- Opowiadanie: Cerleg - Wy, którzy tu wchodzicie

Wy, którzy tu wchodzicie

nic nie zmyśliłem :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, FoloinStephanus, Mirabell

Oceny

Wy, którzy tu wchodzicie

Trzydziestu siedmiu mężczyzn w wygodnych fotelach na sali, a każdy przekonany, że może inni dostali miejsce w zarządzie po linii politycznej, ale akurat on jest wyłącznie merytoryczny.

– Zostałam poproszona – zaczęła swoją prezentację profesor Czerw-Borucka – o analizę dwóch ofert na wykonanie identyfikacji wizualnej państwa firmy. Oferty zostały złożone przez dwie czołowe agencje na rynku i, na tyle na ile mogę powiedzieć, obie spełniają wszystkie wymogi formalne.

Mocny głos nie pasował do sześćdziesięcioletniej figurki, która – żeby ją było widać zza mównicy – musiała stanąć na przyniesionej z kawiarni przez asystenta skrzynce po napojach.

Profesor poprawiła perukę.

– Na wstępie chciałam wyrazić wdzięczność i zadowolenie. Od lat jestem wielką zwolenniczką i orędowniczką współpracy między biznesem i władzą z jednej strony, a światem akademickim z drugiej. I to nie tylko politechnicznym, ale także tym bliżej, upraszczając, nauk humanistycznych.

Trzydziestu siedmiu mężczyzn pokiwało głowami. To był dopiero początek, jeszcze mieli cierpliwość.

– Przejdźmy jednak do rzeczy. Jak widzą państwo…

Pierwszy i jedyny raz przerwała, oderwała wzrok od kartki i spojrzała znad okularów na salę.

– …jak widzą panowie na wykresie za moimi plecami, obie wspomniane oferty mieszczą się w przedziale budżetowym, o którym mowa była w briefie. Co więcej, nie wykazują one wystarczającego zróżnicowania, aby z pełną odpowiedzialnością potraktować proponowaną sumę jako dobre kryterium wyboru. Podobnie jest zresztą, jeśli chodzi o kryterium jakościowe. Nie wchodząc na razie w debatę na temat ogólnego poziomu ofert, należy stwierdzić, że – biorąc pod uwagę jakość właśnie – obie  propozycje są do siebie bardzo zbliżone.

Powiedz nam coś, czego nie wiemy, stara wiedźmo, wiemy, pomyślało jednocześnie trzydziestu siedmiu mężczyzn. Każdy z nich miał teraz poczucie, że sam też mógł zostać profesorem.

– Próby ujęcia problemu z perspektywy społecznej odpowiedzialności biznesu również nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów… – mówiła dalej Czerw-Borucka, a oni coraz bardziej wiercili się w swoich wygodnych fotelach, z każdą minutą coraz bardziej zmęczeni monotonnym tempem prezentacji, akademickim językiem i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności.

– …dlatego jedynym kryterium, które znajduje zastosowanie przy tak zdefiniowanym problemie, jest kryterium wizualno-estetyczne. Choć jest to kryterium bardzo, mówiąc kolokwialnie, śliskie i skrajnie uzależnione od percepcji, a poprzez nią od doświadczeń i przypisywanych im wartości, musimy mu choć przez chwilę poświęcić uwagę. Tematem tej dyskusji jest więc estetyczne przeżycie i estetyczny sąd jako jego następstwo. Na panów potrzeby ujmę to tak: musimy sobie zadać pytanie, która z prezentowanych propozycji jest po prostu ładniejsza.

Czy ten pomarszczony babsztyl właśnie nas obraził?

– Spójrzmy zatem na logotyp A. Proszę zwrócić uwagę, że celowo nie podaję tutaj nazwy agencji. Proporcje, układ znaków, dobór kolorystyczny, harmonijność, typografia. Z której strony nie spojrzeć na ten logotyp, jest on najzwyczajniej na świecie bardzo, bardzo paskudny.

Przez szalę przeszedł szmer. W połowie był to szmer oburzenia, w połowie ulgi.

– A teraz logotyp Be. Proszę odrzucić wszystkie uprzedzenia i po prostu doświadczyć tego, co widzą panowie za moimi plecami. – Profesor pozwoliła sobie na dłuższą pauzę, ale wzroku znad kartki tym razem nie podniosła. – Myślę, że zgodzą się panowie, że logotyp Be jest znacznie brzydszy od logotypu A.

Teraz wszystkim wydało się to oczywiste. A przecież nie płacili jej za mówienie oczywistości. Ona jednak nie skończyła.

– Wróćmy ponownie do logotypu A. Czyż nie jest tak, że teraz to on wydaje się brzydszy?

Patrzyli na nią, na prezentację za jej plecami, znowu na nią i jeszcze raz na prezentację. Teraz oba logotypy pojawiały się na ekranie na zmianę, w dwusekundowych interwałach.

Profesor mówiła dalej:

– Ten eksperyment możemy kontynuować, przyglądając się na zmianę, nawet bez odpowiedniego aparatu badawczego, obu logotypom. Niezależnie od tego, w którym miejscu zaczniemy, zawsze kolejny oglądany przez nas obraz będzie brzydszy, a wręcz straszniejszy od poprzedniego. To rodzi określone konsekwencje o niebanalnej skali. Dzięki tej niezwykłej synergii możemy bowiem krok po kroku, patrząc to na jeden to na drugi znak graficzny, schodzić po estetycznej drabinie, aż na samo dno brzydoty. W ten sposób zbliżymy się na wyciągnięcie ręki do samej istoty pojęcia piękna, a w zasadzie jego braku. Czy brzydota jest brakiem piękna? Zostawię panów z tym pytaniem, choć rozumiem, że ból narasta. Proszę nie wychodzić i cały czas patrzeć na zmianę na logotypy. To bardzo ważne. Logotyp A – brzydszy od logotypu Be. Logotyp Be – brzydszy od logotypu A. Logotyp A. Logotyp Be. A. Be. Jeszcze kilka razy i jesteśmy o włos od ostatecznej puenty. A. Be. Nie przerywajmy. Jest doświadczana właśnie przez Panów brzydota coraz bardziej uniwersalna i coraz bardziej ponadczasowa, przekracza granice tu i teraz, obejmuje coraz więcej epok, coraz więcej kultur. A przecież nawet nie ruszyliśmy się z tej sali. Wymioty to naturalna reakcja, szanowni panowie, spokojnie, nic złego się nie dzieje, proszę zostać ze mną. Dotykamy absolutu, a ten absolut dotyka nas. Rozumiem niechęć, rozumiem dyskomfort, będzie tylko gorzej, ale to przecież bez znaczenia. W końcu dzięki temu procesowi zrozumiemy naturę świata, z której powstaje człowiek! A! Be! – Już krzyczała, żeby przebić się przez jęki słuchaczy. – Uzyskujemy świadomość, wiemy, kim tak naprawdę jesteśmy. W końcu! Nie przerywajcie! Krok po kroku! Nasza natura, niepiękna, to już wiemy, nas zjada i zwraca jednocześnie! Wiemy! Rozumiemy! W końcu! Te otwierające się teraz rany na waszych klatkach piersiowych, ten ból, który czujecie między gardłem a kręgosłupem, to wykręcenie organów wewnętrznych na drugą stronę, te płyny wylewające się otworami z waszych ciał! A! Be! Coraz głębiej, coraz bardziej, coraz bliżej!

– Dooość! – W końcu jeden z zebranych, ten z kciukami wsadzonymi we własne oczodoły, przekrzyczał pozostałych trzydziestu sześciu. A także Czerw-Borucką.

Profesor przewróciła kartkę.

– Nie da się nie zauważyć – jej głos wrócił do pierwotnego tonu – że wyzwaniu, na którym polegli najwięksi mędrcy w historii cierpiąc z niemożności, sprostały dwie agencje, pracujące w oparciu o przygotowany przez panów firmę trzystronicowy brief. I za to należą się wam przede wszystkim szczere gratulacje. A jeśli mogę sobie pozwolić na wtręt osobisty – z mojej strony także podziękowania.

Po tych słowach profesor Czerw-Borucka włożyła swoje papiery do teczki, ponownie poprawiła perukę tak, żeby ukryć szlamiasty róg, przy pomocy asystenta zeszła ze skrzynki po napojach, machnęła ogonem, a następnie opuściła salę.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Nie przemówiło do mnie.

Jaki właściwie był cel prezentacji? Co bohaterowie chcieli osiągnąć?

Zrobił się jakiś, niezrozumiały dla mnie, absurd.

Fantastyka wydaje się doklejona na gumę do żucia w samej końcówce. Czy to w jakikolwiek sposób wpływa na fabułę?

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

@Finkla O motywacjach bohaterki nie będę nic pisał, jak ich nie widać w tekście, to znaczy, że tekst się obronił i didaskalia nic nie pomogą. Przyjmuję z pokorą. Natomiast jeśli chodzi o doklejenie fantastyki – będąc świeżakiem odkrywam, że mam jednak inne rozumienie tego, czym jest fantastyka, a czym nie jest od “średniej forumowej” – ponieważ jednak to ja tu de facto jestem w roli petenta (szukającego uwagi czy czego tam), jeśli to w ogóle jest problem, to mój, a nie forum, ja to rozumiem. Inna sprawa, że formuła konkursu, który każe ukrywać inspirację, rzeczywiście może dać efekt w postaci wrażenia “doklejenia”, bo – akurat w tym wypadku – inspiracja jest stricte fantastyczna i gdyby nie konieczność jej ukrywania, to byłaby w tekście widoczna od samego początku (znowu – pewnie to też kwestia mojego warsztatu).

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Ja to jeszcze nie średnia forumowa. Poczekaj spokojnie, może innym się spodoba. :-)

A konkurs każe ukrywać? No, jakby nie było, trzeba manipulować między zdradzeniem wszystkich ciekawostek na początku a deusem ex machina. Dla mnie to trochę deusowato wyglądało, ale to tylko moja opinia, mogę się mylić.

Babska logika rządzi!

@Finkla – a ja w ogóle nie oskarżam Cię o bycie średnią :) ale na cztery teksty, które to pokazałem, pod trzema jest opinia, że to nie fantastyka, więc chyba coś jest na rzeczy.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Witam :)

 

Technicznie nie zauważyłem, do czego mógłbym się przyczepić. Może dlatego, że całą uwagę skupiłem na tym, co tekst niósł ze sobą, żeby tylko mi nic nie umknęło w przydługawym wywodzie pani ze „szlamiastym rogiem”.  Niestety więcej w tym tekście paraboli do rzeczywistości niż fantastyki, chociaż jest. Słabo wyeksponowana, ale obecna. Ale czy nadal nadaje/zmienia wymowę tekstowi/tekstu? Kwestia wrażliwości czytelnika.

 

Podobała mi się zabawa z punktem odniesienia. Bądź co bądź wszyscy z niego korzystamy, porównujemy, zestawiamy. Ale, czy może to być punkt odniesienia do wszystkiego? Czy można w ten sposób zbliżyć się do prawd absolutnych? Ciekawe odniesienie do odniesienia ;)

 

Uważam, że szorty nadają się idealnie do przekazania pewne prawd/filozofii, ale musi się to odbywać pewnych zasadach i nie jest to łatwe. Podstawą jest czytelność przekazu ;) trzeba odpowiednio wyważyć to co się chce ukryć, aby czytelnik sam wydedukował i to co chce się pokazać, aby go na odpowiednie tory dedukcji skierować… Trochę w tę stronę i mamy truizmy, trochę w tamtą i nieodgadnioną zagadkę.

 

Jak szort ma się do Salvadora?

Ma się bardzo :)

Ciekawe ilu oglądających jego obrazy wie na co patrzy, podziwiając kroczące elefanty, ukrzyżowane postaci, bryły i barwy? Ilu doszukuje się swojego sensu, głębi, którą chce w nich odnaleźć? Ilu później poznając tytuł – zmieniając odniesienie, zmienia swoje zdanie, osąd – zrozumienie? Pewnie miałeś jakiś konkretny obraz na myśli, ale podpiąć pod tekst można wszystkie ;)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

OK, 75% to już może nie być przypadek. ;-)

Babska logika rządzi!

Problem opowiadania nie leży w przekazie, a w treści. To wszystko prawda i mądrze, ale za mało historii, akcji czy jakiś ciekawych wydarzeń. Pani profesor po prostu sobie gada i niszczy słuchających. Dla mnie to za mało. Niedaleko temu do rozprawki. 

Technicznie jest dobrze.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Przekaz = to w jaki sposób treść jest przedstawiana – monolog .

Treść= to co wynika z przekazu – wnioski.

 

Pietrek, tak to sobie definiuję, być może mylnie ;)

@Pietrek PS. To prawda :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dla mnie przekaz to to, co autor chce przekazać. A treść to całość dzieła.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Początek udany, zwłaszcza te wstawki o członkach zarządu. Sposób wyrażania się profesor Czerw-Boruckiej sprawił, że poczułam się jak na prawdziwej prezentacji, co chyba było celem :) 

Zabrakło mi motywacji bohaterki – po co to zrobiła? Być może zawarłeś odpowiedź na to pytane w jej przydługim monologu (treść całkiem ciekawa), ale utonęła w potoku słów. Może gdyby ją jakoś podkreślić, wyodrębnić?

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Chyba wolałabym, Cerlegu, abyś jednak coś zmyślił, bo opowiadanie, w obecnej postaci, nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia.

 

Zo­sta­wię Panów z tym py­ta­niem… – Zo­sta­wię panów z tym py­ta­niem

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części opowiadania.

 

I za to na­le­żą się Wam przede wszyst­kim szcze­re gra­tu­la­cje.I za to na­le­żą się wam przede wszyst­kim szcze­re gra­tu­la­cje.

Zaimki także piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się. Było zaskoczenie, kiedy pani profesor wykończyła cały zarząd. Tylko, że może to zabijanie zaczęłabym wcześniej. Jest taka długa wypowiedź – myślę, że gdyby była poprzetykana opisami agonii, tekst nabrałby ciekawego tempa i może zmieszał trochę czytelnika. Tylko mała poprawka, piszę to jako osoba, która nie ma nic odrobinie flaków walących się na podłodze. 

Surrealistyczna scenka o doborze logotypów. Niestety nie połapałem się, co też chciałeś mi przekazać w ostatnim wywodzie :( Zabrakło dla mnie wyraźniejszej puenty.

Podsumowując: scenka/fragment, niestety do mnie nie trafiła. Niebo pozostało bez wybuchów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

“Co więcej, nie wykazują one wystarczającego zróżnicowania, aby z pełną odpowiedzialnością potraktować proponowaną sumę jako dobrego kryterium wyboru.” – To zdanie wydaje mi się niegramatyczne. Potraktować sumę jako dobre kryterium, a nie dobrego.

 

“……dlatego jedyne kryterium, które znajduje zastosowanie przy tak zdefiniowanym problemie, jest kryterium wizualno-estetyczne.” – J.w. Jedyne kryterium, to kryterium, ew. jedynym kruterium, które…

 

Teraz już krzyczała, żeby przebić się przez jęki słuchaczy. – Uzyskujemy świadomość, wiemy, kim tak naprawdę jesteśmy. W końcu! Nie przerywajcie! Krok po kroku! Nasza natura, niepiękna, to już wiemy, nas zjada i zwraca jednocześnie! Wiemy! Rozumiemy! W końcu! Te otwierające się teraz rany na waszych klatkach piersiowych…”

 

“…ten ból, który czujecie między gardłem[-,] a kręgosłupem…”

 

“– Dooość! – wW końcu jeden z zebranych, ten z kciukami wsadzonymi we własne oczodoły, przekrzyczał pozostałych trzydziestu sześciu.”

 

“trzystronnicowy brief” – trzystronicowy

 

“I za to należą się Wam przede wszystkim szczere gratulacje.” – wam małą literą

 

“profesor Czerw-Borucka złożyła swoje papiery do teczki” – Chyba albo włożyła do teczki albo ew. złożyła w teczce

 

Nie jestem pewna, czy wszystko ogarnęłam, ale w pewien przewrotny sposób nawet mi się spodobało ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@regulatorzy, joseheim – dzięki za uwagi (ja nie wiem, o co mi chodzi z tą manierą epistolarną, że piszę zaimki wielkimi literami, to jakaś choroba już chyba). Z tym zdaniem od “co więcej”, to się męczyłem jak porąbany i już przestałem je widzieć.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Powiedz nam coś, czego nie wiemy, stara wiedźmo, wiemy, pomyślało jednocześnie trzydziestu siedmiu mężczyzn.

Tu nie jest za dużo “wiemy”?

Mnie się podobało. Całkiem dobrze mi się czytało. Wykład jak wykład, wiadomo, bywają gorsze. A czemu pani profesor o wiele mówiącym nazwisku to zrobiła? Ma ogon i rogi, nie potrzebuje dodatkowego pretekstu ;)

Fajne :)

 

Przynoszę radość

Niestety nie zrozumiałem tekstu, więc nie mogę się wypowiedzieć. Chociaż, czy to nie jest czasami wypowiedź? Chyba jakaś jest, trzeba by zapytać Czerw-Borucką.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tu byłem.

I tak oto żart z zapętlonym:

“Spójrz w dół,

Spójrz w górę”,

nabiera sensu.

Przeczytane.

No i co ja mogę powiedzieć?

Warto było przeczytać. Pomysłowe. Ba, nawet w swej pomysłowości odważne. Ale mało. Za mało, żeby porównywać z pozostałymi tekstami. Materiał bardziej na drabbla niż na opowiadanie. W tej formie, żeby namieszać w konkursie, musiałoby być genialne. A jest dobre.

Dziękuję za udział w konkursie.

A tu nie chodzi o tych, no ludzi-jaszczurów z jakiejś teorii spiskowej? Jeśli tak, to nawet nabiera głębszego sensu :)

Tekst, przez swoją długość, może trochę nużyć, ale ostatecznie się spodobał na tyle, żeby sobie kliknąć.

 

F.S

 

Podobały mi się zarówno twórcze odniesienie do obrazu (i to dość mało znanego) jak i absurdalna, ale mająca swój paradoksalny sens zabawa ze "schodzeniem na dno", aż do uniwersalnej brzydoty i to za pomocą dwóch kiepskich logo. Tkwi w tym pewien urok – te "laboratoryjne" okoliczności, zamknięta grupa i szukanie czegoś absolutnego na podstawie dwóch zupełnie konkretnych wizualizacji. Przynajmniej ja to tak odebrałam i podobało mi się.

 

Zastanawiam się natomiast, czy ta ciekawa zabawa wystarczy. Jest tu duży potencjał, ale to miniatura, scenka obiecująca coś więcej, nie zaś pełnoprawne opowiadanie. I chociaż spełnia wymogi konkursu – niedosyt jednak pozostaje. I nie chodzi o to, że brakuje strzelanin i pościgów, po prostu koncentrujemy się na koncepcie, cała reszta pozostaje anonimowa.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo ładne oparcie konstrukcji opowiadania o narastające szaleństwo. Połączenie formalnego tła z absurdem dało ciekawą mieszankę. Motyw przewodni ciekawy, poprowadzony zręcznie, ale!

Ale akcent końcowy wydał mi się zupełnie niepotrzebny w ogólnej idei – dość doklejony. Wywód sam w sobie był na tyle atrakcyjny, że można było na nim pozostać i być może bardziej zaokrąglić ostatnie zdania dialogu. Być może nawet pójść krok dalej z samym konceptem, rozwinąć całość, nie poprzestać na tak małej scenie. Oczywiście, to by wymagało zupełnie innego podejścia, ale efekt mógłby być piorunujący.

Narracja i sam styl zdały się równie formalne, co tło, co może być związane z tym, że zabrakło mi tutaj ciekawszych wizualnie obrazków, lepszego wejścia w chociażby sam logotyp. Tak więc bez szarż językowych, zapadających w pamięć zdań czy punktujących myśli, ale za to z bardzo interesującym konceptem.

Jako scenka – bardzo fajne, ale ramka dla niej zdała się odrobinę zbyt ciasna.

Nowa Fantastyka