- Opowiadanie: Nemeriss - Konsekwencje

Konsekwencje

Kolejne opowiadanie, które chodziło za mną już od dłuższego czasu. Zaciekawiła mnie tematyka, jednak postanowiłem ugryźć ją z zupełnie nowej dla mnie strony. Ponownie mam nadzieję, że brak wyraźnej fantastyki nie zniechęci czytelnika. Obiecuję, że w kolejnych tekstach się poprawię. 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Konsekwencje

 

W sali było zimno. Brak jakiegokolwiek źródła ciepła powodował, że chłód wdzierał się bez trudu do pomieszczenia. Nieszczelne okna, ułamane drzwi i dziurawe ściany znacznie mu to ułatwiały. Mleczna żarówka, dyndająca u sufitu, zamiast dodawać otuchy, pogłębiała tylko poczucie alienacji. Jedynie długie cienie na ścianach zdawały się radować, pląsając dziko.

Pośrodku sali stało stalowe krzesło, przykręcone do betonu grubymi śrubami. Na nim spoczywało ciało. Mężczyzna dawno już odpłynął i pewnie zwaliłby się na ziemię, gdyby nie dokładne obwiązanie jego kończyn i korpusu taśmą izolacyjną. Dzięki niej, targane co chwilę drgawkami ciało, skutecznie opierało się grawitacji.

Z gardła wydobywały się od czasu do czasu ni to jęki, ni to powarkiwania. Ich echo odbijało się od ścian i wracało do nadawcy w formie kakofonii. Knebel utrudniał artykulację myśli. Uniemożliwiał wołanie o pomoc, choć i tak na niewiele by się zdało. Nie bez przyczyny wybrano to miejsce. Nie bez powodu wkoło krzesła dostrzec można było rdzawe ślady po poprzednich lokatorach.

Czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Samo oczekiwanie mogło być zaliczone na poczet tortury. Odwodnienie, głód i zmęczenie same dostarczały odpowiednich bodźców. Ból i szaleństwo walczyły o dominację nad umysłem. Najgorsza jednak była bezsilność. Świadomość, że własna egzystencja zależała od kogoś obcego. Osoby nieznanej, ale na tyle zdeterminowanej, aby nie posiadać w ofercie opcji wymeldowania go w trybie pilnym. Najpierw należało zmierzyć się z konsekwencjami. Opłacić zaległe rachunki.

 

XXX

 

– Halo. Misiu. Pobudka. Wstajemy, wstajemy śpiący królewiczu. Wiem, że się naczekałeś, ale rozumiesz, inne obowiązki. Widzę, że się z tobą nie cackali. Szkoda, wolę, jak są delikatniejsi. Wtedy możemy pozwolić sobie na więcej zabawy, a ta sprawia mi przyjemność. Wyobrażasz sobie? Lubić własną pracę? Nie? Tak? Nic nie rozumiem, gdy charczysz przez to gówno. Niestety, na razie musi zostać na swoim miejscu. Widzisz, chwilowo nikogo nie obchodzi, co masz do powiedzenia. Ja powiem swoje i wtedy zobaczymy.

No to do dzieła. Nazywam się pan Jan. Jak ten od piosenki. W odróżnieniu od tamtego, ja nie mam problemu z porannym wstawaniem. Lubię ranki, ba, uwielbiam. Świeża kawa, nowy dzień, poranna kupa – tyle możliwości. Rozumiesz? Kiwaj głową, żebym wiedział, że nie odpłynąłeś. Super.

Z tego, co mi powiedzieli, nazywasz się Artur Lichota, masz dwadzieścia sześć lat, mieszkasz w Warszawie i starasz się uchodzić za artystę. Patrząc na prace, jakie znaleźli w twoim mieszkaniu, to jesteś… byłeś na dobrej drodze. Fotki pierwsza klasa. Ładne światełko, widać, że sprzęt ogarniasz. Rozumiem, że z takiej odległości, to ogniskowa ponad trzysta milimetrów i stabilizacja obrazu? Kompozycja pierwsza klasa. Masz dobre oko. Sam pomysł i realizacja też bardzo ciekawe. Zawsze dziwiłem się, że tak mało osób się tym zajmuje. A przecież to wydaje się świetnym biznesem. Tak myślałeś, co?

Widzisz, nie jesteś pierwszym. Pewnie też nie ostatnim, ale wiele osób podchodzi do tej fuchy po macoszemu. Każdy głupi potrafi zrobić zdjęcie, jednak artysta pozna artystę. Jak wspomniałem masz oko, zabrakło tylko pomyślunku. Trzeba zawsze wybiegać w przyszłość. Każda akcja wywołuje reakcję. Na przykład przez to, że ci idioci obili ci twarz, opuchlizna uniemożliwia ci w pełni docenienie osoby, która do ciebie mówi, a szkoda. Zależy mi, żebyśmy podeszli do tego po partnersku. Traktuję swoją pracę poważnie. Ubieram się elegancko, mam wypastowane buty, wyprasowaną koszulę, a wczoraj byłem u fryzjera. Dzięki temu wiesz, że to, co mówię, też traktuję poważnie. Więc, gdy mówię, że doceniam twoją pracę, powinieneś czuć dumę. Wszystko jasne? Dobrze.

Na czym ja to skończyłem? Ach, twoje prace. Jestem bardzo ciekaw, kiedy przyszło ci to do głowy. Podobno wielkie umysły myślą podobnie. Przejeżdżałeś kiedyś trasą lubelską i zagapiłeś się na panienki? Widziałeś jakąś fajną brykę zaparkowaną przy drodze? Zastanawiałeś się, kto korzysta z darów lasu, mając ewidentnie kasę na ich konkurentki ze stolicy?

Wciągnięcie w biznes panienki było dobrym krokiem. Rozumiem, że ona odpowiednio przygotowywała modela, a tobie wystarczyło tylko ustawić wszystko tak, aby na zdjęciu widać było, co trzeba. Wyobrażam sobie ich miny, gdy otrzymywali odbitki. Ucisk w jelitach, kołatanie serca, spocone dłonie. W sumie sami sobie winni. Trzeba było trzymać wacka w spodniach, szczególnie, jak się ma dużo do stracenia. Z tych pewnie dawało się wyciągnąć najwięcej.

Natasza już do pracy nie wróci. Widzisz, gdy się wydało, została oddelegowana do innego… działu. Szkoda. Fajna dupka. Buźka trochę podniszczona. Nic, z czym by sobie telewizyjni specjaliści nie poradzili, ale nogi konkret. Była w tym dobra. Jej statystki robiły wrażenie na szefostwie, ale nie wystarczyły, żeby zrekompensować straty wizerunkowe. Dobre imię jest warte fortunę. Nie zawsze to rozumiałem, ale gdy mi wytłumaczono, stałem się nowym człowiekiem.

Wspominałem już o konsekwencjach? Chyba tak, ale musimy się na tym skoncentrować. Nie mdlej mi tu tylko. To już nie potrwa długo. Obaj jesteśmy zmęczeni. To była długa noc.

Jeden z twoich modeli, ten z czarnej audicy, nie był byle kim. Był testerem. Takim, jacy czasem chodzą po sklepach – tajemniczy klient. Przychodzi, sprawdza towar, obsługę i ogólną jakość oferty. Potem skrobie raport i albo premia, albo… sam rozumiesz. Zainteresował go twój list, zostawiony za wycieraczką. Ponieważ nie jesteś pierwszym fotografem w tym biznesie, a nasza Natasza zbyt chętnie patrzyła w obiektyw, szybko dodano dwa do dwóch i proszę, tak się tu znalazłeś.

Choć nie wygląda to idealnie, myślę, że ważne abyś zobaczył szerszy obraz sytuacji. Dobrze, że rozstałeś się z tą rudą. Cholera, nie pamiętam imienia. Gdyby nadal z tobą mieszkała, pewnie jej życie także by się skomplikowało.

Rodzice mieszkają we Włodawie w lubelskim? Straszna dziura, ale Okuninkę wspominam miło. Młodość, zabawa, taniec i seks. Najlepsze wakacje życia.

Siostra przesiaduje w Anglii. Może lepiej, żeby tam została. Pewnie będzie tęskniła za bratem, ale po co ją w to mieszać. Niech dalej marzy o karierze w teatrze.

Spochmurniałeś? Spokojnie, misiu. Wiem, że ten moment bywa przykry. Tak naprawdę bliscy są najważniejsi. Wspomniałem o nich, żebyś zobaczył odrobinę szczęśliwego zrządzenia losu w tym gównie, jakie sobie wysrałeś. Tylko ty poniesiesz konsekwencje. No, poza naszą Ukrainką. Wytrzymaj jeszcze trochę, już kończymy.

Konsekwencje są nieuniknione. Rozumiem, że nie brałeś ich pod uwagę. A może brałeś, ale postanowiłeś zaryzykować? Taki biznes wydaje się chaotyczny i syfiasty, ale tak naprawdę, to spore przedsięwzięcie. Nastały czasy wielkich organizacji. Są pracownicy niższych szczebli, managerowie, kierownicy, prezesi itd. Czasy alfonsów, żołnierzy i porachunków mafijnych minęły razem z Ekstradycją. Oglądałeś? Ostatni dobry polski serial. Kondrat był niezłym kozakiem, a wszystko ujęte zarówno dynamicznie, jak i mrocznie. Nie to, co te mdłe gnioty amerykańskiego kina. Można było spijać juchę z ekranu. A jeśli mowa o jusze, to trochę ci cieknie. O, tu o.

Nie lubię się brudzić. To takie mało estetyczne. Ale czasem trzeba. Nic nie poradzisz. Trzeba edukować młodzież. A na edukacji mi zależy. Dlatego siedzę tu z tobą i sobie gawędzimy, bo chce cię uświadomić. Musisz wiedzieć, gdzie spieprzyłeś sprawę i co się w związku z tym wydarzy. A coś wydarzyć się musi. Po pierwsze oni tego wymagają. Mi to wisi, ale też jestem rozliczany przez kogoś nade mną. Istna korporacja.

Po drugie metoda działa. Wierz mi lub nie, ale jest skuteczna. Przynajmniej w większości przypadków. Biznes musi się kręcić, a konkurencja nie śpi. Na wolnych strzelców nie ma dziś miejsca.

Choć się uśmiecham, wcale nie jest mi do śmiechu. Nasz czas się kończy. Trzeba brać się do roboty?

Przed tobą postawiłem pieniek. Jak widzisz nie jest pierwszej nowości. Ze sobą przyniosłem też nowiutką siekierę marki Fiskars. Może widziałeś reklamę? Tę, gdzie rośliny atakują panienkę, a facet przylatuje i wycina wszystko w cholerę. Straszny kicz, ale, dzięki niej wybrałem właśnie ten model. Dobrze leży w dłoni.

Zaczniemy szybko. Nie ma co zwlekać. Będziesz się pewnie wiercił, krzyczał i dusił. A po co nam to? Jesteś praworęczny prawda? Spust migawki naciskasz wskazującym? Dobrze.

A więc mam dwie wiadomości. Dobrą i jeszcze lepszą. Pierwsza jest taka, że pewnie staniesz się leworęczny. Podobno mańkuci są bardziej inteligentni. Będziesz miał szanse się przekonać.

Lepsza jest taka, że twoja praca, choć totalnie amatorska i nieprzemyślana, zrobiła na kimś wrażenie. Masz talent, a jego nie wolno zmarnować. Dlatego, gdy już skończymy, złożę ci ofertę. Przemyślisz wszystko, zastanowisz się na spokojnie, podliczysz plusy dodatnie i plusy ujemne, a potem wrócimy do rozmowy.

A teraz do dzieła. Będzie bolało. Coś o tym wiem.

Pan Jan podłożył pieniek pod dłoń mężczyzny. Choć ten próbował wyginać ją na wszystkie strony, taśma skutecznie ograniczała ruchy. Jan uniósł lewą dłoń, błysnęło ostrze siekiery. Drugą uniósł i przykładając kikut wskazującego palca do ust, uśmiechnął się serdecznie.

– Da się wytrzymać. To i tak bardzo łagodna kara. – Po czym unieruchomił prawą dłoń mężczyzny. – Klik, klik. – Puścił mu oko i gwałtownie opuścił ramię.

Ponownie echo zdawało się odbijać od ścian w szalonym tempie, aż nastała zupełna cisza. Drzwi tym razem zamknęły się bezszelestnie. Ciało mężczyzny znieruchomiało na stalowym krześle. Pod nim powoli krew zmieniała się w rdzę. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Zgubiłam się na amen w zakończeniu. Skąd tam pieniek, skoro siedział obwiązany taśmą do krzesła? Nie rozumiem całego tego zdania: Jan uniósł lewą dłoń, błysnęło ostrze siekiery. Drugą uniósł i przykładając kikut wskazującego palca do ust, uśmiechnął się serdecznie. Kikut to właśnie miejsce po palcu, więc – czy Janowi brakowało palca? Czy podniósł dłoń Artura do ust?

Ponownie echo zdawało się odbijać od ścian w szalonym tempie, aż nastała zupełna cisza. Echo czego?

Rozumiem, że bohater zmarł, mimo że wcześniej Jan obiecał mu tylko odciąć rękę?

Krew chyba nie mogła zamieniać się w rdzę, bo nawet metaforycznie dziwnie to brzmi.

 

Jeśli chodzi o treść. Pierwsze akapity to nieco zbyt natrętne jak na mój gust epatowanie przemocą i mało naturalne narzucanie dramatyczności. Możesz przejrzeć pod kątem przymiotników, nie wszędzie kontrolujesz ich natężenie. Np. w zdaniach: Nieszczelne okna, ułamane drzwi i dziurawe ściany znacznie mu to ułatwiały. Mleczna żarówka albo Pośrodku sali stało stalowe krzesło, przykręcone do betonu grubymi śrubami. Nie wiem, czy znasz poradnik Agnieszki Szady, ale polecam fragment o żywym opisie.

 

Zastanawiam się, czy nie osiągnąłbyś większego zaskoczenia i zaciekawienia czytelnika, gdybyś, zamiast wyjaśniając całą sytuację w pierwszych akapitach, wywalił je zupełnie i pozwolił Janowi być w całości narratorem, z którego słów czytelnik powoli dopowiadałby sobie kontekst.

 

Część, w której narratorem był Jan podobała mi się. Płynęłam przez zdania płynnie, bez potknięć. Mogłabym dostać tego więcej.

 

Aha, jeszcze jedno, zakończenie. Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam. Artur stracił rękę, bo zrobił sesję zdjęciową prostytutce? Czy tam było coś więcej, czego nie załapałam?

 

Błędy:

 

Nie bez przyczyny wybrano to miejsce. Nie bez powodu wkoło krzesła dostrzec można było rdzawe ślady po poprzednich lokatorach.

 

Szkoda, wolę, jak tego są delikatniejsi. – tego?

 

Trzeba zawsze wybiegać w przyszłość. – wybiegać myślami? Specjalistą od frazeologizmów nie jestem, ale chyba czegoś tam brak.

 

Spokojnie(+,) misiu.

 

zrządzenia losu w tym gównie, jakie sobie sprawiłeś. – “sprawiać sobie gówno” – nie znam takiej konstrukcji.

 

Choć się uśmiecham, wcale nie jest mi do śmiechu. – a może: wcale nie jest mi wesoło?

Hej, dziękuję za komentarz, jeśli chodzi o pierwszy akapit miałem podobne wrażenie. Może faktycznie go wywalę. Pisało mi się ciężko i bardzo się siliłem. Monolog poszedł szybko i sprawnie i chyba to widać czytając.

Jeśli chodzi o fabułę, to Artur wpadł na pomysł, żeby robić zdjęcia klientom jednej z prostytutek przy trasie. Potem zapisując numery tablic szantażował ich. Jan zrobił to samo kilka lat temu, lecz zamiast go sprzątnąć zaproponowano mu układ. Musiał tylko ponieść konsekwencje w postaci obciętego palca, którym naciskał migawkę, aby zapamiętać lekcję.

Teraz Jan sam musi wymierzyć tę samą karę Arturowi. Ponieważ palce wskazujący jest dla niego najważniejszy, przy robieniu zdjęć odcina go, a następnie oferuje pracę.

Pieniek był w pokoju, tak jak pewnie kilka innych rzeczy, ale nie uznałem, że trzeba je opisywać wcześniej (może trzeba ).

Och, rozumiem! To muszę przyznać, że w ogóle nie załapałam historii Jana, choć jest ona ciekawa :(

 

Pieniek był w pokoju, tak jak pewnie kilka innych rzeczy, ale nie uznałem, że trzeba je opisywać wcześniej (może trzeba ).

Mój problem z pieńkiem nie polegał na jego bycie/niebycie, a na tym, jak został wykorzystany – zastanawiałam się, jak fizycznie postawić pieniek pod rękę komuś przywiązanemu tak dokładnie do krzesła – czy pieniek był idealnie wysokości podłokietnika? Czy ręka Artura była wystarczająco wysunięta do przodu? Itp. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.

 

Kam już zajęła się sprawami technicznymi, więc ja tylko o fabule:

Zrozumiałem o co chodzi, jednak to wszystko wydało mi się… Niewystarczające. Jakby opowiadaniem było jeno wstępem do prawdziwej historii, zaledwie początkiem losów Jana i Artura. Lektura pozostawiła mnie z pytaniem – czy to już? O to tylko chodziło? A może coś mi umknęło? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Większość zrozumiałam, ale pogubiłam się w końcówce – czyj kikut do czyich ust…

No, a gdzie tu fantastyka?

Po co Ci odstępy między akapitami?

Babska logika rządzi!

Dziękuję za komentarze i uwagi.

 

ka_mod – ja wyobrażałem sobie krzesło, jako takie z metalowymi oparciami i do nich są ręce przywiązane taśmą, więc dłonie wiszą. Pod dłoń podkładany jest pieniek. Ponieważ krzesło jest zawsze to samo, to i pieniek jest zawsze ten sam.

 

thargone – początkowo pomysł był na dłuższą wypowiedź, ale ten konkretny tekst miał być całością, obrazująca pomysł.

 

Finkla – od razu pisałem, że to nie jest tekst fantastyczny. Następny już będzie – obiecuję :-)

 

Jan uniósł lewą dłoń, błysnęło ostrze siekiery. Drugą uniósł i przykładając kikut wskazującego palca do ust, uśmiechnął się serdecznie. – Naprawdę musi być czyich ust? On mówi Arturowi, żeby był cicho, więc do swoich. Jakby przykładał kikut do Artura, to by trochę było makabryczne. W ten sposób chciałem pokazać, że on też ma obcięty palec.

Trzymam za słowo. :-)

No, pogubiłam się. Jest scenka odcinania palca, więc naturalne wydawało się, że w następnym zdaniu mowa o tym świeżym kikucie, a tu nie. Dołożyłabym jakieś rozwiewające wątpliwości słowo – własny, podobny, zagojony…

Babska logika rządzi!

Jak wspomniałem[+,] masz oko

Zastanawiałeś się, kto korzysta z darów lasu, mając ewidentnie kasę na ich konkurentki ze stolicy?

Bardzo celne i błyskotliwe zdanie. :D

 

HM. Skoro większość tekstu bazuje na konwencji zwierzeń chorego psychola-zbawcy ludzkości, to ten fragmencik przed iksikami bym chyba wyrzucił. Żeby być konsekwentnym.

Sama historia pokazuje całkiem interesujące tło jakichś wydarzeń, które jednak szybko ucinasz – a szkoda, bo można by to ciekawie rozwinąć. I wprowadzić wątek fantastyczny, bo niestety go tu nie ma albo zwyczajnie mi umknął. Warstwa dosłowna wydaje mi się oczywista, ale podobnie jak parę osób wyżej, nie jestem pewien, czy istnieje tutaj jakieś drugie dno.

Podsumowując bez tragedii, ale i bez szału. Średniak.

Muszę się zgodzić z poprzednikami. Czytało się nieźle, ale w sumie to taki średniak. Jest jakaś historia, ale przedstawiona nam za pomocą monologu, więc też trudno poczuć w niej emocje czy strach ofiary. Ot, taka relacja, wyjaśnienie, dlaczego zaraz stanie się to, co się ma stać. Niedosyt.

Dziękuję wszystkim. Ponieważ nie pisałem właściwie od 4 lat, to powoli się rozkręcam i zwracam uwagi na braki, jakie nadal mam. Bardzo dużo mi dają wasze uwagi. Postaram się następne podrasować na tyle, żeby wykazać progres :-)

Monolog czytało się nieźle – i to właściwie tyle, bo historia szantażysty, który za wysoko próbował sięgnąć, jakoś mnie nie kupiła. Ot, tekst ani ziębi, ani grzeje. Nie mam mu nic do zarzucenia, ale też nic się nie wbiło w pamięć.

Czyli przyzwoicie, ale bez fajerwerków. Choć kiedy w końcówce przeszli z monologu do narracji, to mnie zaskoczyło, bo na początku się nie połapałem. Przydałyby się gwiazdki albo coś do oddzielenia niż tylko zwykły “enter” :/

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sama historia niestety nie robi wrażenia, ale charakter szantażysty całkiem nieźle oddany w monologu. Muszę się zgodzić, że zdecydowanie lepiej byś pokazał całą sytuację przez monolog, bez zbędnych opisów, wtedy może bardziej by zaskoczyło. Sam powód, dla którego doszło do tej sytuacji niezbyt jasny i wypadałoby go nakreślić.

Tekst w formie wprawki ok, czegoś więcej – niekoniecznie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Opisałeś dość drastyczną scenkę, wzbogacając ją niezłym monologiem, z którego wynika pewna historia. Jeśli potraktować Konsekwencje jako wprawkę, jest OK. By można o tekście powiedzieć, że to niezłe opowiadanie, sporo brakuje, w tym, o czym doskonale wiesz, także fantastyki.

Mam nadzieję, Nemerissie, że Twoje kolejne teksty będą bardziej satysfakcjonujące.

 

Na wol­nych strzel­ców nie ma dziś miej­sca. –> Raczej: Dla wol­nych strzel­ców nie ma dziś miej­sca.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł uznałbym za całkiem dobry, choć już sceneria oraz rola schwytanego i łowcy to dosyć oklepane schematy. Wypowiedzi "wykładowcy" też są przyzwoite, tylko to nie jest monolog, jak to większość postrzega. Można by to nazwać monologiem, gdybyśmy dodatkowo mieli obraz i widzieli tą scenę, ale tak mamy słowotok. Facet mówi i mówi, a ja wyobrażam sobie go, jak stoi pochylony na przywiązaną ofiarą i tak bez przerwy gada. Bo przecież nie przerwałeś słowotoku chociaż na moment. Gdyby ta wypowiedź była przerywana krótkimi opisami czynności, najlepiej lekko tajemniczymi, typu stawia pieniek (nie mówi nic na jego temat), kładzie wielką czarną torbę (jak się później okazuje, z siekierą), chodzi dookoła… Cokolwiek, co przerwałoby ten potok słów. Swoją drogą, nie wiem nawet, czy prawidłowo zapisany.

W tej formie szort mnie nie kupił. Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Fantastyka