- Opowiadanie: Akanir89 - Kebab zaprzecza panta rhei

Kebab zaprzecza panta rhei

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Kebab zaprzecza panta rhei

Na ścianie pokoju siedzi pająk. Trwamy w bezruchu, mierząc się spojrzeniami jak dwóch rewolwerowców przed pojedynkiem.

Wybija południe i ruszamy. On zbiega w stronę mojego łóżka, ja nurkuję pod biurko po swój oręż. Muszę być szybszy, jeśli nie zamierzam spędzić nocy w wannie. Porywam klapek, uderzam w ścianę, trafiam pająka. Na białej farbie zostaje brązowy ślad. Zdmuchuję chitynowe odnóża ze śmiercionośnego laczka – niczym rewolwerowiec po pojedynku. Poprawiam kapelusz – przypominam sobie, że nie noszę kapelusza.

Wtedy ktoś wyważa z buta drzwi do mieszkania.

I wpadają.

Przez chwilę myślę, że to Indianie. Przez kolejną chwilę myślę, że to świadkowie Jehowy po sterydach. Przez jeszcze kolejną, że to Aleksander Kwaśniewski z flaszeczką i tekstem „tak to spędzamy piątunio?!”.  

Ale jest gorzej, dużo gorzej.

Kiedy marnuję czas na rozmyślania, oni strącają mnie kopniakami z krzesła. Próbuję kontratakować klapkiem, ale odbija się on od puklerza z dębowej kory. A potem przyciskają mnie do podłogi. Odchylają tarcze i wtedy ich rozpoznaję.

Jest gorzej, dużo gorzej.

To obrońcy praw zwierząt. Mają na sobie kolczugi ze szpinaku, jarmużu i rukoli. Na szyjach zawiesili zabawki z Happy Meal – trofea po zrównanych z ziemią McDonaldach. Głowy chronią kubełkami z KFC, by dezorientować przeciwnika.

Wciskają mi twarz w podłogę, a wtedy wpada Arnold Schwarzenegger, cały nagi, jeśli nie liczyć przepaski biodrowej z lamparciej skóry. W ręce dzierży rożen z mięsem na kebaby.

– Mięso do pyska, zjeby – warczy.

Brzmi to dziwnie bliźniaczo do „Hasta la vista, baby”.

I napierdala ich tym rożnem. Skuteczniej, niż ja klapkiem. Po chwili wszyscy są zmasakrowani. Ciała obrońców praw zwierząt po śmierci zmieniają się w rzeżuchę. Leżę w wegańskiej sałatce, która Arnoldowi sięga do kostek. Mój wybawiciel zamiast ręki wyciąga do mnie rożen.

– Zjedz trochę, dobrze ci zrobi.

Odrywam zębami kawał mięsa (ostre, bardzo ostre) i czuję się jak Harry Potter nakarmiony czekoladą po lizanku z dementorami.

– A teraz wstawaj – mówi Arnold.

Wstaję i otrzepuję się z rzeżuchy. Patrzę, jak obrasta ona zabawki z Happy Meal i kubełki po kurczakach.

– Co to było? – pytam.

– Nie ma czasu na wyjaśnienia.

Arnold wciska sobie pod jedną pachę rożen, pod drugą mnie. Kopniakiem wybija szybę i wyskakuje. Lądujemy na rowerze. Sadza mnie w siodełku za sobą i zaczyna pedałować.

– Nie lepszy byłby motocykl?

– To kamuflaż – wyjaśnia Arnold. – Gdybym przyjechał naszym bojowym food truckiem, bylibyśmy teraz bombardowani brukselką. I tak coś mi podpowiada, że już nas namierzają.

– Gdzie jedziemy? – pytam.

– Nie pytaj gdzie – odpowiada Arnold, bierze gryza kebaba i przyspiesza. – Pytaj: kiedy?

Nie mogę jednak zapytać, bo wpadamy w poślizg.

– Mleko sojowe! – krzyczy Arnold. – Trzymaj się!

Podpiera się stopą. Kiedy jego ciało styka się z mlekiem sojowym, strzelają snopy iskier. Arnold opanowuje rower i przyspiesza. A potem gryzie kebaba i jeszcze przyspiesza. I kolejny gryz, i kolejne przyspieszenie. Kulę się za jego muskularnymi plecami. Bicepsy Arnolda zaczynają płonąć, jak meteoryt wchodzący w atmosferę. Krzyczy z bólu, mimo to bierze jeszcze gryza i jeszcze przyspiesza. I wtedy pokonujemy barierę.

– Jesteśmy na miejscu – mówi Arnold.

Przed nami zrujnowany fast food. Otaczają go okopy i drut kolczasty.

– Czyli gdzie? – pytam. – To znaczy: kiedy?

Arnold patrzy na mnie poważnie.

– Jesteśmy w 2040 roku. Świat został opanowany przez obrońców praw zwierząt, wegan i innych lewaków. Jako przywódca ruchu oporu, John Connor, musisz to zobaczyć na własne oczy, żeby uwierzyć. Musisz działać, zanim będzie za późno.

– Ale ja się nie nazywam John Connor.

Arnold patrzy na mnie tępo.

– Jak to?

– Normalnie. Zaszła pomyłka.

– Kurwa – mówi Arnold. – Kurwa, kurwa, kurwa.

– Nie da się tego… eee… jakoś naprawić? 

– Da się. – W jego oczach pojawiają się łzy. – Kurwa…

– Czyli możesz mnie odstawić i znaleźć prawdziwego Johna Connora?

Kiwa głową, przygryza wargę. Jego oczy przepełniają się łzami, które ściekają po osmalonej twarzy.

– To o co chodzi? – pytam.

Arnold kręci głową, spuszcza wzrok, zaczyna szlochać.

– Arnold. – Kładę mu rękę na ramieniu. – Powiedz, co się stało?

Unosi swe niewinne, błękitne oczy. Są pełne łez.

– Kebab – szepcze. – Zaczął piec drugi raz. 

Koniec

Komentarze

:):):) Uśmiałam się. Lubię ten typ humoru. I mięsko :):):) Pozdrawiam.

Dupy mi nie urwało :V chociaż końcówka nieźle wypadła. I chyba nic więcej nie mam do powiedzenia. ;)

Jak dla mnie tekst trochę zbyt abstrakcyjny, ale parę razy się uśmiechnąłem ;)

Mnie również uśmiechnęło :)

OK, jest abstrakcyjnie, ale jeszcze łapię, o co kaman. Musiałeś totalnie jechać po kliszach, skoro jednak coś do mnie dotarło. Arnold to jeden z bardzo nielicznych aktorów, których twarze potrafię rozpoznać. ;-) Humor na plus, chociaż sama nie jem mięcha.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam bez najmniejszej przykrości, ale nie mogę powiedzieć, że szort zrobił na mnie jakieś szczególne wrażenie. Owszem, było zabawnie i nonsensownie, ale chyba nic poza tym.

Czy słusznie zakładam, że bohaterem kolejnego opowiadanka będzie może Bruce Willis? ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uśmiechnęło mnie. Absurd w granicy mojego pojmowania. Dodaję klika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobre, dobre. Właściwa mieszanka absurdalnego humoru z odwołaniami do popkultury :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo dobre! Śmiechu co niemiara a i czytało się dobrze. Tylko tak dalej! :)

Pozdrawiam!

Jai guru de va!

Jak dla mnie zbyt abstrakcyjne, by wzbudzić pozytywne odczucia.

Niemniej, przeczytałem bez przykrości, a tytuł jest genialny :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dziękuję za komentarze i uśmiechy. 

Bohaterem kolejnego opowiadania będę znowu ja, a także pewien polski poeta. 

 

A gdzie ci hejterzy? Czyżbym zgasił ich na starcie jak Eminem tego Mokebe w “8. mili”? XD

Jakby co krytyka mile widziana, nie peniajcie. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Na wstępie ogłosiłeś, co twierdzą, teraz już nie mają nic do gadania. ;-)

Babska logika rządzi!

Uśmiechnęło  (:

Ha, a ja wiem, co to będzie za poeta ;)

Tak właśnie Bambo został zgaszony przez Eminema w wyżej wymienionym filmie.

Dzięki za kolejny uśmiech.

A poeta, o którym będzie, to Eminem swoich czasów. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Może bez takich dużych podpowiedzi, bo się wszyscy domyślą i nie będzie niespodzianki :(

Ja chętnie bym pohejtował, tylko nie ma za bardzo czego – po prostu zrealizowałeś swój zamysł, a ja pozostałem na niego obojętny.

Może pocieszy Cię fakt, że gdyby tekst był dłuższy, najpewniej przerwałbym czytanie ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Szanowny Akanirze,

Może zrobiłbyś coś kiedyś o Lovecrafcie? Chętnie poczytałbym jak Howard zajada się sushi z ośmiornicy ;)

Jai guru de va!

Nie kojarzę tego aktora/rapera.

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Rozumiem, że ten cykl Twojej twórczości obejmuje tylko aktorów/raperów. Chciałem Ci tylko coś podsunąć na przyszłość…

Masz wielki talent do pisania absurdu, więc mógłbyś z powodzeniem pisać coś podobnego o innych osobistościach. 

 

Pozdrawiam!

Jai guru de va!

Cudne, po całym dniu na uczelni parsknięcie świeżym śmiechem było jak chłodny porter w gardle. Można by na podstawie tego nakręcić jeszcze jeden odcinek Community :D

Na tym forum nie ma hejterów, przynajmniej ja nie spotkałem żadnego.

Mam mieszane uczucia co do twoich tytułów, jak i kilku innych, które pojawiają się czasami w poczekalni. Nikt nie wydałby powieści z takim, jak poprzedni. Są za długie, a jeśli mają zwrócić uwagę na dzieło, cóż, dzieło powinno bronić się same.

Nie zgodzę się z Reg, że jest nonsensownie, właśnie jest całkiem sensownie :) Wszystko abstrakcyjne, jak zauważyła Finka, ale sprytnie połączone i opierające się na faktach. Nagi Arnold, kulturysta, wcina kurczaki, broni mięsa, wszystko przecież się zgadza :) Aleksander z flaszeczką, obrońcy w rukoli, dobre analogie. Wszystko podane ze smakiem.

Ostatnie zdanie musiałem przeczytać dwa razy, trochę nieczytelny ten finał. “Ostry kebab zawsze piecze dwa razy.” Wolałbym coś w tym guście.

Nie załapałem tylko tego

Przez kolejną chwilę myślę, że to świadkowie Jehowy po sterydach.

nie widzę tu analogii, napisane na pałę?

 

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mnie nie podeszło. Początek z pająkiem fajny, ale później było już gorzej. Trochę znużyła mnie ta wyliczanka różnorakich odniesień. Choć pomysł na napęd z kebaba całkiem fajny :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie od razu zrozumiałem, ale i tak mi się podobało. A jak już załapałem, to jakby zachwyt oklapł. Niemniej w warstwie rzemiosła i interakcji z otoczeniem kulturowo-społecznym jest OK. Zwłaszcza obrońcy praw zwierząt, weganie i inni lewacy mi podeszli. Zdeprecjonowały i pomieszały się ostatnimi czasy definicje…

Czy to jest sygnaturka?

Urocze, zabawne i sprytnie pomyślane!

Rozważę tego Lovecrafta, skoro po raz pierwszy kogoś obchodzi, co piszę. 

Dziękuję za kolejne komentarze. Kłaniam się tak nisko, że głowę mam na Żuławach Wiślanych. 

Postaram się was czasem zabawiać, dopóki nie nauczę się normalnie pisać. 

 

“napisane na pałę?”

Nie.

Świadkowie Jehowy łażą po domach. Sterydy to nielegalny doping. 

Jedno plus drugie daje fanatyków, którzy z buta wpierdalają ci się na chatę. 

Komuś jeszcze wytłumaczyć jakiś dowcip? XD

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Całkiem zabawne, choć początkowo myślałam, że zmierza to w nieco innym kierunku. A tu takie zaskoczenie! ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Tia… całkiem niezłe odwzorowanie naszej rzeczywistości.

 

Dzięki za jeszcze kolejne komentarze. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Interesująca alegoria.

Mam wrażenie, że poprzednim czytelnikom umknęła gra, którą prowadzi Autor z czytelnikiem. Trzeba spojrzeć w tagi, by ją zrozumieć. Na pierwszym miejscu stoi jak byk “filozofia”, co powinno skłonić odbiorcę do skupienia, które pozwoli dostrzec sens prześwitujący między listkami jarmużu i mięśniami Arnolda. Zaraz potem mamy “historię alternatywną” i “humor”. Zestawione obok siebie ewidentnie świadczą, że Autor usiłuje puścić do nas oko: “oto historia alternatywna… żartuję!”. Żartuje, bo to nie żadna historia – to współczesność. I wbrew pozorom ani trochę alternatywna, lecz bliźniaczo podobna do naszej rzeczywistości. Tak podobna, że sami boimy się do tego przyznać. A czwarty, ostatni, tag głosi “jedzenie”. A przecież wszyscy znamy zasadę, w myśl której “jesteś tym, co jesz”. Hasło “jedzenie” przywodzi też na myśl odwieczny konflikt, czy żyjesz po to, aby jeść, czy jesz po to, aby żyć? W niniejszym utworze jedzenie jest właśnie metaforą nas samych, ludzi. Przez jego pryzmat powinniśmy spojrzeć na samych siebie. 

Kim jesteśmy? 

Może przejdę do tytułu. “Kebab zaprzecza panta rhei”. Już tutaj absurdalna, niemal wulgarna rzeczywistość XXI wieku zderza się ze starożytną, grecką filozofią. Kebab to symbol naszej zachodniej cywilizacji, do której wdzierają się czynniki obce – i nie mam tutaj na myśli tylko imigrantów z Azji i Afryki, ale przede wszystkim napływ obcości ze wszystkich innych stron: atakują nas anglicyzmy, UE narzuca nam swoje prawa i wartości, nie wspominając o inwigilujących nas Amerykanach czy Chińczykach, którzy zalewają nas swoimi produktami (złożonymi z nanorobotów tylko czekających na rozkazy…). W szerszym znaczeniu chodzi o człowieka współczesnego, który ulega globalizacji, bez względu na to, czy jest typowym Sebkiem spod bloku, czy Masajem spod Kilimandżaro. Kebab oznacza zmiany. Jak więc zmiany mogą zaprzeczyć starogreckiej myśli “wszystko płynie”, wszystko się zmienia? 

Nie wiem. 

Interpretacji może być wiele. Odpowiedzi może być wiele. Ale czy będzie nam dane poznać tę właściwą? Zmiany zaprzeczają zmianom – może chodzi po prostu o to, że świat od zawsze ewoluował i nie ma w tym nic nadzwyczajnego? Może Autor chce powiedzieć: ta cała filozofia jest warta mniej niż upuszczony, nadgryziony kebab. Może tak. Może nie. Zapewne nie odpowie, bo to jest częścią gry.

W warstwie fabularnej mamy absurdalną, może nawet śmieszną historyjkę. Ale czy jest się z czego śmiać? Nasz świat – świat, w którym jedzenie kiełbaski nie było niczym niezwykłym – przemija. A nawet nie tyle, co przemija – on jest kwestionowany przez różne środowiska. Konflikt mięsożercy-wegetarianie to tylko przykrywka dla wszystkiego, co dzieli ludzi. Ale czy jest sens płakać? Wszystko przemija i zawsze tak było. Może czas przestać szamotać się z prądem nieustannie płynącej “rzeki” i lepiej zjeść coś dobrego? Niezależnie od tego, czy to będzie kebab w cieście, czy potrawka z jarmużu, szpinaku i rukoli. 

Może dobry posiłek jest więcej wart niż cała filozofia świata? 

Syćko piknie, Fun, tylko tagi są z automatu układane alfabetycznie. ;-)

Nie ma to jak kebab z falafelami. ;-)

Babska logika rządzi!

Syćko piknie, Fun, tylko tagi są z automatu układane alfabetycznie.

Hmm, czyli taki układ to przypadek?

No, dawno temu Grecy wymyślili sobie słowo “filozofia” (historia chyba też od nich), potem Rzymianie ustalili, że f jest przed h i tak wyszło… Pszipadek? ;-)

Babska logika rządzi!

Chyba jednak grecka “filozofia” zaczynała się od “ph”. Źródło spisku musi tkwić gdzie indziej ;)

Aż sprawdziłam. I to nie byle gdzie, bo u Arystotelesa. Filozofia zaczyna się od “fi” (ta dupa z ptaszkiem u dołu). Jednak oni. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja mam wikipedię przeciwko Arystotelesowi: https://pl.wikipedia.org/wiki/Phi 

I skoro to dwudziesta pierwsza (kolejne nawiązanie do współczesności…) litera alfabetu, to “philozofia” znalazłaby się gdzieś za historią, humorem i jedzeniem :D Chyba że wszystkie tagi trzeba przełożyć na grekę, żeby odkryć tajne znaczenie? :P

Nie wiem, idę jeść :)

To ja przytoczę ostateczny argument, humor:

Kobiety przechwalają się atrybutami swoich mężów:

– Mój to ma dwudziestocentymetrowego!

– A mój dwudziestopięciocentymetrowego!

– A kuśka mojego ma pięć centymetrów.

– Phi!

– Nie phi, tylko fi!

 

W sumie (duża sigma) racja z tym jedzeniem. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem, co bierzecie, ale bierzcie tego mniej. XD

Dzięki za interpretację. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Jak to co? Zgodziliśmy się na jedzenie. Sugerujesz, żebyśmy przeszli na dietę?

Chcesz powiedzieć, że jestem za gruba? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie. Chcę powiedzieć, że ja tu jestem od pisania głupot. 

.

.

.

.

.

.

.

.

Żartowałem. XD

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Darconie, zaglądasz tu jeszcze? W interpretacyjnym szale zapomniałem odnieść się do Twojego komentarza, z którym się nie zgadzam:

Mam mieszane uczucia co do twoich tytułów, jak i kilku innych, które pojawiają się czasami w poczekalni. Nikt nie wydałby powieści z takim, jak poprzedni. Są za długie, a jeśli mają zwrócić uwagę na dzieło, cóż, dzieło powinno bronić się same.

Długie tytuły lądują na okładkach książek. Choćby przykład z listy bestsellerów: “Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Moim zdaniem długi tytuł jest z zasady bardziej intrygujący niż krótki. A argument, że “dzieło powinno bronić się same” jest tutaj zupełnie od czapy. Dzieło musi zwrócić na siebie uwagę, żeby w ogóle mogło się bronić.

Dla mnie tytuł jest pierwszym etapem, na którym oceniam autora: jeśli jest wystarczająco kreatywny, by wymyślić dobry tytuł, to może książka/opowiadanie też będzie z pomysłem? A jeśli widzę tytuł taki jak setki innych, taki, o którym zapominam, jak tylko się odwrócę – czemu miałbym wierzyć, że książka/opowiadanie mi się spodoba? Chętniej sięgnę po nieznanego mi autora, którego książka ma dobry tytuł. Inaczej sprawa wygląda z uznanymi pisarzami. 

Funie, cieszę się, że masz własne zdanie, ale byłoby mi przykro, gdybyś chciał mnie przelecieć dlatego, że ładnie wyglądam i ubrałem się w twoim guście, nie pogadawszy chociaż troszkę.

Wiem, wiem. Powiesz, że przecież byś pogadał, potem ;)

Tytuły nic dla mnie nie znaczą, czytam wybiórczo kilka stron tekstu, nawet znanych autorów, dopiero wtedy kupuję lub nie.

 

Edit: to nie jest deklaracja gejowska ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, ale taka jest rzeczywistość, że chętniej się zagada do tej ładniejszej. Jeśli sympatyczna, inteligentna nie zadba o wygląd, a chce poznać kawalera, to sama sobie strzela w kolano. Ja to tak widzę. 

Ty możesz nie zwracać uwagi na tytuł, ale sporo osób tak robi. 

Off-top. To cię teraz feministki rozjadą…

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie, feministki, o których mówisz (te, co się zajmują “rozjeżdżaniem” ludzi i ośmieszaniem słusznej sprawy, którą jest feminizm), są pewnie zbyt zaaferowane tym, żeby filmowa Wonder Woman miała włosy pod pachami. 

A nie, czekaj, to już mają za sobą :D

Nie ma żadnych feministek. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Nowa Fantastyka