- Opowiadanie: fantastyczny koń - Spowiedź

Spowiedź

Trafiłem jakiś czas temu na artykuł dotyczący kary śmierci, w którym przeczytałem informację o facecie straconym za pomocą śmiertelnego zastrzyku trucizny podanego dożylnie, który zapragnął... przyspieszyć swój wyrok. Nie mogłem pojąć motywacji Lopeza, a sam zainteresowany, z wiadomych przyczyn, nie mógł mi już udzielić odpowiedzi, więc... wymyśliłem ją sam.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

FoloinStephanus, bemik, Finkla

Oceny

Spowiedź

Środowa msza w kościele pod wezwaniem świętego Tomasza w Huntsville dobiegała końca. Wielebny Abraham Warden niedbale pobłogosławił sześcioro wiernych zgromadzonych na liturgii i jak zwykle szybko zniknął sprzed ołtarza. Tym razem jego pośpiech był jednak uzasadniony. Musiał się udać na drugi koniec miasta do stanowego więzienia. 

Miał nadzieję, że uda mu się wyminąć natarczywe członkinie koła biblijnego. Nie raz już nobliwe seniorki narzekały na ojca Abe’a jego przełożonemu, wielebnemu Fredowi. Tak po prawdzie, to miały rację – on sam coraz bardziej wątpił w naturę swojego powołania i chciał o tym pomówić otwarcie z kolegą kapłanem. Najpierw jednak musiał pierwszy raz w życiu wyspowiadać człowieka, który chwilę później miał zostać uśmiercony. 

O procesie Meksykanina – Daniela Lee Lopeza – było głośno w mediach. Ojciec Warden wiedział, że podczas procesu morderca policjanta upierał się, że nie rozjechał umyślnie oficera i nie napadł na bank. Nie chciał jednak wyjaśnić, jak znalazł się tam z bronią w ręku. Nie złapano też drugiego włamywacza, który mógłby uniewinnić emigranta. Skazano go na śmierć, a w opinii społecznej jednoznacznie potępiono. O dziwo Lopez ubiegał się o przyspieszenie wykonania wyroku i oddanie organów po śmierci. Było w tym coś zastanawiającego i przerażającego zarazem.

***

Młody strażnik wpuścił Abe’a do czerwonego budynku bloku śmierci Huntsville Unit. Egzekucja miała się odbyć o godzinie dziewiętnastej. Według informacji o procedurach, którą otrzymał od adwokata skazańca, Davida Dowa, w tej chwili Lopez kończył właśnie swój ostatni posiłek.

Duchowny szedł wzdłuż korytarza, prowadzony przez strażnika. Wszedł w końcu do szarego pomieszczenia, gdzie za przeszkloną szybą siedział młody, ogolony na łyso Latynos. W jego ciemnych oczach jednocześnie były spokój, głębia i błysk. Takiego wzroku Abe się nie spodziewał. W wytatuowanej, lewej ręce Daniel trzymał słuchawkę. Duchowny usiadł i uśmiechnął się niepewnie do Lopeza.

– Szczęść Boże, synu – powiedział nieco drżącym głosem.

– Niech będzie pochwalony Jesucristo, padre – powiedział skazaniec, nie odwzajemniając uśmiechu.

Abe zaczął nieco nieudolnie. W końcu powiadomienie o zmianie duchownego do odprawienia tego sakramentu przyszło dzień wcześniej.

– W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego… 

Lopez w momencie, gdy wielebny mówił formułkę, przymknął oczy i złożył ręce. Był wierzący.

– Ostatni raz byłem u spowiedzi tydzień temu. Pokutę swoją wypełniłem, padre.

– Dobrze, synu. Mów dalej…

 – Obraziłem Dios następującymi grzechami…

Morderca zaczął wymieniać przewinienia. Mówił o wybuchowym temperamencie, uderzeniu współwięźnia (w samoobronie) i innych błahostkach. Ani słowem nie wspomniał o morderstwie policjanta i obrabowaniu banku. Zdziwienie księdza rosło z każdą chwilą. Liczył na zupełnie inne wyznanie kogoś u progu śmierci. W końcu Daniel zakończył i poprosił o pokutę i rozgrzeszenie. Ojciec Warden się zawahał.

– Synu, dziś staniesz przed bożym sądem. Czy to wszystko, co chcesz wyznać? – zapytał.

– Ksiądz nie powinien chyba zadawać takich pytań, prawda? – odparł Lopez i spojrzał wielebnemu głęboko w oczy. – Chce ksiądz prawdy, tak?

– Sądzę, że ty jej chcesz, synu – odparł Abe.

– Czy wierzy ksiądz w szatana?

– Oczywiście, że wierzę, ale…

– Tu nie ma „ale”, padre. Dobrze o tym ksiądz wie.

Abe zaniemówił. Było mu wstyd. Został przyłapany. Lopez go rozczytał, chociaż znali się ledwo pięć minut. W końcu wziął się w garść i powiedział:

– Diabeł istnieje, jako ksiądz wiem o tym najlepiej, ale… nie próbuj się wymigać nim od odpowiedzialności, synu.

Daniel przejechał rękoma po łysej głowie, po czym skrzyżował ręce na piersiach. W końcu zapytał:

– Z pewnością wie ksiądz, że sam prosiłem o przyspieszenie wykonania wyroku?

– Dlaczego to zrobiłeś?

– Naprawdę chce ksiądz wiedzieć? Przypomina mi wielebny pewnego klechę, którego kiedyś znałem… To chyba nie przypadek. Jeżeli mam powiedzieć prawdę, to jedno musi być jasne. Nie zdradziłem jej podczas procesu i nie pozna jej nikt, oprócz księdza. Comprende, padre?

Ksiądz i morderca skazany na karę śmierci wpatrywali się w siebie intensywnie. W końcu wielebny Warden przemówił:

 – Mów. Wyznaj swoje grzechy. Bóg cię słucha, synu.  

***

– Już od najmłodszych lat czułem, że Pan mnie powołał. Moja matka prędko zmarła, a ojciec wyjechał do Stanów. Kościół był moją rodziną. Jeszcze tam, w Meksyku, do szesnastego roku życia byłem ministrantem. Zaprzyjaźniłem się z pewnym księdzem, ojcem Castillo. Był podobny do ciebie, padre. To on mnie przekonywał żebym poszedł do seminarium. Zgodziłem się. Pamiętam, że jak mu powiedziałem, to płakał ze szczęścia. Dla niego to było naprawdę coś wyjątkowego.

Lopez zamilknął i zamyślił się. 

– Wtedy jednak – kontynuował – w moim życiu pojawiła się María. Wzięliśmy ślub pół roku później. Wcześniej poszedłem do ojca Castillo na rozmowę, a on powiedział mi, że oszukałem jego i Boga. Przeklął mnie i wyrzucił z plebanii. Następnego dnia już nie żył. Zawał. To właśnie wtedy zjawił się… on. Szatan.

W tym momencie Daniel przełknął ślinę, a w jego oczach pojawił się strach. Nagle do środka wszedł strażnik i powiedział, że czas spowiedzi się kończy.

– Proszę jeszcze o dziesięć minut – powiedział klecha. Lopez podjął znów swoją opowieść:

– Zobaczyłem go pierwszy raz na pogrzebie. Wyglądał jak młody, biały facet. Ubrany był w czarną marynarkę i czarny kapelusz. Na rękach miał białe rękawiczki, a na nogach czerwone lakierki. Pozornie nie było w nim nic przerażającego, ale od razu wiedziałem kim jest. W jego oczach było coś takiego, że… Madre de Dios!

Lopez wzdrygnął się i przeżegnał. 

– Wpatrywał się we mnie przez całą ceremonię. Przewiercał spojrzeniem i uśmiechał się, chociaż… na jego twarzy nie było uśmiechu. Na końcu pogrzebu, gdy wszyscy składali kondolencje rodzinie, diablo pochylił się nad siostrą ojca Castillo i coś jej szepnął na ucho. Wiedziałem, że mówił o mnie. Podszedłem w końcu, aby złożyć wyrazy żalu familii. Do dzisiaj pamiętam, jak uciekałem później pomiędzy nagrobkami. Chcieli mnie zabić. Dosłownie. Wiem, że to jego sprawka. Wiem, że to ten… hijo de puta powiedział im coś…. Następna była María. Staraliśmy się o dziecko. Bez skutku. Chodziliśmy do różnych specjalistów, ale byliśmy biednym, młodym małżeństwem. Pewnego dnia znów go zobaczyłem. Diablo stał sobie na rogu ulicy i przyglądał mi się z rozbawieniem. Chciałem do niego podejść, ale byłem zbyt przerażony. María była na wizycie u lekarza. Gdy wróciła do domu, zaczęła się awanturować. Powiedziała, że to moja wina, że nie możemy mieć dzieci i mnie nienawidzi. Byłem zdrów, ale to mojej żonie nie wystarczyło. Znienawidziła mnie, zażądała rozwodu… Madre de Dios, jak ja ją kochałem! Potem odrzucili mnie bliscy i sąsiedzi. Zawsze mieli jakiś powód. Czy to były kwestie spadkowe, czy też ktoś podpalił kamienicę. On mącił w głowach, a wina zawsze spadała na mnie. Zacząłem widzieć diablo wszędzie, nawet z zamkniętymi oczami… Musiałem uciec z Meksyku.

Na jego twarzy malowały się prawdziwy ból i rozpacz. Czas uciekał. Był już osiemnasta dwadzieścia trzy.

– Zrozumiałem, że w tych wydarzeniach była jednak jakaś prawidłowość, mechanizm. Za każdym razem, gdy działa mi się jakaś tragedia, najpierw pojawiał się on. Po przyjeździe do Stanów coś we mnie pękło. Kupiłem broń i czekałem. Tamtego dnia znów go zobaczyłem. Stał na rogu ulic Sam Houston Avenue i Szesnastej. Ruszyłem w jego kierunku. On jednak stał w miejscu i uśmiechał się. Nagle odwrócił się i poszedł w kierunku banku. Wyciągnąłem broń. Krzyczałem. Nagle z banku wypadł zamaskowany typ i zaczął uciekać. Po chwili rozległy się syreny policyjne i alarm, a ludzie wokół mnie zaczęli krzyczeć: „To jeden ze złodziei! Łapać go, zatrzymać!”. Wśród nich stał diablo i wskazywał na mnie palcem. Zatrzymałem pierwszy lepszy samochód i zacząłem uciekać. Tamten policjant wyskoczył nie wiadomo skąd. Trafiłem w niego. Złapali mnie chwilę później, ale tego już kompletnie nie pamiętam… Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.

Ostatnie słowa Lopez wypowiedział śmiejąc się histerycznie. Ksiądz patrzył na niego w osłupieniu, a po policzku spłynęła mu łza. Uświadomił sobie, jak mokre ma dłonie, gdy w końcu rozwarł zaciśnięte w pięści palce. W tym momencie do pomieszczenia wszedł strażnik, podniósł Lopeza z krzesła i zakuł w kajdanki.

– Mam tylko jeszcze jedno pytanie do skazanego, panie władzo – zwrócił się do funkcjonariusza ojciec Abe. Strażnik skinął mu głową, po czym wielebny zapytał skazańca:

– Dlaczego wcześniejsza egzekucja?

– Pamięta ksiądz moje ostatnie grzechy? Uderzenie więźnia, który chciał mnie zabić? Zakumplowałem się tu z takim jednym, Brownem. Reszty niech się ojciec sam domyśli. Nie chcę dłużej być marionetką – powiedział i odwrócił się. Po chwili dodał jeszcze: – Polubiłem ojca. On znajdzie sposób, by ksiądz też mnie znienawidził.

Wyprowadzono go z pomieszczenia. Wielebny Warden postanowił, że będzie mu towarzyszył w ostatniej drodze. Nie dotrwał jednak do końca. Uciekł, gdy zobaczył jak strażnik wprowadza skazanego do komory śmierci. Daniel był przerażony i krzyczał, że jest niewinny. Wtedy ksiądz poczuł, że robi mu się słabo. Gdy wybiegał z sali, dostrzegł leżące na krześle przy wyjściu białe rękawiczki. Uciekł z Huntsville Unit w przerażeniu. Daniela Lee Lopeza stracono o godzinie 19.01 za pomocą śmiertelnego zastrzyku trucizny podanego dożylnie.

***

Następnego dnia rano Abraham Warden czuł się chory i osłabiony. Historia skazańca nie dawała mu spokoju do tego stopnia, że nie zmrużył tej nocy oka. Duchowny leżał w łóżku i tępo patrzył w sufit, gdy nagle zadzwonił telefon. Był to prawnik straconego, David Dow. Poinformował Wardena o złapaniu drugiego uczestnika napadu na bank, Antonio Diaza. Okazało się, że był on dobrym kolegą skazanego. Diaz ujawnił współudział Lopeza w przestępstwie. Badanie wykrywaczem kłamstw potwierdziło jego zeznania.

Koniec

Komentarze

Szorty z takimi zakończeniami lubię najbardziej. Nwm gdzie tu jest "pierwszy raz", ale opowiadanie zacne. I oparte na prawdziwej historii, co można potraktować na plus. Choć nazwisko mogłeś, Autorze, zmienić.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Ojciec Warden wiedział, że podczas procesu morderca policjanta upierał się, że nie rozjechał umyślnie policjanta i nie napadł na bank.

Powtórzenie. Może: funkcjonariusza

 

Ciekawe, choć tłumaczenia Lopeza wywołały we mnie opór i ironiczny uśmiech. Zakończenie z jednej strony trochę przewidywalne i za szybkie, a z drugiej całkiem dobrze mi zagrało. Dobrze napisane, a jeśli są usterki to nie rzucał się w oczy i nie przeszkadzały mi w czytaniu.

Niech będzie, na zachętę.

F.S

Przykro mi, Koniu (Twój nick miażdzy), ale niestety opowiadanie nie przemówiło do mnie. Nie rozumiem motywacji głównego bohatera do wcześniejszego wyroku, ani nawet do jakiegokolwiek z wymienionych w opowiadaniu poczynań. Również nie kupił mnie Diabeł, który wydał mi się zupełnie pozbawiony rozsądnych przyczyn do działania. Czemu uwziął się akurat na głównego bohatera? 

Nie wiem również gdzie pojawił się konkursowy “pierwszy raz”. 

 

Życzę powodzenia przy kolejnych tekstach.

Piotrek Lecter – dziękuję za miłe słowa. Pierwszy raz jest tu, a jakże, ponieważ to pierwsza spowiedź Wardena ze skazanym na śmierć. Rże uradowany Twoją piątką!

FoloinStephanus – eh, miało być zgoła nieprzewidywalne, ale widać nad umiejętnościami tworzenia twistów muszę jeszcze popracować. Dzięki za miłe słowa i ciesze się, że sprawiłem Ci przyjemność tym szorcikiem. P.S. Co niech będzie na zachętę? :) Jestem tu nowy, to mój pierwszy tekst na fantastyce i nie wiem dokładnie, jak wygląda tryb punktowania i do czego on się odnosi.

Łukasz Kukliński – cieszy mnie, że podoba Ci się mój nick, szkoda, że tekst mniej, ale to dla mnie impuls do pracy! Zacieram kopytka i jadę dalej!.Dzięki za opinię! :)

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

FoloinStephanus – już załapałem o co chodzi z tą zachętą! Dziękuję bardzo za propozycję wstawienia do Biblioteki! Rżę ukontentowany!

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Fantastyczny koniu, po prostu uznałem, że opowiadanie ma w sobie potencjał, a Ty tym bardziej, i ciepnąłem bibliotekę. Pisz dalej!

 

Edek:

Spoko, spoko! :)

F.S

Hm… Najpewniej Lopez nie chciał przeżywać męki oczekiwania na koniec…, ale ta wersja też jest poprawna ;)

Pozdrawiam. Pisz dalej :)

Tekst wzbudził we mnie zainteresowanie, jednak nie do końca go zrozumiałem. Są przedstawione klocki, które budują całą historię, jednak nie układają mi się w sensowną całość. Motywacja bohatera, biorąc pod uwagę tak słabo przedstawionego szatana nie jest zbyt wiarygodna. W ostateczności nie wczułem się bohatera i jego scena egzekucji nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.

 

Tymczasowy lakoński król

FoloinStephanus – rumienię się pod sierścią.

Blacktom – możliwości interpretacji jest wieeeele. Przynajmniej tak sądzę. ;)

OneTwo – bardzo cieszę się z zainteresowania. Następnym razem postaram się, aby klocki tworzył bardziej spójną budowlę. Może mi się nie uda (w końcu jestem tylko koniem, choć fantastycznym), ale będę dokładał starań!

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Całkiem ładnie napisane, ale też nie do końca jestem przekona na do tematyki opowiadania. Mam wrażenie, że to tylko takie tłumaczenie, choć nie powiem, że nie interesujące, ale jakby mało na samodzielny tekst. Mimo wszystko uważam, że wyszło nawet nawet. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Czytało się gładko, choć nie bez drobnych potknięć. 

A sam tekst? Najpierw wciąga, a potem rozczarowuje. Jakoś tak spodziewałam się więcej emocji. Może dlatego, że skazaniec opowiada, a nie przeżywa swoje życie. Chyba zmieniona konwencja dałaby więcej możliwości na pokazanie uczuć. Ale i tak nieźle. Klik.

Nie raz już nobliwe seniorki narzekały na – nieraz

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Morgiana89 – zdradzę Ci koński sekret: ten szort jest skracany z 17 tys. znaków… Mówiąc szczerze, wcześniejsza wersja była bardziej… samodzielnym tworem. Dziękuję bardzo za przeczytanie i pozytywną opinię. 

Bemik – cieszę się, że dobrze się czytało. Szkoda, że końcówka Cię rozczarowała. Na usprawiedliwienie dodam, że w wersjach pierwotnych (opowiadanie ma przynajmniej dwa zakończenia), aspekt uczuć i emocji był nieco bardziej doprecyzowany. Ślę Ci moją podkowę szczęścia za kliknięcie biblioteki! C

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Koniu, to czemu zdecydowałeś się na tak drastyczny krok? Szkoda tekstu! 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bo jestem tylko koniem, czasem mi się troszku we łbie miesza! A tak serio mówiąc, to chodziło o konkursowy limit słów, który straszliwie mnie ograniczał. Nie ma tego złego, Morgiano. To dopiero moja pierwsza próba tutaj, a posiadam w zanadrzu kilka innych tekstów. Mam nadzieję tylko, że dobrych. :P

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tak się zastanawiam, ile tekst by stracił bez wprowadzenia o artykule – to jest naprawdę ciekawe i zachęciło mnie do przeczytania opowiadania. Zakończenie jest takie średnie, niby ok, ale w poczułem niedosyt. Sytuacja wyjściowa jest niecodzienna, dlatego chciałoby się więcej.

I tak jak ktoś już napisał powyżej, także moim zdaniem historia zyskałaby, gdyby zamiast ją relacjonować, bohater by ją przeżył – oczywiście nie w sensie zachowania życia:)

Ale ogólnie jest nieźle. “Sześcioro wiernych”, to mi się podobało:)

Mytrix – zamalowałem, czekam na więcej. :)

Michał Pe – może macie/masz rację, co do kwestii samej historii Lopeza. Miałem jednak taki, a nie inny pomysł ze spowiedzią i trudno byłoby to teraz zmienić. W następnych tekstach moi bohaterowie będą więcej “przeżywać”. Szkoda, że zakończenie pozostawiło niedosyt. Dzięki za pozytywną opinię i uwagi. Cieszy mnie i rże kontent, że chciałbyś więcej. :)

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Pomysł jest, wykonanie nie najgorsze, choć mi osobiście przeszkadzały długie bloki wypowiedzi, nieprzerywane przez wskazujące na stan bohaterów didaskalia. Przyjemne czytadło, ale bez jakiegoś zapadającego w pamięć momentu. Podsumowując: jest przyzwoicie, ale bez fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan – fajnie, że wpadłeś. Dzięki za pozytywny komentarz i za konstruktywne uwagi. Znów będzie, że winny się tłumaczy, ale, cytując klasyka, “nie chcem, ale muszem”. Didaskalia z wersji ostatecznej zostały obciachane konkretnie. Powód? Limit 10 tys. znaków. Następną razą takiegoż błędu nie popełnię, bo chociaż jestem tylko koniem, to umiem wyciągać wnioski.

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Nie złapano też drugiego włamywacza, który mógłby uniewinnić emigranta” – ja wiem, że to skrót myślowy, ale niezręczny, to w końcu Sąd uniewinnia, a nie współoskarżony. Uważaj też na podmiot domyślny w kolejnym zdaniu.

Podobał mi się ten dialog:

– Czy wie­rzy ksiądz w sza­ta­na?

Oczy­wi­ście, że wie­rzę, ale…

Tu nie ma „ale”, padre. Do­brze o tym ksiądz wie”.

Motyw wątpiącego kapłana to klasyk, ale bardzo nośny. Szkoda, że zabrakło miejsca na lepsze wybrzmienie tego wątku. Generalnie, chętnie zobaczyłbym to opowiadanie w wersji reżyserskiej. Docinanie gotowych tekstów do założeń konkursowych nie jest dobrym pomysłem.

Przeczytawszy.

 

Na marginesie: Bemik, poprawny jest i zwrot “nie raz” i “nieraz”. Tylko jeden znaczy “kilkakrotnie”, a drugi “często”.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam bez przykrości, ale tak jak większość wcześniej komentujących, czuję się trochę zawiedziona, w dodatku nie rozumiem, dlaczego diabeł prześladował Lopeza.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Mam nadzieję, Fantastyczny Koniu, że lektura Twoich kolejnych opowiadań będzie bardziej satysfakcjonująca.

 

jak zwy­kle po­spiesz­nie znik­nął sprzed oł­ta­rza. Tym razem jego po­śpiech był jed­nak uza­sad­nio­ny. – Powtórzenie.

Może w pierwszym zdaniu: …jak zwy­kle szybko znik­nął sprzed oł­ta­rza.

 

Tak po praw­dzie, to miały rację – on sam miał duże wąt­pli­wo­ści co do na­tu­ry swo­je­go po­wo­ła­nia i miał za­miar o tym po­mó­wić otwar­cie z ko­le­gą ka­pła­nem. Naj­pierw jed­nak mu­siał pierw­szy raz w życiu wy­spo­wia­dać czło­wie­ka, który chwi­lę póź­niej miał zo­stać uśmier­co­ny. – Objaw miałozy.

 

Wy­bi­ła go­dzi­na 17.26. Eg­ze­ku­cja miała się odbyć o go­dzi­nie 19. – Zegar może wybijać godziny, czasem półgodziny i kwadranse. Chyba żaden zegar nie wybije dwudziestu sześciu minut.

Liczebniki zapisujemy słownie. Powtórzenie.

Proponuję: Zegar pokazywał go­dzi­nę siedemnastą dwadzieścia sześć. Eg­ze­ku­cja miała się odbyć o dziewiętnastej.

 

Du­chow­ny szedł wzdłuż ko­ry­ta­rza, pro­wa­dzo­ny przez straż­ni­ka. Wszedł w końcu… – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Dotarł w końcu

 

za prze­szklo­ną szybą sie­dział młody, ogo­lo­ny na za­pał­kę La­ty­nos. – Masło maślane. Szyba jest szklana z definicji.

Ogolony to ktoś, komu włosy lub zarost ścięto przy samej skórze.

Na zapałkę, to fryzura z bardzo krótkich włosów,

Proponuję: …za prze­szklo­ną ścianą sie­dział młody, ostrzyżony na za­pał­kę La­ty­nos.

W dalszej części tekstu napisałeś, że Lopez dotykał łysej głowy. Musisz zdecydować, czy był łysy, czy miał fryzurę na zapałkę.

 

Wiem, że to ten…. hijo de puta po­wie­dział im coś…. – Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Za­wsze zna­lazł się… on znaj­do­wał jakiś powód. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Nie chcę dłu­żej być ma­rio­net­ką– po­wie­dział i od­wró­cił się. – Brak spacji przed półpauzą.

 

Po­in­for­mo­wał War­de­na o zła­pa­niu dru­gie­go człon­ka na­pa­du na bank… – Napad, o ile wiem, nie ma członków.

W skład bandy/ szajki/ gangu parających się napadami na bank, wchodzi pewna liczba osób; są one członkami takiej grupy, nie napadu. Członkowie grupy mogą być uczestnikami napadu.

Proponuję: Po­in­for­mo­wał War­de­na o zła­pa­niu dru­gie­go uczestnika na­pa­du na bank

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cobold, Finkla i funthesystem – dziękuję za uwagi i komentarze. Poprawiłem błędy, które zauważyłaś, Regulatorzy. Też mam nadzieję, że następne teksty bardziej Ci się spodobają. 

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

OK, Fantastyczny Koniu, zobaczymy, co zaprezentujesz w przyszłości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się :)

Niewątpliwie plus za inspirację rzeczywistymi wydarzeniami :) Chociaż IMO opowiadanie zyskałoby dużo na rozwinięciu go w stronę realizmu magicznego, którego jakoś tak się tam trochę na siłę doszukiwałam ;)

 

Relacjonowanie przez Lopeza rzeczywiście wyszło sucho. Myślę, że z łatwością przyszłaby Tobie zmiana tego stanu rzeczy, ale, oczywiście, to zależy wyłącznie od Ciebie :)

 

Hiszpańskie wstawki, o ile zazwyczaj mnie denerwują, tutaj miło dźwięczały.

 

Tytuł mógłby jakoś lepiej komponować się z treścią. Tematem przewodnim konkursu jest pierwszy raz i w sumie zaznaczasz go w przedmowie, a potem o nim piszesz. Tylko przez ten tytuł mam wrażenie, jakby najważniejsza była właśnie ta spowiedź. Gdy tymczasem w świetle pierwszego razu ma ona służyć jako narzędzie do tegoż pierwszego razu wytłumaczenia ;)

 

Anet – cieszę się bardzo.

lenah – dziękuję za przeczytanie, pozytywny komentarz i uwagi. Kurcze, tekst w rozszerzonej wersji leży w “szufladzie”. Może kiedyś go opublikuję tutaj.

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Ciekawy tekst, zakończenie odpowiednie. Ale mnie również zastanawia, dlaczego szatan tak uwziął się na Daniela? Przez to pytanie samo rozpoczęcie historii skazańca jest lekko naciągane, ale ogólnie szort na plus :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Niestety, ja tu zaakcentowanego pierwszego razu nie dostrzegam. Bo co? Bo pierwsze zabójstwo, pierwsza śmierć? Na upartego wszystko można nazwać pierwszym razem, skoro pantha rei.

Warsztat nie najgorszy, choć wymaga jeszcze szlifu. Rozumiem żeś nowy, ale czas był, wystarczyło się rozejrzeć po portalu i wrzucić tekst na betalistę.

Ogólnie mam wrażenie, że ciąłeś tekst pod limit. Dużo skrótów, zakończenie fatalnie przyspieszone, a jednocześnie w wielu miejscach się powtarzasz i można by tam spokojnie ciąć.

No, ale biorąc pod uwagę, że to Twój debiut, to źle nie jest. Czytało się całkiem dobrze, z zainteresowaniem. 

Warunki konkursowe spełnione, chociaż ten pierwszy raz nie jest zbyt dosłowny. Ale ile razy człowieka mogą stracić?

Interesująca, nietuzinkowa tematyka. Spowiedź faceta na ławie śmierci to mocny element, dodaje dramaturgii.

Sam element fantastyczny szału nie robi, oryginalnością nie grzeszy, ale nie można mieć wszystkiego.

Zakończenie dość otwarte, a mimo to mi się podoba, jak rzadko kiedy.

Warsztat nie jest zły, ale bardzo dobry też nie – powtórzenia (zwróć uwagę na słowo „miał”), interpunkcja szwankuje… Za to ładne hiszpańskie wstawki. I takie popularnie, że zrozumiałe dla każdego, a nadają klimat, różnicują wypowiedzi.

Babska logika rządzi!

Witaj, fantastyczny Koniu! (Świetny nick)

Spowiedź porusza ciekawy temat, i generalnie pomysł na wymyślenie fantastycznych wyjaśnień do prawdziwiej historii jest fajny.

Zdaje mi się, że w tym wypadku zaszkodził limit znaków.

Sam na początku obstawiałem, że skazaniec chciał przyśpieszyć wyrok, bo pełna napięcia i stresu oczekiwanie, było nie do zniesienia.

Ale w miarę jak poznajemy jego historię zakończenie staje się coraz łatwiejsze do rozgryzienia – i to jest fajne.

Brakuje mi tylko silniejszego motywu Szatana na prześladownie bohatera.

Wykonanie w porządku, można by trochę poszlifować ;-)

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

O, ile komentarzy i ocen tu się zebrało, od kiedy ostatni raz zaglądałem! :)

Soku1403 – czytelnik powinien sam sobie odpowiedzieć dlaczego szatan tak się uwziął na Lopeza. To, że się nad tym zastanawiasz, to znaczy, ze mi się udało osiągnąć zamierzony efekt. Tak w ogóle to nie jest tak pewne czy ten szatan w ogóle był naprawdę.

funthesystem – dziękuję za komentarz i krytyczne uwagi. Pierwszy raz dotyczy księdza Wardena – jest to jego pierwsza spowiedź ze skazanym na śmierć człowiekiem. Chyba jest to dosyć wyraźnie zaakcentowane.  Nie betowałem tego opowiadania tutaj, co nie znaczy, ze nie robiłem tego w inny sposób. ;) Nad warsztatem cały czas pracuję. Cieszę się, że czytałeś z zainteresowaniem, mam nadzieję, ze kolejne teksty zaspokoją bardziej Twoje wymagania!

Finkla –  bardzo dziękuję za klik do Biblioteki i pozytywny komentarz. Rumienię się pod sierścią… Jeżeli chodzi o interpunkcję, to nie wiem gdzie są błędy. Jestem tylko koniem i pewne rzeczy mi umykają. By the way, co musi się teraz stać, żeby tekst miał szansę na Biblio (ma 3 pkt)?

Mytrix – trafiłeś w sedno! Tekst jest powycinany z 17 000 znaków. Mam świadomość, ze mu to zaszkodziło. Może kiedyś opublikuję tu pierwotną wersję. Jako smaczek dodam, ze ma inne zakończenie. Dziękuję za czwórkę!

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Żeby dostać się do Biblioteki, potrzebujesz jeszcze dwóch głosów. W menu “opowiadania” jest “poradnik”, tam znajdziesz jeden o Bibliotece.

Przykłady zbiegłych przecinków:

Nie chciał jednak wyjaśnić jak znalazł się tam z bronią w ręku.

Po “wyjaśnić” – jeśli masz w zdaniu dwa czasowniki, to potrzebujesz dobrego powodu, żeby ich nie odizolować przecinkiem.

powiedział skazaniec nie odwzajemniając uśmiechu.

A tu po “skazaniec” – zawsze w zdaniu złożonym z imiesłowem.

Babska logika rządzi!

Finkla, poprawione i dziękuję za info! Kopytko!

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Nowa Fantastyka