- Opowiadanie: Zalth - Kły przeznaczenia

Kły przeznaczenia

Na podstawie osobistych przeżyć z dzisiejszego dnia.

Oceny

Kły przeznaczenia

Dzień 1.

Piszę ten dziennik w pełni władzy nad swą duszą, ciałem i umysłem aby wiedza o mej tragedii przetrwała dla przyszłych pokoleń.

Od ugryzienia minęło niespełna dziewięć godzin. Ja, doświadczony znawca wszelakich bestii, dałem się zaskoczyć jak dziecko. Podstępne bydlę zaatakowało od tyłu, bez ostrzeżenia.

Mimo natychmiastowej wizyty w miejskim szpitalu, gdzie udzielono mi pomocy w postaci opatrunku na łydkę, szczepionki na tężca i recepty na piguły przeciwbólowe, ciągle jestem pełen obaw.

Ciemność nadchodzi, a z nią złe myśli o tym, czym mogę się stać.

Czy teraz, o każdej pełni będę przemieniał się w niedużego, łaciatego kundla?

Czas pokaże…

Koniec

Komentarze

Hmmm. Nie powaliło.

Dlaczego kursywą? Lepiej się czyta proste…

Gdzieś Ci przecinek zwiał.

Podstępne bydlę zaatakowało o tyłu

Literówka.

Babska logika rządzi!

Też niestety nie rzuciło na kolana. Choć u mnie jest poczucie, że zabrakło ciekawszej puenty. Pogryzienie przez psa takie standardowe. Atak kota, chomika itp mógłby odnieść lepszy skutek ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dlaczego kursywą? – Bo tak! To ręczne zapiski.

 

Atak kota, chomika itp mógłby odnieść lepszy skutek ;) – Jak mnie pogryzie chomik, też napiszę.

 

To ja tu traumę przeżywam, niczym bohaterowie Londona czy Hemingwaya chwytam naturę za bary, walczę o życie w brutalnym świecie, a wy: “NIE POWALIŁO”!?

Nie znacie się na sztuce.

P.S. Edit. A tym bardziej na literaturze.

P.S. Dzięki za komentarze. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A wiesz, jakoś tak wyszło, że przedmowę przeczytałam dopiero po napisaniu komentarza. No to wracaj do formy. :-) I nie zamieniaj się w żadne gryzące bydlę.

Babska logika rządzi!

Dzięki. Czas pokaże…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Współczuję, ale mnie też nie powaliło. Mało ciekawa puenta.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Tak to jest, jak się pisze na wspomaganiu farmakologicznym. :D

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Niczym prawdziwy artysta, opisujesz swoje osobiste przeżycia i ukrywasz pod głęboką symboliką. Już nie mówiąc o farmakologii – czyżby nowi bitnik? ;)

W końcu jakaś dusza, która rozumie cierpienia młodego artysty!

Jeśli żarcie imbupromu się liczy – to tak, bitnik.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ale obudziłeś się dziś dziwnie brudny i spocony, w porwanych ciuchach i z pozasychaną krwią pod pazurami?

Czy to jest sygnaturka?

Hmm… W sumie tak, oprócz porwanych ciuchów i krwi. Czyli 50/50.

Ale miałem ochotę polizać się po jajach. Liczy się?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jeśli próbowałeś również podrapać się nogą pod pachą, to jak najbardziej się liczy. ;-)

Czekaj, czy w nocy była pełnia?

Babska logika rządzi!

Drogi Zalthcie!

Pragnę nieco uspokoić Twe obawy, gdyż opisany przez Ciebie atak kundelkołaka, w przeciwieństwie do pokąsania wilkołaczego, rzadko prowadzi do infekcji ogólnoustrojowej, zajęcia gruczołów dokrewnych, oraz dobrze wszystkim znanych z ludowych podań, odrażająco efektownych zmian somatycznych. Znacznie częściej występuje forma łagodniejsza, toksyny wpływają jedynie na ośrodkowy układ nerwowy, powodując u ukąszonego nieszczęśnika trudną do opanowania ochotę na psie ciasteczka, chęć iskania genitaliów, głównie własnych, ścigania samochodów oraz obwąchiwania przechodniów, ze szczególnym uwzględnieniem przedstawicieli płci przeciwnej. W skrajnych przypadkach dochodzi do regularnego wypróżniania się na trawniku pod oknem sąsiada.

Jakkolwiek leczenie farmakologiczne nie jest możliwe, psychoterapia bywa skuteczna, z jedynym skutkiem ubocznym – niemożliwym już do odzyskania zaufaniem przedstawicieli kotowatych.

Uszy zatem do góry!

 

 Twój oddany

 Doktor Thargonstein

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, lubię ten komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Szanowny doktorze!

Uspokoiłeś mnie, gdyż wszystkie przedstawione przez Ciebie objawy wpływu pokąsania przez werekundla na układ nerwowy i behawiorystykę nie stanowią odstępstwa od mej codziennej rutyny.

 

Pozdrawiam merdając wesoło ogonem

Zalth von Dogenugryzen

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Chyba dogtorze. ;-)

Babska logika rządzi!

laugh

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Skoro dramatyczne przeżycia dnia wczorajszego nie zabiły w Tobie chęci tworzenia, jestem przekonana, że o stan duszy, ciała i umysłu nie powinieneś się troskać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Najdroższy przyjacielu

 

Jestem niezwykle kontent, mogąc czytać Twe słowa. Gdybyś jednak zdecydował lekce sobie nie ważyć poszczególnych symptomów, szczerze polecam pomoc mego kolegi, dogtora Ziggiego Frauda. Zapewniam, iż jego terapia, zwana defraudacją, skutecznie uwolni Cię od problemów natury psychologicznej, a często i materialnej. Sam zainteresowałem się problemem łactwa kilka lat temu, gdy zostałem pokąsany przez wściekłego koalołaka. Choć przyznać muszę, że w mym przypadku leczenie okazało się skuteczne jeno połowicznie; wszakże zniknęła chęć spania na drzewie, jednakże nie byłem w stanie pozbyć się dojmującej potrzeby ciągłego pozostawania w stanie lekkiego upojenia alkoholowego.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wyczuwam poczucie humoru laugh

Stań się, kim jesteś.

Może nie zamienisz się w łaciatego psa. Nigdy nie wiesz, co ów kundelkołak ugryzł wcześniej :P

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

@Piotr: Znaczy, że nie jest jeszcze tak źle. :)

@dogsdumpling: To tak nie działa. :P

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Niektórych nie powaliło. A mnie powaliło, aż miło : )

Nieczęsty to przypadek, gdy sto słów staje się pretekstem do wymiany tak zacnych komentarzy.

PS. Drogi Autorze, biorąc pod uwagę zawartość twego systemowego awatara – przemiana z kotowatego w psowatego może zachodzić burzliwie, a i objawy jakie z biegłością szalonego lekarza-akwarelisty nakreślił czcigodny dr Th. z pewnością nie wyczerpują obszernego wachlarza behawioralnych słabostek. Krótko pisząc, nie zdziw się proszę, gdy jednak najdzie Cię chęć iskania genitaliów. Jak to mówią niektórzy znawcy przedmiotu: „Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji…”; ) Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

Pokusiłabym się o twierdzenie, że przemiana kota w psa nie powinna być zbyt przykra, skoro ryby i ptaki mogą przemieniać się wzajem całkiem ładnie, wręcz estetycznie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drogi Dr. T.

Przyznam, iż krążą mi w głowie myśli, że również musiałem zostać pokąsany przez zmorę australijskich lasów eukaliptusowych. Jak i kiedy? Nie wiem, musiałem być pijany.

Swoją drogą słyszałem o przypadku pewnego podróżnika, który został pokąsany przez Kolumbijczyka. Biedak (podróżnik) od tego czasu wydaje straszne ilości gotówki na kokainę…

Pozdrawiam.

 

Szanowny Jacku, dziękuję za wizytę. Mam nadzieję, że nie powaliłem Cię zbyt mocno. Nie chciałbym, aby moim czytelnikom stała się jakaś krzywda. Pragnę Ci również podziękować, bo roztoczyłeś przede mną ciekawą perspektywę nieprzespanej nocy, którą będę musiał poświęcić na szeroką analizę implikacji takiej przemiany.

Pozdrawiam. Miau-Hau.

 

Regulatorko… Ryby i ptaki… (Hmm… Kawę piłem, zdrowy jestem, piguł za dużo nie zjadłem.) What?! :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jestem pod wrażeniem tutejszych komentatorów, aż miło ;D

 

Szanowny Panie Zalthcie von Dogenugryzen,

byłbym niezwykle zaszczycony mogąc gościć Pana w mym petersburskim apartamencie. Nie ukrywam, iż niezwykle zainteresował mnie Pański przypadek, ze względu na me wcześniejsze doświadczenia. Zbyt wiele trumien widziałem tych, którzy onegdaj doznali przemian, by nie wiedzieć, jakże czarna polewka się dla Pana szykuje. Pragnę więc pomóc, w zamian za drobną pomoc finansową. Zaś moja najdroższa małżonka, Irmina, zapewnia o pomocy w zwilżaniu genitaliów.

Jednocześnie proszę, by nie zadręczał się Pan błędem popełnionym w australijskich lasach, wszak jak mawiał Włodzimierz Lenin, ten nie popełnia błędów kto nic nie robi.

Proszę o potwierdzenie przybycia, z wyrazami najgłębszego szacunku

 

profesor P.P. Wermanowicz

 

PS. Proszę również trzymać się z dala od szanownego doktora Thargonsteina, znanego w pewnych kręgach pijaka i okrutnika. Po jego nieskutecznych radach, doktor stracił w mych oczach jakiekolwiek znamiona wiarygodności, zaś moja małżonka każdego dnia musi wyczesywać mi sierść, by nie zalęgły się w niej wszy.

Verman

Ludziska! Doktory zaraz zaczną się tłuc! Lećta po popcorn!

Babska logika rządzi!

Drogi Z

Dotarły do mnie wieści, iż otrzymujesz korespondencję od niejakiego profesora Wermanowicza z Petersburga, cenionego specjalisty w dziedzinie absurdochirurgii. Jakkolwiek jego zasługi dla rozwoju bzduromedycyny są bezsporne (wszakże, jako jedyny lekarz, zajmuje się on transplantacją wyrostka robaczkowego), niechęć do mej skromnej osoby wywodzi się bezsprzecznie z pobudek osobistych.

Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że niegdyś zajmowałem się arcyciekawą, lecz etycznie niejednoznaczną dziedziną nauki, mianowicie ożywianiem martwych członków, zarówno pojedynczo, jak i pluralnie, w skali całego organizmu. Na prośbę o pomoc i konsultację, wystosowaną przez profesora Wermanowicza, odpowiedziałem ochczoczo i pełen nadziei, aczkolwiek, wstyd przyznać, ostatecznie poniosłem sromotną porażkę. I to na obu polach; ukochany profesora, Wiecznie Żywy Włodzimierz Ilicz pozostał martwy, podobnie jak osobisty, profesorski członek. Eksperymentalna terapia serum, sporządzonym z płynu rdzeniowego królikołaka, poskutkowała jedynie sprokurowaniem nadmiernego owłosienia w okolicach profesorskiego anus sordidus. Choć na temat domniemanej wszawicy nic mi nie wiadomo.

Choć jako światły człowiek nauki, jestem w mocy zrozumieć rozgoryczenie profesora Wermanowicza, a zwłaszcza jego drogiej małżonki, pragnę przestrzec Cię, drogi przyjacielu, przed wizytą w Petersburgu. Nie znać mi planów profesora, lecz gotów jestem mniemać, iż cne one nie są. Jego małżonki jednako. Te wszakże, mógłbyś powitać z pewną dozą hedonistycznego zadowolenia…

 

Twój oddany Th.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Szanowny Panie Profesorze P.P. Wermanowicz

Dziękuję za zaproszenie do Piotrogrodu, jednak z w wyniku pewnych zaszłości nie jestem w stanie korzystać. Wynika to z mało istotnej historii związanej z GRU, dwiema cuchnącymi rybami i handlem zepsutymi pieczarkami na skalę światową. Od tego momentu nie jestem w stanie wjechać na terytorium Rosji, co jest absurdem urzędniczym, bo moja prababka była na syberyjskim zesłaniu i używała naturalnych masek do włosów z tajgowych ziół. Dziwne…

Niemniej doceniam zaproszenie zwłaszcza, że jak sprawdziłem w międzynarodowej prasie specjalistycznej, Pańska żona jest wybitą ekspertką w zwilżaniu genitaliów metodą "na Pieska". Nie wiem jednak, czy w obecnym stanie mego organizmu byłoby to właściwe, ponieważ istnieje obawa, iż metoda ta tylko mogłoby przyspieszyć przemianę.

Co do problemu wszy, to polecam świetny preparat doktora Dowszystkiego.

Pozdrawiam

Z.

 

(List do Pana T – w toku, bo praca. :))

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Szanowny Profesorze P.P. Wermanowiczu!

Z poduszczenia jaśnie oświeconego hrabiego (?!) Zalth’a von Dogenugryzena, wiedziony jakże szlachetną pobudką przybliżenia Szanownemu Panu mojej radosnej działalności farmaceutycznej, pozwalam sobie przesłać skromną ulotkę reklamową, zawierającą podstawowe informacje na temat prowadzonej przez mą korporację eksperymentalnej kuracji, wymagającej zastosowania trzech zaledwie nawzajem uzupełniających się panaceów. Otóż i one, w kolejności stosowania przystępnie pokazane:

Bromergon – przyjazny środek o smaku gorzkiego migdała. Nie upośledzający żołądka, nerek, myślenia abstrakcyjnego. Rozpłomienia zmysły (szczególnie te przez wiek i choroby stępiałe); pobudza ukrwienie, szczególnie w tych częściach ciała, które w swej biologicznej naturze mają zwyczaj krew zbierać, by dany członek usztywniać i uczynić go w ten sposób jeszcze bardziej reprezentacyjnym. Poza tym: rozjaśnia Rude Baki, słuch poprawia, włos wzmacnia, hemoroidy wygładza, stawy uelastycznia, przez co nawet najbardziej Artretyczne Monstra zamieniają się w Rącze Okazy Witalnej Sprężystości. Stosować po jednej tabletce, koniecznie przed jedzeniem. Nie nadużywać!

Dupergon – preparat w maści, o konsystencji słowiczego guano. Stosuje się przy kłopotliwych (i nader wstydliwych) niedyspozycjach związanych z szeroko rozumianym Wydalaniem. Lek ten jeszcze eksperymentalne ma cechy. Przebadany na królikach, myszach i oposach przyniósł wielce obiecujące rezultaty. Co do stosowania – zachowam stosowne milczenie, licząc na daleko posuniętą domyślność Szanownego Profesora.

Cholergon – śmiało stosować można przy wszawicy, padaczce, histerii, pląsawicy, dychawicy nerwowej, bezsenności, bólach głowy, nerwicy serca i nieodwołalnej niemocy pisarskiej. Jedna piguła po jedzonku lub – w wyjątkowych sytuacjach wśródimpezowych – po śledziowym dzwonku.

Sam Pan zatem widzi, Zacny i Mądry Profesorze, ile dobrych a pożytecznych związków w tak małych pigułkach zmieścić może ręka uzdolnionego farmaceuty. Polecam się zatem – ja i mój piękny, szalony umysł.

 

**** Literatura i próby leków bezpłatnie przesyłam – pocztą pneumatyczną lub przez specjalnie na tę okoliczność przeszkolonego Kuriera. Z wyrazami szacunku i współczucia – zawsze do usług, skromny dr Teodor Marja Dowszystky cool ****

...always look on the bright side of life ; )

Szanowny Panie Zalthcie von Dogenugryzen,

nie mogę ukryć rozgoryczenia, wynikającego z Pańskiej absencji w mym domu, rozumiem jednak przypadek, gdyż i ja z takowym spotkałem się niejednokrotnie, a nawet dotknął mnie on osobiście. Gdyby nie moja najszanowniejsza małżonka, którą jak czytam, zna Pan z licznych publikacji na temat doskonalenia technik wyliżywczych, najpewniej dokonywałbym swego żywota gdzieś na krańcach świata pod ciemną gwiazdą zachodniego imperatywu. Ostatecznie jednak mój żywot potoczył się dość szczęśliwie i mogłem osiąść na carskich włościach.

 

Niemniej jednak dołuje mnie niepomiernie fakt, iż niedawno dotarły do mnie informacje o Twoich domniemanych powiązaniach z doktorem Th., nazwiska którego w pełni nie odważę się tutaj wymienić ponownie, z uwagi na poważne niebezpieczeństwo przejmowania korespondencji przez obcą agenturę. Zdaje się jednak na Twą błyskotliwość, najdroższy przyjacielu, gdyż jak doskonale wiemy, oboje zostaliśmy pokrzywdzeni przez owego doktora. Nie wiadomo mi jakie informacje zostały Ci przez doktora przekazane, czuję się zatem w obowiązku nieco rozwiać Twoje wątpliwości odnośnie mej najskromniejszej osoby. Zgłosiłem się do doktora ze względu na problemy moje i mojej szanownej małżonki, na polu czysto prokreacyjnym. Pomimo mego ogólnego obycia z nauki medycznymi i podejrzeniami u małżonki przypadku waginy dentaty, sam nie potrafiłem poradzić sobie z problemem, poprosiłem więc doktora o fachową diagnozę, która ostatecznie okazała się mylna i przysporzyła mi, oraz mojemu pożyciu, wiele nieprzyjemności.

 

Na szczęście są jeszcze na tej jałowej ziemi łaskawi ludzie, jak np. szanowny doktor Teodor Marjanna Dowszystky (wybacz mi przyjacielu jeślim pomylił któreś z imion, wszak wciąż prześladują mnie skutki leczenia przez okrytego złą chwałą doktora Th.), który niedawno przesłał mi zbiór pewnych medykamentów w liczbie trzech, dających nadzieję, że pomimo iż nie zdołałem się uchronić przed nikczemnymi zamiarami doktora Th., to jest nadzieja na wyrwanie się grabarzowi spod łopaty, a być może nawet w końcu wypróbowanie doświadczań mej małżonki, które zdobyła podczas jej licznych ekskursji poznawczych po Europie.

 

W tym też liście chciałbym najgoręcej podziękować doktorowi T.M. Dowszystkiemu za zainteresowanie mym przypadkiem, a Ciebie najdroższy przyjacielu, prosić o męski uścisk wdzięczności oraz najserdeczniejsze pozdrowienia od mojej skromnej osoby dla wielce szanownego doktora, gdy tylko będziesz miał okazję spotkać się z nim osobiście. Zaproś go również do Petersburga, aczkolwiek nie jestem pełen nadziei, czy i tym razem któryś z Was będzie w stanie przebrnąć przez czysto biurokratyczne nieprzyjemności.

 

Pozdrawiam

P.P. Wermanowisz

 

Ps. Mam nadzieję, że i do Ciebie dotarł spis medykamentów od doktora T.M. Dowszystkiego. W razie jeśli nie, jestem pewien że będziesz wiedział, gdzie go odnaleźć. Z szacunku dla Ciebie, i w trosce o Twoje zdrowie, pragnę się podzielić pewną wskazówką odnośnie jednego panaceum od doktora, liczę jednak na zachowanie dyskrecji. Otóż Dupergon, zażywany regularnie przez 14 dni, niezwykle przysłużył mi się podczas mych wieczornych uciech z małżonką. Rzeczywiście pomógł mi w szeroko rozumianym Wydalaniu, muszę Cię jednak przestrzec, iż mój stolec po zażyciu leków, pozostawia ślady na skórze małżonki.

 

 

 

 

Verman

Szanowny Profesorze Wermanowicz!

Zaiste, szybkie niebywale są gołębie pocztowe w dzisiejszych czasach, pół kontynentu zdolne ledwie w godziny pokonać. Szybkie, acz niezbyt precyzyjne. Oto bowiem, w drodze pomyłki zapewne, wszedłem w posiadanie Pańskiej korespondencji, do jaśnie hrabiego Zaltha von Dogenugryzena adresowanej. Choć dusza dżentelmena protestowała, nim wysłałem ptaka w dalszą drogę, rzuciłem okiem na wspomnianą korespondencję, wiedziony czysto naukową ciekawością, a także częstym występowaniem mego inicjału, i to w otoczeniu niezbyt pochlebnych epitetów.

Z niejakim bólem serca przyznać muszę, iż moja skromna osoba dalece nie zasłużyła na tak ekstraordynaryjną propagandę nienawiści, jaką raczy Pan siać. Istotnie, uważam Pańską pracę naukową za stek szarlatańskich bzdur. Faktycznie, darzyłem onegdaj Pańską czcigodną małżonkę uczuciem, mylnie wziętym za poryw serca, obecnie zapomnianym. Jednakowoż – Primum non nocere. Jeśli zatem nocere, to na Boga, nieintencjonalnie. Wręcz rad jestem, iż zaproponowane przez szanownego Doktora Dowszystky'ego środki (choć stosowane przez niego metody więcej mają z medycyny ludowej i konopnego ziołolecznictwa, niźli nowoczesnej nauki) wykazały się pewną, zapewne krótkotrwałą, skutecznością.

Jednakowoż, mimo iż ewidentnie źle Panu nie życzę, powstała sytuacja nie może zostać zignorowana. Jak mawia mój masażysta – pałka się przegła. Zatem, choć światły rozum naukowca skłania się ku pokojowym rozwiązaniom, porywcze serce pełne szkacheckiej krwi żąda staromodnej satysfakcji.

Wyzywam przeto Pana, Profesorze Wermanowicz, na uświęcony tradycją pojedynek, przy użyciu pistoletów, szabel, lancetów, stetoskopów, tudzież pojemników na próbki stolca – zajedno mi, gdyż wszystkimi powyższymi władam ze stosowną biegłoścìą. Miejsce – Hyde park, wątek pojedynki. Tuszę, iż sławetna odwaga waszmości nie pozwoli Panu na ukrycie się na petersburskim łonie cnej małżonki.

 

Z poważaniem

Doktor Alfons Szuwarez Thargonstein

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Szanowni Panowie,

Doktor Alfons Szuwarez Thargonstein

Profesor P.P. Wermanowicz

W zaistniałych okolicznościach nie pozostaje mi nic innego, jak zostać sekundantem w tym sporze.

Ja wspomniał Sz.P Thargonstein, zapraszam na neutralny grunt w celu ustalenia warunków pojedynku.

 

Z.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Fajny drabelek i szczerze współczuje przeżyć traumatycznych, aczkolwiek nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że tekst oryginalny znalazł się niejako w cieniu dyskusji szanownych profesorów na jego temat zresztą, co oczywiście nie przeszkadza bo i dyskusja na wysokim poziomie (wiadomo, z góry lepiej widać).

Hehe, racja. Doktory swą dyskusją zeszmaciły te moje 100 słów w spektakularny sposób. :D

Dzięki za wizytę!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Być może ta dyskusja sprowadzi więcej czytelników. A o to przecież chodzi, prawda? :D

Przyjemny drabelek, ale oby jak najmniej takich bolesnych natchnień.

Niby tak! Bójki zawsze przyciągają gapiów. :D

Dziękuję za miły komentarz. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka