- Opowiadanie: Prorok T2 - NBWZ: Odrodzenie (Prolog)

NBWZ: Odrodzenie (Prolog)

Jest to Prolog, wprowadzający do mojej powieści, którą aktualnie piszę. Pomysł na powstanie NBWZ przyszedł mi niespodziewanie, w czasie trwania Wielkanocy. Cała akcja, w której zdecydowałem się umieścić powieść, dzieje się w świecie podobnym do średniowiecza, we Francji. Chrześcijaństwo różni się od naszego, a gospodarkę napędza czerwony proch. Głównym bohaterem jest Grigorij Zavadi, Opiekun, który na skutek tajemniczych okoliczności, staje się świadkiem apokalipsy, zapoczątkowanej przez tajemniczą rasę Wyższych, pozaziemskich istot. O tym opowiada Wstęp “NBWZ”.

 Na razie cała powieść dopiero powstaje, a obecnie piszę drugi rozdział. Mam nadzieję, że w miarę publikacji kolejnych fragmentów, fabuła stanie się jaśniejsza. 

Chciałbym podziękować też moim betom – Blackburnowi, Naz i belhajowi, za wszystkie poprawki, rady i sugestie. 

Oceny

NBWZ: Odrodzenie (Prolog)

Prolog

Kawalkada przestrzeni

 

Okryci płachtą, pod którą znajdowały się narzędzia – zabezpieczone przez robotników – czekaliśmy na apokalipsę. Niebo opanował gęsty szafir, a podróżujące po nim ciemnoszare, olbrzymie obłoki grupowały się w powietrzny krąg, zwiastujący nadejście najgorszego.

Dzieci skrzętnie ukryte w moich nogach, zasnęły. Wszyscy wpadliśmy w objęcia Morfeusza. Ostatnie, co zdążyliśmy usłyszeć to huk uderzenia czegoś w ziemię. Jeszcze bardziej przytuliłem do siebie gromadkę, wymawiając słowa:

– Nic bez waszej zgody… Madeleine… – Moje płuca wypełnił ciężki strumień powietrza, tak potężny, że na chwilę zapomniałem jak się oddycha. Znów zasnąłem.

Moje ciało znikało. Czułem jak wszystkie myśli i pragnienia, przenoszą się do innego miejsca. Podświadomość ginęła w tym miejscu, tworząc się od nowa, potężniejsza.

Wielki hol przypominał ten kościelny, włącznie z podziałem na nawy: boczne i środkową. Nie było tu jednak ław, a jedynie długi, prostokątny stół, dochodzący do miejsca, gdzie znajdował się ołtarz. Piękne, architektoniczne łuki pięły się ku górze, z dziwnie zielonym, gnijącym sklepieniem.

Blat stołu wypełnił się w jednej chwili najlepszymi potrawami. Trudno mi było wszystkie je opisać. Gorący, szaroniebieski obłoczek drażnił moje nozdrza. Podniosłem głowę, patrząc przed siebie. Zacząłem się zastanawiać nad moją rolą w tym dziwnym śnie.

Dziewczyna. Około szesnastu lat. 

Jej włosy są uplecione w długi, bursztynowy warkocz. Kremowa twarz bez skazy, z pięknym, acz małym noskiem. Niewielkie wilcze uszy, tylko trochę odstające. Małe, delikatne usta w kolorze jasnego różu. Wpatrywała się w staruszka malachitowymi oczyma.

Wyrazy, które wypowiadała były niezwykle melodyjne i dźwięczne.

– Dziadku, proszę – mówi. – Musisz się napić.

– Nie chcę – odpowiada powoli staruszek. Ma bladą skórę i twarz pokrytą zmarszczkami. Wydaje się jakby umierał. – Nie potrafię wypić więcej – dodaje.

Próbuję coś wypowiedzieć, jakoś się wtrącić, ale niespodziewanie moją mowę krępuje chłopczyk. Ośmiolatek z dziecięcą naiwnością w głosie.

– To tylko wspomnienie naszego przodka – zaczyna. – Nie bój się. – I uśmiecha się w moją stronę.

Starszy znika sprzed stołu, a zamiast niego odzywa się ojciec. Silny hrabia, o postawnej figurze, podrapał się pod wąsem, sącząc wino, wyprodukowane w Prowansji, imperialnej winnicy.

– Wiem, że wydaje ci się to dziwne – rzecze. – Nie rozumiesz zapewne tej sytuacji i w najbliższym czasie nie zrozumiesz. Grigorij… mam tylko ciebie. Przez wieki twoja rodzina oddawała nam honory i zajmowała się mną, od kiedy byłem niemowlęciem. Powierzono nam ciebie jako Opiekuna, bo łączy cię wyjątkowa więź z moją córką – Madeleine. Nie wiem jak blisko jesteście ze sobą, ale wiedz, że nie potępiam cię za miłość do niej. Oczywiście, jeżeli to prawda – przerywa, biorąc łyk czerwonego wina, a w jego chabrowych oczach ponownie pojawiają się łzy. – Proszę, błagam… Chroń… Chroń moją córkę i jej braci. Mówię to, bo nie ma mnie zapewne na tym świecie, a jednak moja dusza potrzebowała się z tobą skontaktować. Żegnam cię, Opiekunie. Bądź zdrów.

Czuję dziwny chłód na każdym członku mojego ciała. Czy to możliwe, że tak długo spałem?

Nawet, jeżeli to prawda, to nie chcę się obudzić. Po prostu nie chcę. 

Wolę śnić, sądząc, że tamten świat przepadł w wyniku gniewu Wyższych – istot, których zdolności przerastają możliwości zwykłego człowieka. 

Nie mam wyjścia.

Raz, dwa…

Dwa krótkie wdechy, później wydechy…

Otwieram oczy i zaraz oślepia mnie białe, jaskrawe światło. Obracam się i widzę, że nadal jestem okryty płachtą, wykorzystywaną do osłony budynków przed świętymi płomieniami pochodni. Madeleine wtulona w me ramię, ściska mnie mocno za rękę, a trójka chłopców śpi w moich nogach. W głębi duszy uśmiecham się, że nic im się nie stało.

Wyswobadzam się z „żelaznego” uścisku dziewczyny, biorąc kolejne hausty powietrza. Początkowo krztuszę się, lecz z każdą chwilą jest o wiele prościej. Rozglądam się na boki.

Dostrzegam niedaleko rycerzy biegających wokół, krzyczących, przepełnionych strachem, płaczących nad losem zabitych. Wszyscy mają zakryte twarze stalowymi maskami, zawierającymi odbicia bohaterów z Dnia Zbawienia. Przy paskach posiadają niewielkie, ceramiczne naczynka z czerwonym proszkiem. W dłoniach trzymają miecze, na których mają wyryte runy, chroniące ich przed czarną magią.

 Podchodzę do jednego z nich.

– Spadaj! – warczy. Ton jego głosu jest mieszaniną gniewu i goryczy. Posłusznie spełniam rozkaz.

Wyglądam jak pies z podkulonym ogonem. Osamotniony, pozostawiony samemu sobie…

Oparłem się o resztę mieszkania, a konkretniej o ceglaną ścianę, jaka po nim pozostała. Sprawdzam kieszenie. Mam klucz, kilka Frydglingów o nominale pięciu. Poza tym nie mam prawie nic.

Budzę ich. Szesnastolatka przeciera oczy ze zmęczenia. Zaraz pozostali otwierają oczęta: ośmiolatek z bujnymi, kędzierzawymi włosami oraz jego dwaj bracia – jedenastoletni Andre i rok starszy Jopleé.

– Wszystko w porządku? – spytałem ich, ale nie odpowiedzieli. Zamiast tego pokiwali zgodnie głowami. 

Ku mojemu zaskoczeniu nakrył nas jeden z Akolitów Wiśniowego Ogrodu. W zakonie panuje silna hierarchia.

Młodzi chłopcy czy też kobiety wstępują i przechodzą ciężki „rytuał” wtajemniczenia. Słyszałem wiele o tym, że młodziki klęczą na specjalnym podeście z napisanymi słowami przysięgi. Pozbawieni ubrań, całkowicie nadzy, ich ramiona są rozpięte na całą szerokość, a kapłan, z pomocą dwóch Wtajemniczonych, wypowiadając słowa modlitwy, tatuuje na czołach nowicjuszy sekretny znak. 

Zakonnik zaczyna krzyczeć, zaraz po tym zjawiają się rycerze. Wstaję, każąc uciekać moim podopiecznym.. 

– Stać! – wrzeszczy, biegnący za nami Strażnik, wydelegowany przywódca pozostałych.

– Nie zatrzymujcie się – mówię do dzieci, ledwo łapiąc dech. Przypomina mi się Ewangelia według świętej Magdaleny, mówiąca o przejściu przez czerwoną rzekę pełną krwi: „[…] Nie trwóżcie się Ci, którzy wierzycie, albowiem pan wasz zna zamiary złego i nie pozwoli mu was dotknąć. Cokolwiek byście posłyszeli, a jęk by to był potępieńczy, nie bójcie się. Pan pozwoli wam przejść przez czerwoną rzekę pełną krwi tych, którzy nie zasłużyli na jego miłosierdzie.”

Osiłek rzucił w naszym kierunku ceramiczny ładunek, który natychmiast się rozbił, raniąc moje plecy.

– Grigorij!!! – krzyczy przerażona Madeleine. W kącikach oczu pojawiają się łzy.

– Idź. Nic mi nie będzie.

– Ale…

– Uciekaj! – mój głos niesie się przez ciemną uliczkę. – Nic mi nie będzie – dodaję spokojnie.

Ostatnim spojrzeniem odprowadzam ją. Są bezpieczni. Liczę do trzech.

Czuję jak zabierają mnie z tego miejsca. Może umrę, a może stanę się jak Bezduszni – pozbawione własnej woli „narzędzia” w postaci poddanych praniu mózgu, nieakceptujących Ewangelii Świętego Włodzimierza, twórcy Zakonu Wiśniowego Ogrodu.

Zaczyna mnie boleć głowa. Na pewno uderzyli mnie w potylicę.

Koniec

Komentarze

Cześć.

Ślizgałem się po tekście, bo czytanie było uciążliwe.

 

  1. Czytaj i ponownie czytaj własne teksty. I sprawdzaj pod każdym możliwym kątem. Jeśli nie umiesz skupiać się zarówno na powtórzeniach, jak i interpunkcji, to czytaj kilka razy.
  2. Czy znasz odpowiedź na takie pytanie: dlaczego tworzysz nową religię i nazywasz ją chrześcijaństwem? Wydaje mi się, że ja ją znam, bo na ogół jest taka sama: aby ludzie wiedzieli, co to takiego i nie musieli się trudzić nad zastanawianiem się, co to za system. Zaś właściwa odpowiedź brzmi tak: bo nie chce mi się wymyślać całego systemu, a poza tym ani nie znam chrześcijaństwa wystarczająco dobrze, ani założeń tej czy innej religii, a jej uwiarygodnienie zajęłoby pół książki.

    To może po prostu przestań nazywać to chrześcijaństwem (tylko dodaj jakieś “neo” bądź wprowadź po drodze jakiegoś proroka, który dopełnia dzieło Jezusa, więc nazwa religii będzie pochodzić od tego proroka) albo dodaj krótki rys historyczny wynoszący na piedestał apokryfy?

    Jak zauważyłeś, wkurza mnie takie chodzenie na łatwiznę. Jestem teologiem i mam odchyły ku skrajnej logice. I dlatego mnie wkurzają tego typu uproszczenia.

  3. Interpunkcji daleko do doskonałości.
  4. Zapis! Czy nie umiesz przekonać czytelnika, że bohater krzyczy, inaczej jak tylko majuskułą i trzema wykrzyknikami? Nie? To słabo…
  5. Za dużo łatwizn. Jeszcze więcej łatwizny: “Wolę śnić, sądząc, że tamten świat przepadł w wyniku gniewu Wyższych – istot, których zdolności przerastają możliwości zwykłego człowieka.” Chcesz w jednym zdaniu, w dodatku w tekstach narratora, pokazać, co to za jedni ci Wyżsi. To chyba najgorsze ze wszystkich rozwiązań. Jeśli nie uwiarygodnisz Wyższych, nie ukażesz ich najpierw jako hasło, a potem nie określisz ich w rozmowach czy myślach bohaterów, to rzucasz hasło, które nikogo nie obchodzi i którego prawie nikt nie planuje zapamiętać.
  6. Opisy! “Dostrzegam niedaleko rycerzy biegających wokół, krzyczących, przepełnionych strachem, płaczących nad losem zabitych. Wszyscy mają zakryte twarze stalowymi maskami, zawierającymi odbicia bohaterów z Dnia Zbawienia. Przy paskach mają niewielkie, ceramiczne naczynka z czerwonym proszkiem. W dłoniach trzymają miecze, na których mają wyryte runy, chroniące ich przed czarną magią.“ To niestety jest opis, którego uczą w szkole podstawowej: był i miał.
  7. I te nazwy Ewangelii… Jeśli nie przemyślisz tego, jak w rzeczywistych kręgach religijnych nawiązuje się do świętych tekstów i że nie są to tylko ewangelie, to ten twór pozostanie boleśnie sztuczny. A mamy tak: Ewangelia świętego Marka, Ewangelia Łukasza, tekst Jana, List do Iksów, List Czesława, Drugi List Kazika, Trzecia Księga Mojżeszowa. A takie pewnie gdzieniegdzie się pojawiają: Wielka Ewangelia, Ostatni List Wieńczysława. A takie pewnie mogłyby się pojawić: Wielki Apokryf, Deuteronomicon (nie, nie mylić z Nekronomikonem, za to poczytać, co to księgi deuteronomiczne), List Pana, List Eliasza, Ewangelia Adama, Ewangelia Seta, Ewangelia Lilit.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Cześć, Piotrze. Dzięki za przeczytanie. Odniosę się do twoich uwag:

1 i 3. Nim wyszedłem z bety i opublikowałem NBWZ, sprawdziłem mój tekst kilka razy zarówno pod względem błędów interpunkcyjnych, jak i powtórzeń. Być może sprawa z przecinkami i kropkami nie jest moją najmocniejszą stroną, ale myślę, że uległo to sporej poprawie od mojego pierwszego tekstu, który opublikowałem tutaj.  Co do powtórzeń to przeglądałem tekst i nie zauważyłem powtarzających się wyrazów, być może mogłem coś przeoczyć. 

2. Wersja chrześcijaństwa, która występuje w Prologu różni się od tego, co my znamy. W tej, alternatywnej Ziemi, Jezus Chrystus urodził się na Bliskim Wschodzie i nazywał się Jeszua al-Kitani. Podobny – ale nie ten sam – pomysł zaczerpnąłem z Ja, Inkwizytor, gdzie Jezus zszedł z krzyża i objął władzę nad ludzkością. To jest po prostu odbicie naszej wiary w innym świecie. 

W tym świecie Jeszua był zarówno Prorokiem, jak i Mesjaszem i miał swoich apostołów. Ta wersja chrześcijaństwa bierze swoje źródło zarówno z islamu jak i z właściwej wiary chrześcijańskiej. Co do odpowiedzi:

bo nie chce mi się wymyślać całego systemu, a poza tym ani nie znam chrześcijaństwa wystarczająco dobrze, ani założeń tej czy innej religii, a jej uwiarygodnienie zajęłoby pół książki.

Ja nie tworzę nowej religii. To jest powieść Science-Fiction, o świecie równoległym z historią alternatywną. Poza tym cały czas uczymy się o chrześcijaństwie, o tym, co kształtuje naszą wiarę i być może nie wiemy wszystkiego na ten temat. Nie jestem teologiem i mam prawo do własnych poglądów. Tworzenie od podstaw całego systemu może być męczące i lepiej mi jest stworzyć coś na nowo, od czegoś, co jest znane.

4.  Czasem spotykam się z takim zapisem, gdzie w ten sposób mówi się o emocjach towarzyszących wypowiedzi bohatera i nie uważam, jakoby było to błędnym zapisem.

5. Im prostsze zdania, tym lepiej. Nie popełnię w ten sposób karygodnych błędów :)

6. Czasownika “był” raczej nie zauważyłem, ale to prawda: są to dla mnie podstawowe słowa określające czynności. Nie jestem Adamem Mickiewiczem czy też Andrzejem Sapkowskim, aby pisać “wyśrubowane” na kilkadziesiąt stron opisy krajobrazu. Poza tym perspektywa zależy też od bohatera: w narracji pierwszoosobowej, widok ograniczony jest do tego, co widzi bohater. 

7. Nazwy Ewangelii nawiązują do naszych. Jak wspomniałem, to jest rzeczywistość alternatywna, inna Ziemia. Jeszua, tak jak Jezus, też miał apostołów, którzy spisali jego czyny i to, co mówił. Nie tworzę nowej religii, bo nie jestem teologiem i cały czas dowiadujemy się o nowych faktach. Wolę stworzyć coś z nowego z naszej wiary, niż tworzyć coś o czym nie mam pojęcia i nie wiem wszystkiego.

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Wykonanie mi nie przeszkadzało, choć kilka razy coś wpadło w oko, jak choćby tutaj:

Prowansji, Imperialnej winnicy.

Zaznaczony przymiotnik chyba powinien być z małej.

Co do treści – kurcze, ciężko coś ocenić po samym tylko prologu. “Coś w tym jest”, jak mówi grabarz, klepiąc wieko trumny. Pomysł na uniwersum – definitywnie. Czy na historię, to się zobaczy. Sama wariacja na temat chrześcijaństwa jakoś mocno nie wybija się poza typowe popkulturowe wyobrażenia. Może później będzie coś bardziej przykuwającego uwagę w tym zakresie?

Trochę tutaj terminów pada (jakiś zakon, Strażnik, Opiekun), znikąd jednak bliższego wyjaśnienia. Ale też rozumiem, że prolog ma swoje prawa.

Podsumowując: krótkie wprowadzenie mnie zaciekawiło, ale nie na tyle, bym z marszu łyknął resztę. Decydujące zdanie będzie miał tutaj pierwszy i być może drugi rozdział.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki. Cieszę się, że się podobało. Tak jak mówię, rozumiem, że wygląda to tajemniczo, postaram się rozjaśnić fabułę, gdy tylko R1 poddam właściwej becie. Jeżeli chodzi o wariację chrześcijaństwa… Tak jak wspomniałem, nie chciałem eksperymentować z czymś czego nie znam. Wyjaśnienie czym jest: Zakon, Strażnik czy Opiekun przyjdzie z czasem. Mam nadzieję, że pierwszy rozdział będzie zachęcający do dalszego zapoznania się z historią.

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Kilka błędów. Fragment jest za krótki, aby mnie zaciekawić.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Rozumiem. Postaram się wstawić wkrótce Rozdział Pierwszy.

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Proroku, być może pewne uściślenie się przyda. A być może nie.

  1. Nie zarzucam Ci powtórzeń, bo nie czytałem tekstu dokładnie. Sugeruję: jeśli nie umiesz sprawdzać tekstu totalnie za jednym razem, to czytaj kilka razy i zawsze “pod pewnym kątem”. Okazuje się, że to nigdy nie zaszkodzi, a może pomóc. Błędów interpunkcyjnych masz trochę. Rozumiem, że nie wszystkie zdołasz poprawić. Obaj stwierdzamy fakt.
  2. Chrześcijaństwo to chrześcijaństwo. Butelka to butelka. Młotek to młotek. Chrześcijaństwo to nie jest młotek. Butelka to także nie jest młotek. Za daleko idącym uproszczeniem jest nazywanie czegoś, co nie jest chrześcijaństwem, chrześcijaństwem. Bo człek myśli “chrześcijaństwo”, a widzi coś tam. Jeszuanizm, chrystiaństwo i co tam jeszcze chcesz. Aby nie marnować potencjału na nazywanie młotka butelką, warto dać własną nazwę. W końcu to i tak nie jest chrześcijaństwo. A jeśli jakimś sposobem Twoją powieść zobaczy więcej osób, to sądzisz, że moja opinia będzie unikalna? Nie będzie.

    S-F może być taka, jaką czasami krytykuje pan Lem: zwykłe fantasy, tylko z robotami. Czyli: w tle i tak działa magia albo inne kompletnie irracjonalne zasady świata, a nazwano to S-F, bo autor miał taki kaprys, by dać roboty i latające samochody. A można też podejść do tego z większą dbałością o zasady przyczyny i skutku.

    I jeszcze: teologowie raczej nie mają monopolu na tworzenie religii. Ja po prostu nieco więcej wiem o jej historii. I tyle. Taki czy inny system religijny może sobie wytworzyć każdy zainteresowany i wystarczająco mądry. Więc to nie teologia skłania mnie do tych wniosków, tylko logika.

  3. A czy spotykasz w poczytnych książkach, że ktoś krzyczy “JANEK!!! Wracaj!”? Bo ja chyba nigdy nie spotkałem. Za to pisałem tak w podstawówce. Poważnie. Nie chcę Ci uwłaczać, a jedynie mocno zaakcentować, że znów sięgasz po łatwe rozwiązania, aby przekonać czytelnika, że bohater krzyczy tak głośno, że JPRLD. A da się to zrobić bez tej nieładnej wizualnie maniery.
  4. Ja piszę o tym, że rzuciłeś jakimiś Wyższymi bez oblekania ich w cokolwiek: w materię, w obrazy, w opisy, w sposób myślenia o nich… Dałeś hasło tak samo wartościowe, jak “Langoliery”, “chrumpak”, “Ketzalkoatl”, “palimpsest” czy “siderblorkif”. Sądzę, że większość Polaków nie wie, czym w filmie były Langoliery, co to Ketzalkoatl czy palimpsest. Chrumpak jest z dowcipu, a ostatni wyraz to prawie wynik przypadkowych uderzeń w klawirę. To są hasła. Nic za nimi nie stoi. Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby się nimi przejąć i zapamiętać, jak brzmią. Tym samym są u Ciebie Wyżsi.

    To nie jest prostota zdania: to uproszczenie w wyrażaniu czegoś, czego nie należy upraszczać.

    Dobitniejszy przykład: napisz, że “lud Arkanai mieszka na północ od Satrianii i na południe od Irhengaardu, pomiędzy Vaarhestrą a Ytroth”. Ładne? Może. A jaki ma sens? Żadnego. Podobnie jak nie ma znaczenia, bo to tylko hasła, z niczym się nie wiążą, nikogo nie obchodzą. A zamiast tego ktoś postanowił, że przed każdym odcinkiem “Gry o tron” będzie pokazywać ładną mapkę i podczas trwania sezonu pewnie połowa oglądających wie, gdzie leży połowa ważnych lokacji.

    Popełniasz kardynalny błąd. Może nie jest karygodny, bo to Twoje dzieło. Ale błąd jest ogromny, mimo iż jest popularny.

  5. “Był i miał” jest dla mnie synonimem dla opisu tak podstawowego, jak to tylko możliwe. Twój taki jest (jeżeli nadal nie wiesz, co mam na myśli, to zauważ, że w tym króciutkim fragmencie występuje 3 razy “miał” w różnej odmianie). Oczywiście możesz pisać o Mickiewiczach i kim jeszcze chcesz. Możesz też poprawić umiejętność tworzenia opisów. I wcale nie trzeba mieć zacnego imienia czy nazwiska. Zazwyczaj proponuję, aby nauczyć się tworzyć opisy bez użycia choćby jednego “był” i “miał”. To dobry początek tego, aby opisy wyglądały ładnie.

    Nikt prócz Ciebie nie wspomina o wyśrubowanych opisach przyrody. Jeśli masz ochotę, to takie pisz. Ale kto je przeczyta?

  6. Ewangelie. Nie wczytałeś się w mój zarzut. To jeszcze raz. Każdy, kto obcuje z tekstami świętymi chrześcijaństwa, ten wie, że na co dzień nie mówi się “Ewangelia według świętego Łukasza”. Mówi się: “Ewangelia Łukasza”, “u Łukasza”, “ewangelista Łukasz pisze”, “trzecia ewangelia” itd. “Markowa”, “ewangelia Markowa”, “druga księga Nowego Testamentu”. Specjaliści oczywiście upraszczają to jeszcze bardziej. I tak dla pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu używa się nazw łacińskich albo mówi “pierwsza Mojżeszowa”, “druga Mojżeszowa” i dalej. Dla wszystkich pięciu używa się nazw “Tora”, “Pentateuch” i “Pięcioksiąg”. Sądzę, że Izraelczycy i Palestyńczycy mówią też “Prawo” czy “Prawo Mojżesza”.

    Zaś prawdopodobnie jedynie ktoś, kto o ewangelii mówi i myśli raz na jakiś długi czas, powie “ewangelia według świętej Magdaleny”. Język naturalny ma tendencję odwrotną do tej, którą ukazujesz.

 

Więcej uwag nie będzie ode mnie.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Okej. Rozumiem, Piotrze, część uwag. Do pozostałych jednak znów się odniosę:

 

2. Zgadza się: 

Chrześcijaństwo to chrześcijaństwo, młotek to młotek, butelka to butelka. Chrześcijaństwo to nie jest młotek. Butelka to także nie jest młotek. 

Ale światy równoległe rządzą się swoimi prawami. Coś co ja nazywam “alternatywną wersją chrześcijaństwa”, z punktu widzenia bohaterów powieści, z tej Ziemi, chrześcijaństwem nie będzie, bo nie wiedzą, co to takiego. Fakt, dla mnie jest to pewne uproszczenie, choć nie powinienem nazywać tego chrześcijaństwem. Ale zgodnie z logiką światów alternatywnych, jeżeli gdzieś rzucimy młotek, to w innym świecie będzie on butelką. Światy równoległe to odbicie naszej rzeczywistości, często w skrzywionym zwierciadle. 

Science Fiction przecież rządzi się swoimi zasadami i często zmienia się pojmowanie tego rodzaju literatury fantastycznej. Może i tu robotów nie ma, ale to w pewnym sensie nadal sci-fi, a może zupełnie nowy gatunek.

Rzeczywiście, łatwo jest stworzyć nowy system religijny, tylko  uważam, że później trudno jest wyjaśnić na czym owa religia polega, bo przecież rządzi się swoimi zasadami i wartościami. Tworzenie nowej religii wymaga odpowiedniego wyjaśnienia w świecie powieści, choć nie mówię, że “Jeszuanizm” jest jedyną religią w powieści.

 

4. Ale to są przemyślenia bohatera, tylko on wie cokolwiek na ich temat, ze względu na swoją profesję. Ani Zakon, ani nawet jego protegowana nie wie, kim mogą być Wyżsi. Grigorij wie tylko, że mają umiejętności przewyższające ludzkie. Nie wie jak wyglądają, ani skąd mogą pochodzić.

Wyżsi są na razie tylko hasłem. To są istoty. Jakieś. Ale nikt nie wie czego chcieli.

 

5. Opis tego, co bohater widzi, uzależniony jest od narracji. Bohater opisuje wszystko, co dzieje się na jego oczach, dlatego opis jest podstawowy, bo nie wszystko główny bohater jest w stanie wychwycić czy opisać w inny sposób.

 

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Obiema rękami podpisuję się pod uwagami Piotra.

O samym prologu, jako że jest go niewiele, trudno coś powiedzieć, choć muszę wyznać, że jeśli dalszy ciąg jest napisany równie patetycznie, to poprzestanę na powyższym fragmencie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rozumiem. Cały czas pracuję nad kolejnymi rozdziałami. Prolog – przyznaję – może nie jest do końca idealny, powinien zachęcać do dalszego czytania. Mam nadzieję, że sam wstęp nie będzie zniechęcający, dla przeczytania kolejnych części mojej powieści. Co do uwag… Częściowo się z nimi zgadzam, lecz nadal nie do końca z wszystkimi. Bardzo się cieszę z każdej uwagi, bo zależy mi, aby dopracować kolejne fragmenty jeszcze lepiej. 

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Nowa Fantastyka