- Opowiadanie: RogerRedeye - Całkowita automatyzacja

Całkowita automatyzacja

Kiedyś zastanowiłem się głęboko, do czego prowadzi automatyzacja. Niewątpliwie usprawnia proces produkcji i czyni go tańszym, ale czy tylko? Co stanie się, gdy automatyzacja obejmie i inne sfery, całkiem nietypowe?

Poniżej efekt tych przemyśleń.

Miniaturę dwa lata temu opublikował “Szortal”, a potem ukazała się w “Szortalu na Wynos”.

Ilustracja tymczasowa, jeżeli znajdę lepszą, zmienię istniejącą.

Spokojnej lektury o skutkach procesu automatyzowania nie tylko produkcji. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Całkowita automatyzacja

 

– Moja stara pieprzy się na okrągło! – Postać, zmierzająca do wyniosłej bramy, wyraźnie się zatoczyła. – Dlatego właśnie chlam wódę. Tylko gorzałkę trunkuję, bo piwskiem gardzę.

Kilkoro oczekujących odwróciło się w stronę przybysza. Stali w długim szeregu i cierpliwie czekali, bo kolejka przesuwała się naprawdę wolno. Wyglądało, że oprócz prowadzonych ściszonymi głosami pogaduszek nie mają nic do roboty, więc przepity baryton wywołał spore zainteresowanie. 

Ostatnio przybyły najwyraźniej pałał ochotą niezwłocznego przekazania informacji o swoim dotychczasowym życiu. Chrypliwie odkaszlnął, zduszonym charkotem kogoś palącego zbyt wiele kiepskich papierosów, a potem soczyście splunął. 

 – Pinda waliła się ze wszystkimi, tylko nie ze mną… – Głos brzmiący niczym trąba jerychońska niespodziewanie załamał się. – W końcu jednak pokazałem, kto tu rządzi. Zasłużyła sobie, przeklęta flądra…

Przybysz beknął głośno i wytarł nos. Pełnym godności ruchem strzepnął niewidoczny pyłek z klapy wymiętoszonej marynarki.

– Cichaj pan… – syknął ktoś ze stojących najbliżej. – Tutaj takie pierdoły o puszczalskich żonkach nikogo już nie interesują. Powaga, gościu, powaga…

Najbliżej stojący prawie jednocześnie odwrócili się plecami do nowoprzybyłego pensjonariusza. Podjęli przerwaną na chwilę dyskusję, najwidoczniej zażartą.

– Najważniejsze jest dobre lokum – z przejęciem perorowała wysoka kobieta w czerwonym żakiecie z burzą farbowanych na rudo włosów, wcale nie tonując ładnie brzmiącego altu. – Obszerne i blisko środka… Chyba wiadomo, dlaczego? Przy tym natłoku ciężko będzie znaleźć coś naprawdę sporego do zasiedlenia, a przecież nikt nie lubi się cisnąć. Cholera, może się uda…

Kilkoro słuchających pokiwało głowami. Ktoś syknął głośno, jakby usłyszane przed chwilą łagodne przekleństwo wzbudziło w nim niesmak.

– Z tą szprychą nie szło dalej żyć… – Zapijaczony głos stojącego na końcu kolejki miał teraz histeryczny odcień. – Z kurewską suką siadać do stołu, dawać jej ciężko zarobione pieniądze, niby na życie… Dobrze wiedziałem, ile szmalu wydaje na swoich kochasiów. Nie szło dalej z nią żyć. Serducho mi już siadało…  

Mężczyzna w wymiętoszonej marynarce przejechał dłonią po siwiejącej czuprynie, dokładnie ją mierzwiąc.

– Siadaj pan, odpocznij sobie. Nie przeszkadzaj ludziom inteligentnym w rozmowie – rzucił postawny mężczyzna w zamszowej kurtce. – Ależ jesteś głąb! Kurna, chłopie, kogo teraz interesują takie sprawy? Obejrzyj sobie jeszcze raz miejsce, z którego wyszedłeś, i zamknij paszczę.

Dłonią wskazał położoną nieopodal olbrzymią budowlę, opalizującą wszystkimi odcieniami błękitu. Sterczała pośrodku bezkresnej równiny, która zdawała się nie mieć początku ani końca. Z okrągłego otworu pośrodku ściany czołowej ciągle wynurzały się nowe postacie. Od niebotycznie wysokiego frontonu wiodło dalej coś wyglądającego na szeroką i mocno udeptaną ścieżkę.

Przybywało oczekujących na wejście…

 

***

 

Dwóch strażników pilnowało tego monstrualnie wielkiego sześcianu. Wyglądali na wyraźnie znudzonych.

Uważnie przysłuchiwali się gwałtownej wymianie zdań nowoprzybyłych. 

Jeden z nich, młodszy rangą, niepewnie spojrzał na towarzysza.

– Potrzebujemy tego wynalazku? – Odwrócił się i wskazał palcem olbrzymią bryłę, sterczącą za ich barkami. – Wydaje się, że działa fatalnie… Poprzednie rozwiązanie oceniam jako zdecydowanie lepsze. Popatrz na nich. – Ramię skierowało się ku grupie, ciągle zajętej dyskusją. – Słownictwo! Zachowanie! Ubiory, zupełne niepotrzebne… Po co bytom bezcielesnym ziemskie szaty?

Drugi z pilnujących, cherub o nieco steranej twarzy, lekko poruszył skrzydłami. 

– Tylu umarlaków do zakwalifikowania… – westchnął. – Nieprzebrana ilość! Niezbędne było jakieś usprawnienie, inaczej święty Piotr nie dałby sobie rady. Przecież dobrze wiesz, że urządzenie opracował sam archanioł Michał – ciągnął – i nazwał kolektorem odsiewowym. Znasz zasady działania – kieruje od razu zmarłych tam, gdzie trzeba… Trzy dysze wylotowe wiodą w trzy miejsca, a my dozorujemy najważniejszej, kierującej do bram Nieba. Nasz kolektor zabiera w ostateczną podróż dusze zmarłych ze wszystkim, co mieli na sobie…

Milczeli przez chwilę.

– Zapalimy? – Anioł, wątpiący w przydatność kolektora, zręcznym gestem wyciągnął z rękawa paczkę papierosów. – Właśnie: przychodzę tutaj ze wszystkim, co mieli przy sobie… Już zdążyłem wpaść w nałóg. 

Natychmiast zmaterializował się sporej wielkości ognik.

– Wielkie osiągnięcie – całkowita automatyzacja procesu kwalifikacji… – kontynuował cherub. Głęboko zaciągnął się tytoniowym dymem. – Przyznaję, że budzi opory, jednakże szybko przyzwyczaimy się do tej nowości.

Drugi z aniołów powątpiewająco pokręcił głową.

– No, nie wiem… – Ciężko westchnął. – Na pewno niejednokrotnie wysyła duszyczki nie tam, gdzie trzeba…

Wrzask nowego mieszkańca Nieba w wymiętoszonym garniturze i poplamionym krawacie przerwał dyskurs. Nowoprzybyły zmierzał w ich kierunku.

– Każdego upierzonego stwora, który twierdzi inaczej, zajebię bez litości, tak jak zatłukłem swoją babę!

 

11 marca 2015 r. Roger Redeye

 

 

 

Koniec

Komentarze

Uśmiałam się przy czytaniu tej groteski, czy raczej humoreski. Choć temat zdarty niczym podeszwy listonosza, to czytało się lekko i przyjemnie.

Tak, tak, autorze, automatyzacja może ma i wiele zalet, ale też bywa niebezpieczna. Pozdrawiam ciepło.

Moim zdaniem pomysł mógł być ciekawy, ale to kolejne Twoje opowiadanie, Rogerze, które czytam, i muszę stwierdzić, że na mój odbiór czegoś istotnego brakuje, żeby historia nie przechodziła obok mnie. Trudno określić z całą pewnością, ale wydaje mi się, że brakuje jakiegoś namacalnego klimatu. Ani nastroju, ani emocji tu nie ma. Oczywiście jest opis jakiegoś rozgoryczonego żulika, ale jego los w ogóle mnie nie obszedł. Niby jest treść, ale jakoś pusto. Ale to subiektywne może być. 

Zastanawiam się, jaki jest związek między dominującymi w pierwszej części zwierzeniami pijanego pana w wymiętoszonej marynarce, a rozmową cherubów w części drugiej i żadnego związku dopatrzyć się nie potrafię.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Najbliżej stojący prawie jednocześnie odwrócili się plecami do nowoprzybyłego pensjonariusza.” – Nowo przybyłego rozdzielnie.

 

“…przejechał dłonią po siwiejącej czuprynie, dokładnie ją mierzwiąc.” – Czy można coś mierzwić dokładnie? Jakoś “dokładnie potargany”, bo do tego się to sprowadza, brzmi sprzecznie.

 

“Uważnie przysłuchiwali się gwałtownej wymianie zdań nowoprzybyłych.” – J.w., nowo przybyłych rozdzielnie.

 

“Urządzenie opracował archanioł Michał – ciągnął – i nazwał kolektorem odsiewowym. Znasz zasady działania – kieruje od razu zmarłych tam, gdzie trzeba…”

Ostatnia półpauza jest myląca, bo jest w środku kwestii dialogowej, a nie pełni funkcji oddzielającej dialog od opisu; rozwiązanie mocno niezręczne.

 

“Właśnie: przychodzę tutaj ze wszystkim, co mieli przy sobie…” – przychodzą?

 

“– Wielkie osiągnięcie – całkowita automatyzacja procesu kwalifikacji… – kontynuował cherub.” – J.w., w dialogu półpauza, która nie oddziela dialogu od opisu.

 

“Wrzask nowego mieszkańca nieba…” – Nieba wielką literą.

 

“Nowoprzybyły zmierzał w ich kierunku.” – J.w., Nowo przybyły rozdzielnie.

 

 

Szybko idzie domyślić się, o co chodzi. I choć szort w pamięci mi nie zostanie, to uśmiechnęłam się (krzywo) przy konstatacji, że margines błędu zawsze będzie za duży.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Karolino, cieszę się, że ta miniatura tak bardzo się podobała. Czy temat jest zdarty ? Nie sądzę, w tym ujęciu chyba jednak nie. Nie przypominam sobie wcześniejszego pomysłu w tym stylu. 

fakt,  niekiedy automatyzacja niewłaściwie zastosowana rodzi wiele problemów.

Dzięki za komentarz. Co prawda, nigdy nie  wiem, czy  komentarz napisała Karolina, czy Ryszard, ale przyjmuję, że Karolina.

Pozdrawiam ciepło.

@Roger. Tematy związane z tzw. życiem pozagrobowym, aniołami, św. Piotrem itd, to tematy bardzo często goszczące na tym portalu. Zgadzam się, że twoje ujęcie tematu jest inne.

Pozdrowienia od ojca, który czasem czyta to i owo z portalu, jeżeli ma czas.

Blackburn – kolejna publikacja… Rzeczywiście. chyba popadłem w automatyzm zamieszczania na tym portalu wcześniej publikowanych tekstów e-zinowych. Muszę się wstrzymać, tym bardziej, że portal ma wielu nowych, młodych autorów.

Dzięki za wskazówkę i komentarz.  Pozdrawiam. 

Karolino – to prawda, sam wykorzystałem takie tematy w kilku miniaturach, w różnych ujęciach, przykładowo w “Wyspie”.  Ale, moim zdaniem, przy innym ujęciu jest to literacko nośny i ciekawy motyw.

A jak praca Ryszarda nad powieścią? Kończy się?

Pozdrawiam.

Rogerze, czy rozważałeś ponowne dodanie opowiadania pt. “Tremo i obraz”? Do dziś ojciec wspomina to klimatyczne opowiadanie…

Ależ “Tremo i obraz” jest w moim profilu. Zresztą, ukazało się też w e-zinie i w e-booku. Chyba nie ma potrzeby powtórnej publikacji tutaj, byłoby to bez sensu.

Bardzo mi miło, że ojciec pamięta ten tekst. Jest tez kilka innych,, chyba też bardzo ciekawych, chociaż zupełnie odmiennych.

Pozdrawiam. 

Nie widzę związku między jedną częścią shorta, a drugą. To właśnie tu nie gra. Automatyzacja jest w pewnych dziedzinach problemem, a w tym tekście została pokazana ciekawie. Krótkie dzieło przedstawiające fajny pomysł. Czyli jest dobrze. W shortach chyba głównie chodzi o pomysł.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Całkiem przyzwoite. Nie do końca przypadł mi do gustu ten cherubinowy infodump, a sam pomysł uważam za średnio trafiony, o tyle, że za ideą automatyzacji stoi między innymi potrzeba eliminacji ludzkich (czy tam anielskich) błędów i w tym aspekcie powinna się sprawdzać doskonale. No i rzecz jest rozwleczona, w dziwny, ale całkiem urokliwy sposób.

na emeryturze

Choć temat wyeksploatowany to ciekawie podszedłeś do tematu. Trochę zgrzytnęła mi pierwsza część , w stosunku do puenty, ale ogólnie całkiem udany szorciak.

Bałem się, że przeczytam kolejną opowieść o bezrobotnych w automatycznym mieście, toteż zaskoczyło mnie w pozytywny sposób ostateczne podejście do tematu :) [Edycja: nie dostrzegłem tagu “clerical fiction”] W pierwszej części jakoś chrzęściły mi rozmowy, coś nie grało – jakby trochę za sztucznie brzmiały. Za to dialog aniołów już zagrał, a motyw z paczką papierosów rozweselił.

Podsumowując: okej, bez mocniejszych fajerwerków, ale nadal też coś grzmotnęło.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pietrek Lecter – ależ istnieje bardzo ścisły związek między jedną częścią miniatury a drugą… W pierwszej mamy pokazany ogólny obraz kreowanego świata. W drugiej jego dokładne przybliżenie i wyjaśnienie, o co idzie. W pierwszej pojawia się bezimienny bohater, człowiek prosty, a może nawet prostak. Wcale nie ginie, znowu się pojawia, okazując się morderca żony. Co więcej, grozi dwóm cherubom – tak przy okazji,  ładny wyraz. No i okazuje się, ze kolektor odsiewowy działa jednak fatalnie.

Uważam, że kompozycyjnie jest to jedna z moich lepszych miniatur. Został wykreowany cały świat, przedstawienie bohaterowie, a że finał jest prześmiewczo gorzki – taki właśnie miałem zamysł. Przy okazji pokazałem, jak trudno duszyczkom czekającym w kolejce do Nieba wyzbyć się ziemskich przyzwyczajeń.

No i rak przy okazji odpowiedziałem na wcześniejszy komentarz, w którym zgłaszano tę samą  wątpliwość.

Dzięki za komentarze. Pozdrówka.

Widać, że słabo przetestowany ten kolektor odsiewczy ;)

O ile jestem zdecydowanym zwolennikiem automatyzacji, zgodzę się, że niektórych decyzji nie powinno się oddawać sztucznej inteligencji. Piszesz o “prześmiewczo gorzkim finale” – myślę, że to bardzo trafne określenie.

Mam trochę jak Blackburn: opowiadanie przeszło obok, nie przejąłem się losem bezimiennego bohatera. I tak jak Garemu, zazgrzytał mi ten cherubinowy infodump. Szkoda, że nie wplotłeś tego wyjaśnienia zgrabniej. 

Joseheim, wyraz “nowoprzybyły” w tej formie zapisu jest stosowany od dawna, podobnie, jak na przykład, wyraz “nowobogacki”.

Link → http://doroszewski.pwn.pl/haslo/nowoprzyby%C5%82y/

Też stosuję taki zapis, a forma “nowo przybyły” budzi wielkie wątpliwości.

Co do półpauz – ja tak często piszę i czytelnikom ansolutnie nie sprawia kłopotu taki szyk zdań, na przykłas właśnie tego zdania.

A Niebo mi się myknęło… Poprawione.

Jeszcze trochę komentarzy do odpowiedzi zostało…

 

Mnie tam półpauzy wewnątrz wypowiadanej kwestii też przeszkadzają. 

Belhaju, Gary, NoWhereMan, Perrux – dzięki za komentarze. Cieszę się, że ta, w sumie stara już miniatura, przypadła wam do gustu  i podobała się. Okazuje się, że automatyzacja ma różne oblicza, i nawet archanioł Michał popełnia błędy przy jej opracowywaniu. 

Fun­the­sys­tem – każdy ma swój styl, a problemu półpauz, jeżeli w ogóle jest to problem, nikt,  oprócz Joseheim, nie zgłaszał. Dzięki za komentarz.

Uff, odpowiedziałem wszystkim komentatorom.

Pozdrówka.

OK, jest jakiś pomysł.

Szorcik trochę rozwleczony, ale może być.

Automatyzacja nie zmniejszyła kolejki?

Babska logika rządzi!

Pomysł wydaje mi się ciekawy i w sumie oryginalny. Jasne, ogólnie taka tematyka anielsko-niebiańska jest często spotykana, ale w tym ujęciu raczej nie. Pamiętam, że bardzo szybko napisałem ten tekst. Równie szybka była decyzja o publikacji.

Najwidoczniej samo wejście do Nieba nie zostało jeszcze zautomatyzowane…

Dzięki za komentarz..

Rogerze, co do “nowego” będę się jednak upierała przy swoim (bo to albo to, na przykład), ale to oczywiście tylko moje zdanie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Każdy komentator wyraża swoje odczucia, a nikt nie ma patentu na doskonałość. Zdaje się jednak, że z pisownią tego rodzaju wyrazów, jak “nowoprzybyły” coś namieszano. Tja…

Język żyje, zasady się zmieniają, nic w nim nie jest raz na zawsze ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Namieszano jak namieszano. Czy “dopiero co przybyły”, “przed sekundą przybyły” i te pe zapisałbyś łącznie?

Adam wrócił! ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Oczywiście, że rozdzielnie, ale to jest zupełnie inna sprawa, inna historia. Ale wyrazy nowoprzybyły, nowobogacki, nowoczesny, nowotworowy zdecydowanie, tak ja dawniej, napisałbym razem. Po prostu – to były i są  odrębne wyrazy, utworzone ze zbitek, złączenia  dwóch wyrazów. Były stosowane od dawna i ich użycie w języku literackim nie budziło wątpliwości. Podobnie razem napisałbym wniebowzięcie, wniebowstąpienie, noworoczny, a także w okamgnieniu. To samo z Wielkanocą. To samo z nowonarodzonym, ale już na nowo narodzony inaczej, co jest językowo znane.  Ale mamy wyraz nowonarodzony i nie ma sensu zmieniaćjego pisowni. 

Będzie śmiesznie, gdy  wyraz naprędce nakażą pisać na prędce, a zmartwychwstanie zmienią na z martwych wstanie.

Zdaję się, że intensywnie tworzą nowomowę, którą pewnie zmienią na nowo mowę. Tłumacz Orwella złapałby się za głowę…

.Pozdrówka.

==> joseheim. Zaglądam od czasu do czasu…  :-)

Myślę, że jednak jest pewna różnica między nowo przybyłym a nowoczesnym, Rogerze. Niemniej właśnie dlatego napisałam, że język jest żywy i się zmienia. To, co obowiązywało kilkadziesiąt lat temu dzisiaj może być postrzegane zupełnie inaczej. I dlatego staram się opierać na słowniku PWN i opiniach obecnych autorytetów ;)

 

Adamie, i bardzo dobrze ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dialogi w pierwszej części lepsze (choć zamiast „na okrągło” zgrabniej by było: „na lewo i na prawo”). W drugiej niestety infodumpiaste.

Mam problem z tą niebieską architekturą. Czy „olbrzymia budowla, opalizującą wszystkimi odcieniami błękitu” i „ten monstrualnie wielki sześcian” to jedna i ta sama, czy dwie różne budowle? Logika mówi, że dwie różne (z jednej osoby wychodzą, przed drugą stoi kolejka), ale tekst wskazuje na coś innego (przez użycie zaimka „ten”). Poza tym jeśli „sześcian” to tylko brama do Nieba, a selekcja dokonał się już we wcześniejszej budowli (bo ścieżka jest tylko jedna) to po co pilnować bramy i po co dyskutować o jej, poprawnym czy nie, funkcjonowaniu?

Przeczytałem bez większych emocji. O ile dostrzegam powiązanie pomiędzy dwoma częściami tekstu, moim zdaniem nie jest ono tak wyraziste, żebym zainteresował się historią głównego bohatera.

Mi też się nie podobał infodump. 

No nie porwało :/

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Coboldzie – nie za bardzo rozumiem, czemu zwrot “na lewo i prawo” ma być lepszy, bardziej wyrazisty, od zwrotu “na okrągło”. Końcówka tego zdania jest jasna. W drugiej części trudno byłoby “wyposażyć” cherubów w bardzo ziemski język. Miałbym pewnie zarzut, że tak aniołowie ze sobą chyba nie rozmawiają. I pewnie słuszny. Rozmawiają stonowanie, ale końcowe zdanie przywraca język ziemski. 

Oczywiście, że to ta  sama bidowla, tylko nieco inaczej opisana, żeby uniknąć powtórzeń.

So­ku­1403 – w sprawie dialogów tak jak powyżej. Przykro mi, że miniatura “nie podeszła”. Ale innym tak, a to często się zdarza, prawie z każdym opowiadaniem. Gusta czytelnicze są bardzo zróżnicowane.

Dzięki za komentarze.

Pozdrówka.

Trudno mi będzie dodać coś nowego, bo chyba wszystkie uwagi, które mam, zostały już wymienione – rozmyty główny temat (przez wysuwające się na pierwszy plan wynurzenia jakiegoś gościa), infodump w dialogu (kurczę, niestety w kolejnym już Twoim tekście), niejasność w opisie scenerii, na którą zwrócił uwagę cobold.

Niemniej pomysł uważam za całkiem ciekawy.

Określenie “na okrągło” dotyczy jedynie intensywności życia intymnego, a nie wskazuje na promiskuityzm partnerki, będący właściwym powodem frustracji bohatera. W dialogu aniołów nie chodzi mi o ich słownictwo, tylko fakt, że jeden cherub, w sposób niewiarygodny fabularnie, tłumaczy drugiemu, czego właściwie pilnują. I jeśli jest tylko jedna budowla, z której bohaterowie właśnie wyszli, to przed czym gromadzi się kolejka?

EDIT: I czemu odpowiadasz mi na czerwono?

 – nie za bardzo rozumem, o co chodzi… W tekście mamy czterech bohaterów – bezimiennego przybysza, dwóch cherubów i kolektor odsiewowy. Tyle i aż tyle. Złe dialogi? Nie wiem,  nie wszystkim się podobały, ale innym tak, nie zgłaszali uwag. Niejasność – kolejna  – w opisie scenerii? Ostatnim moim tekstem przed tym był “Pojedynek”, bardzo dobrze w sumie przyjęty, przed nim “Reduta”. Albo na odwrót.  Coś mi się wydaje, że przy “Reducie” głosowałaś za piórkiem. Tam tez była rozmyta sceneria? Nie wydaje mi się… Podobnie było w “Pojedynku”. 

Odnoszę wrażenie, że gonisz w piętkę.

Dzięki za komentarz.

Pozdrowka.

Mnie się podobało :)

Rogerze, uwaga, że coś pojawia się u Ciebie kolejny raz, dotyczyła infodumpu w wypowiadanych kwestiach. Zwracałam na to uwagę w komentarzu do “Reduty” ( i owszem, mimo tego byłam na Tak). Niejasność dotyczy dla mnie dokładnie tego, o czym pisze cobold i ta uwaga dotyczy tylko tego tekstu. Przeczytaj jeszcze raz co napisałam powyżej i zwróć uwagę, gdzie stoją przecinki ;)

Coboldzie – sorry. Ściągnąłem dla wygody Twój nick i tekst komentarza podpiął się.  

Dalej w tekście mamy takie oto zdanie: “– Pinda waliła się ze wszystkimi, tylko nie ze mną…”. No i chyba po tych dwóch zdaniach cała osobista sytuacja przybysza jest jasna. Po prostu – mamy wprowadzenie do sytuacji z przeszłości i jej dokładny opis. 

Tyle. Chyba co nieco marudzisz.

Odnośnie dialogów obu cherubów – oni przecież wiedzą, jak działa kolektor odsiewowy, tyle, że jeden wątpi w jego skuteczność. Ale OK, jedno ze zdań zaczyna się teraz od zwrotu ”Przecież dobrze wiesz, że…”. Już nie muszę trzymać się limitu znaków. No i teraz dobrze wiadomo, jaką mamy sytuację.

Anet – miło mi. Sądząc po komentarzach, nie tylko Tobie tekst podobał się. Mogłabyś wskazać, dlaczego przypadł ci do gustu?

Pietrek Lecter = w sumie nie załapałem ,jak oceniłeś miniaturę.

Dzięki za komentarze.

Pozdrówka.

Roger – lubię Twoje opowiadania, są zawsze dobrze napisane, ładnie przedstawione, masz ciekawe pomysły. Ten tekst też jest taki :)

Werweno, czytam dokładnie. A po przecinku ten passus brzmi tak: “infodump w dialogu (kurczę, niestety w kolejnym już Twoim tekście),”. No więc, opinia jest jasna, a biorąc pod uwagę ostatnio opublikowane teksty, czyli “Pojedynek” i “Redutę”, nie za bardzo ma sens, jeżeli weźmiemy pod uwagę przymiotnik “kolejny”. Ale każdy ma prawo do własnego osądu, byleby tylko nie przesadzał z uogólnianiem.

Anet, dzięki. Jak widać, ta miniatura wielu czytelnikom podobała się, a te podobno ibfodumpingowe albo infodumpowe dialogi absolutnie nie przeszkadzają. No i stwierdzają, że teksst jest ciekawy, dobrze napisany, oparty na interesującym pomyśle. 

Dzięki za komentarze.

Pozdrawiam.  

Anioł, istota z założenia i definicji bezcielesna, palący papierochy? No nie wiem…

A tak poza tym, przecież nawet małe dzieci wiedzą, że w Niebie są zainstalowane czujniki dymu ; )

...always look on the bright side of life ; )

Bo to są tacy uczłowieczeni aniołowie ;)

Szczerze mówiąc też zauważyłam, że jeden (który wie), tłumaczy drugiemu (który też wie). Ale jakoś nie bardzo się na tym skupiłam, więc nie był to dla mnie duży problem.

Ale sam pomysł z automatyzacją i konsekwencjami z tego wynikającymi, osadzenie w takiej scenerii, dla mnie jest bardzo na plus.

Opowiadanie jakoś przeszło obok, “nie kliknęło”, że pozwolę sobie zacytować jednego z wcześniejszych komentujących.

 

Mocne pozdro!

Stań się, kim jesteś.

Ojej. Nie chcę robić z tego niepotrzebnej ciągnącej się dyskusji, ale mam wrażenie, że się nie rozumiemy. Przecież przyznałam, że chodzi mi o kolejny infodump w dialogu w kolejnym tekście, natomiast odniosłam się do Twojej wypowiedzi, w której pytasz, czy kolejny raz pojawiła się niejasność w opisie scenerii. Otóż nie, to pojawiło się tylko tutaj. Infodump – nie tylko. Pod Redutą również zwróciłam na to uwagę. Dlatego przymiotnik “kolejny” jest, według mnie, zasadny. I odnosi się do infodumpu, do pozostałych zarzutów nie. Mam nadzieję, że teraz masz jasność, o co mi chodzi.

Jacek001 – a jeszcze, w dodatku, zmaterializował się natychmiast ognik… Wygodni ci cherubowie. Chyba na opracowanie czujnika dymu archanioł Michał jeszcze jednak nie wpadł, a zauważymy, że obaj cherubowie pełnili wartę przed wejściem do Nieba, i to chyba dość daleko. Zresztą, pewnie czujnik dymu powinien opracować archanioł Gabriel, bo używał płomienistego miecza.

Anet – musiałem wyjaśnić sytuację, a jeżeli nie przeszkadzało, że zrobiłem to w dialogi – a taka forma jest bardziej dynamiczna – bardzo dobrze.  

Piotrze – zdarza się.

Dzieki za komentarze. Pozdrawiam. 

Infodumpy w nienaturalnych dialogach przeszkadzają. To dziwnie brzmi, kiedy bohaterowie nie mówią do siebie, tylko do czytelnika. Czasami inne zalety tekstu równoważą te sztuczne wykłady, a czasami nie.

Babska logika rządzi!

Noże i tak, z tym, że to, co dla jednych brzmi nienaturalnie, dla innych jest całkowicie naturalne i im nie przeszkadza,  co zresztą  widać przy komentarzach do “Całkowitej automatyzacji”.

Pozdrówka

Hej:)

Nie będę zbyt oryginalny wskazując na kwestie związane z infodupem wielkości tablicy informacyjnej na dworcu kolejowym. Rozwiązanie toporne, by nie powiedzieć, że efekt pójścia na łatwiznę albo przypodobania się przeciętnemu czytelnikowi. Wszystko kwestia gustu. Nie którzy tak po prostu wolą :)

 

Całe szczęście, że nie to jest najważniejsze w tym opowiadaniu, dlatego też nie bolało tak jak mogło ;) To co istotne to Twoje zdanie na temat automatyzacji. I tu robi się ciekawiej, przynajmniej dla mnie. Oczywiście zupełnie pomijam fakt, że chodzi tu o zastępy niebieskie, które nazbyt przypominały mi motyw z „Kaznodziei” (zupełny brak duchowości, której należałoby się spodziewać po tych istotach), a które średnio wpływają na atrakcyjność tekstu. Tak, to też kwestia gustu ;)

 

Paradoks automatyzacji, która powinna z założenia upraszczać i gwarantować niezawodność/powtarzalność procesu, a w gruncie rzeczy legalizuje niepożądane anomalie\ nieprawidłowości, a co więcej rozgrzesza z obowiązku ich eliminacji. Taka swojska demoralizacja poprzez technikę.  

 

Bardzo zacny wydźwięk jak na szorta. I gdyby tylko tego nadzienia było więcej i monolog amatora wódki nieco bardziej przekonywujący, to byłoby tak jak lubię… a tak wyszło jak lubisz to Ty ;)

 

Czwartkowy Dyżurny

W “Całkowitej automatyzacji” Niebo jest bardzo mało duchowe, za To bardzo, ale to bardzo  ziemskie… Signum temporis? A to był świadomy zamiar. Ciekawe, że większość czytelników zwróciła uwagę na inny aspekt opowiadania. Ale tego spojrzenia, w którym skupiłeś się na automatyzacji, nie za bardzo się spodziewałem. 

Bohater jest właśnie taki, a nie inny, aby pokazać, do czego prowadzi źle opracowana automatyzacja, zwłaszcza, jeżeli idzie o dusze. To tez był świadomy zamiar, chociaż nie wszystkim odpowiada.

Dzięki za komentarz.

Pozdrówka.

Bardzo fajne. Podobało mi się i ten żulik mnie rozbawił. Co do procesu automatyzacji, cóż, to jak z wojną. Ofiary muszą być. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Gratuluję wejścia do biblioteki :)

 

Dobrze, że tu nie decyduje całkowita automatyzacja, tylko gusta czytelnicze :)

 

Pozdro!

Stań się, kim jesteś.

Fa­so­let­ti  – cóż, ten tekst jest przecież groteską… Konwencja opowieści jest poważna, przedstawione realia surrealistyczne. Okazuje się, że nie zawsze automatyzacja oznacza postęp. I niekiedy działa zupełnie nie tak, jak powinna. 

Znakomicie, że tekst bardzo przypadł ci do gustu. 

Pio­tr­Skow­ro­nek  – ciekawe, jak taki sytem automatycznego przesyłania tekstów do biblioteki, a może i przyznawania piórek, by funkcjonował. Dwie dysze tylko byłyby potrzebne. Postęp.

Dzieki za komentarze. Pozdrawiam. 

Gratuluję biblioteki i pozdrawiam.

Bardzo dziękuję. Jeżeli wpadnie ci w ręce wrześniowy numer “Okolicy Strachu”, zerknij może na “Dzień Gniewu”.

Pozdrawiam serdecznie.

Niezły szorcik!

Chociaż przyznam, że nie do końca trafił w moje gusta to czytałam go z zainteresowaniem.

Dzięki ;)

Też mi się wydaje, że co najmniej niezły. Nie istnieje możliwość trafienia w gusta wszystkich czytelników in corpore.  Tak to już jest. 

Doskonale, ze tę miniaturę czytałaś z zainteresowaniem.

Dzięki za komentarz.

Pozdrówka.

Bardzo mi się spodobało, a na końcu rozbawiło :d Najbardziej urzekł mnie brak duchowości całego procesu, co już wcześniej wskazał Blacktom. Pozdrawiam!

Verman

Ten brak duchowości w procesie działania kolektora odsiewowego jest clou całej intrygi. To jest oczywiście ujęcie groteskowe, i dlatego tekst w sumie jest groteską, ale pokazane zupełnie poważnie. Realia – cóż,  surrealistyczne. Zdarza mi się, chociaż rzadko, i,pisać takie miniatury.

W sumie Niebo okazuje się być bardzo ziemskie, a kolektor odsiewowy budzi u jednego ze strażników szczery zachwyt… Paradne, a z tego cheruba wygodniś, albo po prostu leniuch.

Bardzo fajnie, że ta opowieść tak bardzo się podobała. A że szczerze rozbawia? Tak miało być. I nie może chyba być  inaczej, biorąc pod uwagę purnonsensowny pomysł.

Dzięki za komentarz.

Pozdrówka.

Nowa Fantastyka