- Opowiadanie: Zigi - Metalowy Król

Metalowy Król

Krótkie opowiadanie sc-fi stworzone na potrzeby małego wyzwania literackiego.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Metalowy Król

 

Iva skoczyła z balkonu, wybijając się z całej siły od balustrady. Jej szczupłe, lekkie ciało pozwalało na długi i wysoki lot, aż w końcu miękkie lądowanie na dachu bocznego budynku. Zza jej pleców usłyszała obelgi i strzały, huk sieci wystrzelonej z działa.

Iva przeturlała się na bok, żelazne kule uderzyły o dach z głośnym łoskotem, a sieć splątała się ze sobą. Iva spojrzała na sześciu mężczyzn stojących na balkonie. Każdy ubrany w czarny garnitur, w dłoniach trzymali broń i celowali. Przełknęła ślinę, zacisnęła w dłoni pendrive'a i ruszyła do ucieczki. Jej uszu doszedł strzał, nie poczuła bólu ramienia, ale wiedziała, że została trafiona. Świadczyła o tym ciepła, spływająca po ręce krew.

– Nie zabijaj jej idioto! – wrzasnął jeden z mężczyzn. – Metalowy Król chce ją żywą!

– Postrzelił ją "rdzawym" – powiedział mu inny. Metalowy mężczyzna spojrzał na strzelca wściekle, wyrwał mu broń i strzelił w głowę.

– Ty metalowy idioto… – powiedział ostro, patrząc na martwego, a później zwrócił się do pozostałych. – Dorwać ją! I przyprowadzić żywą albo pozbędę się was wszystkich!

Iva zatoczyła się na bok, unikając gumowych kul, skoczyła w stronę otwartych drzwi i zaczęła zbiegać na dół. Nie ścigali jej, zajęłoby im to zbyt długo, a zwykli Metalowi ludzie nie skoczyliby z balkonu na taką odległość. Na jakiś czas będzie bezpieczna, ale wolała nie zwlekać za długo. Pozwoliła sobie zatrzymać się dopiero kilka pięter niżej. Spojrzała na ranę.

– Pięknie – syknęła, patrząc na krew spływającą po jej ręce. Dotknęła rany i syknęła z bólu. Czuła pieczenie i rwanie z każdą chwilą się potęgujące. Z rany w końcu wypłynęła błękitna ciecz, Iva zaklęła i zamknęła oczy. Kula powoli wychodziła z ciała, jednak rana się nie leczyła, dziura nie prędko się zagoi i zniknie. Inne rany, pęknięcia czy złamania, nawet przecięcia leczyły się w ciągu kilku do kilkunastu minut. Iva nie wiedziała, dlaczego z postrzałami było inaczej.

W końcu pocisk spadł na podłogę, przeturlał się na bok i zniknął na schodach. Iva zaklęła w duchu i zamknęła oczy.

– Szlag – szepnęła, opierając się o ścianę. Kula miała kolor rdzy, a to znaczyło tylko jedno. Śmierć. Długą, bolesną śmierć. Jeśli nie wyleczy rany, zginie. Wiedziała to, ale wolała o tym nie myśleć. Teraz musiała skupić się na czymś zupełnie innym. Miała jeszcze czas.

Iva wstała, spojrzała na pendrive'a i zmusiła się do uśmiechu. Wysiłek w końcu się opłacił, nareszcie będzie mogła normalnie żyć. Oczywiście, jeśli zdobyte dane to te, które planowała ukraść. Wolała nie myśleć, co by się stało, gdyby się pomyliła.

Powoli zeszła schodami na dół. Trzydzieści cztery piętra to nie dużo w porównaniu z trzystupiętrowcem, z którego właśnie uciekała, jednak teraz czuła ogarniające ją zmęczenie. W końcu znalazła się na parterze, mężczyzna ze stalową twarzą podszedł do niej szybko.

– Witamy w…

– Zamknij się, cholera – warknęła, a mężczyzna natychmiast umilkł. Iva spojrzała na niego oceniająco. Był wysoki, ubrany w biały garnitur, jego metalowe ręce przykryte były rękawiczkami i nie widziała znaku klasy, do której należał. Oceniała go na S, przynajmniej. Metalowi ludzi byli największym osiągnięciem ludzkości w ciągu ostatniego stulecia i szybko zdominowali świat jako słudzy, którzy nie zadają pytań. Wielkie korporacje, takie jak Vris, wolały jednak tworzyć z nich armię. – Chodź ze mną – dodała. – Może się w końcu na coś przydacie.

– Oczywiście, pani…

– Jestem Iva. Potrzebuję nowych ubrań.

– Oczywiście, pani. Proszę za mną.

Metalowy człowiek zaprowadził ją do dużego pokoju pełnego ubrań. Iva przechodząc korytarzem pochylała głowę, by uniknąć ciekawskich spojrzeń i wzroku tych, którzy jej szukali. Chociaż nie sądziła, że ruszyli za nią aż tutaj. Metalowi ludzie klasy Z byli ścigającymi ją żołnierzami, potrafili dobrze walczyć wręcz, posługiwać się bronią, ale byli dość głupi. Kiedy ich cel znikał lub nawiał, nie ścigali go, używali do tego Metalowych ludzi klasy P, którzy zajmowali się pościgiem.

Iva schowała pendrive'a do kieszeni spodni, ściągnęła kurtkę i koszulę, rozbierając się do naga od pasa w górę. S przyglądał się jej i gdyby był istotą żyjącą, spoliczkowałaby go. Nigdy nie lubiła, kiedy ktoś patrzył na jej nieosłonięte niczym ciało. Jednak uderzenie metalowego człowieka w twarz zwykle skutkowała bólem dłoni, czasami nawet połamaniem palców. Jej wystarczył na dzisiaj postrzał. Zdezynfekowała ranę, zabandażowała ramię i ubrała bordową szatę pasującą jej do oczu. Odetchnęła.

– Jesteś klasy S, prawda? – zapytała, bardziej by przerwać ciszę, niż się upewnić.

– Nie, pani. SM.

– Sługa… i mag. – Popatrzyła na niego ciekawie. Nie często zdarzało się spotkać metalowego człowieka z dwoma klasami. – Komu służysz?

– Moja praca polega na…

– Wiem, na czym polega wasza praca, SM. Pytałam, komu służysz.

– Zostałem tutaj sprowadzony miesiąc temu i przydzielony do innych członków klasy S, jako pracownik.

– Czy to znaczy, że nie masz Pana?

– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

– Czyli nie. Gdzie twój były Pan?

– Nie jestem pewny.

Iva westchnęła. Metalowy człowiek bez Pana… Nie często wpadała na taką okazję, ale musiała przyznać, że ostatnimi czasy jest to dość częste. Bogatsi panowie kupowali Metalowych, wykorzystywali ich, a później porzucali, a ci przychodzili gdziekolwiek, gdzie mogli być przydatni.

Nie mogła też pozbyć się wrażenia, że już go gdzieś widziała. Intuicyjnie mu ufała, nie wiedząc, dlaczego.

– Mógłbyś być mój – zaproponowała. – Z pewnością służący nie ma tutaj wiele do roboty, co?

– To moja praca, pani – odparł.

– Praca czy nie, ja mam dla ciebie lepszą propozycję. Pracuj dla mnie, ochraniaj mnie.

Metalowy człowiek przez chwilę myślał, chociaż Iva nigdy nie uważała, że są do tego zdolni. O ile przetwarzanie danych w ich "mózgu", którym jest metalowa kula u podstawy czaszki, można było nazwać myśleniem, to tak, potrafili myśleć. Niektórzy byli tworzeni w tym właśnie celu.

SM otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak przerwał mu odgłos kroków, dochodzący z korytarza. Iva spojrzała w tamtą stronę, a jej ciało przeszło zmianę. Włosy się skróciły, zaraz zniknęły całkowicie, skóra stała się srebrna i twarda niczym metal, a jej wzrost wyrównał się do wzrostu SM. Zmianie ciała zawsze towarzyszyło nieprzyjemne uczucie mdłości w żołądku i zawroty głowy. Zachwiała się, ale zaraz zmusiła, by utrzymać równowagę. Pospiesznie założyła na dłonie rękawiczki, by ukryć brak znaku Klasy. SM spojrzał na nią niepewnie. Teraz byli niemal identyczni.

Przez drzwi przeszedł mężczyzna, Iva wiedziała, że był Metalowym klasy Z, ponieważ mimo tego, że wyglądał jak zwykły człowiek, jego oczy były puste. Świadczył o tym też karabin, który trzymał w dłoniach. Zdziwiło ją, że się pojawili, zwykle wykorzystywali klasę P do poszukiwań.

– S! – krzyknął, patrząc na SM. – Widziałeś kobietę z raną na ramieniu?

Iva zaklęła w duchu, Metalowi klasy S posiadali wiele zalet i jedną, wielką wadę. Nie mogli kłamać. Nie mogli też zdradzić swoich Panów, jednak SM nie złożył jej jeszcze przysięgi. Iva szybko postąpiła krok do przodu i postanowiła przejąć kontrolę, ale nie zdążyła.

– Tak, panie – powiedział SM, patrząc prosto na Metalowego.

– Była tutaj – szepnął, wchodząc szybko do środka i rozglądając się na boki. – Gdzie jest teraz?

Tym razem Iva nie dała SM szansy.

– Nie wiemy, panie. Weszła i wyszła.

Metalowy spojrzał na nią, jakby nie był przekonany.

– Jesteś pewna, że się tutaj nie ukrywa?

– Tak, panie. Jestem pewna, że jej tutaj nie ma. Odeszła jakiś czas temu.

– A ty? – spytał, patrząc na SM. Iva przeklęła w duchu i rozejrzała się za bronią. Jeśli SM ją zdradzi, będzie musiała…

– Potwierdzam słowa kobiety klasy S, panie – powiedział nagle SM, a Iva poczuła, jakby ciężki kamień spadł jej z serca. – Ranna kobieta była tutaj, ale już jej nie ma.

Mężczyzna pokręcił głową, warknął pod nosem coś niezrozumiałego i wyszedł, trzaskając drzwiami.

– Skłamałeś – powiedziała po chwili.

– Nie, pani – odparł. – Ranna kobieta była tutaj, w tej chwili jednak stoi obok mnie Metalowa. Bez widocznej rany na ramieniu.

Iva odetchnęła z ulgą, jednak niepokoiła ją ta sytuacja. Oni już tu są, pomyślała. Idą po mnie. Po moich braci. Muszę ich powstrzymać.

I wiedziała jak. Pendrive w jej kieszeni był kluczem. Jej bracia i siostry, Klasa Zmiennych w końcu zostanie ocalona, wyrwą się z uścisku Metalowych i ich życie wróci na stary tor. Ten plan, choć ryzykowny, miał szansę powodzenia, a ludzie w końcu zobaczą, że Zmienni, tacy jak ona, nie są zagrożeniem, które trzeba wyeliminować. Zobaczą, że są pełni dobroci i potrafią żyć w pokoju. Nikogo nie krzywdząc.

– Co teraz, moja Pani? – spytał SM.

Spojrzała na niego, zmuszając się do uśmiechu. SM jeszcze tego nie wiedział, ale okazał się jej ratunkiem, narzędziem… Nie, nie narzędziem, już dawno przestała tak o nich myśleć. SM w tej chwili był jej jedynym przyjacielem. I jedyną osobą, dzięki której może rozwiązać to bez dalszego rozlewu krwi i uciekania.

– Teraz – zaczęła powoli, planując kolejne kroki – musimy dostać się do głównego budynku. Na setne piętro.

– Oczywiście, pani. Jednak proszę się przeobrazić, jako Metalowa nie jesteś wiarygodna.

Iva zdziwiła się, ale posłuchała. Ponownie dokonała Zmiany, jej ciało przybrało kredowy kolor, włosy odrosły, jako złote loki sięgające ramion, stała się też wyższa. Przybrał postać arystokratki, kobiety, która wygląda na ważną, w rzeczywistości taką nie będąc. Dlatego właśnie ludzie obawiali się Klasy Zmiennych. Ich obecność doprowadzała do paranoi, strachu, lęku i niepewności. Bo jak mogli sprawdzić, czy ich partner biznesowy, szef wielkiej korporacji czy chociażby Metalowy Król lub najbliższy ukochany nie jest Zmiennym? Iva czuła, że ludzie mieli powód, by ich wybić – kierował nimi strach. Jednak nie mogło to dalej trwać. Ceniła swoje życie i nie chciała się z nim rozstać. Kochała też swoją rodzinę i nie chciała żyć w strachu, że kiedyś wróci do domu, a oni będą martwi.

Czas to zatrzymać, pomyślała zdecydowana. I wiedziała, jak to zrobić.

* * *

Główny budynek nie był największym, jednak najbardziej strzeżonym. Z stali wszędzie, ośmiu pilnowało wejścia, po sześciu przy każdej z dwunastu wind i wielu rozproszonych. Iva wiedziała, że sama nie dałaby rady. Jej plan z początku zakładał zmianę w jednego z Z i przedarcie się na setne piętro, zanim się zorientują.

Z początku. Teraz był z nią SM, który jako Metalowy Mag posiadał przepustkę do wielu miejsc. Nawet głównego budynku. Strażnicy przy windzie przepuścili ich, droga na górę mijała im długo, w milczeniu. Iva wracała wspomnieniami, dziesięć lat wstecz, kiedy Zmieni nie byli prześladowani, zabijani, aż w końcu unicestwiani. Totalna eksterminacja sprawiła, że w całym myardzie zostało ich niewielu. Z tysięcy tysięcy tylko nieliczni się ostali. Iva pamiętała jak żołnierze wchodzili do domów, gwałcili, torturowali, aż w końcu zabijali.

Została jedną z ostatnich Zmiennych, walczyła o to, by powrócili. Walczyła o to, by stało się to możliwe, inaczej nie sądziła, że przeżyją jeszcze rok. Kiedyś byli ważni, piękni i pożądani, ludzie ich szanowali i kochali. Zmienni byli pomocni, panował ład i spokój. Później wszystko się zmieniło. Stali się problemem, który trzeba zlikwidować. A na setnym piętrze tego budynku, dzięki pendrive'owi, którego skradła pół godziny temu, mogła zmienić system. Mogła usunąć z kul myśli Klasycznych Z program, który nakazywał zniszczenie Zmiennych. Mogła odmienić wszystko. Tylko musiała się spieszyć, żeby Metalowy Król nie zmobilizował wojska i nie doprowadził do zagłady z miasta ze zwykłego strachu.

Ale Iva przecież nie chciała jego śmierci. Nie chciała śmierci nikogo. Chciała tylko zmian. Jednak Metalowy Król zabiłby wszystkich nawet przez najmniejsze podejrzenie zdrady. Tak jak Zmiennych. Iva oparła dłoń o czoło i westchnęła. Nie chciała o tym myśleć. Pragnęła tylko spokoju.

Drzwi windy w końcu się otworzyły, ukazując korytarz, a w nim dziesięciu Metalowych. Iva zacisnęła dłonie, uniosła głowę, wrogowie przyglądali się im, sięgając po pistolety i karabiny.

– SM – szepnęła cicho – zajmij się nimi. Byle szybko.

– Tak, pani.

I w następnej chwili SM, Sługa-Mag, pokazał, na co go stać. Ruszył do przodu, uniósł dłonie, a w nich pojawiły się kule energii. Pierwszego trafił w głowę, zanim zdążył zareagować, drugi zdezorientowany stracił obie ręce. Ósemka dobyła broni, seria pocisków poszybowała w stronę SM, ale każdy wybuchł w powietrzu niczym granat. W powietrze uniosła się chmara dymu, SM wyłonił się wprost przed żołnierzami. Iva słyszała krzyki, wrzaski i strzały, a później nastała cisza.

A dym opadł, ukazując jej sługę wśród ciał wrogów.

– Dobrze się spisałeś – powiedziała, dotykając rannego ramienia i zaciskając zęby. Muszę się spieszyć, pomyślała, patrząc na swoją dłoń, która przyjmowała swój pierwotny, szkaradny wygląd. Pamiątka po wydarzeniach sprzed dziesięciu lat, która całe życie miała jej przypominać o cierpieniu i męce, jaką przeżyła. Ona i jej ukochani. Jej prawdziwe ciało.

– Tędy, pani – powiedział SM, wskazując na drzwi. – To miejsce, do którego zmierzamy.

– Tak – odparła, idąc za nim. – Wejdźmy.

Pomieszczenie było wielkie i niemal puste. Tylko jedną ścianę ogarniały wielkie komputery i sprzęty. Na środku stał okrągły stół, siedem krzeseł, a zza okna widać było całą panoramę miasta. Żaden wieżowiec z zachodniej strony nie miął więcej niż sześćdziesiąt pięter.

Słońce zniknęło, rzucając ostatnie szkarłatne promienie, pozostawiając po sobie cień.

Iva podeszła do komputerów, włączyła i podpięła pendrive'a, usiadła na fotelu. Zakręciła się w koło i uśmiechnęła.

– Pilnuj drzwi, SM. Nie chciałabym nieproszonych gości.

SM posłusznie wyszedł i czekał na straży. Iva spojrzała na swoje dłonie i pozwoliła na ostatnią przemianę. Jej piękne, smukłe białe dłonie zniknęły, zastąpione przez szkaradne, poparzone z szarpanymi bliznami. Pozwoliła, by zmiana przeszła przez jej całe ciało prócz twarzy. Ta odbijała się w wielkim monitorze, a już nigdy wolała na nią nie patrzeć. Nie wiedziała jednak, czy starczy jej sił, by utrzymać własną moc w ryzach.

Rdzawy pocisk ranił jej ramię, zakażenie dotarło do krwi i ogarnęło ciało, za mniej niż godzinę będzie się przemieniać kilka razy na sekundę, co spowoduje wyczerpanie, a następnie śmierć. Musiała byś szybka. Uderzała w klawiaturę, w kilkanaście minut ominęła zabezpieczenia systemu, złamała zaporę i znalazła się w punkcie, w którym nie wiedziała, co dalej. Przeczesała ręką włosy, westchnęła i poszukała pliku, który musiała wprowadzić. Znalazła go, wprowadziła, pół godziny zajęło jej wpisanie zmian, dostosowanie kul wspomnień i cofnięcie zmian wprowadzonych przez Metalowego Króla. Czuła się coraz słabsza. Na szczęście pozostało tylko jedno.

Zatwierdzić.

– Nie rób tego – usłyszała głos, ręka jej drgnęła i nie nacisnęła. Powoli odwróciła się w stronę drzwi i ujrzał go. Nie tak sobie wyobrażała spotkanie z tym człowiekiem. Był szczupły, jego twarz była biała, ręce gładkie. Oczy miał srebrne i błyszczące, piękne. Idealny metalowy człowiek. Iva powstrzymała westchnięcie. Rozpoznała go od razu.

– Metalowy Król – powiedziała.

– Iva Zmienna, ostatnia z Pierwszej rodziny. To zaszczyt cię spotkać, jednak nie w takich okolicznościach.

Iva wstała, czując wściekłość. Przyłożyła palec do klawisza, Metalowy Król zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, a dźwięk jego kroków odbijał się echem od ścian.

– Jeśli naciśniesz ten przycisk – zaczął powoli – zniszczysz porządek, który stworzyliśmy z takim trudem.

– Trudem?! – krzyknęła. – Na Twój rozkaz żołnierze zabijali Zmiennych! Moich braci! Wybiliście nas jak szczury!

Metalowy Król zatrzymał się, uderzył dwa razy stopą o podłogę i spojrzał na nią.

– Zabijaliśmy Zmiennych? – zapytał. Jego głos był cichy i spokojny, miękki ale stanowczy, władczy. – To prawda, ale zostaliśmy do tego zmuszeni. To Zmienni doprowadzili do buntu, to przez nich miasto upadło, a władcy zginęli. Jednego dnia. Jednego wieczora, Zmienni zmienili cały znany nam świat w piekło.

– O czym ty mówisz?

– Myślisz, że jesteś pierwszą Zmienną, która dostała się do komputerów? Przed tobą, dziesięć lat temu, byli inni. Próbowali wtedy przeprogramować metalowych, by zabijały ludzi. Zmienni, przez swoją umiejętność zapragnęli władzy, wystarczyło tylko w pełni wykorzysta jej potencjał. Pragnęli Władzy, po którą ja, Metalowy Król, Władca Klas, nie pozwoliłem im sięgnąć.

– To nie prawda! – wrzasnęła Iva, a jej ciało przeszło kolejną zmianę. Włosy przybrały odcień mocnej czerwieni, skóra stałą się krwawą stalą, a oczy płonęły wściekłością. Zamrugała kilkukrotnie, odpychając mroczki, które pojawiły się przed jej oczami. Wiedziała, że nie ma już wiele czasu. – Kłamiesz! Nie uwierzę w ani jedno twoje słowo! To Metalowi rozpoczęli rzeź! Byliśmy niewinni!

Nie mogła uwierzyć. Nie potrafiła. Jeśli Metalowy Król mówił prawdę, wszystko, o co walczyła, było kłamstwem. Jednym wielkim kłamstwem!

– To Zmienni zmienili żołnierzy w zabójcze dla siebie bestie. Był to błąd programu, który nieumyślnie spowodowali. Zamiast zmienić program, by metalowi zabijali ludzi, zabijali ich. To jest prawda, Ivo, Ostatnia z Pierwszych. Żałuję wszystkich okrucieństw, które nastąpiły, każdego dnia z tych dziesięciu lat, jednak nie miałem wyboru. Pozwoliłem im… zabić was, by wszyscy inni żyli.

Iva poczuła złość, palec, który unosiła nad klawiszem zadrżał.

– SM! – krzyknęła. Metalowy wszedł do pokoju, spojrzał na Króla i na nią.

– SM – szepnął król – potwierdź moje słowa. Jesteś ze mną od początku, mój stary sługo. Powiedz jej, dlaczego zwolniłem cię ze służby.

SM spojrzał na Ive.

– Mój pan zwolnił mnie, bym nie zabijał. Kiedy Zmienni zmienili system, stałem się niepotrzebny, jako strażnik. Miałem dopilnować…

Król uniósł dłoń, uciszając go.

– Rozkazałem mu, by pilnował Pierwszej Rodziny. Ty, jako Ostatnia z nich, jesteś najważniejszą Zmienną w tym mieście. Jesteś pełna dobra, nie pozwolisz, żeby Zmienni ponownie stali się tacy, jak kiedyś. Nie doprowadzisz do wydarzeń sprzed dziesięciu lat. Narodzą się nowi Zmienni, a ty staniesz się… Królową.

Iva zawahała się. Wpatrywała się w Metalowego Króla, niezdolna wydobyć z siebie słowa. Ostatnia z Pierwszych… jej rodzina… W głowie pojawiły się wspomnienia pożaru, śmierć krzyki i płacz. Zacisnęła oczy i pokręciła głową. Nie, pomyślała, to niemożliwe. To kłamstwo. Każde słowo to kłamstwo.

– SM – szepnęła w końcu. – Czy wykonasz każdy mój rozkaz?

– Tak.

– Bez wyjątku?

– Tak.

– W takim razie… zabij Metalowego Króla.

– Nie – odpowiedział.

Iva spojrzała na niego zdziwiona.

– Powiedziałeś, że…

– Nie zabiję swojego Pana. Jesteś moją Panią, a on moim Panem. Służę wam obojgu.

– Słyszałaś, SM jest mój. I twój. Spójrz przez okno. To moje miasto i mój świat. Może należeć również do ciebie. I twoich braci, jeśli tylko się zdecydujesz. Jednak nie możesz nacisnąć przycisku.

Śmierć niewielu za cenę przyszłości, pomyślała. Jej rodzina nie żyła, pamiętała to. Jej matka, Pierwsza Zmienna, ojciec, Drugi Zmienny i rodzeństwo. Wszyscy byli martwi, zginęli tamtego dnia, dziesięć lat temu, w pożarze. Nie chciała pamiętać, zapomniała. Poczuła żal i złość na siebie. Zrozumiała, że nigdy ich nie opłakała. Jednak jej przyjaciele żyli, a jeśli nie naciśnie przycisku, każdy, kogo zna obecnie umrze. Ale czy miała, do czego wracać? Jej rodzina nie żyła, pozostali mieli umrzeć. Czy miała, o co walczyć? Mogła to powstrzymać. Czy sens nadal istnieje czy pozostało jej tylko stare marzenie? Wspomnienia mieszały się jej z rzeczywistością. Słowa Metalowego Króla były niczym rdzawa trucizna, która krążyła w jej żyłach – niszczyły ją z każdą sekundą. Gdyby znalazła nowy cel, mogłaby żyć. Musiała tylko…

– Skąd mogę wiedzieć, że nie kłamiesz?

– Zaufanie prowadzi do prawdy, Ivo. Zaufaj mi, a wrócą lata świetności, Zmienni powrócą. Z naszą pomocą. Zaczniemy wszystko od nowa.

– To niemożliwe – szepnęła. – Nie pozwolisz na to. Będziesz się ich bał, jak bałeś się dziesięć lat temu.

Metalowy Król podszedł do niej.

– Jeśli naciśniesz ten przycisk, ocalisz swoich żyjących braci. Nie ma ich wielu, ale będą żyć. Jeśli tego nie zrobisz, zginą, zniknie też zły gen. Umrą, to prawda, ale to niewielka cena w porównaniu z wizją przyszłości. Zrozum to Ivo, zrozum, że to poświęcenie jest potrzebne dla dobra całego świata. Dla was, Zmiennych. I dla nas, Metalowych. I dla zwykłych ludzi. Możemy żyć razem, tylko musimy to udowodnić. – Ujął jej twarz w dłonie. Były zimne. Iva nadal unosiła palec nad przyciskiem. – Ty i ja. Razem, na wieczność. Dla moich i twoich ludzi. Dla naszych ludzi, którzy będą żyć razem, w pokoju, nie nienawiści. Dla pięknej przyszłości.

– Nie wierzę ci – szepnęła.

– Nie musisz. Tylko zaufaj, a obiecuję, że naprawimy ten świat. Nie naciskaj przycisku. Błagam.

Iva spojrzała na przycisk, przyłożyła do niego palec, a Metalowy Król uśmiechnął się przebiegle, patrząc jej w oczy. Nagle zdecydowała. Cofnęła dłoń.

W imię przyszłości, pomyślała w rozpaczy. Monitor zgasł, a Metalowy Król objął ją ramieniem.

– Powinnaś była nacisnąć, moja Pani – powiedział nagle SM, a Ive ogarnął strach, a po nim wszechmogąca ciemność, niespodziewanie odcinająca ją od świata. Krzyknęła, machała dłońmi, ale w następnej otrzymała silne uderzenie w tył głowy.

Później nie było już nic.

Koniec

Komentarze

Choć opowiadanie jest w jakiś sposób skończone, nie mogę oprzeć się wrażeniu że to tylko fragment. Opowiedziałeś pewną historię o sięganiu po władzę/ chęci naprawienia świata, ledwo szkicując tło i postaci, i niewiele tego świata pokazując.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

 

Zza jej ple­ców usły­sza­ła obe­lgi i strza­ły… –> Zza swoich ple­ców usły­sza­ła obe­lgi i strza­ły

 

że­la­zne kule ude­rzy­ły o dach z gło­śnym ło­sko­tem… –> …że­la­zne kule ude­rzy­ły o dach z ło­sko­tem

Masło maślane. Łoskot jest głośny z definicji.

 

sieć splą­ta­ła się ze sobą. –> Wystarczy: …sieć splą­ta­ła się.

 

dziu­ra nie pręd­ko się zagoi i znik­nie. –> …dziu­ra niepręd­ko się zagoi i znik­nie.

 

Trzy­dzie­ści czte­ry pię­tra to nie dużo… –> Trzy­dzie­ści czte­ry pię­tra to niedużo

 

za­ban­da­żo­wa­ła ramię i ubra­ła bor­do­wą szatę pa­su­ją­cą jej do oczu. –> W co ubrała szatę?

Odzieży, w tym szat, nie ubiera się! Szatę można włożyć, założyć, przywdziać, ubrać się w nią, wystroić się, ale nie można jej ubierać!

 

– Czy to zna­czy, że nie masz Pana? –> Dlaczego wielka litera?

 

Nie czę­sto wpa­da­ła na taką oka­zję, ale mu­sia­ła przy­znać, że ostat­ni­mi czasy jest to dość czę­ste. –> Nieczęsto

Mam wrażenie, że zdanie jest trochę bez sensu.

 

by ukryć brak znaku Klasy. –> Dlaczego wielka litera?

 

Ce­ni­ła swoje życie i nie chcia­ła się z nim roz­stać. Ko­cha­ła też swoją ro­dzi­nę i nie chcia­ła żyć w… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Z ty­się­cy ty­się­cy tylko nie­licz­ni się osta­li. –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

i nie do­pro­wa­dził do za­gła­dy z mia­sta ze zwy­kłe­go stra­chu. –> Literówka.

 

W po­wie­trze unio­sła się chma­ra dymu… –> Pewnie miało być: W po­wie­trze unio­sła się chmura dymu

 

Tylko jedną ścia­nę ogar­nia­ły wiel­kie kom­pu­te­ry i sprzę­ty. –> W jaki sposób komputery i sprzęty mogą ogarniać ścianę?

 

zza okna widać było całą pa­no­ra­mę mia­sta. –> …za oknem widać było całą pa­no­ra­mę mia­sta.

Będąc w pomieszczeniu, widzimy to, co za oknem.

 

Żaden wie­żo­wiec z za­chod­niej stro­ny nie miął wię­cej niż sześć­dzie­siąt pię­ter. –> Czy to literówka, czy może wieżowce z innych stron gniotły więcej pięter? ;-)

 

Za­krę­ci­ła się w koło i uśmiech­nę­ła. –> Za­krę­ci­ła się wkoło i uśmiech­nę­ła.

 

Mu­sia­ła byś szyb­ka. –> Literówka.

 

– Na Twój roz­kaz żoł­nie­rze za­bi­ja­li Zmien­nych! –> – Na twój roz­kaz żoł­nie­rze za­bi­ja­li Zmien­nych!

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

wy­star­czy­ło tylko w pełni wy­ko­rzy­sta jej po­ten­cjał. –> Literówka.

 

Pra­gnę­li Wła­dzy, po którą ja… –> Dlaczego wielka litera?

 

– To nie praw­da! – wrza­snę­ła Iva… –> – To niepraw­da! – wrza­snę­ła Iva

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za opinie, Reg. Nigdy nie byłem dobry w pisaniu krótkich tekstów, a wyzwanie miało ograniczoną ilość stron, dlatego nie udało mi się zmieścić więcej informacji(zwyczajnie nie potrafię tego zrobić w 20k znaków). Dlatego pewnie wyszło jak wyszło i opowiadanie przypomina fragment. Zwykle piszę teksty z myślą o ich kontynuacji, tutaj też to chyba intuicyjnie zrobiłem.

Wykonanie poprawię.

Domyślam się, że wspomnianym wyzwaniem literackim był konkurs. Tylko że publikując opowiadanie tutaj, nie musiałeś liczyć się z żadnym limitem. Mogłeś je dowolnie wydłużyć i Metalowy Król pewnie zyskałby na tym zabiegu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Nie przekonało mnie.

Prawdopodobnie tekstowi pomogłoby wydłużenie; rozbudowanie postaci bohaterki, przywiązanie czytelnika do niej… A na razie najpierw dowiadujemy się, że coś ukradła, a dopiero potem, że chciała ratować sobie podobnych. Nie kibicowałam jej.

Z wykonaniem nie jest dobrze – sporo literówek, problemy z pisownią (roz)łączną…

ubrała bordową szatę pasującą jej do oczu.

Ubrań się nie ubiera.

Babska logika rządzi!

Troszkę dużo powtórzeń, ale sam koncept broni się – oczywiście żaden ze mnie koneser, ale nacieszyłem się konstrukcją świata i zdolnością autora do opowiedzenia ciekawej historii przy niedługim przecież tekście. Co prawda faktycznie szkoda, że nie pozwoliłeś wątkom się rozwinąć, ale konkursy już takie bezlitosne są. 

Ogólnie mi się podoba, zaciekawiło mnie to jakoś od początku, ale przyczepić też się jest do czego. Najpierw piszesz, że postrzał “rdzawym” pociskiem oznacza jedno – śmierć, po czym od razu dowiadujemy się o tym, że wcale nie, bo jeśli wyleczy się ranę, to przeżyje. I na dokładkę, w kolejnym zdaniu, bohaterka planuje już swoje dalsze, normalne życie – pod warunkiem zdobycia właściwych danych. Więc o śmiertelnej ranie już zapomniała? Z początku było też dużo przekleństw, nie mówię, że to źle, po prostu ja nie przepadam. Bywały też akapity, w których są 3 nowe informacje, o klasie metalowych, o jakichś korporacjach i jeszcze o czymś, a co za tym idzie, dobrze by było ten tekst rozbudować, żeby nie musieć rzucać tak suchymi faktami po sobie. Ogólnie na plus ;-)

Verman

Hej :)

 

Wątpliwości co do tekstu mam sporo; sposób prowadzenia narracji, dialogi i kreacje bohaterów(naiwność Ivy)… Ale skupię się na zakończeniu, które mogło podciągnąć poziom opowiadania i zmienić odbiór całości.

 

Fabularnie doprowadziłaś do momentu, kiedy czytelnik został postawiony w sytuacji białe albo czarne – nacisnąć guzik albo nie. Warunki są jasne, więc tym co zostawia pole do popisu i może wywołać wrażenie na czytelniku , to konsekwencja wyboru. I tutaj niestety rozwiązanie nie zaskakuje. Jest liniowe w stosunku do sytuacji czarny-biały – Król kłamie albo mówi prawdę. W tym wypadku kłamał. Nie ma w tym nic zaskakującego. Mógł. Bohaterka była tego świadoma, wiec czytelnik też…

 

O wiele lepiej byłoby, gdyby tekst poszedł w kierunku trzecim – nieprzewidywalnym i przewrotnym, takie zakończenia są najatrakcyjniejsze :)

 

Jeszcze jedna uwaga. Skoro nie zależało Królowi na życiu Ivy i niezależnie od tego, jakiego wyboru dokonałaby, jej los był przesądzony, to po co ta szopka, po co chciał ją żywą?

Jeżeli to jedynie gra dla gry, przejaw  sadystycznych skłonności władzy absolutnej, to zakończenie spada jeszcze półkę niżej…

 

Moim zdaniem, gdybyś nieco bardziej popracował nad zakończeniem, przemyślał i opisał lepiej relacje postaci i świat przedstawiony, to z istniejącym tempem akcji opowiadanie robiłoby większe wrażenie :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Właściwie podpiszę się pod opisem Blacktoma. Uniwersum wydaje się ciekawe, ale sztampowo prowadzona fabuła nie dała mu rozwinąć skrzydeł.

Technicznie nie jest najlepiej. Powtórzenia to prawdziwa zmora tego tekstu – na początku ciągle tylko Iva, Iva i Iva. Parę razy mogłeś użyć dalej podmiotu domyślnego (parę razy nie), gdzie indziej zaś zacząć stosować inne określenie na bohaterkę.

Podsumowując: ciekawy zalążek uniwersum, ale nie dane mu było się rozwinąć. Brak więc fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka