- Opowiadanie: galaxyhunter - Silver Moon

Silver Moon

Witam, na­zy­wam się Zbi­gniew Da­nie­le­wicz. Two­rzę na co dzień mu­zy­kę w stylu spa­ce­synth i dance. Wy­da­łem juk kilka al­bu­mów pod nazwą Ga­la­xy Hun­ter. W moich pio­sen­kach za­war­te są hi­sto­rie, które po­sta­no­wi­łem prze­lać na pol­ski język w for­mie opo­wia­da­nia ma­ją­ce­go kil­ka­na­ście roz­dzia­łów. Oto pierw­szy frag­ment. Je­że­li bę­dzie się Wam po­do­bał to wrzu­cę ko­lej­ne roz­dzia­ły. Ogól­nie chciał­bym wydać książ­kę opo­wia­da­ją­cą o lo­sach bo­ha­te­rów tej opo­wie­ści.

Oceny

Silver Moon

SI­LVER MOON – po­wieść fan­ta­stycz­no-na­uko­wa w od­cin­kach

Lunar One, Misja GH20048

Roz­dział I: Al­pi­ne’s Val­ley

Do­li­na Alp – sto sześć­dzie­siąt sześć ki­lo­me­trów za­głę­bie­nia od Mare Im­brium aż do Morza Fri­go­ris. Cią­gle ba­da­my po­wierzch­nię księ­ży­ca, cho­ciaż wie­dzą o tym nie­licz­ni. Z tego ob­sza­ru pięć lat temu, nasze księ­ży­co­we or­bi­te­ry wy­chwy­ci­ły dziw­ny, se­kwen­cyj­ny sy­gnał. Wy­raź­ny, ale po­sia­da­ją­cy w swoim spek­trum ta­jem­ni­czy kod, coś jakby próba szy­fro­wa­nia fali, tak aby sy­gnał ten mógł ode­brać tylko je­dy­ny wła­ści­wy od­bior­ca. Czy­sty zbieg oko­licz­no­ści po­zwo­lił nam wy­łu­skać z tej gma­twa­ni­ny qu­asi-cy­fro­we­go beł­ko­tu, re­gu­lar­nie syn­chro­nicz­ny prze­bieg. Spo­wo­do­wa­ła to in­ter­fe­ren­cja po­cho­dzą­ca z bły­sku sło­necz­ne­go, która po­ja­wi­ła się po ostat­nim ka­ta­stro­fal­nym w skut­kach sło­necz­nym wy­bu­chu w dziu­rze ko­ro­nal­nej na­szej gwiaz­dy. Szczę­ście w nie­szczę­ściu, jak ma­wia­li nasi oj­co­wie. Po krót­kiej ana­li­zie zda­li­śmy sobie spra­wę, że mamy do czy­nie­nia z czymś nowym, a jed­no­cze­śnie wie­dzie­li­śmy, że na tym od­wiecz­nym pust­ko­wiu mu­sia­ło stać się coś od­le­głe­go w cza­sie, coś co po­zo­sta­wi­ło po sobie tech­no­lo­gicz­ny ślad. Nie­któ­rzy z nas po­rów­ny­wa­li to do sy­gna­łu na­zy­wa­ne­go kie­dyś S.O.S.

– Mer­tens zgłoś się…do cho­le­ry. Za­sną­łeś tam?… wy­łącz te swoje syn­te­tycz­ne re­tro­dź­wię­ki. Mamy ro­bo­tę do wy­ko­na­nia. Ka­pi­tan wściek­nie się jak nie prze­su­nie­my tego złomu o kil­ka­set me­trów dalej… nim zaj­dzie to pie­przo­ne słoń­ce.

Prace na tym te­re­nie pro­wa­dzi­my od dwóch lat. Ko­pie­my tam gdzie po­ja­wi­ło się „echo”. Wiel­kie ma­szy­ny drą­żą­ce, ob­słu­gi­wa­ne przez naj­wy­tr­wal­sze za­ło­gi. Po­wierzch­nia księ­ży­ca nie oka­za­ła się dla nas przy­ja­zna. Pod mięk­ką war­stwą py­ło­po­dob­ną, na­tra­fi­li­śmy na sto­pio­ne przez na­stęp­stwa gi­gan­tycz­nej ko­li­zji, war­stwy li­tych skał me­ta­mor­ficz­nych. Tytan to przy tym mię­ciut­ki be­ry­lo­wiec. Ja i Rick Mer­tens nie opie­prza­my się jak ci na górze. Już dawno po­wi­nie­nem awan­so­wać, kto wie może po­cią­gnął­bym za sobą nawet Mer­ten­sa. Dobry z niego chło­pi­na. Tym­cza­sem muszę za­su­wać po pachy, na tym pięk­nym ka­wał­ku za­du­pia.

– Rick, do dia­bła, jak nie włą­czysz tego trans­mi­te­ra to ci go wsa­dzę wiesz gdzie…no na­resz­cie ła­skaw­co, gdzie się pa­łę­tasz? W słu­chaw­ce za­skrzy­pia­ło i po chwi­li trza­sków po­ja­wił się wy­raź­ny głos Mer­ten­sa. Wy­sko­czył w cha­rak­te­ry­stycz­nych księ­ży­co­wych plą­sach, zza od­da­lo­ne­go o kil­ka­set me­trów cią­gni­ka. Sto kilo żywej wagi, głów­nie mię­śni, w tych wa­run­kach po­zwa­la­ło na nieco wię­cej niż na od­da­lo­nej o setki ty­się­cy ki­lo­me­trów Ziemi.

– Dobra, dobra, czego się pie­klisz, ka­pi­tań­ski słu­gu­sie – z wro­dzo­nym ta­len­tem za­dud­nił ni­skim basem Rick. Sam byś się wziął do ro­bo­ty a nie tylko zrzę­dzisz i zrzę­dzisz. Odlać się nie można? Za­pew­ne iro­ni­zo­wał.

– Za kilka minut mu­si­my zje­chać na drugi po­ziom, bo nam się do dupy do­bio­rą – zmo­ty­wo­wa­łem Ricka w na­dziei, że nie ma włą­czo­ne­go ko­mu­ni­ka­to­ra, na stały kon­takt ze sta­cją or­bi­tal­ną. Na jego twa­rzy, ledwo wi­docz­nej zza przy­łbi­cy hełmu po­ja­wił się iro­nicz­ny uśmie­szek.

– Czło­wie­ku, na szyb­ko to można muchy łapać, mamy czas – od­parł Mer­tens.

– Zaraz pu­ści­my ten biz­nes w ruch. Wrzuć na luz – dodał.

– Dam znać na górę, żeby przy­go­to­wa­li się na ko­lej­ną por­cję po­rząd­ne­go drą­że­nia w tej pie­przo­nej twar­dej skale – od­po­wie­dzia­łem usta­wia­jąc trans­mi­sję mo­je­go na­daj­ni­ka, umiesz­czo­ne­go na lewym przed­ra­mie­niu mo­je­go wy­słu­żo­ne­go ska­fan­dra.

Trzy, sześć, osiem, czte­ry. Na­wią­zy­wa­nie łącz­no­ści z górą nie na­le­ży nigdy do przy­jem­no­ści. Mają nas jak na wi­del­cu. Nie da się nic ukryć na tej sza­rej pu­sty­ni, chyba że w któ­rymś z drą­żo­nych tu­ne­li.

– Jak my się w tym stu­le­ciu do­ko­pie­my do cze­goś to bę­dzie cud – od­parł Rick. Ko­lej­ne trza­ski oznaj­mi­ły na­wią­za­nie po­łą­cze­nia z Tri­ni­ty, naszą wi­docz­ną z po­wierzch­ni, jako mały punk­cik, bazą or­bi­tal­ną. Od po­wierzch­ni księ­ży­ca dzie­li ją tylko kilka minut lotu pro­sto w dół na lą­do­wi­sko obok na­sze­go obozu. W drugą stro­nę jest znacz­nie go­rzej. Łączy nas tylko sub­or­bi­tal­na plat­for­ma.

– Tri­ni­ty, zgła­szam się, tu ka­pi­tan do naj­wy­daj­niej­szej za­ło­gi na tym księ­ży­co­wym pa­do­le. Jak leci pa­no­wie? Da­le­ko dzi­siaj wko­pa­li­ście swoje kre­cie noski? Swoją elo­kwen­cją i po­czu­ciem hu­mo­ru ka­pi­tan prze­wyż­szał nawet Ricka i po­zo­sta­łych człon­ków eks­pe­dy­cji razem wzię­tych. – Mam na­dzie­ję, że nie nudzi się wam tam na dole, bo u nas cały czas przy­grze­wa sło­necz­ko, aż miło. Ka­pi­tan drwił w żywe oczy, jak zwy­kle. Do­brze, że mam dzi­siaj dobry humor, bo wy­gar­nął­bym całe swoje ne­ga­tyw­ne je­ste­stwo w twarz, tego na­sze­go wred­ne­go ka­pi­tan­ka. Wi­dząc minę Ricka, nie bra­ko­wa­ło dużo by pu­ści­ły mu nerwy, ale spiął się w sobie, nawet mu po­wie­ka nie drgnę­ła.

– U nas sło­necz­ko nas nie oszczę­dza, ale z całym sza­cun­kiem mamy inne wi­do­ki na przy­szłość. Ri­po­sto­wa­łem z nie­ukry­wa­ną iro­nią w gło­sie. Ko­cha­ny ka­pi­tan, piesz­czo­tli­wie zwany przez go­rzej usy­tu­owa­nych astro­nau­tów Po­ga­nia­czem, kon­ty­nu­ował swój sar­ka­stycz­ny wywód. Cały on, Tim Sta­vin­sky, ka­pi­tan bli­żej nie­okre­ślo­nej klasy.

– Dobra, dobra, chło­pa­ki, na­bi­jam się tro­chę, żeby was od­stre­so­wać. Wie­cie, że dzi­siaj wasza kolej na zro­bie­nie wiel­kie­go skoku dla ludz­ko­ści, nikt wam tego ode­brać nie może, nawet ja, gdy­bym chciał. Zda­wa­ło mi się, że sły­szę w tle jakiś od­głos przy­po­mi­na­ją­cy re­chot po­zo­sta­łych człon­ków za­ło­gi Tri­ni­ty, bę­dą­cych w cen­trum do­wo­dze­nia sta­cji. Rick tylko mach­nął ręką i spoj­rzał w stro­nę Pół­noc­nych Wzgórz, żeby za­po­mnieć o tym co nas czeka, przez na­stęp­ne osiem go­dzin, cią­gną­ce­go się nie­mi­ło­sier­nie księ­ży­co­we­go czasu.

– J.L., je­steś tam? Spy­tał re­to­rycz­nie ka­pi­tan. Co tak nagle przy­ci­chłeś?

– Zbie­raj­cie zwło­ki i do ro­bo­ty. Czeka was dzi­siaj dwie­ście me­trów ha­ró­wy. Ostrzy­my dzia­ła i jazda. Za sie­dze­nie nam nie płacą.

– Sam sobie na­ostrz ten cięty jęzor – po­my­śla­łem przez chwi­lę, prze­zor­nie wy­ci­sza­jąc in­ter­kom, na swoim uba­bra­nym w pyle ska­fan­drze. Mieć ta­kie­go szefa to ska­ra­nie bo­skie. Nie mo­gli­śmy prze­wi­dzieć, że ten dzień był ostat­nim, w któ­rym sły­sze­li­śmy na­sze­go ka­pi­ta­na żywym…

 

 

Koniec

Komentarze

Zbyt skąpy to fragmencik, właściwie scenka, by można cokolwiek o niej powiedzieć, a i postaci zostały ledwo przedstawione. Ostatnie zdanie, owszem, coś zapowiada, ale czy zachęca do poznania dalszego ciągu…

Wykonanie pozostawia sporo do życzenie. Dialogi do remontu.  

 

Nie­któ­rzy z nas po­rów­na­li to do sy­gna­łu na­zy­wa­ne­go kie­dyś S.O.S. –> Nie­któ­rzy z nas po­rów­na­li to do sy­gna­łu na­zy­wa­ne­go kie­dyś SOS.

 

– Mer­tens zgłoś się … do cho­le­ry. Za­sną­łeś tam? … wy­łącz te swoje syn­te­tycz­ne re­tro­dź­wię­ki. Mamy ro­bo­tę do wy­ko­na­nia. Ka­pi­tan wściek­nie się jak nie prze­su­nie­my tego złomu o kil­ka­set me­trów dalej…nim zaj­dzie to pie­przo­ne słoń­ce. –> Zbędne spacje przed dwoma pierwszymi wielokropkami, brak spacji po ostatnim wielokropku.

 

Dobra z niego chło­pi­na. –> Dobry z niego chło­pi­na.

 

– Rick, do dia­bła, jak nie włą­czysz tego trans­mi­te­ra to ci go wsa­dzę wiesz gdzie … no na­resz­cie ła­skaw­co, gdzie się pa­łę­tasz? W słu­chaw­ce za­skrzy­pia­ło… –> – Rick, do dia­bła, jak nie włą­czysz tego trans­mi­te­ra to ci go wsa­dzę wiesz gdzie… no na­resz­cie ła­skaw­co, gdzie się pa­łę­tasz?  – W słu­chaw­ce za­skrzy­pia­ło

Źle zapisuje dialogi. Może przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

usta­wia­jąc trans­mi­sję mo­je­go na­daj­ni­ka, umiesz­czo­ne­go na lewym przed­ra­mie­niu mo­je­go wy­słu­żo­ne­go ska­fan­dra. –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

– U nas to sło­necz­ko nas nie oszczę­dza… –> Jak wyżej.

 

przez na­stęp­ne 8 go­dzin… –> …przez na­stęp­ne osiem go­dzin

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

– Sam sobie na­ostrz ten cięty jęzor – po­my­śla­łem przez chwi­lę… –> Poradnik, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

ten dzień był ostat­nim, w któ­rym sły­sze­li­śmy na­sze­go ka­pi­ta­na żywym… –> Czy to znaczy, że potem był słyszany jako nieżywy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarze, rzeczowe i na temat. Tekst ma już 11 rozdziałów i jest zdecydowanie przed finalną  edycją. Trzeba to będzie jeszcze mocno obrobić.

Oj, trzeba obrobić i to naprawdę porządnie. Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę.

Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“polska języka to trudna języka”…dlatego też równolegle tłumaczę na angielski. Tam się dopiero będzie działosmiley

No cóż, pewnie będziesz miał liczne grono czytelników, ale mnie wśród nich nie będzie. Czytam tylko w ta trudna język. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wykonanie rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Przez zły zapis dialogów zdarza się, że nie wiadomo gdzie kończy się kwestia bohatera.

Nie podoba mi się język. Mam wrażenie, że próbujesz tonować dosadne wyrażenia, jakbyś chciał dostosować tekst do dzieci. Po co? Niech jeden z drugim, jeśli chce “rzucić mięsem” niech rzuci (oczywiście be przesady), przecież to twardzi goście, a nie transgenderowi przebierańcy wink

Nie da się wiele powiedzieć o fabule, bo to tylko pierwsza scenka. Mamy krótki wstęp nasączony quasi-naukowym wykładem, a przez resztę tekstu bohaterowie pokrzykują na siebie, motywując się nawzajem do pracy. Nic z tego nie wynika na razie.

Przeczytałam ten fragment tekstu i wrażenia mam mieszane. Wydaje mi się, że wrzucając ten tekst pragnąłeś już na starcie zaimponować komentatorom. Niestety, słaby warsztat literacki pokrzyżował ten zamiar. Sygnalizowanie, że doskonale znasz język angielski i równolegle piszesz tę powieść po angielsku.

Jeżeli chodzi o sam tekst, to już z początku odstrasza techniczno-pseudonaukową “nowomową”.

Niemniej moje uwagi nie przekreślają wartości twego pomysłu na powieść, ponieważ nie znam całości. Być może, rodzi nam się nowy autor, piszący w konwencji twardego science fiction. Pozdrawiam ciepło.

Sygnalizowanie, że doskonale znasz język angielski i równolegle piszesz tę powieść po angielsku,to przejaw nadmiernie rozbuchanego ego.

Karolino, masz pełne prawo do własnej oceny tekstu nowego użytkownika, chciałabym jednak zauważyć, że zarzucanie mu rozbuchanego ego, ponieważ zwierzył się w komentarzu, że pisze swoją opowieść również po angielsku, jest pewnym nadużyciem z Twojej strony. Ludzie tak mają, że lubią się pochwalić umiejętnościami, własną pracą, osiągnięciami…

Galaxyhunter nie jest wcale wyjątkiem, że pozwolę sobie wspomnieć pewnego użytkownika, który w początkach swej bytności na tym portalu, miał zwyczaj podkreślać, że – cytuję z pamięci: Ja już mam swój do­ro­bek li­te­rac­ki w ję­zy­ku pol­skim i prze­kła­dzie nie­miec­kim.

Karolino, czy przeczytawszy takie zdanie, też uznałabyś, że jego autor miał rozbuchane ego?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Masz w pewnym stopniu rację. Jestem pełna podziwu dla Twej pamięci. Wycofuję się z poprzedniego twierdzenia i przyjmuję reprymendę. Pozdrawiam uprzejmie.

Fajnie, Karolino, że złagodziłaś wypowiedź. Tak, pamięć mam, nie chwaląc się, jak słoń. ;)

Jeśli mogę zasugerować coś na przyszłość, to byłoby dobrze oceniać wyłącznie zaprezentowany tekst, powstrzymując się przed wydawaniem opinii ad personam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, jak nie palnie przez łeb słownikiem, to linijką po tyłku. 

… jestes duchem mojej polonistki z podstawówki? ;)

 

Wracając do tekstu:

Uch, jak ja nie lubię tej konwencji wciskania nazw po angielsku, szczególnie w sci-fi. Rozumiem, że tekst piszesz w dwóch językach i być może nawet tamten rynek priorytetyzujesz, ale mam z tym osobisty problem. My nie gęsi, swój język mamy. 

 

szyfrowania fali

Sygnału. 

 

Gryzie mnie strasznie ten opis, w jaki sposób odczytano fale. Interferencja ze słońca, jak nazwa zjawiska mówi, przeszkadza i psuje sygnał – wprowadza szum. No, ale moge przymknąć na to jedno oko, w zamian da ciekawą historię, która ma się niedługo pojawić.

 

coś jakby próba szyfrowania fali, tak aby sygnał ten mógł odebrać tylko jedyny właściwy odbiorca

E tam, wcale nie trzeba szyfrować, wystarczy odpowiednio ukryć i rozmyć. Sygnał można "rozciągnąć" w spektrum, przez co spada jego amplituda i on sam przypominać zaczyna szum. Bierze się wybrany ciąg binarny i mnoży XORem sygnał właściwy. A że to operacja odwracalna, to odbiora mając tamten ciąg może śmiało sobie wiadomość odczytać.

Zagadnienie: direct sequence spread spectrum w CDMA, poczytaj jak masz chęć.

 

Tytan to przy tym mięciutki berylowiec

Oby moderator Cię na tej ironii nie przyłapał. ;)

 

Zaczęło się OK, nie udało Ci się mnie zniechęcić. Ale nic więcej powiedzieć nie mogę, czekam na jakiś dłuższy fragment. 

No tak, tu nie wystarczy przyznać rację. Należy ponadto włożyć worek pokutny i z opuszczoną głową wysłuchać pouczenia. Wracając do tekstu, to cała sztuka w science fiction wypośrodkować między naukowym bełkotem, a ciekawą intrygą. W innym przypadku może nas spotkać literacka klapa. Pozdrowienia.

… jestes duchem mojej polonistki z podstawówki? ;)

Nie, Stn, nie jestem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Dam znać na górę, żeby przygotowali się na kolejną porcję porządnego drążenia w tej pieprzonej twardej skale – odpowiedziałem ustawiając transmisję mojego nadajnika, umieszczonego na lewym przedramieniu mojego wysłużonego skafandra.

– zaimkoza ;)

 

– Dobra, dobra, chłopaki, nabijam się trochę, żeby was odstresować. Wiecie, że dzisiaj wasza kolej na zrobienie wielkiego skoku dla ludzkości, nikt wam tego odebrać nie może, nawet ja, gdybym chciał.

– a może wielkiego kroku? Bo to odniesienie do słów pierwszego człowieka na Księżycu, prawda?

 

Jak na razie widzę klasyczny/sztampowy, by nie powiedzieć powielany w nieskończoność schemat – tajemnica (sygnał) i próba jej rozwiązania (grupa badawcza). Po drodze do finału pojawi się kilka zwrotów akcji, choćby zapowiadana śmierć dowódcy, a na końcu otrzymamy fabułę w stylu “Event Horizon”, “Kuli”, “Ślepowidzenia” i wszystkiego co w tytule ma słowo Mars…

 

Jeżeli czujesz, że jesteś w stanie zaskoczyć czymś czytelnika na tym polu, to podejmę wyzwanie i przeczytam :) Jeżeli dalej będzie sztampa, to licz się z bezlitosną krytyką ;)

 

Koniecznie popracuj nad wykonaniem. Może betalista Ci pomoże. Zaryzykuj, ale licz się z tym, że bez angażowania się w teksty innych, może być trudno znaleźć sobie betujących :)

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Ostro jedziecie po mnie, ale “pozytywne w Was wibracje wyczuwam”.  

Zakładam, że jakbym napisał tak jak Blacktom zreferował, to Stn również by się to nie podobało i na odwrót. Konstruktywną krytykę należy przyjąć bez ograniczeń.

Zaimkologię poprawiłem, wielokropki, spacje i inne drobiazgi też, dzięki za szczegółowa analizę. 

Najlepsze jest to, że ja nie wiem czy ten kapitan umarł czy nie, jeszcze. Przyszłość jest w ruchu. Piszę na zasadzie fraktalnego myślenia, czasami wracam do wcześniejszych fragmentów, żeby się wszystko trzymał przysłowiowej… tu nie ma wyreżyserowanego końca jak historiach z Marvela. 

Angielski przekład będzie dla ludzi, którzy mieli być może do czynienia z moją twórczością muzyczną w klimatach spacesynth, staram się połączyć wiele historii opisanych w tekstach w jedną całość.

Opowieść czy gotowa książka będzie raczej dla młodzieży i rzucanie mięsem na razie bez przesadyzmu. Jak potrzeba “bosman” siarczyście zaklnie.

Dzięki jeszcze raz za komentarze. Jak będzie kilku chętnych na dalszą część dorzucę kolejny fragment. 

 

P.S.1 To nie jest grupa badawcza…to jest kilka prywatnych i rządowych agencji walczących o ten teren w Dolinie Alp. Rozpierducha się dopiero zaczyna w drugim akcie.

WIKI: That's one small step for [a] man, one giant leap for mankind. – raczej chodziło o skok.

Inne tłumaczenie: To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.

 

P.S.2 I jeszcze muszę coś dodać…dla mnie ważne jest to, żeby czytelnik/słuchacz zobaczył w swojej wyobraźni to o czym czyta. Jak się to uda to jest większy sukces niż zgrabnie ortograficznie czy gramatycznie napisany tekst.

 

Niekoniecznie “nie podobało”, podrzuciłem tylko ciekawostkę, którą możesz jako smaczek wykorzystać (sygnał użyteczny celowo rozmyty w całym spektrum, żeby ukryć go przed ciekawskim uchem). Kiedy jesteś w tłumie, to możesz mówić praktycznie co zechcesz, wystarczy rozmawiać cicho. ;)

Ciężko mi też zawyrokować i podrzucić dłuższą opinię, fragment jest krótki, dlatego też czekam na więcej.

Podrzucę, ale muszę to wygładzić do kanonu tutaj panującego. Nie spodziewałem się aż tak dużego nacisku na szczegóły poprawnej polszczyzny. Wyczuwam drżenie ciemnej strony mocy w niektórych czytelnikach.laugh Tak trzymać.

…dla mnie ważne jest to, żeby czytelnik/słuchacz zobaczył w swojej wyobraźni to o czym czyta. Jak się to uda to jest większy sukces niż zgrabnie ortograficznie czy gramatycznie napisany tekst.

Galaxyhunter, czy kiedy śpiewasz, to pozwalasz sobie fałszować, bo i tak ważniejsze jest to, o czym opowiada piosenka? Pewnie nie, więc dlaczego uważasz, że poprawne pisanie jest mało ważne?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyznam szczerze, że mam z tym fragmentem pewien problem. Z jednej strony jest on zapowiedzią jakiś (być może ciekawych) wydarzeń, z drugiej jednak słabo on do mnie przemawia. Zgodzę się z tym, że pomysł jest dość sztampowy. Jeśli chodzi o Twój styl pisania, Autorze, to mnie akurat nie podchodzi, chociaż to bardzo subiektywna sprawa.

Mimo wszystko, widzę w tekście potencjał. Jeśli bardziej dopieścisz następną część, chętnie ją przeczytam. Sądzę, że masz głowę pełną pomysłów i trzeba to wykorzystać. Poprawność językowa jest bardzo ważna, a jej brak może, niestety, zupełnie zniechęcić do czytania. Pozostaje mi życzyć powodzenia przy tworzeniu ciągu dalszego. :)

To prawda, nie wszystkim dogodzisz ;)

Co do “fraktalnego myślenia” to trzeba uważać, żeby przypadkiem nie doprowadzić do sprzeczności fabularnych, albo gorzej – utknąć w ślepym zaułku.

Tak, z tym skokiem masz rację :)

 

Dodałem drugi rozdział. Coś ten edytor formatuje jak chce te akapity. 

Miłego czytania. Jak Wam się spodoba to napiszcie parę słów.

Zibi

Nowa Fantastyka