- Opowiadanie: MPJ 78 - Kwestia smogu

Kwestia smogu

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Finkla, śniąca

Oceny

Kwestia smogu

Siedziba fundacji Grupa Reagowania – Ekologiczny Ekspres Dobra.

 

Ręczny skaner starannie omiatał sylwetkę. Jego wskazania świadczyły, iż sprawdzany nie ma przy sobie żadnych urządzeń elektronicznych zdolnych nagrywać rozmowy. Członek fundacji wyglądający jak zawodnik MMA kiwnął głową, wskazując drzwi. Jego kolega, o sylwetce wypracowanej na siłowniach, odsunął się o krok, robiąc przejście. Sprawdzany strzepnął niewidzialny pyłek z nienagannie skrojonego garnituru w kolorze paryskiego błękitu i przekroczył próg. W ascetycznie umeblowanym pokoju znajdowało niewielkie grono ludzi. Natchnione spojrzenia, fryzury z lekkim nieładem, okulary w grubych oprawkach znamionujące intelektualistów, ciuchy za grube tysiące złotych, słowem zarząd prężnej fundacji ekologicznej.

– Pan… – Rzeczniczka fundacji nerwowo zaczęła przekładać kartki.

– Nazywam się Zefiryn Pochwistowski

– Siadaj człowieku i powiedz co cię do nas sprowadza? – Prezes fundacji ekologicznej jako osoba bardzo bezpośrednia wskazał mu krzesło.

– Jak zapewne państwo wiedzą,  jestem tu z powodu smogu.

– To wielki problem współczesnej Europy – stwierdził służbowo przejętym głosem dyrektor kreatywny fundacji. – Właśnie prowadzimy zbiórkę na walkę z nim.

– Czy byli państwo zadowoleni z przesłanej przeze mnie oferty promocyjnej?

– Facet nie wiem jak to robisz, ale twoje prognozy są świetne. Miejsca, czas, a nawet stężenia wszystko było idealnie trafione. – prezes nie krył entuzjazmu.

– Nie wątpię. W takim razie przejdźmy do konkretów.

– Może pan nas dalej w ten sposób wspierać, chętnie witamy na pokładzie każdego, kto chce walczyć o lepszy świat. – Rzeczniczka GREED uśmiechała się zachęcająco.

– Pozostaje kwestia wynagrodzenia? – odrzekł Zefiryn.

– Promujemy wolontariat.

– Porozmawiajmy poważnie. Dzięki mnie możecie mieć fenomenalne wyniki, każdy wasz program naprawczy dla gminy czy zakładu będzie sukcesem. Warunki są dwa, od dziś będziecie promować system „Kołyska” jako optymalne narzędzie zwalczania smogu oraz przelewać trzydzieści procent zysków z tego tytułu, na moje konto.

– Facet ciebie totalnie powaliło! – Prezes był szczery do bólu.

– System, o którym mówisz, to totalna ściema. – Człowiek, który to mówił siedział na samym końcu stołu. Jego oczy nie miały natchnionego wyrazu, były zimne i analityczne.

– Czemu tak twierdzisz?

– Bo jestem inżynierem i mam pojęcie o chemii. „Kołyska” nie zwalcza smogu, ona jedynie miesza spaliny, czyli mówiąc po ludzku dym z komina, z dziwnymi substancjami tworząc z tego jakieś fantastycznie skomplikowane związki chemiczne.

– Jakiekolwiek związki powstają na wyjściu, nie znajdują się w katalogu substancji szkodliwych.

– Tylko dlatego, że na razie nikt tego porządnie nie zbadał.

– Czy to jakiś problem? Oferuję wam solidny zysk i pewne efekty, reszta to szczegóły techniczne, które nie powinny was interesować. – Zefiryn starał się być miły i przekonujący.

– Facet, to nam się płaci, a nie my płacimy. – Prezes nie silił się na uprzejmość. – Jak chcesz byśmy promowali twój system, to ty masz nam płacić te trzydzieści procent, a nie odwrotnie!

– Ignoranci – półgłosem stwierdził Pochwistowski.

– Facet, czy ty chcesz nas obrazić?

– I tak zrobicie to, o co prosiłem. Jest mi obojętne czy zrobicie to po dobroci, czy będę musiał was do tego zmusić.

– Oż ty łachu! Nas straszysz! Zenek! – Drzwi się otworzyły i do środka wsunął się ochroniarz z kolegą.

– Wywal mi stąd tego kretyna na zbity pysk. – Prezes wskazał na gościa.

 

Zefiryn odwrócił na chwile głowę i posłał wchodzącym uśmiech psychopaty. Silnoręcy nie czekali, tylko natychmiast przystąpili do działania. Jeden z nich wystrzelił z elektroszokera. Specjalnego sukcesu nie odniósł. Elektrody z bliżej niezrozumiałego powodu ominęły Pochwistowskiego i wbiły się w rzeczniczkę GREED. Dziewczyna zatrzęsła się spektakularnie i spadła z krzesła. Drugi z ochroniarzy zadał potężny cios, ale jego ręka przeniknęła przez Zefiryna niczym przez obłok mgły. Seria lewych sierpowych i prawych prostych dała identyczny efekt. Chwilę później obydwaj silnoręcy zaczęli rozpaczliwie łapać powietrze, niczym wyciągnięte z wody ryby. Jakaś siła sprawiała, że się dusili, choć ich płuca pracowały z pełną mocą.

– Wy dwaj – Pochwistowski skinął na ochroniarzy – wyjdziecie stąd czy wolicie zejść? – Pytani nie czekali. Za chwilę drzwi się za nimi zamknęły

– Zaczniemy rozmawiać poważnie?

– Kim ty u diabła jesteś? – spytał inżynier.

– Biznesmenem, który złożył wam poważną ofertę i oczekuje pozytywnej odpowiedzi.

– Ty musisz być jakimś demonem?

– Zdrowaś Mario, łaskiś pełna… – gramoląca się z podłogi rzeczniczka, widząc co się dzieje, zaczęła się modlić, wprawiając tym w totalne osłupienie pozostałych członków fundacji, znających ją jako zdeklarowaną ateistkę.

– Nie jestem demonem, ani jakimś tam duchem nieczystym. Traktujcie mnie po prostu jako specjalistę od powietrza. – Zefryn nieco teatralnie wykonał gest dłonią a za oknem w gęstej pokrywie chmur zrobiła się mała luka, przez, którą do pokoju wpadł promień słońca.

– O boże, to znaczy że… i nawet się z tym nie kryjesz. – Inżynier skojarzył fakty 

– Teraz już wiesz, iż należy traktować moją ofertę poważnie.

– Ty… – Szef fundacji w bezsilnej złości przez pięć minut miotał słowa uznawane powszechnie za obelżywe. Potem zaczął się dusić

– Fajnie, że skończyłeś – rzekł ze złośliwym uśmieszkiem Zefiryn. – Teraz konkrety. Jutro kurier przywiezie wam stosowne umowy. To, że nie chcieliście ze mną dogadać się po dobroci, będzie was kosztowało. Przekażecie mi nie trzydzieści, a trzydzieści pięć procent dochodów fundacji. Wszystko jasne.

– Tak – odrzekł pokornie prezes.

– Wobec powyższego żegnam.

Podszedł do okna i po prostu znikł. Tak naprawdę pozostał w pomieszczeniu. Wykorzystywał fakt, że ludzie są tacy naiwni. Rezygnacja z formy widzialnej, nie jest równoznaczne z tym, że kogoś nie ma. Spokojnie oglądał dyskusję między członkami zarządu fundacji. Na swój sposób było zabawne wysłuchiwać w jaki sposób zamierzają go wykiwać na kasie. W swoim czasie ich za to ukarze, ale nie dziś. Tak czy inaczej trzeba będzie ich przypilnować. Wezwał kliku płanetników.

– Od dziś do odwołania, macie ich śledzić i meldować o wszystkim co zrobią.

– Tak, panie.

 

Wolny od innych obowiązków Pochwist udał się na komin wielkiej elektrowni. Władze kombinatu były na początku równie oporne jak ekolodzy, ale w końcu zgodziły się na zainstalowanie systemu „Kołyska”. Nikt z ludzi nie miał pojęcia, jak to działa. W kłębach dymu oraz pary wodnej, do którego dodawano starannie dobrane związki chemiczne i poddawano silnym wyładowaniom elektrycznym rodzili się nowi płanetnicy. Za kilka miesięcy uzupełnią znacznie nadwyrężoną populację tej rasy.

Powchist westchnął ciężko, dla płanetników przelot przez silniki odrzutowe jest jak gra w rosyjską ruletkę. Problem w tym, że jakiś czas temu stało się to modną rozrywką i populacja spadła o dwie trzecie. W efekcie nie było komu chmur przeganiać, zimy były bez śniegu, lata bez deszczu, albo z powodziami. Na szczęście jest smog i walkę z nim można wykorzystać do tworzenia kołysek.  

Koniec

Komentarze

Przeczytałem, i skrytykuję. Krytykuję. Next.

Mnie się podobało :)

Znam tylko pięć liter ;)

MPJ, czy ja Ci kiedyś coś wspominałam o interpunkcji?

Poza tym sympatyczna historyjka. Misie, głównie ze względu na nietypowy pomysł. I połączenie biznesu ze słowiańszczyzną interesujące. A nazwa organizacji – piękna. :-)

– Osz ty łachu!

Oż.

Babska logika rządzi!

MPJ, dostaniesz ode mnie klik, ale musisz się jeszcze trochę postarać. Dla przypomnienia zapis dialogów: http://www.fantastyka.pl/loza/14 , nie ma spacji przed wielokropkiem i przed wykrzyknikiem, ani kropki po pytajniku. 

W kwestii zawartości mam jak Finkla. Pochwist jako biznesmen, rosyjska ruletka w silnikach samolotów i sama organizacja GREED – to wszystko składa się na porządną i ciekawą opowiastkę.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Aha, wydaje mi się, że niepotrzebnie używasz gołego skrótu. Po pełnej nazwie wystarczająco dobrze widać, o co chodzi organizacji. Ale mogę się mylić.

Babska logika rządzi!

Czyli znów poległem na przecinkach.  :(  Trochę to leżakowało. Pomysł miałem kiedy w mediach tego smogu było najwięcej.  Postaram się poszukać i wyłapać te błędy .

 

Mam nadzieję, że poprawiałem a nie pogorszyłem sprawę. 

MPJ, a dialogi? Przykład:

– Pan… – rzeczniczka fundacji nerwowo zaczęła przekładać kartki.

– Może pan nas dalej w ten sposób wspierać, chętnie witamy na pokładzie każdego, kto chce walczyć o lepszy świat. – rzeczniczka GREED uśmiechała się zachęcająco.

– Oż ty łachu! Nas straszysz! Zenek! – drzwi się otworzyły i do środka wsunął się ochroniarz z kolegą.

Resztę znajdź sam. 

 

Co do przecinków też dostaniesz jedną podpowiedź:

 

Członek fundacji wyglądający jak zawodnik MMA kiwnął głową(+,) wskazując drzwi. Jego kolega, o sylwetce wypracowanej na siłowniach, odsunął się o krok(+,) robiąc przejście.

Jeśli widzisz zależność, to przynajmniej takie przypadki powinieneś już dalej sam znaleźć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Postaram się

 

Natchnione spojrzenia, fryzury z lekkim nieładem, okulary w grubych oprawkach znamionujące intelektualistów, ciuchy za grube tysiące złotych[+,]  słowem zarząd prężnej fundacji ekologicznej.

Z tym przecinkiem nie jestem pewien, ale chyba powinien być. Całe to zdanie jednak lekko niezręczne, rozbiłbym na dwa albo i na trzy.

trafione. – Pprezes nie krył entuzjazmu.

t. – Rrzeczniczka GREED uśmiechała się zachęcająco.

wolicie zejść? – Ppytani nie czekali.

– Jesteś… – inżynier skojarzył fakty – i nawet się z tym nie kryjesz.

– Ty – Sszef fundacji w bezsilnej złości

Nie ogarniasz jednej zasady pisowni dialogów: gdy postać wykonuje czynność inną niż “gębowa” (powiedział, rzekł, krzyknął, szepnął etc), to po myślniku jest duża litera.

– Pozostaje kwestia wynagrodzenia?

– Promujemy wolontariat?

– Porozmawiajmy poważnie.

Nie do końca wiem kto co mówi.

Facet, czy ty chcesz nas obrazić?

Trochę za często się ten “facet” powtarza według mnie.

Zefiryn odwrócił na chwile głowę i złośliwie się uśmiechał.

Czasownik dokonany obok niedokonanego, trochę niezręcznie to brzmi imho.

– Fajnie, że skończyłeś – rzekł ze złośliwym uśmieszkiem Zefiryn.

Infantylne :P

Tak naprawdę pozostał w pomieszczeniu. Ludzie są tacy naiwni, zniknięcie nie jest równoznaczne z tym, że kogoś nie ma.

Według kogo, kto to mówi? Narrator wcześniej się nie ujawniał, to niech siedzi cicho :D

Wezwał kliku płanetników.

Plus za to, że zmusiłeś mnie do wygooglowania nowego dla mnie słowa, ale może dobrze byłoby jakoś opisać te postaci, skoro je wprowadziłeś :)

– Tak [+,] panie.

Nikt z ludzie nie miał pojęcia, jak to działa, i nie musiał.

Again, według kogo? Niezręczne zdanie swoją drogą. Cały ostatni akapit mi się nie podoba, kanciaste zdania.

 

 

Pomysł całkiem okej, ale mogłeś lepiej przedstawić stwory, o które się rozchodzi, dać temu jakieś szersze tło, pokazać jakieś ich zachowania może, no nie wiem. Po prostu więcej o nich :) Krótki tekst, nie porwał mnie jakoś specjalnie, wykonanie mogłoby być troszkę lepsze, ale czytało się płynnie, bez zgrzytów, więc absolutnie nie jest źle. Powodzenia przy kolejnych opowiadaniach! :)

No nieźle.

Niezły szort, tym bardziej że mówiąc o ważkim problemie, traktuje go w dość nietypowy sposób. ;)

 

– Tylko dla tego, że na razie nikt tego po­rząd­nie nie zba­dał. – Tylko dlatego, że na razie nikt tego po­rząd­nie nie zba­dał.

 

ale jego ręka prze­nik­nę­ła przez Ze­fi­ry­na ni­czym obłok mgły. – Czy tu nie miało być: …ale jego ręka prze­nik­nę­ła przez Ze­fi­ry­na ni­czym przez obłok mgły.

 

gra­mo­lą­ca się z ziemi rzecz­nicz­ka… – …gra­mo­lą­ca się z podłogi rzecz­nicz­ka

Chyba że w pomieszczeniu, zamiast podłogi, było klepisko.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajny szort, ale czemu oznaczyłeś jako opowiadanie? ;> Bardzo dobre wprowadzenie klimatów słowiańskich i świetny pomysł. Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Podobało się. Interesującą rasę przedstawiasz :-)

Trochę usterek technicznych jest – w oczy rzucają się przede wszystkim literówki – ale nie będę powielać uwag przedpiśców.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Poprawki naniesione.

 

 Skoneczny co do płanetników, kiedyś pisałem o nich coś w opowiadaniu 

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/15082

Tak szczerze to nie zastanawiałem się nad ich wyglądem. Wychodziłem z założenia, że składają się z energii, krzemu, gazów i posiadają inteligencję. O już wiem, oni są uporządkowaną strukturą gazową coś jak ciekłe kryształy.  :D I to by świetnie tłumaczyło wszystko, zmieniając polaryzację mogą się robić widzialne (np. przypadek Pochwista) lub przezroczyste. Normalnie wykorzystują formę gazową tzn bezpostaciową.  

 

 

MPJocie, nie żebym czuła jakąś dziką satysfakcję z dręczenia Cię, bo sama się męczę, ale gdzie te poprawki? Ani przecinków nie ma (choćby w moich przykładach), ani zapis dialogów (wskazane przeze mnie i przez Skonecznego) nie skorygowany… 

Nie bądź wiśnia, daj mi dać sobie punkcik. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, masz tak jak ja? Fajny tekst, chciałoby się kliknąć. Tylko te, losowo porozrzucane, znaczki edytorskie… Ja się złamałam i końcu bibliotekowałam.

Babska logika rządzi!

Ja obiecałam po poprawkach, a nie lubię rzucać słów na wiatr, więc się teraz męczę. Bo klikałabym, a nie mam jak…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zdaje się że poprzednie podejście do poprawek robione na kilku otwartych oknach mi nie wyszło. mam nadzieję, że teraz jest choć ciut lepiej. 

Ok, wyrywkowa kontrola potwierdziła korektę ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Niezłe! Uśmiechnęło. :)

W jednym miejscu brakuje “się” a w innym w didaskaliach "prezes" powinien być wielką literą.

No nie wiem… Niby słowiańskie akcenty są, więc powinno mi się podobać, ale jakieś to takie suche, analityczne, zupełnie bez słowiańskiej duszy. Już zupełnie abstrahując od tego, że, z tego co wiem i rozumiem ze słowiańskiej mitologii, płanetnicy nie walczą ze smogiem, ale ze żmijami.

Ale opis zarządu ekologicznej fundacji cudny!yes

Hmm... Dlaczego?

Drewian, popatrz tak:

żmija => żmij => smok => smog

Właściwie nie ma żadnej różnicy. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo! Jak zwykle: yes

Hmm... Dlaczego?

Słowianie mieli jedną Nawię dla poczciwych druga dla kombinujących, Pochwist z opowiadania jest jak najbardziej kombinujący. Wiem, że to drobna niezgodność bo ta dla kombinujących była żmijowa ale tu kombinowanie ma szczytny cel. Tworzenie na kominach kołysek, w których przychodzą na świat nowi płanetnicy wink

 

Porządna słowiańska legenda mówiła o tym że poczciwi będą wynagrodzeni. Czasy mamy takie a nie inne więc poczciwy Pochwist sam musiał o wynagrodzenie się postarać laugh

Nowa Fantastyka