- Opowiadanie: soku1403 - Coś przychodzi, coś odchodzi

Coś przychodzi, coś odchodzi

Ogromne podziękowania dla funthesystem oraz c21h23no5.enazet za poprawki i świetne rady.

A wszystkim Czytelnikom życzę przyjemnej lektury. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Coś przychodzi, coś odchodzi

Pawełek Majewski zdał sobie sprawę ze swojej śmiertelności w wieku czterech lat. Podczas wizyty u wujostwa jego dziesięcioletni kuzyn opowiedział mu kilka przerażających opowieści o duchach i demonach. Jeszcze tego samego wieczoru Pawełek postanowił poruszyć ten temat, kiedy to ojciec – Adam Majewski – kładł go do łóżeczka.

– Tatusiu? – szepnął.

– Tak?

– Ja nie chcę umierać.

Tato nieco się zakłopotał. Dumał nad odpowiedzią kilka sekund, po czym rzekł:

– Nie przejmuj się, synku. Przed tobą całe życie.

– Ale każdy kiedyś umiera, tak?

– Tak – potwierdził mężczyzna, nie chcąc okłamywać swej pociechy.

– Ty i mama też?

– Tak. Kiedyś. Za wiele, wiele lat. – Zmierzwił mu włosy dużą dłonią. – No, nie zamartwiaj się już tym.

– Tato?

– Słucham cię, synku.

– A co z potworami?

– Jakimi potworami?

– Potwory przecież istnieją. Damian mi dzisiaj opowiadał. Mówił, że lubią chować się pod łóżkiem.

– Damian chciał cię tylko nastraszyć – zapewnił.

– A jeśli nie? Jeśli potwór naprawdę jest pod moim łóżkiem i chce mnie zjeść?

– No dobrze – westchnął tato Pawełka i popatrzył na paczkę cukierków, spoczywających na nocnej szafce. – Skąd to masz?

– Mama mi dała – oznajmił chłopczyk z poważną miną, lecz pod wpływem spojrzenia ojca wyznał prawdę. – No… sam je wziąłem.

– Następnym razem spytaj nas o zgodę, okej?

– Okej.

– Hm… dobrze się składa. – Rodzic wyjął z opakowania jednego cukierka i zaprezentował go Pawłowi. – Nie tylko dzieci uwielbiają słodycze – powiedział i wrzucił cukierka pod łóżko.

– Dlaczego to zrobiłeś? – zdziwił się Pawełek.

– Żeby potwór, jeżeli gdzieś tam jest, był najedzony – wyjaśnił. – Wtedy na pewno pozostanie na miejscu w oczekiwaniu na kolejny smakołyk. Rozumiesz?

– Chyba tak. A jeśli zamkną wszystkie fabryki cukierków na świecie? – spytał chłopiec, znów zaniepokojony. – Jak wtedy poradzimy sobie z potworem?

Ojciec uśmiechnął się. To zawsze uspokajało Pawełka. 

– Coś przychodzi, coś odchodzi – stwierdził.

– Co to znaczy?

– A to, że w miejsce czegoś możemy umieścić coś innego. I nie dotyczy to jedynie potworów. Życie dostarczy ci wielu zmian, synku. Rozumiesz, co mam na myśli?

– Tak – skłamał Pawełek. Sens tych słów miał poznać dopiero za jakiś czas.

– A więc już się nie boisz?

– Nie.

Adam pochylił się nad nim i ucałował go w czoło.

– Dobranoc, synku.

– Dobranoc, tato.

Światło zgasło, tato opuścił pokój. Pawełek został sam, wpatrzony w ciemny sufit. Sen przyszedł łatwo. Tatuś poskromił krwiożerczą bestię, więc chłopiec nie musiał się niczego obawiać.

***

Dwudziestego trzeciego września 2015 roku – zapamiętał tę datę doskonale – nadeszły zmiany.

Pawełek Majewski, wówczas siedmioletni uczeń, wrócił właśnie ze szkoły. Radośnie pogwizdywał sobie pod nosem melodię, którą gdzieś usłyszał. Zatrzasnął za sobą drzwi od mieszkania i od razu wkroczył do salonu z szerokim uśmiechem na twarzy. 

W pomieszczeniu panował półmrok. Słabo widoczna sylwetka siedziała na kanapie, wpatrzona w migocący ekran telewizora.

– Mamo – wydusił zdezorientowany Paweł. – Czemu nie zapalisz światła?

Cisza. A potem pociągnięcie nosem. Jego matka płakała.

– Coś się stało? – zapytał.

Kobieta łypnęła na niego. W jej oczach lśniły łzy.

– Tatuś miał wypadek – wychrypiała. Pawełek ledwo wychwytywał poszczególne wyrazy.

– Wypadek? – Drgnął nerwowo. Plecak zsunął mu się z ramienia. – Ale nic mu nie jest, prawda?

Mama odwróciła wzrok, ściskając w dłoni zgniecioną chusteczkę. I mimo że już się nie odezwała, Pawełek pojął.

Wybuchnął płaczem.

***

Minęło osiem miesięcy od śmierci taty. Paweł i jego matka bardzo to przeżyli. Przez pierwsze tygodnie kilkulatek zupełnie odciął się od świata, ale ostatecznie znów zaczął rozmawiać z rówieśnikami, uczyć się i bawić jak na dziecko przystało. Basia – wdowa po Adamie – wciąż dochodziła do siebie. Bardzo powoli. Często rozklejała się i krzyczała na syna bez powodu. Z początku Pawełkowi było przykro, ale gdy matka kompletnie przestała się z nim kontaktować, zatęsknił za jej burzliwymi i nieobliczalnymi zachowaniami.

Lekarz zalecił mamie chłopca antydepresanty, a ten systematycznie przypominał kobiecie o ich zażywaniu. Wątpił jednak, by je brała.

Pawełek nie sypiał już tak dobrze jak kiedyś. Tato co noc wrzucał pod łóżko cukierka, żeby odpędzić głodnego potwora, matka zaś nie zamierzała "tak durnowato się bawić" – jak to ujęła pewnego razu. Po jakimś czasie postanowił samodzielnie zająć się ohydą, ale, niestety, słodycze się skończyły, a funduszy również brakło. Chłopiec musiał więc dostosować się do niekomfortowych warunków i przyzwyczaić do niepokojących myśli, które zawładnęły jego umysłem.

Co noc słyszał dziwne skrobania dochodzące spod łóżka. Pawełek zapewniał samego siebie, że to jedynie wymysł pokrętnej wyobraźni małego chłopca, lecz nie zawsze w to wierzył.

***

Słoneczny, majowy dzień zapowiadał się wręcz znakomicie. Pawełek włożył szorty, zieloną koszulkę z Bartem Simpsonem i białe adidasy. Pożegnał się z mamą, drzemiącą w sypialni. Ta odpowiedziała mu cichym pomrukiem. Przynajmniej tyle – pomyślał. Ostatnio kobieta coraz częściej przejawiała chęć ponownego powrotu do życia. Codziennie wychodziła z domu na jedną, dwie godziny, a następnie znowu zamykała się w sobie. Pawełek czuł, że wystarczy odrobina cierpliwości, a mama otrząśnie się z szoku i będzie tą samą osobą co niegdyś.

W szkole poszło mu całkiem nieźle, toteż ten dzień już uznawał za udany. 

Po powrocie do domu zmarszczył brwi. Z kuchni dolatywał kuszący zapach obiadu. Mama dawno nie przygotowywała jakiegokolwiek posiłku, przeważnie zamawiała pizzę lub chińszczyznę.

Na widok Pawełka uśmiechnęła się.

– Jak w szkole, synku? – zainteresowała się, mieszając mięso na patelni.

– Świetnie – powiedział zdumiony. – Jak się czujesz?

– Wybornie. Byłam dzisiaj w galerii i…

Pawełek nie słuchał mamy uważnie. Mimo to cieszył się jej szczęściem i nie przeszkadzała mu ta drastyczna zmiana nastroju. Był zadowolony, że jego rodzicielka znów darzy go troską.

***

Chrobot był już nie do zniesienia. Pawełek zatkał uszy. Ten paskudny, nieznośny dźwięk nagle przybrał na intensywności.

Przekręcił się na bok i szczelniej opatulił kołdrą.

Krh, krh, krh…

Nie wytrzymał. Zmienił pozycję na siedzącą i pochylił się, aby zajrzeć pod łóżko.

Ślepia stwora lśniły niczym dwa diamenty. Chłopiec nie mógł oderwać od nich wzroku.

Z ciemności wyłonił się pysk. A raczej twarz. Żółte, przekrwione ślepia okazały się brązowe, pełne ciepła. Jasne włosy opadały mu na czoło. Uśmiechał się. Nie tym samym uśmiechem co tato Pawełka, ale równie miłym i sympatycznym. 

Dłoń, gęsto porośnięta jasnymi włosami, wysunęła się w jego stronę. Stwór zamierzał porwać Pawełka w bezkresną otchłań, zmusić do zapomnienia. Do zapomnienia taty. 

Nie! – zawołało coś w głowie chłopca. Nie ufaj mu. To potwór! Ten sam, którego twój tato nie chciał dopuścić do waszego życia. Ten sam, którego obaj się obawialiście. Nie pozwól, żeby bestia wkroczyła w życie twoje i twojej mamy. 

Wziął głęboki wdech. Ta krótka chwila ciągnęła się w nieskończoność. Od tej decyzji zależało więcej niż mógł sobie wyobrażać.

Coś przychodzi – pomyślał Pawełek, łapiąc dłoń potwora. Mężczyzna przyciągnął go do siebie – coś odchodzi. 

Koniec

Komentarze

Ja tylko chcę powiedzieć, że w czasie bety było więcej rad niż poprawek, bo Soku pisze poprawniej niż wiele osób, za co należy się uznanie. 

I polecam opowiadanie, naprawdę zasługuje na uwagę :)

Och, chyba zaraz się zarumienię blush. Dzięki, Fun! 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Codziennie wychodziła z domu na jedną, dwie godziny

Imo “godzinę, dwie” brzmiałoby lepiej. 

 

Dobrze napisane, choć narracja prowadzona z perspektywy dziecka zwykle owocuje prostotą stylu – czyli żadnych fajerwerków, zdania są ledwie zgrabne, na żadnym nie idzie dłużej oka zawiesić. 

Zdecydowanie bardziej podobała mi się warstwa obyczajowa – fantastyka zdaje się być tu wepchnięta trochę na siłę, choć z drugiej strony stanowi jedyną fabułe w statycznym tekście. A końcówka jest dla mnie niejasna. 

Niczego nowego nie opowiadasz i zabrakło mi czegoś, co wyróżniłoby Twój tekst na tle innych, podobnych. 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Ogólnie napisane raczej poprawnie, choć brakowało płynności (pewnie kwestia prostoty nadanej przez bohatera – dziecko) . Pierwszy “rozdział” mi się spodobał, całkiem uroczy. Potem jednak niestety było gorzej. Nie przypadła mi do gustu ta narracja, za bardzo skojarzyła się mi z niezbyt ambitnymi programami typu “Ukryta prawda”. Ale może tylko mi tak wyszło. Wydaje mi się, że największy wpływ miało na to sztuczne przedstawianie imion rodziców i ich używanie. Może poprzestałabym na “mama”, “tata”. W ogóle zgrzytało mi takie przemieszanie narracji dziecinnej z suchą narracją reportera.

Generalnie jakoś to opowiadanie do mnie nie trafiło. Dla mnie także końcówka jest trochę niejasna. Chyba nie do końca pojęłam Twój przekaz. Niemniej życzę powodzenia w pisaniu kolejnych opowiadań :)

 

I dwie drobnostki, na które zwróciłam uwagę (niekoniecznie błędy):

Pawełek Majewski, wówczas siedmioletni uczeń, wrócił właśnie ze szkoły.

 Siedmiolatkowie raczej nie wracają sami ze szkoły, chyba tylko w rzadkich przypadkach. Ale może coś się zmieniło :)

Codziennie wychodziła z domu na jedną, dwie godziny, a następnie znowu zamykała się w sobie.

(…)

Mama dawno nie przygotowywała jakiegokolwiek posiłku, przeważnie zamawiała pizzę lub chińszczyznę.

Jak rozumiem, przestała pracować? Pojmuję, w jakim była stanie, ale częste zamawianie pizzy lub chińszczyzny chyba trochę kosztuje, a tu trzeba jeszcze zapłacić za dom, rachunki… A ojca nie ma.

Szczerze powiedziawszy, nie bardzo wiem, o co tu chodzi.

Rozumiem, że czteroletnie dziecko może bać się potwora mieszkającego pod łóżkiem, ale nie mam pojęcia, czy siedmiolatek nadal wierzy w podłóżkowego stwory.

Nie zrozumiałam ostatniej sceny.

 

Ko­bie­ta łyp­nę­ła na niego. – Nie wydaje mi się, aby w opisanej sytuacji mama łypała na Pawła.

Za SJP: łypnąćłypać pot. «spojrzeć, zerknąć groźnie albo ukradkiem»

Proponuję: Kobieta spojrzała na niego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech, a staraliśmy się, jak mogliśmy, żeby finał był jasny. Właśnie on sprawia, że opowiadanie jest całkiem ciekawe i błyskotliwe (jeszcze jak na tak młodego autora). Nie wiem, co można tutaj podpowiedzieć… Autorze, może ty spróbuj?

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Finał jest jasny, Autor po prostu nie mówi wprost. Wytężcie mózgownice! 

Trzeba zrozumieć zakończenie, aby zrozumieć cały tekst. Na razie się nie odzywam, może komuś uda się rozwikłać tę zagadkę ;) 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Miałam kilka teorii, najbardziej prawdopodobna wydaje mi się metafora wejścia w dorosłość, porzucenia dzieciństwa. Tyle tylko, że tekst nie wciąga tak bardzo, żeby człowiek się nad tym zastanawiał i zastanawiał. W tym konkretnym wypadku, gdy tyle o tym piszecie, potraktowałam to jako wyzwanie. Gdybym dostała tekst bez komentarzy “mentorów” (nie wiem, jak Was określić :P), przeczytałabym, uznała zakończenie za niejasne i tyle. Czegoś w tym wszystkim tak czy owak chyba brakuje.

 Pierwsze dwie części i ostatnia podobały mi się najbardziej :) Ale ogólnie całość też jest w porządku ;)

Ja to sobie wytłumaczyłam trochę tak, że wspomnienie ojca było kolejnym smakołykiem dla potwora. Kolejną rzeczą, która przyszła do chłopca i z którą przyszło mu się rozstać, bo jak na to wskazywał tytuł coś przychodzi, coś odchodzi. I chyba kluczowa jest tutaj rozmowa z ojcem z pierwszej części, kiedy Pawełek jeszcze tego nie pojmuje, ale po stracie ukochanej osoby zacznie już rozumieć, że trzymanie się kurczowo przeszłości (jak jego matka, która popadła przez to w depresję) nie przynosi korzyści. Pomyślałam też, że może nagła zmiana zachowania mamy była prztyczkiem do decyzji Pawełka o pogodzeniu się z losem (może nawet ucieczką przed nim, jaką dawało zapomnienie) ← no, sporo sobie nadinterpretowałam ;)

Cieszę się, że niektórzy próbują zinterpretować mój tekst. 

Anelis, dzięki za komentarz. Zakończenie, Twoim zdaniem, jest niejasne, rozumiem i być może nie do końca podkreśliłem to, co zamierzałem przekazać. Istnieje takie prawdopodobieństwo.

Lenah, rad jestem, że starasz się wyciągnąć z mojego tekstu jakieś wnioski, masz sporo racji, ale nie wychwyciłaś wszystkiego – najważniejszego aspektu, jak na złość, również.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie, być może ktoś rozwieje wszelkie wątpliwości, ja na razie tego w planach nie mam. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Do mnie nie przemówiło, ale to o niczym nie świadczy – rzadko trafiają do mnie sentymentalne teksty.

Motyw krzywdy dziecka wydaje mi się tak wyświechtany, że już nudzi.

Końcówka i potwór. Mnie on się w jakiś niejasny sposób skojarzył z matką, że to on odpowiada za jej przemianę – bo nie karmiła. Dostrzegam również inną opcję – Pawełek zastąpił ojca potworem (równie miło się uśmiechał), oswoił go. Skoro potwór spod łóżka, to może symbolizuje podświadomość? Sporo możliwości, jak wysilę mózgownicę, pewnie dostrzegę jeszcze inne. Ale czy one coś poprawią?

Babska logika rządzi!

Przyszło mi do głowy, że przecież nie wiemy, gdzie i jaki wypadek miał tatuś. A jeśli zszedł w domu i mamusia schowała go pod łóżkiem Pawełka, a Pawełek po ośmiu miesiącach zajrzał pod łóżko… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślisz, że potknął się i nieszczęśliwie upadł na maminy pilniczek do paznokci? I tak cosik dwadzieścia osiem razy? ;-)

Babska logika rządzi!

Ten prosty styl powoduje, że całość brzmi jak czytanka dla dzieci. O wiele lepiej jest z warstwą obyczajową.

Interpretuję utwór w ten sposób, że w rolę zmarłego ojca wszedł potwór, wypełniając pustkę w życiu chłopca.

W ostatnim zdaniu potwór jest określany jako mężczyzna, więc biorąc pod uwagę wyborne samopoczucie matki, myślę, że potwór wszedł też w rolę męża :-)

A mamusia wpadła w depresję, bo to był jej ulubiony pilniczek. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, mogło tak być… A teraz już takich wspaniałych pilniczków nie produkują… ;-)

Babska logika rządzi!

No, niestety. :(

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jedno z moich skojarzeń (ale pewnie przesadziłam) było takie, że chłopiec ujrzał swoją własną, dojrzalszą twarz – podobną do twarzy ojca, ale trochę inną (w końcu to syn, nie kopia). A “mężczyzna, który przyciągnął go do siebie”, to on sam – odszedł Pawełek, pojawił się mężczyzna, dzieciństwo odchodzi w zapomnienie. No tyle tylko, że wizja mi upadała, gdy brałam pod uwagę, że chłopiec ma nie więcej niż osiem lat i z tym mężczyzną byłaby przesada… Więc raczej nie trafiłam, aczkolwiek ta opcja mi się spodobała :)

W ogóle tak się zastanawiam… Początek i koniec mają pewien klimat. Największy problem jest z suchym środkiem streszczającym parę miesięcy. To taka zupełnie luźna propozycja i nie wiem, jaki byłby tego efekt, ale może zamiast streszczenia dałoby się umieścić kilka równie krótkich scenek z życia (np. obiad z matką, jakaś scenka, jak wraca do domu i słyszy płacz matki z pokoju, krótka scenka ze szkoły, nocne koszmary), lecz utrzymanych w narracji z głowy Pawełka? Przekazywałyby nam to samo, co streszczenie, ale w bardziej klimatyczny i bardziej emocjonalny sposób. A do tego subtelne, tajemnicze, mroczne wstawki w kwestii potwora spod łóżka tak, żeby jeszcze poczuć napięcie, nim dojdziemy do końca.

 

regulatorzy, Twój pomysł też mi się podoba ;)

Mnie najbardziej podoba się interpretacja Trico! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech… Widzę to tak:

Matka poznała nowego faceta, a Pawełek ma problemy z zaakceptowaniem nowego “taty”.

 

Odpowiadanie skojarzyło mi się ze wczesnym Kingiem.

Przeczytałem, że autor ma 15 lat. Jeśli to prawda, to za kilkanaście lat może być znany. Albo i nie, bo, jak to mówią, łaska pańska na pstrym koniu jeździ…

No i zgadłeś, Silverze, chociaż Twoja interpretacja jest nieco uproszczona. Szkoda, że nie było to tak przejrzyste, jak tego oczekiwałem. No cóż, trzeba próbować dalej…

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Trico też chyba mniej więcej zgadł.

 

Moim zdaniem wyszło Ci całkiem dobrze, Soku. Większość nastolatków tworzy tandetne epopeje fantasy, a Ty stawiasz sobie poprzeczkę wysoko, celując w obyczajowo-psychologiczno-fantastyczne tematy. Zdziwiło mnie, kiedy bałeś się, żeby coś nie było zbyt dosłowne. To dojrzałe podejście. Jestem ciekaw Twoich następnych tekstów.

Soku – domyślam się, że miałeś na myśli coś w stylu “bać się należy samego strachu” i “dziś strach ma twarz ojczyma”. Nie chciałem szarżować z głębszymi interpretacjami.

Fun – Tak, ale… ;)

Opowiadanie jest bardzo dobre, jak na tak młodą osobę. Niestety, muszę dorzucić też parę ziaren goryczy:

Zakończenie jest nieczytelne dla kogoś, kto nie czyta w trybie “metafora”. Jest grupa czytelników, którzy interpretują wszystko dosłownie i ci, niestety, w tym momencie są pozostawieni na przysłowiowym lodzie. Nie wiedzą, o co tu chodzi ;)

Zwykle utwory konstruuje się tak, żeby były spójne na podstawowej warstwie fabularnej, a dopiero potem można szaleć z metaforami i przesłaniami. Każdy odczyta dosłownie, a reszta załapie “drugie dno”.

Owszem, można mieć to w poważaniu, iść w “artyzm” i tak dalej, to już kwestia tego jakie wyzwania stawia sobie autor. Niestety wtedy łatwo stać się twórcą niezrozumianym. Szkoda by było ;)

Metafora potwora – nowego ojca przyszła mi do głowy, ale odrzuciłam ją ze względu na to:

 

Nie! – zawołało coś w głowie chłopca. Nie ufaj mu. To potwór! Ten sam, którego twój tato nie chciał dopuścić do waszego życia. Ten sam, którego obaj się obawialiście. Nie pozwól, żeby bestia wkroczyła w życie twoje i twojej mamy. 

 Czy mam przez to rozumieć, że matka miała kochanka już wcześniej, którego ojciec nie chciał dopuścić do ich życia, więc udawał, że wszystko jest w porządku i ukrywał tegoż kochanka swej żony przed synem…? Może coś jeszcze mi umyka, ale gdy mam do czynienia z metaforą, z reguły przywiązuję wagę do każdego zdania tyczącego się metafory. A w tym momencie to zdanie mi dosyć nie pasuje. W ogóle sądziłam, że potwór jest mimo wszystko jakąś formą emocji czy innej abstrakcji. Jeżeli jest metaforą czegoś bardziej realnego, to dlaczego w ogóle pojawił się na długo, zanim ojciec odszedł?

Przepraszam, skonfundowała mnie odpowiedź, że chodzi o nowego ojca i dlatego chętnie dowiedziałabym się, co mi umknęło :)

Nie, matka nie miała wcześniej kochanka. Ojciec chciał uchronić rodzinę przed “potworem” będąc przy swojej rodzinie i zapewniając im ciepło oraz poczucie bezpieczeństwa. Potwór był dla niego czymś groźnym, ale bliżej nieokreślonym. Cukierki, wrzucane pod łóżko syna, można uznać za miłość, którą ojciec obdarzał Pawełka i która skutecznie odtrącała na bok wszelkie “niedogodności”. 

Potem okazuje się, że potworem jest nowy mężczyzna w życiu matki. Chłopiec początkowo tego nie akceptuje, gdyż więź pomiędzy nim a zmarłym ojcem jest bardzo silna, ale ostatecznie postanawia pogodzić się z takim zbiegiem wydarzeń, stosując się do słów ojca: “Coś przychodzi, coś odchodzi”. 

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dziękuję bardzo i przepraszam za to dopytywanie się :) Chciałam jednak zrozumieć Twoją wizję (z tym kochankiem to nie było na poważnie). Doceniam ją, ale w takim razie widzę zmienianie znaczenia metafory w trakcie opowiadania, a raczej znaczenie jest bardzo płynne. A może jestem zbytnim laikiem… Wydaje mi się, że całość byłaby generalnie jaśniejsza, gdyby potwór był czymś bardzo podobnym, jeśli nie tym samym i w pierwszej scenie, i w ostatniej. Wybacz te długie komentarze, już przestaję i życzę weny do dalszych opowiadań, pewnie coraz lepszych :)

Dzięki! A te komentarze wybaczę, w końcu opcja komentowania tekstów po to jest, żeby z niej korzystać. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Myślałem, że głupio interpretuję (bo bez wysiłku), a tu jednak słusznie. No i dobrze. Gdybyś nie napisał tak zgrabnie, pewnie usłyszałbyś (przeczytał) wrzaski, że nie ma tu fantastyki. A że nie jest źle…

Nie jest to może historia, która trafiałaby w mój gust, ale całkiem spodobała mi się jej zmyślna konstrukcja. Czyta się też całkiem dobrze. Lepiej niż większość tekstów, które wpadają mi w dyżur. W pamięć mi nie zapadnie, ale całkiem niezła próba, Autorze.

Jak na 15 lat, to jestem pod wrażeniem. Może nie wszystko było jasne i nie wszystkie zdania mi się podobały, ale pierwsza i ostatnia część są naprawdę niezłe :) Trzymaj tak dalej! Wyczucie przyjdzie z czasem.

 

(Ciekawe, czy ktoś sprzątał pod tym łóżkiem raz na jakiś czas ;) )

Ciekawe opowiadanie. Napisane bez większych zgrzytów i choć i dla mnie końcówka nie była zbyt jasna, to podobało mi się. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Varg, dzięki za opinię.  Jeśli ten tekst nie zapadnie Ci w pamięć, to może następne moje opowiadania to uczynią.

Mer, fajnie, że Ci się podobały chociaż te dwie części. A wspomniane wyczucie… mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie. Czekam z niecierpliwościąsmiley

Fasoletti, dzięki za ocenę. To zawsze jakaś motywacja. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Niezłe, jak na Twój wiek nawet bardzo dobre. Końcówka stwarzająca pole do interpretacji mi się podobała.

Cieszę się, że takie nie do końca jasne zakończenie komuś się podobało. Dzięki, Zygfrydzie!

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nie zrozumiałam zakończenia. Dopiero po przeczytaniu komentarzy dowiedziałam się o co właściwie chodziło. I myślę, że pomysł zakończenia był bardzo dobry, ale można było do zrobić o wiele czytelniej, a tekst dużo by na tym zyskał. Mimo wszystko fajny szort.

Nowa Fantastyka