- Opowiadanie: Nimrod - Niepamiętnik Halli Fink

Niepamiętnik Halli Fink

O neuronach Jennifer Aniston przeczytałem w aż dwóch artykułach:

“Komórki pamięci“ – http://swiatnauki.pl/8,870.html

oraz

“Nowa era badań mózgu“ – http://swiatnauki.pl/8,1435.html

Temat ten stanowi podstawę opowiadania, a zarazem wyjaśnia możliwość wykonania zabiegu niepamięci, od którego, jak się wydaje, uzależniona jest tytułowa bohaterka – Halla Fink.

Słowo “mindnapping” zapożyczyłem z prozy mistrza Stanisława L.

 

Z góry dziękuję za komentarze, są dla mnie zwykle bardzo cenne.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Niepamiętnik Halli Fink

Hantley Hummin szedł i zdawało się, że dokądkolwiek zmierza, zawsze idzie pod prąd. Na tle tłumu wyróżniał się wyprostowaną sylwetką oraz jakąś zagadkową determinacją w ruchach. Mijani przez niego przechodnie byli inni. Oczy mieli zapadnięte od ciągłego znoszenia stresu, niczym dwa krzywe przecinki na podłużnych, końskich twarzach, podbródki drobne i cofnięte, ściągnięte w permanentnym grymasie niezdecydowania oraz nieforemne usta koloru jagód. Na ogół unikali kontaktu wzrokowego. Słychać było ich głosiki – cienkie, chrapliwe i rozedrgane, które często wzbijały się w kłopotliwy falset. Każdy sprawiał wrażenie, jakby mówił do siebie.

Hummin usłyszał łagodny terkot urządzenia schowanego w lewej małżowinie usznej. Wyćwiczonym ruchem szyi odebrał połączenie.

– SienSan?

– Panie HantHummin, mamy problem – w słuchawce odezwał się głęboki, naznaczony niewytłumaczalną nutką lekceważenia, kobiecy głos.

– O co chodzi?

– Mamy podejrzenia zbiorowego mindnappingu. Pański Pierwszy Podążający mówi, że czegoś takiego nie widzieliśmy od lat.

– Porywają umysły? O jakich liczbach mówimy?

– Setki.

Hummin podniósł brwi.

– W jaki sposób?

– Pański Pierwszy Podążający mówi, że jakimś cudem zamontowali piracki nadajnik na naszej Wieży.

Mężczyzna przyspieszył kroku.

– Idę.

Zerwał połączenie wykonując przedziwny ruch szyją, jakby złapał go skurcz. Zerknął w górę, by zlokalizować strzelisty kształt swojego miejsca pracy. Metalowa konstrukcja odznaczała się wyraziście na niebie powleczonym szarą warstwą smogu i pyłu. Górowała nad miastem, niczym sęp nad stygnącą padliną. Przypominała trochę wieżę Eiffla. Na najwyższych jej segmentach rozmieszczono, niczym kolonie pasożytnicze, nadajniki, pod wpływem których znajdowali się prawie wszyscy mieszkańcy miasta.

Wieża miała za zadanie łagodzić agresywne zachowania. Nadajniki emitowały sygnał do małych czipów, umieszczonych w płacie czołowym mózgu każdego obywatela miasta. Jeśli człowiek znajdował się w stresogennej sytuacji, czip, potocznie zwany „trenerem”, wysyłał krótkie impulsy elektromagnetyczne, powodujące szybszy przepływ krwi oraz lepszą przemianę glukozy w płatach czołowych. „Trener” docierał też do układu limbicznego, bezpośrednio blokując neurony odpowiedzialne za reakcje agresywne. W ten sposób hamowano impulsy z niższych obszarów mózgu, w których drzemały instynkty powszechnie uznawane za zwierzęce. Tak oto osiągnięto imponująco niskie statystyki przestępczości w całym mieście.

Wieża pełniła także inną funkcję. Realizowała najskuteczniejszą formę terapii, jaką obecnie znano: zapomnienie.

„Powierz swoje sekrety firmie Sigma and Ruski, a pozostaną tylko twoje” – zaatakował Hummina animowany, pstrokaty napis błyskający ze szklanej ściany mijanego gmachu. Mężczyzna wyszczerzyłby zęby, gdyby Wieża na to pozwoliła. Zmrużył tylko oczy w dezaprobacie, po czym sięgnął odruchowo za klapę płóciennej marynarki, by wymacać zwyczajne, papierowe i całkowicie nielegalne zdjęcie. Chciałby przestać wspominać osobę, którą przedstawiało, ale był nazbyt zirytowany faktem, że postanowiła się ona poddać zabiegowi częściowej amnezji. Z pełnym rozmysłem zapomniała o nim, a on czuł się w obowiązku pamiętać za nich dwoje.

Hummin zmienił gwałtownie kurs i zszedł po dyskretnych, gumolitowych stopniach do publicznej toalety. Sikali tam na siedząco bezwłosi mężczyźni o jagodowych ustach, sadzając w pośpiechu pupy na sterylnych deskach klozetowych. Hummin wiedział, jak okazać niezgodę wobec systemu, który współprojektował i nad którym sprawował pieczę. Zbliżył się do sedesu, wyprostował dumnie i zaczął oddawał mocz ze wzrokiem utkwionym w ścianie, bez większej dbałości o to, czy kropelki uryny obryzgają ścianki ceramicznej muszli. Po opróżnieniu pęcherza wkroczył dziarsko na trotuar. Niczym człowiek dręczony natręctwem, pomacał raz jeszcze przednią kieszonkę marynarki, żeby upewnić się, że zaszeleści tam papierowe zdjęcie.

 

*

 

Podnóże Wieży wyglądało jak wielka, biała, łatwa do połknięcia pastylka. Oto lek na uspokojenie dla całego miasta, pomyślał gorzko Hantley. Wszedł energicznie do środka, zmuszając rozsuwane drzwi do szybkiej reakcji.

W recepcji, gładkiej jak lodowy nawis i okrutnie rażącej bielą, tkwiła kształtna kobieta o wielkich, ciemnych, półprzymkniętych oczach. Uraczyła przełożonego spojrzeniem, po czym wróciła do studiowania swoich wydłużanych paznokci.

– Dobijał się ktoś do mnie? – rzucił krótko Hantley, zmierzając zdecydowanym krokiem w stronę gabinetu.

– Nie, ale będzie – odparła lekko.

– Ktoś ważny?

– Sam pan oceni.

Hummin zatrzymał się, wrócił nieśpiesznie w stronę kontuaru, rozparł się obiema rękami na blacie i spojrzał z góry na podwładną.

– SienSan, muszę wiedzieć, czy jest ważniejszy niż setka porwanych umysłów – powiedział wolno.

Kobieta znieruchomiała na chwilę. Podniosła wzrok na Hummina i równie wolno powtórzyła:

– Panie HantHummin, sam pan oceni.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Hummin zacisnął kąciki ust, po czym ruszył energicznie w stronę gabinetu.

– Sprowadź tu mojego Pierwszego Podążającego – rzucił na odchodne i zniknął za kolejnymi rozsuwanymi drzwiami.

Sienna San popatrzyła raz jeszcze na dłonie. Drzwi zasunęły się z cichym sykiem.

– Już jest sprowadzony – powiedziała cicho.

 

Hantley wszedł do gabinetu. Wyjął z kieszonki papierowe zdjęcie. Przedstawiało łysą kobietę. Miała wysokie czoło, sympatyczny uśmiech i regularne rysy twarzy. W jej wyzywająco intensywnym spojrzeniu tkwiła ukryta jakaś szczególna zaduma, jakby była żołnierzem i filozofem jednocześnie. HalFink, czyli Halla Fink. Na wspomnienie tego imienia Hummin skrzywił się, jakby odczuł fizyczny ból. Była jedną z najlepiej wytrenowanych wojowniczek w tym nowoczesnym mieście, w którym nikt nie nosił broni. Halla używała fizycznej siły wobec tych, których nie dosięgły radiowo-magnetyczne fale Wieży albo wobec tych, których dosięgły błędy programistów. Była wyłączona z programu antyagresji po to, by go bronić. Nie miało to jednak wielkiego znaczenia dla Hummina. Halla wybrała upowszechnioną obecnie amnezję częściową, a połączenia neuronowe, które niegdyś magazynowały jej wspomnienia o Humminie, pracowały teraz dla wielkich korporacji. Halla Fink świadomie zapomniała, że była jego żoną.

Nieoczekiwanie wielki ekran zajmujący połowę ściany rozbłysnął organicznym światłem. Hummin schował w pośpiechu zdjęcie.

– Łączę – usłyszał flegmatyczny głos recepcjonistki.

Przez ułamek sekundy na monitorze mignęło smagłe oblicze Sienny San. W następnej chwili pojawiła się twarz młodego, przesadnie uśmiechniętego mężczyzny o małych, czarnych, przenikliwych oczach. Przypominał niepokojąco jakieś zwierzę, ptaka lub mysz.

– Dzień dobry, dzwonię z dość nietypową ofertą – powiedział pewnym siebie tonem.

– Z ofertą? – wypalił pełen zaskoczenia Hummin, jakby miał wypluć coś niesmacznego.

– Tak, z ofertą. Piastuje pan odpowiedzialne stanowisko i jest pan zajętym człowiekiem, więc będę się streszczać. Może pan trochę odciążyć mózg, zostawiając cząstkę prywatnych wspomnień na naszych nośnikach danych. Pełna ochrona, kopie bezpieczeństwa co godzinę. Zwolnione neurony mogą pracować dla innych korporacji i zarabiać dla pana. Co pan na to?

Hummin nie mógł uwierzyć. SienSan dopuściła do niego zwykłego, ulicznego oferenta. Po to tam tkwiła, żeby nie musiał się użerać z takimi pyskatymi dandysami.

– Nie, dziękuję. Jeśli będę chciał, zgłoszę się do jakiejś znanej firmy, na przykład „Sigma and Ruski”.

– Skąd pan wie, że zrobią to dobrze?

– Jest duża i nie było dotychczas wycieku danych.

– Ale będzie. Badania wykazują, że takie obiekty są najbardziej narażone na ataki crackerów. Są najczęstszymi celami złodziei tożsamości.

– Jeśli tak patrzeć na sprawę, to najlepiej trzymać zapiski na papierze.

– Papier jest nielegalny – powiedział sprzedawca z miną laboranta, który właśnie zatrzaskuje kolejną zapadkę labiryntu, ograniczając szczurowi chaotyczny bieg.

– Nie znam państwa, jak mogę powierzyć wam wszystkie moje harmonogramy, plany budżetowe i skryte myśli? – Zirytowany Hummin potrząsnął głową. – Proszę wybaczyć, mam tu kryzys i obecnie nie znajdę czasu na rozpatrzenie…

– Proszę nam zaufać. Znamy się na tym. Jesteśmy młodą, prężnie rozwijającą się firmą, która stosuje najnowocześniejsze techniki zabezpieczeń, zostawiając takie ociężałe kolosy jak „Sigma and Ruski” w tyle. Prognozy fachowców głoszą, że w przyszłym roku zacznie się masowa kradzież profili osobowości z kont założonych w tych firmach. No więc? – zapytał, wskazując szczurowi jedyną możliwą drogę wyjścia z plątaniny korytarzy.

– Nic o was nie wiem. Poza tym, rozumie pan, mam tu poważną sprawę do rozwiązania. Jeśli moglibyśmy przełożyć…

– Proszę wejść na naszą stronę internetową. Tam znajdują się wszystkie informacje, które przekonają pana do powierzenia nam swoich planów i wspomnień. Kiedy mogę się skontaktować w celu ponowienia oferty i nawiązania współpracy?

– Proszę nie dzwonić, nie znajdę czasu, żeby zapoznać się z waszą ofertą. A teraz proszę wybaczyć…

Marketer uśmiechnął się znowu szeroko, jakby od początku wiedział, że rozmowa potoczy się w ten sposób. Coś Humminowi nie spodobało się w tym uśmiechu.

– Proszę nie zmuszać nas do przeprowadzenia małej prezentacji – odparł.

Na chwilę zapadła głucha cisza.

– Zmuszać? Do prezentacji…. czego? – zaczął niepewnie Hummin.

– Do prezentacji opłakanego stanu zabezpieczeń pańskiego mózgu.

– Pan mi grozi?

– To nie groźba, to prezentacja. Dbamy o najwyższe dobro swoich klientów.

– Rozłączam się.

– Nie.

– Co "nie"?

– Nie rozłączy się pan.

– Co to ma znaczyć? Mogę w każdej chwili przerwać przekaz, a pan zniknie z monitora.

– Tak się panu tylko wydaje. Mógłby pan to zrobić, ale nie zrobił pan tego jeszcze z jakichś przyczyn. Nie zastanawia pana dlaczego?

– Dlaczego co?

– Dlaczego nie umie pan zmusić siebie, by przerwać tę rozmowę, chociaż bardzo pan tego chce?

– To jakiś absurd.

– Tak, to absurd. A dokładnie sprzeczność, której nie potrafi wyjaśnić pański umysł. Chce pan skończyć rozmowę, ale nie robi pan tego i pański umysł goni w piętkę, żeby wyjaśnić sobie, że panuje nad sytuacją, chociaż stracił pan kontrolę nad sobą dobrą minutę temu.

– Straciłem kontrolę przez rozmowę z panem, jest pan niezwykle irytującym człowiekiem – powiedział Hummin zdziwiony, że Wieża pozwoliła mu na tak odważną kwestię.

– Tak? Więc proszę zrobić doświadczenie. Proszę zmusić się do zakończenia naszej rozmowy. Podpowiem, że wystarczy dotknąć ikony w kształcie złamanej słuchawki na pańskim pulpicie.

– Zmusić się… do czego?

– Widzi pan? Nie jest pan w stanie tego zrobić. Przekonuje pan sam siebie, że chce pan przerwać połączenie, ale tak naprawdę nie potrafi pan tego zrobić.

– Kończę rozmowę.

Nastąpiła chwila ciężkiej ciszy.

– Skończył pan już? – zapytał sprzedawca.

Hummin jęknął, jakby jego umysł dotarł do końca bardzo długiej spirali, gdzie czekała na niego jakaś nieokiełznana hipersprzeczność. Serce waliło niczym młotem, na czoło wystąpił pot. Objawom tym towarzyszył ból, którego nie umiał zlokalizować w żadnym konkretnym miejscu ciała.

– Ostrożnie, żebyś go nie wykończył – odezwał się jakiś nowy, przytłumiony głos zza kadru.

– Spokojnie, panuję nad sytuacją – powiedział człowiek o czarnych, przenikliwych oczach.

Hummin w końcu wyrzucił z siebie jakieś symboliczne tchnienie, jakby został powalony na łopatki w pojedynku zapaśniczym.

– Już? – zapytał oferent. – Przekonał się pan?

Hummin wykonał jedyny gest, na który było go stać – pokiwał bezgłośnie głową. Wyglądał na człowieka bardzo sfatygowanego, jakby został poddany fizycznym torturom.

– Zadzwonię jutro, żeby dokończyć transakcję. Czy mogę zadzwonić jutro, proszę pana? – zapytał sardonicznie oferent.

– Tak – powiedział słabym głosem Hummin. – Jutro.

 

*

 

– Ostrożnie, żebyś go nie wykończył – odezwał się Bremmin Ba. Był trzydziestoparoletnim mężczyzną o atletycznej budowie. Stał jeszcze chwilę, przyglądając się rozmowie. Wyszedł w jej trakcie, jakby nieciekawy finału.

Przeszedł przez podwójne rozsuwane drzwi i znalazł się w sali bankietowej, która mieściła około czterdziestu osób. Nie było tu żadnych stolików, tylko dookolny gzymsik na kieliszki i przekąski. Podłoga i strop pulsowały rytmicznie różnymi barwami, natomiast ściany były wytapetowane mikroskopijnymi, elektroluminescencyjnymi pikselami pochodzenia organicznego. Na całej ich długości wyświetlano ciało mężczyzny w zbliżeniach. Na ekranach to prężył się wielki muskuł, to nagle przenikał się z owłosioną łydką. Obraz łydki zachodził powoli bielą i zastępował go pośladek, a potem wielkie, niebieskie oko. Były to oko, łydka, biceps i pośladek gospodarza przyjęcia – Bremmina Ba. Zapętlony klip filmowy przedstawiał szczegóły jego anatomii od najlepszej strony. Taką formułę dyktowały najnowsze trendy urządzania ekskluzywnych przyjęć: musiał dać się poznać gościom z bardzo bliska. Stał więc i obserwował przybyłych, jakby wypasał owce na hali, a oni obserwowali film na temat jego ciała, jakby stanowiło eksponat muzealny.

Gospodarz przecisnął się koło grupki ludzi toczących swobodną rozmowę, po czym podszedł do łysej kobiety o wielkich oczach. Spojrzała na niego pytająco.

– Witaj wojowniku, jeden z niewielu, którzy pozostali – Bremmin zawiesił teatralnie głos w nadziei, że usłyszy odzew. Nie doczekał się, więc podjął na nowo tonem towarzyskiej pogawędki:

– Bronisz nas przed agresją innych tam, gdzie Wieża nie sięga. A że sięga już prawie wszędzie, masz coraz mniej pracy. Halla Fink na bezrobotnym. Wiesz, zanim cię poznałem, uważałem cię za Hala Fink.

– Jak widzisz, nie jestem Halem Fink. Jestem Hallą Fink – odparła kobieta, śledząc wzrokiem ruchome obrazy.

– W dzisiejszych czasach, znając skrótowe nazwisko, nie sposób poznać, czy osoba, z którą ma się do czynienia, ma akurat dwie przyjemne oczom krągłości pod szyją. „HalFink”, to znaczy półgłówek. Celowo się maskujesz?

– Kobieta nie może w dzisiejszych czasach ujawniać płci poprzez samo podanie imienia i nazwiska. Sprawiedliwe zasady nowoczesnego równouprawnienia wymagają, aby identyfikacja tożsamości stawiała pod znakiem zapytania płeć każdej istoty ludzkiej. O to chodzi, żeby ani pracodawca, ani wyborca nie domyślili się na kogo stawiają. Nie powinno to mieć znaczenia. Ale ty zwracasz uwagę na moje cycki i mój mózg. Czy nie zamykasz sobie tym samym drogi współpracy ze mną?

Gospodarz się zawahał. Postanowił zamaskować niezdecydowanie uśmiechem. Rozejrzał się po sali, po chwili podjął:

– Cycki i mózg, dobre sobie. W twoim przypadku jedno i drugie budzi podziw.

– BremminBa, mam wrażenie, że mylisz podziw z pożądaniem. – Halla znowu zaszczyciła rozmówcę przelotnym spojrzeniem.

– Nie obraź się, ale w tej akurat kategorii twój mózg jest daleko przed cyckami.

– To mnie nie obraża. Myślę jednak, że w tej kwestii jesteś tylko widzem.

– Jak to „widzem”?

– Mój mózg podpowiada mi, że jedno i drugie są poza twoim zasięgiem.

– Kobieta po trzech amnezjach nie powinna być tego taka pewna. Kiedyś trzeba byłoby powiedzieć "po trzech rozwodach", nieprawdaż?

– Różnica tkwi w tym, że świadoma amnezja to też forma rozwodu, tyle że samej ze sobą. Rozwodzę się z tymi neuronami w mojej głowie, które sprawiają mi przykrość. Dawniej byłoby to niemożliwe. Kogóż to dzisiaj czcimy za ten cud niepamięci?

– Jerry’ego Lettvina. W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku jako nieznany neurolog zasugerował, że każdej poznanej osobie lub idei przypisane są pojedyncze neurony odpowiedzialne za ich rozpoznanie. Został wyśmiany przez środowiska naukowe. Zarzucano mu zbytnie uproszczenie tego cudownego instrumentu, jakim jest ludzki mózg. Czterdzieści lat później, dzięki rozwojowi technik neuroobrazowania odkryto, że miał rację. Dziś wiemy, że jeśli nie pozwolisz tym pojedynczym neuronom na aktywność związaną z zapamiętaną przez mózg osobą w momencie jej rozpoznania, powstrzymasz proces odpalenia milionów innych, związanych ze wspomnieniami na jej temat. Wszystkie skojarzenia zostaną zatrzymane. Ten mechanizm wykorzystuje umieszczony w płacie czołowym mózgu „trener”, który odbiera sygnał z naszej szacownej Wieży. Leczy traumy i przykre doświadczenia blokując pojedynczy niemal neuron, który jest kluczowy, by wszystkie demony przeszłości zostały za kurtyną podświadomości. Czyż nie tak wygląda cały ten owiany nabożną czcią proces? Ale twój „trener”, Hallo, nie blokuje zachowań agresywnych, nie mogłabyś być Strażniczką, gdyby tak było. Utrzymuje jednak w mocy twoje wolicjonalne amnezje.

– Dziękuję za lekcję historii.

– Proszę, proszę…

Halla milczała, rozmowę podjął znowu Bremmin:

– Więc kogo porzuciłaś, Hallo Fink?

– Nie wiem. W tym szkopuł. I cała zabawa.

– Może wciąż porzucasz tę samą osobę, tyle że o tym nie wiesz?

– To całkiem możliwe.

– Jaki więc jest sens tej bezsensownej gonitwy? Obracasz się w kółko i powracasz do tego samego smrodu?

– Niektórzy tak mają. Inaczej nie potrafią.

– To twój przepis na szczęście?

– To mój nałóg, jest silniejszy ode mnie.

– Mnie też byś zapomniała, gdybyś mogła?

– Przeszło mi to przez myśl.

– To zwiększa prawdopodobieństwo, że jestem w gronie twoich byłych mężów, czyż nie?

– Czy gdybyś znowu chciał mnie poderwać, a byłbyś moim byłym, mówiłbyś mi o tym? – Kobieta wzięła z przyściennego gzymsu kieliszek z granatowym płynem. Zaczęła wykonywać nim koliste ruchy, utkwiwszy wzrok w skupiskach zaproszonych na przyjęcie ludzi, jakby była zaniepokojona, że grupują się oni w ten, a nie inny sposób.

– A skąd wiesz, że chcę cię poderwać?

– Bo cycki i mózg to jedyne, co jesteś zdolny dostrzec w kobiecie, a oba te moje organy podobają ci się.

– Jeden mózg i dwa cycki to już trzy organy. Może chcę czegoś więcej.

– Czego może chcieć ktoś, komu mózg dynda między nogami?

– Hallo, kobieta o twojej inteligencji powinna była się już dawno domyślić.

Halla Fink przestała mieszać granatowy płyn. Spojrzała wymownie na Bremmina.

– Chcesz, bym coś dla ciebie zrobiła – oznajmiła.

– Wszystko co się dzieje, dzieje się dla mnie. Chcę, byś coś zrobiła.

– A masz jakieś wyższe cele?

– Niż cycki i mózg? Hmm… w zasadzie to nie. Ale czy gdybyś nie była gotowa zrobić czegoś dla mnie, pytałabyś o to?

– A czy gdybyś wiedział, że czegoś na pewno nie zrobię, oferowałbyś mi to?

– Nie.

– Więc oferuj.

– To nie będzie oferta.

Na chwilę zapanowało nieprzeniknione milczenie.

– Nie? Więc co to będzie?

– Polecenie.

– Uważaj. – Halla zmrużyła oczy.

– Uważałbym, gdybym wiedział, że możesz tego polecenia nie wykonać.

– Świetnie. Więc co zaraz zrobię?

– Zostaniesz moją żoną.

– Znowu?

– Skąd wiesz, że znowu?

– Nie wiedziałam, ale przed chwilą mi to powiedziałeś.

– Mogłem się przejęzyczyć.

– Ale się nie przejęzyczyłeś. Jesteś moim byłym mężem. Czy jesteś też porywaczem umysłów?

– Nie umysłów, tylko umysłów zacnych, takich jak twój.

– Wybornie. Więc jak to zrobisz? Wbijesz mi na siłę w płat czołowy swojego „trenera”? A może wyciągniesz z rękawa strzykawkę z jakimś specyfikiem i będziesz chciał sprawdzić, czy legendy o moim refleksie są przesadzone? I chcesz to wszystko zrobić przy znamienitych gościach, na oczach tłumu?

– Ten tłum nie jest tym, czym ci się wydaje, że jest.

Halla, z kieliszkiem w dłoni, rozejrzała się raz jeszcze po zgromadzonych w pomieszczeniu ludziach. Zamrugała niespokojnie oczami, jakby docierała do niej jakaś uformowana w mrokach podświadomości myśl.

– To hologramy?

– Nie bądź staroświecka.

– To więźniowie.

– Wspominałem już, że podziwiam twój umysł?

Rozpięte na ścianach ekrany nieoczekiwanie zgasły. Po chwili rozbłysły na nowo. Przedstawiały teraz jej twarz – Halli Fink, bezradnie rozglądającej się po sali bankietowej.

– Co to? – zapytała, a w ślad za nią poruszyły się usta wszystkich jej bezgłośnych projekcji. Rozmowy umilkły. Goście gapili się jak zahipnotyzowani.

– To ty – odrzekł spokojnie Bremmin.

Wszyscy stali nieruchomo przez chwilę, a potem, jak na dany znak, odwrócili się z upiorną precyzją w stronę kobiety. Patrzyli przeraźliwie, wzrokiem pozbawionym empatii. Patrzyli jak na nieczłowieka.

Halla odstawiła niepokojąco powolnym ruchem kieliszek z granatowym płynem na przyścienną półkę. Nie spuszczając wzroku z otumanionego tłumu, jakby miała do czynienia z bombą zegarową, zapytała:

– Więc chcesz, żebym walczyła?

Bremmin uśmiechnął się drwiąco.

– Lubię kobiety, przy których nie muszę strzępić języka. Byłaś szkolona w tylu sztukach walki, w ilu rodzajach znoszenia stresu są szkoleni wszyscy ci biedacy, którzy poddani zostali dyktatowi Wieży. Powalczysz więc dla mnie o Wieżę i pogłówkujesz, jak wraz ze mną przejąć nad nią kontrolę. Obezwładnisz ochronę, a ja zamontuję tam resztę swoich nadajników. Nadajniki te posłużą mi do tego, żeby mieć do dyspozycji więcej tłumów takich, jak ten. Jedyny nadajnik, który udało mi się tam umieścić, to dopiero próbka moich możliwości… wiesz, taka gra wstępna…

– A więc chcesz, żebym walczyła… – machinalnie powtórzyła Halla, jakby przygotowywała się do wejścia w jakiś trans. Wykonała krok w tył, a następnie jeszcze pół. Będąc w lekkim wykroku wzniosła powoli ręce, jak gimnastyczka szykująca się do trudnej ewolucji. Bremmin odsunął się. Wyciągnął spod płóciennej koszuli fiolkę z umieszczonym wewnątrz miniaturowym, metalowym przedmiotem, przypominającym wyglądem robaka.

– Jeśli nie chcesz po dobroci, to tak, zgadłaś, mam swoją wersję „trenera”. Oni cię obezwładnią, a ja ci go wszyję. Twój mózg będzie szczęśliwy, kiedy w dzień będziesz służyła mi jako wojowniczka, a w nocy jako żona. Ja nacisnę guzik, a ty odczujesz chęć zrobienia komuś krzywdy albo zupełną bezradność wobec mojej woli. Czy zastanowiłaś się dobrze, amnestyczko?

– Czasem lepiej się nie zastanawiać – powiedziała cicho i ochryple, jakby do siebie.

 

*

 

Hummin, licząc kroki, odmierzył przestrzeń i stanął prawie naprzeciw SienSan, flegmatycznej recepcjonistki. Sygnał z umieszczonych na Wieży nadajników, który blokował przejawy agresji, nie we wszystkich miejscach był równie silny. Gdzieniegdzie znajdowały się ślepe plamy, do których dochodził osłabiony lub nie było go prawie wcale. Jakby w myśl zasady „pod latarnią najciemniej”, u podnóża Wieży było ich najwięcej. Hummin wiedział, gdzie stanąć. Zacisnął pięści, aż mu knykcie zbielały. Zaczął spokojnie, ale w trakcie wypowiedzi jego głos zmienił się w obelżywy krzyk:

– SienSan, jestem głęboko zawiedziony. Ta twoja bezgraniczna niekompetencja doprowadzi nas kiedyś na skraj przepaści!

SienSan stężała. Mrugnęła lekko powiekami, nie była w stanie zrobić niczego więcej. Spuściła szybko wzrok, jakby na wyświetlaczu jej biurka znalazł się nagle jakiś ważny dokument. Pulpit był jednak czysty. Kobieta wróciła do nawykowego lustrowania dłoni.

– Być może nie jestem tu dlatego, że jestem kompetentna – powiedziała powoli. – Być może jestem tu dlatego, że jestem ładna.

„Ależ sprytna jest ta baba” – myślał Hummin – „wie jak podnieść ciśnienie człowiekowi, omijając zabezpieczenia Wieży”. Ale teraz, stojąc w miejscu, gdzie sygnał Wieży był osłabiony, to Hummin był górą, to on miał monopol na agresywne zachowania.

– Prawda, jesteś ładna – powiedział z szyderczym grymasem na ustach, jakby kwestia ta stanowiła ostateczną zniewagę. Odwrócił się na pięcie i odszedł do sali narad.

SienSan nerwowo zamrugała powiekami, nie odrywając wzroku od swoich dłoni.

 

*

 

Pierwszy Podążający był stanowiskiem wymagającym szybkiego kojarzenia faktów oraz sporych pokładów empatii. Jako najbliższy współpracownik, podwładny, a jednocześnie powiernik i doradca weryfikował poczynania osoby piastującej urząd obarczony dużą odpowiedzialnością. Podążał za zwierzchnikiem w procesach myślowych, pomagając znaleźć nieoczywiste konsekwencje jego decyzji. Właśnie zastanawiał się, dlaczego system ochrony Wieży już trzeci tydzień z rzędu raportował, że około czterysta pięćdziesiąt burz słonecznych zakłóciło jego pracę. Jednak rozegrana w recepcji scena przerwała jego analizę. Stanął w rozkroku, założył ręce na piersi i zaczął intensywnie wpatrywać się w prostokąt drzwi. Był bardzo niskim człowiekiem o nieregularnych brwiach oraz wielkich oczach, które otaczała siatka zmarszczek zatroskania.

Drzwi rozsunęły się, a do pomieszczenia weszła pospiesznie postać. Zwolniła ruchy, jakby fizycznie zmagała się ze spojrzeniem Pierwszego Podążającego.

– Nie powinna mnie łączyć ze zwykłymi sprzedawcami – burknął Hummin.

Jego podwładny pozwolił wybrzmieć tym słowom, po czym oznajmił:

– Być może, w kontekście ostatnich wydarzeń należałoby przyjąć, że nie zrobiła tego z własnej woli.

– Mindnapperzy chwilowo obezwładnili jej szare komórki, żeby mogła połączyć mnie ze zwykłym sprzedawcą? – prychnął Hummin. Zastygł jednak w zadumie, jakby zmagał się z czymś w myślach.

– Coś się przed chwilą wydarzyło? – zapytał Podążający. – Wyglądasz na wyczerpanego. I… zawstydzonego.

Hummin zawahał się, ale nie odpowiedział.

– Zachowujesz się jak ofiara przemocy seksualnej – ciągnął Pierwszy.

– Tak, to było trochę jak gwałt – podjął z wolna Hummin. – Tyle że na moim umyśle. Zwykły, upierdliwy sprzedawca, namolny, obwoźny oferent narzucił mi swoją wolę. Nie miałem pojęcia jak… nie umiałem zakończyć rozmowy, rozumiesz? Nie umiałem dotknąć ikony kończącej połączenie.

– Czego chciał?

– Mnie. Żebym udostępnił mu swoje wspomnienia.

– Jak zwykły sprzedawca mógłby ci narzucić swoją wolę w rozmowie prowadzonej w Sieci?

– Nie wiem. Jeśli jakimś cudem umieścili na Wieży piracki nadajnik, to mogą wysyłać z niego sygnał. Sygnał z Wieży trafia do „trenera” – tego małego upierdliwego czipu umieszczonego w łepetynie każdego człowieka w mieście. „Trener” potrafi obniżyć do pewnego poziomu manifestację agresji u człowieka poprzez emisję impulsów elektromagnetycznych do mózgu. Myślę, że to właśnie zrobili mindnapperzy, ci sami, którzy porwali już setkę umysłów. Użyli pirackiego nadajnika, żeby mnie ograbić nie tylko z agresji, ale i z wszelkiej asertywności. Najgorsze jest to, że jutro uzyskają moją zgodę. Nie będę w stanie odmówić i sprzedam swoje wspomnienia.

– Jeśli podzielisz się z nimi wspomnieniami, myślami i planami, będziesz dla nich bardzo przewidywalny w swoich poczynaniach. Nie będziesz mógł podjąć decyzji, która ich zaskoczy.

– Dlaczego zwlekają? Dlaczego poprzestali na aroganckiej demonstracji siły? – zapytał Hummin.

– Może chcą być pewni, że gdy trzeba będzie, złamią cię i teraz czekają na odpowiedni moment?

– Moment? Gromadzą siły i planują zmasowany atak? Na co? Na nas? Na Wieżę? Ale nawet jeśli tak, to co mogę zrobić? Muszę przecież bywać w Sieci, nie uniknę z nimi kontaktu.

Hummin przerwał na chwilę.

– Trzeba zlokalizować ten ich piracki nadajnik – powiedział w końcu.

– I pozbyć się go – dodał Podążający.

Hummin zasępił się. Z bezruchu wyrwała go mrugająca kontrolka, wkomponowana w pulpit sterowniczy na stole. Sygnalizowała oczekujące połączenie.

– Słucham, SienSan?

Ekran nie rozbłysnął wizją urokliwej asystentki. Pozostał czarny. Z głośników wydobył się bardziej ochrypły niż zwykle głos.

– Panie HantHummin, mamy poważny wybuch agresji w Starej Dzielnicy. Około czterdziestu ludzi chce wyrządzić krzywdę jednej kobiecie.

– Jak to? – zapytał Hummin. – Wszyscy naraz?

 

*

 

Halla Fink wystartowała niczym sprinter, chociaż drogę do wyjścia zastępował jej mur ludzkich sylwetek. Wszyscy sprawiali wrażenie, jakby ta łysa kobieta wyrządziła im wielką krzywdę. Byli pełni desperackiej wściekłości. Ich postawy sugerowały, że pragną zadusić ją gołymi rękami albo rozorać paznokciami.

Halla wykorzystała rozbieg do wybicia się. Wykonała półobrót w powietrzu, niczym skoczek wzwyż. Wzbiła się wysoko i przeszybowała nad poprzeczką rozcapierzonych palców. Lądowanie zakończyła pełnym gracji przewrotem w tył, po czym zastygła na chwilę w przysiadzie ze wzrokiem wbitym w podłogę, jakby czekała na noty niewidzialnych jurorów. Goście przyjęcia rzucili się w jej stronę bez większej finezji. Zachowywali się jak dzikie psy, które w gorzkim ataku wściekłości nie koordynowały swoich poczynań względem innych członków sfory. Halla Fink odparła ofensywę najbliższego osobnika. Wydawało się, że kobieta nie porusza się płynnie, tylko skokowo. Z pozycji przykucniętej nagle przemieściła się w stronę puszystego mężczyzny, który chciał ją przygnieść ciężarem swojego ciała. Wyprowadziła atak łokciem, a głowa napastnika odskoczyła niczym piłeczka pingpongowa, zmieniając gwałtownie kierunek ruchu. Następnie Strażniczka weszła w piruet, który oko ludzkie mogło zarejestrować jedynie jako niewyraźną smugę, po czym wymierzyła kopniak precyzyjnie w nos zbliżającej się kobiety. Tamta momentalnie zakryła dłońmi twarz i padła na kolana, jakby w geście pokuty. Ruchy Halli Fink były trudne do uchwycenia. Dwaj nadchodzący mężczyźni wywinęli fikołka pod wpływem subtelnych dźwigni wykorzystujących bezwład ich napierających ciał. Od drzwi dzieliła ją już tylko czwórka agresorów, którzy bez poczucia strachu parli na nią, jakby mieli za nic życie swoje oraz celu, który obrali. Strażniczka zbliżyła się do nich pełnym gracji dwutaktem, po czym skoczyła w kierunku ściany. Odbiła się stopą o wąski gzymsik, strącając przy tym kieliszek z granatowym płynem, po czym przeszybowała nad głowami bezmyślnych napastników. Prawie schwytana za nogawkę spodni, ponownie zakończyła powietrzną ewolucję miękkim przewrotem, tym razem w przód. Przekoziołkowała przez próg sali balowej. Wstała, wyprostowała się i niczym automat, który dokładnie wie, jakim zasobem czasu dysponuje na wykonanie przydzielonego mu zadania, wyjęła uprzywilejowaną kartę Strażnika i zablokowała nią drzwi. Zza mlecznego, półprzeźroczystego, hartowanego szkła można było dostrzec cienie dobijających się postaci. Nagle, jak na dany znak, odgłosy ucichły. Sylwetki za szkłem znieruchomiały, a potem, zdezorientowane, oddaliły się w głąb pomieszczenia.

 

*

 

– Jak mogli tego dokonać? – zapytał Hummin.

– Zastanówmy się… – zadumał się Pierwszy. – Dysponują możliwością wzbudzania agresji albo osłabiania jej. Gdyby pobudzić do skrajnej agresji umysły czterdziestu ludzi znajdujących się w jednym pomieszczeniu, pozabijaliby się nawzajem, nieprawdaż?

– Tak – odrzekł Hummin. – Ale oprócz agresji mamy jeszcze jeden mechanizm do sterowania ludzkim zachowaniem: amnezję. To tak jakbyśmy programowali człowieka za pomocą dwóch suwaków: pierwszy to agresja, drugi to amnezja. Możemy podnieść agresję do poziomu wściekłego psa lub obniżyć go do absolutnego braku przejawów asertywności. Z amnezją sprawa jest bardziej skomplikowana. Możemy z łatwością zlokalizować w ludzkim mózgu każdy neuron przypisany do zapamiętanej osoby. Neuron spełniający taką funkcję jest bardzo specyficzny i znajduje się w hipokampie. Nie wiemy, który neuron przypisany jest której osobie, dopóki nie jest on wzbudzony. Kontrolowaną amnezję można więc przeprowadzić pokazując zdjęcie danej osoby. Wtedy reszta neuronów tego typu milczy jak grób. „Trener” lokalizuje wzbudzony neuron i usypia go impulsem elektromagnetycznym o określonej częstotliwości, blokując pamięć o danej osobie i wszystkie wspomnienia z nią związane.

– Mówisz o neuronie Jennifer Aniston – podjął Pierwszy. – Grała w takim serialu „Przyjaciele”. Oglądałeś?

– Żartujesz? Jeden odcinek trwa prawie pół godziny. Kto ma cierpliwość oglądać tak długie filmy?

– W dawniejszych czasach filmy trwały po dwie, a czasem i trzy godziny…

– Tak, współczuję naszym dziadkom. A teraz do rzeczy. Piracki nadajnik może wydać z Wieży rozkaz, by dokonać amnezji… no właśnie. Amnezji kogo?

– Kogo? – zapytał jak echo Pierwszy.

– Wszystkich.

– Wszystkich?

– Tak. – Hummin nieświadomie złożył dłonie w piramidkę, jakby był ekspertem występującym w programie publicystycznym. – Można sprawić, by zapomniano każdą istotę ludzką, oprócz celu. Osoba, bądź osoby, będące w mocy pirackiego nadajnika mogą zostać zaprogramowane tak, by „trener”, ten mały sadysta w płacie czołowym mózgu, zablokował na jakiś czas wszystkie zapamiętane w życiu osoby, nawet te, które ma się obok siebie, a pamiętał tylko tę jedyną, którą ma się okaleczyć. Mamy wtedy umysł, który posiada bardzo wysoki poziom agresji i zna jedyną osobę, na której może ją wyładować.

Neurony, które odpowiadają za zapamiętywanie osób w ludzkim mózgu, mają bardzo specyficzną strukturę. W epoce „Przyjaciół” i innych pochłaniających czas rozrywek nie znano jeszcze specyfiki budowy tych neuronów. Badacze ludzkiego mózgu cieszyli się, że mogą obserwować aktywizujący się neuron Jennifer Aniston, niczym mrugającą diodkę na układzie scalonym. Wtedy było to śmieszne i nie służyło niczemu. Dziś znamy wzorzec tej pojedynczej szarej komórki. Istnieje więc możliwość, by zaprogramować „trenera” w ten sposób, by wysłał szereg impulsów elektromagnetycznych blokujących wszystkie te specyficzne neurony w ludzkim mózgu, oprócz jednego. W ten sposób ludzie na chwilę zapominają o wszystkich innych osobach, które poznali podczas swojego życia, oprócz wskazanego celu.

– Musieliby w jednym czasie pokazać wszystkim wizerunek osoby, przeciwko której ma być skierowana agresja – dopowiedział Pierwszy.

– To nie takie trudne. – Hummin dotknął pulpitu, a na ekranie ukazała się twarz recepcjonistki. – SienSan? Czy wiemy, gdzie dokładnie wybuchła ta fala agresji?

– Panie HantHummin, wiemy.

– Możemy tam posłać Strażnika?

– Panie HantHummin, przemoc jest właśnie skierowana na jednego z naszych Strażników.

– Co takiego?

– Właśnie poradził sobie z czterdziestką, ale obawiam się, że z następną sześćdziesiątką sobie nie poradzi. Panie Hummin… musi pan wiedzieć, że to posiadłość BremminaBa.

Hummin zmarszczył brwi.

– To nie musi być ona… To, że BremminBa jest jej byłym mężem nie oznacza, że chce ją akurat pojmać – powiedział jego podwładny.

– Oznacza. I to jest ona – Hummin wygasił ekran powolnym ruchem dłoni. Nastała chwila ciszy.

– Nigdy mi nie mówiłeś… co się stało między tobą a Hallą?

Hummin westchnął, jakby zobaczył przed sobą wielostronicową książkę.

– Myślisz, że za naszym rozstaniem kryje się jakaś nadzwyczajna historia. Ale nie kryje się. Pokłóciliśmy się zwyczajnie, jak ludzie. Mówiliśmy sobie przykre rzeczy, a ponieważ kochaliśmy się, mieliśmy zdolność, by ranić siebie jak nikt inny. Byłem wtedy poza programem antyagresji, skoro ona, jako Strażniczka, jest poza systemem, no i oto mamy opłakane tego skutki. Nie umiałbym dziś podejść do niej i rozpocząć wszystkiego od nowa. Nie potrafiłbym z nią nawet normalnie porozmawiać. Emocje są zbyt dotkliwe.

– Mówisz, jakbyś nadal chciał być częścią jej życia.

– Żeby być nadal częścią jej życia… – Hantley spojrzał nostalgicznie w dal. – Musiałbym… dokonać wpisu w jej niepamiętniku – zakończył poetycko.

Pierwszy uniósł brew, ale nic nie powiedział. Ponownie zapadła cisza. Z zadumy wyrwało ich pulsujące światło znajomej kontrolki.

– SienSan? Co znowu?

– Panie HantHummin, właśnie zlokalizowałam piracki nadajnik. Jest w trzysta sześćdziesiątym siódmym segmencie Wieży, licząc od góry – zabrzmiał monotonny głos recepcjonistki.

– Co takiego?! – Hummin niemal podskoczył. – Jak tego dokonałaś?

– Zaczęłam monitorować każdy nadajnik po kolei. Nie umieścili tam żadnego swojego pirackiego, przejęli jeden z naszych. Wystarczy więc odciąć zasilanie od segmentu trzysta sześćdziesiąt…

– Ale… jakim cudem? Przecież wiedzielibyśmy o tym, że któryś z nadajników nie zachowuje się tak, jak go zaprogramowaliśmy.

– Wiedzielibyśmy, gdybyśmy nie ignorowali raportów o burzach słonecznych. BremminBa wydał chyba fortunę na crackerów, ale sztuczka jest tania. Włamali się do nadajnika, który jest jednym z najstarszych modeli na Wieży, a jego nieprawidłowe działanie było zwalane na wzmożoną aktywność burz słonecznych. Niech pan sobie wyobrazi, panie Hummin, że nasz system zaraportował ich około czterysta pięćdziesiąt w zeszłym tygodniu…

Hummin wyłączył bezceremonialnie interkom.

– Czterysta pięćdziesiąt burz słonecznych? Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Cały dział kontroli jakości widział te anomalie i nikt nie był w stanie ich wytłumaczyć? Pewnie obawiali się, że jeśli przekażą mi tę informację, nie znając przyczyn takiego stanu rzeczy, zostaną posądzeni o niekompetencję. Czy jestem aż tak wymagający? Taki ostry?

Pierwszy zasępił się.

– SienSan na to wpadła – ciągnął dalej Hummin. – Zwykła recepcjonistka. Kto by pomyślał? Zuch dziewczyna.

Pierwszy podniósł głowę, po czym cicho rzekł:

– To jej to powiedz.

 

*

 

Sześćdziesiąt par rąk nie dosięgło celu. Halla była otoczona wianuszkiem zdezorientowanych ludzi, którzy zastanawiali się, dlaczego mają zaciśnięte pięści. Odwróciła się w stronę wejścia do sali bankietowej. Odblokowała je. Przemierzyła pomieszczenie, w którym jedni goście pomagali innym wstać z podłogi, zastanawiając się przy okazji nad zagadkowymi obrażeniami ich ciał. Na końcu pokoju stał Bremmin. Spostrzegłszy ją, wyciągnął ręce w nieokreślonym geście niemocy, jakby odganiał demona. Halla zbliżyła się do niego w pełnym gracji dwutakcie, przygotowując się do wymierzenia ciosu.

 

*

 

Hummin wziął do ręki wysłużone zdjęcie. Popatrzył w rozumne i pełne życia oczy byłej żony. Stężał, jakby zmagał się z jakąś niemożliwością. Jego podbródek zadrżał, a z wewnątrz dobył się szloch człowieka, który bierze rozbieg, by wykonać samobójczy skok.

 

*

 

Na ścianach pomieszczenia wyświetlano fragmenty młodego, smukłego, kobiecego ciała w dużym powiększeniu. Niektórzy goście stali z kieliszkami w dłoniach i podziwiali. Przeważnie jednak rozmawiali ze sobą, nie poświęcając wiele uwagi przewijającym się obrazom. Czasem można było zgadnąć, że widzi się kawałek uda, część brzucha, szyję, czoło lub łydkę. Żadnych bardziej intymnych fragmentów ponad zgięcie w kolanie czy pępek. Wszystko w łagodnym ruchu, kolejne sceny przenikały jedna przez drugą, zaklęte w jakimś pseudolosowym algorytmie.

Hantley Hummin stał w bezruchu, oczarowany. Patrzył intensywnie w przeciwległy kąt sali. Był bliski otwarcia ust, ale tego nie zrobił. Potarł nos.

– Kto to jest? – przemówił w końcu.

Towarzyszący mu Pierwszy Podążający uniósł i opuścił gęste, nieregularne brwi. Spojrzał na łysą, kobiecą postać o promiennym uśmiechu.

– Halla Fink – odparł.

– Znasz ją?

Niski człowiek odchrząknął, chociaż nie czuł suchości w gardle.

– Nie osobiście. A ty?

– Czy pytałbym, gdybym ją znał? – zniecierpliwił się Hantley. – Chcę ją poznać. Co robi?

– Jest Strażniczką. Osobiście ujęła BremminaBa, który w zeszłym miesiącu przejął jeden z naszych nadajników na Wieży.

– Fascynujące – powiedział wolno Hummin, jakby sycił się słowem, które właśnie wypowiada.

– Oddała różnym korporacjom już niemal trzydzieści procent swojej tkanki mózgowej. Wygląda na to, że ma jej spore zapasy.

– Jakiś… – Hummin wydał przeciągły dźwięk "mmm", jakby szukał odpowiedniego słowa. – …mąż?

– Obecnie nie.

– A w przeszłości?

Pierwszy podrapał się po karku. Spojrzał smutno w górę, szukając wzroku przełożonego. Nie znalazł.

– Miała kilku.

– Kilku?

– Jest po trzech amnezjach.

– Chcę ją poznać – mruknął Hummin nieświadomy, że wypowiada to zdanie już drugi raz.

Zapadła chwila milczenia, podczas której obydwaj ważyli słowa.

– Myślę, że nigdy nic nie stało na przeszkodzie, byście się poznali – przeciął ciszę Pierwszy.

– Chcę ją poznać – powiedział po raz trzeci Hummin, zupełnie jakby składał przysięgę.

 

Spotkali się w połowie sali. Patrzyli na siebie wzrokiem, jakby znaleźli to, czego od dawna szukali. Patrzyli jak na swoją własność.

– Oglądać taką kobietę to prawdziwy przywilej.

– Wszyscy go mają – odpowiedziała Halla, oszczędnym gestem wskazując ściany. Nie spuszczała wzroku z rozmówcy.

– Nie o iluzję bliskości chodzi. Chodzi o interakcję.

Halla zaśmiała się. Szczerze.

– Jak ci się więc podoba interakcja ze mną?

– Nie miałbym nic przeciwko… – Hummin zająknął się. – …żeby jeszcze trochę potrwała.

Halla uśmiechnęła się zalotnie. Poruszyła kieliszkiem w nieokreślonym kierunku, jakby szukała odpowiedniej kwestii. Odrzekła w końcu:

– Niech więc trwa.

 

Koniec

Komentarze

Koncept może nie nowy, ale mi przypadł do gustu. Zwłaszcza spodobał mi się motyw wymuszanej amnezji i traktowania takiej operacji jako rozwodu. Ciekawe jakie inne zastosowania są dla takiej technologii? Może zmuszanie niejadków do jedzenia wszystkiego? ;)

Technicznie jest przyzwoicie, acz bolą powtórzenia wyrazów czy imion w dosyć bliskim sąsiedztwie. Niektóre dialogi świetne, jak ten miedzy Halą a BremminBą [jak to się odmienia?!], inne dziwne, jak ten między Humminem a Podążającym, gdzie teoretycznie obaj znają system od podszewki, a tłumaczą sobie podstawy. Ale rozumiem skąd to się wzięło – sam w moim opowiadaniu mam problem z infodumpami :P

Podsumowując: koncept może nie świeży, ale dobrze ujęty. Jest kilka interesujących aspektów, godnych dalszego rozwinięcia :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan, dzięki za komentarz i odwiedziny. Trudno mi czasem obiektywnie odnieść się do własnej twórczości, więc Twoje uwagi są dla mnie cenne. Napisanie zgrabnego infodumpa stanowi dla mnie duże wyzwanie, szczególnie jeśli limit znaków goni. Thnx ☺

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Dzięki, będę czekał cierpliwie na komentarz.

Ich oczy opadały, zwiędłe do ciągłego znoszenia stresu, jakby ktoś maznął pędzlem dwa krzywe przecinki na podłużnych, końskich twarzach. Wyglądali, jakby byli z jednej, niezbyt ładnej matki.

 

Na najwyższych jej segmentach rozmieszczone były, niczym kolonie pasożytnicze, nadajniki, pod wpływem których byli prawie wszyscy mieszkańcy miasta.

Podstawową funkcją Wieży było łagodzenie zachowań agresywnych.

 

Nadajniki emitowały sygnał do małych czipów, umieszczonych w przysadce mózgowej każdego obywatela miasta. Jeśli człowiek znajdował się w stresogennej sytuacji, czip, potocznie zwany „trenerem”, wysyłał krótkie impulsy elektromagnetyczne powodujące szybszy przepływ krwi oraz lepszą przeminę glukozy w płatach czołowych. „Trener” docierał też do pnia mózgu, uwalniając serotoninę. W ten sposób hamowano impulsy z niższych obszarów mózgu, w których drzemały instynkty powszechnie uznawane za zwierzęce.

Skoro istotą czipu był wpływ na płaty czołowe, to czemu nie umieszczano go tam? W ogóle lokalizacja w przysadce jest bardzo niefortunna, bo raz, że trudno się tam dostać, a dwa – to właściwie gruczoł kontrolujący większość hormonów w organizmie, więc poza jakimś tam okrężnym wpływem na wyrzut adrenaliny z nadnerczy, przysadka nijak się ma do sytuacji stresowych. Dalej – za prymitywne instynkty odpowiada raczej układ limbiczny. Pień mózgu to jeszcze bardziej prymitywne funkcje – oddychanie, połykanie, bicie serca, itd.

 

Przedstawiało łysą kobietę. Miała wysokie czoło

 

Skoro była łysa, to czoło kończyło jej się na potylicy? Na plecach? Jeszcze niżej? :p

 

W jej wyzywająco intensywnym spojrzeniu była ukryta jakaś szczególna zaduma, jakby była żołnierzem i filozofem jednocześnie.

 

rozbłysnął organicznym światłem

Czym jest organiczne światło? Jest produkowane przez organizm żywy? Jest zbudowane ze związków węgla? Jest nierozerwalnie związane z ekranem, czy może budzi negatywne emocje? Innych znaczeń tego słowa sjp nie podaje.

 

Może pan trochę odciążyć zwoje mózgowe

Zwoje to skupiska komórek nerwowych poza ich ośrodkowym układem, a ponieważ należą do układu autonomicznego, to jak sama nazwa wskazuje, ciężko je odciążyć siłą woli. Może fortunniej byłoby zastąpić je w tym fragmencie słowem “mózg”?

 

ściany były wytapetowane mikroskopijnymi, elektroluminescencyjnymi pikselami pochodzenia organicznego. Na całej ich długości projektowane było ciało mężczyzny

 

Obracasz się w kółko i powracasz do tych samego smrodu?

– Niż cycki i mózg? Hmm… w zasadzie to nie. Ale czy gdybyś nie była gotowa zrobić czegoś dla mnie,

 pytałabyś o to?

Wkradł się enter.

 

Halla wykorzystała rozbieg do wybicia się, by wykonać półobrót w powietrzu

Taka konstrukcja sugeruje, że Halla wykorzystała rozbieg do jednego i do drugiego jednocześnie.

 

Humin wziął do ręki wysłużone zdjęcie.

A nie Hummin? Nieładnie zyskiwać znaki poniżej limitu na literówkach! :D

 

Huntley Hummin stał w bezruchu

Zgubiłem się. Na początku ta postać miała na imię Hantley.

 

Był bliski otwarcia ust, ale ich nie otworzył.

Nie wygląda to dobrze. Może lepiej “ale tego nie zrobił”?

 

Nimrodzie, trochę przegadałeś ten tekst. Gdy dialog zaczyna wyglądać tak:

– Nie?

– Nie.

To znak, że należy ciąć. :p Opis akrobacji Halli też bym wywalił, bo niewiele wnosi, a jawi się jako paskudna ściana tekstu. Ciachnięcie paru zdań nie zaszkodziłoby także samemu początkowi, żeby było ciut więcej dynamizmu. Byłoza się szerzy, ale myślę, że łatwo sobie z nią poradzisz. Bo im dalej w las, tym lepiej się czyta.

Pomysł z fuzyjnym nazwiskiem niezdradzającym płci jest genialny. Takimi smaczkami buduje się interesujący świat, nadaje się mu autentyczności. Pomysł z wieżą i ciągłą inwigilacją trąca Orwellem, ale w dobrym sensie. I w sumie mógłbym narzekać, że ta historia nie jest zbyt porywająca, ale finał zrobił robotę i złapał mnie za mordę. Wyszło poruszająco, ale nie ckliwie – bardzo tak jak lubię. Gratuluję dobrego tekstu.

Pozdrawiam!

 

Edit: Jeszcze dodam, że tytuł jest wspaniały. Przyciąga uwagę. ;)

Zacny pomysł zaowocował całkiem niezłym opowiadaniem.

Co prawda wszelkie przyszłościowe grzebanie w ludzkim organizmie, a w mózgu szczególnie, w głowie mi się nie mieści i chyba cieszę się, że skończę swój żywot w postaci niezmodyfikowanej.

Dodam jeszcze, że nad wyraz przypadła mi do gustu pani SienSan. Aż żal, że jej udział w sprawie został przedstawiony tak oszczędnie. ;)

Wykonanie całkiem przyzwoite, choć nie ustrzegłeś się, Nimrodzie, kilku usterek.

Życzę sukcesu w konkursie. ;)

 

Han­tley Hum­min szedł i zda­wa­ło się, że gdzie­kol­wiek zmie­rza, za­wsze idzie pod prąd. Han­tley Hum­min szedł i zda­wa­ło się, że dokądkolwiek zmie­rza, za­wsze idzie pod prąd.

 

Ich oczy opa­da­ły, zwię­dłe do cią­głe­go zno­sze­nia stre­su… – Jak opadają oczy?

Opadać mogą powieki, a oczy/ wzrok można chyba spuścić. O oczach głęboko osadzonych mówi się, że są zapadnięte.

 

Wy­glą­da­li, jakby byli z jed­nej, nie­zbyt ład­nej matki. – A może to ojciec nie grzeszył urodą? ;-)

 

– Nie obraź się, ale w tej aku­rat ka­te­go­rii Twój mózg jest da­le­ko przed cyc­ka­mi.– Nie obraź się, ale w tej aku­rat ka­te­go­rii twój mózg jest da­le­ko przed cyc­ka­mi.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Czter­dzie­ści lat póź­niej, dzię­ki roz­wo­ju tech­nik neu­ro­obra­zo­wa­nia… – Czter­dzie­ści lat póź­niej, dzię­ki roz­wo­jowi tech­nik neu­ro­obra­zo­wa­nia

 

Ten me­cha­nizm wy­ko­rzy­stu­je umiesz­czo­ny w przy­sad­kach mó­zgo­wych „tre­ner”… – Czy nie powinno być: …umiesz­czo­ny w przy­sad­ce mó­zgo­wej

 

dla mnie,

 py­ta­ła­byś o to? – Zbędny enter.

 

Halla odło­ży­ła nie­po­ko­ją­co po­wol­nym ru­chem kie­li­szek z gra­na­to­wym pły­nem na przy­ścien­ną półkę.Halla odstawiła nie­po­ko­ją­co…

Z odłożonego kieliszka wylałby się granatowy płyn.

 

Ta Twoja bez­gra­nicz­na nie­kom­pe­ten­cja… – Ta twoja bez­gra­nicz­na nie­kom­pe­ten­cja

 

„Pierw­szy Po­dą­ża­ją­cy” był sta­no­wi­skiem wy­ma­ga­ją­cym zdol­no­ści szyb­kie­go ko­ja­rze­nia fak­tów oraz spo­rych pod­kła­dów em­pa­tii. – Czy nie powinno być: …oraz spo­rych pokła­dów em­pa­tii.

 

Prawe schwy­ta­na za no­gaw­kę spodni, po­now­nie za­koń­czy­ła po­wietrz­ną ewo­lu­cję… – Literówka.

 

To­wa­rzy­szą­cy mu Pierw­szy Po­dą­ża­ją­cy pod­niósł i upu­ścił swoje gęste, nie­re­gu­lar­ne brwi. – Mam nadzieję, że potem podniósł je raz jeszcze i już pilnował, by nie upadały. ;-)

Pewnie miało być: To­wa­rzy­szą­cy mu Pierw­szy Po­dą­ża­ją­cy u­niósł i opu­ścił swoje gęste, nie­re­gu­lar­ne brwi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, ależ synchronizacja! :D

Nieprawdaż?! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powiedziałabym Nimrodzie, że u Ciebie jak zwykle wszystko bardzo przemyślane :) O ile pamiętam Niszczycielkę światów (nie mogę o niej zapomnieć, chociaż pod tekstem kręciłam coś nosem! :D) to tutaj czyta się płynniej, ale dalej trochę zgrzyta. Właśnie na początku najtrudniej się wdrożyć. O na przykład masz taki akapit:

 

Na tle tłumu odznaczał się wyprostowaną sylwetką oraz jakąś zagadkową determinacją w ruchach, jakby każdy z nich był naznaczony świadomością celu. Mijani przez niego przechodnie byli inni. Ich oczy opadały, zwiędłe do ciągłego znoszenia stresu, jakby ktoś maznął pędzlem dwa krzywe przecinki na podłużnych, końskich twarzach. Wyglądali, jakby byli z jednej, niezbyt ładnej matki. Podbródki mieli drobne i cofnięte, ściągnięte w permanentnym grymasie niezdecydowania, a ich nieforemne usta były koloru jagód. Na ogół unikali kontaktu wzrokowego. Słychać było ich głosiki – cienkie, chrapliwe i rozedrgane, które często wzbijały się w kłopotliwy falset.

Jakby już nie zaznaczałam, bo widziałam, że Brightside coś tam pisał. Ale myślę, że łatwo sobie z tym poradzisz :)

 

Bardzo ładne opisy wieży. Wpadło mi w oko też porównanie obszaru przed wieżą do pastylki :) Rzeczywiście tych tematów z nadzorowaniem społeczeństwa dużo przerobiono, ale lubię je, więc i tutaj mi się spodobały :) Łączone imiona i nazwiska, żeby nie poznać płci interesujące :) (chociaż Niszczycielką światów postawiłeś sobie u mnie wysoką poprzeczkę z pomysłami ;))

 

Postać SienSan i mnie urzekła :) Co do innych, to w trakcie czytania naszła mnie refleksja, że w sumie Hummin jest tym złym, bo jedną z najważniejszych szych, w antyutopijnym świecie, a zaskarbia sobie sympatię czytelnika (a przynajmniej moją :))

 

Końcówka ładna :) Końcówka mojego komentarza taka nie będzie, bo zapomniałam wcześniej napisać o tym, że robisz bardzo duże bloki tekstu, co nieco utrudnia czytanie. I że mnie również opis walki HalFink (niezłe imię) wydał się niezbyt potrzebny :(

Reg, MrBrightside, Lenah, bardzo Wam dziękuję, że pochyliliście się nad moim tekstem.

Bardzo mnie poruszyło to, ile pracy włożyliście, by stał się on trochę lepszy. Zdaję sobie sprawę, że takie rzeczy są na tym portalu na porządku dziennym, ciągle jednak zaskakuje mnie to i jednocześnie zachęca do pracy nad tekstami własnymi oraz do recenzowania tekstów innych autorów.

Poprawki wprowadziłem na bieżąco. Za Waszymi radami przebudowałem też kilka akapitów.

 

Reg – dziękuję raz jeszcze, poprawki wprowadziłem oczywiście wszystkie. Zainspirowałaś mnie także do usunięcia zbędnego zdania ;)

 

Lenah, dzięki za bardzo głębokie refleksje. Dzięki Tobie i Reg dowiedziałem się, że nieoczekiwanie SienSan wzbudziła większą sympatię, podczas gdy moją intencją było skierowanie uwagi czytelnika na tytułową Hallę Fink.

Pomyślałem, że bijatyka w środku tekstu zrównoważy poprzednie "przegadane" sceny, widzę jednak, że zabieg nie do końca jest trafiony. Poczekam jeszcze na zdanie innych, może jeszcze kilka recenzji jeszcze się tutaj pojawi.

 

MrBrightside – dzięki, prawie wszystkie poprawki wprowadziłem, nadal jednak utrzymuję, że można odróżnić czoło wysokie i niskie u osób bez włosów ;)

Światło organiczne to w moim zamyśle światło pochodzące z organicznych diod elektroluminescencyjnych OLED. Tego typu wyświetlacze zastępują zwykłe, LED’owe ekrany w większości smartfonów (iPhone, Samsung) – to akurat rewolucja, która dzieje się na naszych oczach (sjp ma prawo nie nadążać ;)). Być może skrót myślowy niefortunny, ale w innym fragmencie tłumaczę to stwierdzeniem “ściany były wytapetowane mikroskopijnymi, elektroluminescencyjnymi pikselami pochodzenia organicznego”. Dlatego nie jestem więc pewien, czy powinienem traktować stwierdzenie “światło organiczne” jako błąd.

Ogólnie zabrakło mi chyba pomysłowości, żeby udać się do Ciebie po konsultację naukową.

W moim zamyśle czip, czyli "trener", jest urządzeniem, które poprzez impulsy elektromagnetyczne wpływa na pracę mózgu. Powinien on regulować gospodarką hormonów niezależnie od swojej lokalizacji, pobudzając do pracy jego określone obszary. Oparłem się na tezie, że przy odrobinie większej wiedzy o pracy mózgu, niż obecnie dysponujemy, oraz przy odrobinie większej precyzji tych sygnałów, niż obecnie jesteśmy w stanie osiągnąć, jesteśmy w stanie zrobić z ludzkim umysłem naprawdę dużo. Jak pisze Peter Watts w “Ślepowidzeniu” – umiejętnie potraktowanie polem magnetycznym mózgu może wywołać u człowieka od religijnej ekstazy aż po przeświadczenie o porwaniu przez kosmitów. Ale być może móżdżek albo płat potyliczny byłby lepszą lokalizacją do umieszczenie czipu od przysadki, jeśli chodzi o kryterium dostępu do tych części mózgu? Proszę o podpowiedź eksperta, czyli Twoją :)

Jeśli chodzi o potrzebę dotarcia "trenera" do pnia mózgu chodziło mi o to, że znajdują się tam takie komórki nazywane "jądrem szwu" i to one uwalniają serotoninę do mózgu. Opieram się na Wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%85dra_szwu

O serotoninie jako o hormonie przeciwdziałającym przesadnym reakcjom na różne stresowe sytuacje przeczytałem w dość treściwym artykule tutaj:

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=53

Jeśli błądzę, popraw mnie, doktorze Harvey ;)

 

Bardzo mnie poruszyło to, ile pracy włożyliście, by stał się on trochę lepszy. Zdaję sobie sprawę, że takie rzeczy są na tym portalu na porządku dziennym, ciągle jednak zaskakuje mnie to i jednocześnie zachęca do pracy nad tekstami własnymi oraz do recenzowania tekstów innych autorów.

Perpetuum mobile…

 

Ogromnie się cieszę, Nimrodzie, że uznałeś uwagi za przydatne. ;D

 

edycja

SienSan wymaga oddzielnego komentarza. Napiszę jutro. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okazało się, że dzisiaj. ;)

 

Halla Fink jest kobitką nie z tej ziemi – piękna, mądra, seksowna, łysa, wygimnastykowana i nauczona walk wszelkich, radząca sobie w każdej sytuacji, także z liczną, bo czterdziestooosobową atakująca ją gawiedzią i w ogóle jest taka nowoczesna, że och! i ach! I nawet wykastrowała sobie pamięć, bo teraz to szalenie modne i w ogóle po co jej ta pamięć!

A SienSan – śliczna, wielkooka i śniada, zdająca sobie z tego sprawę, ale nie wykorzystująca urody, sprawia wrażenie efektownego dodatku do lady recepcyjnej, ale kiedy trzeba, błyszczy! Nie urodą, nie walorami zewnętrznymi, które może zauważyć każdy, nawet nie będąc mężczyzną. Ona ma w sobie to coś, tę mądrość, która sprawia, że nagle okazuje się, że całe opowiadanie stoi na JEJ pracy, na JEJ głowie, na JEJ spostrzegawczości, że dzięki NIEJ opowiadanie ma ręce i nogi.

Innymi słowy – gdyby oni wszyscy nadal byli przekonani, że to to tylko  burze słoneczne…

 

A tu sobie za ladą siedzi SienSan, z upodobaniem kontemplując zadbane paznokcie… – I niech mi ktoś powie, że to nie jest temat na dłuższe, bardzo porządne opowiadanie…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja tam z kolei widziałam SienSan jako coś w rodzaju dużej Murzynki ;) nie wiem w sumie dlaczego, bo coś tam gdzieś jest na temat, że ładna :) HalFink z kolei jakaś taka mało kobieca mi się wydaje. Ale zasadniczo, pomysł i opowiadanie bardzo na plus. No i świetna końcówka i kilka smaczków (te skrótowe nazwiska, żeby płci nie było widać :D). Biblioteka się należy :)

@Nimrodzie, co do światła, kłócić się absolutnie nie będę, bo się na tym w ogóle nie znam. :D Skoro to taka nowinka, to chyba wręcz powinna zostać w tekście nienaruszona.

Pomysł z jądrem szwu miałeś ciekawy, ale rzeczy, które opisujesz, niejako robi się już obecnie, choć w nieco inny sposób. Zwiększenie stężenia serotoniny w synapsach jest celem terapii depresji, jednak nie osiąga się tego przez pobudzanie komórek produkujących ten neuroprzekaźnik, a przez blokowanie jego rozkładu. Jest to o wiele subtelniejsze niż bombardowanie mózgu serotoniną – zaproponowana przez Ciebie metoda może i działałaby przez jakiś czas, ale mózg ma skłonność do bronienia się przed wysokimi stężeniami przekaźników, chowając dla nich receptory i uniewrażliwiając się na nie – tak powstają uzależnienia. W efekcie dostałbyś społeczeństwo dość że agresywnych, to jeszcze sfrustrowanych ludzi.

Dalej, serotonina jest wykorzystywana przez mózg w wielu procesach, a nie tylko w tłumieniu agresji. Dlatego uważam, że takie zwiększenie jej podaży przy ograniczonych zdolnościach rozkładu, to jak strzelanie do mrówki z armaty, bo pobudzone zostałyby wszystkie funkcje, na jakie wpływa serotonina. Porównując to do przykładu z opowiadania: chcąc dokonać amnezji, Halla wyłączała sobie tylko jeden neuron, a nie cały hipokamp. Analogicznie, zamiast pobudzać jądra szwu, lepiej blokować grupę neuronów odpowiedzialną za reakcje agresywne – a znajdują się one właśnie w strukturach układu limbicznego, o czym nawet wspomina artykuł, który podałeś.

W dużym uproszczeniu natomiast, móżdżek odpowiada za równowagę ciała, zaś płat potyliczny za widzenie. Agresja powstaje w korze płata czołowego, w którym znajdują się najbardziej zaawansowane osiągnięcia ludzkiej psychiki, na przykład emocje wyższe. Jeśli ktoś dostanie udaru, który obejmie płat czołowy, może stać się przesadnie agresywny. Jeśli miałbym więc sugerować lokalizację czipu, to tam. ;)

 

Wyszedł mi elaborat, z którego chyba wynika, że za bardzo się mądruję. :p Niemniej konkurs nazywa się Science, więc poczułem się zobowiązany do wspomnienia tych paru kwestii (a Niebieski kosmita nam świadkiem, że byłem równie upierdliwy przy betowaniu jego konkursowego tekstu ;). Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebować bety, to wal śmiało – jeśli tylko będę mieć czas, to pomogę. Poza tym widziałem, że Count się tu zapowiedział, a on to ma nawet większe kwalifikacje niż ja, żeby się mądrować w tych sprawach. :D

 

No i zapomniałem poprzednio, to dodam teraz: powodzenia w konkursie!

Przeczytałam :)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Reg, najwidoczniej bohaterowie opowiadania wyzwolili się spod mojej kontroli i zaczęli żyć własnym życiem. Pod naporem takich argumentów nie pozostaje mi nic innego jak przyznać Ci rację. Muszę jednak zauważyć, że trzeba szczególnego rodzaju wrażliwości, by dostrzec i nazwać te wszystkie walory drugoplanowej bohaterki :)

 

Bellatrix, dzięki za komentarz i klika. Dość odważnie nazwałaś panią Fink "mało kobiecą". Jest to dla mnie pewien zgrzyt, bo nie chciałem kreować seksi-pleksi laski, ale “wrażliwą twardzielkę”, u której pod grubą skórą kryje się duża uczuciowość. Gdy taka osoba się otworzy, łatwo zranić jej emocje, dlatego jedyny sposób na złagodzenie bólu to ucieczka w amnezję. Widzę jednak, że komitet obrony SienSan jest silniejszy niż moja proza, pozostaje mi więc zaakceptować sympatie czytelnicze :)

 

MrBrightside – dzięki za oświecenie mnie. Myślałem, że znam wartość konsultacji naukowej, ale teraz widzę, że odpowiedni recenzent przy odpowiednim tekście to połowa sukcesu. Dzięki za Twój obszerny elaborat, myślę, że serial "Doktor House" nie miałby tylu medycznych wtop, gdybyś był na miejscu ;) A tak na serio, to dzięki, że wyłożyłeś temat w przystępny sposób.

Zmieniam jądra szwu na układ limbiczny, a przysadkę na płaty czołowe (w opowiadaniu oczywiście).

 

Enazet, dzięki za czytanie, jestem bardzo ciekaw co tam sobie myślisz, ale oczywiście cierpliwie czekam…

Mam nadzieję, Nimrodzie, że życie wyzwolonych postaci będzie długie i ciekawe, i że będzie nam dane przeczytać o ich dalszych losach. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Relikwia dla Nimrod:

Ta oto serowa rzeźba, przedstawiająca ludzki mózg, jest pamiątką cokolwiek tajemniczą, którą to ród mój zdobył najeżdżając pewien zamieszkały przez apostatów klasztor. Mnisi rozpuścili plotkę, że są w posiadaniu siły znacznie przewyższającej moc boską, wieszcza widzącego przyszłość, jednak… okazało się, że jego pamięć jest dziurawa jak szwajcarski ser :/

Dar jest więc pozornie nieprzydatny, jeśli jednak znalazłbyś remedium na dokuczającą relikwii amnezję to… kto wie, jaki może być efekt? ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za the serową (czyt. deserową) niespodziankę. Ten szwajcarski wynalazek przypomina nam o tym, o czym chcielibyśmy zapomnieć, a o zapominaniu właśnie, jak mi się zdaje, najbardziej chcielibyśmy nie pamiętać. Po coż więc remedium dla relikwii, po coż burzyć ten doskonały cud niepamięci? Toż dziury w serze są najsmaczniejsze, stwierdził to jeden z najznamienitszych smakoszy owego klasztoru zawłaszczonego przez grupę apostatów przez Ciebie wspomnianych. Znam historię owego degustatora, ale nie znam jego imienia. Nikt go nie poznał, bo delektując się dziurami w serze, zmarł biedaczysko z głodu podczas swojej największej uczty. Ponoć.

Nareszcie znalazłem chwilę czasu…

 

– Kogóż to dzisiaj czcimy za ten cud niepamięci?

– Jerrego Lettvina. W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku jako nieznany neurolog zasugerował…

A to mnie ktoś powiedział, że wrzuciłem bezczelny infodump :)

 

Użyli pirackiego nadajnika, żeby mnie ograbić nie tylko z agresji[,] ale i z wszelkiej asertywności.

Słucham[,] SienSan?

 

Halla wykorzystała rozbieg do wybicia się. Wykonała półobrót w powietrzu, niczym skoczek wzwyż…

Akapit, zaczynający się od tych zdań, jest przerażająco długi. Może warto by go jakoś rozbić?

 

Ciekawe, ale jakoś tak… bez finezji. Akcja galopuje w aż zbyt dużym tempie, ale rozumiem, że to zapewne efekt konkursowego limitu.

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Niebieski kosmito, dzięki Ci za lekturę i Twój czas. Dzięki też za przecinkozę. Spostrzeżenia zawsze cenne.

Niebawem i ja nawiedzę Twój konkursowy tekst ;)

Ciekawy pomysł, trochę jak pomieszanie “Pamięci absolutnej” i … ehh, zapomniałem tytułu :D

 

MrBrightside już wyłuszczył szczegóły, zatem –> chylę czoła i nie dodaję nic od siebie.

 

Rzuciło się mnie w oczy jeno:

 

“Jeśli człowiek znajdował się w stresogennej sytuacji, czip, potocznie zwany „trenerem”, wysyłał krótkie impulsy elektromagnetyczne powodujące szybszy przepływ krwi oraz lepszą przeminę glukozy w płatach czołowych.”

 

Dodatkowo –> Nimrodzie, wybrałeś niemalże ten sam obszar inspiracji, co ja. :) Ćwiczę bilokację żeby się wyrobić w czasie, może się uda :)

 

 

Banshee, dzięki za lekturę i komentarz. Być może chodzi o “Pamięć absolutną” i “Niepamięć” (”Oblivion”), ale jak słusznie zauważasz to drugie łatwo zapomnieć ;)

Dzięki za wyłapanie literówki. Słyszałem, że bilokacja jest super, ale trudno z niej wyjść w jednym kawałku…

 

Bardzo spodobał mi się ten Niepamiętnik. I okropnie mi żal, że tak fajny tekst tak psują te infodumpy w dialogach :(

Myślę, że niełatwy ten konkurs, w którym trzeba nie tylko napisać dobrą historie, ale jeszcze pokazać, że zrobiło się solidny research. Momentami (sądzę, że wiadomymi) odniosłam wrażenie, że to drugie zadanie zupełnie zdominowało pierwsze.

No, ale jakby tak to zignorować, to opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu – wizja, bohaterowie, motyw kontroli i amnezji, ładnie splatający wątek służbowy i osobisty bohatera. Zakończenie – świetne. 

Ach, a szczególne propsy za scenę rozmowy z oferentem. Już od samego początku zastanawiałam się, dlaczego Hummin po prostu go nie spławi i już myślałam, że będzie to coś, do czego będę mogła się przyczepić ( ;P ), a tymczasem… no, naprawdę fajnie to wyszło, a frustracja bohatera była w pełni odczuwalna. 

Kolejnym mocnym punktem jest rozmowa Halli z Bremminem – fajnie się toczy, płynnie i dynamicznie, pokazuje charaktery postaci. Mogłaby jednak być nieco krótsza, bo pod koniec powtarzający się motyw mózgu i cycków staje się już dość męczący, a piłeczka odbija się coraz bardziej monotonnie. 

 

Metalowa konstrukcja odznaczała się wyraziście na niebie powleczonym szarą warstwą smogu i pyłu. – A czy jeśli niebo jest powleczone smogiem i pyłem, to wieża nie powinna raczej w tym smogu niknąć, zamiast się odznaczać?

 

Następnie Strażniczka weszła w piruet, który oko ludzkie mogło zarejestrować jedynie jako niewyraźną smugę, po czym wymierzyła kopniak precyzyjnie w nos zbliżającej się kobiety. Tamta momentalnie zakryła dłońmi twarz, po czym padła na kolana, jakby w geście pokuty.

Werweno, dzięki za wnikliwy komentarz i cenne uwagi.

Obydwa dialogi mają być w zamierzeniu pojedynkami na słowa, w których po dynamicznej wymianie zdań następuje nagły zwrot akcji. Moja intencja była taka, żeby poprzez wypowiedzi Halli Fink pokazać jej ponadprzeciętną inteligencję. Dość szybko rozpracowuje ona rozmówcę, analizując każdy szczegół jego wypowiedzi i, jak celnie to ujęłaś, odbija piłeczkę. Satysfakcja czytelnika pozostaje jednak moim priorytet, mogę Ci więc złożyć obietnicę Werweno, że o zestawie cycki + mózg nie będę się następnym razem nadmiernie rozpisywać ;)

Te infodumpy to chyba dla mnie jakaś wyższa szkoła jazdy.

Dzięki jeszcze raz za wnikliwą lekturę. Widać, ze przetrawiłaś mój tekst.

Omawiany przez Was zestaw przypomina mi pewną wypowiedź chrześnicy. Zaciągnęłam kiedyś dziecko na ściankę wspinaczkową, tam chwyty są różne, niektóre coś przypominają. Zdarzają się również oblaki w kształcie cycków (łącznie z brodawkami) i mózgu. Po pobieżnym obmacaniu i namyśle dziewczynka ogłosiła: “Mózgi są wygodniejsze niż cycki”. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, widzę w tej historii potencjał z wątkiem edukacyjnym w tle ☺

Przeczytałam. Rzuciło mi się w oczy kilka technicznych rzeczy, ale że mój pierwotny komentarz szlag trafił, niestety, nie dam rady ich wyłowić na nowo ; (

 

Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony całkiem mi się podobało, a z drugiej nie kupuję teorii o tych neuronach odpowiedzialnych za pamięć o danej osobie i ich dezaktywacji. Ponadto Halla Fink nie wzbudziła mojej sympatii – jakaś taka dziwna jest, niekobieca, odrealniona z tą swoją walką w pojedynkę z kilkudziesięcioma przeciwnikami (nawet jeśli bezwolnymi i nie znającymi się na bitce). Podobnie mężczyźni obaj mi się wydali średnio sympatyczni. Hantley użala się nad sobą i jest jakiś taki miękki, a Bremmin to niezbyt odkrywczy psychol. Coś w tym jest, jak napisała Regulatorzy, że SienSan jest w sumie najciekawszą postacią w całym tym opowiadaniu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, bardzo Ci dziękuję za wizytę i komentarz.

 

Widzę, że obraz Hummina nonszalancko siurającego na stojąco nie wystarczył, żeby zaskarbił on sympatię wszystkich czytelników. I Hummin i Halla Fink to postaci miotające się w swoich uczuciach i pomimo twardej fasady, w swoich poczynaniach są niespójni i zagubieni. Chyba jednak zbyt subtelnie to przekazałem, być może ograniczył mnie limit znaków albo moje umiejętności ;)

Bremminowi też daleko do średnio sympatycznego gościa. To “wujek samo zło” i długo zastanawiałem się, czy nie jest on czasem zbyt płaski i papierowy. Twój odbiór, jako “niezbyt odkrywczego psychola” – to chyba moja porażka :) Jedyne co go usprawiedliwia to frustracja spowodowana nieudanym małżeństwem z Hallą Fink. Natomiast jego pęd do władzy rzeczywiście nie jest wyjaśniony.

 

Joseheim, te dwa linki nad opowiadaniem powinny uwiarygodnić historię. Może łatwiej byłoby ci ją kupić, gdybyś znalazłabyś czas, by je “przelecieć wzrokiem”. Ale być może jest tak, że powinienem użyć innych narzędzi do jej uwiarygodnienia :)

 

Dzięki jeszcze raz, jeśli Ci się coś jeszcze nasunie na myśl, to pisz.

Na moją ciemnotę nic nie poradzisz, nie Twoja wina ;) Ale że temat ciekawy, to kto wie, może w wolnej chwili zajrzę do odnośników.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Koleżanki lożanki przybyły z komentarzami – czyżby szykowała się nominacja do piórka? ;D

Byłby to dla mnie nieoczekiwany obrót spraw. Nie spodziewałem się hiszpańskiej inkwizycji…

Bardzo fajne opowiadanie, podobało mi się :)

O, Anet, dzięki za wizytę ☺

Nie podeszło mi za bardzo, przepraszam. Postaci nie zyskały mojej sympatii, ani nawet wyraźnej antypatii. Infodumpy mnie zanudziły, a rozmowa o cyckach i mózgach była jak dla mnie za długa, bo nie najgorszy motyw rozmył się za bardzo w powtarzanym w kółko tekście. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, dzięki za lekturę i parę zdań od siebie. Może następnym razem będzie lepiej.

Ciekawy pomysł, okej, nienowy, ale rozszerzony o kwestię neuronów “Aniston” i spójnie przekazany. Jest coś w opowiadaniu, albo raczej nie ma, co spowodowało, że cała ta historia przeszła obok, nie wciągnęła. Zakończenie poprawia odbiór tekstu, przez co mogę stwierdzić, że interesujące opowiadanie, choć nie jest wciągające. Ogólnie niezłe.

Drobne spostrzeżenie: w opisie akcji, gdzie bohaterka ucieka i skacze, warto przyspieszyć tempo narracji, bo to przecież akcja.

Blackuburn, dzięki za wizytę i komentarz. Jednym z niewielu sposobów na przyspieszenie tempa narracji, jakie znam, to naszpikowanie danego fragmentu czasownikami. Myślałem o tym, pisząc ten blok tekstu, naprawdę :)

Twoje zielone oko niejeden tekst widziało, więc opinia “ogólnie niezłe” mogłaby być dla mnie satysfakcjonująca. Ale nie jest :) Miało Cię wciągnąć, pochłonąć i przewałkować niczym magiel… no cóż… może następnym razem.

Hej, Nimrodzie, na pewno zajrzę następnym razem. Trzymam kciuki. :) Nie należy tego oka przeceniać, bo za nim jest zwykłe trafiło albo nie trafiło w gust.

O tempie… hmm… no, zdaje się, że można też zwiększyć dynamikę przez większą ilość zdań krótkich/pojedynczych we fragmencie z akcją. Wtedy akcja zasuwa. Ale czy to słuszne, to sam oceń.

 

Ciao!

 

EDIT: oczywiście zdania wielokrotnie złożone z nagromadzeniem czasowników też, ale po prostu odniosłem wrażenie, że teraz jest to trochę rozwleczone jak na bardzo dynamiczną akcję.

Dzięki za podpowiedź :)

Pod względem naukowym ciekawe – nie wiedziałam o tych neuronach odpowiedzialnych za pamięć. Wybrałeś ciekawą tematykę.

Miałeś świetny pomysł i na jego bazie stworzyłeś interesujący świat, łącznie z socjologicznymi konsekwencjami. Amnezja porozwodowa pewnie ma swój urok. No i świat, gdzie papier jest nielegalny… Brrr!

Bohaterowie interesujący i zróżnicowani, zwłaszcza Halla (a jakie piękne ma nazwisko! ;-) ). Potrafiłeś skłonić czytelnika, żeby stanął po jednej stronie konfliktu. Uch, gwałt na umyśle to paskudna sprawa.

Śledziłam fabułę z zainteresowaniem. Nie rozumiem tylko, dlaczego Hunt w końcu stracił pamięć (i kiedy?).

Odbiór nieco psują infodumpy. Przez nie dialogi niekiedy brzmią bardzo sztucznie.

Tytuł interesujący, zachęcający do poznania tajemnicy.

Warsztat mógł być lepszy. Widywałam poprawniejszą interpunkcję, trafiają się literówki i powtórzenia. Plus za neologizmy, choćby zgapione od Mistrza…

U mnie miejsce na podium. Głosowałam za piórkiem, ale to już pewnie wiesz.

Babska logika rządzi!

Witaj wojowniku, jeden z niewielu, który pozostał

Przy takiej konstrukcji zdania, czy wojownik nie powinien być jednym z niewielu, którzy pozostali?

 

– Jerrego Lettvina.

Jerry’ego

 

– Mindapperzy chwilowo

Chwilowa niekonsekwencja albo literówka

 

Hum­min prze­rwał na chwi­lę.

– Trze­ba zlo­ka­li­zo­wać ten ich pi­rac­ki na­daj­nik – po­wie­dział w końcu.

– I po­zbyć się go – dodał Po­dą­ża­ją­cy.

To zdanie jest trochę zbyt oczywiste, w sytuacji gdy wcześniej dwa razy pojawia się wzmianka o pirackim nadajniku

 

Sceny akcji nie wyszły źle, chociaż Blackburn ma rację, że zdania mogłyby być krótsze. Imiona i nazwiska unisex to całkiem ciekawy pomysł. Najfajniejsza scena to rozmowa telefoniczna z oferentem, a najlepsza postać to oczywiście SienSan.

Cała historia nie porwała mnie chyba dlatego, że nie poczułem w niej głębi. Był zły Bremmin, który chciał władzy, była Hal, która pokrzyżowała mu plan, był Huntley, który… był. Nie poczułem tych postaci. Pisałeś już o postaciach w komentarzu do Joseheim, z mojej strony to bardziej obojętność niż brak sympatii. Poza tym, sam chyba przyznasz, że dość łatwo im poszło z Bremminem? 

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ciekawe opowiadanie, które "stoi" kreacją świata i SienSan. Pomysł nienowy (tłumienie agresji szczególnie skojarzyło mi się z anime Psycho Pass), ale wpadać na podobne co Japończycy i realizować je w tak konsekwentny sposób nie każdy potrafi.

Pomysł z imionami niezły i pasujący do opisanych realiów, motyw równouprawnienia poprzez maskowanie płci – hmm… czyżby zagrywka pod Naz? :D Jeśli tak, podejrzewam, że celna ;)

Drobne smaczki, jak wieża wyglądająca jak pastylka, czy, przede wszystkim, to wyświetlanie ciała na ścianie – rewelacyjne. W ten sposób zwiększyłeś wiarygodność świata, nie tracąc zarazem zbyt wielu znaków.

Aspekt "science" wyszedł nieźle – wybrałeś ciekawe artykuły i zrobiłeś z nich dobry użytek. W trakcie lektury uznaniem skwitowałem pomysł z "trenerem", jego umiejscowienie i wpływ – MrBrightside napisał Ci mądrze, a Ty trafnie wykorzystałeś jego wskazówki. I za to należy się dodatkowy plus :)

Zakończenie może trochę zbyt delikatne, brak mi trochę jakiegoś mocnego akcentu (szczególnie, że świat do najradośnieszych nie należy), ale z drugiej strony… może to i dobrze. Taka iskierka światła pośród ciemności…

Należy również wspomnieć o odpowiedniej "szarości" w narracji – pozwoliła ona utrzymać immersję na odpowiednio wysokim poziomie :)

Tytuł ekstra – Count jest usatysfakcjonowany :D

W kwestii minusów to, cóż… fabuła do szczególnie intrygujących nie należała. Całe to dochodzenie celem wykrycia mindnappingu potraktowałem raczej jako pretekst do wdrożenia postaci Halli i jej amnestycznych fanaberii.

Początek nawet interesujący, choć dysponując takim pomysłem i światem, mogłeś pokusić się o mocniejsze przykucie uwagi czytelnika.

Warsztatowo jest nieźle, ale mogłoby być znaaacznie lepiej. Szczególnie, jak trochę utemperujesz przymiotniki/przysłówki. Tego typu opisy:

W następnej chwili pojawiła się twarz młodego, przesadnie uśmiechniętego mężczyzny o małych, czarnych, przenikliwych oczach.

…nie zawsze są potrzebne. Rezygnując z nadmiernej precyzji opisu nie dość, że zostawiasz większe pole do wyobraźni czytelnika, to jeszcze zmniejszysz liczbę przecinków, które choć postawione całkiem trafnie, trochę przytłaczają ilością. W ogóle, część z nich opłacałoby się chyba zamienić na półpauzy – zyskałaby na tym przejrzystość tekstu.

Opis walki – słaby. Nie dość, że stanowi blok tekstu, to jeszcze równie precyzyjny co opisy, przez co nie mogę sobie nawet wyobrazić, że zrobiła przwrót w tył, bo "zrobiła go w przód, czytelniku!!!" ;)

Przedstawienie informacji z artykułów wewnątrz dialogu też było strzałem w stopę – po co o tym gadać, skoro obydwaj rozmówcy mają całą tę wiedzę w małym paluszku? Na dodatek ucierpiały na tym również same dialogi – w tym elemencie z pewnością możesz się poprawić :)

Koncepcja Jerry'ego Lettvina – ciężkostrawny fragment. Jak przez większość czasu opowiadanie czytało mi się lekko i przyjemnie" tak tutaj… jakbym wdepnął w jakieś gęste błocko ;P

Ode mnie chyba tyle. Reasumując – to jest kawał naprawdę solidnego tekstu, chyba jednak musisz nabrać więcej pragmatyzmu w pisaniu. Tworzyć nieco bardziej "świadomie", zarazem ufając swojej intuicji, bo prowadzi Cię ona dobrą drogą. Gdy tak się stanie, mogą posypać się piórka – wszak rozbudowanych, ciekawych pomysłów Ci nie brakuje ;)

W moim prywatnym zestawieniu opowiadanie zajęło szóste miejsce, z 70 primapunktami na koncie. Wspominam, gdyż do miejsca rankingowego zabrakło… dwóch punktów. Było ciasno :)

 

Oczy mieli zapadnięte do ciągłego znoszenia stresu

“od”

Zerwał połączenie wykonując przedziwny ruch szyją, jakby w spazmie skurczu.

Brzmi trochę zabawnie :D Szczególnie, że spazm to skurcz ;)

 

Jeden odcinek trwa prawie pół godziny. Kto ma cierpliwość oglądać tak długie filmy?

A to jest świetne! Również tak uważam i dlatego przerzuciłem się na anime ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bardzo Wam dziękuję za wnikliwą lekturę.

 

Finklo, oczywiście “Fink” brzmi tak jak angielski czasownik “think” i może oznaczać, że właściciel takiego miana zadumę ma wpisaną w genach ;) “HalFink” brzmi jak “half think” – co można odczytać jako “półgłówek”. To oczywiście gra słów, która może oznaczać, że Halla, jako kobieta bystra, ma problemy z określeniem własnej tożsamości, ale chyba zbyt słabo zaznaczyłem to w tekście, żeby teraz takie zamaszyste teorie snuć.

Hummin poddał się zabiegowi częściowej amnezji. Podobnie jak Halla Fink zapomniała o nim, on zapomniał o niej, dzięki czemu mogli poznać się na nowo. Wcześniej nie było to możliwe, ponieważ wspomnienie nieudanego małżeństwa było zbyt dotkliwe. Tłumaczą to słowa Hummina:

Nie potrafiłbym z nią nawet normalnie porozmawiać. Emocje są zbyt dotkliwe.

 

Nevazie, tekst mocno ciąłem. Jak zwykle moja wizja nie zmieściła się w limicie znaków. Niestety na pierwszy ogień poszły sceny dotyczące charakteru postaci oraz zmagania z Bremminem właśnie. Być może ujrzą one kiedyś światło dzienne i porwą tłumy podekscytowanych czytelników ;)

Przyznam też, że w chwili pisania byłem świeżo po lekturze opowiadań Teda Chianga (zainspirowany jednym z numerów “NF”). Mocno rozbudowane “infodumpy” to oczywiście moje nieudolne małpowanie mistrza, który przekazuje wiedzę w taki sposób, że całe akapity o dość złożonych matematycznych i astrofizycznych teoriach po prostu pochłania się wzrokiem.

 

Count, jestem pod wrażeniem tego, co napisałeś i jak napisałeś. Takiego obrazu mojej twórczości jeszcze nie otrzymałem i nad wieloma z Twoich uwag dość intensywnie rozmyślam w trakcie dnia (oczywiście jak znajdę przestrzeń, bo 30 procent moich neuronów pracuje dla Korporacji ;) ). 70 primapunktów to dużo, ale wynik mnie nie satysfakcjonuje.

Nie no, rozumiem, skąd wzięło się nazwisko bohaterki. I tak mi się podoba. :-)

Hummin poddał się zabiegowi częściowej amnezji.

Czekaj, czekaj. Ale przecież to on uważał, że:

Z pełnym rozmysłem zapomniała o nim, a on czuł się w obowiązku pamiętać za nich dwoje.

Babska logika rządzi!

Finklo, myślę, że odpowiedź na to znajdziesz w przedostatnim akapicie. Ten ‘samobójczy skok’ Hummina i szlochy nad zdjęciem to, z tego co zrozumiałam, Hummin podjął decyzję, by jednak poddać się amnezji nobojużniemógłtakdłużej :)

70 primapunktów to dużo, ale wynik mnie nie satysfakcjonuje.

no weś, ja dostałam -5:P

Ech, co za czasy… Nawet jak bohater pozytywny coś mówi, to już mu nie można wierzyć… ;-)

Babska logika rządzi!

Bello, przewiduję, że te primapunky będzie można w przyszłości wymieniać na bitcoiny, a potem na euro i złotówki, gdy tylko ich kurs się ustabilizuje. A to kwestia czasu.

Myślę, że wszyscy powinniśmy inwestować w emeryturę zbierając primapunkty już dziś.

Myślę, że wszyscy powinniśmy inwestować w emeryturę zbierając primapunkty już dziś.

Bardzo trafna uwaga, Nimrodzie! Przyznaję Ci za nią okrągłe 10 świeżo bitych primapunktów z nowej, ekskluzywnej serii!

Niektórzy eksperci przewidują, że waluta z mennicy w Primagrodzie na dniach stanie się najlepszym środkiem na przechowywanie kapitału.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Kontynuując przygodę z tekstami konkursowymi –

 

Na tle tłumu odznaczał się wyprostowaną sylwetką oraz jakąś zagadkową determinacją w ruchach. […] Metalowa konstrukcja odznaczała się wyraziście na niebie powleczonym szarą warstwą smogu i pyłu / W niewielkiej odległości ta sama konstrukcja, o tyle drażniąca, że podnosi wyjątkowość Hummina do granic absurdu – taki on świetny, że wyróżnia się wśród tłumu, ba, nawet miejsce jego pracy się wyróżnia, dookoła masa nijakości i tylko Hummin i jego Wieża są wyjątkowi, ten opis wręcz krzyczy: czytelniku, nie przegap tego, że Hummin jest naprawdę, naprawdę wyjątkowy!

 

Na najwyższych jej segmentach rozmieszczono, niczym kolonie pasożytnicze, nadajniki, pod wpływem których byli prawie wszyscy mieszkańcy miasta / Lepiej: pod wpływem których znajdowali się

 

Jeśli człowiek znajdował się w stresogennej sytuacji, czip, potocznie zwany „trenerem”, wysyłał krótkie impulsy elektromagnetyczne, powodujące szybszy przepływ krwi oraz lepszą przemianę glukozy w płatach czołowych

 

„Powierz swoje sekrety firmie Sigma and Ruski, a pozostaną tylko twoje” – zaatakował mężczyznę animowany, pstrokaty napis błyskający ze szklanej ściany mijanego gmachu. Hummin wyszczerzyłby zęby, gdyby Wieża mu na to pozwoliła / Najpierw silniejszy podmiot, potem słabszy: „Powierz swoje sekrety firmie Sigma and Ruski, a pozostaną tylko twoje” – Hummina zaatakował animowany, pstrokaty napis błyskający ze szklanej ściany mijanego gmachu. Mężczyzna wyszczerzyłby zęby, gdyby Wieża na to pozwoliła

 

Chciałby móc przestać wspominać osobę, którą przedstawiało

 

Sikali tam na siedząco bezwłosi mężczyźni o jagodowych ustach, sadzając w pośpiechu swoje pupy na sterylnych deskach klozetowych

 

Hummin wiedział, jak okazać niezgodę wobec systemu, który współprojektował i nad którym sprawował pieczę

 

Uraczyła przełożonego spojrzeniem, po czym wróciła do studiowania swoich wydłużanych paznokci.

– Dobijał się ktoś do mnie? – rzucił krótko Hantley, zmierzając zdecydowanym krokiem w stronę gabinetu.

– Nie, ale będzie – odparła lekko, lustrując swoje dłonie. / Już wiemy, że oglądała swoje dłonie, piszesz o tym chwilę wcześniej, nie ma sensu powtarzać

 

– SienSan, muszę wiedzieć, czy jest ważniejszy niż setka porwanych umysłów – zadeklamował wolno / Deklamowanie to “wygłaszanie utworu literackiego wyraziście i z ekspresją» lubwypowiedź pełna nieszczerego patosu i przesady”. Ani jedno, ani drugie mi tu specjalnie nie pasuje

 

Sienna San popatrzyła raz jeszcze na swoje dłonie

 

Hantley wszedł do swojego gabinetu

 

Halla używała fizycznej siły wobec tych, których nie dosięgły radiowo-magnetyczne fale Wieży albo wobec tych, których dosięgły błędy  programistów jej nadajników / Podwójna spacja. Zbędne “jej nadajników”

 

Może pan trochę odciążyć swój mózg, zostawiając cząstkę prywatnych wspomnień na naszych nośnikach danych

 

– Nie, dziękuję. Jeśli będę chciał, zgłoszę się do jakiejś znanej firmy, na przykład „Sigma and Ruski”.

– Skąd pan wie, że zrobi to dobrze? / Skąd pan wie, że zrobią o dobrze?

 

Jeśli tak patrzeć na sprawę, to najlepiej trzymać swoje zapiski na papierze

 

…powiedział sprzedawca z miną laboranta, który właśnie zatrzaskuje kolejną zapadkę labiryntu, ograniczając szczurowi jego chaotyczny bieg

 

– Nic o was nie wiem. Poza tym, wie pan, mam tu poważną sprawę do rozwiązania / Poza tym, rozumie pan, mam tu poważną sprawę do rozwiązania

 

Objawom tym towarzyszył ból, którego nie umiał zlokalizować w żadnym konkretnym miejscu swojego ciała

 

Obraz łydki zachodził powoli bielą i zastępował pośladek / Podmiotem jest nie “łydka”, a “obraz łydki”, więc: Obraz łydki zachodził powoli bielą i zastępował go pośladek

 

Gospodarz przecisnął się koło grupki ludzi toczących swobodną rozmowę, po czym podszedł do bezwłosej kobiety o wielkich oczach / Wcześniej była opisywana jako łysa. A jest różnica pomiędzy łysą a bezwłosą. Bezwłosa oznacza, że nie ma np. brwi. I włosów na całym ciele. Więc albo tak, albo tak.

 

…odparła kobieta, śledząc wzrokiem ruchome obrazy

 

Kobieta nie może w dzisiejszych czasach ujawniać swojej płci poprzez samo podanie imienia i nazwiska

 

To mój nałóg, który jest silniejszy ode mnie

 

Więc, chcesz żebym walczyła?

 

Powalczysz więc dla mnie o Wieżę i pogłówkujesz, jak wraz ze mną przejąć nad nią kontrolę

 

Bremmin odsunął się od niej

 

Twój mózg będzie szczęśliwy służąc mi w dzień jako wojowniczka, a w nocy jako żona / Mózg sam w sobie raczej nie będzie służył ani jako wojowniczka, ani jako żona, więc: Twój mózg będzie szczęśliwy, kiedy w dzień będziesz służyła mi jako wojowniczka, a w nocy jako żona

 

Kobieta wróciła do nawykowego lustrowania swoich dłoni

 

…wie, jak podnieść ciśnienie człowiekowi, omijając zabezpieczenia Wieży

 

SienSan nerwowo zamrugała powiekami, nie odrywając wzroku od swoich dłoni

 

Pierwszy Podążający był stanowiskiem wymagającym zdolności szybkiego kojarzenia faktów oraz sporych pokładów empatii. Jako najbliższy współpracownik, podwładny, a jednocześnie powiernik i doradca weryfikował poczynania osoby piastującej urząd wymagający odpowiedzialności

 

Właśnie zastanawiał się, dlaczego system ochrony Wieży już trzeci tydzień z rzędu raportował

 

Jeśli jakimś cudem umieścili na Wieży swój piracki nadajnik

 

Nie będę w stanie im odmówić i sprzedam im swoje wspomnienia

 

Wszyscy sprawiali wrażenie, jakby ta bezwłosa kobieta wyrządziła im wielką krzywdę / Uwaga jak poprzednio

 

Nagle, jak na dany znak, odgłosy ucichły. Sylwetki za szkłem znieruchomiały, a potem, jakby zdezorientowane, oddaliły się w głąb pomieszczenia

 

Jak tego mogli dokonać? / Jak mogli tego dokonać?

 

Nie wiemy, który neuron przypisany jest której osobie

 

…co się stało między tobą, a Hallą?

 

Żeby być nadal częścią jej życia… – Hantley spojrzał nostalgicznie w dal. – Musiałbym… dokonać wpisu w jej niepamiętniku – zakończył poetycko / Poetycko i zupełnie w oderwaniu od stylu swoich wcześniejszych wypowiedzi, więcej – w oderwaniu od prowadzonego właśnie dialogu

 

Włamali się do jedynego nadajnika, który jest jednym z najstarszych modeli na Wieży

 

Pewnie obawiali się, że jeśli przekażą mi tę informację, nie znając przyczyn takiego stanu rzeczy, zostaną posądzeni przeze mnie o niekompetencję

 

Popatrzył w rozumne i pełne życia oczy swojej byłej żony

 

Towarzyszący mu Pierwszy Podążający uniósł i opuścił swoje gęste, nieregularne brwi

 

…nieświadomy, że wypowiada to zdanie do swojego towarzysza już drugi raz

 

No to tak.

Pomysł. Sam pomysł fajny, choć realizacja trochę kuleje. Na plus kameralność historii, tzn. fakt, że Bremmin zrobił to, co zrobił, nie po to, żeby przejąć kontrolę nad światem i inne takie górnolotne bzdety (no, może trochę też, tak przy okazji), a po to, żeby odzyskać / zemścić się na byłej żonie. Proste i bardzo ludzkie. Tak samo jak zakończenie ze słodko-gorzkim wydźwiękiem – rzeczywiście my, ludzie, lubimy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, choć łatwiej to zrobić nieświadomie. Na plus też trochę smaczków budujących tło świata przedstawionego – imiona i nazwiska w formie unisex czy koncepcja przyjęcia, na którym w ramach lepszego poznawania gospodarza na ścianach wyświetlają się zbliżenia jego ciała.

Język. Schludny. Czasem pomysłowy. Czasem zaśmiecony. Do dopracowania.

Bohaterowie. I to jest miejsce, w którym niestety poległeś w całej rozciągłości. Twoi trzej główni bohaterowie – Halla, Hummin, Bremmin – są opisywani z pozycji ideałów. Ludzi niedoścignionych. Wyjątkowych na każdym kroku. Trudno przejąć się losami takich bohaterów albo martwić się o nich. Są doskonali – i dlatego są czytelnikowi doskonale obojętni. Halla – piękna, lodowata, poza końcową sceną zupełnie nie przejawiająca żadnych emocji, robot, a nie kobieta, tak samo unisex jak jej nazwisko, niepokonana wojowniczka. Bremmin – bogaty, pewny siebie, wygadany, wyświetlający na ścianach zbliżenia swojego idealnego ciała. Wreszcie Hummin – już na starcie prezentowany czytelnikowi jako ten, który wyróżnia się spośród masy tak masowej, że traktowanej zbiorowo, nie zasługującej na żadne rozróżnienia, nijakiej, nieważnej. Poza tą trójką masz w tekście jeszcze tylko tępe tłumy o jagodowych ustach, biernego Pierwszego Podążającego (który nawet nie zasłużył na imię) i cichą, ale inteligentną SienSan. Nic więc dziwnego, że to właśnie ta ostatnia przyciąga jakieś tam czytelnicze zaiteresowanie – nie jest tłumem, ale nie jest też wyidealizowaną kobietą sukcesu, a zwykłą recepcjonistką, w dodatku inteligentną i trochę tajemniczą.

Struktura i rytm. Tu też nie jest za dobrze. Mnóstwo fragmentów przegadanych czy łopatologicznie wykładających zasady działania świata przedstawionego (działanie Wieży, rozmowa Halli z Bremminem, rozmowa Hummina z Pierwszym Podążającym), dużo powtarzania tych samych informacji, zupełnie zbędnie. Wszystkie te informacje powinny być przekazane naturalnie, w mniejszych partiach, poprzez świat przedstawiony, działania bohaterów itp., a nie w formie sztywnych notek z Wikipedii, które “wyrzucają” czytelnika z opowieści, psują rytm. Strukturalnie ślepym zaułkiem wydaje się też przejęcie przez Bremmina (czy też jego człowieka) kontroli nad Humminem – po co to było? Czemu Hummin nie wykorzystał przewagi i nie przejął wspomnień Hummina? Bez sensu.

Na koniec – opis walki Halli Fink. Walka wypadła słabo – pomijając już aspekt czysto emocjonalny (tzn. wiadomo było, że Halla wygra, więc czym tu się emocjonować), walka zawodzi też na poziomie czysto językowym, opisowym. Totalnie brak dynamiki. Masz tu długie, złożone zdania w monstrualnie długim akapicie. No, tak się tego nie robi. Więcej zdań krótkich, równoważników, więcej akapitów. Walka musi być rach ciach, szybka. A u ciebie w połowie ani nie wiedziałem, co kto robi, ani mnie to jakoś mocno nie interesowało.

Ale ogólnie widzę w pomyśle, w języku i w twoim pisaniu dużo fajnych rzeczy, tylko niestety pogrzebanych pod rzeczami mniej fajnymi – kwestia dopracowania i świadomości tego co i jak opowiadasz.

Czołem!

Rorschach, dzięki, że włożyłeś tyle pracy, by wywindować mój tekst pod względem technicznym o parę oczek wyżej. Twoja przygoda z tekstami konkursowymi jest dla mnie dużym zyskiem. Wszystkie poprawki wprowadziłem oprócz jednej. Oby więcej takich przygód :)

O bohaterach już pisałem. Pomimo grubej skóry, w swoich poczynaniach są niespójni i zagubieni i daleko im do ideału. Halla Fink wybiera świadomie, by fizycznie blokować wspomnienia o przykrych doznaniach tylko dlatego, że są przykre. Przestaje w ten sposób uczyć się na błędach, które prawdopodobnie powtarza w kółko w każdej nowej relacji. Ucieka w ten sposób od świata, z którym nie daje sobie rady. Hantley Hummin popełnia wiele błędów w zarządzaniu ludźmi, a w jego ciele mieszka dusza niepoprawnego romantyka, który nosi przy sercu papierowe, nielegalne zdjęcie byłej żony. Łamie prawo, sam będąc powołanym do jego przestrzegania. Jeśli trudno to wszystko dostrzec, czuję, że jako autor odniosłem na tym polu porażkę.

Dzięki za podzielenie się opinią, wpadaj częściej :)

Cała przyjemność po mojej stronie.

A w temacie bohaterów – jeszcze u Hummina rzeczywiście można dostrzec próby wprowadzenia pewnych rys, rozbudowania i większego zróżnicowania jego charakteru, choć wg mnie brakuje porządnej ekspozycji tego zagubienia, o którym piszesz, popełniania błędów, romantyzmu itp. Może na przykład korzystne byłoby pokazanie Hummina z innej perspektywy narracyjnej? W końcu perspektywy determinują emocje. Hummin widziany z boku, powiedzmy oczami SienSan, mógłby być właśnie tym Humminem mniej doskonałym. Podobnie w przypadku Halli – tutaj ciekawe wg mnie wypadłoby poszerzenie perspektywy Hummiuna, może pokazanie jakichś dobrych i złych wspomnień z Hallą (co nadałoby jej bardziej ludzkiego wymiaru, pokazało jej strach i ucieczkę przed kłopotami w niepamięć). Oczywiście to tylko takie luźne rozważania – na przyszłość – może przydadzą się przy konstruowaniu następnych tekstów.

Do przeczytania.

Lojalnie i z przykrością ostrzegam, że będzie gorzko jak przy omylnym wsadzeniu czopka w ten jeden otwór, w którym gorycz w ogóle można poczuć.

 

Wynudziłem się. Trochę się też męczyłem i irytowałem, ale głównie to się wynudziłem, niestety.

Najbardziej zawaliłeś opowiadanie infodumpami.

“– Dziękuję za lekcję historii”. Otóż nie. Nie w takiej formie. Nie, kiedy jeden bohater powtarza drugiemu to, co ten – siłą rzeczy – musi już wiedzieć. Bardzo nie podobało mi się takie wprowadzenie czytelnika. Nie znoszę tego. Poza tym drażniła mnie wtórność informacji, bo sam koncept był na tyle fajny i prosty, że załapałem jak to wszystko działa bardzo wcześnie. Dlatego ogromne bloki monologów nie tylko były mi zbędne, ale też nudziły i bardzo skutecznie blokowały – i tak niezbyt zajmującą zresztą – akcję.

Zresztą, prawdę mówiąc, tekst zaciekawił mnie dopiero w momencie, gdy okazało się, że Hummin nie potrafi zerwać połączenia z “domokrążcą”. Niestety, potem już nie zdołał wprawić mnie w stan choćby zbliżonego zaangażowania. Cała intryga jest dosyć toporna, a jej rozwiązanie – no cóż, trochę wręcz żenujące. Nie kupuję tego, że przy tak zaawansowanej technologii, jaką dysponują synkowie moi, w momencie takiego kryzysu jedno, co potrafi zrobić centrala, to odkrywczo wydedukować, że trzeba usunąć trojański nadajnik. Od dawna powinien pracować tam sztab fachowców, od informatyków i techników skanujących cały system, po technicznych, manualnie przeglądających każdy kabelek w poszukiwaniu wroga. Tymczasem tam NIKT NIE ROBI NIC, a na rozwiązanie wpada nawet nie sekretarka tylko recepcjonistka, co – mam przykre wrażenie – miało na celu wyłącznie pokazanie, jak niesprawiedliwie oceniał ją szef.

Inna rzecz, że skoro tłum “uprowadzonych” był zhakowany za pomocą nadajnika, nad którym Wieża nie miała kontroli, to jej obsługa nie powinna była wykryć tego tłumu agresji. Ani w ogóle nie mieć z nimi kontaktu jako takiego. W końcu zostali “uprowadzeni”.

Dialogi też do mnie nie przemówiły. Albo bloki monologu po chamsku wciskające czytelnikowi wszystkie niezbędne do zrozumienia opowiadania informacje (i dużo więcej), albo jakaś taka sztuczność i zmanierowanie. Wyjątkiem jest tutaj rozmowa ze “sprzedawcą”.

Za dialogami stoją też niezbyt udane postaci: Wielki Szef – miękka pipka, która nie potrafi postawić się nawet własnej… recepcjonistce, Wielki Zły – nieomal kretyn, którego diaboliczny plan zostaje udaremniony przez zwykłą recepcjonistkę, i który daje się namierzyć jak płaczące w nocy dziecko, zanim zasadniczo zrealizuje ten plan choćby w części.

Strażniczka-Wojowniczka, której zdecydowanie lepiej wychodzą piruety i kopniaki niż dywagacje na temat cycków i mózgów.

Recepcjonistka, która od samego początku irytuje swoją arogancją i bezmyślnością (na mnie nie patrz – to Ty kazałeś jej cały czas gapić się na paznokcie) tylko po to, by na końcu okazać się Sherlockiem z ubiustowieniem.

Tylko Pierwszy wypadł przy całej tej ferajnie na faktycznie coś ogarniającego człowieczka. Ale on z kolei kojarzy mi się z szpiegiem z Krainy Deszczowców.^^

 

Kolejna sprawa to świat przedstawiony jako taki.

Prawdę mówiąc, im bardziej wyraźnie rysowała mi się wizja, którą przedstawiasz, tym bardziej byłem pewien, że będzie to kolejna opowieść o próbach obalenia mocno posranego systemu wtórnego niewolnictwa. Fakt, że tak nie jest, wzbudził we mnie mocno ambiwalentne uczucia. Z jednej strony fajnie, bo trochę oryginalnie. Zły kontra jeszcze gorszy. Szkoda tylko, że wyszło to tak miałko i zupełnie nijako, bo i obaj antagoniści żadni. Poza tym, uważam, to opowiadanie POWINNO BYĆ o buncie i próbach zniszczenia systemu. Dlaczego? Bo takie historie, choć ogrywane do bólu, nie są i nie będą nigdy ograne do końca. Człowieki to buntownicy z natury. A choć konformizm i zniewolenie ogłupiającą telewizją są wciąż jeszcze w progresie, sprawiając, że coraz więcej z nas zapomina jak się postawić (albo po prostu nie chce) i można założyć, że w przyszłości opartej na takiej teraźniejszości proces zidiocenia, zleniwienia i zniewolenia posunie się jeszcze dalej, zwyczajnie nie wierzę, że nie został nikt, kto sprzeciwiałby się obecnym porządkom. Ja, jako Mały Gniewek (tudzież Rosnący Wkurw;) za nic w świecie nie dałbym się zczipować i otumanić jakimś szajsem. Nie dobrowolnie. A gdyby już, walczyłbym z tym na wszystkie możliwe sposoby. Co – notabene – nie wydaje się trudne, i to nie tylko dlatego, że zidiocenie w przyszłości dopadło też i władzę. Skoro są miejsca-plamy, gdzie nadzór nie działa, a całego porządku pilnuje tylko ginący, wnosząc z tekstu, gatunek Strażników, to o rewolucję raczej łatwo. Dlaczego więc tej rewolucji, tego oporu, nie ma?

 

Z plusów, to ten, że, mimo wszystko, czytało się zupełnie nieźle. Może bez zachwytów nad formą, ale zdecydowanie na plus, skoro opowiadanie, którego treść wyraźnie mi się nie podobała, mimo wszystko przeczytałem, że zacytuję Boginię, bez przykrości.

Pomysł i wizja. Bo fajne, z potencjałem.

No i zakończenie. Romantyczne, naiwne, niepasujące do całej reszty – po prostu fajne. I ładne. Podobał mi się zawarty w nim absurdalny przekaz o prawdziwej miłości, której nie da się oszukać technologią, i może o przeznaczeniu, w które – dzięki Bogu – nie wierzę. Naprawdę bardzo mi się ten finał.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, dzięki Ci za obszerny komentarz. Jeśli mój tekst stał się przyczynkiem do tego, by o nim aż tyle napisać, czuję się zaszczycony :)

 

Praca zespołów roboczych przeszukujących zbiory danych, poszukujących relacji między nimi oraz próbujących wyciągnąć na tej podstawie wnioski może często wydawać się jałowa. Niestety pomimo powstawania coraz bardziej zaawansowanych algorytmów wyszukiwania nic jak dotychczas nie zastąpiło mechanizmu wnioskowania człowieka. Szum informacyjny powoduje, że tracimy dużo czasu i wydaje się, że nikt nie robi nic.

Moim zamierzeniem nie było zirytowanie czytelnika tym faktem, ale spowodowanie, by właściwie odebrał zdenerwowanie Hummina. Hummin był zirytowany właśnie faktem, że NIKT NIE ROBI NIC, pomimo że pracuje u niego sztab fachowców, od informatyków po techników. Dobitnie świadczą o tym jego słowa:

– Czterysta pięćdziesiąt burz słonecznych? Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Cały dział kontroli jakości widział te anomalie i nikt nie był w stanie ich wytłumaczyć? (…)

 

Wykrywanie wybuchów agresji w mieście wymyśliłem sobie jako osobny system, którego meandrów niestety nie zdołałem opisać w tekście na 40 tys. znaków. Zanudziłbym wszystkich :) Wykrywanie wybuchów agresji w mieście nie jest związane z nadajnikiem. Do odbierania informacji służy odbiornik lub urządzenie nadawczo-odbiorcze. Wybacz, być może dla mnie, osobie związanej z informatyką, jest to oczywiste. Z tych przyczyn obsługa Wieży wykryła tłum powodowany agresją. Może powinienem był doprecyzować kilka faktów, jest jednak dla mnie zaskoczeniem, że zwróciłeś akurat na to uwagę.

 

SienSan to osoba spoza systemu, recepcjonistka, na której nie ciążyła odpowiedzialność rozwiązania problemu. Dzięki własnej dociekliwości i wytrwałości była w stanie wyjaśnić przyczyny kryzysu, być może właśnie dlatego, że była wolna od presji, jaką wywierał na podwładnych nieco apodyktyczny szef.

Lustrowanie dłoni nie jest w tym wypadku oznaką braku inteligencji, a być może mechanizmem obronnym przed tym, przed czym nie jest się w stanie obronić. Zauważ, że przeżywa ona głęboko emocje. Po zruganiu przez szefa ma ochrypły głos, czasem nie pojawia się na monitorze, chociaż ma to w zwyczaju.

 

Ciężar tego tekstu nie leży w opisanej intrydze. Opowiadanie nie jest też o obalaniu systemu. Głównym tematem moich pisarskich wypocin są wybory dokonywane przez ludzi, przed którymi powstaje możliwość ucieczki od cierpienia w postaci częściowej amnezji.

Przyzwolenie człowieka na ograniczenie jego wolności to proces bardziej skomplikowany, niż pozwoliłeś sobie ująć. Zauważ, że to właśnie dzieje się dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek. Zawsze jest to forma handlu – coś za coś, a główną walutą jest bezpieczeństwo. Jeśli wszyscy czują się bezpiecznie w systemie, który ich otacza, są w stanie zrezygnować z wielu swoich praw i żaden pojedynczy “Mały Gniewek” nie przeciwstawiłby się takiej fali.

Skutecznego oporu dotychczas nie było, bo:

 

1.

osiągnięto imponująco niskie statystyki przestępczości w całym mieście

 

2.

[Wieża] Realizowała najskuteczniejszą formę terapii, jaką obecnie znano: zapomnienie

 

Dzięki jeszcze raz za feedback, może następnym razem będzie lepiej.

 

Nadrabiam komentarz!

 

Opowiadanie ma własny, niepowtarzalny styl, przypominający nieco styl anime, a nawet momentami kojarzy się z konkretnym, nieprzyzwoicie dobrym: PsychoPass. Jak nakreślić komuś, kto nie zna anime, ten styl – nie wiem. Może chodzi o sam charakter, kulturę Japończyków, która jest z jednej strony surowsza, z drugiej bardziej emocjonalna od naszej. Japończycy tworzą też genialne wizje przyszłości, ociekające problematyką egzystencjalną. To są geniusze fantastyki naukowej. Udało ci się, na moje oko, stworzyć niezły scenariusz mangi/anime (!!!). Lubisz te klimaty, czy tak wyszło? Ja uwielbiam, dlatego za to dostałeś wielki plus. Cholernie wielki!

 

Stworzyłeś arcyciekawy dylemat moralny w doskonałej, sajfajowej otoczce. Twoja wizja przypadła mi do gustu bardzo mocno i byłam zachwycona do połowy opowieści. Bohaterowie – cud miód (SienSan <3), charakterni, żywi, plastyczni. Świetne imiona, wyborny tytuł. Motyw gwałtu na umyśle, przechowywania i usuwania pamięci, wybór Halli Fink – mruczałam jak kot z rozkoszy. Walka Halli wypadła słabo na piśmie, ale gdyby to był film (anime?), wypadłaby dokładnie tak, jak trzeba.

 

I w pewnym momencie mój zachwyt zaczął zanikać pod wpływem przytłaczających infodumpów. I to, co było tak obiecujące i co wciąż przebijało się przez tekst aż do końca (ukradnę Jasnej Stronie: Pomysł z fuzyjnym nazwiskiem niezdradzającym płci jest genialny. Takimi smaczkami buduje się interesujący świat, nadaje się mu autentyczności. Pomysł z wieżą i ciągłą inwigilacją trąca Orwellem, ale w dobrym sensie. – to tylko przykłady wyrafinowanych smaczków) rozmyło mi się pod naporem irytacji. Jak mogłeś tak zaprzepaścić geniusz tego animowatego opka?! Teraz kradnę Werwenę: Bardzo spodobał mi się ten Niepamiętnik. I okropnie mi żal, że tak fajny tekst tak psują te infodumpy w dialogach :(

Rozmowa o rozwodach: bloki tekstu, jak w podręczniku, jeszcze ze znikomymi didaskaliami. Dalej gadka Hummina o amnezji. To przykłady czynienia z żywych ludzi automatów, którzy zdają się cytować podręczniki. Gdybyś wziął drugą osobę i odegrał z nią całe opowiadanie, z rolami czytanymi na głos, z pewnością wyszłoby nienaturalnie. Bo ludzie tak nie rozmawiają, chyba że wykładowca ze studentem, chyba że ktoś przedstawiający swoją ideologię drugiemu, ale tutaj mamy fakty, które należało wpleść w fabułę, rozbić, ukwiecić, ukryć. O tym bardzo dobrze napisał Rorschach w podrozdziale swego komentarza (:P) Struktura i rytm. Cień też ci już to dobrze wyłożył.

 

Tak, byłeś tym uczestnikiem konkursu, który wyprowadził mnie z równowagi. Taki potencjał! Taki smaczek japoński, którym można było kupić moje sfowe serduszko! I świetny risercz. A tu cukierek pod lukrową otoczką okazał się gorzki (finał trochę mnie ułaskawił, lecz niesmak pozostał). Ale infodumpy to rzecz do wyćwiczenia, dialogi do wyszlifowania i uwiarygodnienia, nic strasznego na przyszłość. Widzę w tobie potencjał do tworzenia historii, które uwielbiam, więc czekam na nie z niecierpliwością. Trudno mi będzie Hallę Fink zapomnieć, a klimat nadal jest dla mnie doskonale wyraźny w wyobraźni. Dziękuję za tę wizję :) Miała preferencje do tronu. Gratuluję wyróżnienia i smuteczkuję, że to jednak tylko tyle. 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Enazet, raz jeszcze bardzo Ci dziękuję za obszerny komentarz. Anime ledwie liznąłem, znam jedynie klasyki. Rzeczywiście napisałem opowiadanie, a potem wplatałem w nie infodumpy. Następnym razem obiecuję tak nie robić ;)

Dopiero teraz udało mi się przeczytać. Żałuję, że tak późno, bo chciałbym jako pierwszy napisać, że SienSan jest świetna ;)

Bardzo mi się podobało – pomysł, chyba najlepszy z tych konkursowych opowiadań, które przeczytałem. Odrobinę przeszkadzała pobłażliwość systemu w stosunku do samego Hantleya (np. przyzwolenie na posiadanie zdjęcia). Chciałoby się też większego rozbudowania Pierwszego Podążającego – kto to w ogóle jest: samodzielny byt ludzki czy jakiś efekt neuromanipulacji? Kilka świetnych pomysłów na poziomie dekoracji – oczywiście przyjęcie, ale też publiczna ubikacja ;) Dialogi momentami do smakowania, momentami spaskudzone infodumpami (gdybyś kiedyś chciał coś z tym opowiadaniem jeszcze zrobić, to byłaby pierwsza rzecz do wyeliminowania). Narracja – bardzo, bardzo, zwróciłem uwagę tylko na pojedyncze chropowatości.

Dzięki Coboldzie za wizytę i komentarz. Cenne są dla mnie te uwagi, bo znam jakość Twojej prozy :)

Tekst jest moim zdaniem dość nierówny. Miejscami bardzo dobry, wręcz błyskotliwy, miejscami, niestety, o wiele słabszy. Podobał mi się pomysł – mocno zarysowany, ciekawy świat, do tego egzystencjalna tematyka. Nawet dość ryzykowne pójście na skróty (właściwie totalna władza nad umysłami ludzi w rękach jednej korporacji, zniewolenie w imię bezpieczeństwa – to dość często podejmowane tematy, tu pokazane, pewnie z racji limitu, w mało wyrafinowany sposób). Nawet Strażniczka walcząca z czterdziestoma osobami naraz mi nie przeszkadzała, odebrałam to jako nawiązanie do starego kina akcji. Co natomiast psuje to opowiadanie, to dialogi. Poprzednicy już dość obszernie wyliczyli ich wady, więc ograniczę się do stwierdzenia: nienaturalność dialogów naszym wrogiem. Jeśli masz wątpliwości, czy jeden bohater rzeczywiście powiedziałby coś takiego drugiemu, to lepiej wrzucić tę kwestię narratorowi (o ile jest niezbędna).

 

Odnoszę wrażenie, że przez wymogi konkursu ten tekst bardzo stracił. Dużo wyjaśnień technicznych sprawiło, że nie zostało zbyt wiele miejsca na zarysowanie postaci – i te zrobiły się papierowe. Jakoś nie przekonał mnie gardzący motłochem, sikający na stojąco “madafaka”, który dalej zachowuje się jak dziecko we mgle (wiem, zablokowali mu asertywność, ale tylko na czas rozmowy, o ile dobrze zrozumiałam). Ucierpiała też akcja – wszystko rozwiązuje się za szybko, nie ma napięcia, a przecież moglibyśmy tu mieć ciekawy wątek sensacyjny.

 

Końcówka za to znowu jest bardzo dobra, zresztą smaczki po drodze (to trwa pół godziny, nie oglądam takich długich filmów – geniusz!) umilały mi czytanie. Wydaje mi się, że gdybyś skoncentrował się na skonstruowaniu dobrych postaci (a znając inny Twój tekst zakładam, że potrafisz to świetnie) i opisaniu relacji między nimi w świecie pozornej wolności, w której zapomnienie jest na wyciągnięcie ręki więc łatwo uciąć relację i zacząć ją od początku, zamiast mozolnie naprawiać – to opowiadanie bardzo by na tym zyskało.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mirabell, bardzo Ci dziękuję za uwagi. Dzięki temu, co napisałaś, mam taką refleksję, że rzeczywiście widać sporo zmagań w tym tekście – wymogi konkursowe walczą z akcją, bohaterowie zostali zepchnięci na plan dalszy. Przyznam, że w orginalnej wersji tekstu, zanim zacząłem “wielkie cięcie”, miałem więcej fragmentów rozwijających postaci.

w świecie pozornej wolności, w której zapomnienie jest na wyciągnięcie ręki więc łatwo uciąć relację i zacząć ją od początku, zamiast mozolnie naprawiać

– dzięki za takie podsumowanie, które “trafia w punkt”. Będę zwracał się do Ciebie po recenzję, kiedy już trzeba będzie wypełnić jakąś błyskotliwą wypowiedzią czwartą stronę okładki moich bestsellerów ;)

Męczyłam się z tym opowiadaniem. Nie lubię takiego zachowania, gdy dwóch bohaterów, mających tę samą wiedzę, informuje się nawzajem o tym, co powinno być dla nich oczywiste. A tu było tego dużo.

Halla to straszna Mary Sue. Lista zalet długa jak Mur Chiński, a wady ani jednej. Wspominałeś w komentarzach, że była zagubiona, ale ani nie było to zbyt widoczne, ani nie jest to specjalną przywarą. Swoją drogą, jak często mężczyźni piszący o kobietach tworzą modelki urody pięciogwiazdkowej, i w sumie bez większego celu.

Jeśli chodzi o panów, to przyznam bezczelnie, że Bremmin i Hummin ciągle mi się mylili i koniec końców zlali mi się w jedno. Czy oni musieli się tak podobnie nazywać, no. Chyba że oni naprawdę są jedną osobą a ja nie załapałam jakiegoś gigantycznego plot twistu.

Poza tym – recepcjonistka sympatyczna, choć “lustrowanie paznokci” – dziwne wyrażenie (tak samo jak “puszysty” mężczyzna próbujący przygnieść Hallę, czasem dziwnie dobierasz słownictwo) – no i zakończenie sympatyczne, zrobiło wrażenie. Być może cała historia miałaby dla mnie więcej uroku (podoba mi się pomysł z wymazywaniem pamięci jako formą rozwodu) ale przyznam szczerze, że nie mam ochoty czytać tego opowiadania jeszcze raz. Może pewnego dnia.

Kam_mod, dzięki za szczery komentarz.

Liczyłem na to, że refleksja po przetrawieniu opowiadania powinna być oczywista. Ci idealni twardziele, tacy jak Halla Fink, czy Hantley Hummin, to zwykli narkomani przyszłości. Ludzie, którzy odurzają się zapomnieniem, by uciec od cierpienia. Dlatego końcówkę sprawiającą pozory happy endu, można uznać w pewnym sensie za tragikomiczną – oto spotykają się ludzie, by prawdopodobnie po raz kolejny przeżyć trudną lekcję swoich charakterów.

Wniosek jednak – jak widać – nie taki oczywisty.

 

Oficjalnie dementuję pogłoskę, jakoby Hantley Hummin i Bremmin Ba byli jedną i tą samą osobą. Łączy ich jedynie namiętność do tej samej kobiety.

Pełne imiona i nazwiska bohaterów konstruowałem tak, by nadać im jakiś jeden koloryt, by odzwierciedlały jakieś trendy, które mogłyby być modne w przyszłości. Oparłem się o dwie zasady:

1. Imię i nazwisko często zaczyna się tą samą literą. Taki zestaw łatwiej wpada w ucho (i pamięć).

Przykłady: Hantley Hummin, Bremmin Ba, Sienna San.

2. W imieniu lub nazwisku często następuje po sobie ta sama litera. Nadaje to pozór szlachetności wypowiadanego zestawu wyrazów:

Przykłady: Halla Fink, Hantley Hummin, Bremmin Ba, Sienna San.

Być może dlatego niektóre imiona i nazwiska wydają się podobne. Jestem jednak zaskoczony faktem, że jakieś postacie mogły się poplątać, skoro aktorów na scenie tak niewielu.

 

Kam_mod, za kobietę urody pięciogwiazdkowej uważam moją żonę. Nie jest łysa.

Ale fakt, coś tam w tej Halli Fink widzą niektórzy mężczyźni i jej atrakcyjność sprawia, że różne typy dostają świra na jej punkcie.

Dzięki za komentarz, obiecuję uczłowieczyć moich bohaterów następnym razem.

 

Bardzo ciekawie wymyślone zasady “mody” imionowej. Obawiam się jednak, że gdy 4/6 liter w obu imionach są identyczne, coś się czasem może pomieszać. Tego Hantleya się trzymałam, póki był, ale zdaje się, że później mało go używałeś. My bad. Rozumiem przesłanie i mam nadzieję, że znajdę niedługo chwilę, by wrócić do opowiadania i przeczytać je jeszcze raz, uzbrojona w nową wiedzę :)

Podobało mi się. Infodumpy można by co prawda ograniczyć lub złagodzić (choćby w prosty sposób: rozbijając bloki wypowiedzi bohaterów jakimiś didaskaliami, żeby nie wyglądało jak przekopiowane z artykułu), ale taką science w Science to ja lubię. Fajnie poszperałeś w obecnym stanie wiedzy i na tej podstawie zapuściłeś się w przyszłość. Czyli pod względem “naukowości” to chyba najlepsze opowiadanie z tamtego konkursu (jeśli dobrze po takim czasie pamiętam). 

Językowo też dobrze. Zwróciłem uwagę, że stosujesz sporo porównań – dzięki temu wyobraźnia czytelnika jest skuteczniej pobudzana. 

Brawo. 

Fun, dzięki za wizytę i komentarz. Te infodumpy jeszcze opanuję… ;)

Nowa Fantastyka