- Opowiadanie: Cerleg - Kawa już się parzy

Kawa już się parzy

[imię autora znane redakcji]

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

fleurdelacour, Użytkownicy III

Oceny

Kawa już się parzy

A KAWA JUŻ SIĘ PARZY

Puk, puk.

– Panie prezesie, jakiś pan do pana. Podobno umówiony – powiedziała sekretarka wyglądając zza uchylonych drzwi. – Ale ja go nie mam w grafiku.

– Nie ma w grafiku? To niech spierdala, pani Joasiu – odpowiedział pan prezes i spróbował wrócić do lektury ulubionej porannej gazety. Nie udało się.

– Ale panie prezesie, to ja! – dobiegło zza drzwi. – Nie pamięta pan? To ja, [nazwisko znane redakcji]!

Prezes westchnął. Pani Joasia była jednak weteranką bojów o audiencję.

– Już wzywam ochronę – powiedziała, zamykając drzwi.

– Nie, nie, niech wejdzie. – Pan prezes sprawiał wrażenie zrezygnowanego, jednak gdy pani Joasia, owszem, zdziwiona, otworzyła drzwi i niegrzecznym ruchem zaprosiła petenta do gabinetu, przywołał na twarz standardowy uśmiech numer siedemnaście.

A gdy [nazwisko znane redakcji] wszedł, pan prezes już stał z rękoma rozłożonymi szeroko w geście powitania. Uścisnęli dłonie.

– Proszę, proszę, niech pan siada. – Pan prezes wszedł w rolę dobrego gospodarza. – Czego się pan napije? Kawy, herbaty, soku? Whisky nie proponuję, pan wybaczy, ale mam jeszcze dziś spotkania z pięcioma senatorami, a żona się denerwuje, jak wracam do domu na gazie.

Petent usiadł na jednym z gabinetowych krzeseł, a prezes kontynuował, zbliżając się do swojego fotela:

– Sam pan rozumie, z takimi senatorami nie ma lekko. Każdy chce się ze mną napić, a jak odmówię, to wychodzi obrażony. Rozcieńczam jak mogę, ale wieczorem nie da rady, jestem pijany jak Irlandczyk w marcu. Alkoholizm w mojej pracy to choroba zawodowa.

Petent otworzył usta, prezes usiadł, petent zamknął usta, a prezes powiedział do interkomu, przyciskając guzik środkowym palcem:

– Pani Joasiu, kawa dla pana [nazwisko znane redakcji], dla mnie to co zawsze o tej porze.

– Już się parzy – odpowiedział interkom.

– Słucham, o co chodzi? – Standardowy uśmiech numer siedemnaście zmienił się w coś między dwudziestką trójką ("profesjonalizm w każdym calu") a trzydziestką ("pan wie, kto tu rządzi").

Petent siedział na krześle wyprostowany jak struna, ręce złożywszy na kolanach. Przełknął ślinę.

– Robimy film z kolegami – powiedział cichutko.

– Słucham? – Pan prezes pochylił swoje wielkie ciało nad biurkiem.

– Film robimy… Z kolegami – powtórzył [nazwisko znane redakcji], odrobinę głośniej.

– Co?

– Film! Z kolegami!

Prezesa wcisnęło w fotel.

– Ale czemu tak głośno? Wszyscy którzy tu przychodzą, robią filmy, nie wszyscy wprawdzie z kolegami, ale poza tym to wszyscy. Co pan taki zdenerwowany?

– Bo…

– Pani Joasiu, pani dosypie czegoś na odprężenie do tej kawy. Takie jak do nosa się bierze, tylko do kawy… – powiedział prezes do interkomu, po czym zwrócił się ponownie do petenta: – Tak?

– …

– Jaki to będzie film?

– No, przygodowy – bąknął [nazwisko znane redakcji], na szczęście wystarczająco głośno.

– Przygodowy? Super. Z takimi filmami się właśnie do mnie przychodzi. Budżet?

– Na razie dwieście.

Prezes gwizdnął.

– Nieźle… No to na pewno macie jakieś gwiazdy?

– Mamy [inne nazwisko znane redakcji] i [jeszcze inne nazwisko znane redakcji], choć ona się jeszcze waha. Ale na dniach powinna podpisać. Załatwili ją nam w Aktorskim. Do tego jest opłacony jeszcze jeden M-17.

– Młody, przystojny i umiarkowanie zdolny, tak? No ładnie, podoba mi się. – Pan prezes się rozluźnił. – Zapowiada się poważny hit. W takim razie podpisze pan tylko kilka papierków i można kręcić.

– To bardzo dob… – zaczął [nazwisko znane redakcji] i w tym momencie weszła pani Joasia z tacą.

– Dziękuję. – Prezes  wziął gigantyczny kubek, znad którego unosiła się para. Petent dostał filiżankę podwójnego espresso. – Proszę mi przynieść wymagania na A-2002.

– Oczywiście, panie prezesie – dygnęła pani Joasia i od razu wyszła.

– Rozumie pan, formalności – powiedział pan prezes, gdy [nazwisko znane redakcji] drżącymi rękami podnosił filiżankę do ust. – Listy dialogowe są?

– Są.

– Super. Do mnie się przychodzi z gotowymi listami dialogowymi.

Ponownie weszła pani Joasia, tym razem z dwoma teczkami, jedną podała nieco już rozluźnionemu [nazwisko znane redakcji], a drugą prezesowi.

– Procedurę pan zna, prawda? Niestety przepisy wewnętrzne wymagają, bym o wszystkim poinformował pana osobiście. – Pan prezes otworzył teczkę. – Jak na mój gust to mógłby to załatwić z panem zwykły urzędnik, ale przecież w naszym wydziale nie ma urzędników, ha, ha, ha, jestem tylko ja i pani Joasia. Ale przecież pan to wszystko wie. Do rzeczy: na pierwszych czterech stronach ma pan listę kretyńskich tekstów. Przy pana budżecie, liczbie gwiazd oraz kategorii musi pan wybrać cztery z nich i umieścić w swoim filmie, w odstępach nie krótszych niż dwudziestominutowe. Wszystko jasne?

– Aż cztery? Ostatnio Steven kręcił podobny i miał tylko jeden kretyński tekst.

Uśmiech numer cztery ("już przez to przechodziłem").

.– Ale Steven na egzaminach wstępnych do Holywoodu miał dziewięćdziesiąt procent, prawda? Ja rozumiem, że testy może nie są obiektywne, dużą rolę odgrywają czynniki takie jak stres, kondycja fizyczna, udany bądź nieudany seks ostatniej nocy. – Uśmiech prezesa wypadł poza numerację i zrobił się nieco zbyt lubieżny, nawet jak na przyjęte standardy. – Jednak chyba pan rozumie, że wynik pięćdziesiąt cztery procent nie stawia pana w dobrej pozycji do negocjacji z naszym wydziałem. Poza tym Steven nakręcił już czternaście filmów, a pan? Cztery teksty. Albo, co mi tam. Fajny był ten pana ostatni film. O tamtej parze, jak im było? Komedia taka…

– [tytuł znany redakcji]?

– O, właśnie. Bardzo mi się podobał. Niech więc będą trzy teksty, ale bierze pan gwiaździsty sztandar. Zwracam uwagę, że ostatnio złagodziliśmy przepisy, flaga może być postrzępiona.

– To ja już wolę cztery teksty.

– Pana wybór. Proszę wybierać.

W czasie gdy [nazwisko znane redakcji] przeglądał teczkę, prezes najpierw upił kilka łyków tajemniczego płynu ze swojego kubka, po czym wstał z fotela i ponownie usiadł, ale tym razem, jak to miał w zwyczaju, na krawędzi biurka.

– I jak? Wybrał pan coś?

– Ta-ak, wezmę czwarty od dołu na stronie pierwszej.

– "Do tego byliśmy szkoleni przez te wszystkie lata". – Prezes coś zanotował w swoich papierach. – Znakomicie, co dalej?

– Na drugiej stronie dwa. Siedemnasty od góry…

– "Zawsze chciałem chciałam być tak jak on ona".

 – …tak, i do tego jeszcze czternaście w dół.

– "Walczymy za kraj, za nasze dzieci i dzieci naszych dzieci. Za taki kraj, jaki stworzyli nasi ojcowie" – wyrecytował prezes z pamięci. – Super. Został panu jeszcze jeden.

– Zastanawiam się między "to dla mnie zaszczyt umierać za taką sprawę", a „kocham cię tak, jak nikt nigdy jeszcze nikogo nie kochał". Jak pan myśli?

Uwadze prezesa nie umknęło coraz bardziej frywolny ton [nazwisko znane redakcji]. To pewnie ta kawa, pomyślał, ale na głos jednak powiedział:

– To pana film, panie [nazwisko znane redakcji], choć ja polecam flagę.

– Nie chcę żadnej flagi – [nazwisko znane redakcji] dopił kawę – Miałem już flagę w [tytuł znany redakcji] i dwie flagi w [tytuł znany redakcji], wystarczy. Dobra, biorę ten o zaszczycie.

– Super. Teraz na kolejnych trzech stronach są opisane nieścisłości logiczne. Proszę zwrócić uwagę, że niektóre są pisane żółtym, inne zielonym atramentem. Jak dla pana, cztery żółte lub dwie zielone.

– Dwie zielone? To jest rozbój w biały dzień! – oburzył się [nazwisko znane redakcji].

– Nie rozbój, a Holywood i nie w biały dzień, a w majestacie prawa.

– Ale Steven…

– Dziewięćdziesiąt procent – zniecierpliwił się pan prezes, po czym pokazując na petenta dodał: – Pięćdziesiąt  cztery. Które nieścisłości pan bierze?

– To oburzające. Tu się nie da robić filmu – [nazwisko znane redakcji] wciąż jeszcze siedział, ale gestykulował z pasją.

– Jak pan chcesz robić film, to jedź pan do Europy. Tutaj się robi showbiznes.

Mówiąc to prezes wciąż siedział spokojnie na krawędzi biurka i obserwował reakcje rozmówcy z miną rzeczoznawcy.

– Dupa, nie showbiznes!

Za dużo kawy.

– Właśnie tak, panie prezesie, dupa! – kontynuował [nazwisko znane redakcji] – I jeszcze te wasze testy. David ode mnie ściągał i co? Teraz robi ambitne kino! Za duże pieniądze!

– Ale u Davida nie ma gwiazd. A pan ma gwiazdy. Dwie. I do tego jeszcze ten M-17. Potrzebne to panu?

– W Aktorskim mi kazali. – Petent od razu spokorniał. – W zamian za to mamy [jeszcze inne nazwisko znane redakcji] pół darmo.

– No tak, to jest problem. – Pan prezes był wyrozumiałym człowiekiem. – A jak poszło w Akademii?

[nazwisko znane redakcji] tylko westchnął.

– Mieliśmy kłopoty z budżetem, negocjacje się przeciągnęły. Starczyło tylko na Oscary za drugoplanową męską i kostiumy. 20[XX] rok.

– Za dwa lata? To długo pan to będzie robił.

– Przez efekty specjalne.

– Na jakim poziomie?

– De cztery.

– Transformersów to pan z tego nie będzie miał.

– Wiem, ale w Scenariuszach zgodzili się w zamian za to na niebanalny wątek miłosny.

Prezes rozpromieniał.

– Enwuem? Super. Mam w takim razie coś dla pana. Niech pan zajrzy na ostatnią stronę nieścisłości. Paragraf dwadzieścia jeden.

– "Bohater który umarł, wcale nie umarł" – przeczytał [nazwisko znane redakcji]. – No i?

– Przecież to coś w sam raz dla pana – powiedział pan prezes. – Cięzki kaliber, prawdziwa miłość przezwycięży wszystkie przeszkody!

– Ależ panie prezesie. – [nazwisko znane redakcji] wstał. – Zgodziliśmy się chyba na cztery kretyńskie teksty. To niech mi pan teraz nie wciska następnego, dobrze?

– To nie kretyński tekst, panie [nazwisko znane redakcji]. To wątek. Pomysł.

[nazwisko znane redakcji] usiadł.

– Może i niezłe. Ale znowu będę musiał lecieć do Scenariuszów, a tam jest taka niemiła sekretarka. Nie to, co pani Joasia.

– Niech pan leci tam do nich, ja pana zapowiem, będzie dobrze.

– Byłby pan tak miły?

– Oczywiście. To Ameryka. Kraj miłych ludzi.

– Świetnie, w takim razie ja lecę. Muszę się śpieszyć, za trzy dni pierwszy dzień zdjęciowy – powiedział zdenerwowany [nazwisko znane redakcji] i rzeczywiście poleciał.

– Niech pan biegnie. Proszę pozdrowić małżonkę! – krzyknął jeszcze pan prezes. Tamten nie usłyszał – na szczęście, gdyż, jak od razu po zamknięciu ust przypomniał sobie prezes, jego rozmówca był gejem, dostał nawet jakąś nagrodę dla reżysera-geja od stowarzyszenia gejów.

Czy coś.

Prezes podszedł do intercomu.

– Pani Joasiu, proszę mnie połączyć ze Scenariuszami.

Usiadł. Nie mam lekkiej pracy, pomyślał. W kółko tylko ci reżyserzy i reżyserzy. Albo producenci, jeszcze gorsi. Ten był nawet w porządku, tylko nie wolno mu dawać kawy, gdy przyjdzie następnym razem. A przyjdzie. Zostały jeszcze do omówienia kwestie odrealnienia bohaterów, ilość pokazanej nagości (zarówno męskiej jak i żeńskiej), wątki patriotyczne, namolność product placementu i parę innych.

– Panie prezesie, mam połączenie ze Scenariuszami – odezwał się intercom. – Ale przyszli ci z [XXX]-coli. Co mam zrobić?

– Niech wejdą. – Standardowy uśmiech numer siedemnaście już wykwitł na twarzy prezesa. – Do tamtych jeszcze zdążę zadzwonić. Niech pani zacznie robić kawę.

– Już się parzy, panie prezesie.

Koniec

Komentarze

Zabawne, ale gdzie tu fantastyka? Tak się robi filmy w Hollywood, no nie? :)

A tak na serio – przyjemne opowiadanie. Uśmiechnęłam się więcej niż kilka razy, a przy amerykańskich flagach i nieścisłościach logicznych nawet zachichotałam. Koncepcja z nieujawnianiem nazwiska głównego bohatera bardzo interesująca. Jedno pytanie: Czy Hollywood zapisywałeś jako Holywood (w dwóch miejscach) celowo, czy to literówka?

Dzięki za miłą lekturę do podwieczorku :)

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

@Natarela

Literówka – a właściwie błąd ortograficzny. Ja dziękuję za miłe słowa!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Przeczytałam bez większej przykrości, ale i przyjemności zbytniej nie zaznałam. Owszem, tekst w pewien sposób zabawny, ale i nużący. Najbardziej przeszkadzało mi ciągle wtrącane [na­zwi­sko znane re­dak­cji] i choć wiem, że był to zabieg celowy, nic nie poradzę, że po kilku razach zaczął mnie irytować.

Nie zauważyłam fantastyki. :(

 

.– Ale Ste­ven na eg­za­mi­nach wstęp­nych… – Zbędna kropka przed półpauzą.

 

Uwa­dze pre­ze­sa nie umknę­ło coraz bar­dziej fry­wol­ny ton… – Uwa­dze pre­ze­sa nie umknął coraz bar­dziej fry­wol­ny ton

 

Tutaj się robi show­biz­nes.Tutaj się robi show-­biz­nes.

 

– Dupa, nie show­biz­nes!– Dupa, nie show­-biz­nes!

 

Cięz­ki ka­li­ber, praw­dzi­wa mi­łość… – Literówka.

 

za trzy dni pierw­szy dzień zdję­cio­wy… – Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z Natarelą – sympatycznie, ale bez fantastyki. Nie przepadam za produktami Hollywood, więc zasadniczo się spodobało. Niezłe ujęcie tematu.

Zapomniałeś o obowiązkowym obsadzeniu Murzyna w pozytywnej roli czy to się rozumie samo przez się?

Babska logika rządzi!

W kolejnej edycji pani Joasia będzie elfem, a petent gwiezdnym wilkołakiem, żeby było wiadomo, że to fantastyka ;)

@regulatorzy

[nazwisko znane redakcji] – redaktor P. też tak twierdził, ja to nawet rozumiem, ale rozważałem, zostałem i zostaję przy tym, bo jak przerysowywać, to przerysowywać. Jakby ten zabieg formalny ograniczyć, to byłby tylko ciekawostką. Biorę jednak na klatę, że to niektórych ludzi irytuje.

showbiznes – rzeczywiście, powiedzmy że to awangarda uzusu, ale nie będę za to umierał.

powtórzenie – w tym sensie celowe, że to dialog jest, ludzie mówią jak mówią, czasem też powtórzeniami.

@Finkla

Afro-Amerykanina! Ale to w innym departamencie, tym od parytetów ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Oczywiście, Cerlegu, to przecież Twoje opowiadanie i będzie napisane słowami, które uznasz za najwłaściwsze, aby prezentowało się jak najlepiej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiadomix. Ja sobie naprawdę myślałem o tych kwadratowych nawiasach i naprawdę słyszę tę uwagę (i w ogóle jestem wdzięczny za uwagi, żeby nie było!), po prostu na końcu albo w lewo, albo w prawo i ktoś musiałby przyjść i powiedzieć “To jest najlepsze opowiadanie w historii, tylko wywal to [nazwisko znane…], a opublikujemy i zapłacimy”, żebym w tym grzebał. Bo żeby grzebać w konwencji, to już trzeba mieć głębszą motywację, a ja jestem leniwy.

Czasem sobie też myślę, że tekst też musi męczyć :) (choć to nie ten wypadek, ten nie powinien).

A inna sprawa, że to opowiadanie dotarło już do swojej mety na tym forum, tak mi się wydaje, to jest tego opowiadania wynik życiowy i wyżej d… nie podskoczy. Ot, ciekawostka.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nie powinieneś wytyczać mety swojemu opowiadaniu. Niech to raczej zrobią czytelnicy, a tych z pewnością będzie jeszcze wielu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajowe :) Moze i Ameryki nie odkrywa, bo jestem przekonana że takie rizdzielniki sa w Hollywood normą, ale napisane zabawnie i fajnym stylem. Mnie kupiło. Nazwisko znane redakcji nie przeszkadza :)

Mnie [nazwisko znane redakcji] nie przypadło do gustu. Fantastyki brak. Jednakże fajnie wyśmiałeś poziom hollywoodzkich megahitów. Jako nałogowy kinoman powiem, że niezłe opowiadanie.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Opowiadanie uprzyjemniło mi poranek. Zabawne, uszczypliwe i przyzwoicie napisane.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

– Pani Joasiu, pani dosypie czegoś na odprężenie do tej kawy. Takie jak do nosa się bierze, tylko do kawy…

– chyba nie kokaina silnie pobudzająca, co? ;)

 

Obyczajówka. Założę się, że w rzeczywistości mają tam o wiele zabawniej…

 

Pozdrawiam :)

Dosyć przyjemny dialog, panie [nazwisko nieznane redakcji]. Choć Reg ma rację, że trochę tego zbyt dużo. Ciekawy pomysł, przeczytałem bez bólu, ale też przednie się przy tym nie bawiłem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Fajne. Zabieg z imionami mi sie podobał. Niby tylko dialog, ale didaskalia dają radę. Niestety to tylko scenka, a nie opowiadanie. Warsztat niezły. Ogólnie bez szału, ale zachęciłeś, bym zajrzał do 'Photostory' jak już nadrobię zaległości.

O, przyjemne :) Chwilami nawet całkiem, całkiem zabawne. Byłoby pewnie jeszcze zabawniej, gdyby nie ocierało się tak o prawdę. Przez to nie wiem nawet, czy to jeszcze uszczypliwość, czy może nieco brutalna szczerość. W każdym razie na pewno trafne. Te flagi, sztampowe teksty, nieścisłości, niekonwencjonalna miłość albo Steven – świetne. Chociaż fakt, jak zauważyła Finkla, czarnoskórego brak. 

 

Zabieg z [imieniem znanym redakcji] całkiem niezły. Daleko mi od zachwytów, ale muszę przyznać, ze ładnie wkomponowuje się w całość. A poza tym to sprawnie napisane. Tytuł, chociaż mógłby być sporo lepszy, to i tak w porządku. W konkretny sposób uzupełnia całość podkreślając cykliczność, wręcz “urzędnicze” (to określenie padło też w tekście :)) podejście do procesu twórczego. Przykre to. Trafne, a więc tym bardziej przykre. W tym miejscu zaznaczę, że podane w lekki, przystępny sposób. Zazwyczaj nie biorę tego za pozytyw, ale tutaj zrobię odstępstwo :)

 

EDIT:

 

.– Ale Steven na egzaminach wstępnych do Holywoodu miał dziewięćdziesiąt procent, prawda?

Chochlikowa kropka na początku ;) A ten Holywood bez “l” całkiem zabawnie wyszedł :D

Wszyscy[+,] którzy tu przychodzą, robią filmy, nie wszyscy wprawdzie z kolegami, ale poza tym to wszyscy.

Przyjemne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka