- Opowiadanie: funthesystem - Piana

Piana

Z okazji Dnia Dziecka wrzucam krótką historyjkę o Mikołajku. 

Napisałem ją tuż przed Mikołajkiem w kosmosie. Ostrzegam: tym razem brak fantastyki. Ale starałem się oddać ducha opowiadań Goscinny’ego. Kto zna, ten lubi. Kto nie zna, powinien poznać, na to nigdy nie jest za późno.

Życzę wszystkiego najlepszego tym, którzy wciąż mają w sobie cząstkę dziecka. Miłej lektury :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Piana

Dzisiaj starsze chłopaki wsypały do fontanny kilka paczek proszku do prania i powstało z tego mnóstwo piany! Oczywiście jak tylko zaczęliśmy się tam bawić, to zrobiła się draka i przylecieli policjanci. Z pianą nie dało się nic zrobić, więc tylko stali, drapiąc się po głowach, a to strasznie głupie tak bezczynnie czekać, kiedy obok jest taka okazja. Na szczęście był wśród nich tata Rufusa, więc zaczęliśmy go prosić, by pozwolił nam się pobawić.

– Będziemy grzeczni, proszę pana! – krzyknął Gotfryd, ten, który ma strasznie bogatego tatę.

– Nie, nie, nie! – powiedział tata Rufusa. – Cali się ubrudzicie i będzie jeszcze większa awantura.

– Ale to piana – odezwał się Kleofas, który jest ostatni w klasie. – Tym się co najwyżej oczyścimy!

Zaśmialiśmy się wszyscy, w tym tata Rufusa, który musiał przyznać rację, po czym odszedł z jakąś dziwną miną. Chyba było mu głupio, że nawet Kleofas zna się lepiej na pianie.  

Wbiegliśmy na plac. Piany było mnóstwo, a z fontanny wylewało się jeszcze więcej. Jak się jej trochę zebrało w jednym miejscu, to sięgała aż po szyję.

– Chłopaki, to w co się bawimy? – zapytał Euzebiusz, który jest najsilniejszy i lubi wszystkim dawać fangi w nos.

– Jak to w co? – zdziwił się Joachim. – W chowanego.

I dał nura w pianę.

– Chyba zwariowałeś! – zawołał Rufus. – Bawimy się w Indian i kowbojów. Z piany zrobimy forty…

– Szukajcie mnie! – zawołał Joachim.

– A czemu ty masz decydować? – zwrócił się Gotfryd do Rufusa.  

– No właśnie! – powiedziałem, no bo co w końcu, kurczę blade!

– Bo to mój tata pozwolił nam się bawić! – odpowiedział Rufus.

– Trzymajcie mnie, bo padnę! – Gotfryd udał, że pada, ale nikt go nie trzymał, więc przestał. – Jak poproszę mojego tatę, to wybuduje mi całe mnóstwo fontann i wsypie do nich tony proszku do prania, i będę miał tyle piany, ile zechcę, a wy wszyscy będziecie mi zazdrościć, bo się z wami nie podzielę.

– Ze mną się podzielisz – powiedziałem.

– A to niby dlaczego? – zapytał Gotfryd.

– Bo cię poparłem, a dlatego – odparłem.

– Lizus – wtrącił się Rufus.

– Powtórz, co powiedziałeś!

Rufus powtórzył, więc zapytałem, czy chce pianą w nos. Rufus powiedział, że owszem, chce, i żebym spróbował, no więc spróbowałem i mi się udało. Rufus chciał oddać, ale jemu się nie udało i trafił w Kleofasa. To się Kleofasowi nie spodobało.

– Chodź tu, jeśli jesteś mężczyzną!

I się pobili. W tym czasie Alcest powiedział, że sobie idzie, bo piana wchodzi mu do rogalika, a to zmienia smak. Wiedział, co mówi. Kiedyś jego rodzice ukryli przed nim cukier na górnej półce, więc próbował podjadać proszek do prania, ale niezbyt mu smakowało, dlatego zjadł tylko kilka łyżek.

I Alcest sobie poszedł.

– Ty – powiedział Euzebiusz do Maksencjusza. – Może od tej piany będziesz miał w końcu czyste kolana?

Bo musicie wiedzieć, że Maksencjusz ma strasznie długie nogi z wystającymi kolanami, które są zawsze brudne. Jest też jedynym w klasie, który może się postawić Euzebiuszowi, i kiedy się biją, to jest niezłe widowisko. Teraz też się pobili, ale widowiska nie było, bo wszystko zasłaniała piana. Zacząłem więc przekonywać Gotfryda, żeby zaprosił mnie do siebie, jak już ojciec kupi mu te fontanny i tony proszku do prania.

– A dlaczego miałbym cię zapraszać? – zapytał Gotfryd.

– Bo jestem twoim najlepszym kumplem i samemu to tak głupio się bawić – wytłumaczyłem.

– Jak się ma tyle piany co ja, to nie trzeba żadnego głupka, żeby się dobrze bawić!

To mi się bardzo nie spodobało, szczególnie ta część o głupku. Powiedziałem mu, że nie ma jeszcze żadnej piany i dałem mu w nos, ale tym razem pięścią. No i się pobiliśmy, a Joachim cały czas krzyczał:

– Chłopaki, szukacie mnie? Chłopaki! Szukajcie mnie!

Bawiliśmy się fantastycznie! Potem spadł deszcz, cała piana się rozmyła, a my porozbiegaliśmy się do domów. 

Koniec

Komentarze

Kurczę, nie wiem czy niektóre zwroty podkreślać jako wątpliwe, czy to celowy zabieg – w końcu narratorem jest dziecko i to nieprzeciętne :)

– Trzymajcie mnie, bo padnę! – Gotfryd udał, że pada, ale nikt go nie trzymał, więc przestał.

­– heheh dobre :)

 

Dzięki Fun. Humorku nabyłem i niech tak zostanie :)

Pozdrawiam.

Jakbym czytała oryginał :) 

Wszystkim portalowym dzieciakom (tym z lat i tym z ducha) też wszystkiego najlepszego :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzię-ku-ję za ciekawy prezent, prose Pana! ;)

Czytało się fajnie, wrażenia pozytywne, ze dwa razy się uśmiechnąłem. Choć coś ze mnie cyniczne dziecko, bo taki Mikołajek nawet i ciekawy, ale do “Don Camillo” Guareshiego to jakoś się nie umywa :) Wiadomo, gusta, guściki, te sprawy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Blacktomie, poczytaj Mikołajka – sobie, dzieciom, siostrzeńcom, bratankom, zgubionym w supermarkecie maluchom – to wtedy rozpoznasz, które zwroty celowe, a które to moje potknięcia ;) Fajnie, że choć trochę humorek poprawiłem. Dzięki za lekturę. 

 

Śniąca, przeczytałem wszystkie Mikołajki po kilka razy, chciałem więcej, to sam spróbowałem napisać. Fajnie, że przypomina oryginał :) Dzięki za życzenia. 

 

NoWhereMan, proszę Cię bardzo. “Don Camillo” nie znałem, co to takiego i dlaczego warto się zapoznać? ;) Dzięki za wizytę. 

“Don Camillo” nie znałem, co to takiego i dlaczego warto się zapoznać?

Humorystyczna, ale niepozbawiona przesłania i ciepła, opowieść o konflikcie sołtysa-komunisty oraz proboszcza-ekspartyzanta w pewnym małym włoskim miasteczku. Akcja cyklu dzieje się tak od końca Drugiej Wojny Światowej (tak od roku 1948 czy 1949) do późnych lat siedemdziesiątych. Do tej pory trzecia część (Towarzysz Don Camillo) wywołuje u mnie śmiech, gdy czytam o perypetiach tej dwójki podczas wizyty w Związku Radzieckim :)

Włosi zekranizowali niektóre części, ale filmy moim zdaniem są gorsze, nastawione tylko na humor.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

I to jest też dla dzieci? 

Nie za bardzo ;)

Ja lubiłem te książki jako dziesięciolatek, nie znajdowałem w nich nic złego, choć czasem Guareshi podejmował trudne tematy, których wtedy do końca nie rozumiałem. Myślę, że to trochę jak z humorem a’la Shrek, gdzie młodszych bawią pewne żarty sytuacyjne, starszych – otoczka i widoczny dla nich sens.

Ale tez jak pisałem – wszystko zależy od gustu ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajne! :) I na dziś w sam raz :) Autorowi i wszystkim pozostałym życzę pełnego zabawy dnia, w pianie czy bez piany :)) Edition: no i rzeczywiście zupełnie jak oryginał.

Fajne :)

Nigdy nie byłem fanem tych książek, ale jakieś urywki czytałem i myślę, że dobrze oddałeś ich ducha i styl. Tekścik jest sprawnie napisany i schludnie przycięty, co lubię. Zgadzam się z przedmówczyniami – zapewne nie odróżniłbym go od oryginału :) . Dalej nie będę się wymądrzał, bo, jak napisałem, nie moje klimaty.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dzięki, Werweno, Anet, Bailoucie :)

Porównywanie do oryginału to dla mnie duży komplement. Znaczy, że ćwiczenie się udało. 

Dzięki, wujku. Czytało się superowo.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Miło mi :)

Bardzo udane. Widać miłość do oryginału, brakuje tylko ilustracji:)

Dzięki, Michale. Oddać jeszcze ducha rysunków Sempégo – to by było wyzwanie! 

Funie, przyznaj się lepiej, ile lat (dekad?) tekst leżał w szufladzie ;)

A tak poważnie, fajnie się czyta – taka krótka historyjka w sam raz na chwilę odprężenia, w której bardziej stawiasz nie na historię, ale sposób jej opisania.

E tam, jakieś pół roku :P

Tak, w oryginalnych opowiadaniach też często historia dobiega końca, zanim się w ogóle rozkręci. Kłócą się o to, w co i jak się bawić, a potem się w ogóle nie bawią :D 

Zaiste, podobieństwo do oryginału bardzo zacne. Ale szkoda, że nie ma fantastyki. :-/

Babska logika rządzi!

Ale szkoda, że nie ma fantastyki. :-/

No, straszne! 

Może na kolejne Mikołajki trzasnę fantastycznego Mikołajka, jak ostatnio. Teraz czas nie pozwolił. W każdym razie dzięki za wizytę :)

Kurczę, no bo fajnie napisane, chciałoby się kliknąć, ale fantastyki brak w sposób nie pozwalający oszukać system i jednak ją znaleźć.

Czytało się jednak przyjemnie. I naprawdę bardzo podobnie do pierwowzoru. Ale trudno, trzymam za słowo i czekam na Mikołajki. :-)

Babska logika rządzi!

O Mikołajku to Ty, Fun, po prostu umiesz pisać ;D

Naśladownictwo super, przygoda spoko, taka do uśmiechnięcia, tylko męczy ta powtarzalność informacji.

Rozumiem, że charakterystykę chłopaków zawarłeś celem przedstawienia bohaterów ludziom, którzy nie pamiętają/nie znają opowiadań Goscinny’ego, jednak w tak krótkim tekście to już nie tylko bawi, ale i przytłacza. Cierpi na tym sama akcja szorta…

Mógłbym się rozwodzić więcej, ale rozumiem, że tekst pisany dawno, a na dodatek czysto rozrywkowo, więc zaświadczę jedynie o pozytywnych wrażeniach z lektury i odejdę.

 

Trzym się ciepło.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ale w oryginale też w kółko powtarzają się informacje o kumplach Mikołajka. I tak zabrakło “Ananiasza, który jest pupilkiem naszej pani” (jeśli dobrze pamiętam). ;-)

Babska logika rządzi!

No wiem, ale z tego co pamiętam, nie tak nagminnie.

Albo po prostu tekściki są nieco dłuższe i tego typu wstawki trochę się “rozcieńczają”, Finklo ;)

Zresztą, sprawdzę w wolnej chwili, boś mnie zaintrygowała!

Dobrze pamiętasz ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Możesz mieć rację z tym rozcieńczaniem. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo, wrzuciłem, by choć paru osobom umilić chwilę :) Jeśli wywołałem jakieś uśmiechy – jest to dla mnie cenniejsze niż kliki.

 

Count, w oryginale też powtarzają się te informacje, funkcjonując właściwie jako utarte zwroty. Racja, jest to bardziej rozcieńczone, ale zawarłem tylko te “wyjaśnienia”, które wiążą się w jakiś sposób z akcją. Mogłem jeszcze lać wodę o gwizdku Rufusa, o tym, że Joachim jest najlepszy w kulki itd., ale to nie miałoby tutaj żadnego znaczenia. Z ciekawości kiedyś policzę, w jakim procencie opowiadań znajduje się wyjaśnienie ksywki Rosoła :D

Dzięki za dobre słowo, Ty też się trzym :)

No to uśmiech był, czuj się usatysfakcjonowany. :-)

Babska logika rządzi!

Wpieniające jest to, że u nas nie ma fontanny, żeby się tak pobawić i mieć przygody jak Mikołajek i jego koledzy. :(

Funie, dzięki za sprawienie, że przez chwilę poczułam się dzieckiem. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładne. I faktycznie w klimacie. Podziękował.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Reg, a wiesz co jest najzabawniejsze? Opowiadanko jest inspirowane prawdziwym wydarzeniem. Dosypanie proszku do prania do fontanny miało miejsce… w mazurskich Mikołajkach :D 

Cieszę się, że Ci się spodobało :)

 

Cieniu, dzięki :)

Mikołajek jak żywy :) Właśnie, czemu zabrakło pupilka naszej pani? ;D Napisz kiedyś zbiorek i w nową książeczkę go ;) Oryginał podrabiasz znakomicie.

Dzięki, Bellatrix :) Ananiasz przygotowywał się do klasówki z arytmetyki :P

Napisz kiedyś zbiorek i w nową książeczkę go ;) Oryginał podrabiasz znakomicie.

A czy to legalne? :D 

No cóż, Funie, życie samo podtyka tematy opowiadań. Historyjka o Mikołajku inspirowana wydarzeniem w Mikołajkach – nic tylko siąść i pisać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uśmiechnęło. Mikołajków od wielu lat nie czytałam, choć pacholęciem będąc tłukłam te historyjki wielokrotnie. Miło było znowu poczuć ten klimat ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fajnie, że uśmiechnęło, dzięki za wizytę :)

Sympatyczne, faktycznie prawie jak oryginał ;) Tylko troszkę za mało się działo poza zdarzeniami bezpośrednio wynikającymi z powtarzanych opisów postaci.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Cóż, to było moje podejście do tematu :) Drugie, w wersji SF, jest nieco bardziej rozbudowane. Więcej nie mam, ale może się uda pisać co pół roku :D

Dzięki za wizytę, Diriadzie. 

Mikołajka czytałem kilka lat temu, była to jedna z moich pierwszych serii, w których się zakochałem. Opierając się na wspomnieniach, wydaje mi się, że świetnie odwzorowałeś sposób prowadzenia narracji oraz charaktery postaci, toteż i czytało się bardzo przyjemnie :)

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki za komentarz, Soku :)

Mikołajek to jedna z tych książek, które powinno się podsuwać dzieciom, by polubiły czytanie. 

Dzięki Fun, radość była!

Ale jeśli planowałeś opublikować opowiadanie, które nie wejdzie do biblioteki, to musisz się postarać o coś bardziej kontrowersyjnego niż zwykły brak fantastyki ;)

Dzięki, Coboldzie :)

Ale jeśli planowałeś opublikować opowiadanie, które nie wejdzie do biblioteki, to musisz się postarać o coś bardziej kontrowersyjnego niż zwykły brak fantastyki ;)

Czy to wyzwanie?

Ja na Mikołajku się nie znam, więc gdybym powiedziała,  że nie odróżniłabym od oryginału, to żaden komplement… ale nie odróżniłabym ;)

A opisy chłopców mnie nie raziły, chociaż ktoś, kto ma na imię Gotfryd, musi należeć do bananowej młodzieży  :D

Na Mikołajku nie trzeba się znać, ale warto go znać ;) 

Oni wszyscy mieli takie dziwne imiona. Ach, ci Francuzi…

Dzięki, że wpadłaś, Lenah :)

Lenah, bananowa młodzież to zjawisko dotyczące Polski lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I wierz mi, ale nie imiona decydowały, czy ktoś być zaliczony do tej grupy. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiem, wiem, ale to chyba nie wyszło z użytku? ;) W sensie, że nadal słychać takie określenia po prostu w stosunku do dzieci z bogatych domów :)

Dodam tylko, że osobliwe imiona są nadawane potomstwu niekoniecznie bogatych rodziców. Ci mniej zamożni, mający mniejsze możliwości, często chcą, aby ich dziecko wyróżniało się choćby oryginalnym imieniem.

Funie, przepraszam za offtop. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zabawowe takie, i chyba własnie takie miało być.

Pozdrówka.

Reg, po pierwsze żaden tam offtop, po drugie ja mam jak Finkla: raczej offtop szerzę niż potępiam ;)

 

Roger, dokładnie tak, dzięki za wizytę :)

Dziękuję, Funie, że jesteś taki wyrozumiały. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

… a po trzecie się czegoś dowiedziałem :D

O, w takim razie mogę tak zupełnie offtopowo dołączyć do przeprosin Reg :D

 

I napomknąć, że co do imion, to są to osoby bogate przynajmniej w wyobraźnię :D Albo wręcz przeciwnie… :P

Czy to wyzwanie?

 

Podpowiadam: fragment albo drabble.

Innej opcji na razie nie widzę ;)

Nawet myślałem nad odcinkową historią w ramach eksperymentu, tak jak się sto lat temu pisało. 

Tylko “fragmenty nie cieszą się dużym powodzeniem”…

Fajne! W końcu mogę porównać z oryginałem. Świetnie Ci wychodzi!

F.S

Dzięki, Foloinie, zobaczymy, czy mi wyjdzie też za pół roku ;)

Ty naprawdę mógłbyś kontynuować dzieło Gościnnego! Świetnie Ci idzie oddawanie jego stylu, a i historię piszesz ciekawe. Teraz tylko mały kontrakcik i światowa kariera przed Tobą! ;D

Bardzo przyjemne opowiadanko. Uśmiechnąłem się, powspominałem książki – zabawa prawie jak przy tej fontannie ;)

 

Tradycyjnie – pozdrawiam.

Jai guru de va!

Jeszcze tylko tłumacz by się przydał. Zna ktoś na sali francuski?

A ja, dla odmiany, pozdrawiam. 

Dziecięco odrealniony świat – fajne – mnie kupuje, nawet jeśli naśladujesz :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podsuń dzieciakom oryginalnego Mikołajka – u mnie od tego zaczynała się przygoda z książkami. 

Dzięki za wizytę :)

Przekażę babci, to zorganizuje dla wnuków :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka