- Opowiadanie: belhaj - Akolita Bólu

Akolita Bólu

Dawno nic nie wrzucałem ale konkursu na szorta nie mogłem ominąć. Bohater tego tekstu pojawił się epizodycznie w innym konkursowym opowiadaniu również zamieszczonym na portalu. Dokładam kolejną cegiełkę do mozolnie budowanego świata.

Mam nadzieję, że szort się spodoba :) 

Byłbym zapomniał. Podziękowania dla śniącej za szybką i użyteczną betę :)

 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Akolita Bólu

Problemy zaczęły się na drugim piętrze.

Riquet wemknął się do niewielkiego pomieszczenia i skrył przed wzrokiem golema strażniczego. Zabarykadował drzwi i postanowił zastanowić się nad kolejnym ruchem.

Świątynia Męki składała się z trzech kondygnacji. Parter zajmował olbrzymi hall, w którego centralnym punkcie stał posąg Cierpiętnika. Bóstwo wyobrażone zostało jako człekokształtny stwór z wyszczerzonym zwierzęcym pyskiem rozrywający sobie pierś zakrzywionymi pazurami. W cieniu rzeźby klęczało kilkuset wyznawców, oddających się samobiczowaniu, co stanowiło najwyższą formę wyznania wiary, a także wsparcie bóstwa w odczuwanym przez nie bólu.

Riquet wkradł się do świątyni wykorzystując stare przejście prowadzące do miejskich kanałów. Kryjąc się w cieniu oraz przemykając między nielicznymi kolumnami dotarł na wyższe piętro.

Znajdowały się na nim pomieszczenia gospodarcze jak jadalnia, spiżarnia oraz pokoje sług i kapłanów. A także pilnowany przez strażnicze golemy skarbiec. Według miejscowych, kosztowności oraz pieniądze w nim zgromadzone starczyłyby na wyposażenie całkiem pokaźnej armii. Kult Cierpiętnika od kilku lat systematycznie rósł w siłę, a liczba jego wyznawców i jednocześnie darczyńców szybko się zwiększała.

Jednak to nie skarbiec ani znajdujące się w nim złoto było celem Riqueta. Pierwszą misją, a zarazem ostatecznym testem, mającym potwierdzić ukończenie szkolenia w Domu Zagadek, miejscu kształcącym najlepszych szpiegów i skrytobójców na świecie, było co innego. A raczej ktoś inny.

Trzecią kondygnację Świątyni Męki zajmowały komnaty najwyższego kapłana kultu, Barnabasa Trugga zwanego Akolitą Bólu. Riquet nie zastanawiał się czemu to on miał zostać jego pierwszą ofiarą, niewiele go to obchodziło. Chciał jak najszybciej zakończyć edukację w Domu Zagadek i wyruszyć w świat. Pracować dla tego, kto zaoferuje mu najlepsze wynagrodzenie i w końcu zapomnieć o dzieciństwie spędzonym w jednej z najgorszych dzielnic Verton.

Riquet rozejrzał się po składziku, w którym się znajdował. Zagracone pomieszczenie pełne było pustych skrzyń, beczek oraz kufrów. Na korytarzu ciągle dało się słyszeć metaliczne chrzęszczenie patrolującego piętro golema. Nie miał co liczyć, że przekradnie się niezauważony. Wejście na piętro było starannie pilnowane. Wykonywani przez najlepszych rzemieślników i kosztujący krocie mechaniczni strażnicy stanowili idealne zabezpieczenie. Znani byli z tego, że nie dało się uciec przed ich wzrokiem, a w walce byli praktycznie nie do pokonania. Wytrzymałe zbroje, a także wielostrzałowe kusze, miotacze płomieni i ostrza czyniły z nich trudnych przeciwników. Jedynie magowie mieli z nimi jakiekolwiek szanse.

Po przeciwległej stronie od drzwi znajdowało się niewielkie okienko. Riquet podszedł do niego i spróbował otworzyć. Po kilku chwilach udało mu się i poczuł na skórze powiew morskiego powietrza. Świątynia Męki wybudowana została tuż przy zatoce w niewielkim oddaleniu od miasta.

Wyjrzał na zewnątrz i ocenił odległość do wyższej kondygnacji. Do znajdującego się na kolejnym piętrze tarasu dzieliło go kilkanaście stóp. Ściana nie była równa, kamienie wystawały tworząc liczne półki, które sprzyjały wspinaczce. Riquet postanowił zaryzykować, chociaż właściwie nie miał innego wyjścia. Nie miał zamiaru zginąć pod ciosami golema. Mógł spróbować wykorzystać swoją umiejętność przemiany i upodobnić się do któregoś z kapłanów widzianych na dole, ale był przekonany, że wnętrze Świątyni Męki było naszpikowane detektorami magii.

Postanowił nie tracić czasu, ktoś w każdej chwili mógł spróbować wejść do składziku, w którym się znajdował. Wyszedł na gzyms, wziął głęboki oddech i zaczął się wspinać. Na szczęście piętra dzieliła od siebie niewielka odległość i po kilku nerwowych chwilach dostał się na taras.

W komnatach Barnabasa Trugga paliły się liczne świece, dlatego Riquet stąpał bardzo cicho i ostrożnie zajrzał do środka. I zamarł zaskoczony.

Na drewnianej ławie leżała naga, przywiązana powrozami do belek dziewka. Sam Akolita Bólu również zrzucił z siebie kapłańską szatę i metodycznie okładał piersi i łono kobiety zakończoną haczykami witką, tworząc na jej ciele liczne niewielkie, lecz krwawiące rany. W drugiej ręce dzierżył swoją męskość i równie metodycznie oddawał się samogwałtowi. Oczy katowanej dziewczyny były dziwnie nieobecne, Riquet podejrzewał, że Trugg musiał podać jej jakieś środki odurzające.

Drzwi na taras były lekko uchylone, widocznie kapłan lubił ochładzać swoje rozpalone i spocone od żądzy ciało morskim powietrzem.

Riquet wiedział, że lepsza sytuacja mu się nie nadarzy. Sięgnął po sztylet i wślizgnął się do komnaty. W kilku szybkich krokach znalazł się za plecami Akolity Bólu i płynnym ruchem podciął mu gardło. Krew trysnęła ciemnym strumieniem na dziewkę, ochlapując jej uda, piersi i twarz. Kapłan upadł na kolana wypuszczając witkę i starając się zatamować krwawienie. Próbował krzyczeć, jednak sztylet przeciął tchawicę i z gardła wydobywał się jedynie stłumiony jęk. Drugą ręką dalej ściskał wiotczejącą już męskość.

Trzeba przyznać, że trwało kilka chwil nim Barnabas pożegnał się ze światem. Być może sądził, że długo umierając oddaje większą część Cierpiętnikowi. Kiedy w końcu Akolita Bólu wydał ostatnie tchnienie, Riquet postanowił uwolnić kobietę.

Jej ciało było poranione, jednak żadna z ran nie stanowiła większego zagrożenia, przy odrobinie szczęścia jej uroda nie powinna zbytnio ucierpieć przez dziwne praktyki kapłana. Kiedy szpieg odwiązywał lewą dłoń dziewki, ta nagle otworzyła oczy.

I zaczęła krzyczeć.

Riquet wiedział, że jego twarz nie należy do zbyt atrakcyjnych. Bywały dni, w których sam nie mógł na siebie patrzeć.

Zmiany, którym poddał ciało w Domu Zagadek sprawiały, że mógł upodobnić się do większość żyjących ludzi. Jednak miało to swoją cenę, twarz Riqueta ciągle drgała, jakby pod skórą wiły się czerwie, nie miała regularnych rysów, ciągle się zmieniała i przekształcała.

Dlatego wcale się nie dziwił, że kobieta widząc go po gwałtownym przebudzeniu zaczęła krzyczeć.

W drzwiach komnaty pojawiło się dwóch strażników. Widząc ciało martwego kapłana sięgnęli po broń i wparowali do środka. Riquet cisnął w jednego ukrytym w rękawie sztyletem, trafiając go prosto w serce. Drugi rzucił się na skrytobójcę, starając się ogłuszyć ciosem ciężkiej, nabijanej kolcami pałki. Szpieg uchylił się i zgrabnym piruetem znalazł się za plecami napastnika. Chwycił go za głowę i jednym szybkim ruchem skręcił mu kark. Podbiegł do wejścia, z oddali słychać było już krzyki kolejnych nadciągających strażników oraz metaliczny chrzęst zbliżającego się golema. Zamknął drzwi oraz podparł je jednym z licznych w pomieszczeniu krzeseł, starając w ten sposób kupić sobie kilka cennych sekund na ucieczkę.

Ponownie podszedł do wciąż krzyczącej kobiety i uwolnił ją z więzów. Zmienił na chwilę twarz, upodobniając się do przystojnego młodzieńca widzianego kiedyś na targowisku w Verton i pocałował zmieszaną dziewczynę w usta. Następnie rzucił się w stronę tarasu. Stanął na nim spoglądając w dół. Kilkanaście metrów niżej fale roztrzaskiwały się o ostre skały.

Riquet usłyszał odgłos wyważanych drzwi i wiedział, że nie ma więcej czasu. Obejrzał się po raz ostatni widząc wbiegających do komnaty strażników.

Skoczył w majaczącą w oddali toń.

 

***

 

– Świetnie się spisałeś jak na pierwszy raz. – Gasmer Horst, jeden z mistrzów Domu Zagadek spojrzał na Riqueta z zadowoleniem. – Zaliczyłeś test, a przy tym pomogłeś nam w bardzo istotnej kwestii.

– Cieszę się, że wszystko się udało. – Szpieg uśmiechnął się. W głowie wciąż mu szumiało, od dwóch dni kluczył i uciekał starając się zgubić pościg. Dopiero docierając do bram szkoły mógł zaznać odrobiny wytchnienia.

– Podczas gdy ty zająłeś się Akolitą Bólu i odwróciłeś uwagę straży, grupa naszych uczniów włamała się do skarbca. W ten sposób kult straci na znaczeniu, do tego nowo wybrany kapłan będzie bardziej skory do współpracy z naszymi mocodawcami. Złagodzi odrobinę dogmaty wiary i zaprzestanie ekspansji religijnej na kolejne prowincje i hrabstwa.

– Nie wiedziałem, że moja akcja miała stanowić dywersję. – Riquet był zaskoczony jednak zmęczenie brało górę. W tej chwili pragnął tylko wrócić do swojej komnaty i rzucić się na siennik.

– Nie musiałeś o tym wiedzieć – rzekł surowo Horst. – Miałeś wykonać zadanie i zdać ostateczny test.

– A co jeśli dziewczyna by się nie ocknęła? – spytał po chwili zastanowienia szpieg. – To jej krzyk zaalarmował strażników. Wcześniej przemknąłem się niepostrzeżenie.

– W sztylecie, który dostałeś od kwatermistrza wbudowany był pewien czujnik. Zaalarmowałaby detektory, a uwaga i tak skupiłaby się na tobie. Ale mniejsza z tym. – Gamster lekceważąco machnął ręką. – Nasi skrybowie już szykują odpowiednie dokumenty. Widzę w tobie spory potencjał. Mam dla ciebie pewną propozycję.

– Słucham?

– Mój znajomy, hrabia Giacomazzi Bachet-Barbier, poszukuje zaufanego człowieka. Byłbyś zainteresowany podjęciem pracy na jego dworze?

– Oczywiście. – Z braku snu Riqueta szczypały oczy, czuł coraz większą senność i zmęczenia. – Ale najpierw muszę odpocząć.

Koniec

Komentarze

 

Scenka rodem z przygodowej powieści fantasy. Jest akcja, jest krew, jest cel, jest niezmordowany główny bohater. Tekst odpowiadałby mi jako część większej całości, opowieść z jakiegoś cyklu itp. W obecnej formie jest po prostu przyjemny, ale bardzo typowy i oklepany.

A tak z innej beczki, inspirowałeś się czymś, wymyślając tego szorta? Na przykład pewną karcianką? 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki za przeczytanie :)

Tytuł owszem powstał jako inspiracja zaczerpnięta z pewnej karcianki.

No dobra, dobra, ale ktoś obiecywał opowiadanie o koboldach! Ładnie to tak?

Tekst chyba nie odleżał swojego okresu karencji, brakuje kilku przecinków, do tego kilka błędów składniowych i niezgrabnych powtórzeń całych fraz (choć nie w bezpośrednim sąsiedztwie) – np. metaliczne chrzęsty golemów (a czemu nie ceramiczne?). Doceniam pojawienie się twista w końcówce (choć petarda to to nie jest), ale Twoje zamiłowanie do znęcania się nad nagimi kobietami zaczyna mnie niepokoić.

Ha tekst o koboldach powstał jednak nie doczekał się jeszcze publikacji :) Spokojnie leży sobie na dysku i czeka aż powstaną pozostałe opowiadania z cyklu.

Nie odczekał to fakt, skończony został wczoraj, dzisiaj narzuciłem poprawki i wrzucałem. Termin konkursu naglił, jutro początek majówki i nie wiadomo gdzie nogi poniosą :)

Co do domniemanego znęcania, jakoś tak pasowało mi takie zboczenie do postaci kapłana, a wcześniej kata. Nad swoją się nie znęcam, wręcz przeciwnie hołubię na wszelkie możliwe sposoby :D

 

Bez fajerwerków, ale też bez przykrości :) Poza tym, ostatnio jakoś siedzę w innych klimatach, więc nie tak łatwo zaciekawić mnie typowym fantasy ;) W sumie to stawiasz na samą akcję. Wspominasz trochę o komnatach i morzu, więc jakieś tam pojęcie o otaczającym bohatera świecie dajesz, ale to za chyba za mało.

 

Riqeta potraktowałeś trochę po macoszemu :( Ale spodobała mi się wzmianka o dzieciństwie :) Chociaż gdybyś nie podawał miejsca (które w tak krótkim tekście niepotrzebnie robi zamieszanie, ale na upartego można przyznać, że w tym uniwersum stworzyłeś też inne opowiadania) byłoby tak tajemniczo, trochę mrocznie i zagadkowo dla czytelnika ;)

 

Ale końcówka. Świetna :)

 

Tak się zastanawiałam czy Barnabas to jakieś nawiązanie do świętego Barnaby albo Barabasza?

 

Na koniec pozwoliłam sobie wyłapać kilka chochlików :)

 

Według miejscowych kosztowności oraz pieniądze w nim zgromadzone starczyłyby na wyposażenie całkiem pokaźnej armii.

Musiałam na chwilę przystanąć, bo zastanawiałam się, czy kosztowności są miejscowe :D

 

Ściana nie była równa, kamienie wystawały tworząc liczne półki, które sprzyjały wspinaczce. Riquet postanowił zaryzykować, chociaż właściwie nie miał innego wyjścia. Nie miał zamiaru zginąć pod ciosami golema. Mógł spróbować wykorzystać swoją umiejętność przemiany i upodobnić się do któregoś z kapłanów widzianych na dole, ale był przekonany, że wnętrze Świątyni Męki było naszpikowane detektorami magii.

 

– Oczywiście. – Z braku snu Riqueta szczypały oczy, czuł coraz większą senność i zmęczenia. – Ale najpierw muszę odpocząć.

W tym momencie opowiadania najbardziej utożsamiam się z bohaterem :)

Drugi rzucił się na skrytobójcę[+,] starając się ogłuszyć ciosem ciężkiej, nabijanej kolcami pałki.

Przecinek. Poza tym wydaje mi się, że ciosem taką bronią ciężko byłoby wyłącznie ogłuszyć. Cios w głowę byłby raczej śmiertelny.

 

Jednak to nie skarbiec, ani znajdujące się w nim złoto było celem Riqueta.

Trochę dziwne to zdanie, przecież nikt nie włamuje się do skarbca, żeby go pooglądać :)

 

Widzę, że rozwijasz uniwersum z “Cyrkonii i diamentu”, i słusznie, bo to niezły tekst był. Czytało się całkiem przyjemnie. Tekst utrzymany w dobrym stylu, bez przesadnej kwiecistości. Pod względem tematyki – zakłamanie kapłanów, cierpiętnictwo mające podłoże w chorych fascynacjach, inicjacja członka gildii/zamkniętego towarzystwa – standard, ale porządnie przedstawiony. Przedstawiłeś ciekawe elementy realiów. Zgadzam się z Sokiem, że kompozycja jest dosyć otwarta. No i ta “czujka” kompletnie nie pasuje do klimatu :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Standardowe fantasy, dobrze wykonane, więc i przeczytałem z przyjemnością. Fajerwerków nie ma, ale i tak jest bardzo dobrze :)

W sztylecie, który dostałeś od kwatermistrza wbudowana była pewna czujka. Zaalarmowałaby detektory, a uwaga i tak skupiłaby się na tobie.

Jakoś to zdanie mi nie podpasowało do obrazu, jaki sobie w głowie układałem. Brzmi raczej jak opis steampunkowy lub z pogranicza tegoż. Ale to tylko moja subiektywna opinia.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za odwiedziny :)

Fakt trochę błędów się wkradło, ale to wszystko związane z szybkością pisania i publikacji. 

Tekst jest w pewnym sensie wycinkiem kreowanego przeze mnie świata, nie chciałem też zalewać czytelnika geograficznymi czy politycznymi szczegółami. A Barnabas to nie nawiązanie, po prostu imię to jakoś ładnie mi się zgrywało z tytułowym Akolitą Bólu. 

Wicked fajnie, że Diament i cyrkonia utkwił w pamięci. Kreując kult Cierpiętnika uderzyło po trosze w Twoje ulubione – religijne klimaty :)

Bardzo fajny i dynamicznie rozwijający się szort. Spodobała mi się postać Riqueta i zaciekawił mnie “Dom Zagadek”, o którym chętnie dowiedziałbym się nieco więcej. Jeżeli chodzi o kult Cierpiętnika, to przypomniała mi się gra “Outlast”, gdzie w niektórych miejscach też były podobne rzeczy. 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Kreując kult Cierpiętnika uderzyło po trosze w Twoje ulubione – religijne klimaty :)

A tam od razu uderzyło :D Nie każda religia to cud, miód i szybka droga do oświecenia. Duchowość może mieć też negatywny wymiar i temu nie zaprzeczam.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

I cóż ja mam Ci napisać o tym szorcie, Belhaju?

Nie czytałem wiele Twoich tekstów, ale kilka mi się zdarzyło i tak sobie myślę, że… jesteś trochę leniwy ;P

Bo widzisz – historia jest do bólu klasyczna. Też mam swój świat fantasy (choć tu go jeszcze nie przedstawiłem) i wiem, że tego typu “opowiastki” można produkować dość szybko i w dużych ilościach.

Serio, mogę Ci szczerze powiedzieć, że Akolitę Bólu przeczytałem szybko i z przyjemnością. Napisane było w odpowiednim tempie, postać Riqueta fajna, a twist umilił koniec. Opis masturbacji wyszedł Ci barwniej niż opis walki, ale to już rozważ w pojedynkę ;)

Cóż jednak z pochlebstw, skoro mam wrażenie, że tkwisz w miejscu? Może najlepsze kąski trzymasz gdzieś i rozsyłasz, ale po dostępnym materiale mogę jedynie stwierdzić, że przydałoby Ci się nieco odważniej wkroczyć we własny świat, napisać coś wyjątkowego, dramatycznego, chwytającego za serce.

Na to czekam, bo wiem, że potrafisz.

 

Tyle ode mnie, na koniec kilka uwag warsztatopodobnych uwag:

Kiedy szpieg odwiązywał lewą dłoń dziewki, ta nagle otworzyła oczy.

No więc tak – dłoń, to tak naprawdę dłoniowa powierzchnia RĘKI, którą miałeś na myśli. Jako że w polskim brak synonimów przyjęło się, że ręka=dłoń, ale jeśli nie ma takiej konieczności (czyt. nie ryzykujesz powtórzeniem) radziłbym Ci jednak zapisywać “ręka”…

– Podczas gdy[-,] ty zająłeś się Akolitą Bólu i odwróciłeś uwagę straży, grupa naszych uczniów włamała się do skarbca.

– Mój znajomy[+,] hrabia Giacomazzi Bachet-Barbier[+,] poszukuje zaufanego człowieka.

Przecinki stawiasz w sumie nieźle, choć trochę błędów się ostało… Nie zaznaczałem Ci wszystkiego, bo sam nie jestem wirtuozem w tejże materii, ale coś tam chyba nie grało.

Widzę w tobie spory potencjał. Mam dla ciebie pewną propozycję?

Po co ten znak zapytania? Wyobraziłem sobie i wyszło dziwnie :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Proroku dzięki za przeczytanie, opinię i wysoką ocenę :) W Outlasta akurat nie grałem, choć słyszałem co nieco o tej grze.

Wicked przedstawiony kult nie należy do zbyt przyjemnych dla wiernych. 

Count w pewnym sensie trafiłeś w sedno. Lenistwo to jedna z moich największych przywar… dość powiedzieć, że Akolita jest jedynym tekstem jaki napisałem przez cały kwiecień (nie licząc kilku tysięcy znaków powieści nad, którą zacząłem niedawno pracować). Ostatnio nie mam zbyt czasu na portal stąd moja rzadka obecność, mocniejsze teksty powstały, owszem pofrunęły w Polskę na różne konkursy, a i notatnik pełen pomysłów. 

Akolita była zaplanowany jako lekki akcyjniak, pasujący do wymogów konkursowych stąd też brak w nim głębi i drugiego dna. 

Czytało się dobrze, akcja jest logiczna, a opowieść idzie płynnie. W sumie interesująca historia i dobrze wykreowany  świat, wyraziście pokazany w tle. To zdecydowanie na plus.

Na minus – nierównomierna stylizacja języka narracji i kilka powtórzeń wyrazów. Idzie o to, że zbyt często występują wyrazy/wyrażenia bardzo współczesne. W kilku miejscach łamie się rytm opowieści. 

No i finał – jet zbyt mało zaskakujący i nie wieńczy opowieści. Jeżeli tekst stanowiłby część dłuższej opowieści o Riguecie,  byłby – po doszlifowaniu – bardzo dobry. Ale to jest samodzielna opowieść, i przede wszystkim należało mocniej wygrać drugi motyw –  katowanej dziewczyny. Czymś zaskoczyć czytelnika. Pojawia się nowa bohaterka i nie za bardzo wiadomo, kim jest. Błąd.

Ale, jak zwykle u belhaja, sprawnie i ciekawie napisane opowiadanie.

Pozdrówka.

Fakt trochę błędów się wkradło, ale to wszystko związane z szybkością pisania i publikacji. 

Belhaju, a nie mówiłam? Następnym razem lepiej posłuchaj, zdążylibyśmy :) 

 

Ok, jak dla mnie w sam raz. Ciekawy kult, egzamin końcowy bardzo praktyczny. Nawiązanie do Diamentu… na tyle luźne, że tekst stanowi osobną historię. Do tego cieszę się, że wprowadziłeś te drobne zmiany w końcówce, ładniej wyklarowane jest wszystko, co ma być wyklarowane. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Roger dzięki za przeczytanie i komentarz :) Często używam współczesnych wyrazów w fantasy, nie jestem fanem nadmiernej stylizacji. Chętnie wprowadził jakąś bardziej rozbudowaną postać kobiecą jednak limit znaków sprawił, że musiałem skupić się na historii Riqueta.

Śniąca nie wątpię, że zdążyłabyś z betą, ale nie miałem zaufania do siebie czy zdążę je w weekend narzucić. Dzięki za klika :)

Fakt, limit znaków ogranicza, i na to nie ma rady. Rzeczywiście, motywu kobiety nie dałoby rady już pociągnąć. Cofam zarzut.

Przy powtórzeniach chodziło mi, na przykład, o wyraz “sztylet”. Pojawia się kilka razy. A spokojnie można użyć wyrazu puginał albo kordelas. W tekście pojawia się wyraz czujka, w sensie wykrywacza. I chyba właśnie należało użyć określenia “wykrywacz magii”. To jest w sumie kilkanaście wyrazów do zastąpienia innymi. Wtedy stylizacja byłaby jednolita, odpowiadająca opisywanemu universum.. 

Mechaniczny golem strażniczy posługuje się trzema rodzajami broni, ostatnie to ostrza. Nie za bardzo przemawia to do czytelnika. Co bardziej wyrazistego byłoby znacznie lepsze.

No i te pieniądze, znajdujące się w skarbcu – wyraz zdecydowanie do zmiany.

Przeczytałem jeszcze raz. Pewne niedoróbki, jak dla mnie, istnieją, ale opowiadanie na bibliotekę na pewno zasługuje.

Pozdrawiam.

Wiadomo, zawsze tekst można dopieścić jeszcze bardziej. Pośpiech jak zwykle był złym doradą. Dzięki za klika :)

“Zabarykadował drzwi i postanowił zastanowić się nad kolejnym ruchem.“ – Jakoś “postanowił zastanawiać” nie brzmi zgrabnie.

 

“Jednak to nie skarbiec[-,] ani znajdujące się w nim złoto było celem Riqueta.“

 

“Trzecią kondygnację Świątyni Męki zajmowały komnaty najwyższego kapłana kultu[+,] Barnabasa Trugga zwanego Akolitą Bólu.“ – z przecinkiem, bo bez wychodzi na to, że to był kult Barnabasa Trugga ;)

 

“Drugi rzucił się na skrytobójcę starając się ogłuszyć ciosem ciężkiej, nabijanej kolcami pałki.“ – brakuje dookreślenia

 

“– Podczas gdy[-,] ty zająłeś się Akolitą Bólu“

 

“– W sztylecie, który dostałeś od kwatermistrza wbudowana była pewna czujka.“ – Czujka raczej była wbudowana w sztylet niż w sztylecie.

 

“Mam dla ciebie pewną propozycję?“ – To raczej nie jest pytanie ;)

 

“Z braku snu Riqueta szczypały oczy, czuł coraz większą senność i zmęczenie.“ – Z braku snu czuł coraz większą senność – bez sensu wyszło ; )

 

Przyczepiłabym się jeszcze paru przecinków, a raczej ich braku, ale mi się nie chce ; p

 

Jakoś mnie nie kupiła ta przygoda. Wygląda na to, że bohater ruszył na superważną misję mającą zakończyć jego edukację nieprzygotowany, kompletnie bez planu, działał pod wpływem chwili. Powinien sprzątnąć cel i zniknąć tak szybko, jak tylko by się dało. Dziewczynę raczej powinien zostawić związaną – to dla niej byłoby alibi, że nie ona poderżnęła kapłanowi gardło. Chyba Riquet jeszcze nie jest gotowy na opuszczenie szkoły ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hej, jose :)

Szkoda, że nie podeszło. Cóż to była dla Riqueta dopiero pierwsza poważna misja, dlatego też nie wszystko poszło perfekcyjnie. Cel został osiągnięty, a o to przecież chodziło jemu i jego przełożonym.

Wiesz, że z natury jestem malkontentem ;>

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:)

Przeczytałam bez przykrości, ale obawiam się, że przygoda Ri­qu­eta raczej nie obciąży mi pamięci.

 

Znaj­do­wa­ły się na nim po­miesz­cze­nia go­spo­dar­cze jak ja­dal­nia… – Czy jadalnia na pewno jest pomieszczeniem gospodarczym?

 

Do znaj­du­ją­ce­go się na ko­lej­nym pię­trze ta­ra­su dzie­li­ło go kil­ka­na­ście stóp.Od znaj­du­ją­ce­go się na ko­lej­nym pię­trze ta­ra­su dzie­li­ło go kil­ka­na­ście stóp. Lub: Do znaj­du­ją­ce­go się na ko­lej­nym pię­trze ta­ra­su było kil­ka­na­ście stóp.

 

Nie mógł tra­cić czasu, ktoś w każ­dej chwi­li mógł spró­bo­wać… – Powtórzenie.

 

Za­mknął drzwi oraz pod­parł je jed­nym z licz­nych w po­miesz­cze­niu krze­seł, sta­ra­jąc w ten spo­sób kupić sobie kilka cen­nych se­kund na uciecz­kę. – …sta­ra­jąc się w ten spo­sób

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Reg, szkoda, że nie obciąży pamięci choć cieszę się jednocześnie, że nie sprawiło przykrości.

Finklo czekam na komentarz po rozwiązaniu konkursu :)

Będzie, będzie. :-)

Babska logika rządzi!

W takim razie czekam z pewną dozą lęku i niecierpliwości :)

Jak ostatnio u Ciebie – dobrze napisane. Fajnie, że bohaterowie się rozwijają i rozrastają. Scena sado jak dla mnie niezbyt potrzebna i trochę zaburzająca charakter całej historii. “Ten zły” jest zły w przesadny sposób, ale to Ty go wymyśliłeś i napisałeś. Może zwyczajnie tekst nieco za krótki, żeby uzasadniał taką scenę, ale poza tym jest dobrze. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki Basiu za odwiedziny i klika do Biblioteki :) Odrobinę się wahałem przed takim ukazaniem zboczenia Akolity Bólu, jednak postanowiłem zaryzykować(choć pewnie będę tego żałował kiedy zjawi się Naz). Gdyby sobie po prostu siedział i czytał księgę, Riquet mógłby nabrać wątpliwości czy to aby na pewno człowiek, którego ma zabić. Limit znaków odrobinę cisnął, ale to co najważniejsze zdołałem w historii zmieścić :)

Znajdowały się na nim pomieszczenia gospodarcze jak jadalnia, spiżarnia oraz pokoje sług i kapłanów.

Na moje, to chyba tylko spiżarnia jest tutaj pomieszczeniem gospodarczym. Reszta to takie pomieszczenia socjalne raczej. :p

 

Według miejscowych[+,] kosztowności oraz pieniądze w nim zgromadzone starczyłyby na wyposażenie całkiem pokaźnej armii.

Dałbym tu przecinek, bo to zdanie w obecnej formie skłoniło mnie do refleksji – czym są miejscowe kosztowności…

 

Riquet cisnął w jednego ukrytym w rękawie sztyletem, trafiając go prosto w serce.

Meeh… Nie miał zbroi? Pancerza? Żeber z mostkiem?

 

Bardzo porządne opowiadanie akcji, Belhaju! Może trochę za łatwo poszło, rozumiem, że to szort, ale poskąpiłeś tutaj twistów, oj poskąpiłeś. Gdy Riquet po prostu podszedł i zabił cel, spodziewałem się, że może tak naprawdę celem była dziewka, która lubiła zabawy sado-maso i dopiero teraz akcja się rozkręci. Cóż, pomyliłem się. :p

Odniosłem wrażenie, że mocodawca Riqueta z ostatniego fragmentu to kawał buca, który w sumie to był zaskoczony, że jego podwładny wrócił, bo spisał go na straty niezależnie od tego, czy tamten przemknąłby się niezauważony, czy nie. Do tego wprost mu o tym mówi, lecz Riquet nijak nie reaguje. XD Propozycja, którą skrytobójca otrzymał w finale, wygląda na złożoną od niechcenia, przygotowaną naprędce. Takie mam odczucia.

Sam motyw zabójcy, szkoły, zmiennych twarzy baardzo skojarzył mi się ze szkoleniem, jakie przechodziła Arya Stark z Gry o Tron (nie pamiętam dokładnie jak to się nazywało; nie przepadam za tym serialem, książek nie czytałem).

Pozdrawiam!

 

 

 

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki za przeczytanie :) propozycja z zakończenia nawiązuje do innego opowiadania rozgrywającego się w tym samym świecie, a mianowicie Diamentu i cyrkonii.

Także przeczytałam bez przykrości, ale wielkiej historii to tu nie ma. Zważywszy jednak na to, że jest to częściowa kontynuacja Twojego świata to jest fajny dodatkowy smaczek. Czekam na coś dłuższego. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Hmmm, rozumiem, że "bez przykrości" to eufemizm: "jakim cudem to cos dostało się do biblioteki?" :)  Belhaju, możesz podać mi listę, tych ktorzy kliknęli, czy to tajemnica? :) 

Prim "Corcoran" Chum

Normalnie chwilę mnie było… A tu tak. :(

Z drugiej strony widać, że jestem naturalnym i niezbędnym składnikiem ekosystemu fantastycznego :) 

Prim "Corcoran" Chum

Morgiano, fun dzięki za przeczytanie :) Dłuższe teksty są w drodze, część powysyłałem w różne miejsca. W końcu zabrałem się za powieść rozgrywającą się w tym samym świecie (choć bohaterowie są inni niż w opowiadaniach), ale idzie mi dość powoli.

Do prowokacji Prima nie będę się odnosił…

Jak ja nie lubię takiego oklepanego fantasy… W dodatku nie postarałeś się z wykonaniem, ale to odrobinę usprawiedliwia wyjazd na majówkę – podróże uwielbiam i mam nadzieję, że wybrałeś się w jakieś fajne miejsce :)

Rozumiem, że ta historia jest częścią Twojego uniwersum. Niestety tylko mnie zirytowała. Zaczynasz od wspomnienia drugiego piętra, a potem wracasz do poziomu zerowego (jeśli dobrze rozumiem). Powstaje narracyjny chaos. Najpierw drugie, potem od zera i znowu drugie… Gdzie tu logika?

Poza tym ja tych problemów zaczynających się na drugim piętrze nie czuję. Bohaterowi idzie zbyt łatwo. Przebija się przez strażników jak nóż przez masło, a bossa – przedmiot owego pierwszego razu – zabija od razu, tak po prostu. Potem dziewczyna krzyczy, a on ją całuje w usta? Eee… że co? Całuje w usta? Po co? To zalatuje mi nastoletnią grafomanią.

Końcówka nawiązuje do „Diamentu” (który też był dość oklepanym fantasy, ale przynajmniej historia była fajna) – w sumie doceniam to jako budowanie własnego uniwersum, ale z drugiej strony ten zabieg nie wywołał we mnie żadnych emocji, nie zagrał jako przyzwoita puenta.

Przykro mi, ale jestem tym szortem bardzo rozczarowany i zirytowany. Temat pierwszego razu aż się prosił o spróbowanie czegoś nowego, wyrwanie się ze swoich światów i przyzwyczajeń.

I niestety podzielam zdanie Prim Chuma. Nie rozumiem, jak ten tekst dostał się do biblioteki. Mógłbyś się do tego odnieść, bo to nie prowokacja, a raczej krytyka. 

Uffff, dzięki, fuck the…, bo przyszlo mi na myśl, że jestem jakims dziwadłem, wskazując na problem :) 

Prim "Corcoran" Chum

Czekam na listę tych, którzy kliknęli. Dziwi mne, ze sami się dotychczas nie zgłosili :) 

Prim "Corcoran" Chum

Primie, wystarczy przejrzeć komentarze i wątek z nominacjami do biblioteki. Znajdywałeś już spiski przy czarno-białym konkursie, z tą sprawą też sobie jakoś poradzisz ;)

Hmmm, wiem, że wystarczy  :) Ale ja po prostu pytam, bo to chyba nie tajemnica :) 

Prim "Corcoran" Chum

Warunki konkursowe spełnione. Pierwszy raz jest i odgrywa znaczącą rolę w historii. Mam wrażenie, że elementy fantastyczne nie oparłyby się brzytwie Lema, ale może by miały jakieś szanse.

Spodobała mi się fabuła, niezbyt skomplikowana, lecz ciekawa. Zainteresowały mnie losy bohatera, zgrabnie skłoniłeś czytelnika do kibicowania biednemu uczniowi podczas egzaminu. Kto w końcu przez to nie przechodził? ;-) Do ofiary zbrodni też potrafiłeś zrazić.

Bohater młody, ale interesujący, ma potencjał. ;-)

Łotrzykowskiej tematyce też nic nie będę zarzucać.

Warsztat całkiem niezły, ale przecinki robią Cię w konia, jak chcą.

Babska logika rządzi!

Khe, khe :) 

Mnie też spodobała się fabuła, niezbyt skomplikowana. Że ciekawa to nie dodam, bo to przecież poniekąd powtórzenie, "podobania się". 

 

Wciaz czekam niecierpliwie :)  

Prim "Corcoran" Chum

Fun sądzę, że zdarzało się, że o wiele słabsze teksty trafiały do Biblioteki. Akolita Bólu się do niej dostał, ponieważ kilka osób uznało, że szort jest tego warty. Nic mniej nic więcej. 

Moim zdaniem na portalu (jak i w polskiej fantastyce w ogóle) mało jest takiej typowo awanturniczej fantasy, gdyż sporo osób traktuje ją po macoszemu, jako literaturę gorszego sortu. Wydaje mi, że każdy czasem lubi przeczytać, mniej skomplikowaną, prostą historię. Nadmierne gmatwanie, twisty na każdym kroku nie zawsze wychodzą tekstowi na dobre. Taki właśnie jest i miał być powyższy szort – prosta, awanturnicza historia, bez drugiego dna i ukrytej treści, która jednocześnie przerwała moją trwającą prawie miesiąc twórczą niemoc. 

Co do zarzutu o pocałunek to bohater jest młody, niezbyt urodziwy – jak to małolat po prostu skorzystał z okazji. 

Finklo obawiałem się zarzutu o brak fantastyki, brzytwy pewnie by nie przetrwało, ale starałem się wplątać kilka elementów :) 

Eee, jakieś denko jest – chłopak dowiaduje się, że z egzaminem to niezupełnie tak, jak on sobie wyobrażał…

Nie no, fantastyka jakaś też jest, ale bez trudu dałoby się ją czymś prawdziwszym zastąpić. Przekształcającą się twarz – szpetnym pyskiem. O klątwach w sztylecie w ogóle tylko wspominasz…

Babska logika rządzi!

Taki niewielki twist, ale się chłopak przynajmniej życia nauczy. Że przełożonym nie należy zbytnio ufać :)

Moim zdaniem na portalu (jak i w polskiej fantastyce w ogóle) mało jest takiej typowo awanturniczej fantasy, gdyż sporo osób traktuje ją po macoszemu, jako literaturę gorszego sortu.Wydaje mi, że każdy czasem lubi przeczytać, mniej skomplikowaną, prostą historię. Nadmierne gmatwanie, twisty na każdym kroku nie zawsze wychodzą tekstowi na dobre.

A po co nam awanturnicza fantasy w polskiej fantastyce, skoro mamy chociażby zagraniczne Forgotten Realms? I czy bez powodu traktuje się taki gatunek jako literaturę gorszego sortu?

Wydaje mi się, że właśnie przez nadmiar fantasy cała fantastyka jest traktowana po macoszemu i często nie traktuje się jej poważnie. 

Awanturnicza fantastyka była i miała się całkiem dobrze swego czasu. Wystarczy wspomnieć Kresa czy wczesnego Wegnera. A czy się ją traktuje gorzej? To zależy kto czego oczekuje od literatury. Jeden chce się odprężyć po pracy i poczytać o przygodach dzielnego łowcy potworów, drużynie bohaterów lub królewskich intrygach. Inny woli dystopijne wizje czy postmodernistyczne zabawy odniesieniami czy wyszukane słowotwórstwo i eksperymenty literackie. W ten sposób każdy znajdzie coś dla siebie. 

A że zachodni rynek zalany jest miernej jakości powieściami i sagami osadzonymi w większości w światach znanych z różnego rodzaju gier to już inny temat. Jednak skoro tyle ich publikują muszę one również znajdować odbiorców. A fantasy – na fali sukcesu serialu Gra o tron – wzbija się teraz na wyżyny popularności. 

A teraz idę grillować :) 

Witaj!

"Według miejscowych kosztowności oraz pieniądze w nim zgromadzone starczyłyby na wyposażenie całkiem pokaźnej armii." – tu się pośmiałem :-)

Dobry tekst klasycznego fantasy. Główny bohater z ciekawą umiejętnością/przypadłością twarzową. Pamiętam go zresztą z innego Twojego tekstu.

Z minusów: 1. Nihil novi 2. Nie doszlifowałeś tekstu. Niektóre zdania proszą się o zmianę szyku. Czasem powtarzasz informacje :-)

Całościowo dobre, do poczytania dla przyjemności, prosi się o więcej z tego świata. Jako samodzielny szort, czegoś tu w moim odczuciu brakuje :-)

Pozdrawiam!

Edit: Na Forgotten Realms się wychowałem, a od Gry o Tron lepsi są Vikingowie :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wikingowie to świetny serial :) obawiałem się właśnie krytyki z powodu tego, że jako samodzielny tekst nie do końca się będzie bronił. Cos dłuższego powstaje, sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie wyjdzie.

Dzięki za klimatycznego szortala.

 

Zrobiłem sobie słowniczek wprowadzanych przez Ciebie pojęć:

Świątynia Męki – ma trzy kondygnacje, kilkuset wyznawców biczuje się tam

golemy strażnicze – pilnują skarbca Świątyni Męki

strażnicy – inne istoty pilnujące Świątyni Męki

posąg Cierpiętnika – stoi na środku holu Świątyni Męki

kult Cierpiętnika – rośnie w siłę

najwyższy kapłan kultu – Barnabasa Trugga zwany Akolitą Bólu, mieszka na trzecim piętrze Świątyni Męki

Dom Zagadek – miejscu kształcące najlepszych szpiegów i skrytobójców na świecie

Riquet – chce jak najszybciej zakończyć edukację w Domu Zagadek i wyruszyć w świat, umie zmieniać wygląd, co jest poczytywane za magię

Verton – miasto, w którym osadzona jest akcja opowiadania

magowie – mają szansę w walce z golemami

Mniej cierpliwy czytelnik mógłby po tym solidnym wstępie zacząć "skanować" Twój tekst, a szkoda by było skonstruowanego przez Ciebie świata. Rozumiem to, co napisałeś w przedmowie, mimo wszystko tekst ma tylko 9 tys znaków i w założeniu powinien stanowić odrębny byt. Dlatego ograbiłbym go z jego złożoności, pomijając to, bez czego historia może się obyć. Wybacz za śmiałość, ale nie wspomniałbym o: Verton, posągu Cierpiętnikamagach.

 

Według miejscowych kosztowności oraz pieniądze (…)

– to zdanie sprawiło, że się zaciąłem. Po chwili skojarzyłem, że "miejscowe kosztowności" nie posiadają swojej opinii, a miejscowi to po prostu miejscowi ;)

 

Pierwszą misją, a zarazem ostatecznym testem, mającym potwierdzić ukończenie szkolenia w Domu Zagadek, miejscu kształcącym najlepszych szpiegów i skrytobójców na świecie, było co innego.

– tu też się zaciąłem. Rozumiem o co chodzi w tym zdaniu, ale potrzebowałem chwili namysłu nad owym konstruktem:

pierwsza misja = ostateczny test = potwierdzenie ukończenia szkolenia

Zestawienie trzech abstrakcyjnych pojęć i postawienie między nimi znaku równości nie ułatwia mi “gładkiego" wejścia w wykreowany przez Ciebie świat.

 

(…) metaliczne chrzęszczenie patrolującego piętro golema. Nie miał co liczyć, że przekradnie się niezauważony. Wejście na piętro było starannie pilnowane.

– powtórzyłeś słowo "piętro" w dość bliskim sąsiedztwie.

 

(…) w walce byli praktycznie nie do pokonania. Wytrzymałe zbroje, a także wielostrzałowe kusze, miotacze płomieni i ostrza czyniły z nich trudnych przeciwników.

– gradacja powinna pójść raczej w drugą stronę: byli trudnymi przeciwnikami (zabrakło mi jakiegoś bardziej dobitnego słowa, np. “niezwykle”), a potem można napisać, że byli "praktycznie nie do pokonania". Inaczej osłabiasz poprzednie stwierdzenia i sam już nie wiem jak to jest z tymi strażnikami, czy można ich pokonać, czy nie.

 

Scenka obrządku Akolity Bólu z dzieweczką robi wrażenie, gratuluję wyobraźni ;) Spożytkowałeś ją jednak w szczytnym celu – od razu poczułem niepomierną odrazę do pana Trugga.

 

Gdybym miał zgadywać, rzekłbym, że jesteś inspirowany twórczością G. R. R. Martina.

NImrodzie dzięki za odwiedziny i przeczytanie. Musiałem wprowadzić kilka pojęć, aby pokrótce objaśnić czytelnikowi kult Cierpietnika oraz opisać Świątynię Męki jako główne miejsce akcji. Nie chciałem zasypywać geograficznymi i politycznymi szczegółami, jednak jakieś szczątkowe informacje musiałem podać.

Martina lubię, choć dla mnie numerem jeden na poletku fantasy jest zdecydowanie Joe Abercrombie.  

Nowa Fantastyka