- Opowiadanie: Aleksandra1994 - Zło czai się za rogiem

Zło czai się za rogiem

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zło czai się za rogiem

Jesień niestety nadeszła, chociaż dałabym wszystko żeby ją ominąć na tym kole pór roku. Biegłam na kołowrotku ze złudną jak się okazało nadzieją. Jesienią świat jest szary, chociaż owiany złotą poświatą. Depresja i czarny nastrój dopada nawet tych najwytrwalszych. Nawet i mnie. Wszystko wokół usypia a budzi się zło. Pradawne, zionące grozą, zdawałoby się, że za wszelką ceną zabrałoby nas w najczarniejsze otchłanie piekieł, a stamtąd się już nie wraca.

 

Jestem Daisy Walker, mam blond włosy, z figlarnymi loczkami a twarz usianą mam piegami, jestem filigranową dziewczyną, która całe życie spędziłaby towarzysząc bohaterom książek w ich niesamowitych przygodach. Mam też dość słabą psychikę i nie sądziłam wprawdzie, że im mnie będzie dane przeżyć coś czego nikt inny nie zaznał. Aczkolwiek to co mnie spotkało wyryło bliznę w mojej duszy na całe życie, i niestety czas nie jest w stanie tego uleczyć. Pomoże jedynie podzielenie się z Wami tym zdarzeniem, i tak też uczynię, a wszystkie mary, które Was nawiedzą będą ciągle o tym przypominać.

Mieszkam w Arkham, które słynie ze szpitala dla obłąkanych. Ale mi tam się dobrze żyło, a przynajmniej do pewnego czasu. Ostatnio zaczęły dziać się dziwne rzeczy, nawet bardzo dziwne. Gdy teraz sobie o nich pomyślę, nadal me ciało opiewa mrożący chłód. W ciągu miesiąca w Arkham zaginęło wiele osób, co wcześniej raczej nie miało miejsca. Część poszukiwań nadal trwa, część zostało zakończonych, znaleziono kilka ciał w lesie, widok okropny, odrażający, zwłoki wyglądały ewidentnie na brutalnie rozerwane wygłodniałymi szczękami, rozszarpane na pół… Jako, że jestem rezydentką miasteczka już jakiś czas wydelegowano mnie i drugą “szczęściarę” do rozwiązania zagadki. Tak naprawdę nie miałyśmy pewności, że wrócimy stamtąd żywe, ale dla dobra ogółu i naszego spokoju zgodziłyśmy się podjąć śmiertelne wręcz ryzyko.

Moją partnerką była niejaka Wendy Adams, z wyglądu przypominała, zwykłą prostą dziewczynę, była ścięta na pazia, a jej brązowe kudełki opadały jej niezgrabnie na twarz. Jej mocną stroną była manipulacja emocjonalna, oraz niesamowita zwinność. Ja za to miałam sporą wiedzę. Pod tym kątem uzupełniałyśmy się idealnie. Pocieszające było to, że chociaż miałam fajną partnerkę.

Po chwili udałyśmy się do domu. Od początku coś tu śmierdziało, było przeraźliwie chłodno a w powietrzu unosiły się szepty odbijając się od ściany do ściany. Jednak na przekór złym przeczuciom poszłyśmy prosto do gabinetu, który to w sumie znajdował się najbliżej wszystkich pokoi. Drzwi otworzyły się jęcząc przy tym niemiłosiernie. Przestraszone ruszyłyśmy przed siebie z nadzieją, że uda się znaleźć jakąś poszlakę, która przybliżyła by nas do rozwiązania sprawy. Jakże myśmy się myliły wchodząc akurat tam… Spytacie dlaczego? Po kilku minutach marnych przeszukiwań, obróciłyśmy się w stronę drzwi by czym prędzej wyjść, jednak ku naszemu zdziwieniu drzwi opiewała jasna poświata, tak jasna, że sukcesywnie nas oślepiała, jednak drzwi tam nie było, zupełnie jakby rozpłynęły się powietrzu, tylko ta cholerna jasność śpiewała swoją pieśń zemsty, która bezlitośnie wdzierała nam się coraz głębiej wypełniając już nie tylko głowę ale i całe ciało. Utknęłyśmy. Chyba, że znajdziemy inne wyjście.

Wendy kręciła się nerwowo w kółko, jakby to miało nam w czymś pomóc. Wgapiała się bez celu w tą koszmarną podłogę i liczyła okręgi na dywanie. Nagle zaczepiła się o odstającą krawędź dywanu, która była nieco przybrudzona chyba błotem. Wykorzystując swoją siłę, poczęła przesuwać meble obrośnięte kurzem tak by wysunąć spod nich dywan. Wszędzie unosił się smród brudu, naftaliny oraz strachu. Jednak gdy w podłodze ujrzałyśmy klamkę zaświeciło się światełko w tunelu. Otworzywszy drzwi ukazało się ku naszej radości wyjście z upiornego gabinetu.

Wylądowaliśmy w holu;  gdy przestało wirować w głowie, od nadmiaru negatywnych emocji, postanowiłyśmy zakończyć to dzieło i podzieliłyśmy się pomieszczeniami. Idąc na górę chybocącymi się schodami,w których brakowało stopni ukazał się strych, obrośnięty zewsząd pajęczynami a już z daleka czuć było koszmarny swąd zgnilizny. Po wejściu na strych moim oczom ukazało się wiszące bezwładnie ciało odkrojone a raczej rozerwane na pół, które z apetytem i pietyzmem konsumowały stworzenia lubiące ten rodzaj dań. No cóż, wyszukane podniebienie. Lecz ten widok już na zawsze zostanie w mej pamięci. Jak szukałam w pośpiechu poszlak, Wendy postanowiła zejść do piwnicy, już wiadomo, że ten potworny przenikający chłód, nie był naszym wymysłem. Lodowate łapska opętały już schody do piwnicy, które zresztą zrobiły się bardzo śliskie a teraz pięły się ku górze żeby dostać i nas. W pomieszczeniu piwnicznym w kątach leżały kości, trawione stopniowo przez atmosferę tam panującą. Coś ciskało w Wendy pozostałościami po szkieletach. Na szczęście ta w porę unikała ciosów. Gdy zmierzała do wyjścia jej oczom ukazał się ghoul, który wyglądem przypominał odrażającego szczura, a w oczach miał rządzę zemsty.

Wendy postanowiła użyć jednej z kości jako broni przeciwko ghoulowi. Z całej swojej siły uderzyła potwora w oko bo jedynie tam miał swój czuły punkt. Ten padł trawiony przez własną oziębłość.

Wtedy został nam jeszcze salon. Jednakże wejście do niego opiewała niemal ta sama świetlna zasłona jaką widziałyśmy w gabinecie. Pozostało tylko się przez nią przedostać, tylko albo i aż. Rozpędzone ruszyłyśmy ku białej poświacie a następnie z hukiem wylądowaliśmy na podłodze w salonie. Z góry spoglądała na nas bladolica kobieta, minę miała nietęgą. Lecz ja jestem zwolenniczką dogadywania się mimo wszystko i tak też zrobiłam, po długiej, treściwej rozmowie udało się przekonać Litę do siebie. Lepiej mieć sojuszników aniżeli wrogów.

Nagle za plecami usłyszałyśmy przeraźliwy ryk, i tajemnicza postać ruszyła z impetem na nas. To był Kapłan Ghouli, we dwie nie miałybyśmy żadnych nawet najmniejszych szans bowiem ta istota ciskała w nas chłodem i ogniem na przemian, stopniowo traciłyśmy siły, ale ostatni i finalny cios zadała Lita, wykorzystała siłę potwora przeciwko niemu.

To były koszmarne przeżycia, żeby zapomnieć, spróbować żyć normalnie po tym wszystkim, postanowiłyśmy jednogłośnie spalić dom wraz z tym złem wypływającym z niego niczym lawa.

Już sama nie wiem, czy lepiej jest umrzeć, czy żyć dźwigając takie brzemię i ciążący bagaż doświadczeń.

Koniec

Komentarze

Gdy teraz sobie o nich pomyślę, nadal me ciało opiewa mrożący chłód.

Przestraszone ruszyłyśmy przed siebie z nadzieją, że uda się znaleźć jakąś poszlakę, która przybliżyła by nas do rozwiązania sprawy.

… jest tego więcej. Interpunkcja też do weryfikacji.

 

Relacje generalnie wypadają słabo, a tu w dodatku ewidentnie zabrakło sił na finał… I najważniejsze, dla mnie, bo dzięki temu przeczytałem Twój tekst. Czy możesz wskazać mi, w których fragmentach mogę doszukać się s-f? Jaką taką fiction znalazłem, ale umieszczenie w tekście tak prostego mechanizmu jakim są drzwi to ździebko za mało ;)

 

Pozdrawiam.

 

 

 

Opowiadanie jest napisane na podstawie gry planszowej Posiadłość Szaleństwa. To rodzaj pamiętnika z przeżyć bohaterów, podczas ogrywania jednego ze scenariusza. Zdecydowałam się wstawić, ponieważ byłam ciekawa, czy komuś się to choć trochę spodoba, a, że są  błędy to zdaję sobie z tego sprawę, ciągle poznaję coś nowego :) Science może faktycznie tu nie ma, ale już fantastyka i owszem :)

Aleksandro, tekst nie jest napisany najlepiej. Dużo tutaj wydarzeń, ale opisanych tak chaotycznie, że trudno się w tym wszystkim połapać. Nie udało mi się odgadnąć ani jak dziewczyny trafiły do tego domu, ani kim jest Lita, ani skąd wiedziałyście jak zabić ghoula… Ogólnie rzecz biorąc, mogłoby to nawet być fajne opowiadanie z kategorii horror fantasy, gdyby zorganizować wydarzenia, może zrezygnować z jakichś wątków (to przechodzenie z pomieszczenia w pomieszczenie, gdzie czai się przeciwnik bardzo trąci grą, ale mało opowiadaniem, bo za mało poświęcasz czasu i opisów na każdą potyczkę), dać czytelnikowi trochę więcej informacji o postaciach i całym świecie, który je otacza. 

Swoją drogą, czy pisząc taki pamiętnik, postać naprawdę opisywałaby swój wygląd? Z uwzględnieniem figlarnych loków? No i mówi, że ma słabą psychikę, a wcześniej pisała “. Depresja i czarny nastrój dopada nawet tych najwytrwalszych. Nawet i mnie.” co sugeruje, że ma silną psychikę więc jest też brak konsekwencji. Ogólnie, pomysł całkiem fajny, ale wymaga sporo pracy. Kwestii technicznych typu interpunkcja się nie czepiam, bo to nie moja działka i sama jeszcze robię w tej kategorii błędy… 

Jestem Daisy Walker, mam blond włosy, z figlarnymi loczkami a twarz usianą mam piegami, jestem filigranową dziewczyną, która całe życie spędziłaby towarzysząc bohaterom książek w ich niesamowitych przygodach. Mam też dość słabą psychikę i nie sądziłam wprawdzie, że im mnie będzie dane przeżyć coś czego nikt inny nie zaznał. – powtórzenia, nie tylko tu – to tylko przykład, dalej w tekście też ich sporo; literówki – jak im; nie jestem fanką opisywania siebie samego przez narratora w zaprezentowany sposób, zamiast wyglądu wolałabym jakąś informację kim z zawodu była Daisy, że została wydelegowana do rozwiązania zagadki.

 

Gdy teraz sobie o nich pomyślę, nadal me ciało opiewa mrożący chłód – chyba owiewa (opiewać http://sjp.pwn.pl/sjp/;2495583 )

 

Moją partnerką była niejaka Wendy Adams, z wyglądu przypominała, zwykłą prostą dziewczynę, była ścięta na pazia, a jej brązowe kudełki opadały jej niezgrabnie na twarz. – wiem, że chodzi o fryzurę, wiem, że narracja jest pierwszoosobowa, ale mimo wszystko brzmi to fatalnie… Dodatkowo wydaje mi się, że to zdanie brzmiałoby lepiej podzielone na dwa, albo połączone w inny niż samym przecinkiem sposób. 

 

Po chwili udałyśmy się do domu. – czyjego domu? 

 

gabinetu, który to w sumie znajdował się najbliżej wszystkich pokoi. – nie rozumiem tego. Jaki był rozkład pomieszczeń w tym domu, że gabinet był najbliżej wszystkich pokoi?

 

ku naszemu zdziwieniu drzwi opiewała jasna poświata, tak jasna, że sukcesywnie nas oślepiała – to już było wyżej; jakimi etapami postępowało to oślepienie? 

 

Wgapiała się bez celu w  koszmarną podłogę i liczyła okręgi na dywanie. Nagle zaczepiła się o odstającą krawędź dywanu, która była nieco przybrudzona chyba błotem. Wykorzystując swoją siłę, poczęła przesuwać meble obrośnięte kurzem tak by wysunąć spod nich dywan. – tę podłogę; powtórzenia dywanu – nigdy to nie wygląda dobrze; się i swoją zbędne; 

 

Idąc na górę chybocącymi się schodami,w których brakowało stopni ukazał się strych, obrośnięty zewsząd pajęczynami a już z daleka czuć było koszmarny swąd zgnilizny. – zwróć uwagę na podmiot w tym zdaniu, teraz brzmi tak, że strych szedł na górę; 

 

Lodowate łapska opętały już schody do piwnicy – chyba znów nie o to słowo chodziło… 

 

To powyżej to tylko kilka przykładów usterek. Jak wspomniał Blacktom – interpunkcja leży i kwiczy.

Tag SF zamieniłabym na “Inne”, a na upartego “fantasy”, bo ze science-fiction tekst nie ma absolutnie nic wspólnego i miłośnicy gatunku mogą być po lekturze bardzo rozżaleni. 

 

Teoretycznie jakiś pomysł w tym jest, ale skopany nie tylko usterkami, ale i formą opowieści. Teraz brzmi to jak słaba opowiastka przy kawce, jak streszczenie, a nie porywająca historia. Brakuje tu akcji (zamiast opisu w kilku słowach, że Daisy dogadała się z Litą, wolałabym przeczytać ten dialog i poznać bliżej kobietę), klimatu. Same słowa bohaterki nie brzmią przekonująco, nie pokazują grozy, która akurat z Arkham powinna się kojarzyć przy takim klasycznym ujęciu. 

Jeśli chcesz pisać cokolwiek (nie tylko opowiadania, ale i recenzję – aczkolwiek nie zdążyłam jej przeczytać), to musisz się jeszcze trochę nauczyć. Ale ćwicz, korzystaj przy tym ze słowników i zasad pisowni (zaglądając tam sama będziesz w stanie zlikwidować sporą część problemów z przecinkami).

 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Arkham i cała reszta mocno sugeruje Lovecrafta – ale ja tu nie znajduję nic poza relacją z grania w planszówkę, o której wspomniałaś. To niestety słabo, bo po przeczytaniu mogłem właściwie tylko powiedzieć “Meh”. Ot, taki tekst do przeczytania i zapomnienia. Nic, co by przykuło uwagę lub dało się zapamiętać na dłużej.

Technicznie nie jest dobrze. Ale to już wspomnieli poprzedni komentatorzy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hmmm. Opowiadanie, chociaż krótkie, zdołało mnie uśpić. Bardzo chaotycznie napisane. Dlaczego uważasz, że to SF? Fantasy, horror, ale raczej nie SF.

Z wykonaniem słabo; interpunkcja leży, słowa użyte niezgodnie z przeznaczeniem, szkolne błędy w konstrukcjach zdań.

nadal me ciało opiewa mrożący chłód.

Na pewno opiewa?

Otworzywszy drzwi ukazało się ku naszej radości wyjście z upiornego gabinetu.

W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to wyjście otworzyło drzwi. Za to przecinek niezbędny.

Babska logika rządzi!

Muszę się zgodzić z opiniami wcześniej komentujących.

Dobrze byłoby, abyś, nim podejmiesz kolejne próby twórcze, zawarła bliższą znajomość z zasadami rządzącymi językiem polskim. I dużo, naprawdę dużo czytaj.

 

Acz­kol­wiek to co mnie spo­tka­ło wy­ry­ło bli­znę w mojej duszy… –> Blizna to ślad po zagojonej ranie. Blizny nie można wyryć.

 

po­czę­ła prze­su­wać meble ob­ro­śnię­te ku­rzem tak by wy­su­nąć spod nich dywan. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

za­świe­ci­ło się świa­teł­ko w tu­ne­lu. –> Jak wyżej.

 

a w oczach miał rzą­dzę ze­msty. –> …a w oczach miał żą­dzę ze­msty.

 

ale ostat­nifi­nal­ny cios za­da­ła Lita… –> Ostatnifinalny to synonimy, znaczą to samo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytane z umiarkowanym zainteresowaniem, ale bez przykrości. Liczy się twoja chęć do pisania i mam nadzieję, że po krytyce się nie zniechęcisz. Pozdrawiam życzliwie.

Hej! No Stephen King to nie jest, ale każdy… od czegoś zaczyna:)

 

Tekst mi się nie podobał. Są błędy, które myślę, że i Tobie przy kilkukrotnym przeczytaniu (co zaleca się każdemu) rzuciłyby się w oczy. Fabuła? Niestety pomysłu jakiegoś porywającego też nie widzę.  

Są natomiast fragmenty, które według mnie dają nadzieję na przyszłość. Tak więc jak lubisz pisać – to z uśmiechem i do przodu!:) Z tekstu na tekst powinno być lepiej.

 

Pzdr! 

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

Jest jakiś pomysł, jest jakiś zamiar, ale to na razie wszystko. Chaos, pojawiające się błędy logiczne, powtórzenia, które już wyłapała Śniąca, ale przede wszystkim stylistyka, mocno przeszkadzały mi w czytaniu. Przez sporą cześć opowiadania zastanawiałem się, czy to nie jest czasem grafomania.

Kilka zdań, do których mam uwagi.

Mam też dość słabą psychikę i nie sądziłam wprawdzie, że im mnie będzie dane przeżyć coś czego nikt inny nie zaznał.

Powiedziałbym raczej słabą, a dość dobrą, a nie na odwrót. Najpierw mówi, że i jej dane będzie przeżyć (czyli przeżył to już ktoś wcześniej), a zaraz po tym dodaje, czego nikt inny nie zaznał. Te stwierdzenia wykluczają się wzajemnie.

Aczkolwiek to co mnie spotkało wyryło bliznę w mojej duszy na całe życie, i niestety czas nie jest w stanie tego uleczyć.

Dusza jest wieczna (zakładając) a życie przemija, więc oczywistym jest, że blizna na duszy jest na całe życie. I ten czas, który nie jest w stanie uleczyć. A skąd to wie? Z tekstu wynika, że to młoda osoba, z niewielkim doświadczeniem życiowym. To tak, jakby czternastolatka powiedziała, że już nigdy się nie zakocha.

Pomoże jedynie podzielenie się z Wami tym zdarzeniem, i tak też uczynię, a wszystkie mary, które Was nawiedzą będą ciągle o tym przypominać.

Jeśli się podzieli, to za chwilę nie musi powtarzać, że to uczni i te wszystkie mary, które nas (czytelników) będą nawiedzać. No, proszę cię.

Mieszkam w Arkham, które słynie ze szpitala dla obłąkanych. Ale mi tam się dobrze żyło, a przynajmniej do pewnego czasu.

Coż to są za zdania? Jak odczytuję to tak: Mieszkam w Arkham (ok), które słynie ze szpitala dla obłąkanych (oj jak słynie, to nie za dobrze). Ale mi tam się dobrze żyło (aha, czyli jednak dobrze), a przynajmniej do pewnego czasu (nie, jednak nie dobrze). Warto byłoby się na coś zdecydować.

Ostatnio zaczęły dziać się dziwne rzeczy, nawet bardzo dziwne.

Dziwne to za mało, lepiej podkreślmy, że bardzo dziwne. Brzmi to trochę zabawnie.

Gdy teraz sobie o nich pomyślę, nadal me ciało opiewa mrożący chłód.

Opiewać znaczy rozsławiać, miałaś pewnie na myśli opinać i przenikliwy chłód, za coś mrożącego uznajemy (w przenośni), gdy coś nas zatrzyma, np. zmroziło mi krew w żyłach (stanąłem w miejscu, stanąłem jak wryty).

 

Przytaczam dosłownie zdanie po zdaniu i tak można do samego końca. Naprawdę nieliczne są zdania, do których nie miałbym uwag, ale wtedy do twoich sześciu tysięcy znaków sam musiałbym napisać dwadzieścia tysięcy komentarza.

Czytaj, dużo czytaj, także tutaj na portalu, na przykład komentarze pod opowiadaniami, które ci się spodobają. Co do pisania, wszystko zależy, jak szybko się uczysz :)

Przeczytałem tylko ze względu na s-f, które jednak się tutaj nie doszukałem :( Mimo wszystko – widać, że będą jeszcze z Ciebie pisarze, tylko czytaj dużo i szlifuj swój styl :) Ewidentnie zakończenie napisane na odczepkę – nie musisz wszystkiego pisać na raz, odłóż tekst na jakiś czas i dopisz coś, gdy już będziesz mieć więcej sił. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to nie przypadła mi ona do gustu. Pozdrawiam :)

Verman

Brakuje mi tu SciFi

Lęk przed przegraną gwarantuje porażkę.

Nowa Fantastyka