- Opowiadanie: CountPrimagen - Jak ziarnko piasku na wietrze zbłąkana

Jak ziarnko piasku na wietrze zbłąkana

“Pierwszy raz” pisałem na ostatnią chwilę, ale udało się! ;D

A czy wyszedł “hit” czy “shit” zdecydujcie, proszę, sami.

Każdy mile widziany, a nawet oczekiwany!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Jak ziarnko piasku na wietrze zbłąkana

Padało już trzeci dzień z rzędu. Amelka wysunęła głowę spod kołdry i przez kurtynę brudnych, zlepionych włosów wyjrzała za okno. Gruba warstwa ołowianych chmur zakrywała nieboskłon równie szczelnie, co otulająca jej serce tęsknota.

– Kochanie, wyjdź już stamtąd… Minęło pół roku od śmierci Grześka, nie możesz tak odwracać się od życia… Mateuszek tęskni za tobą…

Wiatr, potrząsając koronami drzew, zdawał się szeptać to imię. Zamieszkiwało ono w trzeszczącej, drewnianej podłodze i wewnątrz pozytywki, którą teraz Amelka ostrożnie otworzyła. Młoda para zawirowała w tańcu, a smutna melodia popłynęła po niewysprzątanym pokoju.

Nie chcąc obwiniać się widokiem opróżnionych butelek po winie, niedojedzonej pizzy i rozrzuconych ubrań, Amelka skupiła uwagę na podwórzu.

– Znowu tam ślęczy… – mruknęła, przypatrując się mężczyźnie w czarnym płaszczu, który, siedząc na ławce przy piaskownicy, pilnował bawiącego się w niej chłopca. Co jakiś czas sięgał do stojącego obok dziecięcego wózeczka i kołysał nim łagodnie, z czułością.

– Mogę wejść? – Rozległo się znowu zza drzwi.

– O nie, mamo… Proszę, jutro… Daj mi jeszcze trochę czasu.

 

Czwartego dnia zza chmur wyszło słońce, a Amelka odrzuciła brudną, przepoconą pościel. Łyknęła kilka tabletek uspokajających i zaszlochała przy umywalce, nie mogąc zebrać myśli.

Następnie zwymiotowała i z posmakiem goryczy w ustach wzięła prysznic. Ubrała się rozdygotanymi rękoma i przekręciła klucz w zamku, wychodząc do przedpokoju.

– Kochanie! – krzyknęła starsza kobieta i wtuliła zapłakaną twarz w ramię obejmującej ją córki. – Nie rób mi tego, proszę! Też straciłam męża, a na dodatek siostrę, nie chcę stracić też ciebie…

Amelka uśmiechnęła się bezbarwnie i wykonała dwa chwiejne kroki w kierunku kuchni. Grawitacja była jakaś inna, silniejsza, zaś duszne, ciążące w płucach powietrze sprawiało, że nie mogła nabrać tchu.

– Gdzie Mateuszek? Dziękuję, że się nim zajmujesz… Szczególnie, że na własnej mamie nie może biedaczek polegać… – Jajko sadzone smakowało trocinami, a aromatyczna kawa była gęstsza od smoły. – Mogę wody?

– Pij, Amelka. – Szklanka stuknęła o blat. – Musisz wziąć się w garść… Przestań rozpamiętywać i żyj, do diabła! Myślisz, że Grzesiek chciałby cię taką widzieć? Złamaną? Mateuszek również bardzo to przeżył, a jednak, zamiast go wspierać, ty zamykasz się w pokoju i płaczesz w poduszkę…

– Mamo? Gdzie mój syn? – Amelka nieznacznie podniosła głos, czując narastający niepokój. Jej puste serce rozbrzmiało echem.

– Na dworze. – Starsza kobieta wzruszyła ramionami. – Jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z pewnym chłopcem z sąsiedztwa i teraz prawie nie opuszczają piaskownicy…

Niepokój przerodził się w głęboki lęk i Amelka nieświadomie wypuściła w połowie pustą szklankę. Wraz z dźwiękiem tłukącego się szkła runęła również tama blokująca uczucia – kobieta poczuła nagle miłość do syna i, nie zważając na buty, wybiegła na plac zabaw.

 

Dwie huśtawki na łańcuchach kołysały się smętnie, jakby dosiadały ich dusze dzieci zbyt słabych na samodzielną zabawę, przerdzewiała karuzela kręciła się z cienkim piskiem, a mężczyzna w czarnym płaszczu zawiesił na kobiecie posępne spojrzenie.

– Jesteś, Mati… Całe szczęście… – wyrzuciła z siebie Amelka między kolejnymi ciężkimi oddechami i, wpatrzona w dwójkę bawiących się w piaskownicy dzieci, usiadła na skraju ławki.

Teraz mogła znacznie dokładniej przyjrzeć się towarzystwu swego syna – chłopiec był znacznie mniejszy od Mateuszka, nieproporcjonalnie zbudowany i szkaradny. Jego skóra przypominała błoto – szare, lepkie i spękane. Śmiejąc się ochryple, kopał w wilgotnym, miejscami porośniętym mchem, piasku.

– Puść mnie, Bartek! Puszczaj! – zapiszczał Mateuszek, z rączką tkwiącą wewnątrz rozciągającego się między nimi tunelu.

– O Boże… On jest na coś chory! Odsuń się, synku! – krzyknęła Amelka, w tej chwili jednak poczuła na ramieniu silną dłoń.

– Mój syn nie jest chory. – Rozległ się złamany wiekiem i cierpieniem głos posępnego mężczyzny. – W naszym domu wybuchł… pożar, ech… i…

Amelka westchnęła jedynie i spuściła wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru emocji, nogi drżały z wysiłku.

– A… pańskie drugie dziecko? Czy ono miało więcej szczęścia?

– Drugie, hmm? – Mężczyzna wykrzywił usta w zbolałym uśmiechu, podszedł do wózeczka i odsunął daszek. – Nie jestem przekonany, ale… Obawiam się, że skuteczny jest tylko pierwszy raz…

Amelka podeszła zaciekawiona i zamarła, widząc groteskową, ulepioną z mokrego piasku sylwetkę niemowlęcia. Rozsypane nóżki tańczyły dziko na wietrze, rączki przypominały bardziej kurhany niż kończyny, a dwa czarne kamyczki na główce wpatrywały się pusto w bladą twarz pochylonego mężczyzny.

– Kornel ucierpiał nieco bardziej, ale wierzę, że i jego śmiech będę w stanie wkrótce usłyszeć…

– Mati! Mati! – zawyła Amelka, chcąc porwać syna i uciekać jak najdalej, jednak z piasku wystawały już tylko nóżki szamoczącego się, bezradnego chłopca. Chwilę później było po wszystkim.

 

Padało już trzeci dzień z rzędu. Tabletki i alkohol nie wystarczały, by uspokoić galopujące w piersi serce, a poczucie winy nie pozwalało nabrać tchu. Amelka egzystowała gdzieś między jawą a snem, tyle że nie była pewna, które z nich jest tym prawdziwym koszmarem. Być może obydwa.

Wątki myślowe rwały się i plątały, a jednak pośród nich lśniła ta jedna przewodnia idea:

Obawiam się, że skuteczny jest tylko pierwszy raz…

Ponury mężczyzna w czarnym płaszczu wciąż siedział naprzeciw piaskownicy i pilnował swego bawiącego się synka. Amelka, nawet nie próbując zebrać myśli, narzuciła na plecy kurtkę i pospiesznie wyszła. Zajęła miejsce obok nieszczęśliwego ojca i wpatrzyła się w chropowatą, szaroburą powierzchnię.

To jest pierwszy raz, więc proszę… Mateuszku… Kochanie moje…

Nagle zerwał się porywisty wiatr, a ziarnka piasku zatańczyły w powietrzu. Amelka wstrzymała oddech.

Koniec

Komentarze

Gruba warstwa ołowianych chmur zakrywała nieboskłon, równie szczelna co otulająca jej serce tęsknota.

Mi by tu pasował przysłówek “szczelnie”, bo równie zakrywała, a nie równie gruba warstwa. :p

 

przypatrując się mężczyźnie w czarnym płaszczu, który, siedząc na ławce przy piaskownicy,

Przecinek po “który” chyba nie…

 

Przepełnione desperacką nadzieją zakończenie robi tekst, podobało mi się. Co do wcześniejszych fragmentów, to jestem zmieszany, bo mówisz o intensywnych emocjach, ale bardziej mówisz właśnie, a nie pokazujesz. Tak trochę mało subtelnie wyszło, IMO. Za to tytuł pierwsza klasa. Jak zwykle, aż chciałoby się powiedzieć. :D

 

Tabletki i alkohol nie wystarczały, by uspokoić galopujące w piersi serce

Jak miały wystarczać, skoro zaraz po przyjęciu rzygała? Przecież to tak, jakby nic nie brała. :p

Tytuł wskazywał na zupełnie nie moje klimaty i obawiałam się, że opowiadanie też nie przypadnie mi do gustu. Ale się pomyliłam ;) Czytało się dobrze, klimat tajemnicy i niepokoju jest. Dramatyzmu ani za dużo, ani za mało. Język miejscami zbyt poetycki jak na mój gust, ale ładnie się komponuje z treścią. Postaci zachowują się wiarygodnie. Co do wątków, trochę się w pewnym momencie pogubiłam. Najpierw myślałam, że zginął mąż Amelki, a potem jej matka mówi o śmierci swojego męża i siostry. Rozumiem, że te zdarzenia nie są ze sobą powiązane?

I niestety zupełnie nie złapałam o jaki pierwszy raz chodzi? Śmierć dziecka?

 

równie szczelna co otulająca jej serce tęsknota. – brakujący przecinek przed co

 

Nie chcąc obwiniać się widokiem opróżnionych butelek po winie, – nie wiem, czy można obwiniać się czymś; raczej o coś/ za coś

 

Wątki myślowe rwały się – troszkę dziwne sformułowanie, ale może się czepiam ;)

 

Nagle wzmógł się porywisty wiatr, – nie wiem czy porywisty wiatr może się wzmóc, chyba raczej zerwać

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przed chwilą pisałam pod opowiadaniem Foloina, że jeśli tekst jest emocjonalny, to ciężko na niego narzekać. No, jak widać, przynajmniej w moim przypadku, się sprawdza ;)

 

Od:

Teraz mogła znacznie dokładniej przyjrzeć się towarzystwu swego syna – chłopiec był znacznie mniejszy od Mateuszka

zrobiło się niesamowicie przygnębiająco i smutno. Do tego trochę makabrycznie. Kiedy Amelia przeraziła się brzydotą dziecka, a chwilę potem mężczyzna wytłumaczył, że to z powodu pożaru, to zrobiło mi się malca niesamowicie żal. Ale jak chwilę potem kazało się, że to jakiś diabelski pomiot, to znowu zaczęłam się obawiać o kobietę i jej synka :)

Jeśli miało tak zagrać na emocjach, to dla mnie “hit” :)

 

Na poetyckość narracji złego słowa powiedzieć nie mogę. Znaczy, jest jak lubię :)

 

Tylko na początku miałam trochę wątpliwości, bo Amelkę wyobraziłam sobie jako małą dziewczynkę, która tęskni za jakimś tragicznie zmarłym kolegą :< I w sumie to nie wiem, kim był dla niej ten Grzesiek :(

 

Niezmiernie miło widzieć tak szybki odzew – bardzo Wam dziękuję :)

MrBrightside – tym “opisywaniem zamiast pokazywania” trochę mnie zmartwiłeś, miałem wrażenie, że w tej materii idzie mi całkiem nieźle… Ale może jest to spowodowane brakiem odpowiedniego “wczucia się” w postać… Rozpatrzę szorta pod tym względem ;)

Fajnie, że tytuł daje radę ;D

Przecinek po “który” – bo to jest wtrącenie! Tylko bezczelne i trochę słabo wyglądające, z tym muszę się zgodzić…

 

Dogsdumpling – dziękuję i Tobie, celne uwagi! Pierwszych razów jest kilka, chociaż głównie chodziło o piaskownicę… Pożera i przywołuje tylko raz, tylko że… nie wiadomo, czy jedno dziecko, czy może tylko raz, kiedy się tam przebywa. W końcu ponury facet wolał nie odchodzić z placu zabaw…

Odnośnie “męża i siostry” to matka Amelki mówiła o sobie. Zapisałem to nieco wyraźniej ;)

 

Lenah – miód na me serce! Chciałem napisać tym razem jakoś bardziej przyziemnie, ale wyszło jak zwykle ;( Cieszę się jednak, że podeszło mimo wszystko. Rzeczywiście to zdrobnienie jest mylące, chyba lepszym pomysłem byłoby pozostawienie “Amelii”… ;/

A Grzesiek był jej mężem – miałem ochotę więcej o nim napisać, ale by się nie zmieściło.

Dziękuję Ci pięknie za miłe słowa i klika ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dziwne to opowiadanie, wypełnione dziwnymi postaciami i jeszcze dziwniejszymi wydarzeniami.

Domyślam się, że stan Amelii jest następstwem śmierci jej męża, ale nie mam pewności, co stało się z Mateuszem; czy piaskownica wchłonęła go? Czy to tylko wyobraźnia Amelii?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A nie dało się uprzedzić, że będzie aż tak depresyjnie? A miałam mieć miły wieczór…

Emocjonalnie jest jak dla mnie bardzo mocno, bardzo realnie. I chociaż zagadką dla mnie pozostaje co się stało z Mateuszem, to jest to tak ładnie napisane, że wybaczam tę tajemnicę. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cześć, Reg! Wielcem rad, że wpadłaś :)

Tak, stan Amelii spowodowała śmierć męża, zaś co do syna… Jest kilka możliwości ;)

Na razie zobaczę jak odbiorą to inni, ale jeśli chłopiec rzeczywiście tam był, to piaskownica wchłonęła go i być może wypuści… Jeden raz, póki Amelia pozostanie przy piaskownicy. Albo przywróci go na stałe jako dziecko z piasku, skoro jest “pierwszym” o którego prosi dziewczyna :)

Hmm, chyba jak zwykle za bardzo pokombinowałem, co? ;/

 

Dziękuję za Twoją uwagę i klika – nie widząc emotek i, przede wszystkim, łapanki, obawiałem się najgorszego ;D

 

EDIT:

Śniąca, słodka sojuszniczko ma! Skoro i Tyś mnie dziś odwiedziła, to mogę już spać spokojnie ;D

Jaka tam tajemnica – jeśli był prawdziwy, to pewnie wrócił jako piaskowe dziecko… To już zostawiłem czytelnikowi z nieśmiałą nadzieją, że nie jest to zbytnia “otwartość zakończenia”, której sam wszakże nie lubię :)

Hmm, miałem ostrzegać, że jest depresyjnie? Śniąca… <roni łezkę>

Ty jedna wierzysz chyba jeszcze, że w moim sercu ostała się choć szczypta wesołości i uśmiechu, które pozwoliłyby mi pisać teksty niedepresyjne… <3

Dziękuję!

 

EDIT2:

A jakbyś i Ty, droga Anet, uraczyła mnie choć słowem komentarza, to już w ogóle byłbym przeszczęśliwy! ;D

Może być nawet: “shit” :P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jeśli miałoby być coś w ramach łapanki, to wyznam, że zastanawiałam się nad tym: …wpa­trzy­ła się w chro­po­wa­tą, sza­ro-bu­rą po­wierzch­nię. – …wpa­trzy­ła się w chro­po­wa­tą, sza­robu­rą po­wierzch­nię.

Ale ponieważ nie wiem, jak wyglądała powierzchnia – czy była różnobarwna, miejscami szara, miejscami bura, czy jednolicie szarobura – wspominam tylko o tym, decyzję pozostawiając Tobie, Primagenie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ooo, dziękuję Ci! Łączenie kolorów pozostaje dla mnie dość nieintuicyjne i nie dziwota, że mogłem tu wtopić. W istocie, powierzchnia była jednolicie szarobura, chociaż miejscami również zgniłozielona, jako że piach porastało jakieś paskudne zielsko ;)

Zmieniam, póki czas!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Od kilku dni jestem utopiona w depresyjnej muzyce (przynajmniej w moim odbiorze), może i dlatego aż tak mnie wcisnęło. 

Pewnie, że wierzę, że i radości w Tobie jest ocean i że podzielisz się i jego kroplami z nami :) 

Tymczasem – wesołych snów, wysyłam całą gamę kolorów. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Powodzenia w konkursie! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeeej, jak miło! <3

Nawzajem, Śniąca. Szybuj z kometami po nocnym niebie, pośród zorzy kolorów i śnij najpiękniej!

 

Dobra, chyba naprawdę idę spać, bo już mi odwala -_-

 

EDIT:

Heh, pozostaje mi podziękować po raz wtóry, Reg! Choć zarazem zapewniam Cię, że największą radością jest dla mnie już samo uczestnictwo :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Amelka kojarzy mi się z dziewczynką. Ślicznie napisane, tylko że w sumie to chyba nie zrozumiałam końcówki. A szkoda.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Bardzo dobrze i klimatycznie napisane. Element horroru ciekawy, choć nie rzuca na kolana – bardziej prawdopodobne wydawało mi się, że wszystko dzieje się w głowie kobiety. Swoją drogą nazwanie jej “Amelką” było ryzykowne, ale dla mnie zadziałało – patrzałem na nią jak na duże dziecko. Podsumowując: całość robi dobre wrażenie i bardzo ładnie się ze sobą komponuje.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mam takie pomieszane uczucia.

Nie do końca wiem, kto jest kim dla kogo i co się komu stało. 

Na samym początku zmyliło mnie imię, kojarzące się bardziej z dziewczynką niż kobietą. I  nieco mnie to zaskoczyło, bo sama mam dorosłą koleżankę, którą wszyscy nazywają podobnym zdrobnieniem, więc nie powinnam się dziwić. Mam swoją teorię na ten temat: słowo pisane ma inną moc, niż mówione. Tak czy inaczej, zatrzymało mnie to, a to nigdy nie jest dobre.

Nie do końca rozumiem, o co chodzi z piaskowymi dziećmi. Umarły i piach je na nowo uformował?  Amelka jest bardziej chora, niż wygląda? Nie wiem, chyba po prostu piaskownica sama w sobie  jest za mało straszna, żeby budzić grozę.

 

Natomiast dobrze mi się czytało. I to wczoraj (czyli dawno), a zapamiętałam to opowiadanie. Czyli plus absolutnie przeważający wszystkie minusy: wróciłam do Twojego tekstu. Zainteresował mnie.

 

Znam tylko pięć liter ;)

Ja od jakiegoś czasu siedzę sobie w historiach dla dzieci, właśnie DLA, a nie o dzieciach. Dlatego pilnuję się, żeby nie było zbyt strasznie, choć trochę strachu to jak przyprawa do jedzenia – zawsze się przyda.

Na mnie Twój tekst zrobił okropne wrażenie – nie dość że o dzieciach, to jeszcze tym dzieciom dzieje się krzywda. Najgorzej było mi zrozumieć Amelię – nie mogę pojąć, że zamknęła się, odrzucając dziecko. Wprawdzie nie trwało to długo, ale nie jestem w stanie wybaczyć jej tego.

Nie bardzo zrozumiałam, co się przydarzyło Mateuszowi: został zasypany w tunelu z piasku?

Ale bardzo mi się podobał styl i poetyckość. Doceniam kunszt. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja też mam mieszane uczucia. Ogólnie tekst jest ładnie napisany, ale pierwsze fragmenty wywołują u mnie konsternację i nawet przeczytałam tekst jeszcze raz, żeby wszystko wyłapać, ale i tak nie bardzo rozumiem. Emocje pokazane ładnie, ale jakoś mnie nie przekonuje.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Poszczególne sceny dobre (scena w piaskownicy i ta ostatnia nawet bardzo dobre), ale nie układają mi się w logiczną całość (nawet gdyby to miała być logika koszmaru). Twoja piaskownica wygląda raczej na miejsce, które zwraca a nie odbiera życie, choć te zwrócone istoty są takimi trochę golemami. Może musi najpierw kogoś zabrać, żeby zwrócić kogoś innego? Gdyby, w ostatniej scenie, z piasku uformował się Grzegorz – o, to ja bym rozumiał! Albo gdyby okazało się, że Mateuszek też zginął z ojcem i jest tylko przywidzeniem bohaterki (ale nic na to nie wskazuje).

Niestety nie zrozumiałem puenty, więc nie mogę powiedzieć, czy mi się podobało, czy nie. Miałem w ogóle nie pisać komentarza, ale niezrozumienie o co chodziło autorowi, to też jakiś komentarz.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przeczytałem :~)

Ładnie napisane, choć moim zdaniem zbyt egzaltowanie.

Widac dobrze, że tekst powstał pod wpływem impulsu.

To nic złego.

Gorsze to, że autor równiez pod wpływem (kolejnego) impulsu wrzucił go na stronę.

I zamiast samemu rozstrzygnąć wszelkie i dodajmy liczne niedociągnięcia logiczne, udaje, że niejasności byly zamierzone. 

Ja poddałem się już na samym początku. Bo przecież padało już trzeci dzień… Rozumiem, że dla stworzenia klimatu historii… No pewnie, ale mężczyzna w czarnym płaszczu pilnujący dziecka w piaskownicy w deszczu brzmi…, hmmmm no wiesz jak.. . A jeszcze bardziej, gdy w międzyczasie kołysze dziecko w wózku. To z piasku. Chyba dość mokrym… :) 

 

 

 

Prim "Corcoran" Chum

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Ależ komentarzy! Jestem przeszczęśliwy! ;D

Wybaczcie zwłokę w odpowiedzi – miałem wyjątkowo obfite wczoraj ;)

 

Jurorom dziękuję za uwagę i z niecierpliwością czekam wyników.

 

Fleur – I ja żałuję ;( Dzięki w każdym razie, że spróbowałaś!

NoWhereMan – Fajnie, że odczytałeś imię kobitki tak, jak planowałem; rzeczywiście wyobrażałem ją sobie jako osobę bardzo młodą, nieprzygotowaną jeszcze do macierzyństwa. Dzięki za te kilka słów – na przyszłość postaram się bardziej zaskoczyć pomysłem. ;) Jakbyś miał ochotę, zajrzyj poniżej, do wyjaśnień mych! Szedłeś dobrym tropem :)

Anet – wielcem rad czytać Twą opinię, droga Sojuszniczko! Szczególnie, że tak obfita w odczucia :)

Dzięki również za punkcik, choć nie spodziewałem się patrząc po komentarzu… Niżej wyjaśnienia, jakbyś chciała wiedzieć więcej!

Diamentowa Mor – serdecznie dziękuję i Tobie za próbę zmierzenia się z tym-tym, szczególnie, że fanką mej pisaniny raczej nie jesteś. Wiedz, że zawsze Cię wypatruję i obiecuję wrzucić na portal coś, co wywoła w Tobie jedynie pozytywne uczucia :)

Darcon – dla tego autora szczególnie cenna taka opinia, bo, jak zauważyłeś, pisze on nad wyraz niezrozumiale. Dzięki!

Corcoran – Powitać kolegę, powitać! ;D Egzaltacja powiadasz? Cóż… cały ja. Niemniej, skoro to stwierdziłeś, dotrwałeś chyba jednak do tego drugiego “padało trzeci dzień”. Jakbyś był zainteresowany, zapraszam do wyjaśnień poniżej.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

A gdzie te wyjaśnienia? ;-)

Babska logika rządzi!

W sygnaturce?

Znam tylko pięć liter ;)

A zatem – przepraszam każdego, kto czuje się zdezorientowany i oszukany. Mogą być tu pewne dziury logiczne, których czas nie pozwolił mi już sprawnie załatać (choć sama idea kupy się trzyma)…

 

Bemik i Cobold – Wasze komentarze zawierają szczególnie ciekawe (i trafne) słowa, zostawiłem więc je sobie na koniec ;)

Dziękuję i Wam za każde dobre i złe słowo.

Tu będą spojlery ;)

 

Najgorzej było mi zrozumieć Amelię – nie mogę pojąć, że zamknęła się, odrzucając dziecko. Wprawdzie nie trwało to długo, ale nie jestem w stanie wybaczyć jej tego.

Twoja piaskownica wygląda raczej na miejsce, które zwraca a nie odbiera życie

Albo gdyby okazało się, że Mateuszek też zginął z ojcem i jest tylko przywidzeniem bohaterki (ale nic na to nie wskazuje).

A zatem – masz rację, Bemik. Trudno zrozumieć matkę, która po stracie męża tak zatraca się w depresji, że przestaje interesować się własnym synem… Jest to oczywiście możliwe (Count tak domniemuje), ale mało prawdopodobne.

Dlatego jedną z dróg interpretacji jest sytuacja, że Mateuszka tam nie ma – jest iluzją, którą kreuje umysł bohaterki, by zachować resztki zdrowego rozsądku. Tak naprawdę ginie z ojcem. Wtedy piaskownica mogłaby przywrócić pierwsze utracone dziecko pod postacią takiego właśnie piaskowego golema.

Oczywiście problemem jest wtedy ta babcia, która musiałaby również stanowić wytwór umysłu Amelii… Myślałem, żeby podać w wątpliwość jej istnienie, ale później uznałem, że w ten sposób jeszcze bardziej bym wszystko pomieszał…

Zostawiłem więc w tej formie, żeby uprościć GŁÓWNĄ interpretację:

Amelka jest młodą dziewczyną, która jeszcze nie rozumie macierzyństwa, wciąż jest dzieckiem. Cierpi po śmierci ukochanego, wpada w depresję. Mateuszek zaprzyjaźnia się z dziwnym chłopcem z piasku i wreszcie wpada w sidła piaskownicy (brzmi jak z horroru klasy C ;D).

Ojciec, który utracił dzieci, mówi kobiecie, że piaskownica jest w stanie je przywrócić (huśtawki, karuzela wskazują, że mogą tam krążyć ich dusze). Czy jego synowie zginęli w pożarze? Nieistotne, chodzi raczej o fakt, że musiał wrzucić ich prochy/ciała do piasku, jednak uformował się tylko jeden syn; drugi pozostał nieżywą piaskową formą.

Amelka czeka przy piaskownicy z nadzieją, że Mateuszek do niej wróci. Dopiero teraz zrozumiała, że był jej największym szczęściem, celem jej życia ;)

 

Moja mama, która jako jedyna zdążyła przejrzeć to przed publikacją miała jeszcze jedną, nieco inną interpretację i cóż… Zaciekawiło mnie, jak odbierzecie ten tekst Wy, drodzy Fantaści.

Jeszcze raz dziękuję za wskazówki i opinie :)

 

EDIT: Dzięki Finklo, Anet. Gdyby nie Wy, miałbym double-posta i Beryl by się zeźlił :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Beryl niedawno udzielił Autorom dyspensy. Ale jakbyś potrzebował przerywnika, to wal jak w dym. ;-)

Babska logika rządzi!

Do mnie też, zawsze chętnie wtrącę, że Count kazał mi tu coś napisać ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Twoich “fajne :)” nigdy za wiele, Anet! <3

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

To fajnie :P

Znam tylko pięć liter ;)

No i widzisz Count, właśnie w tej głównej interpretacji (autorskiej) brakuje mi konsekwencji. Piaskownica, lepiej lub gorzej, zwraca życie dzieciom, które zginęły w innych okolicznościach (np. pożar). Dlaczego zatem sama zabiera Mateuszka i dlaczego miałaby go potem zwrócić? Sam zauważasz, że wygląda to na horror klasy C – zła piaskownica jest zła, bo jest zła. Działanie piaskownicy byłoby znacznie bardziej logiczne (!) i czytelne dla odbiorcy, gdyby:

  1. Mateuszek stracił życie w innych okolicznościach, a piaskownica mogła go oddać, ale jako półpotwora
  2. Piaskownica umożliwia upiorną transakcję “życie za życie” i zrozpaczona (szalona) Amelka wymienia zaniedbywanego synka na męża-zombie (brrr…).

Kiepsko się czuję jako towarzysz broni, czepiający się logiki Twojego opowiadania, ale to dlatego, że widzę w nim potencjał na naprawdę jeżący włosy na plecach tekst.

Count, to chyba inną Twoją twórczość czytaliśmy. Skoro wracam, to chyba nie jest tak źle? A że jeden czy dwa teksty mnie nie porwały, to ostatecznie nie ma przecież tragedii. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zacznę może od tytułu. Ciekawy, jak to u Ciebie, ale nie podoba mi się ten szyk przestawny. I w sumie nie potrafiłem go sobie przypomnieć po przeczytaniu tekstu.

Dalej też jest typowo po Hrabiowsku. Dobrze napisane, choć parę niedociągnięć zostało. „Gruba warstwa ołowianych chmur zakrywała nieboskłon równie szczelnie, co otulająca jej serce tęsknota.” Zatrzymałem się na tym zdaniu, bo mi się spodobało, ale potem zwróciłem uwagę, że chyba nie jest do końca poprawne. Wynika z niego, że otulająca serce tęsknota zakrywała nieboskłon równie szczelnie, co gruba warstwa ołowianych chmur. Albo: „przekręciła klucz w zamku, wychodząc do przedpokoju.” W czasie wychodzenia przekręcała klucz? Spróbuj to zrobić ;~) No ale na ostatnią chwilę pisane, więc nie krzyczę, tylko napominam.

Świetnie budujesz klimat. Jest emocjonalnie, jest obrazowo. Podejmujesz trudne, ciężkie tematy. Serwujesz też intrygujący motyw piaskownicy. A to dziecko w wózku – to już w ogóle mistrzostwo wyobraźni. Tylko co z tego, jak po przeczytaniu pozostaję z niepewnością, o co tu właściwie chodziło? Ostatecznie nawet się pogubiłem w tym, kto umarł, a kto żyje. Rozumiem to tak, że istnieje sposób, by wskrzesić kogoś, ale udaje się to tylko jeden raz, a za drugim podejściem wychodzi coś wypaczonego.

Czyli była szansa na coś naprawdę dobrego i mocnego, wyszła tylko (a może: aż? – jeśli rzeczywiście pisane na ostatnią chwilę) klimatyczna, ciekawa impresja. 

Coboldzie – ależ czepiaj się i wytykaj jak najwięcej! Tak powinien właśnie zrobić dobry towarzysz broni – zwrócić uwagę, że zapomniałem amunicji, a nie pozwolić mi biec na wroga bez świadomości tegoż faktu ;D

Przyznaję Ci rację, że tekst w obecnej formie zawiera tę nieścisłość/błąd logiczny. Idea polegała na tym, że piaskownica przywraca tylko pochłonięte przez siebie dzieci. Ojciec tego piaskowego chłopca mówił o pożarze, by jakoś wyjaśnić ten kolor skóry, przekonać samego siebie, że prawda jest inna. Zaś w rzeczywistości on musiał zostać pochłonięty.

Z drugim chłopcem (tym z wózka) sytuacja musiała wyglądać inaczej – zginął, natomiast ojciec, nauczony, że piaskownica przywróci mu dziecko, zakopał te zwłoki. Co leżało więc w wózeczku? Albo efekt nieudanego “wskrzeszenia” albo piaskowa budowla, którą wzniósł sam zrozpaczony ojciec.

Taki był zamysł. Do tego dokleiłem alternatywną interpretację i próbowałem je pogodzić. Efekt? Jak napisał Prim – nie rozwiązałem niedociągnięć logicznych. Powinienem przy korekcie odpowiednio to zmodyfikować, no ale właśnie… Uparłem się, że zdążę dorzucić Amelkę do konkursu ;)

Dziękuję Ci w każdym razie za wiele dobrej woli, wyłuszczenie słabości i dialog. To miłe i cenne.

 

Mor, tyś nie diamentowa, tyś prawdziwie kryształowa! <3

Po prostu wiem, że masz nieco inny gust, a jako sojusznik ze skóry i kości, chciałbym zaprezentować Ci opowiadanie, które w pełni Cię usatysfakcjonuje! Cóż… doczekanie! ;D

 

Fun, druhu mój drogi! Dzięki za ekstra komentarz, Ty naprawdę potrafisz to robić…

Hmm, to zdanie… Rzeczywiście 0.0 Ależ wtopa :D

Cieszę się, że znalazłeś plusy, a na minusy nastawiam karnie plecy. Chłosta należy się tak czy inaczej, a wymówki to mimo wszystko domena słabych… Mogłem wymodelować z tego lepsze opowiadanie…

Tak zresztą stanie się w przypadku pierwotnego pomysłu na Twój konkurs ;)

Trzym się!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Corcoran – Powitać kolegę, powitać! ;D Egzaltacja powiadasz? Cóż… cały ja. Niemniej, skoro to stwierdziłeś, dotrwałeś chyba jednak do tego drugiego “padało trzeci dzień”. Jakbyś był zainteresowany, zapraszam do wyjaśnień poniżej.Corcoran – Powitać kolegę, powitać! ;D Egzaltacja powiadasz? Cóż… cały ja. Niemniej, skoro to stwierdziłeś, dotrwałeś chyba jednak do tego drugiego “padało trzeci dzień”. Jakbyś był zainteresowany, zapraszam do wyjaśnień poniżej.

Wiesz, wolałbym  żeby wyjaśnienia znalazły sie w tekście :)

Ale właściwie nie wolałbym, myślę, że tak jest najlepiej. ;) 

 

Przecież sam wiesz. Napisałbym: "umarła w matni" , później kazałbym zgadywac co to znaczy ;) 

 

 

 

 

 

Prim "Corcoran" Chum

Warunki konkursowe chyba spełnione. Chyba, bo dla mnie pierwszy raz ledwie wspomniany, a elementów fantastycznych muszę się domyślać.

Tekst do mnie nie przemówił. Postawiłeś na emocje, zaniedbując fakty. No, na mnie opisy czyichś uczuć działają bardzo słabo, a nie mogę sobie nic wyobrazić, jeśli nie wiem, o co chodzi. Kim jest Amelka – dziewczynką, jak wskazywałoby zdrobnienie i mieszkanie z mamą czy dorosłą kobietą, jak sugeruje własne dziecko? Co właściwie zaszło w piaskownicy i kto to zrobił? Bo bazując na tym, co w tekście jest, można dojść do wniosku, że dwóch chłopców bawiło się w piachu, kopało tunel, tunel się zawalił, jednego chłopca trochę przysypało. Ale to chyba nie problem? Wyciąga się za nogi, otrzepuje i po wszystkim. Końcówka sugeruje, że miałeś na myśli coś innego. Ale nie powiedziałeś mi, co takiego.

Wykonanie przyzwoite, ale zgrzytnęło mi obwinianie się butelkami.

Babska logika rządzi!

Heh, masz oczywiście rację, Corc. Chyba nie pomyślałeś sobie, że lubię pisać elaboraty pod własnym opowiadaniem, by wyjaśniać wszelkie wątpliwości/niejasności/ewentualne dziury logiczne? ;)

Tym razem, cóż… brak dopracowania wyniknął z powodu pośpiechu i wstyd mi trochę za to.

Zapamiętam sobie Twoje uwagi i wprowadzę je w życie. Dzięki za wizytę i szczere słowo!

 

Cóż, Finklo… Wciągnęło go jak diabli, a nie “przysypało” ;D

Żartuję oczywiście – wiem, co masz na myśli. Kompozycyjnie wtopiłem – dla czytelników, którzy analizują (sam do takich należę), tekst  ma pewnie sporo mankamentów… Postawiłem rzeczywiście na emocjonalność, nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.

Dziękuję Ci za rzetelną opinię :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jurorski obowiązek. :-)

To zdecydowanie nie był tekst “w moim typie”. Bierz przykład z Cobolda – jak ładnie pod skład sędziowski napisał… ;-)

Babska logika rządzi!

Heh. :) Wiem, że mam rację, ale chyba nie wiem, czy zdobyłbym się na taką szczerość :/. Masz mnie :) 

Prim "Corcoran" Chum

Luz – po prostu staram się zachować pokorę. Egocentryzm jest pewnym krokiem ku zgubie ;)

Trzym się ciepło, Prim.

 

Oj nieee, Finklo. Pod jury nie mam zamiaru pisać. Wolę ćwiczyć tak długo, aż me formy staną się na tyle dobre, iż zaczną dochodzić serc jurorów pomimo ich gustów ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Obawiam się, że to niemożliwe.

Popatrz na to w ten sposób: wyobraź sobie potrawę, której nie znosisz. Nie wiem, czosnek, czernina, cokolwiek. Załóżmy, że to zupa mleczna. Czy zasmakowałaby Ci zupka mleczna ugotowana przez najlepszego kucharza w kraju? Czy też nadal cuchnęłaby paskudnym mlekiem?

Babska logika rządzi!

Count, pisanie pod jury jest jednym z najlepszych ćwiczeń. A najlepszym jest pisanie pod jedną konkretną osobę. Spróbuj napisać kiedyś tekst dla kogoś, kogo dobrze znasz. Jak już się opanuje tę sztukę, można próbować pisać pod nieokreślonego czytelnika.

A jeśli piszesz według swojego widzimisie i czekasz, aż komuś to się spodoba… Cóż, nie wiem, czy to najlepsza droga. Zresztą to samo tłumaczyłem Słowikowi. W pisaniu – jak w każdej dziedzinie sztuki – są jakieś mechanizmy. W muzyce jedne dźwięki pasują do innych dźwięków, w gotowaniu jeden smak do innego, itd. Nie twierdzę, że uderzasz w klawisze literackiego pianina jak popadnie – raczej komponujesz własne melodie, ale nie wiesz, komu konkretnie mają się podobać. Miłośnikowi muzyki klasycznej? Metalowi? Fanowi reggae? Analogicznie z jedzeniem: spróbuj skomponować najlepszą potrawę na świecie, ale cóż z niego będzie miał konsument, jeśli przyjdzie mu ochota raczej na deser, niż danie główne? Tak samo z pisaniem. 

Nie zgadzam się. Pisanie powinno przede wszystkim sprawiać frajdę piszącemu, dając mu możliwość przelania swoich myśli, idei, obrazów na papier i podzielenia się nimi z innymi. Jeśli znajdą się entuzjaści Twojej pisaniny – to super. Jeśli nie – to też jakaś informacja zwrotna. Można eksperymentować z formą, ale jeśli nie czuje się treści, którą chce się przekazać, to takie opowiadanie już na starcie jest, według mnie, spalone.

Naprawdę pisałbyś romans, bo Twoja dziewczyna/żona/siostra uwielbiają ten gatunek, choć sam go nie znosisz? Gotowałbyś gulasz albo tłukł kotlety, będąc wegetarianinem?

MrBrightside, z frajdą racja – kiedy jej nie ma, pisanie idzie opornie. Ale czasem trzeba się trochę dostosować do klienta.

Może nie aż tak drastycznie, jak podajesz, ale trochę. No, jeśli wiadomo, że juror jest wielbicielem fantasy, to hard SF nie ma szans na zwycięstwo. Niekoniecznie od razu smoki i księżniczki, ale może chociaż space opera? Kompromis.

I tak – jestem mniej więcej wegetarianką i zdarzało mi się gotować gulasz i robić kotlety (insza inszość, że nie próbowałam, co z tego wyszło). Kiedy musiałam zaopiekować się malutkimi krewniakami. Przedszkolaki potrzebują białka i nie ma co wprowadzać im diety cioci. ;-)

Babska logika rządzi!

A ja jestem gdzieś po środku :) Zgadzam się MrBrightside, że pisanie musi sprawiać frajdę piszącemu i najlepiej jak pisze on to co lubi i chce. Jednak trzeba to pisanie umieć ubrać w odpowiednie słowa, odpowiednie do tego, o czym piszemy, aby czytelnik mógł nas zrozumieć. Nasz bełkot i zdziwiona mina słuchającego (czytającego) tylko nas zirytuje, a na pewno nie zmobilizuje do dalszego pisania. Dlatego jestem zwolennikiem pewnego nagięcia się do panujących “reguł i stereotypów”, aby mieć jednak większe grono czytelników, niż tylko kilku kochających nas, za nasz bełkot, fanów.

Przepraszam autora za off-top pod opowiadaniem :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Brightside, ale jedno nie wyklucza drugiego. Zacząłem pisać, żeby tworzyć historie, które sam chciałbym czytać. Nie piszę sztampowego fantasy, za którym nie przepadam, choć aktualnie dobrze się to sprzedaje. Romans napisałem (”Grejpfrutowy horyzont”), i choć nie lubię tego gatunku, podczas pisania bawiłem się świetnie. Tutaj nikomu się za bardzo nie spodobało, więc bez sensu, gdybym dalej próbował tworzyć romanse, licząc na zdobycie piórka. 

Tak samo bez sensu byłoby np. na konkurs “Science” napisać coś poetyckiego (Finkla nie lubi) i seksistowskiego (Naz nie lubi). 

Współczuję wszystkim, którym pisanie pod kogoś (pod oczekiwania, nawet pod publiczkę) odbiera przyjemność z tworzenia. Dla mnie pisanie zawsze będzie skierowane na interakcję z czytelnikiem. 

Count, przepraszam za banał, ale to jedna z najważniejszych rzeczy, które przeczytałem nie tak dawno w komentarzu pod moim opowiadaniem: “Opowiadanie, które masz w swojej głowie, to niekoniecznie to samo, co dałeś do przeczytania czytelnikowi”. Ja sobie tę maksymę wyryłem na wewnętrznej powierzchni kości czołowej. Tobie podrzucam jako dodatkowy bonus do uzbrojenia.

I jeszcze jedno: oprócz brzytwy Lema, przydaje się też stara, dobra brzytwa Ockhama. Po kiego grzyba kazałeś temu smętnemu ojcu kłamać w kwestii okoliczności śmierci synka? OK, mógł się plątać, jąkać (dając czas piaskownicy na zrobienie swojego), ale o ileż prostszy i ładniejszy tekst by Ci wyszedł, gdybyś nie zamotał w tej scenie.

 

Finklo! Czy Ty utożsamiasz moją pisaninę z zupą mleczną?! Okrutna! :P

Toż to są cymesy najprawdziwsze, w swej naturze zbliżone bardziej do prawdziwków w śmietanie niż jakiejś tam zupy mlecznej!!! :|

 

Dobra, starczy błaznowania.

Ja to widzę raczej w ten sposób – wielkim fanem naleśników nie jestem, ale lubię je zjeść od czasu do czasu. Jednakże, gdyby wybitny wirtuoz zrobił dla mnie najlepsze naleśniki, jakie w życiu jadłem, to może stałbym się ich wielkim miłośnikiem… Kto wie? ;)

 

Fun – sam również lubię poeksperymentować (konkurs obcy język polski był świetną ku temu okazją), choć w granicach rozsądku. Nie zamierzam próbować sił w tekstach tylko i wyłącznie pod czytelnika, jeśli dana tematyka zupełnie mi nie odpowiada… I dlatego pewnie nigdy nie napiszę harlekina ;D

Nie potrafiłbym też ot tak, z marszu, napisać komedii/kryminału/thrillera – wszystko zależy od idei. A to, na jaką trafię, to już loteria.

Droga, o której wspominasz, z pewnością nie jest jedną słuszną – wyobraź sobie Lovecrafta, który by udowodnić swojej mamusi, że potrafi inaczej, zacząłby płodzić komedie ;D Ile dobrych, plugawych horrorów by wtedy nie powstało?

Zgadzam się też w pełni z MrBrightsidem.

 

Darconie – póki offtop jest konstruktywny i dotyczy interesujących tematów, to Count jest jak najbardziej “za” i zaprasza ;D

 

Cobold – mam tego świadomość, serio ;D

Kłamał, ponieważ chciał wytłumaczyć jakoś przed Amelką (a nawet przed sobą), że wygląd syna ma jakieś “materialne” podłoże. Że to nieszczęśliwe dziecko, a nie nadnaturalny potwór. W ten sposób, cóż… pewnie byłoby mu łatwiej nadal go kochać.

Zgubiła mnie zbytnia umowność, oszczędność i pośpiech. Ale jeszcze udowodnię Ci, że to tylko wypadek przy pracy ;)

Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Luki, broń Boże! Póki nie piszesz białymi literkami na białym tle, nie utożsamiam z zupą mleczną. ;-)

OK, niech będą naleśniki. Jeśli jesteś na granicy, to mistrz patelni może Cię przez nią przepchnąć. Ale co uznasz za lepsze: naleśniki mistrza czy swoją ulubioną potrawę przygotowaną przez wirtuoza? :-)

Babska logika rządzi!

Witaj

Wszystko fajnie tylko końcówka jakaś taka niejasna.

A i zachowanie bohaterki jakies takie mi się wydaje mało prawdopodone ale to tylko moje odczucie.

Poza tym wszystko gra i buczy, napisane porządnie. Historia ciekawa, pomysł też… Tylko trochę zbyt niejasno!

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Cześć.

Mi nie przypadło do gustu.

Spróbuję wyjaśnić.

  1. Wyjątkowo przeszkadzały mi imiesłowy. Masz chyba zdanie, w którym są aż dwa, te z końcówką “-ąc”. Nigdy ich nie szukam, a tu chyba było ich za wiele, bo raziły.
  2. Czasami dostawałem policzek od wyobraźni. Czytam i widzę to, co opisujesz, aż tu nagle “ołowiane chmury”. I zgrzyt. Co to? Cyber? Metro?
  3. Chyba najmocniej na początku: ogromna ilość przymiotników. Czytam o rzeczach bez znaczenia dla fabuły, a każda z nich ma jakiś przymiot. Po co?
  4. Najmocniejszy dla mnie argument: bazujesz na motywie dziecka. Jestem ojcem czterolatka i – jak pewnie większość ojców – mam bzika na punkcie swojego syna. I wyobrażeń, że małym synom cokolwiek może zagrażać. Zagrałaś więc (nie to było Twoim zamiarem, to jasne) na moim najsłabszym punkcie. Nie wiem, czy ktoś to lubi. Ja nie. Gdybym nie był młodym ojcem, to tekst byłby bliski neutralności dla mnie, gdyż klimat – niestety – został zabity przez – moim zdaniem – nietrafne i zbyt liczne przymiotniki.
  5. Technicznie piękne! I za to wielka szóstka.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Finklo – odpowiedź jest oczywista, czyż nie? ;)

Rozumiem do czego zmierzasz, tylko że wychodzisz z błędnego założenia – moim celem nigdy nie było pisanie dla wszystkich… Sztuka nad wyraz to trudna, choć zdarzają się i tacy wszechstronni pisarze. Za przykład może chociażby służyć Dan Simmons.

Niemniej, obiecują Ci, że postaram się naleśniki przygotowywać na różne sposoby – nie tylko takie z kurczakiem i sosem porowym, ale również ze szpinakiem czy na słodko, coby i Tobie posmakowały choć trochę ;)

 

Mytrix – dziękuję za szczere słowo. Jest nadzieja, że kiedyś będzie trochę jaśniej! ;D

 

Piotr – Cześć, fajnie, że wpadłeś. Uwagi bardzo trafne – ostatnio stałem się chyba niewolnikiem własnego stylu i te wszystkie imiesłowy i przymiotniki są tego pokłosiem… Motyw cierpiącego dziecka… No tak, już kiedyś za to oberwałem – tani chwyt i tyle.

Cieszy, że wykonanie nie utrudniało lektury – z interpunkcją zawsze miałem pod górkę.

Serdeczne dzięki za poświęcony czas i cenny komentarz. Trzymaj się!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jeszcze sobie przypomniałem: szort mocno kojarzył mi się ze “Zbrukanym” (ten gość w płaszczu), i może troszkę z “Wizgiem” (dziecięco-rodzicielski motyw). 

Początek z depresją i pozytywka wydał mi się sztampowy jednak potem było o wiele lepiej. Od razu skojarzyło mi się że Smetarzem dla zwierzaków Kinga.

Belhaju! Niegodnym takiego porównania, ale cieszę się, że klimacik przypadł do gustu ;)

Dzięki serdeczne.

 

Fun – czyżbyś zwracał nieśmiało uwagę, że zaczynam pożerać własny ogon? To tylko iluzja ;)

A tak serio, to mnie ten szort najbardziej kojarzy się z Puzzlami. Zapewne przez to pomieszanie wewnętrznego szaleństwa z rzeczywistością…

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Eja, ja bym się za porównanie do Kinga obraził :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Coooo Ty – King to dla Counta wielki wzór, jego mistrz. Gdyby nie King, nie zacząłbym w ogóle pisać :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

E tam, King na pewno nie umie pisać, przecież wcale nie jest najbogatszym pisarzem na świecie ;)

Hehe ;)

A widziałeś, jaką ma fajną furtkę, Fun? :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie, nie widziałem. 

Za to kilka razy w tygodni widuję jego psa, którego zdjęcia wrzuca na Faceboooka :D

To musisz mieszkać w sąsiedztwie! <3

No, chyba że widujesz go na Facebooku… :/

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ale wyznania.;) Dobrze wiedzieć, co było Twoim motorem, Count. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Hehe, bardziej orężem, Mor! :D

Mój motor, to moje wieczne marzenie… Equirea!

Może kiedyś Ci opowiem, ale najpierw musimy pobiegać ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Miałam na myśli motor do działania. ;) Możemy pogadać i pobiegać. Prędzej jednak szansa do rozmowy będzie na ewentualnym piwku nowofantastycznym. Chociaż ja jestem leniem i nigdzie daleko nie pojadę, bo mi się nie będzie chciało. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Tak zrobimy, droga Mor :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Krótko: klimatyczne, choć niezrozumiałe.

Wolałbym więcej prozy w prozie. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Cześć, Akanirze :)

Dzięki za wizytę. Taaak, tutaj popłynąłem trochę za daleko w formie. Ale nadejdą lepsze dni dla prozy mej – liczę, że i wtedy znajdziesz chwilkę, by poczytać!

Trzym się :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Trudno powiedzieć mi coś konkretnego o tym tekście. Czytało się płynnie, choć w środku zrobiłem sobie małą przerwę.

Poetycki tytuł nieco wprowadził mnie w błąd, choć w samym tekście też nieco tej poetyckości było. Chyba nie zrozumiałem, o co tutaj miało chodzić. Matka doprowadziła do śmierci dziecka swoją depresją? 

Czy mąż głównej bohaterki umarł w pożarze?

 

Na razie pozostawiam bez oceny, bo nie potrafię się ustosunkować. 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki za wizytę, ARHIZ ;)

Zawiłości pomysłu wyjaśniałem wcześniej, zaś Twoje wątpliwości są w pełni uzasadnione. Widzisz… ten tekst po prostu odzwierciedla po części mój pisarski upadek…

 

Na szczęście dla mnie, od dna niemocy już się odbiłem ;D

 

O Twoim tekście pamiętam – zjawię się po Science i uraczę Cię recenzją kalibru tych konkursowych ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Tak więc może jednak coś z Twego tekstu zrozumiałem. :)

Co masz na myśli pisząc “pisarki upadek”?

 

Doczytałem Twoje wcześniejsze wyjaśnienia. Przyznaję, że akurat argument ojca o wyglądzie łyknąłem bez mrugnięcia okiem. Nie przyszłoby mi do głowy, że dziecko jest potworem – o ile to dziecko faktycznie jest bytem materialnym, a nie formą wyrzutów sumienia. Brr, aż mnie ciarki przeszły. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

W pierwotnym zamyśle miało być właśnie prawdziwym potworem z piasku :)

Zacząłem to pisać w nieco innej konwencji, jednak nie zmieściłbym się w limicie…

Fajnie, że nie wyszło zupełnie niezrozumiale!

 

Upadek, ponieważ zamiast iść do przodu, zacząłem kręcić bączki, szarpać się. Heh, mniejsza z tym :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Amelka wysunęła głowę spod kołdry i przez kurtynę brudnych, zlepionych włosów wyjrzała za okno. […] a Amelka odrzuciła brudną, przepoconą pościel.

Choć te słowa dzieli spory kawał tekstu, to przez bardzo podobne umieszczenie (znajdują się w dwóch pierwszych zdaniach otwierających poszczególne części), sprawiają wrażenie, jakby się powtarzały.

 

Wraz z dźwiękiem tłukącego się szkła runęła również tama blokująca uczucia

Trochę nie podoba mi się to zdanie. “Wraz” sugeruje, że orzeczenie odnosi się nie tylko do “tamy”, lecz także i do “dźwięku”, a trochę dziwne, żeby “dźwięk runął”.

 

– O Boże On jest na coś chory! Odsuń się, synku! – krzyknęła Amelka, w tej chwili jednak poczuła na ramieniu silną dłoń.

– Mój syn nie jest chory. – Rozległ się złamany wiekiem i cierpieniem głos posępnego mężczyzny. – W naszym domu wybuchł pożar, ech i

Amelka westchnęła jedynie i spuściła wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru emocji, nogi drżały z wysiłku.

– A pańskie drugie dziecko? Czy ono miało więcej szczęścia?

– Drugie, hmm? – Mężczyzna wykrzywił usta w zbolałym uśmiechu, podszedł do wózeczka i odsunął daszek. – Nie jestem przekonany, ale Obawiam się, że skuteczny jest tylko pierwszy raz

Dużo tu wielokropków.

 

Tabletki i alkohol nie wystarczały, by uspokoić galopujące w piersi serce

O ile od przedawkowania np. benzodiazepin można dostać bradykardii, o tyle, z tego co kojarzę,nadmierne spożycie alkoholu raczej powoduje tachykardię. Ale uznaję to zdanie za opis emocjonalny, a nie stwierdzenie faktu fizjologicznego :D

 

Śmiejąc się ochryple, kopał w wilgotnym, miejscami porośniętym mchem[-,] piasku.

Ten przecinek jest jak na mój gust zbędny, aczkolwiek mogę się mylić. Fragment “miejscami porośniętym mchem” nie jest wtrąceniem, które trzeba wydzielić z obu stron, tylko po prostu drugim epitetem.

 

To tyle czepialskich uwag :D

 

Tekst jest ładnie napisany i wali po emocjach niczym obuch, lecz jak dla mnie jest troszkę zbyt niedookreślony. Brakuje mi sprecyzowania, co było przyczyną śmierci Grzegorza i Mateusza, jak również tego, kim jest mężczyzna w płaszczu i co rozumie przez pierwszy raz. Osobiście wyobraziłem go sobie jako jakiegoś piaskowego nekromantę wskrzeszającego zmarłe osoby, a Mateusza bawiącego się w piasku uznałem tylko za wizję Amelki. W sumie z drugiej strony taka tajemnica nadaje mrocznego klimatu… 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Siema, Wicked. Widzę, żeś szybko odpowiedział na moje marudzenie ;P

 

No tak, to problematyczny tekścik, a limit sprawił, że jest chyba jeszcze bardziej pokręcony, niż być powinien. Ale jeśli jakieś elementy zagrały, to bardzo mi miło.

Dzięki wielkie za opinię i uwagi. Później przerobię trochę z tego, co zacytowałeś ;)

 

Trzym się ciepło.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nowa Fantastyka