- Opowiadanie: kchrobak - Przedwieczny Cthulu

Przedwieczny Cthulu

Ostatnia część mojej trylogii Lovecraft’owej. Lepsza niż druga, inna niż pierwsza.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

NoWhereMan, Finkla, Zalth, gary_joiner

Oceny

Przedwieczny Cthulu

Stada lelków kłębiły się w mroku. Przysiągłbyś, że musiały się tu zlecieć z całego hrabstwa, a może i z kilku sąsiednich, tyle ich się zebrało. Ich piski i krzyki zagłuszały wszelkie inne dźwięki. Jedynie odgłos dudniących wśród chmur gromów niekiedy dawał radę przedrzeć się przez ich upiorne trele.

 Od czasu do czasu wiszące nisko cumulusy rozjarzały się mrocznym blaskiem. W tych krótkich chwilach jasności uważny obserwator dojrzałby zwalistą sylwetkę potwora sunącą w dół zbocza. To pradawny Cthulu opuścił swe górskie leże i parł w kierunku miasta. Miasta, które spało snem sprawiedliwego. Niedługo już.

 Monstrum poruszało się powoli, jakby delektując się zniszczeniem, gwałtem, który zadaje naturze. Ogromny był to stwór. Wielki, niczym wiktoriańska kamienica z przedmieść Bostonu. Niczym gigantyczny głowonóg lub też kraken z najbardziej przerażających opowieści, które lata temu przywozili ze swych wypraw wielorybnicy. Z opowieści, którym wiary byś nie dał, słuchając ich w bezpiecznym pubie. Z których kpiłbyś i szydził, popijając chłodne ale. Z których przestałbyś się naigrywać, gdybyś był tu teraz.

 Plugawe, oślizłe cielsko, niczym upiorna, po stokroć, ba, tysiąckroć zwielokrotniona wersja bezmuszlowego ślimaka. Wyposażone na domiar złego w dziesiątki macek, wijących się wśród krwawego śluzu, niby oskórowane węże boa. Tuzin zawieszonych na szypułkowatych wyrostkach ślepi lustrujących okolicę. Paszczęka wyposażona w trzy rzędy ostrych, niczym na sztorc postawione kosy, zębisk. Zaiste przerażający był przedwieczny Cthulu.

 Sunął, tratując drzewa i krzewy, głazy i kamienie na żwir ścierając. Plugawiąc ziemię wydostającym się spod jego macek żrącym śluzem. Śluzem, który na wiele lat miał zanieczyścić grunt, tak że nic przez dziesiątki lat wyrosnąć tu nie zdoła. A i zwierzęta omijać okolicę tę będą. Szlak jego znaczyły zbrązowiałe, sczerniałe, spalone zda się zgliszcza. A wszystko to w upiornym akompaniamencie stad wirujących nad lasem lelków. Hałas przez nie czyniony był tak wielki, że tłumił nawet łoskot wyrywanych z korzeniami i łamanych niczym zapałki stuletnich świerków.  

 Tymczasem, John Carpenter tkwił ukryty wśród trzcin, mając nadzieję, że potwór minie go w bezpiecznej odległości. Nie śmiał nawet wyściubić nosa ze swej kryjówki. Przerażony, ukrywszy za pazuchą ostatni już egzemplarz Necronomiconu, wtulił głowę w ramiona, tak by nie słyszeć upiornych wrzasków lelków krążących tuż nad nim. Zacisnął powieki, by nie widzieć nic, najmniejszego nawet blasku, ni cienia. Drżał. Dreszcze przeszywały jego ciało. Nie z zimna zapewne, albowiem strużki potu płynęły mu po plecach, po karku, po czole. Żałował. Och, jak bardzo żałował, że miast spalić księgę, jak mu radzili koledzy, postanowił zrobić z niej użytek. Żałował, że wybrał się w te okolice. W okolice, w których nieznane plemiona millennia temu pobudowały z kamiennych monolitów kręgi i kaplice. W których odprawiały swe tajemne rytuały i składały krwawe ofiary. Żałował, że poważył się pradawny rytuał przeprowadzić. Żałował wyśpiewanej wedle księżyca inkantacji. Słów wypowiedzianych żałował. Słów, których znaczenia nie znał, ani się nie domyślał. Zaklęć, które obudziły potwora z eony trwającego snu. Żałował. Niedługo już…

 Potwór dotarł do rzeki. Zatrzymał się. Lelki zawirowały nad nim, nad wodą, nad trzcinami, w których ukryty tkwił Carpenter. Ich upiorny trel nasilił się, dostroił do dźwięków grających w duszy Johna Carpentera. Ptaki zataczały coraz szybsze kręgi, po chwili ich śpiew przerodził się w wibrujące buczenie. Nie przypominał już ciemnych nokturnów, raczej głęboki, szkarłatem lśniący dźwięk trąb, czy też raczej rogów. Rogów oddających ostatni hołd odchodzącemu do Valhalli wodzowi nordyckich żeglarzy, którzy niegdyś dotarli do tutejszych wybrzeży.

 Smród, fetor obrzydliwy dotarł do jego nozdrzy. Spazm wstrząsnął ciałem. W najgłębszych zakamarkach jego trzewi zabulgotało. Dwie macki wystrzeliły w trzcinową gęstwinę. Pochwyciły starającego się bronić Johna. Gruchocząc mu kości, zrywając rdzeń kręgowy, wpakowały zwiotczałe już ciało do przerażającej paszczęki. Gdy kły rozszarpywały, a siekacze miażdżyły ciało Johna, smród stopniowo malał. Wyposażone w haczykowate zaczepy, wijące się jęzory wciągnęły bezkształtne już truchło mężczyzny do pierwszego żołądka potwora.

 Lelki zawyły w rozpaczy, albowiem nie udało im się pochwycić ulatującej do nieba duszy Johna. Być może nie posiadał on duszy. A może była tak czarna, że od razu wyciekła do piekła. Tak czy siak, jazgot nasilał się przez czas jakiś. Monstrum nadęło się, wyprężyło swe macki, zdawałoby się, że urosło jeszcze, i wtedy z jego trzewi dobył się przerażający ryk. Ryk, który w parę chwil obudził niemal wszystkich mieszkańców Arkham. Ryk, na wspomnienie którego mieszkańcy położonego o trzy mile w dół rzeki miasta, przez wiele lat jeszcze dostawać będą gęsiej skórki i wrzodów na żołądku. Ryk, w którym wprawne ucho doszukałoby się zapewne nut zadowolenia, pośród oktaw wściekłości i pogardy, a nade wszystko groźby.

 Lelki zawtórowały potworowi. Zbiły się w zwartą gromadę, tak, że głos ich wzmocnił się rezonując i interferując pośród stłoczonych piór, dziobów i pazurów. Cthulu starał się sięgnąć mackami ku tej zbitej masie przebrzydłych ptaszysk. Lecz one przezornie rozpierzchły się we wszystkie strony z dzikim jazgotem. Kilka raptem padło rażonych trującymi wydzielinami stwora.

Potwór zrezygnowany opuścił kończyny i zawrócił w stronę swego legowiska. Wiedział, że minie jeszcze sporo czasu, nim w końcu ucichnął głosy tych powietrznych szkodników. Tych irytujących, hałaśliwych, skrzydlatych szczurów. Wiedział. Ale był zadowolony. Przynajmniej budzika pozbył się raz na zawsze.

Koniec

Komentarze

Rzeczywiście, lepsze niż druga, inna niż pierwsza :-) 

Poczciwy śpioszek z tego Cthulu, no i nie dziwota, że zły, kiedy go tak budzić znienacka. Każdy by się wkurzył. 

Stylizacja nawet okej. Chociaż zdania tym razem za krótkie. Zabieg, polegający na przestawianiu szyku wyrazów bardziej kojarzy się z Biblią niż z horrorem, ale co tam. Ważne, że było fajne. W sam raz na niedzielny poranek ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Stylizacja okej, opis sytuacji też w porządku. Podobało mi się bardziej niż część druga. Puenta z budzikiem miała dla mnie posmak wymuszonej, ale może być.

No i cieszy, że lelkom udało się uciec przed mackami Cthulhu :)

Podsumowując: godne zakończenie trylogii. Ładny ten ostatni koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@ thargone

Z Biblią, powiadasz? Pomyślimy…

@ NoWhereMan

Puenta z budzikiem została wymuszona – masz rację – przez niejakiego Zaltha, który to był łaskaw zastanawiać się pod “Lovecraftem”:

Dlaczego jakiś superprawdawny Azblablabla albo Yogbubul czy tam inne Parampamtax zawsze musi przybywać na Ziemię i rozpierdalać jakąś śmierdząca rybami wioskę? Nie ma ciekawszych rzeczy do roboty?

Ot i cała tajemnica.

Czy to jest sygnaturka?

Ja jednak doceniam część drugą. Puenta tego tekstu Necronomicon-budzik w porządku, nawet mnie zwiodłeś. Myślałem, że to lelki tak wkur… Cthulu. Ogólnie sympatyczna parodia czy pastisz. Opisy stylizowane, jeżyk narratora też, ale tylko miejscami.

 Tutaj mam dwie uwagi:

Lelki zawirowały nad nim, nad wodą, nad trzcinami, w których ukyty tkwił Carpenter. Ich upiorny trel nasilił się, dostroił do dźwięków grających w duszy Johna Carpentera.

​Literówka w ukryty to raz. Powtórzenie Carpentera to dwa. Za pierwszym razem może być np. mężczyzna.

Doceniam ukłon w stronę reżysera "W paszczy szaleństwa"​. Filmu nie opartego na twórczości Lovecrafta, ale wyraźnie inspirowanego życiem i dziełami pisarza.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Rozumiem, że czułeś potrzebę zakończenia sprawy, skutkiem czego jest ten szort. I owszem, jest klimat, mrok, przerażenie i przedwieczny, a lelki latają i skrzeczą swoją rolę do końca.  

I tylko nie mogę pojąć, Kchrobaku, jak w tak krótkim tekście udało Ci się popełnić tak wiele błędów i usterek, że pojawiły się nawet panie pilnujące potu.

 

Od czasu do czasu wi­szą­ce nisko cu­mu­lu­sy roz­ja­ża­ły się mrocz­nym bla­skiem. –> Od czasu do czasu wi­szą­ce nisko cu­mu­lu­sy roz­ja­rza­ły się mrocz­nym bla­skiem.

 

Nie długo już. –> Niedługo już.

 

lub też kra­ken z naj­ba­dziej prze­ra­ża­ją­cych opo­wie­ści… –> Literówka.

 

po stu­kroć, ba, ty­siąc­kroć… –> …po stokroć, ba, ty­siąc­kroć

 

zwie­lo­krot­nio­na wer­sja bez­sko­ru­pe­go śli­ma­ka. –> Raczej: …zwie­lo­krot­nio­na wer­sja bezmuszlowego śli­ma­ka.

 

Sunął, tra­tu­jąc drze­wa i krze­wy, głazy i ka­mie­nie na żwr ście­ra­jąc. –> Literówka.

 

Ślu­zem, który na wiele lat miał za­nie­czy­ścić grunt, tak że nic przez dzie­siąt­ki lat wy­ro­snąć tu nie zdoła. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Szlak jego zna­czy­ły zbrą­zo­wia­łe, zczer­nia­łe, spa­lo­ne zda się zglisz­cza. –> Szlak jego zna­czy­ły zbrą­zo­wia­łe, sczer­nia­łe, spa­lo­ne zda się zglisz­cza.

 

Za­ci­snał po­wie­ki, by nie wi­dzieć nic… –> Literówka.

 

Nie z zimna za­pew­ne, al­bo­wiem stróż­ki potu pły­nę­ły mu po ple­cach, po karku, po czole. –> Czy to na pewno były dozorczynie?

 

Ża­ło­wał wy­śpie­wa­nej wedle ksie­ży­ca in­kan­ta­cji. –> Literówka.

 

Nie długo już… –> Niedługo już

 

nad trzci­na­mi, w któ­rych ukyty tkwił Car­pen­ter. –> Literówka.

 

szkar­ła­tem lśnią­cy dżwięk trąb… –> Literówka.

 

Po­chwy­ci­ły sta­ra­ją­ce­go sie bro­nić Johna. –> Literówka.

 

wpa­ko­wa­ły zwo­it­cza­łe już ciało do prze­ra­ża­ją­cej pasz­czę­ki. –> Literówka.

 

do­sta­wać będą gę­siej skór­ki i wrzo­dów na żo­ład­ku. –> Literówka.

 

Lelki za­wtu­ro­wa­ły po­two­ro­wi. –> Lelki za­wtó­ro­wa­ły po­two­ro­wi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Łyso mi :(

Niejakim wytłumaczeniem (wiem, że kiepskim) jest to, że tekst pisałem na tablecie, wirtualną klawiaturą. A w takich warunkach, nie dość, że trzeba walczyć z autouzupełnianiem, to jeszcze słabo widać. A że noc już ciemna była, to i trochę się bałem, więc ręce drżały…

Czy to jest sygnaturka?

Pisałeś siedząc w krzakach po drugiej stronie drogi…?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Na to wychodzi. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja myślałem, że te stróżki to celowo były ;-) 

 

Walczyć z autouzupełnianiem 

Tablety i komórki się uczą, jeśli dać im szansę. W tym momencie autouzupełnianie bardziej mi pomaga, niż przeszkadza ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Po drugiej stronie rzeki.

 

BTW, właśnie zauważyłem, że na tablecie w ogóle nie podkreśla błędów. Ciekawe czy tylko u mnie, czy we wszystkich androidach?

Niemniej, zważywszy że tekst wrzuciłem od razu po napisaniu, to i tak jestem z siebie zadowolony. Wiem – niska poprzeczka ;)

Czy to jest sygnaturka?

W androidach nie podkreśla. Można cieszyć się pełną, ortograficzną swobodą. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Krutko trfała to radość. Bo zahfile pszyjdzie reg i całoł zabawę zepsuje.

Czy to jest sygnaturka?

Mam nie przychodzić? :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gdybyż to oznaczało, że nasze teksty automatycznie lepsze się staną… to też nie. Bo poza wytykaniem błędów, Twe uwagi działają również stymulująco na innych polach.

Czy to jest sygnaturka?

Bardzo ładnie napisane, choć bardziej pasował mi styl części pierwszej (drugiej jeszcze nie czytałem, ale domyślam się, że jej znajomość nie jest konieczna do odbioru tekstu).

 

Tak na marginesie – Autor, który zarzeka się, że nie cierpi Lovecrafta tworzy trzy fanowskie opowiadania. Psipadek? :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

No to będę wpadać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:)

@ El Lobo Muymalo

Czytałem ostatnio też Huxleya, Gaimana i Karpowicza… Nie odważyłbym się ruszyć z klawiaturą w ichnie rewiry.

Czy to jest sygnaturka?

No ja myślę, że jednak twórczość Lovecrafta musiała dać Ci się mocno we znaki, skoro popełniasz już trzeci pastisz. Poza tym zrobiłeś coś, czego sam HPL nigdy nie dokonał – opisałeś Cthulhu. Czy też Cthulu, nie wiem, czy Swiadomie pominąłeś literkę “h”.

Cieszę się, że do tego doszło. Ta część podobała mi się najbardziej.

 

PS Zabawne, to już drugie opowiadanie na przestrzeni kilku dni, w którym pada nazwisko Johna Carpentera.

I am surrendering to gravity and the unknown.

@Agroeling

Ale zwróć uwagę, że ten tutaj pastisz jest najmniej pastiszowaty. Więc można uznać, że jest jakiś postęp.

Nieświadomie zgubiłem “h”, ale jak już się zorientowałem, to mi się nie chciało poprawiać. Zresztą, może to jakiś mniejszy kuzyn?

@jganko

:)

Z tym Carpenterem, to może jakaś sugestia podprogowa zadziałała.

Czy to jest sygnaturka?

Ostatni chyba najlepszy, choć fabuła nadal szczątkowa. Opisy… niezłe, podobnie tempo, choć monotonne, utrzymuje uwagę. Czyta się sprawnie, a puenta szorta – ubawna.

Ale Carpenterowi to mogłeś odpuścić ;P

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Powiem krótko. Lepsze niż Plugawe i potężne zło, gorsze od Lovecrafta. Porządne zwieńczenie trylogii. Powiedziałem.

 

Lelki rulez.

Coś się bardzo panem L. zainspirowałeś… Jeszcze ze dwa fanfiki i sam odkryjesz, że kochasz tego autora. ;-)

Spodobał mi się pomysł na horror. Popieram – budzikom śmierć!

Gruchocząc mu kości, zrywając rdzeń kręgowy,

Czy rdzeń można zerwać? Niby tak, ale zrywanie kojarzyło mi się z kartkami kalendarza, wykładziną z podłogi itp. Nie lepiej przerwać? Albo jeszcze inne słowo, bo w okolicy już masz coś bazującego na rwaniu.

Gdy kły rozrywały, a siekacze miażdżyły ciało Johna,

O, właśnie tu. A do miażdżenia nie lepsze byłyby trzonowce?

Babska logika rządzi!

Może i masz rację, ale wydaje mi się, że zrywanie ma większy ciężar gatunkowy niż przerywanie.

 A jeśli monster nie ma trzonowców? Poza tym – jak wyżej – siekacze wydają mi się bardziej przerażające niż trzonowce. A jeszcze bardziej kły. A na samym szczycie dentyści.

Czy to jest sygnaturka?

Z miejscem dentystów w hierarchii się zgodzę. Ale z siekaczami nie bardzo. Kojarzą mi się z siekaniem, siekanie z sałatką… Gdzie tu groza? ;-)

Babska logika rządzi!

@CountPrimagen

Monotonne mówisz… bardzo się starałem “zasygnalizować” tą monotonię (jak u HPL), ale w taki sposób, by nie odstręczyć potencjalnych czytelników.

Mogłem odpuścić, zwłaszcza, że dość lubię, ale…

@Karol123

Z tą lepszością to zgoda. A z gorszością, hmm, może też, ale to jest bardziej na serio, może w tym rzecz.

Lelki dziękują.

Czy to jest sygnaturka?

Jestem wzruszony wzmianką w komentarzach o mej skromnej osobie (swoją drogą “Zalth” też ma trochę okultystyczne brzmienie devil). Misję wykonałem, inspiracja została zasiana, natręta usunięto, teraz mogę spokojnie tkwić w otchłaniach kosmosu.

Oczywiście pewna monotonia a’la Lovecraft rzuciła się w oczy. Aby przynajmniej częściowo ją zlikwidować wystarczyłoby zamienić miejscami parę akapitów, ale chyba nie o to chodzi. :)

Konkretne zwieńczenie Tryptyku C’hrobaka. Biblioteka w Bostonie już upomina się o rękopis.

 

edit: A lelki wyły…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jako inspirator nie możesz twierdzić, że Twa osoba jest skromna. Bez Twoich rozterek nie powstałby ten doniosły tekst ;)

Zdecydowanie nie chodziło o zlikwidowanie monotonii. Ale starałem się też jakoś tak to wymierzyć, by nie zniechęcić nudą.

Czy to jest sygnaturka?

Jak dla mnie lepsza niż druga, ale też gorsza niż pierwsza. Dużo lelków to na plus. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nowa Fantastyka