- Opowiadanie: Jurecki - Fałszywy Zegarmistrz - WSTĘP

Fałszywy Zegarmistrz - WSTĘP

Oceny

Fałszywy Zegarmistrz - WSTĘP

Do tego, żeby przeżyć w takim miejscu jak Gromada potrzebna była znajomość dwóch podstawowych praw – przede wszystkim nie wychodź z domu, a jeśli już wykazałeś się podobną głupotą i brawurą, to chociaż nie opuszczaj Nadrzecza. Na ulicach miasta jest wystarczająco niebezpiecznie, zwłaszcza, że wszechobecne grupy bandyckie, o których jest ostatnio głośno, to w rzeczywistości ostatnia rzecz, o jaką należało się martwić. Jeszcze niedawno każdemu się wydawało, że miasto – chociaż pełne okrutników – wolne jest od bestii, zmor i potworów. Nie wliczając dni, kiedy zagubiona Wiwerna zatoczyła koło nad rynkiem, albo para Gnomów przemknęła się do czyjeś piwnicy, to mieszkańcy żyli w względnym spokoju. Obecnie nie możesz być pewny, czy enigmatyczny jegomość to nie Wampir w przebraniu, a w czasie wycieczki na cmentarz we Wszystkich Świętych, twojej rodziny nie zaatakuje trupiak. Władze miasta przekonywały każdego, kto zechciał ich wysłuchać, że Nadrzecze jest zupełnie bezpieczne, a wszystkie martwe ciała, codziennie znajdowane przez obywateli, są dziełem zabójcy na zlecenie, sławnego Zegarmistrza.

Melka wiedziała, że w ostatnich latach w Gromadzie zrobiło się bardziej niż niebezpiecznie i właśnie dlatego zachodziła się w głowę, jak mogła dać się tak zbałamucić temu złomiarzowi, Milanowi. 

– Przypomnij mi proszę, dlaczego zgodziłam się na ten kretyński pomysł? – rzuciła wściekle, kuląc się w chaszczach.

– Cicho –  syknął Milan i ostrożnie wyjrzał na gościniec – wciąż są na widoku.

Melka westchnęła i chociaż z jednej strony cieszyła się, że nie skończyła jako obiad dla grupy Koboldów, na którą właśnie się natknęli, to z drugiej irytowały ją środki ostrożności jej kompana. Zwłaszcza, że te humanoidalne jaszczurki sięgające dorosłemu człowiekowi zaledwie do pasa, nie należały do najniebezpieczniejszych stworzeń tego świata. Mężczyzna dostrzegł zniecierpliwienie na twarzy dziewczyny i zaśmiał się ponuro.

– Pewnie myślisz, że są milusie? Na własne oczy widziałem jak takie same rozszarpały jednego gościa. Kły mają tak ostre, że niepotrzebna im broń – powiedział podnosząc się z ziemi, kiedy ostatni Kobold znikł mu z oczu.

– Skąd ta pewność, że on w ogóle nam pomoże? – zapytała dziewczyna otrzepując się z liści – Może to prawda, to co ludzie o nim gadają? – to pytanie męczyło ją od samego rana, kiedy w końcu dowiedziała się, kogo Milan ma zamiar prosić o przysługę.

Mężczyzna zrobił taką minę, jakby cały dzień czekał, aż w końcu rozmowa zejdzie na ten tor. Nie dziwił się Melce; Zegarmistrz nie wzbudzał w ludziach przesadnej sympatii, od kiedy Nadrzecze przebiegła plotka, jakoby miał wyrżnąć w pień gości pewnej zapyziałej karczmy.

– Dobrze wiesz, że te trupy są dziełem tych bestii, a nie człowieka. Wszyscy o tym wiedzą – odpowiedział spokojnie, ciągle bacznie obserwując szlak i okolice.

– Wcale nie wszyscy! Ty tak twierdzisz. A ten mężczyzna z tamtego tygodnia? Ten znaleziony w studzience kanalizacyjnej?

– Sądząc po specyfice oparzeń, to załatwił go Szlam.

– A ta kobieta, którą wyłowili z Odry? – dziewczyna nie dawała za wygraną – Podobno miała takie rany, jakby komuś na widły wleciała…

– Sprawdzili to. To był Podwodniak, rzeczny demon – mężczyzna był świetnie poinformowany – To nie były widły, tylko trójząb – rzucił z uśmiechem, kiedy tylko spostrzegł poirytowaną minę dziewczyny – Chyba nie myślisz, że zabójca na zlecenie używa do pracy wideł?

– A nie pomyślałeś, że mógłby zrobić to specjalnie? Przecież mógł to przygotować tak, żeby wyglądało na ataki bestii.

Mężczyzna stanął na środku drogi i spojrzał na Melkę surowym okiem, chociaż w myślach musiał przyznać, że czysto teoretycznie jest to możliwe – Posłuchaj, jeśli chcesz, to ciągle możesz wrócić. Do Nadrzecza wiedzie prosta droga, więc jeśli wyruszysz teraz, to za dwie godziny będziesz w mieście – nastała cisza – Nie. Nie wierzę, że Zegarmistrz jest odpowiedzialny za te morderstwa. To byli zwykli ludzie, szarzy zjadacze chleba. Sądzisz, że ktoś taki jak Zegarmistrz przyjmowałby zlecenia na pierwszego lepszego Kowalskiego?

Dziewczyna dała za wygraną, chociaż już chciała powiedzieć, że nawet zabójca na zlecenie może mieć gorszy okres, ale powstrzymała się i ruszyła dalej, nie czekając na kompana. – Jak chcesz, ale to ty będziesz z nim gadał. Załóżmy, że masz rację. Skąd wiesz, że ci uwierzy i pomoże nam przedostać się za mur?

– To o wiele bardziej rozsądne pytanie – Milan uśmiechnął się i zawołał wesoło.  – To także przemyślałem. Jest tu spalony. Władza Nadrzecza ściga go listem gończym, kościół katolicki prześladuje za magiczne zdolności, a gangi chcą wyrównać jakieś porachunki. Nawet jemu musi się trudno żyć w takich warunkach.

Koniec

Komentarze

Obiecujące. Wzbudziło zainteresowanie i chętnie zajrzalbym do obszerniejszego fragmentu. 

a przy wycieczce na cmentarz w Wszystkich Świętych twojej rodzinę zaatakuje trupiak. 

Lepiej:

a w czasie wycieczki na cmentarz we Wszystkich Świętych, twojej rodziny nie zaatakuje trupiak. 

 

rzuciła wściekle, będąc boleśnie schylona w chaszczach. 

rzuciła wściekle, boleśnie kuląc się w chaszczach. 

(Choć właściwie nie wiem, czy słowo boleśnie tu w ogóle pasuję. Może lepsze byłoby niewygodnie na przykład. 

Sądząc po specyficznych oparzeń 

Sądząc po specyfice oparzeń. 

Albo:

Sądząc po specyficznych oparzeniach. 

 

Warto też popracować nad zapisem dialogów, żeby było czytelniej. Np:

Milan uśmiechnął się i zawołał wesoło – To o wiele bardziej rozsądne pytanie. To także przemyślałem. Jest tu spalony… 

 – To o wiele bardziej rozsądne pytanie – Milan, uśmiechając się, zawołał wesoło. – To także przemyślałem. Jest tu spalony… 

 

Generalnie lepiej jest zaczynać linijkę dialogu od tego, co osobnik mówi, potem wtrącenie, potem znowu kwestia mówiona. Tak jest po prostu jaśniej. 

 

Trochę jeszcze przed tobą pracy, ale pomysł ciekawy. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Kusząca przynęta!

Interesujący poczet lokalnych monstrów zajął moją uwagę na tyle, że chętnie dowiem się więcej, zwłaszcza o tytułowym Zegarmistrzu.

Wykonanie całkiem niezłe, co nie znaczy, że nie mogłoby być lepsze. ;)

 

Na uli­cach mia­sta jest wy­star­cza­ją­co nie­bez­piecz­ne… –> Literówka.

 

wszyst­kie mar­twe ciała, które co­dzien­nie znaj­do­wa­ne przez oby­wa­te­li, dzie­łem… –> Powtórzenie.

Może: …wszyst­kie mar­twe ciała, co­dzien­nie znaj­do­wa­ne przez oby­wa­te­li, są dzie­łem

 

i wła­śnie dla­te­go za­cho­dzi­ła się w głowę… –> …i wła­śnie dla­te­go za­cho­dzi­ła w głowę

 

Milan syk­nął i od­po­wie­dział szep­tem – Cicho – ostroż­nie wyj­rzał na go­ści­niec – wciąż są na wi­do­ku. –> Raczej:

– Cicho – syknął Milan i ostrożnie wyjrzał na gościniec – wciąż są na widoku – dodał szeptem.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550 

 

Męż­czy­zna do­strzegł znie­cier­pli­wie­nie na twa­rzy mło­dej dziew­czy­ny… –> Masło maślane. Dziewczyna jest młoda z definicji.

 

ja­ko­by miał wy­rżnąć w pień kil­ku­na­stu gości pew­nej za­py­zia­łej karcz­my. –> Wyrżnąć w pień, to nie zostawić nikogo przy życiu. Jeśli wyrżnął tylko kilkunastu gości, nie wyrżnął ich w pień.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niestety nie podzielam zadowolenia przedmówców. Głównie za brak logiki i wiarygodności świata. Tak kilka rzeczy dla przykładu:

Potwory na każdym kroku, ale Władze przekonują, że Nadrzecze jest “zupełnie bezpieczne”.

Miasto wolne od potworów, ale za chwilę jest i Wiwerna i Gnom. I owszem taka narracja dobra jest do satyry czy komedii, ale ja tu nic z tego nie widzę, choć dialog można uznać za zabarwiony humorem.

Najbardziej razi mnie zachowanie samych bohaterów, wszędzie potwory, a oni rozmawiają jak drobni złodziejaszkowie po małym włamie. Mnie na przykład jaszczur sięgający do pasa na pewno by wystraszył i nie trzeba by mnie o tym przekonywać.

Ja rozumiem pomysł na świat i nawet zachowanie bohaterów, można mieć taki koncept. Ale na to trzeba odpowiednich podwalin, klimatu. Terry Pratchett znakomicie sobie z tym radził, ale u Ciebie nie widzę nawet zalążka takiego specyficznego świata. Powiedzenie, że jest pełno potworów to za mało.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Fantastyka