To nie są zdania podrzędne i nadrzędne.

zgarbiony dziad, z brodą kędzierzawą – Moim zdaniem tę przydawkę należy wydzielić przecinkiem.

Ja tu widzę dwie przydawki i żadna nie jest wydzielona przecinkiem ;) Poza tym przydawek nie oddziela się przecinkiem.

Bestie omijają nas, jak rzeka głazy – Wtrącenia wydzielamy przecinkiem.

To nie jest wtrącenie, tylko porównanie. Porównań nie oddziela się przecinkiem.

 

Jeśli chodzi o ostatnie zdanie, nie chcę się powtarzać, ale chodzi o sąsiedztwo tej samej konstrukcji w dwóch następujących po sobie zdaniach. Z samą konstrukcją nie ma nic złego.

 

Mam nadzieję, że w odpowiedzi na ten komentarz nie zaczniesz znów mnie atakować, ale gdybyś miał jednak takie życzenie, proszę, używaj słów, które znasz. Obojgu nam będzie łatwiej :)

@Kam-mod Tak jak wspominałem: każdemu, kto zamieścił jakieś korekty pod moim tekstem jestem wdzięczny bo w ten sposób się uczę, również Tobie. Do innych kwestii nie chce się odnosić, szczególnie tych ad personam. Wszystkiego Dobrego.

@Kam-mod, Jeszcze słowem uzupełnienia a propos poniższego zdania: Bestie omijają nas, jak rzeka głazy – Wydaje mi się, że porównania wtrącone oddziela się przecinkiem. Tutaj tak twierdzą: http://www.jezykowedylematy.pl/2010/11/skladnia-porownan/ Z tego, co tam napisano to przed większością porównań dajemy przecinek. To już teraz nie wiem…

@Kam-mod, jeszcze a propos kwestii przydawek w poniższym zdaniu: zgarbiony dziad, z brodą kędzierzawą. Wyrażenie: z brodą kędzierzawą jest to przydawka przyimkowe do dziad. Co ciekawe tak ciekawie skonstruowana, że składa się sama z rzeczownika i przymiotnika, który mógłby w zasadzie uchodzić za przydawkę przymiotnikową do brodą. Przy wyliczaniu cech, czyli przydawek równorzędnych, daje się przecinek, więc tym torem widać musiał mój umysł podążyć, niezależnie, że jedna z przydawek jest przed, a druga po rzeczowniku, który określa. No chyba, że coś zbyt podkręciłem :-)

Cichy,

 

1) nie znam tego bloga, ale szukając po hasłach w językowej poradni PWN – od razu mówię, że nie czytałam wszystkich – znalazłam opinie, że przecinek przed jak występuje wtedy, gdy w porównaniu mamy orzeczenie.

 

2) nie sądzę, by “z brodą kędzierzawą” było przydawką przyimkową. Szukając przykładów na ten rodzaj przydawki nie znalazłam analogicznego do twojego. Możesz odezwać się do użytkowniczki rosebelle, o ile dobrze pamiętam, studiuje polonistykę. Może będzie w stanie rozwiać nasze wątpliwości :)

 

Oczywiście, jeśli twój research cię satysfakcjonuje, to wiesz, co robić. Miłego dnia.

@Kam-mod, tutaj a propos wtrącenia porownania: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wtracenia;7468.html

@Kam_mod 

 

Jeżeli chodzi o przydawkę przyimkową to wydaje mi się, że jest to po prostu część wyrażenia przyimkowego tj. przyimek w zestawieniu rzeczownik+przyimek np

Kot na stole

Pająk na ścianie

Dziewczyna bez zęba na przedzie :) 

Dziad z brodą

 

Niemniej opieram się na mojej analizie w internetach także… no wiesz. 

Pytanie brzmi czy w obecnym szyku tego zdania to wydzielenie przecinkiem ma rację bytu. 

Nie jestem pewien. 

 

PS Jeżeli poczułaś się urażona moim obcesowym komentarzem dotyczącym Twojej uszczypliwej uwagi na temat pośladków to przepraszam :) Trafiłaś na trochę zły dzień, a ja zareagowałem dość dziecinnie. Pozwolę sobie edytować tamten komentarz (jezeli się da). Nie chciałbym żeby taki “kwiatek” wisiał zadrą między nami ;) 

PS2 Oczywiście miałaś rację z tym, że autor nie spieszył się z poprawkami, ale naprawdę był mocno zajęty. Większość z nich wprowadziłem już.

 

Jasne, nie ma sprawy. :)

 

Jeśli chodzi o przydawkę, to wyrażenia przyimkowe odpowiadają na pytanie jaki jest przedmiot, nie gdzie się znajduje (koszula z flaneli, dom ze szkła, bluzka w kropki). Poza tym, no właśnie – chowając przymiotniki, czy rozdzieliłbyś przecinkiem wyrażenie “dziad z brodą”? 

 

Link do SJP, który wkleiłeś, nie dotyczy naszego problemu – jest w nim mowa o wtrąceniach, ale nie porównaniach.

 

Miłego dnia :)

Napisane dość koślawo, choć gdyby dopracować to wyszedłby niezły styl. Trochę dużo trzeba się domyślać, ale za to akcja mknie do przodu i sporo się dzieje. Fajny klimat i ogółem w miarę mi się podobało.

Lord Vedymin, dzięki za przeczytanie i uwagi. Nad stylem, fakt, jeszcze pracuję :)

Ściągnięta polecajką dodałam brakującego klika, bo i miniatura zacna. Podoba mi się to że w niewielu słowach zarysowałeś właściwie wszystko, co było potrzebne.

Zwracam tylko uwagę na przecinki po zwrotach otwierających zdania – większości wypadków nie są potrzebne. Przykład:

“Po chwili[-,] zziajana pani Danusia wpada z powrotem do sali.”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Joseheim, dzięki za brakujący klik :) 

 

Ciesze się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. 

W wolnej chwili rzucę jeszcze okiem na przecinki, o których wspominasz i ewentualnie wrócę z pytaniami/skoryguję je. 

Zawsze do usług ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka