- Opowiadanie: Żongler - Głupie życzenie umierającego człowieka

Głupie życzenie umierającego człowieka

Proszę wybaczyć, jeśli przerwy w tekście są irytujące, ale wyobraźcie sobie drżącą dłoń konającego, którego pismo nie należy do tych równych i uporządkowanych.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Głupie życzenie umierającego człowieka

 

Górna część kartki była przedarta i nie sposób było odczytać imienia zapisanego na szczycie strony. Krople deszczu uderzały ciężko w pergamin rozciągnięty między brudnymi palcami.

 

…wybacz mi, jeśli moje pismo jest wyblakłe, koślawe lub poplamione krwią. Dopiero niedawno nauczyłem się, jak stawiać litery, by tworzyły słowa. Gdy to czytasz, minęło wiele lat, odkąd napisałem ten list. Czas nie jest łaskawy, nigdy nie był. Mogę tylko mieć nadzieję, że to, co chcę ci powiedzieć, przetrwa.

 

Kiedy piszę te słowa, masz cztery lata. Ja jestem dorosłym mężczyzną, wysokim i barczystym, jak mój własny ojciec. To właśnie on nauczył mnie, jak naciągać cięciwę, jak podkuć konia i jak dbać o miecz, żeby ostrze nie pokryło się rdzą. Ja nigdy nie nauczę ciebie. Nie pójdziesz ze mną tropem łosia ani nie wypłyniesz w morze.

 

Napisałbym o tym, co mi się przytrafiło, ale nie jest to warte atramentu. Usłyszysz o tej historii z ust wielu ludzi i oni wszyscy będą mieć rację. Musisz jedynie wiedzieć, że byłem głupcem, służąc człowiekowi, który porzucił nas wszystkich. Zostałem ranny i choć zdołałem powalić w walce trzech ludzi, nie potrafię pokonać śmierci. Jest ona ze mną w tej chwili, patrząc mi przez ramię na ten pergamin. Czuję na policzku jej lodowaty oddech.

 

Piszę list, choć nie robiłem tego nigdy wcześniej. Wierzyłem, że słowa są coś warte tylko wtedy, kiedy przekazuje się je ludziom własnym głosem. Wierzyłem. Nie wiem, w co teraz wierzę. Synu, życie jest tak okrutnie ciężkie. Walczyłem z nim, najlepiej jak potrafiłem, ale nie będę mógł dłużej tego robić. Czas odłożyć miecz na bok i chwycić za pióro, choćby i na krótką chwilę. Niełatwo o uczciwego człowieka, który gotów jest przyjąć obcego pod własny dach, zaprosić do kręgu swego ogniska. Służąc na zamku, zarobiłem dwie monety, dwie złote czaple. Nim bramy uległy, wsunąłem je między kamienie u podnóża zachodniego muru. Wiem, że będzie on stał jeszcze długo po tym, aż ogień wygaśnie. Być może on jeden. Duchy muszą mieć miejsce, by zamieszkiwać świat żywych.

 

Kiedy się tam udasz, ujrzysz ruiny, nie przeraź się jednak tego widoku. To była piękna twierdza, pełna słońca i drzew, o strzelistych wieżach i wrotach stawianych dłonią najznakomitszego z rzeźbiarzy. Taką właśnie powinni zapamiętać ją ludzie, ale wiem, że tak się nie stanie. To miejsce przyciągnie do siebie tylko wilki i wrony, a ludzie ją przeklną. Chciałbym, by na zawsze pozostała taka, jaka była, gdy po raz pierwszy ją ujrzałem, lecz to tylko głupie życzenie umierającego człowieka.

 

Synu, nie brzydź się krwi, nie żałuj ludzi, którzy tu zginęli. Kup miecz z mocnej stali, pewnie stąpającego konia, pergamin, by zapisywać rzeczy, które ujrzysz przed sobą. Popłyń w świat, gdy nie będziesz mógł dłużej siedzieć w siodle. Zemścij się na wszystkich, którzy uczynią krzywdę tobie albo twojej matce.

 

Ogień na murach pozwala mi pisać. Ptaki się niecierpliwią. Chciałbym pokazać ci, jak pięknie będą wyglądały w powietrzu, ale kiedy one zerwą się do lotu, ja będę już daleko w dole.

 

Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się znowu, a ty staniesz przede mną jako wspaniały mężczyzna i opowiesz mi o życiu, które nie dane mi było przeżyć u twego boku.

 

Banita zmrużył oczy, usiłując odczytać imię zapisane na samym dole, lecz robiło się już zbyt ciemno, żeby tracić czas na krzywe litery. List był tak stary, że niemal rozerwał mu się między palcami. Pociągnął nosem, po czym zmiął pergamin i cisnął w błoto. Spojrzał na twarz martwego chłopaka, zastygłą w strachu, tym samym, który zalśnił w jego oczach, kiedy banita wyskoczył zza ruin muru i przebił mu mieczem pierś. Ktoś krzyknął do niego w deszczu, pytając, co takiego znalazł, ale mężczyzna nie odpowiedział. Wyrwał klingę i przyjrzał się jej uważnie. Na ostrzu nie zostało wiele krwi, jakby nie warto było brudzić nią rąk. Leżący u jego stóp chłopak miał otwarte w niemym krzyku usta. Wlepiał w niego przenikliwe, oskarżycielskie spojrzenie. Banita splunął. Zepchnął trupa kopnięciem do zarośniętego cierniami rowu i poszedł szukać ukrytego złota.

Koniec

Komentarze

Wiem, że gdy to czytasz, minęło wiele lat, odkąd napisałem ten list, a czas nie jest łaskawy, nigdy nie był.

Za długie zdanie, którego dodatkowo składowe nie za bardzo się ze sobą kleją. Rozważyłbym kropę po “list”, a nawet drugą po “wiem”. :p

 

Ogień na murach pozwala mi pisać. Ptaki się niecierpliwią. Chciałbym napisać ci, jak pięknie będą wyglądały w powietrzu, ale kiedy one zerwą się do lotu, ja będę już daleko w dole.

Drugie pisać można spokojnie zastąpić np. “pokazać” żeby uniknąć powtórzenia. Do tego, skoro to list, zwroty do adresata, jak Ci – z dużej.

 

Spojrzał na martwego twarz chłopaka

 

Dużo bardzo złożonych zdań, które po którymś z kolei złożeniu, powoli gubią sens. Prościej nie znaczy gorzej.

Co do treści – jako fragment powieści, czy może nawet dłuższego opowiadania, to by się broniło. Bo ktoś tam szuka ojca, czy też szuka prawdy o ojcu, znajduje taki list i to wywiera w czytelniku odpowiednie, silne emocje, bo to idealne miejsce na plottwist i wywrócenie fabuły do góry nogami. Ale kiedy wrzucasz list solo, to i adresat i odbiorca są czytelnikowi obojętni i nijak nie interesujesz go swoimi postaciami. Sam list jest ponadto bardzo mętnie napisany, pozbawiony szczegółów, jakbyś chciała, żeby było dramatycznie, ale nie miałaś czasu by poświęcić uwagę detalom.

Jak dla mnie niezbyt udana próba. :<

Właściwie to fragment czegoś większego. Nie wzbudził żadnych odczuć, bo nie znam adresata ani odbiorcy. Są mi obojętni jako postacie. I to właściwie wszystko, co mogę tutaj powiedzieć.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To nie jest fragment czegoś, to całość. Jedno prosty list, którego pełnej historii nigdy nie będzie dane nam znać (bo ile jest takich milczących tragedii na świecie), taki bez smaku, bo Czytelnik natyka się na niego przez przypadek.

 

 

Sam list jest ponadto bardzo mętnie napisany, pozbawiony szczegółów, jakbyś chciała, żeby było dramatycznie, ale nie miałaś czasu by poświęcić uwagę detalom.

Dlatego, że ja, a raczej podmiot “umiera”, no i kończy mu się atrament.

 

Dziękuję za opinie, wplatać ów listu w nic nie będę, gdyż nie mam w co :< MrBrightside, już rozważam i poprawiam :d

No cóż, fragment listu okazał się równie mało zajmujący, jak fragment opowiadania, bez początku i bez końca. Przykro mi, Żongler/ko, ale nie mam pojęcia, co chciałaś przekazać tym tekstem.

Istotnie, przerwy w tekście są nieco irytujące, ale zupełnie nie pojmuję, jak konającemu, drżącą ręką, udało się tak ładnie wypośrodkować zwierzenia.

 

To miej­sce przy­cią­gnie do sie­bie tylko wilki i wrony, a lu­dzie prze­klną. Chciał­bym, by na za­wsze po­zo­sta­ła taka, jaka była, gdy po raz pierw­szy ją uj­rza­łem –> Piszesz o miejscu, które jest rodzaju nijakiego, więc: To miej­sce przy­cią­gnie do sie­bie tylko wilki i wrony, a lu­dzie je prze­klną.  Chciał­bym, by na za­wsze po­zo­sta­ło takie, jakie było, gdy po raz pierw­szy je uj­rza­łem…

 

i opo­wiesz mi o życiu, które nie dane mi było prze­żyć u twego boku. –>i opo­wiesz mi o życiu, którego nie dane mi było prze­żyć u twego boku.

 

edycja

Chciałam jeszcze dodać, że nie zauważyłam fantastyki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No właśnie – gdzie tu jest fantastyka?

Nie bardzo widzę sens pisania takiego listu. Jak rozumiem, adresat i nadawca byli rozdzieleni. Skąd podejrzenie, że poczta kiedykolwiek doręczy pismo? Jeśli syn miał znaleźć złote monety, to przydałyby mu się dokładniejsze wskazówki niż “pod murem”. Ale żeby jeszcze ktoś tego w międzyczasie nie przeczytał i nie przejął skarbu…

Babska logika rządzi!

Nie mam uwag co do formy. Ta kursywa i przerwy między akapitami nawet mi się podobają. W odróżnieniu od poprzedników, widzę w tym całość. Kawałek smutnego dnia, kawałek smutnego życia, bez happy endu (jak to najczęściej bywa). I właśnie brak szczęśliwego zakończenia najbardziej mi się podoba. Zaskoczyłaś mnie tym banitą, to jest na plus.

Teraz kilka uwag.

Gdy to czytasz, minęło wiele lat, odkąd napisałem ten list.

Nie lubię takich pewności, co to będzie w przyszłości. Tym bardziej, że to się nie sprawdziło, banita zabił przecież chłopaka, więc minęło raptem parę lat. To w ogóle jest takie zdanie “wypełniacz”. Czy naprawdę ma znaczenie, kiedy syn to przeczyta?

To właśnie on nauczył mnie, jak naciągać cięciwę,

Mówi o ojcu, więc początek nie jest potrzebny, tak się zazwyczaj dzieje. Gdyby mówił o sąsiedzie, obcym, wtedy dopowiedzenie,”że to właśnie on”, miałoby sens.

Usłyszysz o tej historii z ust wielu ludzi i oni wszyscy będą mieć rację.

Rację lub opinię można mieć w jakiejś sprawie, gdy mówimy o historii (czyjejś), to można kłamać lub mówić prawdę (z własnego punktu widzenia). Dlaczego wszyscy mieliby mówić prawdę? Tak samo dlaczego wszyscy mieliby kłamać? Mało prawdopodobne.

Synu, życie jest tak okrutne ciężkie. (…)

Walczyłem z nim, najlepiej jak potrafiłem, ale nie będę mógł dłużej tego robić. to nie potrwa już długo.

Kiedy się tam udasz, ujrzysz ruiny, nie przeraź się jednak tego widoku.

Dlaczego miałby się przerazić widoku ruin?

Chciałbym pokazać ci, jak pięknie będą wyglądały w powietrzu, ale kiedy one zerwą się do lotu (…)

Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się znowu, a ty staniesz przede mną jako wspaniały mężczyzna i opowiesz mi o życiu,

Banita zmrużył oczy, usiłując odczytać imię zapisane na samym dole, (…). Spojrzał na twarz martwego chłopaka, zastygłą w strachu, tym samym, który zalśnił w jego oczach, kiedy banita wyskoczył zza ruin muru i przebił mu mieczem pierś. Ktoś krzyknął do niego w deszczu, pytając, co takiego znalazł, ale mężczyzna nie odpowiedział. (…) Banita Splunął. Zepchnął trupa kopniakiem do zarośniętego cierniami rowu i poszedł szukać ukrytego złota.

Stonowany, przemyślany tekst. Krótka scenka, ale wyrazista. Podobało mi się.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cieszę się, że choć Ty, Darconie, widzisz w tym coś sensownego. Podniosłeś mnie na duchu :d W takiej formie ten pomysł mi się ukazał i tak właśnie został przelany na papier, szczerze powiem, że mi odpowiada. Poprawki naniosę jak tylko nad tym przysiądę, dziękuję recenzentom/tkom.

 

regulatorzy, Finklo, chyba doszukujecie się w tym zbytniej logiki, radzę podejść do tego znacznie prościej – konający, niezbyt trzeźwo rozumujący człowiek spisał chaotyczny list do swojego syna, z nadzieją, że syn go przeczyta. Syn przeczytał. To go zgubiło, ot okrutny los i jego śmieszki. Gdyby nie przeczytał, to by żył (albo nie, ale to już offtopic).

regulatorzy, Finklo, chyba doszukujecie się w tym zbytniej logiki…

Nie, Żongler/ko, nie doszukiwałam się w tekście zbytniej logiki. Ale byłabym bardziej zadowolona z lektury, gdybym znalazła choćby szczątkową.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Postaram się machnąć coś zadowalającego następnym razem, jeśli wena pozwoli. Wypatrujcie mnie piątego dnia o brzasku, choć pewnie się spóźnię.

Pani Wena zazwyczaj bywa życzliwa, więc pewnie pozwoli. ;)

Pewnie spóźnienia nie zauważę, jako że zwykłam kłaść się o świcie i brzask mogę przeoczyć, niezależnie od numeru dnia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka