- Opowiadanie: Wiktor2002 - Początek

Początek

Rok 2023 nowy rząd Polski prowadzi ją na szczyt. Zarówno gospodarczy jak i technologiczny. Lecz oczywiście nic co dobre nie trwa wiecznie. Rząd ludzi chcących dla Polski jak najlepiej, zmienia się na rząd fanatyków. Co się stanie? Jakie zmiany nastąpią w Polsce i na świecie? Tego dowiecie się z tego opowiadania, będącego w założeniu częścią większego cyklu.

Oceny

Początek

Rok 2023

 

Niezależny prezydent wybrany zaledwie dwa lata wcześniej wraz z jednym z najlepszych rządów w historii Polski doprowadzili ją do rozwinięcia technologicznego na poziomie ,,państw zachodu”. Rząd starał się prowadzić politykę pokoju. Lecz popularna zasada głosi chcesz pokoju szykuj się na wojnę ta maksyma przyświecała twórcą projektu rozmieszczenia na terenie Polski wyrzutni przeciwrakietowych. Niespełna rok później w tragicznych okolicznościach zginął prezydent, minister spraw wewnętrznych, obrony narodowej. W państwie rozpoczęło się istne pandemonium. Skrajna opozycja, z której ,,pochodził” minister MSW, twierdziła że do wypadku doszła za udziałem osób trzecich. Śledztwo trwało miesiącami przesłuchano dziewięćdziesięciu dwóch świadków, sprawdzono dziewiętnaście kamer choćby było na nich zarejestrowane tylko kilka sekund z przejazdu prezydenckiej limuzyny. Śledztwo prowadzone ponad półtora roku wykazało bezsprzecznie że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek. Oblodzona droga w połączeniu z nadmierną prędkością kierowcy, agenta BORu, który nie wziął pod uwagę że ulica nie została należycie odśnieżona. W międzyczasie wybrano oczywiście nowego prezydenta jego kandydaturę zachwalał jego partyjny szef ,,przywódca” skrajnej lewicy. Lud postanowił , i lud wybrał od tej pory za sprawą prezydenta słuchającego tępo swojego byłego szefa Polska stała się krajem odizolowanym, wróciły czasy paszportów na każdej granicy. Wyrzutnie przeciwrakietowe zostały przebudowane do nowej zaczepnej roli, nie lepiej było w innych krajach. Między Rosją, a Ameryką rozgorzała na dobre druga zimna wojna. W Polsce i innych krajach Europy zaczęły powstawać schrony przeciwatomowe, bo przecież nie wiadomo co przyjdzie do głowy narwanemu prezydentowi Rosji jeśli owsianka będzie za gorzka. Tym bardziej że stosunki między Europą a Rosją były napięte od 2015 roku kiedy to nałożone zostały na Rosję sankcje. Niestety pewnego dnia nastąpiło to czego tak bardzo obawiali się ludzie w całej Europie.

 

 

 

 

Rok 2029

 

Piotr szedł właśnie do pracy w jednej z kieleckich fabryk zbrojeniowych których to kompleks dawał zatrudnienie dla większości ludzi z powiatu. Dawniej prężnie rozwijał się tu przemysł High-tech, lecz w ostatnich latach w związku z napiętą sytuacją między Europą, a Rosją na którą zostały nałożone kolejne sankcje za całkowite przejęcie Ukrainy większość pieniędzy była przeznaczana na dozbrajanie żołnierzy, policji oraz ludności cywilnej, sam Piotr miał colta 1911 na amunicję cal.45. Dookoła Piotra było pełno ludzi, pełno ludzi mających rodziny matek, ojców. Gdy zawyły syreny ostrzegające przed bombardowaniem, świat zwolnił. Piotr zobaczył że na ulicę wybiegają żołnierze, to nie były ćwiczenia. Wiedział co robić. Wyjął pistolet i strzelił w powietrze. Większość ludzi schyliła się, dzięki czemu mógł zorientować się gdzie znajduje się wejście do schronu. Gdy tylko je spostrzegł puścił się biegiem przez tłum nadal oszołomionych ludzi. Tylko niewielka część zorientowała się o prawdziwej intencji Piotra i także zaczęła biec w stronę schronu. Gdy byli kilka kroków od drzwi, zobaczyli je. Dwie rakiety spadały po paraboli na miasto. Idealny czas ataku. Ludzie idą do pracy. Większość zginie, jeśli nie od samych bomb to od wywołanego przez nie promieniotwórczego podmuchu. Potem błysnęło światło i usłyszał ogłuszający grzmot. Dobiegł właśnie do drzwi. Stały otworem, a za nimi oddział żołnierzy z długa bronią. Gdy Piotr i kilkanaścioro ludzi wpadli do środka nastała ciemność i ogłuszająca cisza.

 

 

Rok 2031

 

Racje żywności zaczęły się zmniejszać, mimo że od początku nie były największe. Bunkry nie były do końca przygotowane na dłuższe przeżycie pod ziemią. Co prawda była tu oczyszczalnia wody, zagrody w których hodowano zwierzęta oraz mini ogródki, lecz zapasy się kończyły, a ogródki nie dawały zbiorów na tyle dużych aby można było z nich wyżywić i ludzi i zwierzęta. Przez pierwszy rok Piotr oraz reszta przebywających w bunkrze ocalałych byli szczęśliwi że przeżyli i mieli jakie takie warunki życiowe. Dopiero po roku zorientowali się że większość zapasów dostaję się przywódcą byłej partii rządzącej. Byłej, ponieważ Polska, tak jak i inne kraje Europy, defakto już nie istniała. Gdy tylko zorientowali się że gdy oni głodują, a tymczasem ,,szlachta” obżera się i korzysta na potęgę z prądu i zasobów czystej wody do których zwykli ludzie nie mieli dostępu, postanowili wzniecić bunt. Przywódca buntowników zwerbował do pomocy jednego z agentów BORu który tak samo jak oni chciał aby pogarszać i tak już nie za wesołą sytuacji.

– Ma ktoś broń? – spytał Marek przywódca powstania zgromadzonych dwudziestu ludzi. Siedem osób, w tym Piotr, podniosło ręce.

– Szału ni ma – mruknął Piotr pod nosem, po czym już głośniej powiedział – czym mamy to powstanie zrobić? Zaostrzonymi szczoteczkami? Przecież Borowców jest trzydziestu, i na tych trzydziestu świetnie uzbrojonych ludzi w kamizelkach kuloodpornych wyskoczymy w siedmiu z klamkami? To może od razu strzelmy sobie w łeb? Szybciej pójdzie!

– Pozytywne myślenie chłopaki, pozytywne myślenie – powiedział Marek, po czym uśmiechnął się i dodał – no i wtyka w Borze.

– Na to do pokoju w którym się zebrali wszedł człowiek w sfatygowanej marynarce i zgasił papierosa na futrynie drzwi.

– Oto Pan Adam – przedstawił Marek nowo przybyłego – agent BORu.

– Po sali przeszedł cichy pomruk. Szczeknęły blokady w broni, i rozkładane scyzoryki.

– Spokojnie sprawdziłem go! – Krzyknął Marek – Jest czysty po prostu też chce się wyrwać z tej umieralni.

Broń schowała się, chodź bardzo niechętnie, w kaburach i kieszeniach. Piotr wsadził pistolet pod kurtkę, tak mało brakło, a byłoby tu piekło jak na obrazach Boscha. W sumie to szkoda dawno nie było tu porządnego mordobicia.

 – Mogę wam załatwić broń i amunicję – zaczął Adam – ale to chwilę potrwa. Sami rozumiecie jak zniknie paczka naboi czy karabinek, uznają że ktoś poszedł na strzelnicę, a jak zniknie broń i amunicja dla dwudziestu osób to zwrócą na to uwagę. Załatwię po karabinku i cztery magazynki na twarz.

– Zgoda – odparli zebrani chórem.

– To się nie uda – pomyślał Piotr – wystrzelają na i tyle.

Piotr nie miał zamiaru za długo brać udziału w tej rewolucji. Chciał tylko spieprzyć z tego miejsca, nie musiałby wcale wtrącać się w politykę, ale główny zarządca schron zarządził że nikt nie wejdzie i nie wyjdzie ze schronu, a Piotr z dwojga złego wolał umrzeć tam na zewnątrz od promieniowania, niż tu z głodu.

– Panie Adamie – krzyknął Piotr – niech pan zaczeka.

– O co chodzi? Kim pan jest? – Spytał Adam.

– Piotr Kowalski – uścisnęli sobie dłonie – miałbym do pana małą prośbę.

– Słucham.

– Byłby pan w stanie załatwić też strój przeciwpromienny, maskę przeciwgazową i kilka filtrów do niej, trzy paczki nabojów .45 ACP i jakiś duży plecak.

– Niech pan tak nie krzyczy – syknął Adam – dwudziesta druga, numer trzydzieści siedem.

Adam odwrócił się i odszedł.

– Wszystko jasne – pomyślał Piotr – on też chce stąd spierdolić z prędkością światła.

Polecenie było jeszcze prostsze do odgadnięcia, tak więc o dwudziestej drugiej przyszedł do pomieszczenia mieszkalnego numer trzydzieści siedem. Stanął pod drzwiami i zapukał.

– Proszę!

– Dobry wieczór – powiedział Piotr wchodząc do środka.

– Gospodarz od razu zamknął za nim drzwi na klucz i zapalił lampkę na stole.

– Po co panu to wszystko o co pan mnie prosił? – Spytał Adam.

– Niech pan się zastanowi, po chuj mi komplet dzięki któremu można przetrwać na zewnątrz?

– Czyli nie tylko ja chce stąd spieprzyć.

– Nie tylko.

– Proszę ze mną – powiedział Adam i podszedł do szafy stojącej w kącie – niech mi pan pomoże.

– Piotr także podszedł do szaf i razem z Adamem odsunęli ją w bok odsłaniając wejście do mniejszego pokoju.

– Oto wszystko czego potrzebowaliśmy do wyruszenia poza trzecią osobą, we trójkę łatwiej będzie przeżyć na skażonym terenie.

– Racja. Skąd masz tyle zapasów? – Spytał Piotr patrząc na wieże ułożoną z puszek z jedzeniem oraz drugą z racji żywnościowych.

– Gdy jestem przydzielony do noszenia racji do dowództwa podbiorę sobie puszeczkę, czy jakąś tam paczuszkę. Uprzedzając pytanie mój towarzysz także jest z BORu.

– Wchodzę w to, tak naprawdę biorę udział w tej rewolucji tylko dlatego że chciałem opuścić schron, a właśnie jak uciekniemy?

– Normalnie, zaczniemy od najniższego poziomu i damy nogę w połowie drogi i dołączymy do mojego towarzysza po czym wyjdziemy najpewniej niepilnowanymi wrotami.

– Dobry plan, tylko znając życie połowa planu weźmie całkowicie w łeb a druga też tylko w połowie.

– Pozytywne myślenie, pamiętaj pozytywne myślenie.

– Dobrze w sumie mój plan i tak był podobny.

– W takim razie do zobaczenia za jakiś czas.

– Do zobaczenia – powiedział Piotr i wyszedł.

 

Pół roku później

 

– Czy wszyscy zrozumieli rozkazy?! – Spytał kapitan Podsiadło powstańców – Idziemy czwórkami, pierwszy szereg karabiny na plecy, tarcze przed siebie wyjmijcie też pistolety! Drugi szereg strzelać między nimi. Tylko im łbów nie po odstrzelajcie! Reszta zastępować martwych przed sobą i napierdalać po skrzydłach! ZROZUMIANO?!

– Tak jest! – Krzyknął tłum powstańców

– Formuj szyk! I atak!

Szybko uformowali pięć szeregów i ruszyli w górę. Piętra bunkra połączone były pochyłymi drogami usprawniającymi poruszanie się między nimi i ograniczającymi zużycie prądu przez wyeliminowanie wind. Piotr i Adam zajęli miejsce po lewej stronie ostatniego szeregu.

– Pamiętaj piętro cztery i pół, spieprzamy na lewo w małe drzwiczki serwisowe – powiedział Adam po raz setny.

– Dobrze wiem.

– Szli w górę, pierwsze, drugie. Strzały, jęki umierających, chyba nikt z naszych, ale co to ma za znaczenie. Trzecie, czwarte, połówka. Odłączyli się i wpadli do pomieszczenia serwisowego.

– Myślałem już, że nie przyjdziecie – powiedział Marek, kompan Adama podając im kombinezony – przekierowali chyba wszystkich z wyjścia do ochrony zarządu.

– I dobrze, jeden problem z głowy – powiedział Piotr zasuwając kombinezon.

Po chwili byli już gotowi do drogi.

 – Idziemy.

Wyekwipowani byli jak na wojnę. Kombinezony które mieli na sobie były przeznaczone dla wojska więc nie były w oczojebnym żółtym czy pomarańczowym kolorze, i nie były wykonane z materiału gumo podobnego. Kombinezony te przypominały stroje ,,bojowe” regularnych żołnierzy z tą tylko różnicą że buty, spodnie oraz kurtka połączone były ze sobą uszczelniającymi kołnierzami. Na kurtce wchodzącej w skład kombinezonu pełno było kieszeni w których Marek upchał wszelakie wyposażenie dodatkowe kompas, latarka, pięć zapasowych magazynków do karabinku, trzy do pistoletu, granat odłamkowy, światło chemiczne oraz zestaw wytrychów. Przy pasku pistolet, Piotr miał swojego colta 1911, natomiast Marek z Adamem mieli Sig Sauery P-226, ponadto każdy z nich miał także nóż wojskowy Glock z dwurzędową piłą w górnej części ostrza, która robiła tatara z organów wewnętrznych, dodatkowo każdy z nich miał w plecaku po pięć kilo prowiantu, saperkę kilka zapasowych magazynków, namiot, kilka granatów oraz apteczkę. Całość ważyła piętnaście kilo. Otworzyli właz od przejścia serwisowego. Włączyli latarki i zaczęli wchodzić w górę po drabinie, otoczeni byli rurami i poprzecieranymi w wielu miejscach kablami.

– Jak któryś z nas dotknąłby tych kabli to w włosy na jajach stanęły by dęba – zauważył inteligentnie Marek.

Wchodzili coraz wyżej, uważając żeby ich prąd nie popieścił.

– Stop – powiedział Marek oświetlając drzwiczki serwisowe – to te. Podaj no który śrubokręt – gdy go dostał zaczął kombinować przy wejściu. – No rzesz kurwa, ja pierdole. Przyspawane.

– Cudownie, wiedziałem że coś musi się spierdolić – zajęczał Piotr.

– Cicho kurwa, myślę – Marek świecił po drzwiczkach pod różnymi kątami – dobra, huj z tym, Adam idziesz ostatni. Wydłub nożem, albo odstrzel trochę betonu koło zawiasu i włóż tam odbezpieczony granat, a potem zapieprzaj w górę. Zrozumiał?

– Czemu zawsze ja? – Jęknął Adam dłubiąc nożem w betonie. – Tak, to ja nic nie zrobię.

Adam wyciągnął pistolet z kabury, wszedł kilka szczebli wyżej i strzelił kilka razy w beton. Potem zszedł, włożył w zagłębienie granat po czym po zmówieniu zdrowaśki wyciągnął zawleczkę i wspinając się po trzy szczebelki dołączył do reszty kompani w znajdującej się dwa piętra wyżej wnęce. Huk spotęgowany przez tunel ogłuszył ich na chwilę. Gdy już doszli do siebie zeszli w dół i przeszli przez to co pozostało z drzwi. Marek chciał wyważyć wyjście do głównego przejścia, ale było ono otwarte, więc wypadł jak z procy i wpadł prosto na strażnika śluzy schronu. Dla Piotra czas zwolnił. Adam nie wyszedł jeszcze z szybu, Marek starał się odzyskać równowagę. W tym czasie żołnierz zdążył już wyciągnąć broń. Piotr sięgnął do własnej, ściągnął blokadę w czasie prostowania ręki. Strzelił. Żołnierza złożyło w pół. Nie miał kamizelki. Piotr trafił go w brzuch. Pocisk .45 ACP zrobił swoje, żołądek, trzustka, a może i nerka. Wykrwawi się w góra trzy minuty. Jednak Marek który odzyskał już równowagę wyciągnął nóż. Podniósł żołnierza za kołnierz i przebił mu gardło na wylot. Jasna tętnicza krew trysnęła na jego twarz. Żołnierz zaczął rzęzić. Wyciągnął nóż z jego gardła. Struga krwi trysnęła w powietrze opryskując Marka i posadzkę. Piotr zabezpieczył i schował broń i bez słowa ruszył w kierunku śluzy. Marek wytarł nóż o mundur martwego strażnika, a Adam skończył właśnie zwracać śniadanie. Gdy skończył podszedł do Marka i trzepnął go z otwartej w twarz.

– Po co? Pytam. Po co?! – Krzyczał Adam

– Mógł próbować nas powstrzymać – odpowiedział Marek bez emocji w głosie.

– Jak? Kurwa jak?! Był już umierający, ale ty… – przerwał mu krzyk Piotra.

– Przestańcie do chuja! Zaraz zejdzie się tu oddział wojska, tylko tym razem z automatami i w kamizelkach!

Adam jeszcze raz sprzedał liścia Markowi, i ruszył w stronę Piotra. Gdy Marek otrząsnął się po dość silnym ciosie, dołączył do nich. Zaczęli szukać mechanizmu otwierającego śluzę. Próbowali otworzyć śluzę za pośrednictwem terminalu, ale nie znali hasła. Otwieranie na krótko, nic.

– Dobra trzeba ręcznie – powiedział Piotr.

Zaczęli szukać tego mechanizmu i znaleźli. Zapieczony, nie do ruszenia. Metalowa korba nie chciała się ruszyć nawet o milimetr.

– To jest po prostu nie możliwe! – Krzyczał Piotr kopiąc i bijąc korbę kolbą karabinu. – Nie i już.

– Spokojnie – powiedział Adam oglądając mechanizm – przydałaby się jakaś belka.

Marek został przy śluzie, a Adam i Piotr poszli do pomieszczenia technicznego. Znaleźli belkę wzmacniającą, która była częścią futryny drzwi kanału serwisowego. Wyłamali ją do końca, po czym wrócili do Marka.

– Oprzyj to o rączkę korby – powiedział Piotr Markowi, a sam wszedł na dwumetrowy terminal – ja to zawsze mam genialne pomysły.

Skoczył. Lot krótki, ale za to lądowanie z hukiem. Korba ruszyła się, a śluza delikatnie uniosła by po chwili na powrót opaść. Adam od razu podszedł do maszyny, i kilka razy zakręcił korbą. Śluza uniosła się na dwa metry.

– Maski – powiedział Piotr.

Gdy zakładali maski, usłyszeli gruchot i śluza opadła z hukiem.

– Co do cholery? – zaklął Adam podchodząc do mechanizmu – Kurwa, kurwa, kurwa!

– O co chodzi? – spytał Piotr.

– Nie wyjdziemy. Ot co. Blokada poszła – odpowiedział Adam – kiedy skoczyłeś ruszyłeś gwałtownie cały mechanizm, a że przez ten cały czas nie był konserwowany, złamała się część blokująca jego ruch powrotny.

– Nie wyjdziemy? – Zapytał Piotr z niedowierzaniem.

– Wyjdziemy, tylko ktoś musi zostać.

Cała trójka spojrzała po sobie ze strachem. Tyle planowania kombinowania sprzętu, łapówek. To wszystko na nic, przez niedbalstwo konserwatorów.

– Nie nie nie – pomyślał Piotr – to się nie może tak skończyć

Po chwili wpadł na genialny pomysł.

– Marek, przytaszcz no tu tego trupa – powiedział Piotr.

Adam spojrzał na niego ze zdziwieniem, a Marek tylko zdjął plecak i wziąwszy trupa strażnika za nogi podciągnął go koło korby. Piotr podszedł i przekręciwszy parę razy korbą, położył na niej trupa, i spojrzawszy że to wystarczy poprawił maskę na twarzy, sprawdził broń, i zaczął razem z towarzyszami, przeciskać się pod podniesioną na pół metra śluzą, musieli w tym celu zdjąć plecaki. Gdy już wyszli przysłonili oczy. Według zegarka Piotra było samo południe.

– No panowie – zaczął – rozpoczyna się nowy rozdział naszego życia – powiedział.

Po czym wszyscy trzej ruszyli na spotkanie nowemu światu.

 

 

 

 

KONIEC CZĘŚCI I

 

 

 

Koniec

Komentarze

Hmm. Szału nie ma… Jeśli to tylko pierwsza część, nie całość, oznacz tekst jako “fragment”.

To na konkurs “metrowy”?

Infodump na początku nieco zniechęca, tym bardziej, że oszczędzasz na enterach i dajesz spore bloki tekstu. A te informacje i tak nic nie wnoszą. Nieważne, kto był wcześniej prezydentem i jak zginął – spadły bomby i właściwie wtedy zaczyna się tekst.

Nie przekonuje mnie opis życia w bunkrze. Po kiego grzyba hodowali tam zwierzęta?

Interpunkcja leży i kwiczy, sporo literówek i innych błędów. Ale masz jeszcze czas na naukę. :-)

Lecz popularna zasada głosi chcesz pokoju szykuj się na wojnę ta maksyma przyświecała twórcą projektu rozmieszczenia na terenie Polski wyrzutni przeciwrakietowych.

Przydałby się tu wielokropek, może nawet cudzysłów, rozbiłabym na dwa zdania. Jest różnica między “twórcą” i “twórcom”. Przecinek po “pokoju”.

Skrajna opozycja, z której ,,pochodził” minister MSW, twierdziła że do wypadku doszła za udziałem osób trzecich.

Minister MSW z opozycji? Nie kupuję tego. Rząd raczej tworzy się z koalicjantów, a już na pewno nie daje się obcym tak ważnych stanowisk.

agenta BORu,

W takich skrótach dywiz między dużymi literkami a końcówką: BOR-u.

Bunkry nie były do końca przygotowane na dłuższe przeżycie pod ziemią.

To do czego służyły?

– Byłby pan w stanie załatwić też strój przeciwpromienny, maskę przeciwgazową i kilka filtrów do niej, trzy paczki nabojów .45 ACP i jakiś duży plecak.

W beletrystyce liczby raczej piszemy słownie, a już w dialogach obowiązkowo.

pięć zapasowych magazynków do karabinku, trzy do pistoletu,

Moment, on miał przecież colta, a to chyba rewolwer, nie pistolet.

No rzesz kurwa, ja pierdole.

Sprawdź, co znaczy “rzesz”. Możesz się zdziwić.

dobra, huj z tym,

Ojjj. Paskudny ortograf.

Babska logika rządzi!

Cześć.

Niektórzy (co najmniej ja) odpadną po kilku linijkach. Bo brak poprawnej interpunkcji to nie jest cios wymierzony w estetykę.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Cześć jeśli chodzi o liczby to racja, ale w tym przypadku napisałem kaliber, i do tej pory wszędzie gdzie się z nim spotkałem był on tak zapisany. Nie nie jest to na konkurs metrowy. Jeśli chodzi o początek to chciałem nakreślić delikatne tło pod dalszą historię. Panie Piotrze pytanie do Pana. Zwraca się Pan do mnie czy do Pana przedmówczyni.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

A zapomniałem dodać. Colt faktycznie w większości produkował rewolwery. Lecz Colt 1911 jest pistoletem. Akurat w tej kwestii zawsze konsultuje z ekspertem. Dlatego broń to dość dopracowana u mnie rzecz. Równoważny zawalone przecinki ;)

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

OK, colt-pistolet to dla mnie nowość, ale wierzę, że takie coś istnieje.

Ale przy wypowiadaniu liczb będę się upierać. Jakich dźwięków używasz, żeby oddać .45? Jeśli spotykasz się ze swoim ekspertem w realu i zadajesz mu pytanie, to podajesz karteczkę z zapisem czy coś mówisz?

Babska logika rządzi!

Spotykam się na strzelnicy. A jeśli chodzi o dźwięki to nie wiem o co się pytasz.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

No, gdybyś czytał komuś swój tekst na głos. Dochodzisz do zapisu “.45” i to w dialogu. Co wypływa z Twoich ust?

Babska logika rządzi!

Kaliber czterdzieści pięć.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

No. I niech Twój bohater też powie “kaliber czterdzieści pięć”. :-) Za to gdyby oglądał wystawę sklepową z karteczkami na temat właściwości broni, to może spokojnie zobaczyć napis pełen tajemniczych skrótów, w tym “.45”.

Babska logika rządzi!

W sumie to ma pani rację. Trochę niepotrzebnie się upierałem przy swoim i teraz mi głupio.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Spokojnie, nie wiedziałeś, wytłumaczyłam. Tylko nie mów do mnie “pani”. ;-)

Babska logika rządzi!

A fabuła znośna? Ostatnią stronę o północy pisałem.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Ja nie lubię rąbanek, więc mnie nie wciągnęła. Ale to już kwestia gustu, nie przejmuj się.

Babska logika rządzi!

Ale czemu rąbanka. W porównaniu z Konanem to to jest rozprawka filozoficzna ;)

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Bo Piotr bardziej się zaprzyjaźnił ze swoim coltem i poświęca mu więcej uwagi niż jakiemukolwiek człowiekowi. ;-)

A Konana nie czytałam i jakoś mnie nie ciągnie.

Babska logika rządzi!

Ja tylko kilka stron przeczytałem i mnie odrzuciło, chociaż z perspektywy czasu chyba do niego wrócę. Poznałem co to zła książka czytając lekturę w 1 gimnazjum ,,Gwiazd naszych wina”. A jeśli chodzi o relacje, to mam zamiar je rozwijać w następnych opowiadaniach. To jest swoistym prologiem. Jeszcze jedno pytanie. Czy bardzo widać że napisał to opowiadanie dzieciak z 2 gimnazjum? 

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Hmmm. Widać pewne uproszczenia w konstrukcji świata, widać, że Autor nie ma jeszcze tysięcy przeczytanych książek na koncie ani życiowego doświadczenia. Ale żeby tak precyzyjnie określić klasę – to nie. ;-) Czytałam słabsze teksty starszych nastolatków albo i całkiem dorosłych ludzi.

Babska logika rządzi!

Ciesze się niezmiernie. Tym bardziej że nauczycielka od Polskiego w podstawówce cały czas mnie uświadamiała że ja pisarzem nie jestem i nigdy nie będę.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Nie warto czekać z tak ważną rzeczą, jak rozwój relacji. Oczywiście, różne bywają sytuacje, ale moim zdaniem ta dalsza, według twoich słów bardziej rozbudowana, część będzie się znacząco odcinać od reszty. Pewne wątki powinny być prowadzone harmonijnie na każdym etapie tekstu, by były wiarygodne i potem nie raziły. 

Jak na razie losy bohaterów są mi obojętne, jakoś brakuje mi klimatu. Mimo niedociągnięć zdecydowanie jestem zdania, że coś kiedyś z tego będzie :) Dorośli ludzi potrafią pisać dużo gorzej, życzę więc powodzenia i wytrwałości! Widać, że tekst jest w miarę przemyślany, jest jakiś pomysł i da się czytać. Moja rada jest taka, abyś dawał swoim dziełom trochę “odleżeć” – łatwiej wtedy zobaczyć usterki techniczne i niedociągnięcia fabularne. Skupiłabym się też na charakterze bohaterów i budowaniu klimatu. Podoba mi się na przykład umieszczanie w tekście szczegółów o rodzaju broni. To, co na pewno przeszkadzało mi w czytaniu to brak kropek tam, gdzie być powinny. 

 

Pierwszy fragment moim zdaniem niepotrzebny; jeśli część zawartych z nich informacji jest niezbędna, lepiej umieścić je, niby mimochodem, w akcji właściwej. Nie chciałabym tu zaczynać dyskusji na tle politycznym, ale czy mogę spytać, dla prywatnych celów statystycznych, czy pierwszy fragment został napisany pod wpływem twych poglądów na naszą scenę polityczną? Jeśli chcesz, możemy pogadać o tym na PW. Lubię political fiction, choć jakoś mało ciekawych ostatnio powstaje. 

 

Moment – dlaczego opowiadanie jest oznaczone jako “2-os”?

Jeśli chodzi o pierwszy fragment, umieściłem go, ponieważ uznałem to za stosowne i potrzebne do prowadzenia fabuły. W kwestii fabuły to rzecz gustu, a o gustach się nie dyskutuje (są gusta i guściki) jednemu się spodoba i uzna za wyśmienite, drugi powie że do bani. Tyle w temacie.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Chwali Ci się, Wiktorze, że podejmujesz próby literackie, ale wolałabym, abyś najpierw nauczył się poprawnie pisać, byś dobrze poznał zasady obowiązujące w języku polskim.

Nie wystarczy mieć pomysł i zapisać go. Jeśli chcesz, aby Twoją opowieść przeczytali inni, musisz zadbać, aby nadawała się do czytania, a Początek w obecnej postaci, moim zdaniem, do czytania się nie nadaje.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest to pani subiektywne zdanie.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

A Twoje subiektywne zdanie jest inne. Więc napisałeś tekst dla siebie.

Wiesz, co będzie dalej? Będziesz się nim zachwycać SAM i bronić go.

A można po prostu wziąć do serca te subiektywne opinie.

 

Zauważyłeś, ile osób skomentowało Twoje dzieło? A ile osób komentuje inne utwory? Pomyślałeś, co jest tego powodem? Bo Regulatorzy wie. A Ty nie.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Zastanawiam się, Wiktorze, skąd u Ciebie taka awersja do rzetelnego zaznajomienia się z językiem w którym piszesz i publikujesz. Czy, gdybyś nie miał pojęcia o wypiekaniu ciast, a nagle postanowił zostać cukiernikiem, byłbyś zdziwiony, że produkujesz niejadalne placki z zakalcem, które nikomu nie smakują?

 

Wiktorze, na tej stronie wszyscy jesteśmy na ty, ewentualnie używamy nicków. Tu, niezależnie od tego ile kto ma lat, nie ma pań i panów. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pan, pani z przyzwyczajenia. A co do awersji to może i tak. W podstawówce choćbym napisał na najwyższyw, w standardach pd, poziomie to i tak miałem góra 4. Chociarz wszystkie przecinki się zgadzały, i ort żadnych nie było.

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty." (A. Sapkowski)

Sporo błędów, literówek, a interpunkcja szaleje. Treść równie nie wciągnęła, niestety.

Nowa Fantastyka