- Opowiadanie: bemik - Dziwne przypadki Joachima Monetki

Dziwne przypadki Joachima Monetki

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Dziwne przypadki Joachima Monetki

 Joachim Monetka był poetą. Takim prawdziwym, który przelewa na papier uczucia szczere, szarpiące duszę. Czarował słowami, pieścił melodyką wersów, zadziwiał głębią przemyśleń. Był wielki.

Tak pisali krytycy po przeczytaniu kolejnego tomiku wierszy. Chyba już siódmego. A Joachim kłaniał się i przyjmował wyrazy uwielbienia; nie sprawiało mu to takiej przyjemności jak za pierwszym, drugim, czy nawet trzecim razem. Czuł, że kłębiące się w nim uczucia są sztuczne, stymulowane przez wydawcę żądnego nagród. Joachim miał ochotę krzyknąć dość, ale nie odważył się, bo wolną wolę krępowały mu umowy. Sam się w to wpakował, wymyślając coraz to dziwniejsze potrzeby, które miał zaspokajać wydawca, byle tylko stworzyć autorowi optymalne warunki do pisania. Zaczęło się przy czwartym tomiku. Monetka czuł się wypalony. Nie mógł wykrzesać ani optymizmu, ani rozpaczy koniecznej do pisania utworów pełnych soczystych myśli. Wtedy wpadł na pomysł i zmusił do realizacji wydawcę dyszącego mu nad uchem żądzą publikacji kolejnego zbiorku. Pan Romuald Mąciwoda zgodził się na eksperyment, ponieważ stwierdził, że i tak zbił na Monetce niemałą fortunę, a tomik czwarty, nawet jeśli krytycy ogłoszą gniotem, sprzeda się siłą rozpędu. Nakazał przygotować kolejny aneks do umowy, w którym – jeśli czwarty tomik poezji zdobędzie uznanie krytyków – zobowiązywał się do aktywowania uczuciowych obszarów Joachima Monetki wszelkimi sposobami, a Monetkę do pisania kolejnych dzieł, jeśli nie arcydzieł. Obaj podpisali ów cyrograf, sądząc, że czwarty zbiorek wierszy będzie totalną klapą i uwolni ich od siebie. Ale wielkie było zdziwienie, kiedy otworzywszy miesięcznik Targowisko Nie Tylko Cudów, wydawca ujrzał całą szpaltę zachwytów. Pan Mąciwoda nie mógł uwierzyć własnym oczom. Chwycił za telefon i zadzwonił do autora.

– Czy czytał pan najnowsze Targowisko? – wykrzyknął w słuchawkę.

– A jest tam co czytać? – zdziwił się Joachim.

– No to proszę posłuchać! – Przez chwilę do uszu Monetki docierał tylko szelest gazety, potem nastąpiło podwójne chrząknięcie, a na koniec wreszcie dobiegł go głos: – Sądziliśmy, że wszystko już napisano. Wydawało się, że nikt nie jest w stanie nas czymś zachwycić, ale myliliśmy się. Po raz pierwszy otrzymaliśmy do rąk tego rodzaju dzieło. Joachim Monetka pokazuje, że wie, jak dotrzeć do czytelnika. Ta zwięzłość przekazu, to miejsce na czytelnicze zastanowienie i wreszcie dosadna puenta. Autorze, czapki z głów. Chwała też wydawcy, panu Romualdowi Mąciwodzie, za odwagę, za wspieranie niekonwencjonalnych, nowatorskich trendów i…

– Ble, ble, ble – dokończył Joachim i odłożył słuchawkę.

Nie mógł się połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Sądził, że tym razem krytycy nie zostawią na nim suchej nitki, a tymczasem znowu peany na jego cześć. Joachim parsknął śmiechem. Przecież to miał być żart. Wymyślił tomik pod tytułem „Egzystencja”, napisał jedno zdanie: „Urodziłem się, żeby” – potem następowało trzydzieści pustych stronic, a na końcu pojawiał się wpis „umrzeć”. Uznał krytyków za idiotów, ale zdziwił się bardzo, bo pierwszy nakład wykupiono w przedsprzedaży. Ludzie potraktowali tomik jak zaproszenie do prowadzenia pamiętnika, wypisywali na pustych kartkach własne przemyślenia. Później poszły jeszcze dwa dodruki. Ale Joachim Monetka poczuł się wrakiem. Wiedział, że już nigdy nie zdoła spłodzić nic godnego uwagi. I wtedy do akcji wkroczył pan Mąciwoda. Za niemałe pieniądze kupił wdzięki wicemiss Polski i nakazał jej oczarować autora. Nie było to specjalnie trudne – Joachim poza pięknym wnętrzem dysponował niezbyt urodziwym zewnętrzem, więc na nadmiar miłosnych podbojów nie mógł narzekać. Ewelina Piontek była prześliczną osóbką, o mądrości w jej przypadku trudno mówić, ale sprytem nadrabiała wszelkie braki. Szybko zorientowała się, czego brakuje Joachimowi i postarała się, żeby zmienić ten stan rzeczy. Tak powstał tomik piąty, uskrzydlony szczęściem, przepełniony miłością i wdzięcznością dla losu za ten dar. Czytelniczki roniły łzy i zazdrościły Ewelinie. A potem go zostawiła. Tak powstał tomik szósty – pełen rozpaczy, żalu i smutku. Wkrótce odeszła mamusia Joachima. Na zawsze. Trudno powiedzieć, czy w tym wydarzeniu również maczał palce wydawca, ale nie jest to wykluczone. Poeta wylądował na dnie rozpaczy – utracił dwie ukochane kobiety życia. Powstał siódmy tomik.

I wtedy Joachim powiedział koniec. Żadnej poezji. Żadnych uczuć przelewanych na papier. Ale wydawca miał prawników w zanadrzu. Oprócz stosowania przymusu pisania wobec Monetki pan Mąciwoda zagwarantował sobie również jego udział w działaniach marketingowych mających na celu umocnienie pozycji wydawnictwa na rynku i wzrost sprzedaży. Wizja rozemocjonowanych czytelników, a przede wszystkim czytelniczek wpłynęła na poetę deprymująco. Zrozumiał, że nie da rady sprostać wymaganiom wydawcy. Klęska wisiała nad Joachimem jak strop nad piwnicą, ale mężczyzna osiągnął już taki etap, że przestał się tym przejmować. Zrozumiał, że jeśli pragnie wolności, musi zdecydować się na radykalne rozwiązanie.

***

Grudniowa noc była cicha i spokojna. Poeta wędrował ulicami, zaglądając ludziom w okna. Czasem zatrzymywał się, by podziwiać sielankę rodzinną, dzieciątka tulone w objęciach przez rodziców, młodych tulących się wzajemnie i starych otulonych kocami. Poczuł wzbierające uczucie żalu, że za chwilę zostawi to wszystko. Miał wrażenie, że znowu mógłby przelać na papier ból egzystencji, tęsknotę za zwyczajnością, ale zagryzł zęby. Decyzja została podjęta. Brodząc po kostki w puszystym śniegu, dotarł nad rzekę. Most był potężny, oświetlony rzęsiście i śliski. Poeta spojrzał w dół na kłębiące się groźne wody Wisły. Z trudem wspiął się po oblodzonej barierce i stanął, przytrzymując się filara. Zastanawiał się, czy powinien odmówić jakąś modlitwę, napisać ostatni wiersz, czy zwyczajnie przechylić się i skończyć tę udrękę.

– Znowu?

Niespodziewane słowo tak bardzo wystraszyło Joachima, że o mało nie runął, pozostawiając za sobą nierozwiązane dylematy.

– Jak to znowu? – oburzył się, gdy udało mu się odzyskać równowagę, oczywiście tę fizyczną, bo o duchowej nie było nawet mowy. – To mój pierwszy raz.

– Ale mój… Zaraz – rozmówca zawiesił głos – będzie chyba osiemnasty.

– Osiemnaście razy popełniał… pan… samobójstwo? – To zająknięcie dotyczyło tego, jak należy nazwać rozmówcę. Małe toto było, włochate, chyba miało kopytka i ogon, który wystawał z rozcięcia spodenek. Ale rożków nie było widać, może ukryły się pod czapką z pomponem.

– Ja? Odbiło ci? – Istota oburzyła się szczerze. – Ja tu tylko pilnuję porządku.

– Porządku?

– Mówię ci, biurokracja dotrze wszędzie.

– Jaka biurokracja? Ja chcę tylko skoczyć z mostu! – wykrzyknął oburzony Joachim. – Nie mogę?

– Możesz, ale najpierw ankieta.

– Ankieta? Jaka ankieta?

– Zwyczajna. Pytania i odpowiedzi. Nigdy nie wypełniałeś? Pomogę.

Stworek usiadł wprost na zaśnieżonym chodniku, wyciągnął z kieszeni niewielki kajecik i ołówek.

– Darujemy sobie formalności, zapiszę tylko twoje imię i nazwisko, a potem uzupełnię resztę danych. Pytanie najważniejsze: czy na pewno chcesz popełnić samobójstwo?

Joachim potwierdził energicznie i zdecydowanie.

– Przyczyna?

– Co?

– Dlaczego chcesz popełnić samobójstwo? – wyjaśnił nieco zniecierpliwiony stworek.

Poeta zaczerpnął powietrza i mówił pewnie z dziesięć minut, ale strażnikowi mostu nawet nie drgnęła ręka.

– Dlaczego pan nie zapisuje? – zdziwił się Monetka.

– Bo ja tu nie widzę przyczyn – wyjaśnił stworek.

– Jak to? – oburzył się poeta. – A odejście Eweliny? A śmierć mamusi? A niewola u wydawcy?

– No wiesz, to już przesada. Ewelina odeszła? I co z tego? Pomyśl o tych, którzy nie mieli szansy na taką kobietę, a ty spędziłeś z nią dwa lata. Mamusia? Na całym świecie mamusie kiedyś umierają. Nie oszukujmy się – z obu tych nieszczęść wyszedłeś obronną ręką i z niebotyczną kasą, że o popularności nie wspomnę. Wstydziłbyś się!

– A wydawca? – stęknął boleśnie poeta, bo już mu ręce przymarzały do filara.

***

Pan Mąciwoda zorganizował akcję promocyjną. Wpadł na pomysł, by ponownie wydać dzieła zebrane Joachima Monetki, tym razem na papierze kredowym w obwolucie z imitacji skóry z tłoczonymi srebrnymi literami. W każdym większym mieście zorganizował spotkania, w czasie których można było nabyć siedem tomików poezji z autografem poety. Przedstawił plan autorowi i poczuł się zaskoczony, że nie zaprotestował. Przyjrzał się podejrzliwie podopiecznemu, ale poza zwykłymi objawami apatii i niechęci nie zaobserwował żadnych oznak buntu. Nawet na wzmiankę, że zaczynają przed wakacjami. Joachim kiwał głową, wpatrując się bezmyślnie w rozłożone przed sobą kartki kolejnego cyrografu. Ożywił się tylko przy wynagrodzeniu i spojrzawszy głęboko w oczy mecenasowi, spytał, czy kwotę mógłby dostać na konto jeszcze przed rozpoczęciem wojaży.

– A na cóż panu tak prędko potrzebna gotówka? – spytał wydawca.

– Chciałbym kupić dom w górach – wyjaśnił poeta. – Pomyślałem, że na łonie natury odzyskam natchnienie. A może zacznę pisać o faunie lub florze?

Panu Mąciwodzie przypadł ten pomysł do gustu, a szczególnie wzmianka, że autor zamierza znowu pisać i to bez specjalnych nacisków. Temat nieważny, nazwisko Monetka gwarantowało zyski. Dlatego wyraził zgodę i w ciągu tygodnia wynagrodzenie trafiło na konto poety.

I to właściwie już koniec historii. Jak to, zapytacie. Tak to. Joachim Monetka przelał wszystkie pieniądze z konta w banku PKO na konto w banku na Kajmanach, po cichutku spieniężył wszystko, co posiadał i przeniósł się do bardzo ciepłych krajów, gdzie nikt się nim nie interesował. No, może z wyjątkiem kilku pań o czekoladowej karnacji. Pan Mąciwoda został zmuszony do odwołania akcji promocyjnej. I to był pierwszy raz w historii, gdy autor uciekał przed wydawcą, bo znudziły go sukcesy.

Strażnik mostu nie ukrywał zadowolenia. Z satysfakcją podarł ankietę, którą kiedyś zaczął wypełniać razem z Joachimem Monetką, bo z całego serca nienawidził biurokracji i gotów był nawet zrezygnować z cudzej duszy, byle tylko się jej przeciwstawić.

Koniec

Komentarze

No to Mąciwodę zrobił w konia :)

Bardzo sympatyczny tekst, choć za bardzo nie zazdroszczę Joachimowi ;)

Powodzenia w konkursie.

F.S

Ja tam Joachimowi zazdroszczę! Chciałabym oganiać się od wydawców moich tekstów laugh

Dzięki, Foloinie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Na tej płaszczyźnie to też mu zazdroszczę…

Nie, zmieniłem zdanie – po prostu zazdroszczę mu :D

F.S

Bardzo dobroduszny ten diabełek. Ja też zazdroszczę Joachimowi, zupełnie nie wiem, co mu nie pasuje. Tekst świetny, bawiłam się przednio.

Foloinie, czyżby przekonała Cię ta czekoladowa karnacja?

Dzięki, Urbi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dyplomatycznie odpowiem, że przekonały mnie ciepłe kraje :)

F.S

No nie wiem, mnie trochę znużyło… Napisane oczywiście sprawnie i wyraziście, jednak historia jest, moim zdaniem, dość bezpłciowa, bez polotu. Fabuła – nic nadzwyczajnego. Bohater fajny, ale to trochę mało. Element fantastyczny też szału nie robi…

Te dwa długaśne akapity, choć zastosowałaś w nich przyjemną, niemal baśniową konwencję, trochę męczą.

Albo jestem przesadnie wymagający, albo potrafisz znaaacznie lepiej, Bemik ;)

 

Tyle ode mnie, na koniec nieśmiało zaproponuję:

Oprócz stosowania przymusu pisania wobec Monetki[+,] pan Mąciwoda zagwarantował sobie również jego udział w działaniach marketingowych

Chyba by się przydał ten przecinek.

Czasem zatrzymywał się, by podziwiać sielankę rodzinną, dzieciątka tulone w objęciach przez rodziców, młodych tulących się wzajemnie i starych otulonych kocami.

Niekoniecznie zamierzone powtórzenie ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Bemiku, gdyby to był Twój pierwszy raz, byłabym zachwycona, ale ponieważ debiut masz już za sobą, mogę tylko powiedzieć, że przeczytałam z przyjemnością. ;)

 

za wspie­ra­nie nie­kon­wen­cjo­nal­nych, no­wa­tor­skich tren­dów i … – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Za nie­ma­łe pie­nią­dze opła­cił wdzię­ki wi­ce­miss Pol­ski… – Za nie­ma­łe pie­nią­dze kupił wdzię­ki wi­ce­miss Pol­ski… Lub: Nie­ma­łymi pie­niędzmi opła­cił wdzię­ki wi­ce­miss Pol­ski

 

De­cy­zja zo­stał pod­ję­ta. – Literówka.

 

W każ­dym więk­szym mie­ście zor­ga­ni­zo­wał spo­tka­nia, gdzie można było nabyć… – Spotkanie nie jest miejscem.

Proponuję: W każ­dym więk­szym mie­ście zor­ga­ni­zo­wał spo­tka­nia, na których/ podczas których można było nabyć

 

spie­nię­żył wszyst­ko, co po­sia­dał i prze­niósł się do bar­dzo cie­płych kra­jach… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

I to jest prawdziwy diabeł – anarchia przede wszystkim, a nie jakaś tam biurokracja :)

Całym sercem jestem z panem Monetką. Mogłabym mu zazdrościć, ale nie mam czego, bo nie piszę za dużo, więc i do wydawców nie mam się z czym zwracać. 

Bardzo mi się. 

 

Count, jak to element fantastyczny szału nie robi? I nie mam tu na myśli diabełka z mostu, ale te góry pieniędzy zarobione na tomikach poezji.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Count – przecinek w zacytowanym zdaniu wydaje mi się zbędny. W pierwszej części, którą chciałbyś oddzielić, nie ma nawet czasownika. Powtórzenia celowe – jest jeszcze trzecie: otulonych. 

Dzięki za przeczytanie, miałam trochę obaw, że blok tekstu może być nieco nużący, ale uznałam, że opowiadanko jest tak krótkie, że nie powinno stanowić to problemu.

Reg – jesteś niezawodna jak Zawisza. Dziękuję.

Finkla, Mytrix – dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Śniąca – dzięki! Szczególnie za obronę elementu fantastycznego.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Element fantastyczny, wskazany przez śniącą, jakby miał kto wątpliwości, bezbłędny :P

Przeczytałem :)

 

PS Chyba w czasie poprawek wdarło się parę znaków ponad limit ;) Pamiętam, że tuż po publikacji było równo 9999.  

Też widziałem 9999 :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podobało mi się. Szczególnie pomysł na kolejne dzieła Monety przypadł mi do gustu. Do tego jak zawsze u Ciebie sprawnie napisane, a i puenta swoje zadanie spełniła.

Powodzenia w konkursie :)

Rzeczywiście, poprawki sprawiły, że przekroczyłam nieco limit. Zaraz to skoryguję

Belhaj, dzięki za wizytę i za klika.

Edith – teraz jest równiutko dyszka. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysł na "Egzystencję" genialny. Na Twoim miejscu spróbowałabym wydać taki tomik. Swojskie nazwiska bardzo mi sie. Przyjemny szorcik.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Bemiku, bardzo się cieszę, że mogłam się przydać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fleur, żeby ktokolwiek zechciał wydać taki zbiorek, musiałabym nazywać się albo Mickiewicz, albo Miłosz, albo Monetka. Dzięki.

Reg. heart

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

 Bemik kiss

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję anonimowi, który klepnął bibliotekę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, a próbowałaś? ;) nie takie wałki przechodzą, coś mi się kojarzy, że jakiś artysta sprzedał obraz czarnej kropki na białym tle za tysiące euro. I to nie był Picasso ani żaden Matejko :) grunt to pomysł!

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Może na zachodzie, fleur, obawiam się, że u nas – mimo różnych wydawanych cudoków – taki numer by nie przeszedł, a własnej kasy nie mam, żeby się w takie coś bawić. Może gdybym była żoną jakiegoś znanego piłkarza albo faceta od gotowania…

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tekst bemikowy, jak zwykle czytało się przyjemnie, choć bez fajerwerków. Tytuł obiecywał dziwne coś, ale takowego nie dostrzegłem w tekście. Ogólnie okej. :)

Dzięki. A gdzie dziwność? Widziałeś autora, który byłby znudzony sukcesami i uwielbieniem? wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajny szorcik, napisany przyjemnym językiem. Niestety dla mnie ta wrzutka z diabłem taka na siłę – utwór jako całościowa treść nadal by się bronił bez jego persony. Pewnie potrzeba było tego elementu fantastycznego, choć zgadzam się z przedmówcami, że sam opis bogatego poety spokojnie wystarczał ;) Podsumowując: jest okej.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki. No cóż, element fantastyczny rzeczywiście śladowy, ale jest.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nic specjalnego w historii jako takiej nie znalazłem, ale tekst napisano tak wciągającym stylem, że nie mogłem się oderwać. Długościowo w punkt, bo większa objętość mogłaby zmęczyć, a tak to jest w sam raz. No i ten diabełek okazujący ostatecznie dobroć, jest taki bemikowy… ;)

Pozdrawiam!

Konkurs dopiero co ogłoszony, a już trafił się tak dobry tekst. Gratulacje szybkiego działania, mimo że to szort :)

Czytało się sprawnie, świetny styl, ciekawa historia, chociaż zdaje mi się, że ten element fantastyczny taki trochę na siłę. 

Pozdrawiam.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki, mili panowie za odwiedziny i miłe komentarze.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Świetny pomysł na publikację “prawie pustego” tomu poezji. Coś jak “wszystko, co mężczyźni wiedzą o kobietach” i w środku puste kartki. Serio. Zastanów się. Na tym można zarobić.

Z kolei moim zdaniem pomysł z zarabianiem kroci na tomikach poezji już taki fajny nie jest. Trochę, a nawet bardziej niż trochę naciągany.

Podoba mi się za to motyw z pokazaniem, że wystarczy być wystarczająco sławnym i bogatym, a ludzie kupią od ciebie każdy chłam, choćby robiło się z nich “jaja”, tak jak to robił Monetka. 

Ciekawie wyszła scena na moście. Bohater chce skoczyć a tu nagle “heloł”. Najpierw papiery trzeba wypełnić;p Żeby zawsze w takich sytuacjach pojawiał się taki jegomość, a jestem pewien, że odsetek samobójstw by się zmniejszył.

Zakończenie nie zaskoczyło mnie specjalnie. Dość łatwe do rozgryzienia.

Ogólnie całość na tak;)

Dzięki Anet.

Shaggo, gdyby tak łatwo było zarobić… Co do zarabiana na poezji – potraktuj to jako element fantastyczny. Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Świetne opowiadanie. Kariera poety ukazana świetnie. Znakomicie oddany proces twórczy przy poszczególnych tomach, a szczególnie opis tego, który miał być zły. Wątek fantastyczny w opowiadaniu nie był dla mnie tak ważny, tak samo zakończenie, ja najbardziej pochwalam treść i przekaz.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

W sumie sympatyczna opowieść, ale chyba kompozycyjnie do poprawienia. Chodzi o podział na akapity – w kilku miejscach należało je wyodrębnić, bo tekst się zlewa.

Trochę tak opowieść jest mało potoczysta, co najmniej kilka akapitów należałoby wygładzić. Chyba tez przydałoby się trochę skrótów, bo opowiadanie w kilku miejscach wyraźnie się ciągnie. 

Dwa razy blisko siebie czasownik “odeszła”. Tradycyjnie brak interlinii oddzielających gwiazdki od tekstu, a ten defekt utrudnia czytanie.  

Na pewno jednak interesująca opowieść, nasycona ciepłym humorem z domieszką krztyny ironii.

Pozdrówka.

Dziękuję panowie za wizytę i pozostawiony komentarz.

“Odeszła” zaraz poprawiam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku,

 

Tu prawie parsknąłem śmiechem:

Ludzie potraktowali tomik jak zaproszenie do prowadzenia pamiętnika, wypisywali na pustych kartkach własne przemyślenia.

Te sformułowania przyciągnęły moją uwagę i wywołały uśmiech:

Klęska wisiała nad Joachimem jak strop nad piwnicą

udało mu się odzyskać równowagę, oczywiście tę fizyczną, bo o duchowej nie było nawet mowy

 

Pełno tu kpiny i sarkazmu. Poza tym, że odpowiada mi Twoje poczucie humoru, po podjętej tematyce wnioskuję, że przydałby Ci się jakiś spektakularny literacki sukces. Ale jeśli nie przychodzi, nie martw się, masz we mnie wiernego czytelnika.

No chyba, że przyszedł, a ja nic o tym nie wiem?

:)

Nimrodzie, cieszę się, Cię uśmiechnęło. Taki był też cel.

Sukces, no cóż…

Dzięki!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobało mi się :) Przy dobrym stylu bloki tekstu nie przeszkadzały i niby zwykła historyjka, ale jakaś taka ciekawa i wciągająca :D

Bardzo przyjemne, fajnie napisane opowiadanko. W zasadzie samo się czyta, a pana Joachima trudno nie polubić. A pomysł z czwartym tomikiem całkiem zabawny, uśmiechnąłem się podczas czytania.

Urocza, sympatyczna historia. Podobało mi się :)

Dziękuję, że znaleźliście czas, żeby przeczytać i zostawić komentarz, biorąc pod uwagę, że święta za pasem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Masz bardzo przyjemny, płynny styl, bemik. Mam wrażenie, że każda historia opisana Twoją ręką będzie dla czytelnika, w zależności od Twojego zaangażowania w akt twórczy, od przyjemnej rozrywki, do prawdziwej intelektualnej uczty :)

Miło mi, Urbi. Cieszę się, że tak oceniasz moje pisanie!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie jest bardzo lekkie i sympatyczne, a przy tym takie cudownie ironiczne, zabawne i z humorem. Kto by pomyślał, że pisarz może uciec przed wydawcą z powodu znudzenia sukcesami ;) Przy okazji, szalenie podobają mi się nazwiska głównych bohaterów – zwłaszcza Romuald Mąciwoda ♥ 

Bardzo dobrze mi się czytało, masz naprawdę wspaniały styl, przez tekst się tak płynie :)

Dzięki, Aylin, miło się czyta takie rzeczy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Spodobał mi się absurdalny klimat opowiadania. Poczułam się prawie, jak u Fryderyka Frączka. Bardzo sympatyczny tekścik i zakończenie mające przyjemny wydźwięk, choć pierwszy raz dosyć niejednoznacznie zaakcentowany, ale to już nie mnie oceniać. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki, Morigano. Tych pierwszych razów można się u mnie dopatrzyć kilku :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Może i tak. ;)

Widocznie zbyt mało spostrzegawcza jestem. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Czas zamieścić jurorskie komentarze :)

 

Napisane nie tylko nienagannie, ale przede wszystkim fajnym stylem. Nieco przeszkadzają duże akapity – myślę, że można by je łatwo rozbić, by nadać tekstowi dynamiki.

Przypadki Joachima Monetki nie są aż tak dziwne, jak sugeruje tytuł. Najbardziej spodobał mi się motyw tomiku z pustymi kartkami, które czytelnicy sami wypełniają. Z jednej strony jest to absurdalne (w połączeniu z trzepaniem grubej kasy na poezji zakrawa mi to wręcz na jakiś dziwny realizm magiczny), z drugiej – prawdopodobne, jeśli spojrzeć na bestsellery z półek dla młodszych czytelników.

Początkowo spodziewałem się, że tekst będzie nieco cięższy. Napięcie przestało jednak rosnąć po „to mój pierwszy raz”, kiedy włochate stworzenie wyjęło ankietę. Ostatecznie szort skręcił w stronę sympatycznej historyjki z potrójnym przesłaniem: doceń swoje życie, biurokracji nikt nie lubi, wydawcy to skurczybyki (traktuję to jako puszczenie oka do nas, pisarzy-amatorów).

Podsumowując: fajne, ale obawiam się, że nie zostanie mi w pamięci na dłużej. 

 

Gratuluję czwartego miejsca :)

Super, dziękuję za wyczerpujący komentarz.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Warunki konkursowe spełnione.

Opowiadanie bardzo sympatyczne, potrafisz zarazić odbiorcę sympatią lub antypatią do postaci. Acz zawód bohatera wybrałaś mocno ryzykownie – chyba sporo osób orientuje się, co sądzę o poezji. Początek, o tych kolejnych tomikach, nie był dla mnie porywający.

Pierwszy raz i element fantastyczny wydają mi się słabo zaakcentowane – raczej odhaczone niż wykorzystane. Równie dobra mogła je zastąpić rozmowa z przyjacielem w pubie. To uważam za najsłabszą stronę tekstu.

Do warsztatu nie mam większych zastrzeżeń, ale trochę literówek się trafiło.

 

PS. To ja byłam piątą siłą.

Babska logika rządzi!

Witaj!

Już na początek konkursu trafił się bardzo dobrze napisany tekst. Do wykonu przyczepić się nie idzie. Przez opko płynąłem bez przeszkód, co lubię i cenię.

Motywy fantastyczne znalazłem aż dwa. Diabełka nie cierpiącego biurokracji (a mówią, że biurokracja to zło), i poetę zbijającego krocie na tomikach poezji (alternatywna rzeczywistość, gdzie ludzie czytają, i to poezję?). Co prawda ta fantastyka (z diabłem) dawkowana jest w oszczędnej ilości ale odniosłem wrażenie, że to zabieg celowy. Bynajmniej element fantastyczny nie jest doczepiony na siłę.

Motyw pierwszego razu jest, i choć udane samobójstwo jest dość problematyczne w tym względzie bo nie da się tego zrobić nie pierwszy raz (przynajmniej w realu, bo w fantastyce nigdy nic nie wiadomo), to nic nie stoi na przeszkodzie podejmowaniu większej ilości nieudanych prób. Przyznam, dialog diabełka z Monetką rozbawił.

 

Nazwiska trafione w punkt. Duży plus.

Pomysł na prawie pusty tomik poezji wtórny (po książce "wszystko co faceci wiedzą o kibietach") acz miło podany i umotywowany.

Zakończenie delikatnie ale przewidywalnie twistuje. Generalnie mi się podobało, a zarzuty byłyby wymuszone. Duże akapity były tak dobrze napisane, że nie przeszkadzały mi w lekturze.

To był mój osobisty faworyt do zwycięstwa ale jury bywa nieprzewidywalne :-)

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podoba mi się taka fantastyka: dobrze napisana, z nieoczywistym pomysłem (raczej nie da się zarobić na poezji) i z bohaterem, który wyprowadza w pole wydawcę, niczym księgowy mafii uciekający z pieniędzmi gangsterów. Przyczepiłbym się tylko do tego diabła, który pojawia się bez większego sensu, chyba tylko po to, żeby autorka nie musiała wymyślać bardziej przekonującego uzasadnienia zmiany decyzji Joachima.

Dziękuję i przepraszam, że dopiero teraz mogę odpisać. Niestety, mój router odmówił współpracy i musiałam czekać aż syn znajdzie czas, żeby skonfigurować nowy.

Cieszę się, że generalnie przypadło do gustu. Mytrixie – sprawiłeś mi ogromną radość swoim komentarzem.

 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka