- Opowiadanie: Finkla - Partia na kacu

Partia na kacu

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Partia na kacu

Prolog

 

– I po koniu.

– A masz za mojego konia. Szach!

Zawziętą walkę przerwała melodyjka komórki. Gospodarz mruknął coś przepraszająco i odebrał:

– Tak, skarbie? – Milczał przez chwilę. – Uspokój się, nic nie rozumiem… Co takiego? … Jasny szlag! Zakręciłaś główny zawór? … Tak, zaraz u ciebie będę. Już wychodzę.

Odłożył telefon i zaczął nerwowo kompletować narzędzia.

– Sorry, stary! Ulce jakaś rura pieprznęła, ma sajgon w chacie. Muszę do niej… Kurwa! Przecież piłem łychę! – Spojrzał na szklaneczkę z dwiema kostkami lodu i odrobiną „Black & White”. – Podrzucisz mnie? – Zapytany kiwnął głową i przeszedł do przedpokoju. – Innym razem dokończymy. Teraz twój ruch.

 

1. Dotknięte figury

 

Obydwaj królowie byli ze sobą wyjątkowo zgodni: tak dalej być nie może! Ich najbliżsi podsycali niezadowolenie. Tym razem – jak rzadko – obie strony dualistycznych natur sarkały zgodnym chórem. Hetmani gardłowali na temat wpływu dwutygodniowego absolutnego bezruchu armii na morale żołnierzy. Królowe, wzdychając, uskarżały się na zakurzone kreacje. Przy okazji wypływały rozmaite żale: bezładne wrzucanie do pudła (nie dosyć, że boli, to jeszcze przyzwoitość cierpi – kiedyś królowa, zamiast u boku małżonka, leżała przez miesiąc przy smukłym gońcu i to przeciwnej armii), niedbanie o bierki i pole walki (te wszystkie drobne lecz dokuczliwe ryski, byle jak starta plama po sosie z kebabu), brak poszanowania dla wojsk (jak można było dać figury do zabawy temu okropnemu, zaślinionemu bachorowi?!)…

Etykieta zobowiązywała królów do zachowania dystansu, ale hetmani mogli się bez przeszkód spotykać i uzgadniać plany walki.

Wkrótce opracowano strategię oraz kilka interesujących zagrań, pozostało tylko czekać na odpowiedni moment do ataku.

 

2. Szafkowe otwarcie

 

Okazja w końcu nadeszła. Wartownicy przy szczelinie pudełka zaraportowali, że poziom płynu w butelce whisky obniża się w tempie nader satysfakcjonującym. Gdy zapadła czarna ciemność i cisza nie mącona nawet białym szumem, armie wymknęły się ze swoich drewnianych koszar i zakradły na stanowiska.

 

Pierwsze, jak zazwyczaj, zaatakowały białe pionki. Na komendę hetmana, schowanego za tosterem, ze wszystkich sił pchnęły drzwiczki górnej szafki. Drzwiczki z hukiem walnęły w tył i bez tego obolałej głowy człowieka. Wróg zatoczył się w stronę, w którą już wcześniej, boso i przebłagalnie, pielgrzymował – ku lodówce, skrywającej kolekcję ożywczo chłodnych napojów (włączając niedawno otwarty słoik ogórków kiszonych w nęcącej zalewie).

Tu czyhały już konie, które przekazały moc swoich wszystkich szesnastu kopyt statecznemu sprzętowi AGD. Ledwie roztrzęsiona ręka dotknęła śnieżnobiałej obudowy, została bezpardonowo kopnięta. Rażony gospodarz zawył.

 

3. Przylodówkowa formacja jeża

 

Nie zostawiono mu czasu na hołubienie obolałej i odrętwiałej kończyny. Do ataku rzuciła się czarna piechota i laufrzy. Póki bierki stykały się z szachownicą kafelków, dysponowały imponującą siłą. Pionki kłuły po kostkach, gońcy dźgali długimi pikami w łydki i kolana.

W międzyczasie konie przeskoczyły do szuflad. Kierowane niezbyt głośnymi gwizdnięciami hetmanów, otwierały wierzgnięciami to wyższą, to niższą, zmuszając wroga do raptownych uników.

Człowiek uległ zmasowanej ofensywie. Z wrzaskiem i bluzgiem przewrócił się na podłogę, przygniatając trzy czarne piony. Piechociarze nie mogli uciec – ich uczono wyłącznie posuwania się naprzód.

Na upadek wroga czekały ciężkie wieże. Natychmiast swymi kanciastymi masami unieruchomiły cztery kończyny. Gospodarz mógł już tylko pokiwać lub pokręcić głową. Ale i tymi resztkami wolności nie cieszył się długo. Do szyi zakosami podbiegły gońce, przyłożyły ostrza pik do tętnic.

 

4. Teoretycznie mat

 

Na tym etapie hetmani mogli już zaryzykować bezpośredni kontakt z przeciwnikiem. Obydwaj zeskoczyli z grafitowego blatu i ramię w ramię stanęli na wrogiej piersi.

– Poddajesz się? – zapytał biały, wyciągając z zanadrza rulonik traktatu pokojowego, a właściwie kuchennego. – Nie masz szans, jesteś całkowicie w naszej mocy! Oto warunki kapitulacji: po pierwsze, obiecasz nam, że odnowisz szachownicę.

– Wstyd pokazywać takie poorane pobojowisko komukolwiek – dorzucił czarny hetman. – A i my potykamy się bez ustanku na tych szczerbach. I jak tu walczyć, panie właścicielu?

– Po drugie…

– Gówno! – ryknął na pozór pokonany gospodarz. – Nie zamierzam negocjować z delirium! Nigdy!

– Ale jakże to tak? – zapytał bezradnie biały.

No bo rzeczywiście – tak się przecież nie robi. Przywódca wrażej armii powalony, bez możliwości ruchu, zagrożony – gońce nadal trzymały człowiekowi ostrza na gardle – nie ma się czym zasłonić, bo i żadną figurą nie dysponuje, a nie chce przyjąć do wiadomości mata? Przecież to nie fair! W powietrzu rozszedł się odór pata. Tym obrzydliwszy, że remis niezasłużony. Wszak malcy obalili wroga, chociaż był znacznie potężniejszy i o wiele niebezpieczniejszy. Niby zwyciężyli i wszystko na darmo?

Jeden z hetmanów wpadł na nowy pomysł, gestem pokazał koledze, że powinni zejść z człowieka i udać się na naradę do sztabu generalnego ulokowanego za tosterem.

 

5. Fajansiarski gambit

 

Nowe sytuacje wymagają nowatorskich podejść. Po raz pierwszy w historii armia szachowa dorobiła się artylerii.

Białe pionki nadal tkwiły w wysoko zawieszonej, szeroko otwartej szafce pełnej ceramicznych pocisków, oblężony, bezczelny wróg leżał ponad półtora metra niżej. Żal byłoby nie wykorzystać przewagi.

Najpierw poleciał ciężki, fajansowy kubek w renifery przywieziony z Finlandii. Trafił w brzuch, aż człowiek jęknął.

Do krawędzi blatu podszedł czarny hetman z tubą naprędce przygotowaną z końcówki cukierniczej do wyciskania kremu.

– Poddajesz się?! – wrzasnął.

Słowa, które padły w odpowiedzi, spowodowały, że kobiecy pierwiastek zdominował figurkę. Królowa pisnęła, zatkała więdnące uszy i jak niepyszna umknęła na z góry upatrzone pozycje.

Bombardowanie trwało, od czasu do czasu któryś hetman bezskutecznie ponawiał pertraktacje.

 

6. Bardzo długa roszada

 

Człowiek leżał na podłodze i analizował swoje szanse i możliwości. Chwilowo nie był zdolny do myślenia, ale instynkt zachowawczy nie urżnął się wczoraj i robił swoje. Ręce i nogi unieruchomione, na szyi czuł ukłucia jakby wykałaczek. Nie powinny być bardzo ostre, ale gospodarz wolał nie ryzykować. Coś uwierało w plecy. Kurduple sukcesywnie zrzucały zawartość szafki z kubkami i filiżankami. Na szczęście pokurcze nie miały sił ani pozycji, aby dobrze wycelować, większość naczyń spadała na tułów. Zbyt lekkie, by połamać żebra, nie wyrządzały większych szkód.

 

Do sztabu przygalopował spieniony koń. Zameldował, że wieże tracą siły, bo różnokolorowe skorupy coraz gęściej pokrywają kafelki, które przestają być podobne do mocodajnej szachownicy. Hetmani zadecydowali, aby przejść na ogień pojedynczy, a po każdym strzale czarne pionki zgarniały resztki pocisków poza pole walki.

 

Kanonada wyraźnie osłabła. Pewnie gnojkom zaczynało brakować amunicji. Wreszcie zdarzyło się to, na co od dawna czekała ofiara zdradzieckiego ataku: jeden spodek wylądował jej na brzuchu i nie ześlizgnął się na posadzkę. Konusy szurały gdzieś po kątach, człowiek miał chwilę dla siebie. Skoncentrował się i nagłym ruchem bioder oraz brzucha posłał podstawkę prosto na lewą rękę. Udało się! Rąbnął brzegiem w nasadę kciuka, ale za to wieża, jakimś cudem przygniatająca dłoń, przewróciła się. Wolność! Błyskawicznie złapał figurki sterczące mu przy szyi – cztery gońce. Rzucił je na kuchenkę, starając się, w miarę możliwości, wcelować do któregoś garnka. W jednym na dnie zostały resztki wczorajszej czerniny, w drugim czekał, profilaktycznie uwarzony, biały barszcz. Niestety, mężczyzna zapomniał o pokrywkach. Trudno, co ma wisieć, nie utonie.

Teraz już z łatwością pozbył się pozostałych wież. Porozrzucał cholerstwa po całej kuchni. Zerwał się na nogi i pognał do łazienki, na wszelki wypadek przeskakując nad leżącą na progu czarną wieżyczką.

 

7. Łazienkowa analiza

 

Zamknięty w toalecie gospodarz najpierw upewnił się, że wrogowie nie przepełzną szparą pod drzwiami. Nie ma szans – za wąska. Kiedy wreszcie poczuł się bezpiecznie, przyssał się do baterii nad umywalką. Ożywcza kranówa z adrenaliną do spółki spacyfikowały tego sadystycznego kowala, który od samego przebudzenia napierdzielał w czachę od środka.

Człowiek z ogromną ulgą wysikał się. Dokonał przeglądu strat. Niewielki guz na potylicy – od drzwiczek szafki albo od upadku na podłogę. Stłuczony prawy łokieć, obolały tors. Jutro będzie miał siniaki w miejscach, gdzie oberwał kubkami i filiżankami. Na dole nogawek białej piżamy kilka czerwonych kropek. Skurczysyny pokłuły go tymi swoimi dzidkami. Nieważne, to nic groźnego.

W końcu odzyskał zdolność myślenia. Jak rzadko kiedy, opuścił klapę sedesu, usiadł na niej i zaczął czynić to, do czego podobno stworzono świątynie dumania.

Dlaczego szachy? Nie mógł widzieć białych myszek, jak wszyscy normalni ludzie? Musiał mieć takie oryginalne wizje? Dlaczego widział je po takim czasie od ubzdryngolenia? Przecież czuł się już całkiem trzeźwo. Nieistotne, później się nad tym zastanowi. Najważniejsze teraz to pokazać tym sosnowym wypierdkom, kto tu jest panem.

Wezwać na pomoc karty? Mogą się nie zgodzić – wcale nie traktował ich lepiej od szachów. Kilka, w tym walet treflowy, miało pozaginane rogi…

Wreszcie wykombinował strategię, która miała szanse powodzenia.

 

8. Artystyczny kontratak

 

Gospodarz opatulił się szczelnie białym szlafrokiem. Ostrożnie wyjrzał z łazienki. Przedpokój wydawał się czysty. Mężczyzna wstrzymał oddech i przemknął do sypialni. Na spodnie od piżamy naciągnął drugie – od najgrubszych dresów. Z dna szafy ze sprzętem sportowym wygrzebał gogle i rękawice narciarskie. Założył jedne i drugie. Skompletowawszy zbroję, poczuł się o wiele pewniej. Teraz zadbał o broń ofensywną.

Po kilku minutach ruszył do boju. Zdjął końcówkę z rury od odkurzacza, podkręcił moc na maksa i włączył.

Wciągnął tyle figurek, ile zdołał znaleźć. Nie wszystkie, królowie i hetmani gdzieś się zapodziali, kilku innych też nie mógł się doliczyć, ale polowanie i tak należało zaliczyć do udanych.

Nie tracąc czasu, przełożył worek z odkurzacza do metalowej skrzynki na narzędzia. Te bękarty dłuta i tokarki używały ostrej broni, papier nie powstrzymałby ich na długo. Pudło, oczywiście, wcześniej opróżnił. Tego jeszcze brakowało, żeby podrzucał wrogowi tak niebezpieczne przedmioty jak kombinerki i pilniki.

Zatargał skrzynkę do wanny – stamtąd trudno będzie niedostruganym skurczybykom uciec, nic się nie da podpalić. Wyłowił pierwszą bierkę z worka i wyciągnął z kieszeni szlafroka swoją tajną broń – opakowanie pisaków suchościeralnych. Ściskając mocno białego laufra w lewej garści, prawą ręką złapał mazak, zębami zdjął skuwkę. Kiedy zabazgrał większość figurki na niebiesko, goniec przestał się wyrywać. Tak jak człowiek podejrzewał – zmiana barw spowodowała utratę łączności z dowództwem. Żołnierzyk już nie wykonywał niczyich rozkazów.

Prędko przemalował również pozostałe pokurcze. Wkrótce w mężczyźnie przebudziła się ułańska fantazja i pokrywał jeńców coraz wymyślniejszymi wzorami. Niestety, na czarnego wroga flamastry nie działały – po zamazaniu na czerwono, zielono lub niebiesko bierki nadal wyglądały czarno.

Połowa wrażej armii rozbrojona. Niezły wynik, ale dobrze byłoby odzyskać dostęp do kuchni. Kac powolutku mijał, żołądek – póki co nieśmiało – przypominał o swoich prawach. Na myśl o aromatycznej kawie ślinianki wpadały w amok. Człowiek potrzebował skuteczniejszych środków i to jak najszybciej.

Na razie wrzucił wszystkich czarnych więźniów do skrzynki, przewiązał ją paskiem od szlafroka, mocno zacisnął supeł. Dla pewności przywalił wieczko ogromnym pudłem proszku do prania. Sam przebrał się, a potem zszedł do piwnicy.

 

9. Skoczkowa końcówka

 

Gospodarz wkroczył do kuchni, trzymając w jednej ręce odkrytą puszkę a w drugiej rżącego rozpaczliwie czarnego konia. Głową w dół, pyskiem tuż nad powierzchnią płynu, po której dryfowały białe płaty piany.

– Słuchajcie mnie uważnie, małe drewniane pajace! Białe już wam przemalowałem na różne kolorki. Ta wieża w kwiatuszki wyszła mi naprawdę pięknie. To tylko mazaki, jeszcze mogę wytrzeć waszych ludzi i przywrócić im normalne barwy. Ale na czarnym nie widać śladu po pisakach, zmuszony jestem użyć silniejszych środków. Jeśli zanurzę tego skoczka w farbie olejnej, do końca życia pozostanie ni to żółty, ni to pomarańczowy. To jak będzie?

Zza tostera wymaszerował biały król, chwilę później pojawił się czarny.

– Zwyciężyłeś! – oznajmili unisono.

 

Epilog

 

Właściciel jednak poszedł na pewne ustępstwa. Na wszelki wypadek polakierował szachownicę, bierkom przykleił nowe podkładki filcowe. Po wynegocjowaniu paktu o nieagresji pościerał ślady flamastrów.

Długo rozważał, dlaczego nawiedziła go tak cudaczna forma delirki (jeśli to w ogóle była delirka). Wreszcie nastąpiło oświecenie: jedenaste – nie mieszaj! Jakie alko, takie zwidy. Po „Black & White” ma się czarno-białe omamy. Z bólem serca solennie sobie poprzysiągł, że więcej nie weźmie do ust ulubionej łychy. Na imprezach z kolegami zwykła, biała gorzała. Kiedy wyjdą gdzieś z Ulką – czarny rusek, ciemny rum z kolą, „Crème de cassis” albo białe wino i „Malibu” z mlekiem. Na „Sheridan's” nawet nie spojrzy. A jeżeli przegnie i w towarzystwie kumpli urżnie się czystą, białe myszki nie narobią takiego bajzlu w kuchni.

Koniec

Komentarze

Gratuluję pomysłu. Niby banalne a tak życiowe. Uśmiałem się, że hej!

Dziękuję, Wikingu. :-)

Fajnie, że wyszło wesoło.

Babska logika rządzi!

Fajny pomysł. Nie przydługie, nie przykrótkie, w sam raz.

Odwołanie do delirium tremens, to dobry wybieg ucinający wszelkie zarzuty braku logiki. I o to chodzi.

Dobrze się czytało.

Dziękuję, Trico. :-)

Bohater nie jest w końcu pewien, co to było. Proszę mi tu nie amputować elementu fantastycznego! ;-)

Miło mi, że gładko poszło.

Babska logika rządzi!

Broń Boże to nie był zarzut. Wieloznaczność jest zawsze na plus ;-)

 

Ufff! Autorskie moi za wieloznacznością nie przepada. Ale może czasem warto użyć tych kropelek…

Babska logika rządzi!

Pomysł cokolwiek ciekawy, ale forma mnie jakoś specjalnie nie zachwyciła. Znowu zaraz tak źle nie jest, w końcu początek całkiem ciekawy i zachęcający ;)

 

 

Dziękuję, Lenah. :-)

Dobrze, że chociaż pomysł w porządku. A co mogło być lepiej z formą?

Babska logika rządzi!

Do początku nie mam raczej zarzutów,  1. Dotknięte figury pierwsza klasa ;) Chociaż mnogość przeróżnych znaków nadawała IMO trochę nieelegancki wygląd.  

 

Potem namnożyło się czasowników, ale może niepotrzebnie się czepiam :)

Dzięki za wyjaśnienia.

Czasowniki wydają mi się potrzebne w opisie walki – ona w końcu polega głównie na robieniu przeciwnikowi czegoś tam. Nie rozumiem, o co chodzi z mnogością znaków. Wydawało mi się, że o powtórzenia słowa “znak”, ale nie.

Babska logika rządzi!

Pytajniki i wielokropki ;) Ale to taki drobny, może nawet nie, mankament:)

Aaaa, o interpunkcyjne poszło! Dobra, przyjrzę im się uważniej.

 

Edycja: Trochę podejrzanych zostało usuniętych. Reszta jest mi potrzebna.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie – szach i mat!

Czerń i biel wykorzystana w znakomity sposób. Niby skojarzenie samo się narzuca, jednakowoż przedstawienie sprawy – mistrzowskie!

Wykonanie – kładę to na karb pośpiechu i niepohamowanej chęci pokazania dzieła światu, nieco zawodzi. A szkoda, Bo byłam przekonana, że Twój tekst, Anonimie, będzie doskonały. No, chyba że się mylę, że nie jesteś tym Anonimem, o bycie którym Ci podejrzewam. ;D

Żałuję tylko, że obok garnka z resztką czerniny (zapewne wczorajszej), nie pojawił się garnek z ugotowanym na jutro białym barszczem (doskonałe remedium na kaca). ;D

Znakomite opowiadanie, Anonimie. Gratuluję pomysłu!

 

Het­ma­ni gar­dło­wa­li na temat wpły­wu dwu­ty­go­dnio­we­go ab­so­lut­ne­go bez­ru­chu armii na mo­ra­le żoł­nie­rzy. Kró­lo­we, wzdy­cha­jąc, uskar­ża­ły się na za­ku­rzo­ne kre­acje. – Biseksy?! ;-)

Czy hetman i królowa to nie są równoważne nazwy tych samych figur?

 

byle jak star­ta plama po sosie z ke­ba­ba… – …byle jak star­ta plama po sosie z ke­ba­bu

 

armie wy­mknę­ły się ze swo­ich drew­nia­nych ko­sza­rów… – …armie wy­mknę­ły się ze swo­ich drew­nia­nych ko­sza­r

Jeśli mówimy o budynku, w którym zakwaterowano wojsko.

 

po­słał pod­sta­wek pro­sto na lewą rękę. – …po­słał pod­stawkę pro­sto na lewą rękę.

Podstawka (zdrobnienie od podstawa), np. pod szklankę, jest rodzaju żeńskiego.

Za SJP: podstawek 1. «drewniana podkładka, na której grający na skrzypcach opiera podbródek» 2. «część strunowego instrumentu muzycznego, na której opierają się napięte struny»

 

Na­cią­gnął naj­grub­sze dresy na spodnie od pi­ża­my. – Na spodnie od piżamy można naciągnąć, co najwyżej, spodnie od dresu, a nie kompletny, dwuczęściowy dres.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg, także za punkcik.

Fajnie, że zasadniczo się podobało.

Podejrzewam, że Twoje podejrzenia nie są bezpodstawne.

Tym bardziej nie wiem, jak tłumaczyć taką długą listę. No przecież tekst leżakował!

Barszczyk, jeśli pozwolisz, jeszcze dopiszę. Może zabielany, żeby nie zrzynać tak nachalnie. Że też autorskie moi samo na to nie wpadło!

Bronić się mogę tylko w przypadku hetmana i królowej. Tak, to określenia dla jednej figury. Nic nie poradzę, że takie różnopłciowe i ogólnie odmienne (goniec i laufer mają cechy zbliżone). Przyszło więc zrobić z tych bierek hermafrodyty, w których to jedna strona dominuje, to druga…

Pozostałe rzeczy zaraz poprawię. Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Tak na szybko, bo jeszcze nie jestem na kacu. ;)

Ani mi się waż zmieniać biały barszcz, na zabielany! Zabielany może być wszak także barszcz czerwony, a tu, choć jest o kartach wzmianka, jeszcze nikt w nie nie grał. Innymi słowy – jeśli barszcz, to tylko i wyłącznie barszcz biały!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobra, skoro tak musi być (czyżby różne właściwości kacobójcze?) dopisuję barszcz biały do menu gospodarza.

 

Edycja: Barszcz pdodany!

Babska logika rządzi!

Poza barszczem białym, także żur, zalewajka i bezkonkurencyjna w leczeniu przypadłości – zupa ogórkowa.*)

*)Opinia niemieckiego przyjaciela, który o zaletach tej zupy przekonał się, dłużej przebywając w Polsce. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Wszystkie te zupy bardzo lubię. Przipadek? ;-) Lubię także rosół. Podobno nieźle działa zaaplikowany przed rozpoczęciem starań o kaca.

To chyba ogólnie dostępna wiedza, że kwaśne potrawy dobrze robią na kaca (zwłaszcza płyny) i sprawdzają się w roli zagrychy, natomiast tłuste stanowią skuteczny podkład. Ale Niemcy mogą tych podstaw nauki o żywieniu (i piciu!) nie wysysać z białym mlekiem matki. ;-)

Babska logika rządzi!

Szczególnie, że, jak fama głosi, mają czarne charaktery… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja, naturlich – Schwarzcharekteren. ;-) Albo jakoś tak.

Babska logika rządzi!

Nie jakoś tak, tylko tak właśnie!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, to narzecze znam tak słabo, że prawie w ogóle. ;-)

Babska logika rządzi!

No, znam może nieco tylko troszkę lepiej, ot tak, żeby odróżnić pana Schwarcenegerra od Schwarcencharaktera. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Melduję, że przeczytałam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Reg, zawsze masz przewagę. Chociaż… Arnolda jednak da się odróżnić.

Śniąca, meldunek przyjęty.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem bez problemów. Wydaje się w porządku, takie sympatyczne opowiadanie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję, NoWhereManie. :-)

Cieszę się, że tekst nie sprawiał kłopotów. ;-)

Babska logika rządzi!

Świetne, po prostu świetne :)

 

Dziękuję, po prostu dziękuję, MPJ. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne opowiadanie. 

Ciekawy pomysł, dobrze zrealizowany. Czytałam z przyjemnością – i uśmiechem, więc jestem zadowolona.

Świetne śródtytuły.

Coś się dzieje, następują zaskakujące zwroty akcji, no fajnie.

Podobało mi się :)

Dziękuję, Anet. :-) Także za biblioteczne zgłoszenie.

Miło, że uśmiechnęło i sprawiło przyjemność. Śródtytuły mnie również się podobają. :-) I cieszę się, że zwroty zaskakują.

 

Babska logika rządzi!

Na razie to moje ulubione czarno-białe opowiadanie :)

Tym bardziej się cieszę. :-)

Babska logika rządzi!

Cały tekst przeczytałem z uśmiechem na twarzy! A to jest wyjątkowe, bo bardzo rzadko mi się coś takiego zdarza. Kilka stwierdzeń było naprawdę znakomitych. Fajnie, że akcja toczy się cały czas i jeśli już czytelnik zacznie pochłaniać opowiadanie, w zasadzie nie ma kiedy się zatrzymać.

i cisza nie mącona nawet białym szumem

Ciekawy opis ciszy.

Ożywcza kranówa z adrenaliną do spółki spacyfikowały tego sadystycznego kowala, który od samego przebudzenia napierdzielał w czachę od środka.

Wezwać na pomoc karty? Mogą się nie zgodzić – wcale nie traktował ich lepiej od szachów. Kilka, w tym walet treflowy, miało pozaginane rogi…

Po przeczytaniu tego typu zdań człowiek po prostu musi się uśmiechnąć.

Pierwsze dwa rozdziały wywołują już duże zaciekawienie, pomysł z odkurzaczem też niczego sobie.

Białe już wam przemalowałem na różne kolorki. Ta wieża w kwiatuszki wyszła mi naprawdę pięknie.

Tutaj szczerze mówiąc “kolorki” i “kwiatuszki” nie bardzo mi pasowały do bohatera, który wypowiada te słowa. Ale w sumie mógł użyć zdrobnień, żeby bardziej wkurzyć przeciwników.

 

I mimo że powróciłem na stronę po przerwie, nie mam najmniejszych wątpliwości, kto jest autorem tekstu.

Mam nadzieję, że nikt nie uzna, że ostatnio nadużywam nowego prawa do bibliotecznych punkcików. Bo wychodzi na to, że dodaję je do większości opowiadań, które ostatnio czytam… Ale co zrobić, skoro trafiałem akurat na te dobre? ;-)

Dziękuję, Perruksie, także za przyszły klik. :-)

Fajnie, że tekst uśmiechał. Ten tag “humor” najwyraźniej nie jest na wyrost. ;-)

Miło, że tyle zdań uznałeś za godne pochwalenia.

Tak, dobrze kombinujesz – kwiatuszki właśnie temu służyły. Wyobraź sobie, co czuje żołnierz, któremu ktoś wymalował mundur nawet nie w kwiaty, lecz w kwiatuszki. Nic, tylko sobie w łeb palnąć…

Autorstwo… Też podejrzewam, że łatwo mnie rozpoznać. Ale, ćśśś… Może się Jurorka nie kapnie, kto to napisał. ;-)

Babska logika rządzi!

Czy da się zanudzić czytelnika akcją? To opowiadanie udowadnia, że jak najbardziej się da. I przypomniało mi o pewnym odcinku serialu “Breaking bad”. W owym odcinku dwoje głównych bohaterów przez całe czterdzieści minut łapie muchę, która wpadła do ich laboratorium. W tym opowiadaniu pionki sabotują swojego właściciela przez lwią część objętości (będąc przy 6. części, a więc za połową, dowiedziałem się, że typ się uchlał, a pionki są sfrustrowane swoim stanem, więc zaczęły natarcie). I cóż, w owym “Breaking bad” bohaterowie w końcu łapią muchę, a tutaj delikwent pokonuje czarno-białą armię. W obu przypadkach pytam: no i co z tego?

Humor jest zupełnie nie w moim guście, więc jego również nie potrafię docenić. Najbardziej podobały mi się prolog i epilog oraz śródtytuły.

No zawiodłem się, bo taki dobry warsztat, a taki nudny tekst. Liczyłem, że znajdzie się jakiś romansowy wątek otwierający perspektywę na srebro… No cóż, może następnym razem. ;)

Pozdrawiam!

MrBrigthside, dziękuję za przeczytanie.

Szkoda, że tekst znudził, a humor nie trafił. :-(

Hej, o frustracji było w pierwszej części, a o piciu w drugiej.

Romansowy wątek? Cóż, Ulka nie jest siostrą, ale nie rozwijam tego. To już by było czerwono-różowe. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemne. Przeczytałem z bananem na gębie. Gratuluję! :-)

Dziękuję, Blackburnie. :-)

Pocieszające, że większość Czytelników tekst rozbawia.

Babska logika rządzi!

Dodam jakiś obszerniejszy komentarz, bo przez to nie mogę zgłosić do biblioteki. Uważam, że rozbieranie dobrego opowiadania na drobniejsze elementy i opiniowanie w ten sposób, jest niepotrzebne, ale… w końcu nie muszę mieć racji, a zasady to zasady. ;)

Przede wszystkim spodobał mi się pomysł, który ściśle wpasowuje się w temat konkursu. Fantastycznie wpleciony między to, co nas otacza, zabawnie zmieniając perspektywę codzienności. Mali bohaterowie i główny, naturalnie kojarzą się z tymi w jednej ze znanych powieści. Styl lekki i przez to dopasowany do treści. Bardzo podoba mi się konstrukcja opowiadania i śródtytuły, co ogólnie daje mi wrażenie dobrze przemyślanej i spójnej całości. No i w opowiadaniu mamy klarowną fabułę i wartką akcję. Jeszcze raz tak ogólnie – bardzo misię. Powodzenia w konkursie. :)

Nie mam nic przeciwko “rozebranym” komentarzom. ;-) Miło (a czasem i pożytecznie) dowiedzieć się, co w tekście zagrało, a co nie.

Z którą powieścią kojarzą się mali i duzi bohaterowie? “Podróże Guliwera”? Jak się tak zastanawiam, to scena unieruchomienia dużego nawet podobna…

Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

To luźnie skojarzenie. Tak, dokładnie ta scena. :)

Ech, wszystko już było… Ale mój bohater przynajmniej nie podróżował daleko. ;-)

I dzięki za klika. :-)

Babska logika rządzi!

kubek w renifery przywieziony ze Skandynawii.

Pamiątki raczej pochodzą z konkretnych miejsc, więc proponowałbym zmienić na dowolny skandynawski kraj. Pisarz powinien być zdecydowany, nie? :D

Ożywcza kranówa z adrenaliną do spółki

Zły szyk. Raczej: “Ożywcza kranówa do spółki z adrenaliną”.

 

Ogólnie rozbawiło. “W powietrzu rozszedł się odór pata.” – jeden z najlepszych tekstów. Jest lekko i przyjemnie. Poza tym zgrabne powiązania akcji z szachami; nie są to tylko bierki z definicji, ale też z zachowania. Śródtytuły też bardzo fajne, najlepsza “Przylodówkowa formacja jeża”. 

Nie wiem, jak na tle innych tekstów, ale temat konkursu nie wydaje mi się tu wyczerpany. Akcja dotyka go tylko pośrednio: czarno-biały świat – czarno-białe są szachy – napiszę o szachach. Więc pod tym względem opowiadanie słabo się broni. Przyczepiłbym się też do tytułu, bo zbyt dosłowny i średnio przyciągający uwagę (gdyby nie trzy kliki możliwe, że nie przeczytałbym). Ale napisałaś, że za wieloznacznością nie przepadasz, więc niech będzie. 

Podsumowując: dobry tekst, choć czarno-biały potencjał wykorzystuje tylko połowicznie. Kliknę niebawem ;)

Dziękuję, Funthesystemie. :-)

Skandynawia. Marudzisz – to była wycieczka po Skandynawii. Ale niech Ci będzie, zmienię na coś konkretniejszego.

Szyk przy adrenalinie zostaje. Po mojemu lepiej mi brzmi, zdanie ma fajniejszy rytm.

Cieszę się, że rozbawiło. Taki był plan. Miło, że śródtytuły przypadły do gustu. Nie tylko Tobie. Formacja jeża się spodobała? Ciekawi mnie, ile osób rozpoznaje ten termin. Bo polskojęzyczna wiki nie kojarzy. ;-)

Czarno-białość świata. Wydaje mi się, że lepiej tak, niż ogłosić, że protagonista nie widzi kolorów, bo taką ma wadę wzroku (a to wydaje się popularnym zabiegiem w konkursie) i tak postanowił Autor. Zresztą, nie tylko szachy u mnie są czarno-białe.

No to niecierpliwie czekam, aż dostaniesz pióro i się dokona. :-)

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że lepiej tak, niż ogłosić, że protagonista nie widzi kolorów, bo taką ma wadę wzroku (a to wydaje się popularnym zabiegiem w konkursie) i tak postanowił Autor.

Taaak, Autor tego się zbytnio nie popisał. 

Zauważyłem, że nie tylko szachy są czarno-białe :) Wpisałem sobie termin “delirium tremens” i wikipedia podaje jako synonim białą gorączkę. Czy takie powiązanie było celowe?

Niee, o gorączce mi się nie pomyślało… Serio, biała? Wydawałoby się, że to raczej oznaka gniewu niż alkoholizmu. ;-)

Babska logika rządzi!

Serio biała, internet mi świadkiem. W tym kontekście znacznie lepiej wpasowuje się w temat konkursu. Uznajmy, że możesz podziękować swojej podświadomości ;D

Wobec tego: pragnę z tego miejsca podziękować mojej podświadomości, która niekiedy wie takie rzeczy, że nawet nie podejrzewam. Dziękuję również Funthesystemowi, który otworzył mi oczy na kolory delirki. ;-)

Babska logika rządzi!

Hmm… Tak czytam komentarze i chyba domyślam się, kto ukrywa się pod Anonimem. ;-)

Ja tam się nie muszę domyślać. ;-)

Ale siedź cicho, grunt, żeby Jurorka nie wiedziała.

Babska logika rządzi!

Dobrze się czytało, spodobał mi się pomysł z dwupłciowością królowej. :) Za to od humoru alkoholowo-kacowego się odbiłem. Nie moje klimaty, jak to się mówi. Czarno-bieli jak dla mnie w sam raz.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Hmmm. Targają mną tak zwane odczucia ambiwalentne. Na początek odstraszył mnie tytuł. Dwuznaczność słowa “Partia”, nie wiem czy zamierzona, budziła skojarzenia z tym, od czego uciekam w literaturę. Na szczęście w środku ani słowa o aktualnej polityce.

Pomysł na czarno-białość z gatunku tych klasycznych, ale fajnie przełamany koncepcją zagubienia pomalowanych figur.

Typ humoru mieszany – dominujący “ludowy” (może przez ten alkohol), ale momentami fajna abstrakcja – najbardziej podobało mi się to kopanie przez lodówkę, mocą uzyskaną od szachowych koni (szkoda, że proporcje nie były bardziej przechylone w tę stronę).

Najwięcej uwag jednak do wykonania. Mam jakieś takie odczucie, że tekst był napisany zbyt szybko, niedopieszczony. Niby nic konkretnego, ale co chwilę coś mi zgrzytało, np.:

W powietrzu rozszedł się odór pata. (to fajne) Tym obrzydliwszy, że niezasłużony. (nie chcę wiedzieć jaki odór jest zasłużony). Wszak malcy obalili wroga, chociaż był o wiele potężniejszy i niebezpieczniejszy (dwa długaśne stopnie najwyższe nie brzmią dobrze, lepiej byłoby: znacznie bardziej niebezpieczny). Niby zwyciężyli i wszystko na darmo? (wiem o co chodzi, ale “niby zwyciężyli” kwestionuje fakt zwycięstwa, z perspektywy figur, w tym momencie, przecież bezdyskusyjny – lepiej byłoby bez “niby”).

Takie tam sobie drobiazgi, ale przeszkadzają się zachwycić :)

Dziękuję, Panowie. :-)

Szyszkowy, że się od alkoholu odbiłeś, to może i lepiej. ;-) Miło, że hermafrodytyzm i poziom czerni/ bieli przypasowały.

Coboldzie, dwuznaczność partii zamierzona, ale straszenie polityką nie było moim zamiarem.

Miał być świat czarno-biały – po przemalowaniu wypad! ;-)

Nie no, tekst chwilkę leżakował, nie był wstawiany tuż po napisaniu.

Odór pata. Hmmm, chodziło mi o to, że pat niezasłużony… Zastanowię się jeszcze, jak to lepiej ująć.

Ale bardziej niebezpieczny jest mniej prawidłowy. :-/

Mnie “niby” odpowiada – w końcu jakby wygrali, ale zwycięstwa nie ma.

Babska logika rządzi!

Anonimie – czas reakcji zupełnie nie szachowy. Raczej jak w zupełnie innej grze ;)

Przemyślałem – kryteria biblioteczności spełnia.

KLIK!

Aż się boję pytać, co by wyszło po jakiejś Krwawej Mery albo jakimś Wściekłym Psie :D

Świetny pomysł na szachy – niby klasyczny, a jednak zaskakuje i zaciesza. Lekkie, przyjemne, a tego niedużo ostatnio czytam. Miła odskocznia od ciężkich tonów i codzienności :)

F.S

No nie, Coboldzie, podkradłeś mi bibliotekodajnego klika akurat, gdy zyskałem moc :D

Refleks szachisty…

Ta uwaga to chyba nie do mnie… ;)

Coboldzie – masz rację z czasem. Biję się kopytem w piersi. Albo lepiej w szachownicę. ;-)

Foloinie, miło, że zajrzałeś. Oj, boję się myśleć, ale mam czerwono przed oczami… Fajnie, że zaskoczyło, zacieszyło i pozwoliło odskoczyć. :-) Dzięki.

Biblioteka! Ha w ten cudowny sposób czuję się zdobywcą siedmiu głosów – pięciu mniej lub bardziej standardowych, jednego niedoszłego Funthesystema i jednego od Blackburna, którego Loża olała. Wszystkim siedmiu (zadeklarowanym) klikaczom bardzo dziękuję. Wynik zbliżony do rekordu. ;-)

Babska logika rządzi!

Tytuł skojarzył mi się z polityką, fajnie, że, jak się okazało, bezpodstawnie. Najlepszy w tym wszystkim jest pomysł, całe opowiadanie napisane, oczywiście, bardzo poprawnie, czyta się gładko, przy czym, bez większych zaskoczeń i fajerwerków. Śródtytuły, jak dla mnie zbędne, ale nie, żeby szczególnie przeszkadzały. Czernina i biały barszcz jakoś tak zdały mi się zbyt wielkim zbiegiem okoliczności i faktycznie, wyczytałem w komentarzach, że Reg tu namieszała. Autorko (coś czuję, że to pisała kobieta), dla mnie, pierwotna wersja była lepsza :P

Dziękuję, Bailout. :-)

Tytuł miał być dwuznaczny. Hmmm. Może niepotrzebnie? Ale przecież zagadki wciągają, aż się proszą o rozwiązanie…

Śródtytuły mi się podobają, na pewno zostają.

Sama czernina lepsza? Hmmm, mnie pomysł Reg przypadł do gustu, więc biały barszcz stanął na kuchence i tam zostanie, aż bohater wygra bitwę o kuchnię i w spokoju zje. Dbajmy o bilans czerni i bieli. ;-) A może poszło o to, że uwielbiam barszcz, a czerniny do pyska nie wezmę? ;-)

Babska logika rządzi!

Dwuznaczności są fajne, ale zależy, z czym się kojarzą. Ostatnio mamy tyle szlamu wokół, w związku z polityką, że niewiele brakowało, a nie zajrzałbym do Twojego opowiadania, a byłoby szkoda :)

Ech, racja, ci politycy to zawsze potrafią namieszać. Ale trudności w rozróżnieniu między sukcesem a porażką by się zgadzały… ;-)

Babska logika rządzi!

Witaj!

Nietrudno się domyślić kto napisał tekst, bo się z tym zbytnio nie kryje.

Fajnie napisane, lekkie opowiadanie. Świat dla denata stał się czarnobiały więc konkursowy wymóg jest.

Jest też fajna porcja absurdu (choć mogła by być odrobinę większa).

Mi się śródtytuły podobały. Dobrane porządnie. Ale żeby wiki nie znała formacji jeża? Chociaż z formacji moja ulubiona to żółw.

Polityki nie ma i gut. (Mi się tytuł z polityką nie skojarzył ;P)

Nie żebym był całkowicie przytłoczony geniuszem tego opka. Ale pomysł mi się i lekkość też mi się.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Hej, Mytrix. Dziękuję. :-)

Ech, kolejny odgadł. Coś muszę zmienić. Nie, to wcale nie ja! ;-)

Cieszę się, że wymogi wyglądają na spełnione, choć w sposób nieco absurdalny. A nawet jeszcze jakieś zalety są. :-)

Polska wiki nie zna. Angielska rozpoznaje “hegdehog formation”.

Babska logika rządzi!

Ah te angliki i amerykany to wszystko majo, a my ino wincyj wyngla!

 

Zmień zapis emotki “:-)” na jakiś inny gdy jesteś Anonimem.

 

Jeszcze zapomniałem podpisać się pod tym (z komentarza fun’a):

 

Poza tym zgrabne powiązania akcji z szachami; nie są to tylko bierki z definicji, ale też z zachowania.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

A juści, wszystko sobie, skurkobańce, zagarły…

Ech, co za ludzie! Żeby po emotikonkowym uśmiechu człowieka rozpoznawać. ;-)

Nieeee, inne zapisy są brzydkie albo krzykliwe.

No ba! Szachy też ludzie, mają swoje osobowości, nie będzie laufer łaził prosto ani królowa innych przeskakiwać…

Babska logika rządzi!

Inne zapisy emotikonów to takie małe twarze Voldemorta :)

Oj! Napisałeś jego imię! To nie przynosi farta w konkursach. Nie wiem tylko, czy zaszkodzi Tobie czy mnie. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie panikuj. wystarczy teraz napisać 50 razy Mariola i to się resetuje.

Ale kto ma pisać? Funthesystem czy ja?! ;-)

Babska logika rządzi!

A skąd mam wiedzieć człowieko? (O, nowe słowo wymyśliłem, feministki, nie dziękujcie.) Aż takim ekspertem nie jestem, nawet nie wiem jak Voldemort wygląda. Fun wygląda mi na leniwego, więc chyba musisz pisać sama.

Nie ma jasności w temacie Marioli… ;-)

Babska logika rządzi!

Myślę, że Mariola żyje własnym życiem i zasługuje na osobne opowiadanie, ale to dopiero jak się wygrzebię spod gruzów AC&S.

Właśnie, kolejny odcinek AC&S a ja jeszcze nie czytałem! ;P

Czemu akurat Mariola a nie np. Bożena?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Co do AC&S to powoli zbieram tyłek w troki, żeby zebrać to wszystko do kupy w finalną wersję upgrade’owaną.

 

Każdy wie, że żadna Bożena, ani Grażyna, nigdy nie będzie Mariolą, jeśli chodzi o resetowanie Voldemorta.

No masz! Następny wspomina o “He-Who-Must-Not-Be-Named”! 50 Mariolek! ;-)

Babska logika rządzi!

Ja mam immunitet. Zresztą, dziecięciem będąc wpadłem do kadzi z Mariolkami. Wystarczy, że napiszę tu parę moich złotoustych zgłosek i mamy tego łosia z głowy.

Tak Ci się tylko wydaje. Jak Śniąca ogłosi wyniki, zobaczymy, kto miał farta, a kto nie. ;-)

Chociaż, jeśli w kadzi maczał palce cwany druid, to może i ten immunitet działa…

Babska logika rządzi!

Ja tam się nie znam, ale jest szansa, że Śniąca nie uruchamia maszyny losującej i wygra lepszy, a nie fartowniejszy.

Oczywiście, oczywiście, ale porządny pech wszystko potrafi zepsuć. Na przykład sprawić, że Jurorka dzień przed lekturą niefartownego tekstu czytała rewelacyjną powieść na ten sam temat. Z lepiej zbudowanymi postaciami, bardziej skomplikowaną intrygą… No i po ptakach.

Babska logika rządzi!

A jak to będzie książka Garriego Kasparowa? ^^

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To on pisał jakieś książki?

Hmmm, mam nadzieję, że w takim przypadku bohaterowie będą skrajnie schematyczni i fabuła do bólu przewidywalna. ;-)

Babska logika rządzi!

Pisał, pisał. Ostatnio nawet książkę o wymownym tytule “Winter is coming”, wszelkie skojarzenia jak najbardziej uprawnione. Aczkolwiek, beletrystyka to to nie jest. Nasza celebrytka wśród anonimów może spać spokojnie.

“Winter”? Znowu czerń i biel… ;-) A ze snem to nie wiadomo – książek mnóstwo, Biełobog i Czernobog znają, co Jurorka czyta…

Babska logika rządzi!

Sympatyczne i bardzo pomysłowe :) Choć muszę przyznać, że początkowe opisy taktyczne nieco mnie znużyły, to od momentu, w którym ludzki bohater się uaktywnia i kontratakuje, bawiłam się przednio :))

Dziękuję, Werweno.

Miło, że chociaż częściami było zabawnie. No cóż, nie jest łatwo zebrać się do kontrataku, kiedy człowiek skacowany, a wróg odciął dostęp do płynów. ;-)

Babska logika rządzi!

Patrzę na listę konkursowych opowiadań, myślę sobie: 28, całkiem sporo. Patrzę na liczbę komentarzy i oczom nie wierzę – ktoś zgarnął ponad setkę! Wchodzę. Czytam komentarze. I natychmiast rzuca mi się w oczy, czyjego komentarza tu nie ma… A już całkowicie rozwiewa moje wątpliwości lista osób, które kliknęły “przeczytane”, i brakujący na niej nick.

Bardzo dobre opowiadanie :)

Precz z sygnaturkami.

Dziękuję, Niebieski_kosmito.

Następny detektyw. No tak, lista nieobecności potrafi przesądzić… Co ja poradzę, że zamiast “przeczytane” mam “edytuj”? Ale oświadczam, że to opowiadanie zostało przeze mnie przeczytane. I to nie jeden raz. :-) Może to i narcyzm. ;-)

Miło, że Ci się spodobało.

Babska logika rządzi!

Według mnie, powinna być możliwość skomentowania swojego, anonimowego tekstu jako nie-anonim (i żeby przy komentarzu nie wyświetlił się czasem znaczek "autor"). Tak, dla niepoznaki. Czy to jest dobry pomysł?

Precz z sygnaturkami.

Jak dla mnie zbyt przekombinowane. Sprawa wygląda tak, że połowa i tak wie o kogo chodzi, a reszta “detektywów” wyczaja to z komentarzy. Ja bym w ogóle w konkursach wyłączył komentarze i zostawił tylko możliwość ocen, ale prawda jest taka, że zbliżenie się tu należycie do anonimowości jest bardzo trudne do osiągnięcia, więc nie wiem czy gra jest warta świeczki.

Kosmito, możliwość skomentowania własnego anonimowego tekstu byłaby ciekawa, ale raczej nie do zrealizowania technicznie.

Bailoucie, to prawda, że czasami anonimowość jest niedostępna. Jednak nie wyłączałabym komentarzy – to zbyt fajna sprawa i feedback jest zbyt ważny dla autora, żeby zrezygnować.

Wiadomo, że jeżeli ktoś bardzo chce, to rozszyfruje komentującego anonima w trymiga. Wystarczy zapisać sobie liczbę komentarzy podejrzanych, a potem sprawdzić, komu wzrosło, mimo że nie pojawiły się żadne widoczne na profilu. Ale to już dla bardzo zawziętych. Większość może ukryć się w tłumie, ci co bardziej charakterystyczni nie mają szans i trzeba z tym jakoś żyć. Reg mnie rozszyfrowała, kiedy jeszcze bardzo mało osób tu się wypowiadało. Ot, styl pisania. Są ludzie, których poznaje się na balu maskowym niezależnie od przebrania. ;-)

Babska logika rządzi!

Matko, 105 komentarzy :o Coś tu mnie ominęło, więc zawitałam. Tytułu też się przestraszyłam (że polityczny), ale już po pierwszych zdaniach odetchnęłam z ulgą.

Lekko, zabawnie, po ludzku, nie widziałam potrzeby wyszczególniania dwóch czy trzech rzeczy, które gdzieś mi zgrzytnęły. Widząc, kto betował, od razu pomyślałam, kto napisał tekst. A potem komentarze mnie upewniły ;) No i może kilka wysublimowanych słówek w treści.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dziękuję, Heroino (tak, kolejny trop – jeden w tę czy we w tę nie robi już różnicy).

Taaak, ponad setka komciów pod anonimowym tekstem. I ciągle rośnie. :-)

Fajnie, że odebrałaś tekst jako lekki i zabawny. Lubię takie teksty i co będę ludzkości żałować. :-)

Owszem, po becie też można poznać. Nie ma, nie ma anonimowości!

Wysublimowane słówka? Które to? Więcej tu chyba produktów destylacji. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajansiarski gambit

obie strony dualistycznych natur sarkały zgodnym chórem. Hetmani gardłowali na temat”

solennie sobie poprzysiągł

“W powietrzu rozszedł się odór pata. Tym obrzydliwszy, że remis niezasłużony. Wszak malcy obalili wroga

 

Te fragmenty zapamiętałam jako znamienne :P

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ach, te. ;-)

Co ciekawe, wydaje mi się, że raczej rzadko tych słów używam. Może nawet po raz pierwszy w tekście. Ale zgodzę się, że zapewne nie wchodzą w skład podstawowych najczęściej wykorzystywanych dwóch tysięcy.

Żeby było jeszcze śmieszniej – podkreślone fragmenty zostały zmienione w stosunku do pierwotnej wersji. Jedno chyba jeszcze na etapie bety, drugie – po komentarzach. “Wszak” mogło przesiąknąć z tekstu pisanego na słowiański konkurs “Smoko”. Jedno z podkreślonych pojawiło się w niedawno czytanym opowiadaniu. Trochę ja, trochę pszipadek.

Babska logika rządzi!

Ha, na samym początku kombinowania co by tu zabielić i zaczernić, mi również przyszły do głowy szachy, także tutaj już przy tytule się uśmiechnęłam i dobrze nastawiłam. Barwne to Twoje czarno-białe opowiadanie, nie za długie, lekkie, dowcipne, fantazyjne i warsztatowo precyzyjne. Przyjemna lektura i satysfakcjonująca też pod względem realizacji hasła. Gratulacje :)

Dziękuję, Blue_Ice. :-)

Bardzo się cieszę, że aż tyle rzeczy Ci się spodobało. I barwne, i czarno-białe. Puchnę z dumy. :-)

Babska logika rządzi!

Hmm, powiedz mi drogi Anonimie – czytałaś Ty “Pole Walki” Kinga? To krótkie opowiadanko ze zbioru Nocna Zmiana i muszę przyznać, że podobieństwa są duuuże. Nawet łazienkę umieściłaś w charakterze bastionu :P

Ze względu na podobieństwa tekst nie był dla mnie szczególnie odkrywczy, nie zmienia to jednak faktu, że z lektury jestem wielce zadowolony. Akcja jest dynamiczna, świetnie przedstawiona, a zabawne wstawki dobrze dawkują napięcie. Podział na części sprawił, że od opowiadania nie sposób się oderwać, zakończenie zaś… Sympatyczne, w sumie dobrze koresponduje z treścią, choć nie ukrywam, że to z “Pola walki” bardziej przypadło do mego spaczonego gustu ;D

Warsztatowo oczywiście super, czarno-białość też rozsądnie gospodarowana. Stanowi ważny element, ale nie ładujesz jej nachalnie, co zdanie.

 

Tyle ode mnie, trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dziękuję, Councie. :-)

Nie, nie znam “Pola walki”. W ogóle rzadko sięgam po Kinga.

Łazienka stanowi chyba naturalnego kandydata przy wybieraniu domowej twierdzy – nieduże pomieszczonko z jednym wejściem (łatwe do obrony) i prawie zawsze daje możliwość zamknięcia się od środka. Własne ujęcie wody mniej lub bardziej pitnej też niekiedy ma znaczenie. ;-)

Miło, że tyle zalet znalazłeś w tekście.

Też się nie puszczaj. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie puszczam. Na karuzeli życia należy zachować ostrożność, li-li-la :D

W takim razie przeczytaj, jak będziesz miała możliwość. Polecam. Powstał też film, ale podejrzewam, że ten Anonimek woli jednak literki ;)

O zaletach łazienki nie musisz mnie zaś przekonywać – znam je i w pełni doceniam :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No dobra, skoro polecasz, to będę mieć Kinga na uwadze.

Dobrze kombinujesz – alfabet ma ogromną przewagę nad piktogramami. Choćby i ruchomymi. ;-)

Babska logika rządzi!

To się nazywa rozgrywka szachowa :) Podobały mi się tytuły rozdziałów, które dzieliły tekst na etapy. Mój ulubiony to „fajansiarski gambit”. Bardzo ładnie wykorzystana czerń i biel. Teks napisany lekko i z humorem.

Jedna rzecz, która mi troszkę bruździła to zamienne używanie słów hetman i królowa. Wolałabym, gdyby Autorka zdecydowała się na jedną nomenklaturę i jej trzymała. Fantastycznie na początku brzmią żale o zakurzone suknie i noce spędzone u boku nie tej figury, co trzeba. A później pojawienie się hetmanów trochę to przyćmiewa. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję, Jurorko Śniąca. :-)

Miło, że śródtytuły przypadły do gustu, a i zastosowanie czarno-bieli zaakceptowane. Mnie też się gambit spodobał, chyba najbardziej ze wszystkich – dwa znaczenia i oba pasują.

No, tak się te figurki nazywa: oficjalnie – hetman, potocznie – królowa. Dziwne, ale tak jest. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiem, że tak się je nazywa :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wiem, że Ty wiesz. Ale zarzucasz, to jakoś się muszę tłumaczyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Tłumaczą się tylko winni, więc… ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ty uprzedzaj, że mam prawo zachować milczenie, a wszystko, co napiszę… ;-)

Babska logika rządzi!

Spodobał mi się pomysł – samo ożywienie figurek szachowych pojawiało się już tu i ówdzie, ale na przykład czerpanie mocy z czarno-białych kafelków wydało mi się fajną, świeżą koncepcją.

Miałem wątpliwości przy królowych-hetmanach, ale tekst mnie przekonał zanim przeczytałem wyjaśniający komentarz autora/autorki.

Nie jestem natomiast do tej pory przekonany, czy należałoby pisać o “hołubieniu bólu w odrętwiałej kończynie” czy raczej o “hołubieniu odrętwiałej, obolałej kończyny”.

 

Generalnie raczej przyjemna lektura :P. Trafiło do mnie polubowne zakończenie : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję, Nevazie. :-)

Ech, czego myśmy już nie ożywiali… Dobrze, że chociaż nowe źródła mocy udało się znaleźć. ;-)

Miło, że łyknąłeś dualistyczną naturę figurek. Ech, alogiczny język nawymyśla sobie głupot, a biedni pisarze muszą się potem męczyć.

Z hołubieniem chyba masz rację. Poprawię po ogłoszeniu wyników. To chyba już niedługo.

Babska logika rządzi!

Ha! Ha!

Czyli to nie tylko moje ulubione czarno-białe opowiadanie :)

Normalnie mogłabym być mecenasem sztuki :)

Gratuluję, Finklo!

Bardzo sympatyczne :). Czytało się jednym tchem. Jedyne co mi zgrzyta, to te “konie” zamiast ”skoczków” i “laufry” zamiast “gońców”.  Ale jest to do przełknięcia, bo rzeczywiście zamienne używanie terminologii potocznej i “zawodowej” ma tu sens.

Brawo, Autorko!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Anet, miło mi, że aż tak się spodobało. :-)

Staruchu, dziękuję. :-)

Cieszę się, że lekko się czytało. Całe szczęście, że tekścik krótki i się nie udusiłeś. ;-) Taaak, synonimy to niezła rzecz, czasem się pisaczowi przydają.

Babska logika rządzi!

Gratuluję Zwyciężczyni!! :)

Dziękuję, dziękuję. :-)

Nie spodziewałam się – konkurencja była ostra.

Babska logika rządzi!

No owszem, ale chyba tym bardziej należy czuć dumę graniczącą z samouwielbieniem ;))))

W samouwielbienie to ja już dawno wpadłam. I wyniki jakichś tam konkursów raczej nie mają na to wpływu. ;-)

Babska logika rządzi!

Pogratulować :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Podziękować. :-)

Babska logika rządzi!

Wesołe i z absurdalnym sensem. Gratuluję pomysłu i wygranej.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki, Bemik. :-)

Fajnie, że zajrzałaś, miło, że było wesoło.

Babska logika rządzi!

Poczucie humoru, dyscyplina językowa i pomysłowe tytuły rozdziałów – to atuty Twojego tekstu.

 

Zdanie perełka:

W powietrzu rozszedł się odór pata.

Chwalili już to zdanie zdanie poprzedni znamienici recenzenci; wiedz, że i ja niezależnie zwróciłem na nie uwagę ;)

 

Rozwlekasz obraz ofensywy figur szachowych na biednego człowieka to granic abstrakcji. Tkwi tu potencjał tego opowiadania, jak i największe dla niego zagrożenie zarazem, bo szczegółowy opis następujących zdarzeń może zarówno zarżnąć czytelnika nudą, jak również budować napięcie narastającym absurdem.

Mnie raczej nie znudziłaś, a oprócz tego, że odczułem lekkie napięcie, wywołałaś także u mnie zamierzony uśmiech.

Przy końcu zacząłem mieć nadzieję, że postąpisz trochę mniej przewidywalnie i nie zrzucisz całej akcji na karb wymieszanych procentów.

 

Dzięki za tego konkursowego szortala :)

 

Ps. Zapomniałbym, przyjmij też proszę spóźnione gratulacje :)

Dziękuję, Nimrodzie. :-)

Cieszę się, że zajrzałeś.

Szczęście, że Jurorka wydaje się doceniać właśnie te atuty. :-)

Tak, niektórzy zaznaczają, że im się zdanie z patem spodobało. Tak szczerze, to ja w nim nie widzę nic nadzwyczajnego (inne zdania uważam za ciekawsze), ale jeśli Wam się podoba, to na zdrowie.

Szczegółowy opis zdarzeń co najmniej jednego Czytelnika zarżnął. Chyba jednak przeważają ci zadowoleni. Wypadało wszystkim figurom dać jakąś rolę do odegrania – jak w szachach – przewaga jednego piona może mieć znaczenie.

Zrzucanie na karb procentów. Nie, nie, wszystko wydarzyło się naprawdę. ;-) To tylko bohater próbuje racjonalizować. W sumie… Na jego miejscu wolałbyś wierzyć w delirium, że masz żywe i gadające szachy, czy że zwariowałeś? Właściciel wybrał procenty i wymyślił pokrętne uzasadnienie. A swoją drogą, ciekawi mnie, kto rozpoznał wszystkie nazwy użytych alkoholi.

Ależ cała przyjemność po mojej stronie. :-)

 

Edytka: Dziękuję.

Babska logika rządzi!

Trochę mnie odstraszał tytuł tego tekstu, ale w końcu się przełamałam i nie żałuję, bo opowiadanie bardzo sympatyczne. Humor momentami zbyt gruby jak na mój gust, ale pomysł dobry, rozegrany (nomen omen) również bardzo dobrze, jest i odpowiednio odmierzona dawka absurdu. Bardzo spodobała mi się idea unieszkodliwiania figur przez ich przemalowywanie. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Mirabell, miło, że zajrzałaś. :-)

No dobrze – tytuł chyba jednak nie był dobrym pomysłem. Ale wtedy mi się bardzo spodobał.

Cieszę się, że doceniasz rozgrywkę.

Bo widzisz, taka przemalowana figura przestaje należeć do czarno-białego świata. ;-)

Babska logika rządzi!

Trudno mi się było zabrać do tego tekstu, bo oczami wyobraźni widziałam już tych pijanych polityków, psujących głupio jakieś ważne ustawy. Staram się jednak nadrabiać konkursy z całego roku i ostatecznie bardzo mi miło, że się rozczarowałam.

Jeśli chodzi o tekst, jest to typowa Finkla, sympatyczny humor, lekka historia, całość bardzo “swojska”. Szczególnie przypadły mi do gustu śródtytuły. Strasznie zazdroszczę tego, z jakim rozmysłem korzystasz z bogactwa języka polskiego. Ogólnie bardzo fajny klimat absurdu wykreowałaś i wcale się nie dziwię, że zgarnęłaś pierwsze miejsce :)

Dzięki, Kam. :-)

Fajnie, że przezwyciężyłaś opory. OK, ten tytuł może nie był najszczęśliwszy.

Taaaak, klasyczna Finkla, nikt nie miał problemów z odgadnięciem autorstwa. ;-)

Język polski jest piękny, żal tego bogactwa nie wykorzystywać (”nie propadać że dobru”, jak mawiają Rosjanie). Trzeba tylko polubić synonimy i tępić byłozę. Potem już jakoś samo leci. A jeśli chodzi o bogate słownictwo, to mogę polecić teksty AdamaKB. On ma chyba kilka metrów bieżących słowników. We łbie.

Co do zdziwienia, to mogło być różnie – konkurencja była zawzięta.

Co do pijanych polityków – nie wiem, czy tacy nie byliby mniej szkodliwi…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka