- Opowiadanie: SzczwanyLis - Sn0w Wh1te

Sn0w Wh1te

Nigdy, przenigdy nie napisałem baśni. Otwór ten powstał w zasadzie pod wpływem drażniącej od dawna myśli: Czy autorzy tekstów mogą inspirować się w dużym stopniu klasykami gatunku, czy raczej powinni stworzyć coś w całości własnego? Historia zna bowiem wiele takich przypadków. Bez inspiracji jednak nie powstałoby wiele ciekawych prac, choć natrętna myśl o samodzielności jest ode mnie silniejsza.

Zastanowiłem się zatem: A co gdyby umieścić zwyczajną Śnieżkę w klimatach kosmosu?

Podkreślam: nigdy nie pisałem baśni, specjalizuję się natomiast w normalnych opowiadaniach, które odnosiły kilka razy sukces w konkursach pisarskich. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałbym przeczytać konstruktywną krytykę.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Sn0w Wh1te

W minionej już dawno, dawno temu przyszłości, w ogromnym pałacu barwy sadzy, na mroźnej planecie Hath żyła sobie para królewska. Pewnego dnia królowa patrząc przez okno, dostrzegła ślady krwi upolowanego malacza. A ponieważ czerwona krew cudnie wyglądała na białym śniegu, królowa pomyślała sobie:

„Ach, jak bardzo bym chciała mieć dziecko białe jak śnieg, rumiane jak krew i o włosach czarnych jak sadza”.

Niedługo po tamtym dniu królewska para doczekała się dziecka, a dokładniej córeczki. Biała była jak śnieg, rumiana jak krew i o włosach czarnych jak sadza. Niestety jednak zaraz po urodzeniu córki królowa zmarła.

Po kilku latach król pojął drugą żonę. Niebywale była to piękna kobieta, lecz tak dumna i zadufana w sobie, że chciała być najpiękniejszą w całym wszechświecie. Posiadała ona specjalny komputer, którego pytała co dzień – rano i wieczorem:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiadał:

 

Tyś, królowo, najpiękniejsza we wszechświecie.

 

I królowa była kontenta z tak otrzymanej odpowiedzi, bo wiedziała, że komputer przeszukuje wszystkie zasoby danych w całym kosmosie, zatem oznajmia samą tylko prawdę.

Pewnego dnia królowa zadała swemu komputerowi pytanie:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

Królowo, jesteś piękna jak gwiazda na niebie,

lecz Sn0w jest googol razy piękniejsza od ciebie.

 

Przestraszyła się królowa, zżółkła z żółci, która wnet napłynęła, i zzieleniała z zazdrości. I tak żyła kilkanaście lat, obmyślając plan, jak znów stać się jedyną najpiękniejszą we wszechświecie. Wreszcie w noc ciemniejszą niż pozostałe przywołała do siebie nadwornego międzyplanetarnego łowcę głów i nakazała:

– Masz wylecieć z dziewczyną na planetę za siódmą gwiazdą, nie chcę jej więcej widzieć na oczy. Masz ją zabić, a na dowód tego przynieś mi jej serce.

Myśliwy posłusznie usłuchał rozkazu i nazajutrz wyleciał ze Sn0w, zapewniając ją, że będzie ją uczył tropienia zwierząt. Sn0w była tym faktem uradowana, trzeba wam bowiem wiedzieć, że przez lata łowca głów i Sn0w bardzo się ze sobą zżyli, a dziewczynie podróż tak daleko bardzo odpowiadała z wielu względów.

Gdy już wylądowali na porośniętej gęstą puszczą planecie i oddalili się od statku na pięć mil, myśliwy zatrzymał się i wyciągnął swój nóż. Sn0w zaniepokoiła się, widząc błyszczące złowrogo ostrze i wbity w nią wzrok łowcy głów. Padła na kolana, domyślając się, dlaczego została tutaj sprowadzona, rozpłakała się i zaczęła go błagać tymi słowami:

– Ach, najdroższy łowco, daruj mi życie, ucieknę jeszcze bardziej w głąb dzikiej puszczy i już nigdy nie wrócę do domu!

A że była nastoletnia, piękna i łączyła go z nią silna więź, łowca ulitował się i odpowiedział:

– Uciekaj zatem, biedne dziewczę!

Gdy dziewczyna uciekła, zmartwiony łowca głów udał się w drogę powrotną na swój statek, roniąc łzy, których nie chciał, by ktokolwiek zobaczył. Po drodze zabił młodego pey’ja, odpowiednik ziemskiego warchlaka, i wyjął z niego wątrobę i nerkę, by przynieść je złej królowej na dowód śmierci Sn0w. Kucharz ugotował je w przyprawionej wodzie, a królowa zjadła jedno i drugie w przekonaniu, że są to wątroba i nerka swojej pasierbicy.

W tym samym czasie Sn0w uciekała przez gęstą i nieprzebytą jeszcze przez żadną istotę rozumną puszczę. Mijały godziny, aż w końcu oba słońca zaszły i nastała ciemność. Puszcza wyraźnie się przerzedziła i dziewczyna ujrzała pomiędzy olbrzymimi, porośniętymi gęstym mchem drzewami tajemnicze, białe światła. Gdy wyszła z puszczy, rozejrzała się dookoła i zorientowała się, że natrafiła na jakąś tajemniczą stację zbudowaną z kwadratowych, metalowych członów przyległych ciasno do siebie.

Była zmęczona ucieczką, toteż otworzyła drzwi najbliższego segmentu i weszła do środka. Halogenowe lampy zapaliły się automatycznie wyłaniając z ciemności obszerne pomieszczenie wyposażone w biały, niski stół i siedem jeszcze niższych krzeseł. Przy ścianach stały wysokie do sufitu metalowe i błyszczące szafy kryjące tajemnicze rzeczy, lecz dziewczyna była zbyt zmęczona by otwierać wszystkie, i zbyt kulturalna by w nich grzebać. Otworzyła jednak tę, która najbardziej przypominała lodówkę – tę pobrudzoną najbardziej przy krawędzi śladami szerokich dłoni – i znalazła trzy platany, trzy manzany i jedną butelkę z przezroczystym płynem.

Gdy zjadła wszystkie owoce i wypiła całą zawartość butelki, poczuła się znużona i zapragnęła niczego innego jak tylko położyć się do łóżka i zasnąć. Przeszła zatem do drugiego segmentu i znalazła tam stojące przy ścianach łóżka – jedne dłuższe, drugie krótsze i jedno w sam raz dla niej. Zdjęła ubłocone buty i położyła się do niego, nakrywając się swoją skórzaną kurtką, i w taki sposób zasnęła.

Jakiś czas po tym na stację z pracy przybyło wszystkie siedem dworfów. Jakie było ich zdziwienie, kiedy zobaczyli ślady butów w kuchni. Postanowili więc iść tym tropem i niedługo stanęli wszyscy siedmioro przez łóżkiem, w którym spała dziewczyna. Jeden z nich zacisnął mocniej dłonie na swojej rebie. Popatrzeli po sobie i wszyscy jak jeden mąż krzyknęli:

– E!

Dziewczyna zerwała się przestraszona i błędnym wzrokiem, takim jaki mają ludzie, którzy zbyt gwałtownie się obudzili, obejrzała się z prawa na lewo, a potem z lewa na prawo po wszystkich niskich postaciach.

– Kim jesteś? – Spytał dworf trzymający swoją rebię.

– Jestem Sn0w Whi1te.

– Jak tu wtargnęłaś? Nie słyszałaś o naruszeniu przestrzeni prywatnej? To karalne!

Opowiedziała im więc dziewczyna o złej królowej, o międzyplanetarnym łowcy głów, o ucieczce przez puszczę i o znalezionej stacji.

– Nic dziwnego, że jak wyżłopała całą butelkę, to musiała iść w kimę – szepnął czarnobrody dworf do swoich towarzyszy.

– Proszę, pomóżcie mi, drodzy mieszkańcy! – Zawołała Sn0w, patrząc na dworfy błagalnym wzrokiem.

Mieszkańcy stacji odeszli kawałek dalej i zaczęli szeptać między sobą szybko i nerwowo, co chwila patrząc na dziewczynę. Po chwili podeszli do niej i jeden z nich odpowiedział:

– Możesz zostać, jeśli będziesz zajmowała się stacją. Będziesz musiała gotować, ścierać kurze, czyścić podłogi, pucować okna i lampy, prać nasze rzeczy i ogólnie utrzymywać porządek na całej stacji.

Dziewczyna przyjrzała mu się dokładniej, delikatnie przechylając głowę w zdziwieniu, a jej usta uformowały się w małą literkę „o”.

– Ale, ja nigdy…

– W takim razie zjeżdżaj. Nikt za darmo ci nic da.

– Dobrze, ale nie będę prała waszych rzeczy!

Jak powiedzieli, tak też zrobili. Sn0w została na stacji i utrzymywała na niej należyty porządek; rankami zaś dworfy opuszczały bloki i szły wydobywać bogactwa naturalne z najbliższej góry, a wieczorem wracały na kolację, którą przygotowywała dla nich dziewczyna. Całymi dnia Sn0w była sama, a dworfy mówiły jej przed każdym wyjściem:

– Pamiętaj, uważaj na macochę, bo nigdy nie wiadomo, co ta jędza wymyśli, żeby cię zgładzić!

Królowa zjadłszy wątrobę i nerkę, które uważała za wnętrzności swojej pasierbicy, myślała, że znów jest najpiękniejszą istotą we wszechświecie. Pytała się zatem swojego nieomylnego komputera:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie,

lecz za siedmioma gwiazdami

żyje Sn0w z dworfami

googol razy piękniejsza od ciebie.

 

Wpadła w szał królowa, gdyż wiedziała, że komputer przeszukuje wszystkie zasoby danych w kosmosie i prawdę zawsze mówi. Zrozumiała w jednej chwili, że łowca głów oszukał ją, a jej znienawidzona pasierbica żyje i ma się dobrze. Znów nie mogła ze złości spać nocami i zaznać spokoju, gdyż każdą chwilę wypełniało jej szukanie sposobu, jak zabić dziewczynę. Trzy dni potem wpadła na przebiegły plan: wezwała do siebie najprzystojniejszego młodzieńca na całym dworze, wręczyła mu księżycową różę i kazała mu lecieć na planetę i odszukać dziewczynę, by wręczyć jej kwiat i zastrzec jej, że ma niezwłocznie wsadzić go do wody.

Nazajutrz na stację zawitał przystojny młodzieniec ubrany w najpiękniejsze ubrania i z różą w dłoni zapukał do drzwi.

Sn0w uchyliła ostrożnie drzwi, ale że zobaczyła pięknego mężczyznę, otworzyła je szerzej, uśmiechnęła się i przywitała.

– Uśmiech twój jaśniejszy od wybuchu supernowej, piękna damo. – Przywitał ją młodzieniec i ucałował w dłoń.

– Dłonie twoje delikatniejsze niźli ogon komety mknącej w bezmiarze toni kosmicznej. – Po raz kolejny pochlebił jej, a dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym zafascynowania graniczącego z zauroczeniem. I tym razem młodzieniec miał przygotowaną kwestię:

– Wpadłem w twe czarne i jakże piękne oczy, od których uciec nie mogę jak światło nie może z czarnej dziury.

I dziewczyna przepadła w zauroczeniu, zafascynowana do cna przystojnym młodzieńcem. Zerknęła przelotnie na różę, lecz jej wzrok zatrzymał się na twarzy młodego mężczyzny.

– Weź proszę tę piękną różę, lecz nijak dorównującej twemu pięknu, i wsadź ją szybko do wody, by nie zwiędła, gdyż przyleciała wprost z księżyca. Ja zaś zjawię się wieczorem, by móc podziwiać twa nieziemską urodę. Teraz jednak lecieć muszę, lecz nie zapomnij mnie do dzisiejszego wieczoru!

I młodzieniec pobiegł tam, skąd nadszedł. Dziewczyna zaś pamiętając o zaleceniu dotyczącym róży, szybko wsadziła ją do metalowego wazonika i postawiła na stole. Gdy tak patrzyła na przepiękny kwiat, rozmyślała o tajemniczym młodzieńcu. Z każdą chwilą rozmyślania czuła się coraz bardziej ociężale, przedmioty zaczęły się zamazywać przed jej oczami i wtem pojęła swój błąd, przed którym ostrzegały ją dworfy. Gdy chciała wyjąć księżycową różę z wazony, upadła na podłogę nieprzytomna.

Trzeba wam bowiem wiedzieć, że księżycowe róże najlepiej czują się, gdy rosną w suchej ziemi znalezionej na księżycu. Biada temu, kto myśli o ich podlewaniu! Róża wówczas czuję się nieswojo i zamiast pięknego zapachu, wydziela bezwonny trujący gaz, który wnet uśmierca każdego.

Niedługo potem siedem dworfów przybyło na stację i znaleźli leżącą na podłodze Sn0w. Jeden z nich szybko wyrzucił kwiat z wazonu przez okno, a dwaj wynieśli dziewczynę na zewnątrz. W tym samym czasie czwarty przygotował maskę do oddychania w kopalniach i nałożył dziewczynie na głowę. Sekundy mijały jak minuty, a kolejne minuty jak godziny. Wtem Sn0w odetchnęła głębiej i rozkaszlała się.

Gdy dworfy dowiedziały się wszystkiego od dziewczyny, rzekły:

– Ten młodzieniec na pewno był wysłannikiem starej raszpli. Strzeż się, bo ta prukwa na pewno będzie chciała cię zgładzić, gdy dowie się, że żyjesz.

Gdy młodzieniec przybył na dwór, opowiedział wszystko złej królowej, a ta zaśmiała się ze swojego przebiegłego planu. Podeszła do komputera i spytała się:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie,

lecz za siedmioma gwiazdami

żyje Sn0w z dworfami

googol razy piękniejsza od ciebie.

 

Kiedy królowa usłyszała to, wpadła w jeszcze większy szał niż poprzednim razem, gdy zrozumiała, że jej pasierbica wciąż żyje.

– Lecz teraz – oznajmiła – wymyślę coś takiego, że Sn0w już na pewno zginie!

Rozkazała nowemu nadwornemu łowcy głów znaleźć najbardziej uroczego i najsympatyczniejszego zwierza na całej planecie. Gdy już to uczynił i przyprowadził zwierzę przed królową, ta wręczyła mu małą fiolkę ze srebrnym pyłem i wydała instrukcję, że ma polecieć na planetę zamieszkaną przez dziewczynę, a przed drzwiami stacji posadzić zwierzę i posypiać je srebrnym pyłem. Ma jednak strzec się zawartości, bo może się to dla niego tragicznie skończyć.

Tak też uczynił i tego samego dnia dziewczyna wychodząc na dwór, ujrzała przed drzwiami stacji najsmutniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziała w swoim życiu.

– Ojeju, jaki mały zbłąkany i biedny zwierzaczek… Kto cię tu ziośtawił, ciooo? Choć tu do mnie maluśku…

I Sn0w wzięła uroczego zwierzaczka na swoje ręce i zaprowadziła go do domu. Napełniła metalowy talerzyk wodą, a na drugi nałożyła resztki ze śniadania. Gdy tak szła w kierunku uroczego zwierzęcia, cała nagle zwiotczała i padła na ziemię zupełnie bez życia.

Na całe szczęście wieczór był już blisko i dworfy zastały Sn0w leżącą na kuchennej podłodze. Szybko wygoniły czworonożne, smutne zwierzę, domyślając się, że to jego sprawka i uważnie, lecz zachowując ostrożność, przebadały dziewczynę. Jej serce nie biło. Szybko wzięły przymocowany zgodnie ze standardami BHP defibrylator i postąpiły zgodnie z instrukcją.

Pierwszy impuls przeszedł przez ciało. Brak oznak życia.

Drugi impuls. Dziewczyna wciąż nie dawała żadnych oznak.

Trzeci impuls ugodził ciało i wtem Sn0w zaczerpnęła raptownie powietrza. Wstając z ziemi, zostawiła na niej srebrny, podłużny i ledwie widoczny podłużny ślad, który spadł z jej odkrytych pleców. Zauważył go jednak najbystrzejszy z dworfów – naukowiec – który szybko pozbierał go i zaniósł do laboratorium.

Okazało się potem, że dziewczyna padła ofiarą robo-mikro-cyber-pcheł, gdy wzięła zwierzę na ręce.

– Dlaczego zatem zwierzęciu nic się nie stało? – Spytała dziewczyna.

– Ta stara ciućma przeprogramowała je, żeby atakowały tylko układ nerwowy człowieka. Sprytna sztuczka.

Dworfy i tym razem ostrzegły ją, by pod żadnym, ale to pod żadnym pozorem nie rozmawiała z nikim obcym ani nie przyprowadzała na stację żadnych, choćby najbardziej uroczych zwierząt.

Królowa znów spytała swój nieomylny komputer:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie,

lecz za siedmioma gwiazdami

żyje Sn0w z dworfami

googol razy piękniejsza od ciebie.

 

Kiedy królowa dowiedziała się, że po raz kolejny pasierbica uszła z życiem, ogarnęła ją jeszcze większa fala nienawiści niż za poprzednim razem i krzyknęła:

– Ta bździągwa ma zginąć, choćbym i ja miała!

Po tych słowach udała się do nadwornej szklarni, gdzie trzymane były cudnie wyglądające, lecz śmiertelne zakrzańce, i ostrożnie wzięła trzy i schowała je do metalowego pudełka. Następnie ubrana w kombinezon weszła na swój najszybszy kosmiczny śmigacz i poleciała za siódmą gwiazdę, by osobiście zająć się sprawą pasierbicy.

Nim jeszcze wzeszło pierwsze słońce, pod osłoną nocy zakradła się pod ścianę bloku sypialnianego. Włączyła swój specjalny wizjer, który ukazywał ciepło ciał nawet przez stalowe ściany i zorientowała się, że Sn0w mieszka dokładnie nad wywietrznikiem. Zdjęła kratkę z otworu wentylacyjnego, otworzyła pudełko i szybko przerzuciła jego zawartość do środka. Zestresowane zakrzańce oddaliły się od królewej w głąb klimatyzacji, a morderczyni pozostawiła po sobie porządek, śmiejąc się cicho pod nosem na myśl, że wreszcie dziewczyna zginie.

Zakrzańce kroczyły przed siebie przez ciemny tunel wentylacyjny, aż wreszcie natrafiły na wolno obracający się wiatrak. Kroczyły jednak na swoich ośmiu odnóżach dalej, by zostać potrącone przez łopatki i stać się jeszcze bardziej zestresowane. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że zakrzańce w chwilach największego zaniepokojenia i zagrożenia wydzielają silną truciznę, którą wtłaczają ostrym żądłem wbitym żyjącemu zagrożeniu. W takim też stanie spadły wprost na śpiącą spokojnie Sn0w i użądliły ją po kolei w szyję, rękę i odkrytą nogę. Dziewczyna szybko zerwała się z łóżka i krzyknęła na widok obrzydliwych zakrzańców na pościeli. Wnet zjawili się wszyscy dworfowie. Jeden z nich chwycił już upadającą po raz kolejny na ziemię dziewczynę, a drugi zawinął zakrzańce w koc i cisnął nim do pieca w bloku ciepłowniczym.

Dworfowie nie wiedzieli, co zrobić w tak zaistniałem sytuacji. Nie mieli na stacji żadnej surowicy, którą mogliby wyleczyć zatrucie Sn0w.

– Szybko! – Krzyknął jeden z nich po chwili zastanowienia. – Umieśćmy ją w komorze hibernacyjnej! To zatrzyma działanie jadu!

Tak też uczynili. Umieścili ostrożnie pechową dziewczyną do komory, podłączyli do aparatur kriogenicznych i zamknęli wieko, patrząc z napływającymi do oczu łzami na blednącą dziewczynę.

Kiedy królowa przybyła wreszcie do pałacu, wnet pobiegła do komputera i zadała mu pytanie:

 

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

Tyś, królowo, najpiękniejsza we wszechświecie.

 

I w ten sposób odzyskało jej zawistne serce spokój a królowa śmiała się ze swojej przebiegłości.

Kilka tygodni później na stację przyleciał młody przedsiębiorca, by skontrolować postępy pracy swoich pracowników. Przechadzając się po segmentach stacji natrafił na zahibernowaną dziewczynę i krzyknął:

– Co to jest, do cholery!?

I dworfy opowiedziały mu całą historię pechowej dziewczyny. Opowiedziały mu o tym, że jest królewską córką, o zamachach na jej życie i o tym, jak bardzo była dla nich dobra prze ten cały czas.

– Ale nie wykorzystywaliście jej za bardzo? – Zapytał podejrzliwe przedsiębiorca.

– A w życiu! Co sobie szef o nas myśli! – Oburzył się jeden z nich. – My nie tacy! No, na pewno nie ja… – i spojrzał nerwowo na swoich kolegów.

– Chwila moment! – Zakrzyknął przedsiębiorca. – Mam przecież na statku WAM!

– Że co? – Spytali równocześnie dworfowie.

– Wielozadaniową Aparaturę Medyczną! Szybko, weźcie kapsułę i wnieście ją na mój statek. Uratujemy tę piękną dziewczynę!

Tak też się stało. Nie minęła nawet godzina, gdy komputer WAM-u zajął się dziewczyną i w zaprogramowany na takie wypadki sposób przywrócił jej pełnię zdrowia.

Zdezorientowana rozejrzała się znad komory WAM-u i spytała:

– Majne Boże, gdzież jestem?

– Jesteś na moim statku. – Wyjaśnił przedsiębiorca i opowiedział jej, jak to się wszystko zdarzyło, kończąc: – Wybacz, że zadam ci teraz to pytanie, lecz twoja uroda jest nie do opisania ziemskimi słowami, a miłość moja do ciebie większa… Czy wylecisz ze mną i zostaniesz moją żoną?

Sn0w popatrzyła na niego oniemiała, lecz po chwili odparła:

– Co ty sobie w ogóle myślisz? Uważasz, że jak uratujesz damę z opresji, to ta nagle wskoczy ci do łóżka i będą żyli długo i szczęśliwie? Czy ty w ogóle słyszałeś o czymś takim, że dziewczyna też ma rozum i lubi czasem porozmawiać? Nawet nie wiesz, jakie kwiaty lubię, jaki jest mój ulubiony kolor i jaką planetę chciałbym odwiedzić. Porażka, zero romantyzmu. Mama ci chyba za dużo naczytała bajek o królewiczach, którzy mają na pęczki księżniczek i wystarczy, że zaproponują im ślub, a te głupie rzucają wszystko i wgapione w księcia z bajki lgną do niego jak do lepu na muchy… – i beształa go Sn0w i beształa, a trwało to tak długo, że nie starczyłoby nam czasu na przytoczenie wszystkiego.

Przedsiębiorca czerwony jak burak załatwił w pośpiechu wszystkie formalności z dworfami i czym prędzej odleciał z planety. Dworfy zaś postanowiły obdarować Sn0w stojącym w garażu i naprawionym na tę okazję ścigaczem z napędem antygrawitacyjnym, bo nie chciały dłużej więzić dziewczyny w swoim towarzystwie. Domyślały się bowiem, że już na pewno nie mają u niej żadnych szans, usłyszawszy, że tu potrzeba romantyzmu, którego one w swojej naturze nie posiadały. Dziewczyna bardzo ucieszyła się z prezentu, lecz w głębi serca czuła smutek na zbliżające się rozstanie z przedstawicielami innej rasy.

Każdego z nich czule przytuliła, a usłyszawszy od nich, że sto mil dalej jest niewielka ludzka osada a w niej niewielki port, wsiadła na motocykl, odpaliła antygrawitacyjny napęd i odleciała, zostawiając za sobą wszystko.

Odleciała zaprzątnięta myślą…

Koniec

Komentarze

Ładna zmiana dekoracji, ale uważam, że zbyt wiele zostawiłeś z oryginału. No, znałam tę historię, więc nie było większych zaskoczeń.

Masz trochę literówek, czasami coś jeszcze się posypie.

I królowa była kontent z tak otrzymanej odpowiedzi,

Królowa jest rodzaju żeńskiego, a kontent męskiego.

I młodzieniec pobiegł tam, skąd się nadszedł.

Pewien nadmiar słów.

wydziela bezwonną trującą woń,

Bezwonna woń?

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuje za wskazanie literówek! Mimo redakcji zawsze gdzieś te chochliki się zagubią. frown

 Też właśnie trochę czułem, że zbyt wiele rzeczy zostało tak jak w oryginale, ale “baśń” była takim właśnie eksperymentem z formą i granicami inspiracji. Jeszcze raz pięknie dziękuje za szybkie wskazanie błędów!

Literówek to akurat nie pokazywałam, tylko grubsze błędy. Zastanawiam się, czy w pierwszym zdaniu ma być “przyszłość” dawno, dawno temu.

Babska logika rządzi!

Potwierdzam, napisane z pełną świadomością jako swojego rodzaju "zabieg stylistyczny". Ach, no tak, grubsze błędy.

No cóż, stare baśnie nie rdzewieją.

Niestety, historia Sn0w ściśle trzyma się pierwowzoru i niewiele wniosła tu zmiana entourage'u, na nic zdały się nowe rekwizyty, że o wymyślnych sposobach pozbycia się królewny nie wspomnę. Owszem, są pewne drobne różnice, w tym zakończenie, ale generalnie Twoja opowieść, choć dzieje się gdzieś w przestrzeni kosmicznej, garściami czerpie z dzieła braci Grimm i, szczerze powiedziawszy, raczej nie przypadła mi do gustu. Nie taję, że przyczyniło się do tego wykonanie, pozostawiające, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia.

Tak się składa, że kilka dni temu miałam okazję przeczytać Syndrom Śnieżki, autorstwa użytkowniczki Emelkali. Może znajdziesz wolną chwilę i zajrzysz do tej bajki, choćby dla porównania obu tekstów. http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/18776

Ponieważ to Twoje pierwsze opowiadanie, mam nadzieję, SzczwanyLisie, że lektura kolejnych będzie bardziej satysfakcjonująca. ;)

 

My­śli­wy po­słusz­nie usłu­chał roz­ka­zu… – Masło maślane. Czy można kogoś usłuchać i nie być posłusznym?

 

my­śli­wy za­trzy­mał się i wy­cią­gnął swój nóż. – Zbędny zaimek. Zakładam, że myśliwy nie nosił cudzego noża.

 

kró­lo­wa zja­dła jedno i dru­gie w prze­ko­na­niu, że są to wą­tro­ba i nerka swo­jej pa­sier­bi­cy. – …że są to wą­tro­ba i nerka ­jej pa­sier­bi­cy.

 

– Kim je­steś? – Spy­tał dworf trzy­ma­ją­cy swoją rebię.– Kim je­steś? – spy­tał dworf, trzy­ma­ją­cy swoją rebię.

Co to jest rebia?

 

Nikt za darmo ci nic da. – Pewnie miało być: Za darmo nikt ci nic nie da.

 

Py­ta­ła się zatem swo­je­go nie­omyl­ne­go kom­pu­te­ra:Py­ta­ła zatem swo­je­go nie­omyl­ne­go kom­pu­te­ra:

 

przy­stoj­ny mło­dzie­niec ubra­ny w naj­pięk­niej­sze ubra­nia… – Brzmi to fatalnie.

Może: …przy­stoj­ny mło­dzie­niec, pięknie ubrany/ wystrojony

 

z różą w dłoni za­pu­kał do drzwi.

Sn0w uchy­li­ła ostroż­nie drzwi… – Powtórzenie.

 

Weź pro­szę tę pięk­ną różę, lecz nijak do­rów­nu­ją­cej twemu pięk­nu… – – Weź, pro­szę, tę pięk­ną różę, lecz nijak nie do­rów­nu­ją­cą twemu pięk­nu

 

Gdy chcia­ła wyjąć księ­ży­co­wą różę z wa­zo­ny… – Literówka.

 

Ten mło­dzie­niec na pewno był wy­słan­ni­kiem sta­rej rasz­pli. Strzeż się, bo ta pru­kwa na pewno bę­dzie… – Powtórzenie.

 

I Sn0w wzię­ła uro­cze­go zwier­zacz­ka na swoje ręce i za­pro­wa­dzi­ła go do domu. – Skoro wzięła zwierzątko na ręce, to raczej zaniosła.

 

Wsta­jąc z ziemi, zo­sta­wi­ła na niej… – Wsta­jąc z podłogi, zo­sta­wi­ła na niej

A może w kuchni dworfów było klepisko?

 

…zo­sta­wi­ła na niej srebr­ny, po­dłuż­ny i le­d­wie wi­docz­ny po­dłuż­ny ślad… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Ze­stre­so­wa­ne za­krzań­ce od­da­li­ły się od kró­le­wej… – Literówka.

 

za­wi­nął za­krzań­ce w koc i ci­snął nim do pieca w bloku cie­płow­ni­czym. – …za­wi­nął za­krzań­ce w koc i ci­snął je do pieca w bloku cie­płow­ni­czym.

 

by skon­tro­lo­wać po­stę­py pracy swo­ich pra­cow­ni­ków. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za redakcję tekstu i pokazanie błędów, które w innym wypadku najprawdopodobniej by w ogóle nie zostały wychwycone. Tekst traktowałem jako swoisty eksperyment z nową formą literacką i szukaniem właśnie tych niezauważalnych granic inspiracji. Na całe szczęście nie traktowałem napisanego utworu jak własnego dzieciątka i magnum opus, które należy chronić przed wszelką krytyką, zatem nie opatulę się w koc, nie wejdę do szafy i nie zacznę tam płakać nad tym, że ludzie hejtują. Wezmę natomiast rady do serca i postaram się tworzyć coraz lepiej :D

Musisz mieć dużą szafę. Albo bardzo pustą. ;-)

Babska logika rządzi!

Regs i Finkla napisały chyba wszystko. Mam takie same zastrzeżenie, że nie odbiegłeś od oryginału. Mimo, że zakończenie zmienione, to za mało, bo czegoś takiego właśnie oczekiwałam. Ale dałeś radę napisać historię spójną, no, łatwioną pierwowzorem, ale na swój sposób, spodobały mi się wymyślne sposoby na pozbycie się księżniczki.

I druga sprawa, skoro komputer powiedział, że zła królowa najpiękniejsza, to chyba za jakiś czas upewni się i będzie miała małą niespodziankę.

Czytało się przyjemnie. Rzeczywiści, szkielet fabularny mocno podobny do oryginalnej historii, ale cała reszta wyszła nieźle.

Ładna zmiana dekoracji i niestety nic więcej. Trochę miałem nadzieję, że gdzieś skryjesz jakiś twist. Jednak czytało się przyjemnie.

Taki suchar informatyczny ode mnie ;)

Komputerku, komputerku, powiedz przecie,

kto jest najpiękniejszy we wszechświecie?

 

A komputer odpowiedział:

 

NullPointerException

Podsumowując: jest okej, ale bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka