- Opowiadanie: Alvis - Drzewo Dusz by Alvis

Drzewo Dusz by Alvis

Ciąg dalszy...

Oceny

Drzewo Dusz by Alvis

Wstałam by udać się na spacer.

– Karin odprowadź Muriel do domu – Co?! Obie spojrzałyśmy na niego jak na wariata.

– Nie potrzebuję eskorty nie mieszkam daleko – Złapała za torbę i poszła do drzwi.

– Muriel…

– Nikt mnie nie napadł nawet nie zbliżył się do mnie odkąd tu przychodzę i wychodzę.

– Ciekawe, dlaczego? – Zła spojrzała się na mnie – Nie to miałam na myśli. Ksiądz kazał mi ciebie obserwować z daleka. Gdy ktoś chciał cię skrzywdzić pojawiałam się na jego drodze. Większość zawracała. – Była zła widać to było. Dla mnie to nie było nic wielkiego. I tak, gdy ksiądz śpi nudzę się. Pomijając fakt, że poluje w sąsiednim miasteczku.

– Nie potrzebuję ochrony – Wyszła trzaskając drzwiami, ksiądz westchnął i spojrzał na mnie. Wiedziałam, co miałam robić od razu wybiegłam i obserwowałam Muriel z daleka.

Zawsze otwierał jej drzwi mąż z śrutówka w dłoni. Był przygotowany na wszystko, po tym jak zobaczył mnie zeskakującą z drzewa. Uśmiechnęłam się wtedy do niego i powiedziałam, że ktoś ją śledzi. Nic nie powiedział, ale był zdziwiony tym, że odprowadziłam ją do domu. Odparł tylko demon piekielny i zamknął drzwi. Dobrze wiedziałam, na co czekał, aż ksiądz umrze. Wtedy będą mogli mnie zabić. Nie mogłam na to pozwolić, mama mówiła, że nie mogę umrzeć.

Wróciłam do domu, sprawdziłam czy ksiądz śpi. Z uśmiechem poszłam do miejsca, o którym mówiła mama. Mam je chronić, taki jest cel mojego istnienia. Podeszłam do ściany gdzie wyrzeźbiono wierzbę. Dotknęłam jej prawą dłonią, przesunęły się odsłaniając tunel. Weszłam do środka, drzwi zamknęły się za mną. Szłam ciemnym korytarzem do wielkiej jaskini. To miejsce zawsze mnie intrygowało mnie. Światło tu nie dochodziło, ale było tu jasno jak w dzień. Nie raziło mnie tylko koiło. Na ziemi rosła trawa, na samym środku stała biała wierzba. Zamiast liści miała kryształy, które błyszczały w świetle. To były dusze wszystkich ludzi na Ziemi. Podeszłam do niego i przyglądałam się białym kwiatom rosnącym wokół niego. Pamiętałam jak pierwszy raz zobaczyłam śmierć człowieka. Patrzyłam na jego kryształ jak spada razem ze stanień ciem serca właściciela. Kryształ uderzał o ziemię i zmieniał się w kwiat. Trudno było ocenić czy więcej jest zmarłych czy żywych. Pomimo nie znania całej prawdy o drzewie. Robiłam to, co do mnie należało chroniłam je. Nie wiedziałam skąd brać informacje. Porzuciłam, więc zastanawiania się, kto jej stworzył i dlaczego.

Ksiądz Patrick dogadał się z Markiem miałam do niego chodzić w każdy piątek. Mówił, że znajdzie się ciało z krwią do wyssania. Trochę szalony człowiek z niego było. Po sekcji pozwalał mi pić ile chcę. Trafiało mu się sporo osób nie tylko z naszego miasteczka. Widząc osoby, które wcześniej zabijałam jego słowa, że ich nie zabiłam, więc mogę sobie pić ich krew wierciły mi dziurę w sumieniu. Ci zabici przeze mnie mieli mniej krwi niż inni, tłumaczył to tak, że wykrwawili się po prostu. Zanim do niego trafiają mija parę naście godzin. Nie zbyt mi smakowała, miałam porównanie, między ciepła a zimną krwią. Duża różnica, nie szkodziło mi to. Energii mi dodawało i syciło, dla księdza to, że byłam grzeczna napełniło dumą. Co zwiększało moje wyrzuty sumienia.

Mijały kolejne lata, ksiądz stał się tak stary i słaby, że nie ruszał się z łóżka. Muriel i ja pomagałyśmy mu ze wszystkim. Mój stan nastoletni miał ciągnąć się przez najbliższe lata. Robiłam, co mogłam by zaoszczędzić pieniądze. Nie chciałam mieć problemów w przyszłości, skoro miałam mieszkać w tym domu sama przez następne lata. Widziałam w księdzu brak chęci do życia, niedługo miał umrzeć.

Pewnego dnia Muriel mnie zaskoczyła swoimi słowami. Weszłam do pokoju księdza z herbatą dla nich obojga.

– Czemu nie chcesz by zmieniła cię w wampira? – Zapytała go, wtedy ksiądz na mnie spojrzał. Muriel odwróciła się do mnie. W jej oczach nie widziałam niczego znajomego oprócz desperacji.

– Muriel, nie chce po mojej śmierci będzie grzeczna. Dobrze ją wychowałem.

– Nie masz takiej pewności. Nawet teraz, nie wiesz, co robi w nocy, gdy ty śpisz – Nie ufała mi, choć starała się. Wierzyła w to, że dobrze zachowuje się. Była w niej ta nuta niepewności. Słyszałam jak rozmawiała z Markiem, który zauważył jak patrzę na niektóre ofiary. Nic nie mówił, aż do ostatniego razu. Kilka dni temu powiedział, że wie o tym, co robię. Zaskoczyły mnie jego słowa, że mnie rozumie. Polowanie było częścią tego, kim jestem. Nie można mnie zamknąć i podrzucać jedzenie bym nie polowałam. Zachował to dla siebie, dopóki nie przyszła Muriel i wydusiła to z niego. Ciekawiło mnie, dlaczego nie powiedziała o tym księdzu. Nie miała pewności? Niby nie potwierdziłam słów Marka, a moja twarz nic nie zdradzała. Nie wiedza tego, co robię w nocy wzbudzała podejrzenia.

– Dosyć! – Krzyknął i zakaszlał – Wiem wszystko o niej. Nie zawiodłaby mnie – Dusza aż się krajała. Odstawiłam tackę na stolik i opuściłam jego pokój.

Przez ostatnie dni zżerało mnie sumienie. Nie potrafiłam nie myśleć o tym, że zawiodłam księdza. Rodzice wychowali mnie odpowiednio, byłam wampirem. Po ich śmierci ksiądz starał się zmienić mnie. Z wdzięczności słuchałam tego, co mówił. Zabijanie jest złe i tak dalej. Wychował mnie na osobę, którą nie jestem. Nie potrafiłam zapomnieć o swoich instynktach. To nie było dla mnie takie proste. Pomimo tylu lat życia nie byłam na tyle zdolna by zrezygnować ze świeżej krwi. Nawet siedzenie przy drzewie nie koiło moich nerwów.

Podjęłam decyzje powiem mu prawdę. Wyznam wszystko, zrobi, co zrobi, jestem gotowa na to, że powie „zawiodłem się na tobie”. Od razu, kiedy wybiła godzina, o której budził się udałam się do jego pokoju. Przed wejściem próbowałam wziąć się w garść, odnaleźć siłę, która nagle ulotniła się ze mnie.

Weszłam do środka, uśmiechnął się, gdy mnie tylko zobaczył. Usiadłam na łóżku i dotknęłam jego dłoni. Słyszałam jak jego serce słabo bije. Czas nadszedł powiem prawdę.

– Karin – Uścisnął moją dłoń uśmiechnęłam się – Jestem z ciebie dumny…

Nagle wszystko ucichło, gdy zamknął oczy.

– Nie! Patrick! Nie umieraj! Nie teraz! – Potrząsnęłam nim, próbowałam ratować. Nic nie pomogło serce nawet nie drgnęłoby zabić ponownie. Nie wróci, nie chce wrócić. – Patrick!!! Miałeś poznać prawdę. Czemu musiałeś teraz odejść? Czemu teraz? Nie mogłeś trochę poczekać? Tylko troszkę…

Zanim cokolwiek zrobiłam po prostu siedziałam przy nim. Odszedł zanim mu powiedziałam prawdę, co teraz zrobię? Muszę poinformować Muriel… powinna się, jako pierwsza dowiedzieć… resztą zajmie się sama. Wstałam, przykryłam ciało Patricka prześcieradłem i wyszłam. Padał deszcz nie zwracałam uwagi na to. Szłam wolnym krokiem do domu Muriel. Byłam przygotowana ta to, co zrobi jej mąż i co ona zrobi.

Przed drzwiami zapukałam dwa razy, otworzył jej mąż ze śrutówką w dłoni. Od razu wycelował we mnie.

– Giń potworze! – Chciał strzelić naciskał na spust, lecz usłyszałam tylko wystrzał. Nie czułam bólu. Przy nim stała Muriel przesunęła broń by mnie nie zastrzelił. Zawsze wiedziałam, dla kogo to robi.

– Uspokój się! – Krzyknęła do niego, chyba miał problemy ze słuchem – A co do ciebie – Wskazała na mnie palcem – Jak śmiesz tu przychodzić. Masz jakiś konkretny powód?

– Patrick… Ksiądz Patrick… nie żyje… – Wydusiłam z siebie. Muriel zaczęłam płakać, mąż objął ją ramieniem. Czemu tu wciąż stałam? Co chciałam usłyszeć? Maż Muriel odsunął żonę i ponownie wycelował we mnie.

– Teraz nie ma przeszkód. Można ją zabić – Powinnam uciec, więc czemu nie mogę ruszyć się. Patrzyłam ze smutkiem na niego i czekałam, gotowa zginąć. Pomimo tego, że mama kazała mi unikać śmierci.

– Nie – Mąż opuścił broń i spojrzał na nią zdziwiony – Wierzę, że ksiądz dobrze ją wychował. Inaczej by tu nie przyszła i nie stała przed tobą gotowa umrzeć. Zajmijmy się jego pogrzebem. – Otarła łzy, w jej oczach widać było wiarę. Miała racje czegoś mnie ksiądz nauczył. – Nie chcę byś przyszła na pogrzeb.

– Nie mogę przecież wchodzić do miasta – Pokiwała ze zrozumieniem.

Wróciła z mężem do środka, też wróciłam do domu, umyłam się i przebrałam. Przygotowałam ciało księdza na jutro. Umyłam je i przebrałam w garnitur, dzisiaj po niego przyjdą, gdy będę spała. W dzień będzie pogrzeb nie będę i tak mogła tam być. Nie mogłam zasnąć, wierciłam się i nasłuchiwałam. Przyszli przed południem, nie wyszłam z pokoju czekałam aż wyjdą. Schowałam twarz w poduszkę, kiedy usłyszałam kościelne dzwony zawyłam z rozpaczy. 

Koniec

Komentarze

Wrzucenie trzech tekstów w ciągu doby nie owocuje dużą liczbą komentarzy. Inni autorzy też czekają na opinie. Jak już masz tak wielką potrzebę to ogranicz się do wrzucania jednego tekstu tygodniowo. Ale lepiej np. wrzucicie jeden mam miesiąc.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Jestem mocno zdziwiona, bo otrzymawszy wczoraj garść wskazówek, nie skorzystałaś nawet z jednej i dziś opublikowałaś kolejny tekst, który jest napisany równie źle, jak dwa poprzednie. Dlaczego nie uczyniłaś nic, aby kolejny fragment bardziej nadawał się do czytania?

Alvis, jeśli nadal piszesz, wolałabym abyś zaprezentowała coś, co powstało w ostatnim czasie. Zamieszczanie fatalnie napisanych tekstów sprzed wielu lat, moim zdaniem, nie ma sensu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to zaczynamy warsztaty z interpunkcji, zapisu dialogów i co tam się jeszcze nawinie.

Dlaczego tekst nie jest wyjustowany?

Wstałam by udać się na spacer.

Przecinek po “wstałam”. Jeśli masz w zdaniu dwa czasowniki, to potrzebujesz dobrego powodu, żeby nie oddzielać ich przecinkiem.

– Karin odprowadź Muriel do domu – Co?! Obie spojrzałyśmy na niego jak na wariata.

Przecinek po “Karin” – zawsze przed i po wołaczu. Chyba kropka na końcu zdania. Ale o co tutaj chodzi? Czy to dwie wypowiedzi różnych osób i jedna narratora? W takim razie brak dwóch enterów.

– Nie potrzebuję eskorty nie mieszkam daleko – Złapała za torbę i poszła do drzwi.

Coś po “eskorty” – albo kropka (lepiej by wyglądała), albo przecinek. Kropka na końcu zdania.

– Nikt mnie nie napadł nawet nie zbliżył się do mnie odkąd tu przychodzę i wychodzę.

Przecinki po “napadł” i “mnie" – czasowniki w zdaniu…

– Ciekawe, dlaczego? – Zła spojrzała się na mnie – Nie to miałam na myśli. Ksiądz kazał mi ciebie obserwować z daleka. Gdy ktoś chciał cię skrzywdzić pojawiałam się na jego drodze. Większość zawracała.

A tu akurat nie jest konieczny – przed pojedynczym słowem pytajnikowatym się je pomija. “Się” do wywalenia. Kropka po mnie – to koniec zdania. Lepiej brzmiałoby “cię” niż “ciebie”. Przecinek po “skrzywdzić” – dwa czasowniki… Zaimkoza.

Była zła widać to było. Dla mnie to nie było nic wielkiego. I tak, gdy ksiądz śpi nudzę się. Pomijając fakt, że poluje w sąsiednim miasteczku.

Byłoza. Przecinki po “zła” i “śpi”. Ksiądz poluje czy to literówka?

IMO, warto byłoby częściej informować Czytelnika, co kto mówi.

Popatrz, niemal każde zdanie wymaga poprawy. No, dalej sama. Edytuj ten tekst i poprawiaj błędy.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka