- Opowiadanie: trukszyn - Krótka Teoria Spisku

Krótka Teoria Spisku

Fragment powieści “Skradziony Wszechświat numer czterdzieści i cztery”.

Oceny

Krótka Teoria Spisku

[…]

– Zatem, kontynuując twoją wcześniejszą myśl – odezwał się po dłuższej chwili (Walter) – przodkowie, przybywszy z planety okrążającej Syriusza, cofnęli się w czasie, kiedy Ziemia, jak rozumiem, była jedynie gorącą skałą i zapoczątkowali tam proces ewolucji?

– Tak, lecz ingerowali co jakiś czas – odparł von Braun – jeśli ewolucja nie przebiegała zgodnie z ich oczekiwaniami, kierowali ją na nowy tor. Często, w znacznym stopniu, niszcząc życie, które już się narodziło.

– To dobrze o nich świadczy – uśmiechnął się Buehl – są pragmatyczni i podążają konsekwentnie do wytyczonego celu, nie ulegając fałszywej moralności.

Von Braun zawahał się i nic nie odpowiedział.

– Co było dalej? – zapytał Walter.

– Dziesięć milionów lat temu zasiedlili przygotowane już do kolonizacji planety – kontynuował Wernher – bo było ich więcej. Wenus, Mars i jeszcze jedna, krążącą między Marsem a Jowiszem, zwana “Nibiru”. Przez dziesiątki tysiącleci różne cywilizacje ludzkie trwały na nich, przeżywając wzloty i upadki. Niekiedy, wojny domowe wyludniały całkowicie, a to Wenus, a to Marsa, a to Nibiru, a to Ziemię, po czym na nowo je zasiedlano. Orsic wspominała o kilku takich konfliktach. Jeden z najgroźniejszych, wybuchł sto tysięcy lat temu. Obejmował wszystkie zasiedlone planety Układu Słonecznego. Był to konflikt tak gwałtowny, że Mars utracił atmosferę, Wenus stała się niezdatna do życia, zaś Nibiru, rozpadła na kawałki. Na Ziemi ludzkość cofnęła się w rozwoju do stanu barbarzyństwa, które trwało osiemdziesiąt tysięcy lat. Część z ówczesnych mieszkańców Układu Słonecznego, wyemigrowała, lecz garstka ludzi z sekty religijnej “Anunnaki”, zamieszkała w podziemnych magazynach portu przeładunkowego, umieszczonego na Plutonie. Dzięki ich potomkom, nowym kolonizatorom, mniej więcej dwadzieścia tysięcy lat temu, odbudowano cywilizację na Ziemi, kończąc najtragiczniejszy, w historii tej planety, okres ciemnoty i okrucieństwa, lecz i tak, dziesięć tysięcy lat temu, dwa rody pochodzące od dwóch żon władcy całej Ziemi, którą wtedy nazywano “Bharat”, spierając się o sukcesję po zmarłym ojcu, wywołało ostatnią z Wielkich Wojen, która spowodowała ponownie, prawie całkowitą zagładę ludzkości. Użyta tam broń była tak potężna, że zatopiła cały kontynent.

– Atlantydę! – zawołał Walter – a więc to też prawda! Gdzie? I czemu ci Anunnaki siedzieli w podziemiach Plutona aż osiemdziesiąt tysięcy lat? Nie mogli przybyć na Ziemię wcześniej?

– Jeśli chodzi o tak zwaną “Atlantydę”, był to górzysty, aktywny wulkanicznie ląd, łączący Indie z Australią, Chinami i Japonią – wyjaśnił von Braun – więc raczej powinniśmy ją nazywać “Pacyfida” – roześmiał się –  pozostały po nim jedynie wyspy, ciągnące się od Australii po Azję. Co się zaś tyczy Anunnaki, to odwiedzali Ziemię nader często. Niestety dla ówczesnej ludzkości, brzydzili się barbarzyństwem, okrucieństwem i przemocą. Można rzec, że mentalnie zamknęli się w swoich komfortowych podziemiach, niczym mnisi w zakonie, pomni na przykazania ojców założycieli zakazujących im bliższych kontaktów ze złym, okrutnym i zepsutym światem ludzi. – Wernher zauważył, że wujek Walter skrzywił się z niesmakiem. –  Jednakże z czasem – ciągnął swój wywód – narodziła się w nich jakaś potrzeba władzy połączonej z pragnieniem ulepszania rzeczywistości. Dzikich barbarzyńców ucywilizowali przekazując im swoją wiedzę oraz wierzenia religijne. Niestety, nie na wiele to się zdało. Ostatnia, wielka cywilizacja ziemska przetrwała zaledwie dziesięć tysięcy lat. Wybuchł kolejny, wielki  konflikt. Obszar Atlantydy ( czy raczej “Pacyfidy”) został szczególnie intensywnie zbombardowany, jako, że tam właśnie, zbudowano największe miasta ówczesnej epoki. Ci, którzy przeżyli, podobnie jak ich starożytni przodkowie, bądź wyemigrowali z Układu Słonecznego, bądź rozproszyli po Ziemi, próbując na gruzach dawnej cywilizacji zbudować swoje życie na nowo. Z czasem, jak to już miało miejsce w przeszłości, większość z nich zdziczała, lecz tym razem garstka – pomna historii swego gatunku – zachowała wiedzę o technologii przodków. Minęło kilka stuleci. Niewielka grupa kilkudziesięciu cwaniaków, korzystając ze swojej przewagi technologicznej, opanowała swoich barbarzyńskich pobratymców, stając się dla nich “bogami”. Podzielili Ziemię między siebie. Żyli w luksusach o jakich nikomu, wcześniej ani później, nawet się nie marzyło. Mieli do dyspozycji miliony niewolników przekonanych, iż służą nieśmiertelnym istotom dysponującym nadprzyrodzoną mocą. Posiedli absolutną władzę nad światem. Potomkowie “bogów””rządzili Sumerem, Babilonem, Egiptem, Rzymem, Watykanem, Cesarstwem Narodu Niemieckiego, Imperium Brytyjskim, teraz rządzą Stanami Zjednoczonymi. Mieszają się tylko między sobą. Są długowieczni. Abyśmy ich nie rozpoznali poprzez ich długowieczność, zmieniają nazwiska, imiona, czasami wygląd. Wciąż jeszcze korzystają z dawnych technologii. Potrafią wędrować w czasie. Byli i są królami, bankierami, prezydentami, politykami, arystokratami, artystami, generałami…

– Iluminaci – szepnął ze zgrozą Walter – Menendez Pelabyo, w tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym drugim roku, użył pierwszy raz tego określenia, oskarżając niektóre tajemne związki okultystyczne o stosowanie magii, dzięki której ich członkowie uzyskiwali nadludzką inteligencję i moce.

– Tak – potwierdził Wernher – i nie ma w tym nic magicznego, jak się okazuje. Po prostu zachowali wiedzę o osiągnięciach swojej rasy.

Uśmiechnął się smutno i dodał:

– A dzisiaj prowadzą z nami wojnę. Ostateczną bitwę o wolność naszej rasy, którą możemy przegrać.

– Twoja opowieść mnie przekonuje, Wernherze. – Walter spojrzał na siostrzeńca z dzikim błyskiem w oku. – Nigdy nie dzieliłem z Himmlerem jego fascynacji starożytnością. Teraz wszystko wydaje się jasne. Vril nie jest stowarzyszeniem szaleńców, jak sądziłem, jesteście strażnikami tajemnic starożytności, nieznanej historii naszego gatunku! A więc nie magia, bogowie, okultyzm, duchy i inne wymiary… ale technologia znacznie przewyższająca to, co mamy na teraz na Ziemi. Mam wrażenie, siostrzeńcze, że uczestniczymy w grze, w której jesteśmy pionkiem na wielkiej, galaktycznej, szachownicy. Zamierzam się dowiedzieć, kto nami gra.

Wernher von Braun spojrzał na wujka Waltera z głębokim zdziwieniem, po czym roześmiał się głośno.

– Drogi wujku Walterze, to dopiero początek – powiedział – to, co mam ci do powiedzenia jest znacznie bardziej skomplikowane i intrygujące.

Koniec

Komentarze

Poprzedni fragment podobał mi się bardziej, przy tym odczuwałem lekkie deja vu, jakbym gdzieś już to słyszał. Ale i tak ciekawy fragment.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Odnośnie wykonania fragmentu – bardzo długi i trochę nudnawy fragment. Von Braun tłumaczy, tłumaczy i tłumaczy wszystko za jednym zamachem. Nawet w powieści źle wygląda jeden moment, w którym zdradzasz wszystko do razu. Lepsze jest ujawnianie informacji w kawałkach, w miarę potrzeby. Bo nikt i tak nie zapamięta wszystkich szczegółów z tego bloku tekstu.

Co do samej intrygi, to jej nie kupuję. Łącząc ją z informacjami z poprzedniego fragmentu o napędzie FTL i cofaniu w czasie, to brzmi on raczej jak jedna z teorii ufologów na czele z Danikenem. Wielka intryga paleoastronautów z cienia rządzących światem. Przedstawione wydarzenia brzmią zbyt nieprawdopodobnie, ukrycie faktów z takiej prehistorii aż do XX wieku jest logicznie niemożliwe, do tego mam pytanie, czemu nie rzucili Układu Słonecznego w cholerę i nie skolonizowali innego układu, zostawiając kolebkę ludzkości w spokoju  – zapewne wyjdzie w trakcie, że oni stworzyli samych siebie. Jeśli to jest “na poważnie”, to luk do zapełnienia będziesz miał więcej, niż jest basenów uderzeniowych na Księżycu.

Od czasu Iron Sky hasło “naziści w kosmosie” kojarzy mi się raczej z tanim kinem klasy B lub komedią, a nie poważnym dziełem. Wyjątkiem był tu Wolfenstein: New Order, ale on miał za sobą brutalną i mroczną (choć też nielogiczną) wizję uniwersum po zwycięstwie III Rzeszy. Dlatego jeśli nie piszesz raczej komedii, to mnie powyższy fragment do kupna by nie zachęcił. Ale to czysto subiektywna opinia :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cały fragment jest infodumpem i to niezręcznym. To znaczy postaci wymieniają się monologami z cyklu “kiedyś to było” forsując czytelnikowi backstory do jakiejś historii, która dopiero ma zacząć się dziać, jak wnioskuję po zakończeniu tekstu.

Gdybym znalazł coś takiego w powieści, zgrzytałbym zębami.

No nieźle.

Pietrek :Dzięki za czwóreczkę. NWM i Skoneczny: chcę, abyście to kupili :) Fragment idzie do remontu. P.S. To nie jest początek, to jest część większego scenariusza, a przedstawiony fragment jest wyrwany ze środka tegoż. Nie jest o nazistach z kosmosu. Naziści odgrywają tutaj rolę drugoplanową, jako “pionek w grze”. Przedstawiony fragment wydawał mi się genialny w swej prostocie (kumuluje wszystkie , znane mi teorie spiskowe, w jedną, logiczną całość, poza tym zgadza się z ogólna logiką wydarzeń w powieści), ale wolałem się upewnić :D  No cóż, nasz czytelnik, nasz pan. Dzięki.

Nasuwa mi się pytanie, czy wszystkie te informacje pełnią jakąś funkcję w tekście. Bo jeśli nie, to może w ogóle dobrze by było je przemilczeć, no a jeżeli tak, to koniecznie trzeba je porozkładać po całym tekście, albo jakąś ich część, a sam dialog w jakiś sposób unaturalnić. Tak myślę. :]

No nieźle.

Tak, wszystkie informacje są niezbędne. Staram się “rozwijać intrygę” i zwracać uwagę na logikę akcji. Na przykład: wiara religijna Anunnaki okaże się kluczem do rozwiązania zagadki ukradzionego wszechświata.

Ale teraz zauważam, że końcówka jest bardzo niezręczna. Walter wie, że Trzecia Rzesza jest elementem większej gry… a niby skąd? To się nie klei. Myślę, jak zmienić cały fragment.

Jakbyś unaturalnił ten dialog?

Popieram Skonecznego. Jeden wielki infodump, który przywala czytelnika informacjami, jest z reguły źle znoszony. Tak jak pisałem – lepiej zamiast tego porozrzucać go niczym puzzle w tekście, by czytelnik sam zbudował obraz.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM: ok, bardzo dziękuję za uwagi i za poswięcony czas. Muszę pomodlić sie o natchnienie :D Teraz, nie wiem jak to zrobić :) Ale coś przyjdzie :)

Wykład okazał się dla mnie niezbyt zajmujący, a pozbawiony kontekstu, również mało zrozumiały.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka