- Opowiadanie: MPJ 78 - Legendy brokowskie - Bestia

Legendy brokowskie - Bestia

Kolejna legenda brokowska tym razem tegoroczna.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy II

Oceny

Legendy brokowskie - Bestia

 Zaczęło się niewinnie. Wybrałem się do brokowskiej piekarni po świeży, chrupiący chleb prosto z prawdziwego pieca. Tak, wiem, część dyskontów reklamuje podobnymi sloganami swoje pieczywo ale piecze je w piecach elektrycznych. Zastałem tam kolejkę, co akurat nie jest niczym dziwnym. Stojąc w niej, przypadkiem zasłyszałem rozmowę pomiędzy ekspedientką a klientką. Ta ostatnia skarżyła się przy kasie.

– Kochanieńka, całej nocy nie przespałam, bo jakiś zwierzak zawodził na drzewie od północy po blady świt.

– Może kot jakiś marcował?

– Pod koniec czerwca? – wyraziła swe wątpliwości klientka. – Niemożliwe. Zresztą po pierwsze, to nie brzmiało jak napalony kocur, tylko wydawało dźwięk o taki – tu mówiąca wzięła głęboki oddech, po czym przestrzeń sklepu napełniona została głośnym – pfhhyrrry. No i zupełnie to nie przypominało z wyglądu kota.

– Pani to widziała?

– Gdzieś tak o drugiej w nocy wzięłam miotłę i wyszłam z domu. Siedziało toto na drzewie przy bajorku, tam koło nas. Było sporo większe od kota i na dodatek miało zamiast puchatego ogona taki łysy jak szczurek.

– Może to bóbr był? – Usłużnie podsunęła sprzedawczyni.

– Nie. Bobry mają takie ogony jak kapeć, a ta bestia podła, co mi spać nie dała, miała ogon szczurzy.

– Należy się trzydzieści trzy złote i czternaście groszy. – Ekspedientka przeszła do konkretów.

 

Nadrzewna bestia zainteresowała mnie na tyle bym osobiście zaczął poszukiwania stwora w Kaczkowie Starym, gdzie mieszkała kobieta ze sklepu. Pierwszy rekonesans nie dał większych efektów. Bajorko i drzewo znalazłem bez trudu, jednakże bez specjalistycznego sprzętu w postaci pontonu lub woderów nie było szans na dostanie się do wierzby, na której stwór urządził nocny koncert. Lokalizacja pozwalała z kręgu podejrzanych wyeliminować koty. Te bowiem nie mają w zwyczaju pływać. Kołyszące się na toni wodnej bajorka klapki sugerowały też, iż zwierzaka usiłowano uciszyć nie tylko miotłą. Szukanie śladów odpadało z braku sprzętu, toteż należało zdobyć informacje inaczej.

W każdej porządnej wiosce jest miejsce, w którym można stosunkowo łatwo zasięgnąć języka na temat wszystkich spraw, którymi żyje lokalna społeczność. Sklep z artykułami A-Z znalazłem bez problemu. Bywalcy, zainteresowani głównie zakupami asortymentu na „A”, szybko podchwycili temat.

– Słyszeli panowie może o jakichś dziwnych zdarzeniach tu w okolicy?

– To pewnie chcesz pan dowiedzieć się czegoś o bestii z bajorka? – Miejscowy w czerwonej bejsbolówce zdawał się czytać mi w myślach.

– Tak. Chciałbym wiedzieć, od jak dawna grasuje i gdzie jeszcze ją widywano.

– U nas jest spokojna okolica, to dziadostwo przywlokło się tu jakoś tak na początku wakacji.

– Czyli mniej więcej dwa tygodnie temu.

– Wiesz pan. Będzie coś koło tego – stwierdził jegomość w czarnym berecie z antenką. – Najpierw zaczęły znikać koty.

– Koty? 

– Mruczuś mi poszedł w łąki i nie wrócił, widać go zeżarło.

– A mi wzięło i zabiło dziewięć kur, to znaczy osiem, ale ostatnią trzeba było i tak zarżnąć, bo smutno jej było bez koleżanek. – Jejmość w czapce z daszkiem dodał informację od siebie.

– Ktoś widział tego stwora?

– Jakiem usłyszał gdakanie i poleciałem do kurnika, to widziałem jak przez siatkę uciekał. Chcesz pan pewnie wiedzieć jak on wyglądał?

– Oczywiście, że tak.

– Z metr miał jak nie więcej, szary był, zwinny i szybki.

– Miał futro? – pytam.

– Ano miał, tylko ogon miał łysy.

– Głupoty gadasz – wszedł mu w słowo milczący dotąd dżentelmen w staroświeckim kaszkiecie. – Jakiem wracał z grilla, tom bestie na własne oczy widział. Panie, ten zwierz inaczej wyglądał, niż one mówiom. Czarne to było jak smoła, sporo większe od labradora com go córce kupił. Musi to pantera jaka z cyrku, tego, co na wiosnę w Broku występował, albo taka co z zoo uciekła.

– Pijany byłeś, jak wracałeś to ci się rozmiar pomylił. – Obywatel w czerwonej bejsbolówce podważał opinię swojego kolegi.

– Jaki pijany! Ledwie z litr na głowę zrobiliśmy. Dla mnie tyle, to tak jakbym nie pił wcale. Ty ślepy jesteś jak kret i bez okularów nawet etykiety na butelce nie przeczytasz. Więc ci się zdawało, że zwierzak jest mniejszy niż naprawdę.

– Wiesz pan, z bliska to może i nie dam rady bez pingli, ale z daleka wszystko widzę ostro jak żyleta.

– Ta, jasne.

– Widzisz tego komara na słupku?

– Widzę – hardo odpowiedział kaszkietnik.

– Samiec czy samica?

– Toż ja komarom nie będę pod ogon zaglądał.

– Głupiś! Ja stąd widzę po trąbce, że to jest samica. – Jejmość udowodnił swój orli wzrok.

 

Panowie zupełnie mnie ignorując zaczęli wymianę „uprzejmości”. Uznałem, że bycie świadkiem sprawy o pobicie, nie jest w moim interesie. Wiecie, zajęłoby czas, który wolałem poświęcić na poszukiwanie stwora. Opuściłem więc pospiesznie sklep i jego najbliższe okolice.

Przez wiele kolejnych dni, uzbrojony w aparat fotograficzny, objeżdżałem okolicę rowerem. Stwora nie spotkałem, choć zrobiłem fajne fotki wielu innym zwierzakom.

 

 

Od czasu do czasu rozmawiałem z różnymi ludźmi, dowiadując się o kolejnych ekscesach nieuchwytnej bestii. Tu kolejny kot zniknął, tam po nocy pies miał poszarpane ucho, jeszcze gdzie indziej widziano bociana z odgryzionym skrzydłem. Ginęły kolejne kury, a wokalne popisy nieuchwytnego drapieżnika nie dawały ludziom spać. W międzyczasie wyłoniły się dwie dominujące koncepcje tego, co to właściwie jest. Pierwsza uznała, że mamy do czynienia ze zbiegłą z cyrku czarną panterą. Świadczyć o tym miały rozmiary stwora i jego kolor. Koncepcja numer dwa opierała się na spostrzeżeniu, iż zwierz raczej nie zjada swoich ofiar, czego przykładem miały być kury. Stąd już o krok było do uznania, iż jedynie wypija z nich krew, a więc możemy mieć do czynienia z chupacabrą. Co prawda, ten drapieżnik podobno występuje endemicznie na pograniczu Meksyku, Teksasu i Arizony. Dystans pomiędzy południem Stanów a Kaczkowem wydaje się, co prawda, niemożliwy do pokonania, jednakże rok wcześniej jego ofiarami padło kilka kóz w Sochaczewie. Z tego ostatniego do Kaczkowa nie jest zaś tak daleko, by zwierz nie mógł przybyć w nasze strony.

Szukając informacji o chupacabrze w Polsce, odkryłem niejakiego Szczupackiego. Człowiek ten w zamieszczanych na Youtubie filmikach często prezentował gatunki nieznane oficjalnej nauce. Linki, które znajdowały się pod spodem, pozwoliły też trafić na jego prywatną stronę. Tam zaś znajdowały się bogate zbiory zdjęć i innych materiałów związanych z tematem. Przeglądając je odkryłem parę elementów pozwalających ustalić, iż najnowsze zdjęcia i filmiki powstały nad bajorkiem w Kaczkowie. Uznałem, że nie ma przebacz, zwłaszcza, że po nocach śniła mi się nagroda Nobla, za odkrycie nowego gatunku. Milion dolarów był wystarczającą motywacją, by zaangażować się bardziej.

Nocą, gdy księżyc wysoko świecił na niebie, czatowałem na stwora w krzakach. Komary cięły niemiłosiernie, „snajperska” maskująca peleryna co rusz zsuwała się na oczy, ograniczając widok, pasek aparatu wrzynał w szyję, a ja zaczynałem wątpić w sensowność całego czekania. Na dodatek cuchnęło i to z każdą minutą coraz gorzej, jakby gdzieś w pobliżu była zdechła ryba. Z drugiej strony myśl, że milion dolarów może przepaść z powodu tych niedogodności, sprawiała, iż ciągle trwałem bohatersko na posterunku.

Koło północy coś zaszeleściło, po czym woda zakotłowała się, jakby coś dużego z niej wyskoczyło. Nerwowo sięgnąłem po sylwestrowe petardy, jedyny oręż, który posiadałem. Coś popiskiwało żałośnie, słychać też było człapanie. Nie bardzo widziałem, co się dzieje przez pelerynę, która akurat zsunęła mi się na oczy. Nagle usłyszałem kobiecy głos.

– I jak, masz coś?

– Mam, psująca się ryba zawsze je przyciąga – odpowiada człapiący.

Poprawiam pelerynę maskującą i wreszcie coś mogę zobaczyć. Na wierzbie rosnącej pośrodku bajorka siedzi zgrabna długowłosa dziewczyna. Jest bardzo, ale to bardzo ładna, za to jej rozmówca wygląda jak z taniego horroru. Nerwowo mrugałem i mocno się uszczypnąłem w… mniejsza o to, w co. Przez wodę i błocko w stronę wierzby człapała istota przypominająca krzyżówkę żaby i tolkienowskiego krasnoluda. Światło księżyca oświetlało stwora tak, że wyraźne były nawet szczegóły, błyszczy śliska skóra, spłaszczona głowa o wyłupiastych oczach i żabich ustach sięgających aż za uszy, osadzona niemal od razu, na ramionach. Wzrost toto miało nikczemny, za to bary szerokie jak stary piec kaflowy. Cokolwiek złapał, niósł w worku na plecach.

– Co mamy?

– Lisa – z wyraźną dumą odpowiedział żabolud.

– Wyciągaj i trzymaj dobrze, to go uśpię przed zabiegiem.

– Musisz?

– Włodek, nie denerwuj mnie! – dziewczyna podnosi głos. – Jak na żywca przerabialiśmy jenota, to zwiał nam zaraz po ogoleniu ogona i narobił takiego rabanu, że wszystkich ludzi w okolicy pobudził.

– Róziu, rusałko ty moja kochana, ale ile potem powstało tu w okolicy wspaniałych historii.

– Co nam po nich, skoro konkurencję mogą nam na głowy sprowadzić.

Słuchałem tych dwojga i nie bardzo rozumiałem o czym rozmawiają. Dziewczyna przeciągnęła ręką nad głową zwierzaka i zaraz potem lis zasnął. Wtedy Rózia zabrała się do pracy. Bardziej słyszałem niż widziałem, nożyczki, grzebień i maszynkę do golenia. Od czasu do czasu słychać było syk jakichś aerozoli.

– Zrobiłam, co trzeba – oświadcza wyraźnie z siebie zadowolona. – Wodniczku mój kochany, kręcimy?

– Nie tutaj. Sfilmujemy potworka na brzegu.

– Ok.

Żabolud bierze śpiącego lisa i wynosi go z bajorka. Układa całkiem blisko mojego stanowiska w pozycji sugerującej, że zwierzak śpi. Mogłem się dokładnie przyjrzeć dziełu Rózi. Wygląd lisa zmienił się znacząco. Dziewczyna usunęła większość sierści, toteż widać sporo nagiej skóry. Pasmo włosów ciągnące się od głowy po nasadę ogona sterczy, chyba dzięki lakierowi do włosów i zostało uczesane tak, by przypominało kolce.

Kątem oka dostrzegłem, jak lisia fryzjerka kroczy po tafli wody niczym modelka na wybiegu, o ile modelki mają przerzucone przez ramię duże torby turystyczne. Z przerażenia wstrzymałem oddech. Żabolud wcześniej pokonał tę trasę nurzając się w bajorze po szyję. Co jest? Tymczasem na brzegu Włodek transformował. Płynnie zmieniły się jego proporcje, nieco zeszczuplał i stał się wyższy. Goła lśniąca skóra stała się czerwonym dresem. Wodnikowi wyrosły nawet włosy na głowie, a twarz stała się całkiem ludzka. Co więcej, ja ją znałem, z dziesiątków filmów na YouTube’ie. To Szczupacki.

– Gotowa?

– Owszem – odpowiada Rózia, przykładając do oka kamerę.

– Transmisja?

– Mam zasięg, możemy wrzucać na YouTube’a.

– Trzy, dwa, jeden, akcja. Witam w transmisji na żywo z Kaczkowa Starego – Włodek mówi to szeptem. – Wedle moich danych widziano w tej okolicy chupacabrę. Przetrząsałem od jakiegoś czasu zarośla i wreszcie natknąłem się na to.

Delikatnie rozchylił krzaki, pozwalając kamerze uchwycić śpiącego lisa. Zwierzak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki obudził się i zaczął uciekać. Para rzuciła się w pościg za nim, zostawiając torbę turystyczną. Wydedukowałem więc, że oni tu zaraz wrócą, toteż ani drgnąłem. Faktycznie wkrótce usłyszałem Włodka.

– Ile mamy wyświetleń?

– Sześćset na wejście i ciągle szybko rośnie.

– Skoro o tej porze mamy tyle wejść, to jest super.

– Jak tylko stąd się zwiniemy wrzucę angielski opis. Teraz w Nowym Jorku jest osiemnasta więc liczę, że w przeciągu najbliższych czterech godzin przebijemy pułap dziesięciu tysięcy wejść i ruszy monetyzacja.

– Najważniejsze, że za parę dni dozbieramy pieniądze na nasz wakacyjny wyjazd.

 

Pół godziny po tym, jak rusałka z wodnikiem zabrali torbę i znikli, odważyłem się opuścić moje stanowisko. Nieco przygnębiała mnie świadomość, iż nie będę odkrywcą nieznanego gatunku. Może by tak zrekompensować to sobie założeniem własnego kanału na YouTube?

 

Koniec

Komentarze

Sporo literówek Ci zostało:

 

Gdzieś tak o drugiej w nosy wzięłam miotłę – nocy 

 

Bobry mają takie ogony jak kapeć, a ta bestia podła, co mi spać nie dała, miał ogon szczurzy. – miała

 

To pewnie chcesz Pan dowiedzieć się czegoś o bestii z bajorka? – pan

 

Wiecie, zajęło by czas, który wolałem poświecić na poszukiwanie stwora. – zjęłoby

 

Pierwsza uznała, że mamy do czynienia ze zbiegłą z cyrku czarna pantera. – czarną panterą

 

Dystans pomiędzy południem Stanów a Kaczkowem wydaje się. co prawda, niemożliwy  – kropka zamiast przecinka Ci się postawiła

 

Nerwowo sięgnąłem po sylwestrowe petardy, jedyny oręż, który posiadam. Coś popiskuje żałośnie, słychać też człapanie. Nie bardzo widziałem – pomieszałeś czasy od tego miejsca. Zamiast przeszłego zacząłeś używać częściej teraźniejszego, wciąż robiąc mieszankę.

 

Uśmiechnęło mnie :) Bardzo lekka, fajna wakacyjna opowieść. Puenta świetnie zamyka całość.  

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Większość poprawek naniosłem. 

 

Z czasami, ogarnę to jutro bo dziś to już jestem na to zbyt senny i pewnie poprawki wyszłyby mi gorsze od tego co jest.  

 

Dziękuje za pomoc i opinię smiley

Pomysłowe i zabawne :) Gratuluję :)

Osobliwa i ciekawa historia. Zaczynasz interesującym śledztwem, a humorystyczne zakończenie bardzo fajnie łączy starą mitologię z nowoczesnym podejściem. Tylko jedno mnie głowi – jak ta dwójka wejdzie do samolotu? Pewnie magia zakamufluje wygląd wodnika ;)

Jest jeszcze kilka innych smaczków, jak “swojska” rozmowa na początku, czy fakt uznania chupacabry za główną winowajczynię :)

Samo opowiadanie czytało mi się płynnie bez przeszkód.

Podsumowując: interesujący początek i bardzo ciekawe zakończenie. Coś grzmotnęło na niebie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

– Mam, psująca się ryba zawsze je przyciąga – odpowiada człapiący.

Poprawiam pelerynę maskująca i wreszcie coś mogę zobaczyć

Nie wiem, skąd ta zmiana czasu – wcześniej narracja w czasie przeszłym, a tu nagle teraźniejszym. Nie dajesz żadnego uzasadnienia w tekście, więc jako czytelnik podejrzewam, że “tak wyszło”, a nie że to świadoma decyzja autora.

Prosta historia napisana prostym, nieporywającym, ale też nie urągającym czemukolwiek językiem (choć jeśli ja, będąc słabeuszem w przecinkologii, widzę tu dużo przecinkowej pracy, to zapewne oznacza że jest jej ogrom). Jest też pomysł na miarę współczesnych czasów. Wszystko jednak na tyle trywialne, że zapomnę o tym tekście w ciągu kilku godzin – nie udało mi się nigdzie zaczepić się w historii na dłużej.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Choć Bestię przeczytałam raczej bez przykrości, to nie mogę pozbyć się rozczarowującego wrażenia, że skończyło się na produkowaniu przebierańców. Rozumiem, że udział w przedsięwzięciu rusałki Rózi zagwarantował nieco fantastyki, bo Włodek, jak mniemam, przestał być wodnikiem gdy tylko zdjął strój do nurkowania.

 

– Pod ko­niec czerw­ca? – Wy­ra­zi­ła swe wąt­pli­wo­ści klient­ka. –> – Pod ko­niec czerw­ca? – wy­ra­zi­ła swe wąt­pli­wo­ści klient­ka.

 

stwier­dził jej­mość w czar­nym be­re­cie z an­ten­ką. –> …stwier­dził jegomość w czar­nym be­re­cie z an­ten­ką.

Jejmością możemy nazwać kobietę.

 

Jej­mość w czap­ce z dasz­kiem dodał in­for­ma­cje od sie­bie.Jegomość w czap­ce z dasz­kiem dodał in­for­ma­cję od sie­bie.

 

w za­miesz­cza­nych na youtu­bie fil­mi­kach… –> …w za­miesz­cza­nych na YouTube/ You Tube/ Yoytube fil­mi­kach

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/YouTube-Facebook;10104.html

 

Z dru­giej stro­ny myśl, że mi­liom do­la­rów może prze­paść z po­wo­du tych nie­do­god­no­ści, spra­wiał, iż cią­gle trwa­łem bo­ha­ter­sko na po­ste­run­ku. –> Piszesz o myśli, więc: …spra­wiała, iż cią­gle trwa­łem

 

Ner­wo­wo mru­gam ocza­mi i szczy­pię się w… –> Ner­wo­wo mru­gam i szczy­pię się w… Oczy nie mrugają, mrugają powieki.

 

Wod­nicz­ku mój ko­cha­ny, krę­ci­my?. –> Po pytajniku nie stawia się kropki.

 

– Nie tutaj. Sfil­mu­je­my go na brze­gu.

– Ok.

Ża­bo­lud bie­rze śpią­ce­go lisa i wy­no­si go z ba­jor­ka. Ukła­da go cał­kiem… –> Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

Ża­bo­lud wcze­śniej po­ko­nał trasę… –> Ża­bo­lud wcze­śniej po­ko­nał trasę

 

Mam za­sięg, mo­że­my wrzu­cać na youtu­ba. –> Mam za­sięg, mo­że­my wrzu­cać na YouTu­be’a.

 

Może by tak zre­kom­pen­so­wać to sobie za­ło­że­niem wła­sne­go ka­na­łu na youtu­bie? –> …wła­sne­go ka­na­łu na YouTu­be?

 

edycja

Najbardziej podoba mi się zdjęcie bociana i żurawi. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Plus za to, że jest fabuła – no że jest. Niestety opowiadanie czytało się dosyć średnio. Z przecinkami jest słabo – już w pierwszym akapicie. Ogólnie… no… raczej słabe wrażenie. 

Podobało mi się. Ciekawa fabuła, zabawne sytuacje, tekst czyta się lekko. Wydaje mi się jednak, że historia zyskałaby na rozbudowaniu, chociaż to dość subiektywna sprawa. ;) 

Dodam jeszcze, że szczególnie przypadł mi do gustu sposób przedstawienia niewielkiej społeczności,  codziennego życia mieszkańców, podążania za sensacjami… Nadaje to wiarygodności. ;)

Mam mieszane uczucia. Jakoś mnie nie urzekło, ale czytało się ogólnie dobrze, poza tym, że jest problem z przecinkami i literówkami, na przykład:

Tak, wiem, część dyskontów reklamuje podobnymi sloganami swoje pieczywo ale piecze je w piecach elektrycznych. Zastałem tam kolejkę, co akurat nie jest niczym dziwnym.

 Tam czyli w dyskoncie? Chyba nie o to chodziło ;)

W każdej porządnej wiosce[-,] jest miejsce, w którym można stosunkowo łatwo zasięgnąć języka na temat wszystkich spraw, którymi żyje lokalna społeczność.

– Jaki pijany! Ledwie z lir na głowę zrobiliśmy.

Z drugiej strony myśl, że miliom dolarów może przepaść z powodu tych niedogodności, sprawiał, iż ciągle trwałem bohatersko na posterunku.

 

Czytało się nieźle, chociaż ogólne wrażenie co do tekstu mam takie, jakie odniosłam, gdy zobaczyłam zdjęcie. Czytam o tajemniczym potworze, a dostaję zdjęcie bociana.

Ocho, gdyby tak łatwo było sfotografować bestię, to nie byłaby tajemnicza ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sympatyczna i zabawna historia, choć muszę przyznać, że bardziej odpowiadają mi poprzednie, mocniej osadzone w historii legendy.

Mnie też nie urzekło i wolę te historyczne.

Mam wrażenie, że dialogi spiskowców są sztuczne, niepotrzebnie mówią sobie rzeczy, o których oboje doskonale wiedzą, żeby tylko narrator je usłyszał.

że po nocach śniła mi się nagroda Nobla, za odkrycie nowego gatunku.

Gdyby za odkrycie nowego gatunku dawali Nobla, to dżunglę amazońską już by inwestorzy zadeptali.

Babska logika rządzi!

Poprawki naniosłem, czasy pod koniec opowiadania też ogarnąłem.

 

Co do mrugania oczami to u mnie w systemie siedem tysięcy sześćset pięć można to robić, wy ti na Ziemi pewnie też w tą stronę wyewoluujecie za parę tysięcy lat. :D

 

 

Co do fotografowania bestii. Ciemno było, a ponadto jakby wodnik mnie namierzył to na bank by mnie utopił .

 

;)

 

 

Przyjemne do poczytania, realia ładnie zarysowane w dialogach i wybranej narracji. Trochę szkoda, że kończy się tak bezkonfliktowo – samą obserwacją bez starcia. Sporo technicznych niedoróbek.

 

W każdej porządnej wiosce[-,] jest miejsce […]

 

– Słyszeli panowie może o jaki[ch]ś dziwnych zdarzeniach tu w okolicy?

 

Miejscowy w czerwonej bejsbolówce[-,] zdawał się czytać mi w myślach.

 

Jakiem wracał z grilla[+,] tom bestie na własne oczy widział.

 

Wiecie, zajęłoby czas, który wolałem poświecić na poszukiwanie stwora.

 

Przez wiele kolejnych dni[+,] uzbrojony w aparat fotograficzny, objeżdżałem okolicę rowerem.

 

[…] „snajperska” maskująca peleryna co rusz zsuwała się na oczy[+,] ograniczając widok […]

 

– I jak[+,] masz coś?

 

Poprawiam pelerynę maskująca […]

 

Bardziej słyszałem niż widziałem, nożyczki[+,] grzebień i maszynkę do golenia.

 

Od czasu do czasu słychać było syk jaki[ch]ś aerozoli.

 

Kątem oka dostrzegłem, jak lisia fryzjerka[-,] kroczy po tafli wody niczym modelka na wybiegu […]

 

Wodnikowi wyrosły nawet włosy na głowie, a twarz jest też stała się całkiem ludzka.

 

– Owszem – odpowiada Rózia[+,] przykładając do oka kamerę.

 

– Trzy, dwa, jeden[+,] akcja.

 

Przetrząsałem od jakiegoś czasu zarośla[-,] i wreszcie natknęłam się na to.

 

Delikatnie rozchylił krzaki[+,] pozwalając kamerze uchwycić śpiącego lisa.

Poprawki naniesione.  Za opinię dziękuję.

 

Nowa Fantastyka