- Opowiadanie: ssj333 - Odyseja

Odyseja

Fragment mojego opowiadania sci-fiction. 

Oceny

Odyseja

Rozdział I

„Apokalipsa”

Nieznośny, pulsujący ból głowy stał się moim towarzyszem. Próbowałem wstać, ale piana ścieka mi z ryja jak psu, który dostał soczystego kopa prosto w zęby. Przypuszczam, że gdybym był psem, to będąc, tak głodnym – pewnie musiał, bym się zadowolić lizaniem po jajach…ale wróćmy do początku.

Wracałem z pracy i przy okazji zahaczyłem o klub „Piekiełko”. Młode kurewki  z Lancaster już na mnie czekały.

 Oberwałem prosto w bebechy kijem golfowym marki Fujikura za dotykanie dziwek bez zapłaty. Później zostałem wsadzony przez kumpli alfonsa za kierownicę mojego Audi TT. Samochód stał na parkingu przed barem. Skurwysyny włączyli silnik i zawiadomili gliny, że niby jakiś pijak chce odjechać na podwójnym gazie, co było kompletną bzdurą, bo po pijaku nigdy nie prowadzę.

Joe Lansen, diler i alfons wyciągnął strunówkę z białym proszkiem, włożył mi to do gęby przed samym przyjazdem policji – dorzucił jeszcze kilka torebek na siedzenia gratis.

Nie wiem jak to możliwe, ale gdy tylko usłyszałem koguta, niemal natychmiast mi odbiło. Ruszyłem z płonącymi oponami i bardzo szybko zgubiłem policyjnego forda mustanga GT. Fakt, miałem nieziemskiego tripa. Rozpędziłem moje podwójne „T” do dwustu… no i właśnie. Nagle ni stąd, ni zowąd ostry błysk światła dosłownie zgwałcił moje oczy, umysł i cholera wie co jeszcze. Jedna wielka światłość, ale tunelu nie widziałem…

Odzyskałem przytomność, ale okazało się, że droga międzystanowa numer czterdzieści pięć, została przecięta czterdziestu metrowym wąwozem, na którego jednym z końców znajdował się olbrzymi krater. Wiecie, miałem naprawdę dużo szczęścia, bo chyba las ochronił mnie od wybuchu tego czegoś, jednak najbardziej ucieszył mnie widok kolesia wkręconego między gałęzie starej sekwoi. Joe Lansen…, nigdy bym go nie podejrzewał o dendrofilię[1].

Widok był iście epicki, bo z miasteczka Lancaster City zostały zgliszcza i muszę przyznać, że odkryłem w sobie poczucie humoru. Palący się las, palący się ludzie, palący się żywi ludzie pozbawieni jednej lub więcej kończyn latali i lamentowali, tarzali się, próbując ugasić ogień i naprawdę powiadam wam, że widok był kurewsko epicki. Dodam też, że nareszcie to pierdolone miasto, które dało mi ostatnio tak mocno kość, zostało zamienione w popiół!

 

[1] Dendrofil, Tree Hugger, Miłośnik Dziupli – osoba cierpiąca na dendrofilię – Zboczenie seksualne objawiające się nieodpartą chęcią odbycia stosunku płciowego z drzewem.

Koniec

Komentarze

Cześć.

Nawet taki zwolennik krótkich tekstów jak ja niewiele wyłuska z wprowadzenia typu: byłem, szedłem, poszedłem, kogoś wkurzyłem i lokalna apokalipsa.

Jedyny wniosek to słaba interpunkcja. I nieprzekonujące wulgaryzmy (czy szerzej: wulgarny sposób bycia bohatera).

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

No cóż, lektura tego  fragmentu nie wzbudziła we mnie najmniejszej ochoty na poznanie dalszego ciągu Twojej Odysei.

Skoro to pierwszy rozdział, sugeruję, abyś na nim poprzestała. Przynajmniej na razie, a zyskany czas przeznacz na naukę poprawnego pisania i przyswojenie zasad obowiązujących w języku polskim.

Niektóre błędy:

 

to będąc, tak głod­nym – pew­nie mu­siał, bym się za­do­wo­lić… – …to będąc tak głod­nym, pew­nie mu­siałbym się za­do­wo­lić

 

Przy­pusz­czam, że gdy­bym był psem, to będąc, tak głod­nym… – Powtórzenie.

 

po ja­jach…ale wróć­my do po­cząt­ku. – Brak spacji po wielokropku.

 

za kie­row­ni­cę mo­je­go Audi TT. – …za kie­row­ni­cę mo­je­go audi TT.

 

zo­sta­ła prze­cię­ta czter­dzie­stu me­tro­wym wą­wo­zem, na któ­re­go jed­nym z koń­ców… – …zo­sta­ła prze­cię­ta czter­dzie­stome­tro­wym wą­wo­zem, na koń­cu którego

 

ucie­szył mnie widok ko­le­sia wkrę­co­ne­go mię­dzy ga­łę­zie sta­rej se­kwoi. – Stare sekwoje mają gałęzie dość wysoko…

 

Joe Lan­sen…, nigdy bym… – Po wielokropku nie stawia się przecinka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dendrofil to chyba nie tylko z drzewem, a ogólnie z roślinami, a?

Podany fragment niestety ani do mnie nie przemówił, ani nie mówi o niczym konkertnym. Btw. fala uderzeniowa po wybuchu, który utworzył tej wielkości krater pewnie zmiotła by bohatera razem z jego TT. Naćpany uciekł policjantom w Mustangu GT? Nie dość, że fragment nieciekawy, to nic w nim nie sztymuje. Do tego zbyt wulgarny. Wulgaryzmy mogą być bardzo śmieszne lub adekwatne ale muszą być bardzo dobrze użyte i w umiarze, inaczej tylko męczą. Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przykro mi, ale pomimo bardzo małej ilości znaków, opowiadanie mnie znużyło:(

Przedstawiony fragment nie zachęca do czytania kolejnych rozdziałów. Nic mnie nie zaciekawiło, nie mam bladego pojęcia o czym ma być “Odyseja”. Może jest pomysł na ciąg dalszy, ale tutaj go nie widać. Warsztat nie najgorszy, ale i nie najlepszy. Mnie również nie przypadł do gustu nadmiar wulgaryzmów.

Nowa Fantastyka