- Opowiadanie: sweetcookie - Gdyby jutra miało nie być cz.1.

Gdyby jutra miało nie być cz.1.

Chciałbym obudzić się któregoś dnia z poczuciem, że wszytko czego doświadczyłem, to tylko zły sen.

Marzę o tym, odkąd Niszczyciel nawiedził Nowy Jork.

Oceny

Gdyby jutra miało nie być cz.1.

Wbiegłem do hotelu, nim na centrum Manhattanu runęła struga deszczu. Zatrzymałem się tuż za głównym wejściem i natychmiast zgiąłem się w pół, dysząc ciężko. Próbowałem opanować oddech, choć miałem z tym trudności. Blisko ćwierć mili pokonałem z prędkością godną medalisty olimpijskiego w biegu na setkę. Dawno nie czułem się tak wyczerpany po wysiłku fizycznym. 

Gdy minął napad kolki, odwróciłem się do obrotowych drzwi. Zamarłem w bezruchu z dłońmi zaciśniętymi na materiale bluzy po obu stronach twarzy. Nie mogłem oderwać wzroku od tego, co zobaczyłem na zewnątrz. To było nie do uwierzenia, jak niemal lazurowe niebo w ułamku sekundy przysłoniły ciężkie, burzowe chmury. Szczerze współczułem przemokniętym przechodniom, pragnącym jak najszybciej złapać taryfę, ale też cieszyłem się w myślach, że to nie mnie przyszło wystawać na ulicy w tak paskudną pogodę.

Delikatny uśmieszek wykrzywił moje wargi na widok otyłego, niewiele ode mnie młodszego nastolatka z rudymi lokami przyklejonymi do czoła. Człapał chodnikiem w stronę hotelu, nawet nie zawracając sobie głowy sprawdzaniem, kto potrącał go łokciem, czy ramieniem.

Strząsnąłem z głowy kaptur bluzy, a następnie skrzyżowałem ramiona na piersi, bacznie obserwując chłopaka. Im dłużej na niego patrzyłem, tym coraz bardziej było mi go żal. Posturą przypominał mnie z czasów, gdy jeszcze zmagałem się z nadprogramowymi kilogramami i też z trudem przebierałem nogami. Wykrzywiona w grymasie, osłaniana dłonią twarz Rudzielca, wyglądała jak oblicze sportowca, który właśnie skończył triathlon.

Ten obrazek aż złapał mnie za serce… Na domiar złego wysoka, blondwłosa kobieta tak go popchnęła, że upadł na kolana. Gdy zerwałem się z miejsca, żeby ruszyć chłopakowi z pomocą, z trudem, bo z trudem, sam pozbierał się z chodnika, po czym obejrzał przez ramię i nakrzyczał na nieznajomą. Pech chciał, że ułamek sekundy później przejeżdżający obok niego Nissan GTR ochlapał go wodą.

Opuściłem hotel, ilekroć dzieciak zbliżył się do budynku. Schował się pod wiatą, nawet nie reagując na wychodzących gości. Ostatkiem sił powstrzymałem się przed rzuceniem kąśliwej uwagi pod adresem Pani w średnim wieku, pokazującej go palcem, swojemu mężowi.

– Kiepsko wyglądasz! – zawołałem.

Chłopak stał u podnóża schodów, odwrócony do mnie plecami z rękoma założonymi na piersi. Wyglądał gorzej niż półtorej nieszczęścia. Żeby było bardziej tragicznie, kiedy zwrócił twarz w moim kierunku, zobaczyłem jego nieszczęśliwe oczy: zaczerwienione i podkrążone, jakby źle spał od kilku dni. Później dopiero przeniosłem spojrzenie na wygięte w podkówkę usta. Nie miałem złudzeń, że wcześniej płakał.

– Ei, co się stało? – zmartwiłem się. Tak, jak przypuszczałem, nawet nie miał zamiaru mi odpowiadać, ale nie dbałem o to. Postanowiłem, że nie zostawię go zziębniętego na ulicy – Chodź do środka! – krzyknąłem.

Patrzył na mnie niepewnie, przez co miałem wrażenie, że nie spełni mojej prośby. Widziałem, że waha się przez moment, ale koniec końców ustąpił, choć ruszył przed siebie, nadal się nie odzywając.

Weszliśmy do wyłożonego marmurem hallu. Ściany pomieszczenia zdobiły obrazy znanych, cenionych artystów, którym chłopak z rosnącą ciekawością dyskretnie się przyglądał. Mimowolnie rozdziawił usta, gdy wkroczyliśmy do lobby hotelowego, gdzie sufit zawieszony był około dwieście cali nad ziemią. Dokładnie na środku stały szerokie schody z kutymi balustradami, które na Rudzielcu zrobiły największe wrażenie. Stanowiły coś na wzór wizytówki hotelu. U ich podnóża wygrawerowano napis: ForestHotel *****

Po naszej prawej stronie w rogu stała Recepcja. Za granitowym, kontuarem atrakcyjna brunetka wymeldowywała młode małżeństwo. Blondynkę ubraną w różową sukienkę do kolan z czarnym, krótkim płaszczykiem na ramionach oraz wysokimi szpilkami na nogach. Brata bliźniaka Christiana Greya i ich trzyletnią córkę. Dziewczynka bardzo marudziła, ale matka nic nie robiła sobie z jej krzyków, czy nadąsanych min.

Niestety, tylko do czasu.

– Uspokój się natychmiast! – syknęła kobieta, nachyliwszy się do dziecka.

Zrobiła to z taką furią, że natychmiast wzbudziła we mnie niechęć do siebie. Rozsądek podpowiadał mi, żeby odpuścić. Przecież i tak udało się przemycić do hotelu nieproszonego gościa, bez wzbudzenia zainteresowania. Tyle tylko, że nie byłbym sobą, gdybym nie stanął po stronie osób krzywdzonych.

– Myślę, że to Pani powinna się uspokoić – odparłem. Kobieta odruchowo podniosła na mnie wzrok. Była tak skołowana moimi słowami, że początkowo nawet nie zareagowała – Pani też zdarza się mieć kiepski dzień.

Mała zamiast zrobić to, o co poprosiła ją mama, rozpłakała się jeszcze bardziej. To rozeźliło blondwłosą do granic możliwości.

– Coś Ty powiedział? – warknęła przez zęby, odzyskując rezon.

Zacisnęła dłoń na ramieniu córki szarpiąc nią, żeby ta się uspokoiła. Miała taką wściekłość wypisaną na twarzy, a ruchy tak gwałtowne, że nie uszło mojej uwadze, iż uderzyłaby dziecko, gdyby nie świadkowie. Łypała na mnie z dołu, spod zmrużonych gniewnie powiek. W każdej chwili była gotowa wszcząć awanturę. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy wtrącił się jej mąż.

– Przeproś moją żonę! – Przeniosłem na niego spojrzenie. Nie spodziewałem się po nim takie reakcji. Łudziłem się, że sobie żartuje, ale jak na złość, nawet jeden mięsień wokół ust mężczyzny nie drgnął, gdy patrzył mi w oczy z chęcią pokazania mi z kim właśnie zadarłem.

Wybawieniem z tej patowej sytuacji okazał się telefon, który kobieta zmuszona była odebrać. Odeszła na bok, zostawiając małą pod opieką ojca. On zdawał się być równie zainteresowany zachowaniem dziecka, jak jego matka. Recepcjonistka z kolei liczyła na to, że wykorzystam chwilę zamieszania. Gdy podsunęła mężczyźnie do podpisania dokument, był tak rozkojarzony, że nawet nie zauważył iż zdążyliśmy się oddalić na bezpieczną odległość, odprowadzani czujnym spojrzeniem dziewczyny.

Pociągnąłem niespecjalnie oponującego na mój ruch Rudzielca do części lobby na lewo od schodów. Pomieszczenie miało bardzo konkretne rozmiary. Między filarami, umieszczonymi co kilkaset stóp na kształt litery U, stały obite białą skórą kanapy. My zdecydowaliśmy się usiąść niedaleko okna na kwadratowej sofie, otoczonej okrągłymi ławami.

Niewiele ponad trzysta cali po naszej prawej stronie, zamontowane było spektakularne akwarium. Oddzielało miejsce, w którym się znajdowaliśmy od restauracji hotelowej, znajdującej się za ścianą.

– Ale odlot! – powiedział z zachwytem chłopak. Przypuszczałem, że w tonie jego głosu kryło się pełne uznanie do konstruktora zbiornika. Sam, jak byłem młodszy, zastanawiałem się nad tym, jak udało się budowlańcom tak zamontować akwarium, żeby strop się nie zawalił. Co ciekawsze, przejście do części jadalnej zrobiono w taki sposób, że rybki spokojnie przepływały sobie nad nim.

– Na mnie też kiedyś zrobiło wrażenie – zaśmiałem się. Nie miałem pewności, czy chłopak mnie usłyszał. Jego szeroko otwarte zielone oczy, tak dobrze kontrastujące z płomiennorudymi włosami, błądziły po pomieszczeniu z nieskrywaną ciekawością. Dopiero po chwili zwrócił uwagę na stojący w prawym, górnym rogu pomieszczenia, schowany w cieniu fortepian. Chociaż na co dzień był oddany do użytku gości, pianista grał na nim Bacha, Mozarta oraz innych kompozytorów w każdy wieczór.

– Wow! Będę miał się… – ucieszył się chłopak, ale szybko spochmurniał.

Pociągnął nosem, więc od razu poszperałem w kieszeni, żeby znaleźć w niej chusteczki. Wyciągnąłem przed siebie dłoń z całą paczką, ale młody pokręcił jedynie głową, dając mi tym samym do zrozumienia, że nie są mu potrzebne. Następnie przeniósł spojrzenie na schody z miną wyrażającą głębokie zastanowienie. Z braku jakiejkolwiek reakcji z jego strony, zrobiłem coś, co od kilku miesięcy uważałem za normę. Schowałem dłonie w kieszeń naszytą na przodzie bluzy.

– Musiałeś? – wymamrotał, nagle zmieniając temat.

– Co? – zapytałem.

– Zwrócić uwagę tej Pani – wyjaśnił. Spojrzałem na chłopaka z uniesionymi w zdziwieniu brwiami. Wzruszyłem mimowolnie ramionami – Musiałeś?

– Miałem patrzeć, jak sobie używa na własnym dziecku? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie – Osobiście, nigdy nie odważyłbym się odreagowywać frustracji na młodszych.

– W sumie racja… – westchnął, podpierając twarz na dużych dłoniach.

Wokół stóp Rudzielca utworzyła się już całkiem spora kałuża, ponieważ nieustannie ociekał wodą. Obawiałem się, że dostalibyśmy niezłą burę od obsługi hotelowej za robienie bałaganu, dlatego postanowiłem zadziałać, nim ktokolwiek zorientowałby się, że mokre plamy na meblach i podłodze to nasza sprawka.

– Chodź! Sprawdzimy, jak sobie nasza Pani poradziła z takimi warunkami pogodowymi! – zaproponowałem, zrywając się z kanapy, nim jeszcze skończyłem mówić. Wskazałem palcem okno, o które bębnił deszcz – Jestem ciekaw, czy bardzo będzie wściekła, jak wyjdzie na zewnątrz.

– Czy ja wiem? Nieszczególnie widzi mi się spotkanie z nimi. – Chociaż chłopak początkowo sceptycznie nastawił się do mojego pomysłu w końcu także i on podniósł się na nogi.

Ramię w ramię przekroczyliśmy próg pomieszczenia, więc wyszliśmy znów do części z Recepcją. Na nasze szczęście, oprócz pracującej przy komputerze brunetki, małżeństwa już przy niej nie było. Blondynka zmierzała w stronę drzwi, przez jedną trzecią długości hallu ciągnąc za sobą córeczkę. Tymczasem mężczyzna idący obok nich, trzymał pod pachą klatkę. Pewnie zabrali ze sobą kota należącego do dziewczynki.

Przynajmniej tak obstawiałem.

– Mieszkasz w tej okolicy? – zapytałem. Udając, że wcześniej nic się nie stało, nawet nie patrząc na recepcjonistkę, szedłem przed siebie. Chłopak dzielnie dotrzymywał mi kroku, chociaż już po minucie szybkiego marszu, zanim dotarliśmy do wyjścia, słyszałem jego świszczący oddech – Hm?

– Nie – odpowiedział lakonicznie.

– W takim razie, co tutaj robisz? – zainteresowałem się.

– Właściwie, już dawno powinienem być w domu – usłyszałem. Spojrzałem na nastolatka z zainteresowaniem, ale nie patrzył w moją stronę. Raczej nie miałem szans na wzbudzenie w nim chęci podzielenia się ze mną swoją historią. A chciałem od niego usłyszeć opowieść o tym, jak przegapił swój przystanek i zabłądził na Fifth Avenue – Mieszkam na Belmont – dodał w ramach wyjaśnienia.

– Bronx? – zapytałem z niedowierzaniem.

– Ta… Chodzę do szkoły w Midtown Manhattan – odrzekł wymijająco, tym samym wyprzedzając moje następne pytanie. Spojrzał na mnie krótko, a potem znów odwrócił wzrok w kierunku drzwi.

Podążyłem za jego spojrzeniem, a serce niemal na moment przestało mi bić. Byłem tak zaintrygowany obrazem za szybą, że gdyby ktoś, coś do mnie mówił, nie słuchałbym.

Młodzi rodzice i ich szkrab trafili prosto w sam środek potężnej nawałnicy. Deszcz zdecydowanie wzmógł się przez ostatnie kilkanaście minut. Tak bardzo, że woda z rynny, zamontowanej na wiacie, zaczęła się przelewać. W starciu człowieka z towarzyszącym ulewie wiatrem, którego siła przewróciła betonową doniczkę obok drzwi, nikt nie miał szans. Mimo iż świata nie było widać, małżeństwu jednak udało się jakoś dotrzeć do samochodu, gdy ten w końcu nadjechał pod główne wejście. Chociaż bardzo interesowałem się motoryzacją, nie potrafiłem w takich ciemnościach, rozpoznać marki tego suva. Oświetlony światłami innego auta kształtem przypominał Hondę HR-V, ale nie byłem tego stuprocentowo pewny.

– Masakra jakaś… – mruknął Rudzielec, wyrywając mnie tym samym ze stanu oszołomienia i bezruchu.

– Dokładnie! – przytaknąłem – Nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego.

– Serio?

– Tak. Za dwa dni wracam na Sycylię – odparłem – Nawet jeśli występują tam podobne zjawiska pogodowe, to nie miałem okazji ich zobaczyć.

– Jesteś w Nowym Jorku na wakacjach? – zapytał chłopak.

– Nie – zaprzeczyłem, kręcąc głową. Zacisnąłem schowane w kieszeni dłonie, w pięści. Spojrzałem na chłopaka z ukosa, przygryzając delikatnie dolną wargę – Mój ojciec jest właścicielem tego hotelu. Odwiedziliśmy go z mamą.

Koniec

Komentarze

Jeśli to pierwsza cześć, to oznacz proszę tagiem “fragment”.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

OK. Już zmieniamwink

Usuń jeszcze te przerwy między akapitami i “ciąg dalszy nastąpi” na końcu. Po co to?

– Jesteś w Nowym Jorku na wakacjach? zapytał chłopak.

Tutaj zgubiłaś półpauzę. Przyuważyłem podczas przewijania strony…

 

Jeśli chcesz,  by ludzie poczytali i podzielili się wrażeniami, zadbaj, by teksty prezentował się jak najlepiej. To pokazuje szacunek do czytelnika i zachęci innych, by Ci pomogli/poradzili/zopiniowali.

Powodzenia. Później wpadnę i przeczytam.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Faktycznie tak lepiej wygląda. Dziękuję za informację! blush

Dopiero zaczynam swoją przygodę z publikowaniem swoich tekstów, więc tym bardziej każda uwaga jest dla mnie cenna wink

Napisane przyzwoicie, tylko w zasadzie o niczym ciekawym. Brzydka pogoda i chłopak o wrażliwym sercu. Sugerowałbym odrobinę zagęścić atmosferę, wprowadzając jakiegoś twista, albo podpowiedź pobudzającą wyobraźnię.

Poza tym, to co wyżej.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

W takim razie muszę przekształcić kolejną część cheeky Postaram się ją urozmaicić i skrócić. 

Przytnę niewiele wnoszące wątki, żeby fabuła nie wydawała się już taka nudna, jak na początku!

Mam nadzieję, że będzie dobrze.

W pierwszym fragmencie nie dzieje się nic, co robiłoby jakiekolwiek wrażenie i choć trochę zachęciło do poznania dalszego ciągu. Poza tym nie dostrzegłam ani odrobiny fantastyki. :(

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

 

prze­jeż­dża­ją­cy obok niego Nis­san GTR ochla­pał go wodą. –> …prze­jeż­dża­ją­cy obok nis­san GTR ochla­pał go wodą.

Nazwy pojazdów zapisujemy małymi literami. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

Opu­ści­łem hotel, ile­kroć dzie­ciak zbli­żył się do bu­dyn­ku. –> Co to znaczy: ilekroć zbliżyć się?

 

Ostat­kiem sił po­wstrzy­ma­łem się przed rzu­ce­niem ką­śli­wej uwagi pod ad­re­sem Pani w śred­nim wieku… –> …pod ad­re­sem pani w śred­nim wieku

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie także w dalszej części tekstu.

 

Wy­glą­dał go­rzej niż pół­to­rej nie­szczę­ścia. –> Nieszczęście jest rodzaju nijakiego, więc: Wy­glą­dał go­rzej niż pół­to­ra nie­szczę­ścia.

 

Ei, co się stało? – zmartwiłem się. –> Skoro mamy pytajnik, to: Ej, co się stało? – zapytałem.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

sufit za­wie­szo­ny był około dwie­ście cali nad zie­mią. –> Nie bardzo mi się chce wierzyć, aby taką wysokość podawano w calach.

 

Po na­szej pra­wej stro­nie w rogu stała Re­cep­cja. –> Po na­szej pra­wej stro­nie, w rogu, znajdowała się re­cep­cja.

Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

– Uspo­kój się na­tych­miast! – syk­nę­ła ko­bie­ta, na­chy­liw­szy się do dziec­ka.

Zro­bi­ła to z taką furią, że na­tych­miast wzbu­dzi­ła we mnie nie­chęć do sie­bie. Roz­są­dek pod­po­wia­dał mi, żeby od­pu­ścić. Prze­cież i tak udało się prze­my­cić do ho­te­lu nie­pro­szo­ne­go go­ścia, bez wzbu­dze­nia za­in­te­re­so­wa­nia. –> Powtórzenia.

 

– Coś Ty po­wie­dział? –> – Coś ty po­wie­dział?

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Za­ci­snę­ła dłoń na ra­mie­niu córki szar­piąc nią… –> Za­ci­snę­ła dłoń na ra­mie­niu córki szar­piąc

 

Po­miesz­cze­nie miało bar­dzo kon­kret­ne roz­mia­ry. –> Każde pomieszczenie ma bardzo konkretne rozmiary.

 

Od­dzie­la­ło miej­sce, w któ­rym się znaj­do­wa­li­śmy od re­stau­ra­cji ho­te­lo­wej, znaj­du­ją­cej się za ścia­ną. –> Powtórzenie.

 

kryło się pełne uzna­nie do kon­struk­to­ra zbior­ni­ka. –> …kryło się pełne uzna­nie dla kon­struk­to­ra zbior­ni­ka.

 

zwró­cił uwagę na sto­ją­cy w pra­wym, gór­nym rogu po­miesz­cze­nia, scho­wa­ny w cie­niu for­te­pian. –> Co to znaczy, że fortepian stał w górnym rogu pomieszczenia?

 

wes­tchnął, pod­pie­ra­jąc twarz na du­żych dło­niach. –> …wes­tchnął, o­pie­ra­jąc twarz na du­żych dło­niach. Lub: …wes­tchnął, pod­pie­ra­jąc twarz dużymi dłońmi.

 

za­in­te­re­so­wa­łem się.– Wła­ści­wie, już dawno po­wi­nie­nem być w domu – usły­sza­łem. Spoj­rza­łem na na­sto­lat­ka z za­in­te­re­so­wa­niem… –> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka