- Opowiadanie: Blackburn - Bestia z Darkwood

Bestia z Darkwood

 

Możliwe że opowiadanie jest przeznaczone tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Jedna ze scen może szokować, ale nie musi, bo to kwestia gustu. Zapraszam do przeczytania mojego krótkiego tekstu.

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Bestia z Darkwood

Na ścianę chlapnęła karmazynowa kropla. Mokry kleks spływał powoli, wypuszczając dwie gęste łzy. Ciemniał i krzepł. Metaliczna woń mieszała się z wilgotnym powietrzem i wypełniała pomieszczenie, sygnalizując kres cierpienia i uwalniając mięśnie od napięcia. Żarówka pojaśniała, gdy z leżącego na folii ciała uleciało ostatnie tchnienie. Przez źrenice życie uciekało, źrenice życie wchłaniały i patrzyły jak czerwony płyn wypełniał pogiętą miskę, na ubrudzone po łokcie ręce i trzymany w dłoni nóż – niezawodne narzędzie kolejnego zabójstwa. Kirk rzadko spoglądał w oczy swoim ofiarom, a gdy to robił, czuł, że ten świat wciskał mu sterylną, poliestrową dłoń w pierś i ściskał serce.

 

<>

 

Mildred, Kirk i sześcioletni Ijan jedli kolację. Ze stojącej na środku stołu białej wazy z gulaszem unosiła się para, formując ledwo dostrzegalny kształt ludzkiej twarzy – przypominał oblicze kobiety o długich włosach. Opar wznosił się, rozciągając oczy, czoło i usta postaci. Mildred najpierw uniosła brwi, potem zmarszczyła i spojrzała na męża, ale gdy zobaczyła, że Kirk tylko przebiera widelcem w talerzu, ponownie spojrzała na mgiełkę, jednak nic szczególnego już nie dostrzegła.

Stary telewizor stał w rogu jadalni i wyświetlał program informacyjny.

 

Zaginęła kolejna rodzina. Poszukuje się samotnej matki z córką. Policja prosi o kontakt, jeśli ktokolwiek widział tę kobietę…

 

Stukanie sztućców na moment ustało. Gdy ekran wyświetlił zdjęcia zaginionych, Kirk najpierw zatrzymał widelec przed ustami, zaraz potem oparł rękę o stół i patrzył na obrazy – młoda uśmiechnięta kobieta o kasztanowych włosach i zagubionym wzroku, dziewczynka o blond lokach i oczach przepełnionych zaufaniem do świata.

– Mamo, poproszę o jeszcze. – Ijan pokazał ubrudzone brązowym sosem ząbki, a Mildred uśmiechnęła się i nałożyła synowi dokładkę aromatycznego gulaszu, wybierając jaśniejsze, delikatniejsze kawałki.

Chłopiec włożył do ust mięso, potem ujął w dłoń małego piernikowego misia, który ożywał w dziecięcej wyobraźni: biegał między skalnymi przeszkodami i drzewami, ogromnym susem przeskakiwał sadzawkę, gonił pszczołę i się turlał. Kirk spojrzał na syna, wyjął z małej dłoni ciastko, położył na talerzu i powolnymi ruchami noża odciął głowę misia. Ijan z rozchylonymi ustami i szeroko rozwartymi powiekami patrzył na każdy gest ojca, który na koniec włożył odkrojoną część ciastka do ust i zaczął żuć, patrząc w oczy syna.

Mężczyzna odwrócił głowę, a po chwili wstał i podszedł do okna. Zmierzchało, mgła okryła ziemię i otaczający las stracił kolory. Na moment zerwał się wiatr, zostawił wilgotny oddech na szybie i porwał kilka liści. Kirkowi zdawało się, że na zewnątrz dostrzegł dziesiątki przerażonych oczu i nagle poczuł tętnienie w skroniach. Chaos objawił się wyciem syren, błyskiem czerwonych i niebieskich świateł, męskich rozkazujących wrzasków i płaczem dzieci.

Kirka wyprowadzono przed dom i gdy stał z rękoma spiętymi kajdankami, patrzył na rodzinę, na poszukiwaną kobietę z córką, na pozostałych mieszkańców osady. Transparentna poliestrowa dłoń delikatnie uciskała mu tchawicę. Jakiś policjant wyszedł zza węgła domu, oparł dłoń o porośniętą mchem wilgotną ścianę, zerknął na aresztowanego i z przerażeniem we wzroku pokręcił głową. Zaraz potem nachylił się i zwymiotował.

 

<>

 

Kirk z utkwionym wzrokiem w lustrze weneckim siedział w pokoju przesłuchań, patrząc na swoje odbicie teraz mu obce – przyprószone siwizną włosy, pomarszczona twarz, opadające kąciki ust i oczu. Brakowało mu rodziny i przyjaciół – osadników.

– Spójrz na nie! – Policjant pokazał zdjęcie. – Jak mogłeś to robić?!

Funkcjonariusz krzyczał coś jeszcze, gestykulował, unosił fotografie i krążył wokół oskarżonego, ale on nie słuchał. Myślami był z rodziną i przyjaciółmi. Dostrzegał ich w lustrze – uśmiechali się. Kirk pragnął, aby pozwolono mu żyć w zgodzie z naturą. Wszyscy osadnicy wybrali takie życie – z dala od sterylnego społeczeństwa w plastikowych domach, ludzi o umysłach noszonych w telefonach, w świecie, gdzie wszystkie prawa zostały już napisane.

Wielka srebrzysta tafla zaczęła wibrować i obraz zrobił się niewyraźny. Kirk jednak wiedział, że to nie lustro drży, ale jego umysł.

 

<>

 

Sędzia mocnym stukaniem uciszył gwar na sali.

– Proszę wstać. – Trzydziestokilkuletnia kobieta o kruczoczarnych włosach spojrzała na Kirka, przeczytała paragraf kodeksu karnego i powiedziała: – Skazuję pana na najwyższy wymiar kary…

 

<>

 

Kirk siedział na transparentnym stołku w celi o mlecznych ścianach i patrzył na zabezpieczony plastikową siatką telewizor.  Dziennikarz i polityk reprezentujący jakąś partię prowadzili opiniotwórczą rozmowę.

 

– Zapytam o Bestię z Darkwood. Jak pan sądzi, dlaczego to robił, hodował i zabijał zwierzęta, żeby je jeść?

– To chory człowiek, więc na to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko lekarz specjalizujący się w zaburzeniach empatycznych. Takie nieludzkie zachowania dominowały do końca ubiegłego wieku. Potem liczne badania naukowe potwierdziły, że zwierzęta posiadają pewien poziom świadomości. Czują strach i ból, a nawet potrafią kochać. Stąd prawo, które zakazuje czynienia im krzywdy. Żyjemy w czasach przemysłowej hodowli włókien mięśniowych. Mamy mięso bez uśmiercania zwierząt. Tamte czasy odeszły, więc chęć hodowania, zabijania i zjadania ich należy rozpatrywać w aspekcie zaburzeń psychicznych.

– To dziwne, ale pojawiają się głosy sprzeciwu wobec zakazu hodowli zwierząt na ubój. Nieliczni ludzie twierdzą, że tak naprawdę spożywając uprawiane włókna mięsne nie mają pewności, co jedzą. Zarzucają politykom, że wprowadzając te przepisy, tak naprawdę zadbali tylko o interesy korporacji.

– To są oczywiście bzdury. Ktoś, kto zarzuca naukowcom kłamstwo, że zwierzęta nie cierpią i można je krzywdzić, nie jest zdrowy na umyśle. Żaden normalny człowiek, podkreślam normalny, tego nie kwestionuje. A ceny uprawianych włókien mięsnych są wysokie, to prawda, bo produkcja jest kosztowna, ale bycie cywilizowanym…

 

– Kirk. – Potężny klawisz stanął przed przeźroczystymi kratami. – Już czas.

 

<>

 

Długi korytarz o gładkich poliestrowych ścianach, potem schody w dół i wąski hol, aż dotarli do drzwi wykonanych z mlecznego plastiku, które gdy tylko przystanęli, bezszelestnie się rozsunęły. Ku zdziwieniu Kirka, sala przypominała jadalnię. Weszli i zatrzymali się na środku pomieszczenia. Rozstawione w półokręgu stoły nakryto białymi obrusami i zastawą. Szczupły mężczyzna o siwych włosach i ubrany w fartuchu podszedł do Kirka, uniósł małą latarkę i zaświecił mu najpierw w prawe, a potem w lewe oko.

– Nie jesteś w stanie się ruszać.

Intensywny blask oślepił Kirka, który poczuł, że sztywnieje mu ciało. Stał niczym posąg świadomy swego istnienia. Oczy zaczynały go piec i łzawić, a gdy odzyskał wzrok, dostrzegł, że do sali wchodzili wysocy ludzie o bladych twarzach. Rozmawiali między sobą, siadali przy stołach i tylko ukradkiem zerkali na skazańca. Gdy wszyscy zajęli miejsca, do pomieszczenia wszedł Ijan. Chłopiec rozejrzał się po sali zagubionym wzrokiem, dostrzegł ojca, podbiegł i objął go w pasie.

– Tęskniłem, tato.

Kirk całą siłą próbował ruszyć ręką i objąć syna. Siwy mężczyzna przykucnął, chwycił chłopca za dłoń, odciągnął od ojca i powiedział:

– Nie jesteś w stanie się ruszać. – Błysnął dziecku w oczy, a potem zwrócił się do Kirka i dodał: – On ci przypomni o cielęciu, dziecku wołu.

Ijan opadł na kolana i oparł ręce o gładką podłogę, a ojciec próbował zerwać niewidzialne więzy, chwycić syna i bronić. Dłonie chłopca transformowały w kopyta, przedramiona obrastały sierścią, która coraz wyżej zajmowała ciało Ijana, zamieniające się w cielęce, ale głowa pozostawała niezmieniona. Kirk odchodził od zmysłów, nie mogąc drgnąć, i patrzył na stojącego przed nim białego cielaka o głowie syna. Ijan zaczął zawodzić zwierzęcym głosem, gdy zbliżył się do niego krępy mężczyzna w fartuchu i przystawił mu nóż do gardła. Kirk próbował skruszyć zastygłą na ciele lawę, dyszał, a z jego ust skapywała krwawa piana. Nie zauważył, że opadł i stał na czworakach, jego dłonie zamieniły się w kopyta, a szorstka czarnobiała sierść pokryła ciało.

– Szanowni państwo. – Kucharz zwrócił się do gości. – Dziś na kolację serwujemy świeżutką Ijan-cielęcinę i krwistą Kirk-wołowinę.

Mężczyzna wbił nóż w szyję chłopca i rozciął tętnicę, potem zbliżył się do Kirka i wykonał szybkie, wprawne cięcie. Ijan opuszczał głowę, a nogi coraz intensywniej mu drżały. Opadł najpierw na kolana, a po chwili całkiem się osunął. Cielęce zawodzenie wypełniło salę. Mężczyzna z nożem odkrajał kawałki mięsa z obu ciał, a gdy skończył, zostawił swoje ofiary leżące i krwawiące na środku pomieszczenia. Kirk patrzył na syna przez mgłę wibrującą od ludzkich chichotów. Poczuł zimny oddech na prawym uchu i usłyszał szept, ale choć słów nie rozumiał, czuł jak wpełzają mu do mózgu i mlaszczą przy neuronalnej uczcie.

Do sali wnoszono talerze z posiłkami. Goście zaczęli jeść, a głodne spojrzenia wlepiali w ofiary, żując mięso, jakby odrywali je bezpośrednio z ich ciał.

Kirk wciąż zachowywał świadomość. Mężczyzna w fartuchu podszedł do niego z talerzem w dłoni, nachylił się, nabił na widelec kawałek upieczonego jasnego mięsa i przystawił mu do ust, mówiąc:

– To jest ciało syna twego.

Kirk próbował się opierać, aż oczy zachodziły mu czerwoną mgłą, ale w końcu musiał uchwycić mięso w zęby i zaczął energicznie gryźć. Dookoła siedzący ludzie wkładali do ust kawałki mięsa i żuli, a w ich twarzach nie dało się dostrzec współczucia, tylko pierwotne pragnienie krwi.

Kat podszedł do skazańca, trzymając siekierę, obrócił ją obuchem w kierunku Kirka, wziął zamach i uderzył go w głowę z ogromną siłą, krzycząc:

– Wstawaj!

Kirk ocknął się na podłodze. Szukał Ijana, ale go nie dostrzegł. Dotknął swojego uda i powoli wstał. Patrzył na ręce, rozejrzał się po pomieszczeniu i twarzach siedzących wokoło ludzi.

– Gdzie jest mój syn?! Co nam zrobiliście?! – zapytał Kirk, dysząc z przerażenia.

– Najwyższy wymiar kary – odpowiedział stojący przed nim mężczyzna.

– Gdzie mój syn!? –  Kirk ruszył z impetem na mężczyznę, ale jakieś dłonie zatrzymały go w stalowym uścisku.

– Twój syn czeka na zewnątrz. Teraz idź.

Kirk zrobił krok w tył, potem drugi, lustrując otaczających go mężczyzn i kobiety. Wszyscy zastygli w bezruchu i patrzyli, jakby nienaturalnie powiększonymi oczami. Pochłaniali go, wyssali życie, zjadali. Nie zadając więcej pytań, odwrócił się i wyszedł z sali. Biegł, pokonując niekończące się mleczne korytarze i przeźroczyste schody, aż dotarł do ostatnich drzwi i wyskoczył na zewnątrz budynku. W oddali na końcu żwirowej drogi dostrzegł Mildred i Ijana. Podbiegł i przytulił syna.

 

<><><>

 

Trzydziestoletni Ijan siedział na tarasie swojej przeźroczystej poliestrowej willi, patrząc na ocean muskany ciepłym wiatrem. Myślał o zmarłym dawno ojcu, który w ostatnich dniach życia, opowiedział o tym, co przeżył i jaką karą obciążono jego umysł. Kirk z czasem wyrzucił z pamięci przykre sceny, ale otaczających go wtedy ludzi nie mógł zapomnieć. Ich spojrzeń, szeroko rozwartych źrenic niczym dziesiątek lewitujących małych czarnych dziur, z których emanowała zimna otchłań. Ci ludzie unosili się w lepkich chemosferach swoich mózgów, wyrywając z marazmu sterylnego, poukładanego życia. Pragnęli na krótki moment stać się ofiarą, która kąsa i przeżuwa własne ciało, potem wrócić do bezpiecznych transparentnych domów.

Ijan uniósł do ust lampkę czerwonego wina i zanurzył usta w krwistym napoju. Był rzeźnikiem nowych czasów, w których wszechwiedząca księga prawa wyznaczała ludziom gładkie drogi. Ijan kupował próbki tkanek celebrytów, hodował włókna mięsne, a głodni mocnych wrażeń klienci gotowi byli płacić duże sumy za wyjątkowe dania – legalnego narkotyku poliestrowego świata.

– Tak? – Ijan odebrał telefon. – Masz?! Świetnie! Wiesz, gdzie je zawieźć.

Jego człowiek właśnie zdobył próbki tkanek największego zbrodniarza w historii ludzkości. To będzie mocny towar, pomyślał. Czasem klienci pytają Ijana, czy to mięso, czy doświadczenie zmieniają ich sposób patrzenia i myślenia? Opowiadają, że spoglądając na swoje odbicia w lustrach, widzą jak zmieniają się rysy ich twarzy, ale nie potrafią ocenić, czy to imaginacja. Ijan wtedy nie odpowiada, tylko słucha, a potem pyta, kogo chcieliby spróbować następnym razem.

Koniec

Komentarze

Dziwny pomysł, chyba raczej mnie nie przekonuje. Tekst napisany bez emocji, więc co może szokować? W zasadzie relacjonujesz pewne wydarzenia, do których stosunek mój/czytelnika w trakcie lektury się nie zmienia. Historia nie poruszyła, nie zainteresowała, strasznie suchy tekst, tak że nawet na błędy i niezręczności językowe nie zwróciłem uwagi. Transparentny i poliester, zdaje się, że te dwa wyrazy sponsorowały dzisiejszy program:)

Historia zyskałaby, gdyby twist wyjaśniający, że chodzi o zwierzęta dać bliżej końca i zakończyć sceną wykonania kary – przed Kirkiem rozsuwa się zasłona, a tam ludzie za stołem, wcinający pieczonego Ijana z jabłkiem w buzi. Endżoj Kirk, bon apatit! Finito. Wtedy miałoby to jakąś moc:)

To było tak dziwne, że nie wiem co napisać… Na pewno zaskoczyłeś mnie, Anonimie.

Szczerze mówiąc, czytało mi się średnio – ani dobrze, ani źle. Nie bardzo zrozumiałem, jaki sens miała tutaj scena z piernikowym misiem. Być może czegoś nie zrozumiałem.

Nie jestem też pewien, czy świat jest wystarczająco czarno-biały. A co do przedmowy – chyba nie trzeba mieć aż tak mocnych nerwów ;)

Wykonanie według mnie nie jest złe.

 

“– Proszę wstać. – Około trzydziestokilkuletnia kobieta o kruczoczarnych włosach spojrzała na Kirka…”

Może lepiej już bez “około”? Trzydziestokilkuletnia to już przybliżenie.

 

“Szczupły mężczyzna o siwych włosach i ubrany w fartuchu podszedł do Kirka…”

Ubrany w fartuch lub w fartuchu.

 

Goście zaczęli jeść, a głodne spojrzenia wlepiali w ofiary, żując mięso, jakby odrywali je bezpośrednio z ciał ofiar.

Powtórzenie.

Jakoś nerwów nie nadszarpnął ten tekst. Czytało się przyzwoicie. Właściwie to tyle, co mi zostało w pamięci.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Michał Pe

Szkoda że pomysł nie przekonał i że wyszło sucho. Ale dziękuję, że przeczytałeś i zostawiłeś opinię. Przemyślę ją.

 

@Perrux

To że dziwne, to chyba nie jest źle. Cieszę się, że zaskoczyło. Scena z misiem być może nie jest istotna, a może po prostu to jedna z sytuacji, które trochę “skrzywiły” Ijana. Czarnobiałość, hmm… no taka moja interpretacja, a w regulaminie zaznaczono dowolność. Jeśli nie wystarczy, to co zrobić, pech. ;)

Dziękuję za uwagi (popracuję nad nimi), za przeczytanie i że zdecydowałeś się zostawić komentarz. Już sporo wyświetleń, a komentarzy tylko dwa – to jest dziwne, tym bardziej dziękuję.

 

@NoWhereMan

Dzięki za przeczytanie.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajny pomysł, twist mnie zaskoczył. Natomiast raczej za bardzo mnie nie zszokowało i właściwie chyba nie wywołało większych emocji – chyba z powodu, o którym napisał Michał. Wyszło jakoś sucho, dodatkowo nie przemówiły tez do mnie niektóre zabiegi stylistyczne, jak choćby: “Przez źrenice życie uciekało, źrenice życie wchłaniały(…)”. Ale to oczywiście subiektywna subiektywność ;)

Były wątpliwości czy zostawić ten zabieg stylistyczny. Cieszę się, że pomysł fany i że zaskoczyło. A co do suchości, to za nic nie wiem, jak uczynić tekst bardziej wilgotnym. ;-)

Dziękuję za komentarz, Werweno.

Ciekawy pomysł. Z tym szokowaniem to bym nie przesadzała – takie świństwa się czasami opisuje w fantastyce, że się czytelnik uodpornił… Ale zaskoczenie w końcówce było. Misie.

Wydaje mi się, że suchość dobrze tu robi. Młody jest, IMO, psychopatą, to nad czym ma się rozczulać?

Czyli nie ma to jak być wegetarianinem. O cyklistach też coś napiszesz? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie bardzo wiem, jak potraktować Bestię z Darkwood, bo jakoś nie dostrzegam powodów, dla których opowiadanie zostało zgłoszone do Czarno-białego konkursu, zaś jako głos za odstąpieniem od jedzenia mięsa, zupełnie do mnie trafiło.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finklo

Cieszy mnie, że Cisie i że pomysł zaciekawił. O cyklistów pytasz… na razie żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy, ale kto wie. ;-)

 

@Regulatorko

Jeśli tekst sam się nie broni, to marny jego los. A skoro już marny, to mogę napisać, że czarny jest często kojarzony z czymś złym. W moim świecie zabijanie zwierząt jest jednoznacznie złe i karą zagrożone. Białe (uprawa mięsa) i czarne (zabijanie dla mięsa) jest dodatkowo poddane próbie – jak osądzi to czytelnik: czy czarne jest czarne, a białe na pewno białe. Ale najwyraźniej te elementy nie zostały odpowiednio wyeksponowane, więc autor musi to przemyśleć. ;)

Jest głos za odstąpieniem od jedzenia mięsa, ale z uboju. To już kolejny dzień, kiedy nie mogę przemóc się i zjeść kotleta – wegetarianinem nie jestem. ;)

 

Poza tym, inwestujcie w udziały firm, które pracują nad uprawą/hodowlą mięsa, możliwe że to się opłaci. ;-P

Polisterowe ściany, aromatyczny gulasz, Kirk, transparentny stołek… Znowu coś mi dzwoni, kto to napisał, ale nie mogę jeszcze ukierunkować. Poza tym, to takie lemowate, nie wiem, czy zamierzenie, czy nie. Samo słownictwo, imiona i tematyka bardzo mi się z Lemem kojarzą. Ciekawy tekst, wyważony, ale i charakterny. Nie miałam do czego się przyczepić w kwestii technicznej.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Ów “twist” bardzo mi się nie podobał. Taki nachalny, wrzeszczący do mnie “jestem zwrotem akcji, a tyś zaskoczony, żegnaj się z nadzieją!”, że aż musiałem go zdmuchnąć z biurka. Pamiętajmy jednak, że do mnie rzadko przemawiają teksty pisane po to, by zaskoczyć.

Zakończenie w pierwszej chwili uznałem za ciekawe, w drugiej niezbyt prawdopodobne – tak wyrafinowana klientela nie byłaby raczej zainteresowana tego typu podróbkami. Wariatów i wynaturzeń oczywiście nie brakuje, niemniej tu chyba chodziło o coś więcej.

Miałem też wrażenie, że tekst stoi gdzieś pośrodku pomiędzy historią z morałem, opowieścią gore i absurdalno-onirycznym swobodnym spadaniem, nie mogąc się zdecydować, czym właściwie jest i przez to brakuje mu “czegoś”, co by je wyróżniło. Zostało w pewnej nijakości.

Powtórzę się, ale przede wszystkim za mało subtelnie jak dla mnie. Technicznie w porządku, choć jak zwykle drażnił mnie narracyjny stroboskop. Czarno-białość oceni jury, ale chyba było dość po bandzie.

4.

patrząc na swoje odbicie teraz mu obce 

Co to za sformułowanie?

 

– Tak? – Ijan odebrał telefon. – Masz?! Świetnie! Wiesz, gdzie je zawieźć.

Chyba najpierw się odbiera telefon, a potem mówi “tak?”.

Opowiadanie wywołało u mnie tylko pobłażliwy uśmieszek. Jeśli jest to jakiś poważny głos za wegetarianizmem, ja nie dostrzegam tu argumentów. 

Wykonanie w porządku. Było parę fajnych elementów, jak np. ta twarz nad gulaszem, ale ogólnie niewiele poza tym.

Czarno-białość moim zdaniem mocno naciągana.

Oj tam, od razu poważny. Argument jest taki, że warto się przyzwyczajać do trawy, póki można to zrobić dobrowolnie. Bo jak mięso horrendalnie podrożeje, to pozostanie już tylko wrzask o niszczeniu tradycji i spadającej stopy życiowej.

Babska logika rządzi!

Dziękuję Wszystkim za opinie i uwagi. Podobieństwa z mistrzem są nieintencjonalne. Nie planowano aby tekst czy twist był subtelny. Tak w kwestii jasności – tekst nie był pisany jako głos za wegetarianizmem. Jest zupełnie o czymś innym – bliżej temu, o czym Finkla prawi.

Jeszcze raz dzięki.

No ładny rozstrzał punktowy. Przydałaby się jeszcze jedynka i szóstka, i mam strita albo nawet pokera. :D

Nie podobało się :-( Sucho. Nie transformował bym syna w zwierzę, tylko by było bardziej drastycznie, (skoro miało być drastycznie) dałbym scenę zarzynania dzieciaka. Ale mnie to nie kręci. W tekście brakuje mi emocji, narrator jakiś taki bezpłciowy. Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Odsunięcie czytelnika narracją i suchość była zamierzona. Gdyby wtłoczyć w opowiadanie dużo emocji i do tego zrobić pierwszoosobową narrację, to już nikt nie doczytałby opowiadania. Zarzynanie dziecka? Nieeee opko straciło by sens, no może nie do końca, ale nie chodziło o totalne wystraszenie czytelnika, ale o dosadną “wiadomość z przyszłości” a dokładniej o ostrzeżenie – oczywiście to taka zabawa. Żabka sobie pływa w coraz cieplejszej wodzie. :)

Dziękuje, Mitrixie, za przeczytanie i opinię, a jeśli jest już jednoznacznie negatywna, to może dałbyś się namówić, żeby postawić punkcik – jedynkę. Byłby fajny zestaw punktów. ;-)

Nie mogę, bo na jedynkę opko sobie nie zasłużyło :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Aż tak zależy na tym stricie? ;-)

Babska logika rządzi!

Przyznacie, że taki układ punktów jest nieczęsty, a brakuje tylko jedynki, żeby był strit. ;-)

A ja się jednak cieszę, że przeczytałam przedmowę do opka :) Takie sceny zdecydowanie nie dla mnie, zwłaszcza z udziałem dzieci. Ale pomysł jest ciekawy, wykonanie też całkiem ok. Tylko początek mi zgrzytał, jakiś za bardzo poetycki.

Ale mam pytanie:

Stary telewizor stał w rogu jadalni i wyświetlał program informacyjny.

 

Zaginęła kolejna rodzina. Poszukuje się samotnej matki z córką. Policja prosi o kontakt, jeśli ktokolwiek widział tę kobietę…

 

Stukanie sztućców na moment ustało. Gdy ekran wyświetlił zdjęcia zaginionych, Kirk najpierw zatrzymał widelec przed ustami, zaraz potem oparł rękę o stół i patrzył na obrazy – młoda uśmiechnięta kobieta o kasztanowych włosach i zagubionym wzroku, dziewczynka o blond lokach i oczach przepełnionych zaufaniem do świata.

Czyli że co – on zabił ludzi, czy to metafora i zaginęły jakieś zwierzęta. Jeśli tam, to o jaki gatunek chodzi??? Czy to w ogóle bez związku? Hmmm… Może mi się mózg zlasował od nadmiernego nieczytanianiczego :)

 

Anyway czarno-białość trochę słabo zaznaczona, ale na upartego jest ;)

Zabił zwierzę hodowlane. Specjalnie tak jest to przedstawione, bo w tym świecie zabijanie zwierząt jest czarne – jednoznacznie złe i karane. Zabójstwo to zabójstwo – niezależnie czy człowiek, czy zwierzę. Taki ten świat.

 

Kirka wyprowadzono przed dom i gdy stał z rękoma spiętymi kajdankami, patrzył na rodzinę, na poszukiwaną kobietę z córką, na pozostałych mieszkańców osady.

 

Dziękuje, Iluzjo, za przeczytanie i opinię, mimo że sceny nie dla Ciebie. Szkoda, że tekst oceniłaś na czwórkę, bo jedynka by się przydała i byłby strit. ;-)

Dość rzeźnicza opowieść. I jakoś dla mnie absurdalna na tyle, że potrafiłam się zgubić, o czym czytam – czy to ludzie, którzy jedzą ludzi, czy może wszystko jest metaforą? Domyślam się, że czarne to coś co stoi w sprzeczności z obowiązującym porządkiem świata, czyli zabijaniem zwierząt. A białe? I jakoś wizja produkcji mięsa bez mięsa (czyli nie ze zwierząt) do mnie nie przemawia – to nie mięso, to jakaś chemia. Coś sztucznego i bez sensu, jak widziany przeze mnie kiedyś w sklepie smalec wegetariański (przepraszam wegetarian, ale dla mnie to bzdura – smalec z definicji jest „produktem” zwierzęcym). 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bo to opowieść o rzeźniku. :D

Uprawiane mięso juz istnieje. Oczywiście nie jest z niczego, ale z próbek tkanek pobranych od zwierząt. Dziękuję Jurorce za komentarz. 

To, co piszesz jest straszne. A czy takie produkty “mięsne” są w normalnej sprzedaży? A jeśli tak, czy są jakoś oznaczane, że to sztuczne mięso? Wolałabym takiego nie kupować… 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie ma w sprzedaży. Obecnie są prowadzone badania na tak zwanym “mięsie z probówki”. Moje opowiadanie jest w świecie, kiedy takie mięso jest już standardem w sprzedaży i konsumpcji (moim zdaniem kierunek nieunikniony), a co więcej hodowla i ubój jest zakazany. W opowiadaniu z wypowiedzi polityka w telewizji możemy się tego dowiedzieć. Co więcej umieszczam w jego wypowiedzi proste narzędzie, które może służyć za manipulację ludźmi: a) argumentuje, że naukowcy dowiedli posiadania pewnej świadomości zwierząt – już dziś znamy naukowców, którzy sprzedają “duszę” za pieniądze; b) stanowczo stwierdza, że ludzie, którzy sądzą inaczej, są nienormalni – przecież nikt nie chce zostać posądzony o nienormalność. W ten sposób “tłum” przyjmuje, że naukowcy mają rację i w ten sposób korporacje i politycy miały łatwo, żeby wprowadzić przepisy zakazujące hodowli i uboju zwierząt, zapewniając sobie ogromne zyski. W ten sposób zwykły człowiek musi jeść drogie mięso z uprawy – czy wszystkich w tym świecie na to stać? Wydaje się, że ludzie z osady buntują się przeciwko takiej sytuacji, kiedy korporacje i rząd mają kontrolę nad tym jakie mięso muszą jeść obywatele, nie dbając czy jest ich na nie stać.

 

To było meritum opowiadania. Reszta to dodatki i ozdobniki – możliwe lub nie, to inna kwestia, choć na argumenty, że możliwe lub nie w fantastyce to się tylko uśmiecham.

 

Czarnobiałości będę bronił – bo w tym tekście jest ona taka jak stwierdzenie: prawo i bezprawie. Bezprawie jest czarne i na to są kodeksy karne, ale przecież nie istnieje prawo, które mówi co można robić – czyli co jest białe.

 

Podobno “Nullum crimen sine lege”. ;-)

Babska logika rządzi!

Dokładnie, Finklo.

 

Zastanawiające, że tak niewielu czytelników było w stanie wyciągnąć meritum tego opowiadania. Ale nauczyłem się dwóch spraw: po pierwsze trzeba pisać, żeby… po drugie trzeba w tekście umieszczać więcej przemyśleń bohatera/narratora, żeby prowadzić czytelnika za rękę, bo pozostawienie mu wnioskowania z przedstawionych scen nie jest wystarczające.

Autorze, pocieszyłeś mnie, że to póki co jeszcze badania. Może za moich czasów nie zdążą wejść do produkcji i powszechnej sprzedaży (taką mam nadzieję). 

To się jeszcze wytłumaczę, czemu mogłam nie dostrzec, tego, czego nie dostrzegłam. Znaczna większość tekstów oparła się na tej samej zasadzie: białe – dobre/poprawne wg standardów świata, czarne – złe/niepoprawne (bardzo ogólnie pisząc). Okazało się to w związku z tym mało oryginalne i łatwo było nad tym przejść do porządku dziennego, zwłaszcza z każdym kolejnym tekstem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Mało oryginalne, no niech będzie. Przyjmuję na klatę i następną razą będzie mocno nietypowe, choć obawiam się, że może być jeszcze bardziej niezrozumiałe. ;-)

Bardzo dobry i oryginalny pomysł, Blackburnie. Podobał mi się wykreowany świat i cieszę się, że zdecydowałeś się na taką formę bieli i czerni. Zakończenie mocne i dobre. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano, dziękuję, że zajrzałaś, przeczytałaś, opinię zostawiłaś i jeszcze za klika. Z oryginalnymi pomysłami jest ryzyko, ale jeśli choć trochę się nie ryzykuje, to nie ma zabawy. Z pewnością nie jest to opowiadanie, po którym chce się wąchać stokrotki, ale… w końcu to tylko wymyślona historia. I w tym kontekście cieszę się, że zakończenie się podobało.

Dziękuję. :-)

Mocny tekst, na pewno zaskakujący. Ciekawe podjęcie tematu wegetarianizmu. Nie wiem, czy bez twistu nie byłby mocniejszy, a na pewno bardziej kontrowersyjny.

O twiście pisał też varg. Hmm… może, może i racja. Miło że zajrzałeś. Dziękuję za klika. :)

Dziwne. To najbardziej pasuje do tego opowiadania. Jednak ten awangardowy i nietypowy sposób na pokazanie pewnej utartej wizji przyszłości, w której wszystko jest czarno – białe, ma swój urok.

 

Opowiadanie czytałam jakiś czas temu, więc już w sumie trochę uleciało mi z głowy. Została na pewno metafora jaką tutaj zawarłeś w tym zabijaniu zwierząt i syntetycznym mięsie. Ja tutaj żadną miarą nie widziałam jakiegoś głosu w sprawie wegetarianizmu( jak już to bardziej przeciw:D). To po prostu zręczne, ekscentryczne porównanie do postrzegania dobra i zła. Na takim błahym aspekcie oparłeś w sumie cały system (anty)utopijny, to coś nowego i o ile w dłuższym tekście mogłoby się nie sprawdzić, o tyle w takim krótszym jest w porządku :)

 

Rzeczywiście były tam jakieś zahaczające o makabryczność sceny, o ile pamiętam. Wstrząsnęła to może za duże słowo, ale generalnie duże wrażenie wywarła na mnie ta scena z ojcem i synem. Moim zdaniem właśnie tutaj, przy tej profanacji odwracają się role czarnych i białych. Chociaż potem znowu jest zagwozdka z tymi ludźmi… A najbardziej uderzający jest według mnie ten dalszy fragment, kiedy mowa jest o tych ludziach chłonących ból Kirka, czy też przypatrujących się jego cierpieniu z lubością.

 

Należę do głosów, według których końcówkę można było poprowadzić inaczej ;)

 

A te źrenice to też nie wiem, jakieś takie, na siłę ;)

 

Ale ogólnie się podobało :)

 

 

lenah, ano właśnie, czarno-białe jest tylko na na wierzchu. Ponadto, jak to w życiu bywa, w tekście nie ma jednoznacznie nakreślonej tylko jednej racji. Niby poukładany świat, a pojawiają się przeciwnicy takiego porządku, a zwolennicy znaleźli legalną zabawę – przecież nikomu nie wyrządzają fizycznej krzywdy. Czy postępują moralnie… Ogólną ocenę zostawiam czytelnikowi. Takie to moje postrzeganie jakiejśtam przyszłości – możliwej czy nie, to inna sprawa. 

 

Dziękuję, że wróciłaś i zostawiłaś komentarz – jestem pod wrażeniem Twojego odbioru przeslania z opowiadania. Dzięki za klika. :)

Nowa Fantastyka