- Opowiadanie: mr.maras - Druga strona osobliwości

Druga strona osobliwości

To dzie­ło jed­ne­go dnia. Pod­czas pracy nad kon­kur­so­wym fan­ta­sy za­ata­ko­wał mnie po­mysł na od­je­cha­ną i pom­pa­tycz­ną space operę. Mu­sia­łem się go po­zbyć i prze­lać na pa­pier. Nie be­to­wa­łem, nie od­sta­wi­łem na ty­dzień i je­stem cie­kaw czy tekst na­da­je się do czy­ta­nia. Za­zna­czam, opo­wia­da­nie nie jest tek­stem scien­ce-fic­tion, ale czy­stą fan­ta­zją w kon­wen­cji space opera na temat pew­nej oso­bli­wo­ści. Ale kto tak na­praw­dę wie, co kryje się za ho­ry­zon­tem zda­rzeń?

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Druga strona osobliwości

 

„Nie­po­wstrzy­ma­ny”, je­dy­ny okręt klasy Wę­dro­wiec w si­łach zbroj­nych Im­pe­rium Czło­wie­ka, wy­szedł z nad­świetl­nej i zajął po­zy­cję ob­ser­wa­cyj­ną. Sta­tek po­ja­wił się w od­le­gło­ści za­le­d­wie trzy­dzie­stu jed­no­stek astro­no­micz­nych od kra­wę­dzi ze­wnętrz­ne­go ho­ry­zon­tu zda­rzeń i za­ra­zem na obrze­żach er­gos­fe­ry Wiel­kiej Cze­lu­ści – su­per­ma­syw­nej czar­nej dziu­ry, która po­że­ra­ła serce Drogi Mlecz­nej. Tym samym, jed­nost­ka im­pe­rial­na zna­la­zła się w go­rą­cym pie­kle na gra­ni­cy sfery akre­cyj­nej, która przy­wi­ta­ła okręt po­tęż­ną emi­sją w za­kre­sie twar­de­go pro­mie­nio­wa­nia rent­ge­now­skie­go (…)

 

OPOWIADANIE ODDANE DO REMONTU

Koniec

Komentarze

Do czytania się nadaje, ale brak odleżenia to niestety widać :) Trochę literówek, w kilku momentach zastanawiałam się, czy piszesz na serio czy to jakiś pastisz (głównie przy opisie osobliwości – no jakbyś się uparł przepisać kawałek encyklopedii i nie stracić ani jednego mądrego słowa:)). Posłużyłeś się klasycznym repertuarem SF – holo-itemy różnej maści, napęd z antymaterią, podbój kosmosu, ale to nie zarzut. Z logiki tekstu, to nie załapałam, czemu wlecenie super-wypasionym statkiem do czarnej dziury miałoby pomóc w walce z flotą wroga. Fajnie za to wyszły rozmowy z synem i opis paradoksu i cofnięcia w czasie.

Dzięki Bellatrix za przeczytanie i komentarz. Opis osobliwości miał być gęsty, chaotyczny i odjechany, jak to z osobliwościami bywa. Zanim odpowiem pełniej na Twój komentarz wstrzymam się z jedną istotną kwestią dotyczącą fabuły. Jeśli nikt nie odczyta sensu tej historii jak zamierzyłem, to znaczyć będzie, że popełniłem jeszcze poważniejszy błąd niż Twoje zarzuty – ​podałem czytelnikowi zbyt mało informacji i zepsułem puentę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Statek pojawił się w odległości zaledwie trzydziestu jednostek astronomicznych od krawędzi zewnętrznego horyzontu zdarzeń i zarazem na obrzeżach ergosfery Wielkiej Czeluści – supermasywnej czarnej dziury, która pożerała serce Drogi Mlecznej –  30 j.a? Przy tej skali obiektu? To jakby tam wlecieli.

Jeszcze tu wrócę, ale encyklopedyczny początek nie brzmi zachęcająco. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wielkość czarnej dziury to 0,06 j.a. Zalth. Te 30 j.a. to efekt wyobrażenia sobie małego stateczku na tle wielkiej świetlistej sfery otaczającej mały w sumie obiekt kosmiczny.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A wielkość horyzontu największej dziury w galaktyce? Bo o to mi chodziło. Z resztą, nvm. Sprawdzę sobie. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tu mnie masz Zalth, nie znalazłem tych danych i oparłem się luźno na wizualizacjach, choćby tych powstałych przy produkcji “Interstellar”. Jak na efekciarską space operę miało wystarczyć.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Faktycznie, to spece opera. Już się nie czepiam, czytam. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

promień CD o masie Słońca = 3 km, masa CD w środku Galaktyki = 4 000 000 mas Słońca

Promień horyzontu jest wprost proporcjonalny do masy CD, dlatego będzie on wynosił:

3 km * 4 000 000 = 12 000 000 km = 0.08 j.a.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu, dzięki! Nie wiem czy to tak prosto się przelicza, ale nie będę się sprzeczał. W ten sposób jeszcze wyciśniemy z tego opowiadania nieco science-fiction ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

I wszystko jasne.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dodałem dwa krótkie zdania. To drugie ma naprowadzić nieco czytelnika, bo nadal obawiam się, że czytelnicy rozważają sens pod kątem pętli czasowej :/

Po przeczytaniu spalić monitor.

Space opera pełną gębą. Ładnie napisana, fabuła ma ciekawą koncepcję uniwersów lustrzanych (aż żal, że nie odwołałeś się do koncepcji wieloświatów Everetta). Bohater standardowy, ale nie denerwuje. Prawdę mówiąc standard, ale czytało się od tej strony przyjemnie. Jednakże…

Od cholery tutaj detali technicznych. Za dużo jak na space operę – w tym gatunku rzuca się hasło “generator pola antydylatacyjnego” i olewa szczegółowe działanie. Po prostu jest, działa i tyle. Ty jednak zrobiłeś o krok dalej i niestety wjechałeś w poletko miłośników hard s-f takich jak ja. I o ile ratują Ciebie ogólniki ukryte przez przymiotniki (”wszechpotężne siły pływowe”, “pchany pełną mocą negatywnej energii”, “rdzeń był źródłem niewyczerpanej i niewyobrażalnie potężnej mocy”), to mnie z kolei męczą, bo niczym komiwojażer reklamujesz mi odkurzać nowej generacji, ale za Chiny Ludowe nie odpowiadasz na konkretne inżynierskie pytania.

Przykładem niech będzie owo “pole antydylatacyjne”. Dylatacja czasu w ogólnej teorii względności wynika z zakrzywienia czasoprzestrzeni (co my znamy jako grawitacja – stąd zwykłe pole antygrawitacyjne powinno mieć identyczne własności) [notka – jest to też inna dylatacja niż ta wynikająca z prędkości relatywistycznych w szczególnej teorii względności]. Kiedy więc zaczynasz snuć iż “antydylatator wykluczył z układu spadającego wartość określającą czas”, to mi się to przestaje dodawać. Tak, to space opera, ale nie zwalnia to od uważnego pisania “technogatki” – jedynie daje fory, np. gdy piszesz o “zasilanym negatywną energią wytwarzaną z udziałem antymaterii” reaktorze i nie zechcesz ujawniać jak działa. Czy reaktor powoduje zamianę energii z antymaterii poprzez kontrolowany efekt Cassimira w negatywne ciśnienie czy coś innego – nie ważne. Nie ma sensu w to wnikać. Działa i to w space operze wystarczy. Byłoby więc lepiej, byś pominął co robi antydylatator w szczególe, a po prostu napisał, że niweluje dylatację czasu. Choć tu bym się zastanowił po co takie urządzenie, ale mniejsza z tym.

Do tego nie zawsze celnie sięgasz po słownictwo techniczne:

Wielka Czeluść wzywała przybysza falami radiowymi i milimetrowymi swojego otoczenia.

Rozumiem, że użycie “mikrofale” groziło powtórzeniem, ale uwierz mi – prychnąłem śmiechem na to określenie. To tak jak wołać “pikometrowe fale” na część promieniowania gamma czy “nanometrowe fale” na promieniowanie rentgena. Niby można, ale kto tego używa? Ogólnie chęć wplecenia naukowych szczegółów w poetycki opis słabo tu wychodzi. Przeszedłbym na prostsze określenia, zostawiając precyzyjny, techniczny język na małe infodumpy albo rozmowy postaci o wiedzy naukowej.

A tak swoją drogą:

Sama Wielka Czeluść nie emitowała absolutnie niczego, wszak w swych mocarnych ramionach grawitacyjnych potrafiła zatrzymać nawet światło.

Stephen Hawking chciałby zamienić słówko o promieniowaniu ;)

Podsumowując: chciałeś space opery, ale także postanowiłeś pokazać poznane szczegóły techniczne i astronomiczne. To sprawiło, że stanąłeś dla mnie w rozkroku: ni to lekkie s-f (bo od cholery szczegółów naukowych, które co i rusz analizowałem według znanej mi wiedzy), ni to hard s-f (bo są kwestie, gdzie beznamiętnie oddajesz się technogatce). I niestety ten rozkrok mocno szkodzi. Daję klika, bo pod spodem widać ciekawą opowieść, która mi się spodobała. Niestety otoczka już mniej.

 

P.S. Swoją drogą jest też parę niejasności logicznych. Czemu nikt z trzydziestoosobowej załogi nie pisnął ani słówka, by uniknąć wyroku? Czemu bohater się dziwi lustrzanemu światowi – przecież koncepcja Everetta jest jedną z popularniejszych w mechanice kwantowej? Zgadzam się z Bellatrix – temu utworowi przydałoby się odleżenie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zapewne masz rację NWM, z tymi detalami technicznymi, które pociągnąłem nieco dalej poza tradycyjne w space operze cuda, działające “no bo tak”​. Być może przesadziłem. Ale kiedy naszedł mnie pomysł na rozbuchaną space operę miałem w pamięci te utwory, którymi sam się zachwycałem za młodu. Przede wszystkim “Broń Chaosu” i “​Formy Chaosu”​ Kappa, cykl Williamsa “Upadek imperium strachu” czy “Zapomnij o Ziemi”​ C.C. MacAppa. Wielki, rozdmuchane, pompatyczne i patetyczne, z opisami gigantycznych starożytnych machin kosmicznych i zjawisk na kosmiczną skalę. Na podrabianie Alastaira Reynoldsa (doktora astronomii i astrofizyka) jestem za głupi po prostu.

 

Za klika dziękuję. Twoje tropy prawidłowe.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przeczytałem przed dodaniem wyjaśnień i wydaje mi się, że odczytałem tekst zgodnie z zamiarami autora (brawo dla mnie) ;-) 

Co więcej chyba spodziewałem się takiego obrotu sprawy, bo zakończenie przyjąłem nie z rozdziawioną z zaskoczenia gębą, a ze skinięciem aprobaty – "no oczywiście". Nie wiem czy to dobrze, czy źle, bo nie mam pojęcia czy zależało ci na zaskoczeniu czytelnika swoim pomysłem. 

Zasadniczym elementem teksty jest opis przejścia przez Czarną Dziurę, spaceoperowe realia służą właściwie tylko nadaniu opowiadaniu jakiegokolwiek rysu fabularnego (a może drobne asekuranctwo? Jak naplotę bzdur, to zawsze mogę powiedzieć, że przecież space opera ;-) – no dobrze, bez złośliwości ;-) 

Tak czy owak, fabuła okej, ale skoro to o opis najbardziej chodzi, to tego się trochę przyczepię. Bo rzecz jest za bardzo "po środku". Spore stężenie fachowych, jak napisano wcześniej "encyklopedycznych" terminów powoduje że mniej uważny lub obeznany czytelnik przeslizguje się po nich wzrokiem. Ale z drugiej strony wyraźnie ciągnie cię do obrazowości, plastyczności, ba, pewnej poezji opisu, jak sam napisałeś – miało być pompatycznie, gęsto, szalenie i odjechanie. I w rezultacie zabrakło w tym jakiegoś zdecydowania. Efekt – opis zbyt mało pasjonujący i wciągający, by zrobić ten tekst, a fabuła zbyt prosta (choć całkiem kompletna) by stanowić siłę opowiadania. 

Ale jest to czepialstwo, wynikłe chyba z dość wysokich wymagań. Bo jest to dobre opowiadanie, warte co najmniej biblioteki. 

Aha, skoro symetria, to dlaczego "Niezniszczalne" minęły się w pewnym momencie, zamiast spotkać w jakimś "punkcie zero"? 

 

Edit:

 

Oho, NWM był pierwszy i dużo ładniej i bardziej wyczerpująco opisał to, co chciałem powiedzieć :-) 

 

Edit 2:

 

Właściwie to i tak jestem pod wrażeniem. U mnie efektem jednego dnia mógłby być co najwyżej drabble. I pewnie jeszcze bym się walnął licząc słowa. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Generalnie właśnie technogatka jest dla mnie grzechem głównym wielu pisarzy s-f (m.in. Williamsa, bo jego “Upadek imperium strachu” czytałem).

A wbrew pozorom nadal jest miejsce na pisanie o kosmicznych zjawiskach. Tylko nie należy przesadzać z językiem naukowym i używać go precyzyjnej – a zamiast niego używać raczej abstrakcyjnego, plastycznego. Dobry przykład to Larry Niven i jego cykl “Ringworld” ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No właśnie Thargone. Powinny się czołowo rozpirzyć ale by mi to fabularnie rozpirzyło opowiadanie ;). Powiedzmy, że osobliwość znajdująca się pomiędzy i poza oboma wszechświatami lustrzanymi nie podlegała całkowicie owej symetrii. Na space operę takie wyjaśnienie powinno wystarczyć :)

 

Edit. NWM, wiem. Hawking wycofywał się z kilku swoich teorii odnośnie czarnych dziur, horyzontu zdarzeń, możliwości uwolnienia z horyzontu zdarzeń i nawet ostatnio stwierdził, ze czarna dziura przechowuje energię i materię jedynie tymczasowo. Nie wnikałem aż tak.

 

Edit.2. NWM ​Załoga nie miała pojęcia o bliźniaczym statku i gdy pojawiała się w identycznym wszechświecie zwyczajnie stwierdziła, że kapitan zawrócił.

Po przeczytaniu spalić monitor.

w każdym ze znanych wymiarów „Niepowstrzymany” znalazł się poza prawami fizyki i mechaniki kwantowej.

A prawa mechaniki kwantowej nie wliczają się do praw fizyki?

 

Pomysł nawet intrygujący, ale też mnie zastanowiło, czemu się nie zderzyły. Nie wiem tylko, czy skumałem ostatni fragment, czy w jednym wszechświecie były sobie teraz dwa statki? Ogólnie na plus, ale tekst wydał mi się trochę przegadany – za dużo opisów w stosunku do fabuły.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Przy okazji, oczywiście dziękuję wszystkim za lekturę :) SzyszkowyDziadku. ​W każdym wszechświecie nadal było po jednym statku. One się wyminęły w swych misjach przez osobliwość. I w obu Wszechświatach nieszczęsna rodzina der Maad miała przerąbane z tego powodu.

 

edit. Tak. Miało być astrofizyki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A już kumam, słowo “niedawno” mi umknęło i najpierw to tak zrozumiałem, że widzi, jak eskortują tego bliźniaka. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

O! I dzięki serdeczne za klika SzDz :)) 

Skoro wszyscy twierdzą, że przegadany, to nie będę protestował. Jest widać przegadany.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Odnośnie zderzenia statków w obrębie osobliwości, dodam, że w wyobraźni widziałem następujący obraz.

 

 

 

statek 1 -– > ….

 

środek osobliwości

 

….<-– statek 2

 

 

 

 

Co oznacza, że jeśli statek 1 przemierzał osobliwość w minimalnym oddaleniu od jej ścisłego centrum, to statek drugi poruszał się w odwototnym kierunku z identycznym minimalnym oddaleniem od tego centrum po przeciwległej stronie.

:)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hehehehehe Mi też tak spłaszczyło obrazek i uprościłem go znacznie. 

 

Edit. O usunąłeś Thargone :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Głupia komórka! 

No ale, wiadomo o co chodzi. Jeden wniknął, drugi wychnął. Bez zderzenia, ale nie mogliby się dostrzec. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Rozumiem. Wyobrażam sobie to jak zanurzenie w obustronnej tafli, jakby lustra. statki przenikają się idealnie i wymijają w tym samym punkcie czasoprzestrzeni. Bez kolizji.

Po przeczytaniu spalić monitor.

– Nawet bym nie mógł, synu. Twoje parametry osobowościowe są znacznie wyższe od moich. – Co w dalszym ciągu nie wyklucza bycia idiotą. :)

 

No i co ja ci mogę powiedzieć? Że tekst nieodleżany? :)

Przede wszystkim razi mnie nierówna kompozycja. Bohater pojawia się bodajże po dwóch stronach potężnego infodumpu i sporej technogadce (o której już było). Do tego dublujesz informacje o pochodzeniu i parametrach statku, czarnej dziurze, rodzinie, motywacjach. Czyli coś, co zapewne po kolejnym czytaniu wyleciało by z tekstu.

Większość debiutantów zapewne oddało by rękę za takie opowiadanie napisane z marszu, ale jeśli chodzi o piórkowicza, to nie jestem zadowolony. Trochę rozumiem takie postępowanie, gdy pospiesznie, w lekkim uniesieniu, spisuje się wizję… Ale nie powtarzaj raz popełnionego błędu i następny tekst odłóż na tydzień do miesiąca, przeczytaj i sprawdź, czy lekturze nie towarzyszy jakiś dyskomfort o treści: zaraz, zaraz, co ja tu napisałem, o co mi chodziło? Skutki sam poczujesz. Ale to już wiesz. :P

Także, tak.

Pozdrawiam. :)

 

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dzięki Zalth :) Pewnie by odleżało gdyby nie proces myślowy, o którym wspomniałeś. Opko wbija się pomysłem w trakcie pisania rasowego fantasy. I wyrzucasz je z głowy na papier. I chcesz żeby sobie poszło całkiem, publikujesz na portalu i grasz mu na nosie: teraz musisz się odczepić, nie będę w tobie grzebał bo mam inne rzeczy na głowie :)

Czy ktoś dałby sobie rękę uciąć? Wątpię. Ale też nie ukrywam, że mały wpływ na napisanie tego w takiej formie miała ostatnia lektura opowiadań z gatunku space opera i kosmiczne s-f na portalu. Były ciekawe i nawet niezłe ale ich autorzy jakby pisali na hamulcu ręcznym. Tutaj zagrała podświadoma chęć pokazania: space opera ma mieć rozmach, ma liznąć astrofizykę, ma zaszaleć skalą, poszukać pomysłu i zaproponować zagadkę do rozwiązania. To była próba. Nie całkiem udana ale pisana na gorąco i jednym tchem.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zerknęłam jeszcze raz na opis przejścia no i teraz już wiem, co tam się stało :) Może kwestia zdań, które poprawiłeś, może tego, że czytałam po drugiej i coś do mnie nie dotarło, może suma powyższych :) Niemniej, dalej nie wiem, czemu przelot przez osobliwość miałby pomóc w wojnie. Ale po przemyśleniu, klik się należy.

Dziękuję Bellatrix :). Dodałem zdanie: Absolutna symetria. Właśnie po Twojej interpretacji z pętlą czasową. Przelot miał zapewnić Imperium jakąkolwiek przewagę (wiedza daje przewagę), ale głównie chyba ewentualną drogę ucieczki (o czym wspominają w rozmowie senior i junior der Maad), stąd potrzeba zdobycia współrzędnych drugiej strony i ewentualnie koordynat centrum osobliwości.

Adolf Hitler podczas II wojny światowej naprawdę szukał starożytnych artefaktów, cudów na kiju i magicznych mocy, które mogłyby dać III Rzeszy jakakolwiek przewagę nad przeciwnikiem. Pod koniec było to już czepianie się jakiejkolwiek deski ratunku.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z przesyconego mądrymi słowami początku niewiele pojęłam, mimo to opowiadanie przypadło mi do gustu, a nawet należycie zrozumiałam, co się wydarzyło. Choć nadmiar uczonych terminów sprawił, że nie mogę powiedzieć, iż Drugą stronę osobliwości czytało się płynnie, to nie mogę zaprzeczyć, że opowiadanie zasługuje na miejsce w Bibliotece.

 

W tym punk­cie po­dro­ży, po­zba­wio­ny punk­tu od­nie­sie­nia… –> Literówka.

 

skie­ro­wał sen­so­ry ze­wnętrz­ne na ano­ma­lie ota­cza­ją­cą ich sfery ochron­ne. –> W jednym z tych słów jest literówka.

 

roz­cią­ga­ją­cej się przed dzio­bem „Nie­po­wstrzy­ma­ne­go” –> Brak kropki na końcu zdania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezmiernie miło i dziękuję gorąco (jak w sferze akrecyjnej) za klika.

Reg, miłośniczka space opery? Tego nie podejrzewałem. Obstawiałem bardziej prozę skupioną na ludziach, nie osobliwościach czarnych dziur.

Błędy poprawiłem oczywiście. Widząc, że czyhasz w kolejce szybko powyłapywałem kilka literówek i przecinków :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Miło mi, Marasie, że zaskoczyłam i mam nadzieję, że Twój świat przez to jeszcze się nie zawalił. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wręcz przeciwnie :) To wzbogaca moje spojrzenie na Ciebie Reg ​i ociepla Twój wizerunek. Oraz daje nadzieję, że także inne moje eksperymenty literackie powstałe w wyniku impulsu mogą znaleźć Twoje zrozumienie (może chociaż wyrozumiałość) gdyż o uznaniu nawet nie śmiem marzyć) :)

Oczywiście żartuję. Zwyczajnie cieszę się, że opowiadanie, mimo swej pompy i zadęcia kosmicznej space opery, przypadło do gustu :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie da się ukryć, tak się stało. A o uznaniu nie musisz marzyć, już je masz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uznanie zaczyna się po trzecim piórku ;p. To na pewno nie ten tekst, pisany pod wpływem impulsu w kilka godzin dla rozgrzania pióra i rozochocenia Muzy. Ale już np. z konkursowym się cackam strasznie. Zaplątałem je należycie i będę rozczarowany jeśli nie będzie się podobało ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Miałam na myśli moje uznanie. ;)

A piórek życzę Ci całego mnóstwa. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja też o Twoim, Reg :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

O, takie małe qui pro quo. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Początkowa kalka z Niezwyciężonego nie nastroiła mnie optymistycznie do tego tekstu, a następujący potem przydługi i przyciężki opis sprawił, że pomyślałem: O, autor ściemnia, bo nie ma bohatera. Potem nastąpił powrót do mhroków fanfików, dodatkowo pisanych wielką literą: Wielka Czeluść, Wszechsystem, Wszechświat i Wielki Mózg wyjęty z komiksów Polcha (się czytało za dzieciaka, a cocool). I wtedy odpadłem od ściany…

Mr. Marasie, nie idź tą drogą! Ja wiem, że niektóre teksty trzeba napisać, żeby udowodnić sobie, że ich się pisać nie powinno, ale space opera to chyba nie jest właściwy kierunek dla Ciebie. Zobacz jak świetnie sobie poradziłeś w Trzeba czekać – bardzo dobrym opowiadaniu rozgrywającym się na małej przestrzeni, z doskonale przedstawioną SF i żywymi bohaterami. W tamtym tekście jest wszystko, czego nie ma tu. Ode mnie plus za próbę zmierzenia się z trudnym tematem, ale to chyba wszystko, co dobrego mógłbym powiedzieć o tym tekście.

A Wszechświat i Galaktyka nie powinny być pisane wielką literą? Algirze. Nie wiem skąd ta kalka z Niezywyciężonego ​poza podobieństwem nazwy statku?

Space opera to specyficzna konwencja, na pewno nigdy wcześniej jej nie próbowałem i na pewno wiele mojej s-o brakuje. Ale to jest właśnie zabawa konwencją. Pomysłem opartym na pewnej teorii naukowej. I tylko w konwencji s-o mogłem to przedstawić. Nie jestem astrofizykiem. Trzeba czekać ​powstawało w zupełnie innych okolicznościach i innym trybem. Tam liczyli się bohaterowie i klimat (chociaż pomysł także). A tutaj? Tutaj niezmierzony Wszechświat (a nawet dwa), artefakty starożytnej rasy, wojna galaktyczna, czarne dziury ;). Bohaterowie zeszli na dalszy plan. 

Ale oczywiście dziękuję za lekturę i komentarz. I przemyślę Twoją radę. Mój następny tekst będzie z gatunku fantasy. Zapraszam. Zobaczymy czy Twoim zdaniem tamta droga będzie dla mnie właściwsza ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Faktycznie, bardzo spaceoperowy tekst.

Jest pewien urok w tej symetrii. Chociaż dla niektórych okazuje się kłopotliwy. Pomyślało mi się, że mogłoby się dziać, gdyby ten drugi statek/ wszechświat był z antymaterii. Ale nie mam pojęcia, co na to fizyczne symetrie.

Interesujący problem, faktycznie bohater ma nielichy zgryz. A gdyby tak któryś z nich zawrócił… Czy to możliwe? ;-)

Zdaniem naukowców, jej skondensowana na obszarze sześciu setnych jednostki astronomicznej masa,

A masa nie powinna być skupiona w trzech wymiarach? Bo j.a. to tylko jedną długość mierzy. A tu jeszcze dwuwymiarowy obszar dodałeś…

Babska logika rządzi!

O dzięki Ci Finklo! Zjadło mi informację, że to promień obszaru. Oczywiście, że w trzech wymiarach :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ludzie! Dlaczego wy wszyscy podchodzicie do wszystkiego tak śmiertelnie poważnie? To space opera. Bajka w kosmosie. Przecież ten cały naukowy i pseudonaukowy żargon to tylko taki bajer. Nie podlega analizie. Właśnie o to chodzi, żeby wzrok się nad nim prześlizgiwał. Zarzucanie, że lustrzani kapitanowie powinni się zderzyć, to ta jak zarzucanie Kubusiowi Puchatkowi, że nie powinien gadać, bo niedźwiedzie nie mówią ludzkim głosem.

Miało być śmiesznie i jest. Ja przynajmniej dwa razy się zaśmiałem, co mi się naprawdę rzadko zdarza przy czytaniu. I o to chodzi. Nic więcej od tego nie chcę. Porównywanie tego z “Trzeba czekać” po prostu nie ma sensu, bo to inna półka jest (właśnie “inna”, a nie “niższa”). Wiem, że mam dość specyficzne poczucie humoru i czasem śmieję się, kiedy prawie nikogo to nie śmieszy. Tym bardziej się cieszę, że napatoczyłem się na powiadanie zabawne dla takich oryginałów, jak jasmiley. Jest jakaś szansa, że więcej takich to przeczyta

Wyłapałem dwa malutkie dżinksy, które absolutnie nie psują obrazu całości.

“Saan od początku wyczuwał w tym geście pewną ironię ze strony Imperatora” W jakim geście?

Taki fragment zdania “przez kolejne minuty upływającej w lokalnej bańce czasowej”. Powinno być “upływające”. Literówka.

Pozdrawiam, mr maras, i przy okazji gratuluję piórka!

Ludzie! Dlaczego wy wszyscy podchodzicie do wszystkiego tak śmiertelnie poważnie?

Widzisz, wychodzimy z założenia, że przemyślany bajerek z ziarenkami prawdy jest lepszy niż totalna bzdura ściągnięta z sufitu w pół minuty. I nieważne, czy tekst humorystyczny, czy dla dzieci. :-)

Babska logika rządzi!

Oj tam zaraz w pół minuty z sufitu Finklo. Pół dnia siedziałem, a drugie pół rozgryzałem czarne dziury :)

Mjacku7235 ​Dziękuję za gratulacje :). Kto by pomyślał, że piórko dostanę? Ja nie.

A space opera w moim wykonaniu budzi nie tylko Twój śmiech :) I nie obrażam się, bo miała być patetyczna i pompatyczna jak, nie przymierzając, u E.E. “Doc” Smith’a :) 

 

Ps. Dzięki za poprawki Jacku. nie wiem z tym gestem. Nie chodziło o gest kończyny tylko gest Imperatorski. Może zmienię na posunięcie lub coś w ten deseń.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Miałam na myśli szczegóły (które teraz wałkujemy w komentarzach), a nie ogólną koncepcję i pisanie.

Babska logika rządzi!

​Aaaa to co innego. Szczegóły tak. Jest tu trochę prawdy ale więcej twórczego rozwinięcia pewnych koncepcji i teorii. Oczywiście space opera to jedyna konwencja w jakiej mogłem puścić wodzy fantazji i skonstruować okręt zdolny do lotu przez osobliwość. Nolanowi pomagali astrofizycy. Jak napisał NWN tekst stoi w rozkroku. Z ciężarem na lewą, spaceoperową nogę. Ale “nieco” żargonu naukowego wrzuciłem i jak się okazuje potem nawet techogadki są analizowane :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Na początku starałem się czytać ze zrozumieniem, potem już tylko czytałem. Kiedy zignorowałem ten technologiczny szum, historia zaczęła mnie wciągać. Szkoda, że nie pozwoliłeś temu odleżeć, bo opowiadanie wygląda jak wstęp do czegoś większego. To powszechny grzech – ludzie pompują wstęp, a potem sru! i koniec. Mnie to drażni i radykalnie zaniża ocenę. No taki już jestem, sorry.

Hmm, ciekawe. Przyznam, że lubię takie hard s-f, choć Twoje, z racji długości, trochę mnie odrzuciło. Znaków niewiele, a bardzo dużo miejsca poświęciłeś worldbuildingowi i kwestiom technicznym. To wszystko jest oczywiście konieczne, gdybyś jednak dodał do tych dwudziestu tysięcy drugie tyle znaków (albo przynajmniej 10 tysi), w których skupiłbyś się trochę bardziej na bohaterach, akcji, zarysował lepiej sytuację polityczną (mnie również zaskoczyło, że wlecenie w osobliwość może pomóc w prowadzeniu wojny), to myślę, że tekst byłby lepszy.

Szczegóły techniczne trochę nużyły, może ze względu na to, że nie jestem specjalistą i momentami się gubiłem. Poza tym, zaskoczyła mnie decyzja dowództwa o dezintegracji Seena. Domniemywam, że widzieli jak przekracza horyzont zdarzeń, skąd w takim razie ich pewność, że stchórzył? Odwrót nie powinien być dla Seena niemożliwy? Hmm, jest też oczywiście możliwość, że czegoś tu nie załapałem ;)

Zwróć też uwagę na początek opowiadania – nie ma tu haka, tylko nużący infodump. Powinieneś na start wrzucić jakiś smaczny kąsek, by przyciągnąć czytelnika ;)

Zakończenie – niby fajne, ale trochę mnie jednak zawiodło. Że niby ta Wielka Czeluść była po prostu ogromnym lustrem? Coś takiego?

Warsztatowo jak u Ciebie – bardzo dobrze. Mógłbyś jedynie wyśrodkować gwiazdki ;)

A to mój ulubiony fragment:

– Mylisz się. Nie jestem twoim ojcem, chłopcze.

– Wiem, jesteś zaledwie niekompletnym odwzorowaniem jaźni tego tchórza.

To naprawdę smutne, Marasie, gdy syn mówi coś takiego ojcu XD

 

Reasumując, ciekawy tekst o nieco zwichrzonej kompozycji. Wydaje mi się, że gdybyś posiedział nad nim trochę dłużej i przemyślał część kwestii, wyszłoby lepsze opowiadanie. Szczególnie, że po Trzeba czekać wiem, iż potrafisz dobrze poprowadzić opowieść oraz zbudować ciekawych bohaterów.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Tfurca, ​CountPrimagen. Odpowiadam zbiorczo.

W opowiadaniu najważniejszy był pomysł na przejście przez osobliwość, która miała się okazać bramą do identycznego kropla w kroplę wszechświata z identycznym detalami, identycznym Saanem i Imperium itd.. 

Zbudowanie świata i tła było mi potrzebne tylko do tego, żeby czytelnik wyobraził sobie surowe realia dalekiej przyszłości, w której flota jest elitą, cywilizacja jest nastawiona na rygor i posłuszeństwo, prowadzi wojnę, a na jej czele stoi Imperator srogo karzący tchórzostwo i rozgrywający przy okazji swoje polityczne gry. Świat w którym honor, posłuszeństwo jest stawiane ponad wszystko. Bo taka doktryna obowiązuje gdy trwa wojna. To wszystko uzasadniało misję, jej konsekwencje dla Saana itd.

Cała otoczka (space opera, imperia galaktyczne, artefakt i niesamowite urządzenia obcych ras itd) miała uwiarygodnić możliwość przejścia przez środek czarnej dziury wbrew jej wszechpotężnym mocom wymykającym się ludzkiemu pojmowaniu.

Kompozycja. Gdybyście przestawili ostatnie dwie części i opowiadanie zakończyłoby się rozmową w celi, nie byłoby żadnego zaskoczenia, ale tekst wyglądałby może lepiej w proporcjach wstęp-rozwinięcie-zakończenia. Sednem opowiadania było przejście przez osobliwość i jego opis. Oraz mijanka dwóch statków. 

Jak napisałem. Tekst powstał na gorąco. Chodziło o pomysł. Resztę dobudowałem z przyzwyczajenia. Lubię jak świat jest chociaż zarysowany, a sytuacja przedstawiona w fabule ma jakieś zawieszenie i tło. Cała otoczka miała też uwiarygodnić pomysł. A relacja ojciec-syn miała dodawać dodatkowej “dramaturgii”​. Od losów misji zależała przecież także przyszłość syna. Kiedy Saan mówi, że woli pozostać przy “do zobaczenia”​ robi się zabawnie w kontekście przyszłych wydarzeń. Nawet myślałem czy nie dopisać zdania, w którym syn pyta czy z tym “do zobaczenia” sobie stary jaj nie robił, bo wiedział z góry jak to się skończy (tzn. ze zawróci, chociaż wiemy, że tak naprawdę wcale nie zawrócił).

Po przeczytaniu spalić monitor.

W opowiadaniu najważniejszy był pomysł na przejście przez osobliwość... – i to jest słuszna koncepcja!

Zbudowanie świata i tła było mi potrzebne tylko do tego, żeby czytelnik wyobraził sobie… – no i trzeba było to porządnie zbudować. Niedobrze, kiedy autor musi obszernie tłumaczyć, o co mu chodzi. Lepiej, jeśli wynika to z samego tekstu. Ja po prostu spodziewam się, że opowiadania z biblioteki nie będą pisane na kolanie i mam wobec nich wyższe wymagania. Gorące to są dobre bułeczki rano, ale niekoniecznie teksty. Jak eksperyment miał wpłynąć na wynik wojny? Czemu dowódca został anihilowany? Co z resztą załogi? I sto innych pytań, z którymi musisz się teraz mierzyć na własne życzenie.

A przecież pisać potrafisz.

 

Ależ Tfurco :), nie rozumiem zarzutu. Ja się sam do biblioteki przecież nie kliknąłem. Widocznie kilka osób jednak nie uznało opowiadania za pisane na kolanie i znalazło w nim jakies plusy wystarczające na bibliotekę. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oczywiście, że to, że opowiadanie znalazło się w bibliotece nie jest zarzutem wobec Ciebie. To tylko ja się tłumaczę, dlaczego jestem tak krytyczny. Niestety, musisz liczyć się z tym, że publikując tekst, trafi on nieszczęśliwie do biblioteki, a wtedy ja go przeczytam i zrobię z nim straszne rzeczy – takie ryzyko ;)

Ale może podejdziesz do tego inaczej i pomyślisz sobie “ech, warto się z tym przespać i za jakiś czas zbudować na tej bazie coś naprawdę fajnego”. I taki jest cel mojego marudzenia. A to, że chce mi się marudzić oznacza, że widzę potencjał (nie palę monitora). Ale masz prawo też uznać, że chrzanię bez sensu, skoro innym się podoba, bo przecież jeszcze się taki nie narodził itd…

Oj tam nieszczęśliwie. Ja z tego powodu nie rozpaczam ;). I doceniam Twoja opinię i cel marudzenia. ​I nie uważam, że chrzanisz bez sensu. Zwyczajnie zaszło nieporozumienie. To nie był tekst rozbudowany i rozwinięty i urwany. To był tekst oparty na pomyśle z poszerzonym tłem, które miało uzasadnić pewne kwestie. Często pada zarzut: mogłeś nieco ten świat przedstawić, a nie tylko walnąć pomysłem w próżni. To ja w tym tekście własnie to zrobiłem, poszerzyłem i podkolorowałem tło. Bohaterowi dodałem syna karierowicza, konflikt rodziny z rodem Imperatora, anatemę za porażkę w bitwie, kawałek historii wstecz do dziadka, sarkastyczny charakter i przyciągającą go nie tylko grawitacją osobliwość, z którą nawiązuje jakąś więź niezdrową i która go ostatecznie robi w bambuko. To chyba nie jest tak mało jak na krótką space operę w klimatach patetycznych o skoku przez osobliwość i zaskakujących konsekwencjach tego skoku?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wziąłeś się za trudny temat, a do jego opisania użyłeś wielu trudnych słów. W takiej konfiguracji forma musi być dopieszczona, w przeciwnym razie wiele z treści będzie niedostępne dla osób, które się na fizyce nie znają. Widać pośpiech i taką euforię pojawiającą się tuż po postawieniu ostatniej kropki. ;) Natomiast gdybyś tekst skontrolował parę razy więcej, być może pozbyłbyś się tych paskudnych, encyklopedycznych wręcz wstawek, które jedynie nadają ciężar, bo niewiele rozjaśniają. Zakrawa to o infodump, ale myślę, że dobry infodump nie jest zły – to jest jeśli wprowadzi się go z gracją gdzieś pomiędzy dialogi a narrację, tak że jest niemal niewidzialny. No ale gdybym w jakimś moim tekście walnął opis szlaku przemian kwasu arachidonowego jako etiologię bólu głowy mojej postaci, to sam byś się zastanawiał, czy nie przerwać lektury, hm? Ja się zastanawiałem po tym uroczym wstępie.

Na szczęście czytać nie przestałem, bo im mniej nauki, tym lepiej. Użyłeś fajnej, poszatkowanej konstrukcji tekstu i te niekoniecznie chronologiczne fragmenty przykuły moją uwagę, mimo że nie wszystko z opisywanych wydarzeń rozumiałem.

Finał trochę rozczarował. Znaleźli lustro i w sumie co tego? :<

 Fajny pomysł na opowiadanie. Nie mogłem rozgryźć, o co tam chodzi, ale w końcu zapaliła mi się w głowie żarówka :) Po pierwszym przeczytaniu ogarnąłem jeszcze tekst wzrokiem i wpadł mi w oko fragment, kiedy Saan mówi synowi, że nie jest jego ojcem. Według mnie perełka, ponieważ pewnego dnia, kiedy tajemnica zostanie odkryta, syn uświadomi sobie, co miał na myśli Saan. Zdziwi się chłopak ;)

Jeśli chodzi o początek, to dołączam się do grona grymaszących. Infodump, od którego puchnie głowa. Nawet odechciało mi się czytać dalej, ale przebrnąłem.

Potem jest coraz lepiej, a zakończenie według mnie wygrywa. Stracenie Saana-ale-nie-tego-co-trzeba-Saana (i w ogóle na marne, przez fałszywe przeświadczenie) było strzałem w dziesiątkę.

Ogóle tekst dobry, pomysłowy, z nudnym początkiem, ale fajnym zakończeniem :)

 

 

Aa, i jeszcze jedno. Czytając twoje opowiadanie, cały czas miałem w głowie świat Star Treka (nie wiem czemu). A jak ST, to wiadomo – w moich oczach Saan był łysym Patrickiem Stewartem ;D

Hm, w sumie gdy przemyślałem sobie to zakończenie, to dostrzegłem w nim chyba jakiś większy sens. Że imperator to idiota i anihiluje bez zastanowienia gościa, który wrócił z miejsca, w którym nikogo jeszcze nie było. Może i dobrze się stało, bo gdyby ludzkość miała świadomość istnienia swojej kopii za horyzontem zdarzeń, to być może byłaby mniej ostrożna na przykład w wyzwalaniu konfliktów nuklearnych. :p

Star treka nie znam, ale aż mnie naszła ochota żeby znów zagrać w Mass Effecta. :D

MrBrightside, nie kuś z tym Mass Effectem, bo i ja zaraz jakiegoś Żniwiarza usiekam :D

Właśnie instaluję dwójkę, polecam! XD

Dziękuję Wam serdecznie za wizytę, lekturę i obszerne komentarze. Po waszych wypowiedziach, a także wypowiedziach poprzedników, wiem już że z wstępem przesadziłem. Prawie straciłem kolejnych dwóch czytelników przez to ciężkie wprowadzenie :/. 

MrBrightside. ​Poszatkowana konstrukcja miała ukryć małego twista w tekście i przenieś go bliżej końca tekstu. Cieszę się, że sie podobała. Nie jestem natomiast pewien czy mój zamysł i pomysł był wystarczająco przejrzysty. Napisałeś, że Imperator anihilował gościa, który wrócił z miejsca, w którym nikogo nie było. Jak zauważył Karol123, to nie był ten gość ale jego odpowiednik z identycznego Wszechświata po drugiej stronie osobliwości. Tobie Karolu123 dzięki za miłe słowa. Opowiadanie oparte było na prostym pomyśle i cieszę się, że doceniłeś moje starania i pomysł przypadł Tobie do gustu. Dobrze wychwyciłeś ten mały dżinks ze słowami Saana do :syna-nie-syna”. A jeśli widzisz w kapitanie Patricka, nie mam nic przeciwko temu ;)

I fajnie, że moja kulawa space opera jakoś Was pośrednio natchnęła do zagrania w ME :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie no, jeszcze nie gram w ME… Cały czas moje JA balansuje, nie wie, czy grać, czy się uczyć :) 

Nowa Fantastyka