- Opowiadanie: Alvis - Drzewo Dusz by Alvis

Drzewo Dusz by Alvis

Oceny

Drzewo Dusz by Alvis

Każdego wieczora uwielbiałam wychodzić na dwór. Kręciłam kółka na podwórku w świetle księżyca. Moja biała sukienka powiewała na wietrze. Rodzice siedzieli na drewnianych krzesłach, na ganku. Mama czytała książkę, tata śmiał się patrząc jak robię salto w tył. Miała to być noc jak każda inna. Po zabawie, mojej zabawie na podwórku, mieliśmy iść na polowanie. Więc zrobiłam ostatni obrót, podbiegłam z uśmiechem na twarzy do rodziców.

– Idziemy? – Nie do końca wiedziałam, co pociąga mnie w polowaniu. Lubiłam biegać za ludźmi, krew też lubiłam, ale to nie było to. Obserwowanie ludzi przyszłych ofiar. Ciekawiło mnie, co robili zanim wbijałam im swoje małe kiełki w ich szyję.

– Idziemy Karin – Tata z uśmiechem wstał, mama zaśmiała się i odłożyła książkę na stolik. Gdy wstała zaczęłam skakać z radości.

Tata jak zawsze poszedł przodem, mama dotknęła mojej prawej dłoni. Stałyśmy w salonie, gdy przejechała palcem po moim znamieniu. Przedstawiał krzyż owinięty skrzydłami, mama miała takie samo znamię. Lubiłam słuchać o przeznaczeniu osób z tym znamieniem. Tata go niema, ponieważ mają go wyłącznie kobiety. Niby już trochę żyję, szybko rozwijam się, choć wyglądam jakbym miała pięć lat.

– Pamiętasz, co ci mówiłam? – Zapytała. Pamiętałam każde słowo.

– Tak – Szeroko uśmiechnęłam się do niej.

Szłyśmy dołączyć do ojca w holu, gdy matka nagle zasłoniła mnie swoim ciałem. Słyszałam kłótnie, tłum ludzi przekrzykujący się, wyjrzałam za nóg matki by wszystko widzieć. Przeraziłam się, gdy zobaczyłam jak ojciec pada na podłogę i nie podnosi się. Matka warknęła na ludzi, którzy wtargnęli do domu. Zdawałam sobie sprawę, że ludzie nas nienawidzą. Nie sądziłam, że posuną się do tego by zabić nas. Matka odepchnęła mnie tak, że upadłam na podłogę w salonie. Nie wstałam, patrzyłam z przerażeniem jak zabijają moją matkę, która niedawno uśmiechała się do mnie. Oba ciała leżały nieruchome, tłum szedł w moją stronę. Uniosłam dłonie nad głowę, by nie patrzeć jak wbijają we mnie noże.

– Stójcie! – Usłyszałam czyjś krzyk. Wyjrzała za rączek by zobaczyć, co się dzieje. Przede mną stanął mężczyzna w ciemnym stroju i złotym krzyżem na łańcuszku zawieszonym na szyi. Jego czarna czupryna przypomniała mi, że to był ksiądz. Przyjrzał się mojej prawej dłoni.

– Co ksiądz chce zrobić? To dziecko piekieł, musi umrzeć tak jak jej rodzice! – Tłum poparł słowa mężczyzny. – Będzie zabijać tak jak oni. Jeśli pozwolimy jej dorosnąć.

Ksiądz pokazał im poją dłoń. Przez chwile nie rozumieli, o co chodzi.

– To dziecko zostało naznaczone przez Boga! Nie możemy jej zabić! – Tłum zaczął szeptać między sobą. Wybrana przez Boga? Mama mówiła, że Boga nie ma. Powtarzała, że ludzie muszą w coś wierzyć by się nie bać.

– Mama… – Szepnęłam ksiądz spojrzał na mnie – …też… miała… takie… znamię… – Wyjąkałam. Może dzięki temu przeżyję i zostawią mnie w spokoju.

Ksiądz podszedł do ciała mamy i obejrzał jej prawą dłoń. Przeżegnał się i błagał o przebaczenie swojego Pana.

– Cośmy zrobili! Zabiliśmy wysłannika Boga!

– To demony nie wysłannicy Pana! Zabijali nas! – Tłum nie dawał za wygraną.

– Popełniliśmy błąd. – Pokręcił głową. Wrócił do mnie i wziął na ręce, tłum zaniemówił. – Zajmę się tym Bożym dzieckiem i dopilnuję by nie zabijało.

– Ksiądz oszalał!

– Nie! W ten sposób odkupię nasze winny. – Patrzyłam na ciała rodziców, potem zerknęłam na tłum. Ksiądz powodował, że miękli. Tata miał racę, że święci mają najwyższą władzę.

I tak po pochowaniu na podwórku rodziców, ksiądz Patrick stał się moim opiekunem. Zamieszkał ze mną, co było zabawne. Razem z nim w ten dzień przyszła jego gosposia Muriel, która za każdym razem, gdy mnie widziała przeżegnała się dwa razy i wypowiedziała modlitwę do Boga. Ciągle powtarzała księdzu, że źle zrobił zostawiając mnie przy życiu. Mama mi mówiła, że żadne ze strażników, czyli osób ze znamieniem nie może umrzeć, bo to będzie zagłada dla świata. Nie tłumaczyła mi tego dokładnie chyba sama nie wiedziała. Czasem zastanawiam się, co by było gdyby mnie wtedy zabili. Co by się stało ze światem? Mając tylko skrawek informacji nie potrafiłam dokładnie sobie wyobrazić.

Muriel była zabawna, gdy przychodziła do księdza. Na dzień dobry przeżegnała się, zaniosła zakupy do kuchni. Obserwowałam ją i liczyłam ile razy przeżegna się. Pomimo, że musiałam kłaść się spać. Zawsze czekałam na nią. Choć gadała księdzu, że jestem pomiotem piekielnym. Przynosiła mi cukierki, nie dawała mi ich do ręki. Stawiała je na stoliku, gdy podchodziłam do niego zerkałam na nią.

– Mogę jednego? – Zawsze pytałam. Muriel nawet nie odwracała się w moją stronę.

– Tak, jednego – Odparła i wróciła do szykowania śniadania. Wyjęłam jednego cukierka i uciekłam do swojego pokoju. Nie jadłam ich, chowałam i notowałam każdego dnia ile razy przeżegnała się. Byłam, kim byłam, żałowałam, że nie mogłam poznać smaku cukierków tak jak inni. Dla mnie były bez smaku, kiedyś spróbowałam. Wiedziałam, że któregoś dnia ich zabraknie w moim życiu. Dlatego gromadziłam pamiątki po nich.

– Karin! Jeszcze nie śpisz? – Ksiądz zajrzał do mojego pokoju i przyglądał mi się jak chowam cukierki w domku dla lalek.

– Już się kładę – Szybko wstałam i wbiegłam do łóżka.

– Dlaczego je bierzesz skoro ich nie możesz jeść? – Od razu po jego wprowadzeniu się powiedziałam mu, że nie jadam ludzkiego jedzenia. Muriel tego nie wie i może się nie dowie, że podgryzam księdza. Upijam łyk jego krwi, nie potrzebuje zbyt wiele wciąż jestem mała. Jak dorosnę picie krwi trochę się skomplikuje. Tak samo jest skomplikowane to jak wampiry mogą rodzić dzieci. I w jaki sposób możemy dorastać jak zwykłe dzieci. Nie potrafiłam na to odpowiedzieć, mamy nie pytałam, bo mnie to nie interesowało. Potrafiłam mu tylko powiedzieć, że szybko się rozwijam. Nie mogę wychodzić w dzień na dwór, gdy świeci słońce.

– Na pamiątkę – Pocałował mnie w czoło tak jak robił to tata. I wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Gdy smacznie śpię, ksiądz odprawia mszę. Muriel sprząta mój dom i szykuje księdzu obiad. W nocy trochę ze mną siedzi, ale potem idzie spać. Więc mam czas dla siebie. Łamię jego zasady, udaję, że podgryzanie mi wystarcza. Minęło już pół roku urosłam do siedmioletniego dziecka. Potrzebuje coraz więcej krwi. Obiecałam, że nie wyjdę z domu i nie będę polować na ludzi z miasteczka. No cóż nie do końca łamię zasady, no może jedno. Wychodzę z domu, ale poluję na ludzi z sąsiedniego miasteczka. I zawsze wybieram inne.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że ksiądz sprawdza, w jaki sposób ludzie zostali zabici. Mimo tego, że nic mi nie mówi, wiem, co czyta w gazetach. Jedyne, co wie o mnie to, to, że szybko rosnę, jestem szybka, nie mogę wychodzić na słońce i piję krew. To, że mam wyostrzone zmysły tego mu nie udowodniłam, więc tego nie wie. Dlatego jestem lepiej poinformowana niż mu się wydaje.

Ksiądz starzał się, co do mnie wyglądałam na szesnaście lat, pomimo, że mam o wiele więcej. Robił się problem, jeśli chodzi o moje żywienie.

– Patrick trzeba coś zrobić. Przecież nie pozwolisz jej polować na ludzi – codziennie rozmawiali o tym samym. Muriel już nie przejmowała się czy jestem obok czy nie. Siedziałam sobie na kanapie i słuchałam, ksiądz Patrick udawał, że jej nie słyszy. Po minie było widać, że zastanawia się nad tym, co zrobić.

– Muriel wiem o tym, nie pozwolę jej polować na ludzi.

– A zwierzęta? – Spojrzała groźnie na mnie.

– Nie jadam – Odparłam, nie podobało mi się, że starała się na mnie wpłynąć. Ludzka krew różni się od krwi zwierząt. Tu nie tylko chodziło o smak. Krew zwierząt nie dawała mi energii.

– A to niby, dlaczego?! – Oburzyła się – Co w niej jest takie, że jej nie jadasz?

– Nie będę ci tego tłumaczyć – Odwróciłam wzrok, kłóciliśmy się jak zwykła rodzina. A to, czym się żywię jest bardzo poważne. Tak łatwo zapominało się, kim się jest.

– Uspokójcie się! – Ksiądz złapał się za głowę. – Próbuje myśleć.

– A co z Markiem z prosektorium? – Zapytała Muriel – przecież może oddawać jej krew zmarłych.

Ble…

– To jest myśl – Ucieszył się ksiądz. Wstał i ucałował gosposię – Zaraz do niego pójdę – Zatrzymał się nagle. – Jest zbyt późno. Jutro do niego wstąpię. 

Koniec

Komentarze

Zastanawiam się, czy tekst jest napisany nieporadnie i dość infantylnie z powodu, że bohaterką jest dziewczynka?

O treści trudno cokolwiek powiedzieć, jako że to zaledwie fragment. Wspomnę tylko, że nie bardzo chce mi się wierzyć w nagły zryw okolicznej ludności, a także w to, że ksiądz, zamiast zabrać sierotę do siebie, wraz z gosposią sprowadza się do wampirzego domu. No, ale może potem się wyjaśni, dlaczego tak się dzieje.

Drzewo dusz… jest napisane, delikatnie mówiąc, nie najlepiej. Wypisałam kilka potknięć, ale poprawienia wymaga niemal każde zdanie. Alvis, jeśli chcesz aby Twoje teksty nadawały się do czytania, masz przed sobą mnóstwo pracy.

 

Krę­ci­łam kółka na po­dwór­ku w świe­tle księ­ży­ca. –> Na czy polega kręcenie kółek?

 

Po za­ba­wie, mojej za­ba­wie na po­dwór­ku… –> Czy to celowe powtórzenie? Czy na podwórku bawił się ktoś jeszcze?

 

Ob­ser­wo­wa­nie ludzi przy­szłych ofiar. –> Co to znaczy: ludzie przyszłych ofiar?

 

– Idzie­my Karin – Tata z uśmie­chem wstał… –> Brak kropki po wypowiedzi.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

prze­je­cha­ła pal­cem po moim zna­mie­niu. Przed­sta­wiał krzyż owi­nię­ty skrzy­dła­mi, mama miała takie samo zna­mię. Lu­bi­łam słu­chać o prze­zna­cze­niu osób z tym zna­mie­niem. Tata go niema, po­nie­waż mają go wy­łącz­nie ko­bie­ty.–> Piszesz o znamieniu, a ono jest rodzaju nijakiego, więc: Tata go niema, po­nie­waż mają je wy­łącz­nie ko­bie­ty.

Powtórzenia.

 

Jego czar­na czu­pry­na przy­po­mnia­ła mi, że to był ksiądz. –> Czy księdza poznaje się po czuprynie?

 

Ksiądz po­ka­zał im poją dłoń. –> Literówka.

 

za każ­dym razem, gdy mnie wi­dzia­ła prze­że­gna­ła się dwa razy i wy­po­wie­dzia­ła mo­dli­twę do Boga. –> …za każ­dym razem, gdy mnie wi­dzia­ła że­gna­ła się dwa razy i wy­po­wiadała mo­dli­twę do Boga.

 

Mama mi mó­wi­ła, że żadne ze straż­ni­ków… – Mama mi mó­wi­ła, że żaden ze straż­ni­ków

 

nie mo­głam po­znać smaku cu­kier­ków tak jak inni. Dla mnie były bez smaku, kie­dyś spró­bo­wa­łam. Wie­dzia­łam, że któ­re­goś dnia ich za­brak­nie w moim życiu. Dla­te­go gro­ma­dzi­łam pa­miąt­ki po nich. –> Czy dobrze rozumiem, że gromadziła cukierki, żeby mieć pamiątkę po cukierkach?

 

Oczy­wi­ście zdaje sobie spra­wę… – Literówka.

 

Pró­bu­je my­śleć. – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka