- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - W ciemności

W ciemności

Dopóki pracuję nad kolejnym opowiadaniem z uniwersum “Rokowań”, postanowiłem wrzucić tu takie... coś. Leży to u mnie w szafie od dłuższego czasu i nie wiem, czy się nadaje do czegokolwiek. Forma eksperymentalna – beznarracyjna :) [cenzura] to oryginalny zapis, który stosowałem umyślnie (przekleństwa jakoś mi nie pasują do tego tekstu). Żeby sobie ktoś nie pomyślał, że Loża mnie ocenzurowała :) Wszelkie opinie mile widziane.

Życzę przyjemnej lektury.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

W ciemności

– Nie rzucaj się tak. Nikt cię nie usłyszy.

– Kim pan jest? Dlaczego mnie pan związał?

– To nie ma znaczenia, kim jestem.

– Co to ma…

– A związałem się, ponieważ nie chcę, żebyś uciekł. To chyba oczywiste?

– Gdzie ja jestem?

– To także nie ma znaczenia.

– Ja nic nie zrobiłem! Czemu mnie pan porwał?

– Ponieważ jesteś bogaty. A ja chcę forsy. Nie kierują mną pobudki polityczne, religijne ani żadne takie. Po prostu – pieniądze.

– Moja rodzina na pewno się z panem skontaktuje i wypłaci tyle, ile pan zażąda. Tylko proszę nie robić mi krzywdy.

– Jesteś żałosny. Zwykły, bogaty laluś, który…

– Wypraszam sobie!

– …który nie zna takich słów, jak "honor" czy "odwaga". Nie masz przypadkiem już mokro w gaciach?

– Nie zamierzam z panem rozmawiać. Skoro nie chce mi pan udzielić żadnych informacji, to proszę zostawić mnie w spokoju.

– Co to, to nie. Spotkanie z twoją żoneczką wyznaczyłem na dwunastą, czyli mamy cztery godziny. Pogadamy sobie jeszcze trochę.

– Dlaczego?

– Co "dlaczego"?

– Dlaczego chcesz ze mną gadać? Nie możesz po prostu zająć się swoimi sprawami?

– Na chwilę obecną nie mam nic lepszego do roboty.

– Światła też pewnie nie włączysz, co?

– Nie.

– Czemu?

– Z kilku powodów. Po pierwsze, zobaczyłbyś mnie, a więc i zapamiętał, a po głosie raczej mnie nie rozpoznasz. Po drugie, nie spodobałoby ci się miejsce, w którym jesteś. A poza tym, oszczędzam prąd.

– Nie spodobałoby mi się?

– Nie chcesz wiedzieć. Uwierz mi.

– Taka rozmowa do niczego nie prowadzi!

– W takim razie, o czym wolałbyś rozmawiać? Może chcesz odwołać się do mojego sumienia?

– Nie wydaje mi się, żebyś je miał.

– Moje sumienie także nie ma tu nic do rzeczy. Człowiek musi jakoś żyć.

– Ale inni nie potrzebują do tego zastraszania ani przemocy!

– Możesz to powiedzieć o sobie?

– Oczywiście! Z czego się śmiejesz?

– Jesteś ślepy czy głupi? Wiem, co się dzieje w twojej firmie, znam tam paru ludzi. Korupcja, groźby, traktowanie pracowników jak niewolników…

– Nie zamierzam tego wysłuchiwać! Wypuść mnie, to ci…

– Co, zabrakło ci języka w gębie? Co takiego mi zrobisz?

– Nie chcesz wiedzieć.

– Riposta prawie się udała, brawo, może następnym razem będzie lepiej.

– Nie zamkniesz się?

– Jeszcze nie, na razie nieźle się bawię. Może zrobimy eksperyment?

– Sam sobie rób.

– A jak byś zareagował, gdybym ci powiedział, że celuję w twoją głowę z pistoletu?

– Jeśli mnie zabijesz, nie dostaniesz okupu!

– Mógłbym zasłonić ci twarz workiem, usztywnić cię tu i tam, wrzucić jakieś nagranie… i już wyglądałbyś jak żywy!

– Jezu, nie możesz tego zrobić! Błagam, nie zabijaj mnie!

– Spokojnie, nawet jeśli kula przejdzie na wylot przez mózg, masz dwanaście procent szans na przeżycie. Wiedziałeś o tym?

– Nie rób mi tego!

– Dlatego zawsze posłać więcej niż jeden pocisk, dla pewności. W serce, w krtań…

– Przestań!!!

– Śmierć byłaby natychmiastowa. Nie poczułbyś nic. No, chyba, żebym spudłował i kula trafiła gdzie indziej…

– …Boże, jeśli mi pomożesz, będę chodził do kościoła, obiecuję…

– Serio?

– …będę się modlił, przekażę jeden procent podatku na biedne dzieci…

– Jeśli zaraz nie zamilkniesz, strzelę ci w stopę.

– …

– Już lepiej. Tak więc, wracając do tematu: gdyby pocisk trafił, powiedzmy, w udo, postrzał nie byłby śmiertelny, a ty zwijałbyś się z bólu…

– Nie strzelaj do mnie, błagam. Człowieku, zlituj się!

– Ale jeszcze gorzej byłoby, jeśli dostałbyś w wątrobę, albo w nerki. Podobno ból jest tak potworny, że osiągasz wyższy stan umysłu.

– To sam sobie strzel i sprawdź.

– Zebrało ci się na odzywki? Chyba zapomniałeś, kto tu jest więźniem.

– Nie możesz mnie po prostu zostawić? O co ci chodzi? Boisz się, że ucieknę?

– Dostarczasz rozrywki, złociutki.

– A jeśli nie będę się odzywał?

– Wtedy przestaniesz dostarczać rozrywki, a więc i przestaniesz być użyteczny, i będę musiał cię zabić.

– Chcesz mnie zastrzelić za milczenie?

– A co, powstrzymasz mnie?

– To niezgodne z… z… z czymkolwiek! Prawami człowieka, dekalogiem…

– Znowu wracasz do tematu Boga. Czemu nagle zrobiłeś się taki religijny? Pomyślmy, czy to może mieć związek z faktem, że twój nędzny żywot dobiega końca?

– Ja… ja nie wierzę, żebyś mógł mnie zabić.

– Nie wierzysz, hm… Jakby ci to udowodnić? Może zrobimy tak…

– AAACH! Postrzeliłeś mnie, draniu!!!

– To, co trafiło ci w nogę, to tylko odprysk podłogi. Na pewno od tego nie umrzesz.

– Cholera, to boli! Zaraz, jakim cudem to widziałeś?

– Czy ty musisz wszystko wiedzieć? Wkurzasz mnie.

– Już dobrze, tylko spokojnie! Nie zabijaj mnie!

– Zdaje się, że już to przerabialiśmy.

– Ja… ała, jak to cholernie boli! Chyba tam utknęło, Jezu!

– No to co z tego?

– Przecież ja nie będę mógł chodzić! Jak niby dojdę na miejsce spotkania?

– Mam samochód, poradzimy sobie jakoś.

– Wda się zakażenie! Będą musieli…

– …amputować ci nogę, możliwe, ale szczerze wątpię. Jeśli się pospieszysz, oczywiście już po tym, jak twoja lalunia odda mi pieniądze…

– Nie mów tak o mojej żonie!

– A jeśli nie posłucham?

– Przysięgam, pożałujesz tego.

– Jakoś się nie boję. Ale przyznaję, że rozmowa z tobą staje się coraz ciekawsza.

– Wal się.

– Słucham? Chyba nie dosłyszałem, powtórzysz?

– [cenzura]!!!

– Hm… Przyznaję, nie spodziewałem się tego po tobie.

– Jeszcze wielu rzeczy się po mnie nie spodziewasz!

– Coraz bardziej się zapominasz. Nie podoba mi się to.

– A mnie się nie podoba to, w jaki sposób mnie traktujesz. Ała, cholera! Zaraz tu zwariuję!

– Wariuj sobie, jeśli chcesz. Może być ciekawie.

– Ty [cenzura] [cenzura], jesteś [cenzura] [cenzura]! Twoja matka chyba [cenzura], a ojciec [cenzura] [cenzura]…

– A mogłem wziąć popcorn!

– Nienawidzę cię.

– Twoja nienawiść to woda na mój młyn.

– Jesteś nienormalny!

– Możliwe, możliwe… Coś jeszcze?

– Naprawdę cię to bawi? Posłuchaj siebie!

– I kto to mówi? Sam siebie posłuchaj. Pozwolisz, że zacytuję? „Ty [cenzura] [cenzura]…”

– Mam już tego dość. Zostaw mnie w spokoju, zabij czy co tam chcesz… Wszystko mi jedno.

– Już się poddajesz? Jak to?

– Tak to.

– Będziesz mi się buntował? Pamiętasz, co mówiłem o zapewnianiu rozrywki?

– Olewam to.

– Może noga cię niewystarczająco boli? Chcesz, żebym strzelił ci w stopę?

– Wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić ten pistolet?

– Nie wiem, powiesz mi?

– W to swoje wielkie, tłuste…

– Nie życzę sobie takich epitetów! Nie widziałeś mnie, nie możesz…

– Oho, czyżbym trafił w czuły punkt? Już ci tak nie wesoło, co, grubasku?

– Naprawdę chcesz, żebym zadał ci ból. Postrzał w stopę to jeszcze nic, dopiero kolano uświadomi ci, czym jest cierpienie…

– Tłuścioszek!

– Niemądrze jest dźgać niedźwiedzia kolczastą gałęzią! Jeszcze słowo, to…

– Grub… AAACH! [cenzura]!!!

– Ostrzegałem.

– TY DRANIU, ZABIJĘ CIĘ! AAACH!!!

– Ciekawe, jak? Z rozwalonym stawem kolanowym, przywiązany do krzesła?

– Ja umieram!!!

– Faktycznie, dość mocno krwawisz. Skoczę może po jakiś bandaż…

– …ty [cenzura]… boli…

*

– No dobra, dość tych wygłupów. Wstajemy.

– …co?

– Leżysz tak już ze trzy godziny, chyba wystarczy? Opatrzyłem ci nogę, nie umrzesz.

– Ciemno!

– To już wiem. No, podnosimy się, podnosimy…

– Ała! [cenzura], nie dam rady wstać! Ty gnido, naprawdę mnie postrzeliłeś!

– No to rozwiałem twoje wątpliwości.

– Chryste, jak boli! Ja potrzebuję lekarza!

– Szpital jest niedaleko od miejsca, w którym umówiłem się z twoją żoną. Zresztą, zaraz tam jedziemy. Naprawdę się nie podniesiesz?

– Nie! Przecież mam roztrzaskane kolano, [cenzura]! Ała!

– No to będę musiał cię zawlec do samochodu. Cholera, a tu trzecie piętro bez windy…

– Dobrze ci tak. Może trochę schudniesz.

– Znowu zaczynasz? Zużyłem dopiero dwa naboje, zostało jeszcze całkiem sporo. Chcesz mieć je, powiedzmy, w rdzeniu kręgowym?

– Nie.

– To się zamknij.

– Wcześniej chciałeś, żebym się nie zamykał.

– Ale zmieniłem zdanie, okej?

– No jasne. Hej, co to za zapach?

– Nic szczególnego. Chloroform.

– Chloro… Nie! Nie… możesz…

*

– Witamy ponownie! Jak się spało?

– Gdzie… gdzie jestem? I czemu ciągle nic nie widzę?

– Siedzimy sobie w samochodzie i czekamy na twoją lalę. Ma tu być za dziesięć minut.

– Miałeś tak o niej nie mówić!

– Miałem?

– Tak!

– Nie przypominam sobie.

– A, niech cię szlag trafi… Czy ja już nigdy nie zobaczę światła? Założyłeś mi ten worek na głowę, czy co?

– Można tak powiedzieć. Zresztą, gdybym go teraz zdjął, mógłbyś oślepnąć. Długo przebywałeś w ciemności…

– Chrzanisz.

– A ty znowu mi nie wierzysz.

– Dobra, dobra! To nie zdejmuj. Niech ci będzie.

– No! Bo jak coś, pistolet ciągle trzymam przy twojej głowie.

– Nie, no weź! Nie możesz mnie teraz zabić, po tym wszystkim!

– A kto mi to uniemożliwi? Ty?

– T… tak.

– O, to ciekawe! W jaki sposób?

– J… jeszcze nie wiem.

– Twoja groźba nie ma siły przebicia, przykro mi.

– Ile jeszcze zostało czasu? Nie ma jej?

– Nie, nie wi… Chwileczkę! Ktoś idzie.

– Ktoś? Jak wygląda? Gadaj!

– No, nie miotaj się tak… No, no! Całkiem, całkiem!

– „Całkiem, całkiem”? Poczekaj no, jak cię dostanę w swoje ręce…

– Życzę powodzenia! Tymczasem jak muszę cię na chwilę opuścić. Nie martw się, zaraz wracam.

– Nie waż się jej tknąć, słyszysz? Nie waż się!

– Jakoś mnie to nie rusza.

– RĘCE DO GÓRY! DO GÓRY, MÓWIĘ!

– Szlag…

– OPRZYJ DŁONIE NA MASCE! POWOLI!

– Tak! Brawo, kochanie! Nie dałaś się zastraszyć!

– Cóż, skoro i tak miałbym iść do więzienia, to chyba wiele nie stracę…

– Zaraz! Co ty chcesz zrobić?

– NIE RUSZAJ SIĘ! ZOSTAW TO!

– Żegnaj. Miło się gawędziło.

– Co? N…

*

– Tak mi przykro, proszę pani… Nie miał szans przeżyć tej eksplozji. Samochód był wyładowany kilkoma kilogramami materiałów wybuchowych. To nasza wina, nie wierzyliśmy, że porywacz będzie w stanie to zrobić…

Koniec

Komentarze

Mało wiarygodny ten porywacz – gawędziarz. Taki elokwentny filozof – sadysta. W tym aspekcie mogę uznać, że to fantastyka :-)

Spodziewałem się zaskoczenia w końcówce, ale go nie było.

Brak narracji to nie jest dobry pomysł. Likwidując narrację, likwidujesz emocje.

Jeśli lubisz wyzwania, to może spróbuj napisać słuchowisko :-)

Przykro mi Niebieski Kosmito, ale ta, jak ją nazwałeś, eksperymentalna forma, zupełnie nie przypadła mi do gustu. Całą rozmowa jest irytująco nudna, a ocenzurowanie kompletnie niezrozumiałe.

 

– A zwią­za­łem się, po­nie­waż nie chcę, żebyś uciekł. – Raczej: – A zwią­za­łem cię, po­nie­waż nie chcę, żebyś uciekł.

 

Tym­cza­sem jak muszę cię na chwi­lę opu­ścić. – Czy to ostateczne brzmienie zdania?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nikt by nie pomyślał – Loża nie może cenzurować tekstów. Dopiero Redakcja. Ale Oni zostawiają Twórcom wolność użycia takich słów, jakie są w tekście potrzebne.

Hmmm. Nie przemówiło. Taki goły dialog dość szybko zaczyna nużyć. No i nie ma fantastyki.

Babska logika rządzi!

No, trudno. Tak jak mówiłem, nie byłem pewien, czy nadaje się do czegokolwiek. Wracam do pracy nad bardziej fantastycznymi tekstami :)

Precz z sygnaturkami.

Przeczytałem tekst dwa razy. W mojej głowie za pierwszym razem w role obu rozmówców wcielili się Jan Kobuszewski i Wiesław Michnikowski, za drugim – Steven Seagal i Tommy Lee Jones. Raz wyszedł kabaret, raz film sensacyjny klasy B. A wyobraźnia podpowiadała mi kolejne kombinacje.

Kiedyś ktoś na tym forum napisał, że “jest tyle opcji możliwych,  że aż żadna”. Tutaj jest to samo – bez opisów sam suchy dialog nic nie znaczy, szybko nudzi, plącze się w oczach. W mojej ocenie tekst surowy, jak tatar wołowy, który powinien być dalej obrobiony. Z opisem mogłoby wyjść coś nawet przyjemnego do czytania :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za takie zaangażowanie (znudziło, a jednak dwa razy przeczytał). Raczej tego tekstu obrabiać nie zamierzam, to był bardziej rodzaj eksperymentu. Świetny pomysł z tym przydzielaniem ról, o coś takiego chodziło :)

Precz z sygnaturkami.

[cenzura] jest bez sensu. Jest taka potrzeba fabularna i ma to uzasadnienie, to wal śmiało i daj tag wulgaryzmy i nikt nie będzie narzekał. 

Tekst złożony z samych dialogów szybko nudzi. Jak podejrzewam, chciałeś przedstawić sytuację z punktu widzenia porwanego, który nic nie widzi, ale przecież on jeszcze czuje – zmysłem dotyku, węchu. Plus ma odczucia, o których niekoniecznie musi mówić i które innymi sposobami lepiej i łatwiej pokazać, choćby przez intonację głosu, o której z samego zapisu rozmowy nic nie wiemy. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

@śniąca – tak, mniej więcej to właśnie miałem na myśli. No cóż, był to raczej eksperyment, nie podszedł – to trudno. Dodam może jeszcze, że zacząłem pisać ten tekst ok. trzech lat temu, więc nie dziwi mnie, że został przyjęty jako niezgrabny.

Precz z sygnaturkami.

Zgodzę się z poprzednikami, że nudy. Ponadto, wypowiedzi porwanego zdały mi się dość infantylne, sprawiły, że przez cały tekst miałem wrażenie, że jest on dzieckiem, nie dorosłym żonatym mężczyzną.

Porywacz dziwaczny, nieprzekonujący w swej rozmowności. Fabuła… cóż, może na tym zakończę.

Nie tym razem, Niebieski Kosmito.

 

A, jeszcze jedno – postrzał w wątrobę byłby akurat śmiertelny, pal licho bolesność, a w scenie gdy porywacz strzela, nie powinien widzieć, że ofiara mocno krwawi – wszak siedzieli w głębokiej ciemności.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki, że przeczytałeś, Primagenie :) A co do widzenia w ciemności… Porywacz nie powinien widzieć wielu rzeczy, na co zwrócił uwagę rówież porwany. Mój zamysł był taki, że ma – na ten przykład – noktowizor. Nie napisałem też, że postrzał w wątrobę nie byłby śmiertelny, tylko, że byłby bardziej bolesny niż w udo – tego jestem dosyć pewien. Wiem, że nuda… Cóż poradzić :/

Precz z sygnaturkami.

Zamysł opowiadania z samych dialogów jest fajny. W  Kawie i papierosach  tylko rozmawiają. Ale twoje dialogi nie są niestety porywające, wartkie, a cenzura nie potrzebna. Po prostu nie są wartkie, a za to dość kiczowate. Fabuła tez kuleje. Ale nie poddawaj się, bardzo fajna forma!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dzięki za miłe słowa. Jeśli chodzi o “nie poddawanie się”, to był to raczej eksperyment i w najbliższym czasie nie zamierzam do niego wracać… Ale kiedyś – kto wie?

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka