- Opowiadanie: Skala - Alice

Alice

Drugie moje i drugie w tym samym świecie (wizji świata) co Ostatni raz, jak zwykle – z góry dziękuję za poświęcony czas i uwagi.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Alice

Tłusta kropla potu spłynęła Georgowi po czole i skapnęła z brwi na zasłonięte karty. Stół przy którym grali pokryty był zielonym suknem – kolorem nadziei, której mu właśnie ubywało.

Patrząc na leżące na stole żetony, pieniądze i drobne przedmioty starał się liczyć. Poker to przecież gra matematyczna, a nie losowa do cholery!

Przykryte dłonią karty były ósemką kier i asem pik.

Cztery odkryte na stole ósemką karo oraz dwójką, dziesiątką i królem pik. Jedna karta mogła mu pomóc lub go zniszczyć. W zmęczonej głowie nijak nie chciał mu wyjść procent szansy jaką miał.

 

George był szefem brygady budowlanej i na prawdę dobrze mu się powodziło w codziennym życiu. Z sześcioletnią córeczką Alice mieszkał w solidnym piętrowym domu na przedmieściach.

Mógł sobie pozwolić na telewizor, opiekunkę do dziecka, basen i meksykanina, który ten basen czyścił.

Miał też poza pick’upem, którym jeździł do pracy, granatowego dodge’a vipera, bo uwielbiał szybką jazdę. Alice też ją uwielbiała.

Po śmierci Donny rajdy po krętych szosach wybrzeża były ich największą wspólną radością.

Zastawił już to wszystko. Jakieś sześć godzin temu zastawił udziały w firmie, cztery godziny temu– fundusz na przyszłą naukę Alice. Nie całe pół godziny później aby to wszystko odzyskać, zaryzykował wspaniałe chwile z córką dla pary waletów. Jednak cały czas mu nie szło. Teraz przez ostatnie półtorej godziny tracił kolejne pokoje – tak wyobrażał sobie oddawanie domu podzielonego na czarne i czerwone żetony.

Miał nie całe cztery tysiące a chudy wąsacz z naprzeciwka, jedyny, który jeszcze nie odpadł w tym rozdaniu, zmuszał go do wycofania się lub pójścia na całość. Na stole leżało jego trzydzieści kawałków. Czwarta karta mogła być pikiem, ósemką lub chociaż drugim asem..

Grać w pokera zaczął w collegu, potem ostro ciął na studiach, na zmianę wygrywając i przegrywając potężne jak mu się wtedy wydawało sumy. Potem Donna pomogła mu nad tym zapanować. Stworzyli Fundusz Georga, mały procent comiesięcznych zarobków, po to by mógł go przepuszczać w Vegas.

Gra blisko domu, nielegalne wieczory pokerowe – to wszystko zostało zabronione przez zasady, które ustalili. Donna była najlepszą kobietą na świecie, dlatego udawało mu się opanować to wszystko. Potem urodziła się Alice – kolejny cud w jego życiu. Był pewny, że się wyleczył.

Powoli położył rękę na żetonach. Tak naprawdę podjął już decyzję. Tę samą, którą zawsze podejmował w takich sytuacjach. Decyzję dobrze sobie znaną, znienawidzoną. Miał wrażenie, że nigdy nie podjąłby jej sam, może poza pierwszym razem. Słowa Andrew sprzed tygodnia brzmiały mu w uszach. Już wiedział, ze miał skurwiel rację. Zresztą sam pewnie wiedział to już wtedy.

– Jasne, że jest gra Gorgie, ale uwierz mi, to za wysokie progi. Zniszczą Cię stawkami, nie pograsz, bo będziesz się wciąż pocił.

– Potrzebuję się odegrać. Mam dwa dni na spłatę Pawła. Właśnie gra o grubszy hajs może uratować mi kolana, albo palce. Daj adres i przedstaw mnie, błagam.

Kiedy na Donnę spadło drzewo, George grał w Vegas. Kiedy dowiedział się od teścia co się stało, ani myślał wracać. Vegas złapało go od razu swoją magiczną siłą za małe, skurczone z żalu i strachu jajka. Obiecywało całkowitą wolność. Od protekcjonalnego „zawsze byłeś nieudacznikiem i hańbą rodziny” tonu teścia, od płaczu małej Alice, od tłumaczenia dlaczego dobry Bóg zrzucił drzewo akurat na mamusię.

Millie pojawiła się właściwie przypadkiem. Miała krótkie blond włosy, młodą zadziorną twarz i duży srebrny kolczyk w lewym uchu. Wiecznie powyciągane t-shirty i nieprzyzwoicie krótkie dżinsy tworzyły z kowbojkami jej seksowny styl. Została jego „maskotką” przy stole z kośćmi. Wygrał dzięki niej kilka tysięcy, które później przepuścił w barze. To był chyba czwarty dzień po śmierci Donny. Była inteligentna, miła i nie była dziwką,a gdy usłyszała o Donnie i Alice kazała mu brać dupę w troki i wracać do domu.

Gdy następnego dnia spotkała go przy ruletce, sama zaciągnęła go do samochodu i kazała jechać, towarzysząc mu w drodze.

Po podróży widywał ją rzadko. Właściwie tylko kilka razy. Zawsze paroma celnymi słowami potrafiła wywołać w nim poczucie winy, że gra. Bo oczywiści znalazł gry bliżej domu, tak, że nie musiał już jeździć do Vegas. I zawsze po takiej rozmowie z Millie szedł grać, by zagłuszyć sumienie i poczuć się lepiej.

I teraz też weszła przez drzwi. Nikt na nią nie spojrzał, nikt tego nie skomentował, a on jednak jakoś poczuł, że dziewczyna jest tu na miejscu.

Ich oczy spotkały się. Jego brązowe, okolone siatką zmarszczek, nie tak gęstą bo wygładzoną przez tłuszcz. Jej błękitne, na ogół roześmiane, teraz jakby wyzywające.

– Wchodzę – powiedział przesuwając żetony po suknie.

Młody krupier podniósł w zdziwieniu brwi i odłożył kartę z góry talii na bok. Kolejnym ruchem odwrócił piątą.

Dama.

Karo.

Koniec.

– Chodźmy stąd – wyszeptała mu do ucha Millie.

– Panowie, to jest…

– Ćśśśs, oni mnie nie widzą. Tylko Ty. Chodźmy już.

Rzucił karty i wyszedł. Para dam, którą wąsacz odkrył lekkim gestem nie zaskoczyła go ani trochę.

Padało, więc machnął na taksówkę. W kieszeni zostało mu jeszcze osiem dolarów. W sam raz na drogę do domu. Opiekunce, mulatce imieniem Wonda, która zawsze pachniała wanilią i śmiała się donośnie, zapłacił wcześniej. Miał resztę nocy żeby się spakować. Nie dość, że nowy właściciel domu nie należał do wyrozumiałych, to jeszcze musiał zniknąć Pawłowi. Na szczęście pick up nie był wart nawet stówy i nie liczył się w rozgrywce. Mieli czym uciekać.

Millie siedziała obok milcząc. W taksówce dominował zapach goździków, które żuł kierowca i głos spikera, który zapowiadał opady przynajmniej do końca tygodnia.

– Nie najlepszy moment na brak dachu nad głową – zauważyła Millie.

– Proszę Cię…

– Coś pan mówił szefie? – twarz kierowcy była czarna jak nocne niebo przecięte księżycem zębów – mówił z silnym akcentem, którego George nie potrafił rozpoznać.

– Tylko, że paskudna pogoda.

– Ano. Ślisko jak diabli. Nie dalej jak godzinę temu potrąciłem pieska, hamulce nie działają na kałużach. No cóż, pieskie życie nie? – zarechotał chrapliwie i wcisnął kolejnego goździka do ust.

Wonda przyzwyczajona, że George wracał późno, śmierdząc fajkami i whisky, popatrzyła jedynie z naganą i wyszła całując go w policzek. Wanilia była jak łagodny okład dla zmęczonej, nieogolonej twarzy.

Kiedy weszli tu pierwszy raz z Donną, patrzyli, jak on teraz, na schody prowadzące na górę i na korytarz obok. Przeszli korytarzem do dużego pokoju, rozświetlonego lipcowym słońcem, był wielki i pusty. Donna skakała, piszczała i co i rusz całowała go w policzek, raz na jakiś czas dłużej, w usta. Zapalił światło. Teraz stał tu stół i barek, do którego skierował kroki. Nie zdziwił się na widok Millie siedzącej na kanapie.

Krótkie dżinsowe spodnie lekko zrolowały się w kroku odsłaniając różową bieliznę. Pierwszy raz zdał sobie sprawę z tego, że ma na nią ochotę.

Nalał szklankę Jacka Danielsa, wychylił ją duszkiem i nalał nową. Millie obserwowała go uważnie przez cały czas. Usiadł przy stole rozglądając się w koło po rzeczach – miał przed sobą sporo pakowania.

Spojrzał w szklankę i gdy podniósł głowę dziewczyna siedziała obok. Na odwróconym oparciem do przodu krześle, nogami obejmując drewniane przęsła. Chciał skoncentrować się na piersiach pod luźną koszulką, ale przeszkodził mu stukot przedmiotu który położyła na stole. Metal na drewnie, zapach oleju.

Wziął Glocka do ręki. Był ciężki i załadowany. Odbezpieczony. Odłożył go na stół i wyciągnął paczkę fajek z kieszeni.

– Palisz w domu?

– To nie jest już mój dom. I tak opuszczę go w nocy. Nawet gdybym ich zabił przyjdzie ktoś inny, zresztą – zgasił zapałkę strzepując z niej ogień i wydmuchnął dym – nie jestem gangsterem. Nie potrafię zabijać.

– Źle mnie zrozumiałeś.

Przeszła mu ochota na seks. Był tylko pijany. Nie wiedział czy bardziej rozżalony czy rozdrażniony.

– Co mam niby zrobić?

– Pomyśl o Alice.

Pomyślał. Życie, które dla nich planował na najbliższą przyszłość miało się składać z pickupa i paru najpotrzebniejszych rzeczy, nocy w samochodzie lub przydrożnych motelach, pod warunkiem, że wygra lub ukradnie jakieś pieniądze. Może czasem będą spać w budce, koło stacji benzynowej lub warsztatu jeśli ktoś da mu zapracować na benzynę i olej. I czekała ich wieczna ucieczka, bo ten szalony Polak nie odpuści mu długu.

– To nie jest życie dla dziecka – powiedziała Millie jakby czytając mu w myślach.

Alice potrzebowała szkoły. Nauczycieli, przyjaciółek, pierwszej miłości. Wiedział to i był zły. Nie mógł jej tego dać, gorzej – zabrał jej to.

– Odegram się – powiedział wstając.

– Za co, kto pożyczy Ci teraz pieniądze? – położyła mu ciepłą rękę na ramieniu, popatrzyła w oczy. Pachniała jak sushi, surową rybą i glonami – Twoje opcje się skończyły, Georgie, teraz musisz tylko podjąć decyzję, czy myślisz o sobie czy o Alice.

– Co mam w takim razie zrobić? – zapytał zrezygnowany.

Przesunęła broń w jego kierunku.

– Tobie mogą wszystko zabrać, bo zmuszą Cię, żebyś podpisał papiery lub sam im je zostawisz podpisane tak jak obiecałeś. Dziecku, które właśnie straciło ojca i przejmuje spadek nic nie zrobią, bo musieliby się przyznać do nielegalnej gry. Zajmie się tym państwo i da jej. Będzie zabezpieczona, aż do ślubu.

Ślub– to słowo spowodowało, że się rozpłakał. Miał nie zobaczyć ślubu małej Alice, miał już ani razu nie wspomnieć ślubu z Donną. Myśl o jego własnym ślubie zmieniła łzy w szloch, trząsł się w spazmach trzymając w ręku Glocka.

– Zaopiekujesz się nią?

– Oczywiście.

– Kim Ty właściwie jesteś?

Pogłaskała go po głowie i pocałowała w czoło.

– Jeszcze się przekonasz.

Lufa była zimna w dotyku. Na chwilę uspokoił się, by podczas strzału nie drżały mu ręce. Statystyki, które kiedyś czytał mówiły, że ponad sześćdziesiąt procent samobójców, próbujących zabić się bronią palną, tylko się oszpeca.

– Tato?

Nie usłyszał. Pociągnął za spust.

Krew spływała po ścianie powoli, z godnością, jakby świadoma powagi chwili.

Mała dziewczynka stała w drzwiach pokoju z otwartymi ustami.

Millie podeszła do niej.

– Alice? Jestem przyjaciółką twojego taty. Prosił, żebym się tobą zaopiekowała. Musisz teraz założyć buty i kurtkę i szybko pobiec na plac zabaw. Schowaj się w krzakach za nim. Ja niedługo po ciebie przyjdę. Nie możesz być tu bo zaraz przyjadą źli ludzie, przez których zabił się twój tata. Idź szybko Alice. IDŹ!

– Dlaczego to zrobiłaś? – George nie rozumiał do końca co się działo. Widział swoje ciało leżące na ziemi. Widział sąsiada stojącego na werandzie, od strony ogrodu, z komórką przy uchu. Widział Alice uciekającą przez ulicę przed domem i Millie, delikatnie świecącą w półmroku, który nagle nastał.

– Wiem co robię, to dla jej dobra. Uwierz mi, dzięki mnie wyrośnie na silną, niezależną kobietę.

– Jesteś aniołem prawda? Zabierz mnie do Donny.

– Do Donny?

– Musiała pójść do nieba. Była dobra.

Coś dziwnego przemknęło przez twarz Millie. Wyraz złości, może pogardy. Nie umiał tego odszyfrować.

– Ta dziwka zdradzała cię z kumplem z pracy, ale zdążyła się z tego wyspowiadać.

– Kłamiesz – powoli opanowywał go strach – nieważne, zabierz mnie już.

– Samobójcy nie idą do nieba.

– Przecież się poświęciłem. To dla jej dobra. Musi być za to nagroda.

– Wiesz, nie ja to tak wymyśliłam. I nie będę wydziwiać. Mój szef raz powiedział co mu nie pasowało i od razu został zdegradowany. Dlatego zabiorę cię tam gdzie trzeba. Zawsze możesz złożyć zażalenie.

***

– Hej Alice?

W krzakach było ciemno i już miała dość siedzenia sama. Ale coś w głosie tej pani z domu przestraszyło ją tak, że bardziej bała się wyjść. Dlatego kiedy młoda blondynka pojawiła się po raz kolejny, tym razem uśmiechnięta i miła, Alice poczuła się lepiej.

– Chodźmy, jestem pewna, że zostaniemy przyjaciółkami, chcesz mieć przyjaciółkę? – Alice kiwnęła głową, łapiąc wyciągniętą do niej rękę.

Koniec

Komentarze

Bohater nie wzbudził sympatii, ale końcówka interesująca. Jest jakiś pomysł.

Gorzej z wykonaniem. Interpunkcja poważnie niedomaga, są i inne błędy.

Mógł sobie pozwolić na telewizor, opiekunkę do dziecka, basen i meksykanina, który ten basen czyścił.

Nazwy narodowości dużą. Chyba że ten pochodził właśnie z miasta Meksyk?

nie całe => niecałe

– Proszę Cię…

Ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą literą. Tylko w listach dużą.

Babska logika rządzi!

Dość ponura historia i choć czytałam z zainteresowaniem, dość długo zdawała mi się zupełnie pozbawione fantastyki. Jednak końcowy fragment sprawił, że musiałam zmienić zdanie.

Chciałabym móc powiedzieć, że opowiadanie czytałam z przyjemnością, ale niestety, nie najlepsze wykonanie część przyjemności zniweczyło. Mam jednak nadzieję, Skalo, że lektura Twoich kolejnych opowiadań będzie coraz bardziej satysfakcjonująca. ;)

 

Geo­r­ge był sze­fem bry­ga­dy bu­dow­la­nej i na praw­dę do­brze mu się po­wo­dzi­ło w co­dzien­nym życiu. – …napraw­dę do­brze

 

Miał też poza pick’upem, któ­rym jeź­dził do pracy… – Miał też poza pikapem, któ­rym jeź­dził do pracy

Używamy pisowni spolszczonej. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie w dalszej części opowiadania.

 

bo uwiel­biał szyb­ką jazdę. Alice też ją uwiel­bia­ła. – Powtórzenie.

 

Za­sta­wił już to wszyst­ko. Ja­kieś sześć go­dzin temu za­sta­wił udzia­ły w fir­mie… – Powtórzenie.

 

czte­ry go­dzi­ny temu– fun­dusz na przy­szłą naukę Alice. – Brak spacji przed półpauzą.

 

Nie całe pół go­dzi­ny póź­niej… – Niecałe pół go­dzi­ny póź­niej

 

Miał nie całe czte­ry ty­sią­ce… – Miał niecałe czte­ry ty­sią­ce

 

Czwar­ta karta mogła być pi­kiem, ósem­ką lub cho­ciaż dru­gim asem.. – Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli miał być wielokropek, jednej kropki brakuje.

 

Grać w po­ke­ra za­czął w col­le­gu… – Grać w po­ke­ra za­czął w koledżu

 

Znisz­czą Cię staw­ka­mi, nie po­grasz… – Znisz­czą cię staw­ka­mi, nie po­grasz

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Wiecz­nie po­wy­cią­ga­ne t-shir­tynie­przy­zwo­icie krót­kie dżin­sy… – Dziewczyna chyba nosiła szorty, nie krótkie dżinsy.

Proponuję: Wiecz­nie po­wy­cią­ga­ne T-shir­ty i nie­przy­zwo­icie krót­kie dżin­sowe szorty

 

miła i nie była dziw­ką,a gdy… – Brak spacji po przecinku.

 

Opie­kun­ce, mu­lat­ce imie­niem Wonda… – Opie­kun­ce, Mu­lat­ce imie­niem Wonda

 

Nalał szklan­kę Jacka Da­niel­sa… – Nalał szklan­kę jacka da­niel­sa

Nazwy trunków zapisujemy małymi literami. http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431

 

Usiadł przy stole roz­glą­da­jąc się w koło po rze­czach… – Usiadł przy stole, roz­glą­da­jąc się wkoło po rze­czach

 

Wziął Gloc­ka do ręki.Wziął gloc­ka do ręki.

Nazwy broni też zapisujemy małymi literami.

 

Ślub– to słowo spo­wo­do­wa­ło… – Brak spacji przed półpauzą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi, starałem się wyłapać – nie wyłapałem. 

regulatorzy – Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las i Wasze komentarze to sprawią :)

Widzę, że poza przecinkami, jeszcze spolszczenia z angielskiego będą moją zmorą – ten pikap mnie zabił, nie spodziewałem się zupełnie :)

Cieszę się, Skalo, że uwagi okazały się przydatne.

Mam nadzieję, że niebawem otrząśniesz się z szoku i z powodzeniem poradzisz sobie z wszystkimi zmorami. Twierdzisz, że pikap Cię zaskoczył, ale dżinsy napisałeś poprawnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmm… Dlaczego George’a nie zdziwiło to, że nikt oprócz niego nie widział Millie?

Wydaje mi się, że poprawna odmiana imienia „George” to taka z apostrofami. Zerknij: https://sjp.pwn.pl/zasady/240-61-2-Imiona-obce;629610.html

Tłusta kropla potu spłynęła George’owi po czole i skapnęła z brwi na zasłonięte karty.

Stworzyli Fundusz George’a, mały procent comiesięcznych zarobków, po to by mógł go przepuszczać w Vegas.

Ogólnie opowiadanie mnie zaintrygowało, choć faktycznie w niektórych momentach było nużące. I zabrakło mi jakiegoś wytłumaczenia, kim była ta dziewczyna.

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Nie przeczytałam poprzedniego opowiadania, tylko przeskanowałam i w komentarzach zauważyłam, że coś wspomniałeś o inspiracji “Amerykańskimi bogami”, ale dobra, będę komentować tylko ten tekst :)

 

Dlaczego akcja w Stanach Zjednoczonych? Mieszkałeś Stanach czy coś w tym stylu. Pytam się, ponieważ nie do końca wyczułam Twoją wizję US, jakbyś opierał się na danych np. z filmów, książek etc., ale nie robią takiego większego researchu. Dlatego mam problem z usprawiedliwieniem dlaczego akurat Stany, po co? Jaki jest cel? Bo jeśli chcesz kontynuować tę historię, naprawdę, popracuj nad tłem, daj jakieś usprawiedliwienie, bo na tę chwilę, akcja równie dobrze może być w Polsce. Np. Amerykanie lubią podkreślać z jakiego stanu pochodzą, jest to bardzo istotny element w ich kulturze. Zresztą, stany w US to tak naprawdę państwa.

To mój największy zarzut i niestety, zbyt mocno rzuca się w oczy “naskórkowe” nakreślenie Stanów.

Za mało dramatyzmu ma ten główny bohater. Taki przegrany George, który pod początku wie, że jest przegrany. Nie łamie się, już jest złamany, dlatego też nawet nie mam jak mu współczuć, bo nie ma za co. Końcówka szybka i bardziej ciekawa, ale niestety niesmak po George’u został.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ciekawe przedstawienie skutków uzależnienia od hazardu. Część realistyczna podobała mi się.  Część nadnaturalna już mniej, nie czytało się źle, ale motyw diabła trochę sztampowy.

Patrząc na leżące na stole żetony, pieniądze i drobne przedmioty starał się liczyć.

Podmiotem z poprzedniego zdania jest stół.

Poker to przecież gra matematyczna, a nie losowa do cholery!

Ajjjj… :/

Nie całe pół godziny

niecałe

zaryzykował wspaniałe chwile z córką dla pary waletów

???

Miał nie całe cztery tysiące

– Ano. Ślisko jak diabli. Nie dalej jak godzinę temu potrąciłem pieska, hamulce nie działają na kałużach.

– Proszę się zatrzymać, wysiadam. <odpala aplikację Uber>

 

Dużo niepotrzebnych informacji, kulejący styl oraz interpunkcja. Fabularnie sztampa. Na plus wykorzystanie pokera w tekście, chyba się z tym jeszcze nie spotkałem na portalu. 

No nieźle.

Mnie się wydaje, że poker już był. Obstawiałabym, że Roger coś napisał na ten temat.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka