- Opowiadanie: Cerleg - Dziwny sen Wioletty Bożole

Dziwny sen Wioletty Bożole

- Dzień dobry. Naszą dewizą jest punktualność, dlatego zawsze przychodzimy pół godziny wcześniej.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Dziwny sen Wioletty Bożole

– Dzień dobry. Naszą dewizą jest punktualność, dlatego zawsze przychodzimy pół godziny wcześniej.

Sześćdziesięcioletnia kobieta w szlafroku przecierała suche z zaspania oczy. W drzwiach stało dwóch mężczyzn – raczej mężczyzna i chłopak – w upaćkanych, niebieskich kombinezonach, każdy z wiadrem pełnym pędzli, szczotek, detergentów, szpachelek i pumeksów. Czuć było od nich farbą wymieszaną z klejem, poranną grozą i profesjonalizmem.

– A tak, panowie do tapet. Proszę.

Weszli do wielkiego przedpokoju.

– Pani Bożole? Rozmawialiśmy z mężem przez telefon – oznajmił starszy z mężczyzn. Każda z części jego fryzury – długie, tłuste, włosy, rzadka broda, wąsy, placek łysiny na czubku głowy – była jakby od innego kompletu. Młody wyglądał zza jego pleców, usiłując dojrzeć cokolwiek między rozchylającymi się połami szlafroka.

– Nie. To znaczy tak. Bożole, z akcentem na trzecią sylabę. Nie Bożole. Bożole.

– Słucham?

– Z mężem, tak. Męża nie ma i nie…

– A to nie szkodzi, my wszystko wiemy. On nam wytłumaczył. Możemy zaczynać od zaraz.

Zaprowadziła ich do dużego pokoju z wyjściem na taras. Meble – barek, stolik RTV, stolik kawowy, kanapa, dwa fotele skórzane, stojak na gazety – stały bez ładu na środku pokoju.

– To tutaj. Ja… wysokie ciśnienie, boli mnie głowa. Ja jeszcze pójdę spać. Mąż jest znowu w delegacji z… Lekarz zabronił mi pić kawy – i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Najpierw okleili podłogę folią malarską. Potem młody przyniósł z łazienki w wiadrach ciepłą wodę, w której rozpuścili detergenty. Wreszcie przy pomocy pędzli rozsmarowali całą chemię na ścianie przykrytej różowawą tapetą.

– Teraz trzeba czekać. W tej robocie połowa sukcesu to czekanie – podsumował starszy.

Mieli wszystko, czego potrzeba do porządnego czekania – trzaskające radyjko, które młody podłączył do kontaktu i nastawił na przypadkową stację, emaliowy garnek, grzałkę elektryczną, parówki, kajzerki i keczup.

Z tarasu rozciągał się imponujący widok na szare miasto.

– Panie Władziu, – zagaił młody, drąc kajzerkę na pół, gdy usiedli na plastikowych krzesłach. – A nie myśli pan, że to by było zabawne, gdyby się okazało, że tak naprawdę nie ma ani nas, ani tych tapet, ani tej chałtury? Że tylko tę całą Bożole po prostu bardzo napierdala łeb? Że to wszystko to tylko jej sen?

– Słuchaj, mały kurwiu, bo sprawa jest poważna – odpowiedział pan Władzio, maczając parówkę bezpośrednio w słoiku z keczupem. – Jesteś tapeciarzem. Nie jesteś od cyklinowania, czyli nie wyjaśniasz świata poprzez sumy i iloczyny, nie próbujesz w ciągach liczb odkryć natury wszech rzeczy. Nie jesteś kafelkarzem, aniołem zemsty, niosącym sprawiedliwość i słuszną karę. Nie jesteś hydraulikiem, rozplątującym nierozplątywalne. Nie zajmujesz się elektryką, więc nie zajmujesz się też wspólnotami kategorii i doświadczenia, tak samo jak nie zajmujesz się powszechnikami kulturowymi, bo nie jesteś stolarzem. Jesteś tapeciarzem. Zdzierasz tapety i kładziesz nowe. Wbij sobie to w ten pusty łeb.

– Jestem też po technikum elektrycznym. Mam uprawnienia – odpowiedział młody.

– Chuja tam, uprawnienia – pan Władzio nie chciał kontynuować rozmowy.

Koniec

Komentarze

W zasadzie to zakończenie było dla mnie totalnym zaskoczeniem. No bo jak to tak, młody postawił hipotezę, starszy zaczął dość przydługi jak na prostego tapeciarza monolog, i… nic. Ja się już nabuzowałem, a tu, jak kubeł zimnej wody, KONIEC…

Mam jedno zastrzeżenie: wydaje mi się, że odkrywa się naturę wszechrzeczy, bo co do wszech, czyli wszystkich, rzeczy to łba sobie uciąć nie dam…

Podobnie jak Juliusz, liczyłem że dowiem się od czego są tapeciarze.

Bo, że kafelkarze to aniołowie zemsty, to sprawa powszechnie wiadoma.

 

Tekst miał nielichy potencjał, ale skończył się w momencie, gdy tak naprawdę się zaczął. A szkoda. Jest tajemnica, są bohaterowie, nawet pani Bożole, z akcentem na ostatnią sylabę, co to ją rano boli głowa, jest ciekawa. I co? I nic.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No dobra, a gdzie tu fantastyka?

Ale napisane całkiem nieźle.

Babska logika rządzi!

Opowiadanie zaskoczyło mnie w dwójnasób – rozczarowującym finałem i kompletnym brakiem fantastyki. :(

 

Każda z czę­ści jego fry­zu­ry – dłu­gie, tłu­ste, włosy, rzad­ka broda, wąsy, pla­cek ły­si­ny na czub­ku głowy – była jakby od in­ne­go kom­ple­tu. – Fryzura to włosy uczesane w określony sposób. Broda i wąsy to zarost, nie fryzura.

 

Le­karz za­bro­nił mi pić kawy wy­szła, za­my­ka­jąc za sobą drzwi.Le­karz za­bro­nił mi pić kawę. I wy­szła, za­my­ka­jąc za sobą drzwi. Lub: Le­karz za­bro­nił mi picia kawy.I wy­szła, za­my­ka­jąc za sobą drzwi.

 

– Panie Wła­dziu, – za­ga­ił młody… – – Panie Wła­dziu – za­ga­ił młody

Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

– Chuja tam, upraw­nie­nia – pan Wła­dzio nie chciał kon­ty­nu­ować roz­mo­wy.– Chuja tam, upraw­nie­nia.Pan Wła­dzio nie chciał kon­ty­nu­ować roz­mo­wy.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyłączam się do komentarzy powyżej. Monolog pana Władzia zapowiada coś intrygującego, (stolarz i powszechniki kulturowe, no-no, jako etnografka z wykształcenia jestem zaintrygowana!) ale brakuje dalszego ciągu!

Dziękuję za uwagi, bardzo celne, w opowiadaniu nie ma puenty bo ja w ogóle nie lubię puent, ale też wiem, że ludzie lubią, więc będę nad tym pracował (w kolejnych tekstach znaczy się). W ogóle ten tekst jest warsztatowy.

Jeśli chodzi o brak czy nie brak fantastyki, to nie podejmuję się dyskusji, tylko powiem jak informatyk z helpdesku – “u mnie działa”, czyli ja fantastykę w tym widzę. Ale każdemu według upodobań.

A dialogi – tak, już się douczyłem jakiś czas temu, ale tutaj nie zredagowałem, mea culpa.

@annyonne – w tekście jest jeszcze Mary Douglas ukryta!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Cerleg <3 za powszechniki i Douglas.

A co do puenty – nawet nie musi być puenta. Może być niedosyt. Ale tutaj tekst skończył się, nim się zaczął. Rozbudził ciekawość, zaintrygował i… nic. Mam nadzieje, że rozwiniesz ten wątek, czeka mnie remont więc ten, przygotuję się :D

Podoba mi się. Uroczo absurdalne. Początek trochę niedbały: dwóch mężczyzn – raczej mężczyzna i chłopak, ale dalej już przyzwoicie. I zwracający uwagę tytuł. I te złote myśli mistrza :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

No kurczę, o co chodzi? Rozczarowanam!

Finałem, oczywiście, bo już, już się uśmiechałam na jakąś brawurową puentę!

Ok, przyjmuję do wiadomości niechęć do puent, bo ją podzielam. Ale nie w takich szorciakach, gdzie właściwie sens tekstu od puenty zależy. No bo teraz zostało co? Obietnica i figa z makiem. W sumie – zawsze coś.

Mnie rozwaliło oburzenie pani, by jej nazwisko czytać z akcentem na 3 sylabę :) Sama przeczytałam tytuł oczywiście akcentując 2gą ;) Szkoda, że tak się urwało nim na dobre zaczęło.

Już trzeci raz podchodzę do napisania komentarza i wciąż nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać do tego, co powiedzieli przedmówcy. No, brakuje tu puenty, brakuje. Żebyśmy się chociaż dowiedzieli, czy te wyśnione parówki smakowały wyśnionym tapeciarzom-tapeciarzom! A tu nic, zostawiłeś czytelników na wieczystą pastwę wątpliwości. 

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Jak przedpiścy, jestem rozczarowana, że gdzieś się puenta zapodziała. Czekam na kolejne teksty.

Ciekawa ta wypowiedź pana Władzia, ale tak jak cobold, liczyłem na jakiś specjalny fach dla tapeciarzy :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Czuć było od nich farbą wymieszaną z klejem, poranną grozą i profesjonalizmem.

Fajne zdanie :]

Każda z części jego fryzury – długie, tłuste, włosy, rzadka broda, wąsy,

Nie sądzę, żeby zarost zaliczał się do fryzury…

 

Heh, no nawet się uśmiechnąłem. Napisane nieźle, zabawne. Spoko yes

No nieźle.

Jest tu dość ciekawy absurd, z jakąś ciekawą puentą mogłoby być całkiem nieźle,  ale w takiej formie zakończenie rozczarowuje.

Hm… Ludziska marudzą, że nie ma puenty. Faktycznie. Nie ma tutaj silnego akcentu, zwieńczenia, ale za to jest wymowa :)

Pal licho puenty, gdy tekst jest czymś więcej niż tylko kolorową wydmuszką z ciekawym finałem.

 

Pan Władziu jest bezbłędny ;)

 

Może nie na klik, bo wszak to tylko ćwiczenie warsztatowe, ale na pochwałę zasługuje :)

 

Pozdrawiam.

Mineło trochę czasu od publikacji, ale dopiero dołaczyłem do szacownego grona, więc pozwolę sobie na słówko.

Dla mnie też działa, Odpowiedź Pana Władzia w stylu Mistrza Cietej Riposty. Całość przypomina anegdoty o Stirlitzu Bohaterowie z potencjałem, chodząc po domach i tapetując mogą przeżyć niejedno. 

Muszą tylko wydostać się ze snu pani Wioletty, a może wręcz przeciwnie …

 

Pozdrawiam

 

Nowa Fantastyka