- Opowiadanie: JonnyRSkywood - Dzbanecznik herbaty

Dzbanecznik herbaty

Miałam dzisiaj zły dzień.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II

Oceny

Dzbanecznik herbaty

Była chyba jakąś niewidzialną wróżką, która powiedziała mi, że powinnam przytulić się do jego Cienia. Zostawił mi go kiedyś, więc wyjęłam zmarnowany mrok z szafy i próbowałam objąć. Nie mogłam dosięgnąć. Cienie są zbyt długie. Cienie nie istnieją. Są tylko brakiem czegoś. Próbuje się je wypełnić, ale są tak samo nieprawdziwe jak noc i potwory pod łóżkiem lub duchy w zegarze.

Najgorsze w cieniach jest to, że z nimi jest dużo łatwiej się zaprzyjaźnić. Tylko cienie mówią miłe rzeczy. Tylko one zostaną, gdy zgasnął wszystkie światła. Tylko one mają wystarczająco wiele ciepła, by ogrzać twoje łóżko w zimie. Dla nich wymyśla się nowe języki, im czyta się książki i je prosi się na herbatki. Puszcza się je w wannie jak gumowe kaczuszki, które zmęczone badaniem prądów morskich osiadły na plażach i siedzą bezczynnie, marząc o ciepłej kąpieli.

Dla cieni pisze się piosenki miłosne. Te idealne. I one słuchają, wdychają je i wypuszczają niczym bańki mydlane aż do gwiazd. Dla cieni powstało światło, bo przecież czymś je trzeba karmić. Nie wszystkie byty, jak ludzie, mogą się żywić strachem.

Cienie mieszkają pod skórą, na ulicach pustych i cichych od pędzących samochodów. Zakładają tam miasta i piszą do siebie niemożliwe listy.

Każdy z cieni do kogoś należy. Do kogoś, kto go nam podarował. Tych ludzi często nawet nie spotykamy, nie widzimy, nawet nie słyszymy. A oni, w błogiej nieświadomości, rozdają te przekleństwa na prawo i lewo. Wręczają je wraz z autografami i dołączają je do nagrań. Sadzą je w filmach, w których grają, najeżają nimi książki, które tworzą. Świat zalany jest cieniami, które rosną pod skórą, obsypując jej powierzchnię wysypką.

Niektóre cienie są prawdziwe, choć ich „ludzie” nigdy nie istnieli. To sprawia w nas wrażenie pewnej niesprawiedliwości. Od kiedy cień jest ważniejszy od tego, kto go rzuca? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie, być może nikt nigdy jej nie pozna.

Niektórzy, jak moja niewidzialna wróżka przyjmująca kształt głosu w mojej głowie, mają tylko jeden Cień, który króluje ponad całą resztą. Ten jeden, który trzyma się w szafie i wyjmuje tylko przy największych okazjach.

– Dzień dobry, mój drogi Cieniu – zwracam się do niego, Wielkiego Króla moich cieni.

– Dzień dobry – odpowiada mi Cień, który rozpoznaje każdy krok i każdy z nich przyjmuje jako swój. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

– Ależ nie, mój drogi Cieniu – odpowiedziałam. – Można powiedzieć, że przyszedłeś w samą porę. Zaparzyłam herbatę. Mam jej cały dzbanecznik. Może usiądziesz przy stole drogi Cieniu. Słodzisz dwie łyżeczki, dobrze pamiętam?

– Twoja pamięć cię nie zawodzi, moja droga – odparł Cień ze swoim niewidzialnym uśmieszkiem na ustach. Zajął swoje miejsce i przypatrywał się, jak przynoszę herbatę odzianą w liść-pułapkę.

I potem wszystko toczy się szybko, niczym trzydziestominutowy utwór muzyczny. Urwane kawałki soku trawiennego mieszają się z miąższem Cienia. Zaczynają go zgniatać, rozpuszczać, mieszać, palić, gryźć, przekształcać, rzucać, niszczyć, wtaczać, staczać, rozwiązywać, gnić, rozrastać, nienawidzić. I tak w nieskończoność. I tak zawsze, cały czas idealnie w mojej głowie niczym w oku czarnej dziury. Nigdy do końca cały, nigdy do końca zniszczony. Musi tkwić w niej niczym zardzewiała drzazga tylko dlatego, że próbowałam się go pozbyć.

Koniec

Komentarze

Nie bardzo wiem, Jonny, co chciałaś opowiedzieć, ale podejrzewam, że rzecz jest dość osobista.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

przy­tu­lić się do jego Cie­nia. Zo­sta­wił mi go kie­dyś, więc wy­ję­łam go z szafy i pró­bo­wa­łam objąć. Nie mo­głam go do­się­gnąć. –> Nadmiar zaimków. Miejscami nadużywasz zaimków.

 

Dla cieni pisze się pio­sen­ki mi­ło­sne. Te pre­fek­cyj­ne. –> Jakie?

 

ci­chych od prze­jeż­dza­ją­cych sa­mo­cho­dów. –> Literówka.

 

Sadzą je w fil­mach, w któ­rych grają, ob­sa­dza­ją nimi książ­ki, które two­rzą. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Ten jeden, któ­re­go trzy­ma się w sza­fie… –> Ten jeden, któ­ry trzy­ma się w sza­fie

 

przy­no­szę her­ba­tę odzia­ną w li­ścia-pu­łap­kę. – …przy­no­szę her­ba­tę odzia­ną w li­ść-pu­łap­kę.

 

Urwa­ne ka­wał­ki soku tra­wien­ne­go mie­sza­ją się z miąż­szem Cie­nia. Za­czy­na­ją go zgnia­tać, roz­pusz­czać, mie­szać, palić, gryźć, prze­kształ­cać, rzu­cać, nisz­czyć, wta­czać, sta­czać, roz­wią­zy­wać, gnić, roz­ra­stać, nie­na­wi­dzić. –> Sok w kawałkach? W jaki sposób sok trawienny może coś rzucać, wtaczać, staczać, rozwiązywać, gnić i rozrastać?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Wolę teksty z większą ilością fabuły na tysiąc znaków, a tutaj przez większość tekstu to właściwie impresja albo coś podobnego. No, w każdym razie monolog. Nie przypadło więc do gustu, ale nie musisz się tym zrażać.

Trochę się zastanawiałam, jak narratorka definiuje Cienie. Mam jakieś koncepcje, ale żadnej nie jestem pewna. Nie wykluczam, że w ogóle nie zrozumiałam tekstu. Słaba jestem w metaforach.

niczym w oku czarnej dziury.

A czy czarna dziura ma oko?

Babska logika rządzi!

Dziękuję za wszelkie uwagi. Starałam się poprawić wszelkie błędy na tyle, na ile je zrozumiałam.

 

Szczerze, przeraziła mnie ilość dosłowności, jakiej się doszukuje w tym tekście. To raczej wiersz albo piosenka, jedynie trochę przebrana za coś innego. Dlatego sok jest w kawałkach, dlatego rzuca, wtacza, stacza i tak dalej. 

 Z tego samego powodu Cienie są różnymi rzeczami dla różnych ludzi i nie uważam, by moje zdanie (czy zdanie narratorki, które jakoś dziwnym trafem zlewa się z moim) było w tym momencie potrzebne. Proszę, nie dajcie swoim nauczycielom polskiego wmówić sobie, że tekst jest “tym, co autor miał na myśli”.

 

Jeśli zaś chodzi o oko czarnej dziury… Lubię mieszać ze sobą te obrazy, które zdają się być dla mnie podobne. Dlatego czarna dziura ma oko, tak jak burza.  

Mi się podobało. Wszystko jest takie symboliczne, rozedrgane i niedopowiedziane, więc każdy to sobie zinterpretuje jak mu się będzie podobać i w tym tkwi siła tego tekstu ;) Pozdrawiam!

Verman

Literatura jako forma autoterapii ma długą tradycję, czasem nawet to się udaje – o ile cały czas autor czy autorka pamięta o czytelniku. Czy pamiętałaś, Jonny?

I potem wszystko toczy się szybko, niczym trzydziestominutowy utwór muzyczny

Trzydziestominutowe utwory muzyczne rzadko toczą się szybko (tak, znajdziesz przykłady, że rzeczywiście, ale pierwsze skojarzenie jest z utworem powolnym i rozciągniętym w czasie). Metafora do dopracowania, żeby działała na wyobraźnię.

W pierwszym zdaniu jest troje bohaterów, każdy z innego porządku (narratorka, wróżka, Cień). Mnie takie zagmatwanie na starcie męczy, często zniechęca i nie czytam dalej. Ten tekst jednak czytałem, nie żałuję, bo dotarłem do zdania o miąższu cienia i ten obrazek ze mną zostanie dłużej.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Jonny, wszystko będę interpretować dosłownie. Ja jestem z tych twierdzących, że gdyby Poeta naprawdę miał coś istotnego do przekazania, to napisałby wprost, o co mu chodzi. Szymborska potrafiła, znaczy można. :-)

Ale nie musisz się nadmiernie stresować moją opinią.

Babska logika rządzi!

To ra­czej wiersz albo pio­sen­ka, je­dy­nie tro­chę prze­bra­na za coś in­ne­go.

Ale dodałaś szort, nie wiersz, nie piosenkę. Choć dopatrzyłam się w dziełku pewnej poetyckości to nie zrobiła ona na mnie szczególnego wrażenia. Dostrzegłam raczej osobliwe udziwnianie tekstu. A ponieważ od prozy poetyckiej zdecydowanie wolę prozę napisana prozą, pozwoliłam sobie zwrócić uwagę na pewne sformułowania, dla mnie mało czytelne i mało zrozumiałe.

Choć może znajdą się czytelnicy, którzy docenią Dzbanecznik herbaty, to pragnę nadmienić, że trafiłaś na portal fantastyczny. Zasiadając do lektury zamieszczonych tu tekstów, spodziewam się znaleźć w nich fantastykę, nie poezję.

 

 

Pro­szę, nie daj­cie swoim na­uczy­cie­lom pol­skie­go wmó­wić sobie, że tekst jest “tym, co autor miał na myśli”.

Moi nauczyciele polskiego już od kilku dziesiątek lat nie mają okazji, by mi cokolwiek wmawiać, choć mam wrażenie, że kiedy mogli, to całkiem dobrze nakładli mi do głowy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dosyć długi ten monolog, czytając zastanawiałem się, czy dasz radę utrzymać poziom do końca i nie znudzić. Udało się, tekst mnie kupił. Ciekawa personifikacja czarnych myśli. Utwór pełen niedopowiedzeń, krótkich obrazów, czyli to co lubię.

Dobry debiut, witaj na forum.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Obawiam się, że jest to dość typowy przypadek przerostu formy (całkiem chyba przyzwoitej) nad treścią (w formie szczątkowej), ale powstrzymam się przed kategoryczną, zdecydowaną i autorytarną oceną, bo ni w ząb nie orientuję się w lirycznych literackich impresjach.

na emeryturze

Niektóre rzeczy mi się podobały, inne trochę mniej. Po pierwsze, tworzysz słowem ładne obrazy, które mogą pobudzić wyobraźnię. Po drugie, tekst można interpretować na kilka sposobów.

Niestety, taka ilość metafor trochę mnie przytłoczyła. Nie twierdzę, że pisanie w ten sposób jest błędne, ale zdecydowanie utrudnia przekaz. Brakowało mi fabuły.

Podsumowując, tekst odbieram raczej na plus. Nie jestem pewna, czy go zrozumiałam, ale czytało się całkiem sprawnie. Jakaś koncepcja jest, dość głęboka. Na pewno nie mogę powiedzieć, że zmarnowałam czas przy lekturze. 

Pozdrawiam. :) 

Próba napisania emocjonalnego tekstu, ale wydaje mi się, że te emocje gdzieś ugrzęzły między literkami. Forma, na mój spaczony gust, też na siłę, jakby brakowało pióra. Ale to powinno dać się wyćwiczyć – trzeba pisać. 

 

Ciao.

 

edit:

Była chyba jakąś niewidzialną wróżką, – co czytelnik, to opinia. Proponuję, żeby unikać takich niepewności, ale to oczywiście subiektywne wrażenie.

 

Miękki, poetycki tekst. Podobał mi się. Pozdrawiam sentymentalnie.

Bardziej by mi to pasowało; gdyby zostało podane w formie wiersza. Ładniej by wyglądało i lepiej się czytało. Może inni tak nie mają, ale ja wolałbym wiersz. Dość osobiste, ale domyślam się o co chodzi. 

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Za dużo zaimków – było. Poetycko – było. Ładnie namalowane scenki – było. Nie bardzo wiem o co chodzi – było.

Całkiem przyzwoity debiut, przeczytałem bez przykrości, ale nie porwał.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Forma przyzwoita, ale niestety treść nie dla mnie. Faktycznie widać pewną poetyckość, a z tą sobie za dobrze nie radzę. Bo albo mi podchodzi, albo nie. Tutaj nie do końca podeszło, ale malowane obrazy w jakiś sposób robiły wrażenie. Podobnie sam tekst czytało mi się dobrze, pomimo niezrozumienia. Nie czułem chropowatości ani innych zgrzytów, jeśli były.

Podsumowując: okej, ale bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To utwór poetycki. Kiedyś pisanie poezji polegało na tym, że były ustalone zasady kompozycji, autor zaś starał się w nich zmieścić, a zarazem poruszyć, zaintrygować czytelnika treścią. Odnoszę jednak wrażenie, że obecnie poezją nazywa się odejście od jakichkolwiek zasad. Także poprawności językowej. Tak się zastanawiam, czy młodzi adepci sztuki poetyckiej nie mogliby najpierw poćwiczyć pisania prozatorskich szortów, o ściśle określonej liczbie znaków i tematyce?

Witaj!

 

Kurcze, widziałem literówkę, ale gdzieś mi umknęła. Podobał mi się ten tekst, jest dosyć abstrakcyjny, a zakończenie trochę namieszało… Analiza natury cieni bardzo ładna i tą końcówkę chyba przestudiuję raz jeszcze, ale gdybym odłączył na moment rozum, to z punktu widzenia emocjonalności tekst do mnie trafia :)

Może to głupio zabrzmi, ale cieszę się, że miałaś zły dzień, bo jak widać, skłonił Cię do napisania całkiem ciekawego kawałka literatury.

Oczywiście zapraszam do mnie, choć cienie z moich tekstów są chyba dużo bardziej mroczne.

 

Pozdrawiam i zgłaszam tekst do biblioteki :) 

Coś tu dla mnie nie gra:

“wszystko toczyło się szybko niczym…” no właśnie – trzydziestosekundowy utwór muzyczny?

Tekst pełen intrygujących sprzeczności i zręcznej gry słów. Widzę potencjał :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Dziękuję wszystkim za komentarze, uwagi, opinie. Każda coś mi powiedziała, czegoś nauczyła… więc każdemu słowu bardzo dziękuję.

 

 

Jeśli chodzi o trzydzieści krótkich minut… uwielbiam długie utwory. Im dłuższe tym lepsze. Czasami nawet nudne utwory stają się przez to ciekawe.

Nowa Fantastyka