- Opowiadanie: othersun - Żółć

Żółć

“Żółć” to najdłuższe słowo, które zawiera wyłącznie polskie litery. Ale ta ciekawostka nie ma nic wspólnego z poniższym opowiadaniem. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Żółć

Ostatnią wolą Jolanty Baniszewskiej było to, żeby na jej pogrzebie wszyscy ubrali się na żółto. Część zebranych tak zrobiła. Inni przyszli w czerni. Kondukt pogrzebowy wygląda jak przerośnięta pszczoła.

Obserwuję wszystko z daleka. Moja obecność byłaby mocno niestosowna – w końcu to ja zabiłem matkę dziewczynki i chłopca, a zarazem żonę świetnego tłumacza (którego na czas pogrzebu nafaszerowano środkami uspokajającymi). Całe miasto mogło brać przykład z ich rodziny. Łączyli pożyteczną pracę z artystycznymi zapędami, a przy tym nie byli nadęci. Naprawdę niesamowici ludzie. Teraz wygląda na to, że facet się załamie, a dzieci zostaną zaniedbane.

Jechałem wtedy całkiem trzeźwy. Słońce świeciło mocno, więc kiedy Jolanta Baniszewska pojawiła się znikąd na środku drogi, promieniała niczym anioł. Uderzenie posłało ją gdzieś w zboże.  

Patrzę, jak na trumnę rzucają piasek – żółty, złocisty, słoneczny. Potem cała ta dwukolorowa procesja odchodzi. Mógłbym się zbliżyć, ale nie ma po co. Ani kara, ani skrucha nic nie zmienią. 

 

Po kilkunastu dniach przychodzę na pośmiertną wystawę obrazów Jolanty Baniszewskiej. Kupuję „Głód ziemi”, na którym – jak na innych dziełach zmarłej – królują żółte barwy. Malowidło przedstawia morze zboża, pośrodku którego wir wciąga w głębinę kombajny, traktory i rolników.

Jeszcze tego samego wieczoru wieszam nabytek nad łóżkiem.

 

– Jestem człowiekiem racjonalnym – mówię, patrząc na żółtawy płyn w kuflu. – Dlatego się was nie boję. Na strach jest za późno. Strach nie uchroni mnie przed pobiciem.

Wzruszam ramionami i wypijam ostatni łyk. Potem wyciągają mnie na zewnątrz. Jeden z nich chce, żebym się bronił.

– To tylko sprawi wam przyjemność. A i tak dacie mi nauczkę.

Nie są zbyt inteligentni, więc dostaję to, na co nie zasłużyłem. Ale jak powiedziałem: jestem racjonalnym człowiekiem. Mogłem oberwać mocniej.

 

Tłumaczę moje teorie Tosi, ale ona nie jest w stanie ich przełknąć.

– Po mojej śmierci też byś nie płakał?

– To by nikomu nie pomogło.

– Nie czułbyś takiej potrzeby?

– Gdyby miało mi dzięki temu ulżyć, to może bym płakał.

– Czemu jesteś tak strasznie bezduszny? – pyta, a ja już wiem, że za parę minut mnie zostawi.

Patrzę na jej blond włosy i zastanawiam się, czy jeszcze kiedykolwiek poczuję ich zapach.

 

Do mojego pokoju wlatuje żółty motyl. Przypomina mi się, że kiedyś trzymałem podobnego w słoiku po dżemie brzoskwiniowym. Miałem pięć lat i nie wiedziałem, że trzeba wywiercić dziurkę, by owad mógł oddychać. Nie pamiętam, przez ile dni udawało się go skłonić potrząśnięciami słoika do niemrawych ruchów skrzydłami. Potem wziąłem pudełko po zapałkach, wepchałem tam motyla i urządziłem pogrzeb na tyłach ogródka.

Jest zima. Skąd tu motyl?

Łapię go i zaciskam pięść. Gdy ją rozwieram, wysypuje się z niej piasek – żółty, złocisty, słoneczny.

 

Osiem miesięcy po zabiciu Jolanty Baniszewskiej po raz pierwszy idę na jej grób. Zostawiam na nim żonkile i żółty znicz. Jest południe, cmentarz pusty.

Myślę: jeśli to pani odpowiada za tego motyla i ten piasek, to proszę mnie zostawić w spokoju. Potrąciłem panią nieumyślnie; nie wiem, co pani robiła na drodze. Miałbym problemy, gdybym się przyznał. O wiele większe problemy niż te z pozbyciem się samochodu tak, by nikt nic nie zauważył. Uderzenie było mocne, na pewno nie żyła już pani, zanim ciało wylądowało w zbożu. Nie zasługuję na bycie nękanym.

Jak przystało na racjonalnego człowieka – czuję się głupio, besztając ducha.  

Nocą obraz nad moją głową zaczyna się poruszać. Zboże faluje, wir wciąga kombajny, traktory i rolników. Na koniec znika całe pole, jakby czarna dziura wyssała farbę z płótna. Potem tryska na mnie żółta substancja, pachnąca i smakująca jak krew.

Zachowuję spokój. Nawet racjonalny człowiek ma prawo do wyrzutów sumienia.

 

Czuję zapach włosów Tosi w powietrzu i smak jasnego piwa na języku. Jest dobrze. Dziewczyna przygląda mi się, po czym mówi:

– Ciągle masz blizny po tym, jak cię pobili.

– Zdarza się.

Gadamy chwilę o naszej pracy i sytuacji w mieście. Kończy się piwo, zamawiam kolejne.

– Od kiedy tak lubisz jasne? – pyta Tosia.

Dwie godziny później jesteśmy u mnie. Rozbieramy się i idziemy do łóżka, a po wszystkim gapimy się na „Głód ziemi”.

– Jeszcze tego nie zdjąłeś?

– A ty jeszcze nie masz mnie dość?

Kochamy się. Tosia jest na górze i porusza się z zamkniętymi oczami, wzdychając od czasu do czasu. Nad jej głową krążą motyle, które wyleciały z obrazu.

 

Zarywam noce, bo dni mnie oślepiają. Wszystko wydaje się coraz bardziej żółte. Spędziłem wakacje z Tosią nad morzem. Woda nie odróżniała się kolorem od piasku. Sutki i wargi sromowe wydawały się równie jasne jak skóra dziewczyny. Wino miało barwę piwa.

Co jakiś czas chodzę na cmentarz i przekonuję ducha Jolanty Baniszewskiej, żeby dał mi spokój.

Pozostaję racjonalnym człowiekiem i wciąż powodzi mi się w życiu. Rodzina zabitej przeze mnie kobiety rozpada się, bo ojciec bardziej kocha rozpacz niż własne dzieci. „Głód ziemi” nadal wisi nad moim łóżkiem.

 

Noce są równie żółte jak dni. Widzę już tylko kształty i odcienie jednego koloru.

Idę do męża Baniszewskiej. Dzieci są w domu.

– Potrąciłem pańską żonę – mówię. – I dobrze się z tym czuję.

Całe pole widzenia przesłania jedna wielka kurtyna żółci. Pięści spadają na moją twarz. Krew smakuje jak jasne piwo, a pachnie jak Tosia.

 

W więzieniu duszę się jak motyl, którego zamknąłem w słoiku po dżemie brzoskwiniowym. Żółć przed moimi oczami wiruje niczym pole na „Głodzie ziemi”.

Przypominam sobie, że w miejscu, w którym zakopałem owada, wyrosło potem drzewo, ale nie pamiętam, jakie dawało owoce. 

Koniec

Komentarze

W końcówce aż się prosi dodatkowy akapit o treści: “Pewnie żółte.” :D

 

Gdzieś na początku masz, że bohater pije żółtawy płyn, mając na myśli piwo. Piwo, utarło się, że ma złotą barwę i to słowo bym tam zastosował, bo brzmi bardziej naturalnie, a nie burzy fascynacji żółcią. Żółte piwo z kolei budzi jakiś alarm z tyłu głowy, że coś z nim nie tak, że jest jakieś trefne.

 

Nie rozumiem sensu istnienia akapitu z pobiciem. Czemu pobito bohatera? Literatura nie lubi przypadków, podobnie jak i zbiegów okoliczności.

 

Całość bardzo mi się podoba, bo lekko napisane, a styl ma w sobie charakter i zadziorność, a nie jest wyłącznie ultrapoprawny i tym samym nudny. To bardzo subtelne, ale rzuciło mi się w oczy i spodobało. Fantastyki jak na lekarstwo, ale nie przeszkadza mi to. Nie widzę powodu, dla którego miałbyś ukrywać swoją tożsamość przez ten tekst, autorze. :D

Pozdrawiam!

Ciekawa koncepcja, oryginalna. Nękanie przez kolor. Hmmm. Jednocześnie – tytuł ma jeszcze inne znaczenia, też właściwie pasujące. To dobry tytuł. :-)

Wprawdzie surrealizm odrobinę mnie przerasta, ale jeszcze da się wytrzymać.

Babska logika rządzi!

Za MrBrightsidem zapytam – czemu bohater został pobity? Nie ma to sensu (a w każdym razie wytłumaczenia), więc zgrzyta.

 

Generalnie czytało mi się dobrze, choć spodziewałabym się, że po tym, jak bohater się przyznał, żółć przestanie go prześladować…

 

Finkla ma rację, wieloznaczność tytułu jest bardzo fajna. A i ciekawostka ciekawa ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O ciekawostce pomyślałam, zanim jeszcze przeczytałam przedmowę. Ale nie wiedziałam, że to najdłuższe. :-)

Babska logika rządzi!

Obsesja żółci – rozumiem, że bohater zmagał się z nią już od najmłodszych lat, a potrącenie malarki było ukoronowaniem sprawy. Natomiast, tak jak wcześniej komentujący, nie rozumiem, dlaczego bohater został pobity

 

Kon­wój po­grze­bo­wy wy­glą­da jak prze­ro­śnię­ta psz­czo­ła. – Raczej: Kondukt po­grze­bo­wy wy­glą­da jak prze­ro­śnię­ta psz­czo­ła.

 

Wzru­szam ra­mio­na­mi i biorę ostat­ni łyk. – Bierze, czy wypija?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pierwsze dwa akapity jak dla mnie trochę chropowate. Szczególnie zdanie o zabiciu matki dziewczynki i chłopca – niby wszystko poprawnie napisane a jednak źle się czyta. Również fragment o tym jak narrator posłał malarkę “gdzieś w zboże” dość kuriozalny. Dziwnie to musiało wyglądać… Chyba że absurd w tym miejscu był zamierzony?

Później robi się ciekawiej, ale… Z jednej strony scena na cmentarzu sugeruje, że ofiara mężczyzny go w jakiś sposób nęka (kolorem żółtym), a z drugiej wymienione są tylko całkiem zwyczajne sytuacje – żółty piasek, którym przysypywana jest trumna, żółtawe piwo, obrazy denatki, blond włosy Tosi, motyl w środku zimy. Jedyną dziwną rzeczą jest zamiana motyla w piasek (choć ja przy lekturze nie odczytałam tego dosłownie – motyle skrzydła rzeczywiście pokryte są swego rodzaju sypkim pyłkiem, który osadza się na dłoniach). To wszystko wydarzyło się w ciągu ośmiu miesięcy. Jak dla mnie nic, co wskazywałoby na dręczenie sprawcy wypadku przez ducha.

Właściwie dopiero po wizycie na cmentarzu z bohaterem zaczynają się dziać dziwne rzeczy. I ta część opowiadania wypada w moim odczuciu dużo lepiej. Bardziej wiarygodnie i ciekawie zarazem. 

Bardzo podobał mi się motyw obrazu. Swoją drogą musiał być koszmarny – rolnicy wsysani w czarną dziurę – socrealizm na haju ;)

Dwa ostatnie zdania – rewelacyjne.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie powiem, czytało mi się płynnie i z zainteresowaniem, ale ostatecznie tekst jest chyba dla mnie zbyt enigmatyczny i surrealistyczny. Miał klimat, a nawiedzony kolor żółty jest fajnym pomysłem, ale wydaje mi się wciśnięty trochę na siłę. Obsesja narratora na punkcie żółci jest w gruncie rzeczy… niewielka, nie ma właściwie wpływu na jego życie i wydarzenia (tak ja to odczytałam w każdym razie). Zabrakło mi jakiegoś mocniejszego podkreślenia nierealności tejże obsesji, czy też samego koloru żółtego. 

Ale może ta fiksacja bierze się z choroby psychicznej? Tłumionych wyrzutów sumienia? Nie ma żadnych nadnaturalnych przyczyn? Zbyt niejasne, imo. Ale do mnie symbolizm i surrealizm rzadko przemawiają, więc się nie przejmuj ;)

Natomiast bardzo mi siadł styl. Naprawdę przyjemnie i gładko się czytało. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dziękuję za przeczytanie i uwagi. Niektóre wskazówki uwzględnione. Zarówno scena pobicia, jak i inne to migawki z życia bohatera. W najprostszym ujęciu żółć to metafora wyrzutów sumienia, które pojawiły się dopiero po wypadku. Ostatni fragment daje możliwość szerszych interpretacji. 

Fajny tekst, dobrze się czyta. Choć do sedna chyba nie dotarłem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nieźle napisane, wciągnęłam się przy czytaniu, choć końcówka dla trochę niezrozumiała. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pierwszy akapit mnie uśmiechnął. Ogólnie czytało sie dobrze. Niezły szort. :)

Dobre to było. Też nie wiem, dlaczego bohater został pobity, ale to nie przeszkadza mi tak bardzo jak fakt, że nie wiem, czy w końcówce jest jakieś drugie dno czy jednak nie.  Ale to nie zmienia faktu, że czytało mi się bardzo dobrze. Beznamiętna narracja spod której dramaty aż krzyczą to coś, co lubię. :)

Rozwaliło mnie na łopatki porównanie konduktu do pszczoły :) Muszę wiedzieć, kto się chowa za anonimem, stąd obowiązkowy klik :P

A poważnie, dobre, niepokojące opowiadanie o wyżółtach sumienia.

Faktycznie, scena pobicia sugeruje samosąd. Dopiero później okazuje się, że bohater się nie przyznał. Czyli jest to zwykła knajpiana bójka, interpretowana przez chory umysł jako metafizyczna kara?

Poprawiłbym: “zabiłem matkę dziewczynki i chłopca” na “matkę dwojga dzieci” – teraz wygląda, jakby zginęła malarka i chłopiec.

A poza tym – miodzio. Jak ja lubię krótkie kawałki, z chorym leitmotivem i niebalnymi porównaniami!

Ciekawy pomysł, dobrze napisane choć odrobinę surrealistycznie i poetycko. Mimo to czytało się nieźle, zasłużona biblioteka.

Przyjmuję, że tekst nie musi być do końca zrozumiały, ponieważ sytuacja nie jest do końca zrozumiała nawet dla bohatera-narratora… Czyta się bez większych zgrzytów, o ile nie chce się egzekwować bezwzględnej logiki i uzasadniać wszystkich opisanych wydarzeń. Jak dla mnie OK.

nie da rady

Świetne :) Takie abstrakcyjne i surrealistyczne, nawet czasami, kiedy ciężko było się połapać, to sprawiało to wrażenie celowego ;)

Dziękuję za bibliotekę i przepraszam za tego anonima, jeśli komuś przeszkadzał. Nie myślałem, że szort tak się spodoba. Ale to mnie zachęciło, by jutro wrzucić znacznie dłuższy tekst. Co prawda Regulatorzy i Joseheim już go czytały – był na portalu trzy lata temu – ale postanowiłem go odświeżyć i pokazać nowym Czytelnikom. Serdecznie zapraszam. 

Othersunie, jeśli to jest opowiadanie, o którym myślę, to już się cieszę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niestety, Regulatorzy, tamto wymagałoby tylu poprawek, że chyba musiałbym napisać je od nowa. Może kiedyś ;)

Cóż, szkoda. W takim razie będzie niespodzianka, a to też powód do radości. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świetne napisane, ale skoro żółty to metafora wyrzutów sumienia to jednak zgrzytają mi słowa:

– Potrąciłem pańską żonę – mówię. – I dobrze się z tym czuję.

Świadome pozbycie się samochodu można tłumaczyć strachem, pojawienie się na pogrzebie wyrzutem sumienia, tak już kupienie obrazu ofiary niekoniecznie jest normalnym zachowaniem u kogoś kto odczuwa w ten sposób. Kupienie obrazu to kupienie trofeum – a to już zachowanie niemal dysocjacyjne, zwłaszcza, że usilnie nie pozbywał się malowidła.

Bardzo lubię motyw z motylem i tu mię on podobał.

F.S

Dziękuję za miłe słowa. Trochę o motylach, choć w dosyć metaforycznym sensie, jest także w “Love”, które właśnie opublikowałem. 

Trochę kojarzy mi się z “Obcym“ Camusa. Podobają mi się takie krótkie, choć treściwe, zamknięte formy. Zręcznie wykorzystane powtórzenia, no i ta żółć. ;)

Dzięki :)

Ciekawe, podobało mi się :)

Bardzo jestem zadowolona z lektury “Żółci” :)

Fajny pomysł, niebanalny. Wykonanie płynne, świetny styl. A najbardziej poruszyła mnie historia motyla i chłopca, który nie wiedział.

Dobry tekst, gratuluję :)

Dzięki, Werweno :)

Wow. To było dobre. Mocny, mroczny klimat, wciągająca choć krótka fabuła. Może zostanę uznany za socjopatę, ale naprawdę potrafiłem utożsamić się też z głównym bohaterem. Pewnie dlatego, że został tak dobrze oddany. W skrócie – szorcik palce lizać. Chyba póki co najlepszy, jaki czytałem na tej stronie.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Zazgrzytała tylko scena pobicia, bo w pierwszej chwili wydawało się oczywiste, że bijący znają prawdę.

MrBrightside ma rację, że piwo powinno być raczej złote niż żółte – skoro z włosami blond się wyłamałeś, tu też mogłeś : >.

Poza tym, bardzo udany tekst! Niebanalna historia, symbolika i wszystko wprawnie związane żółtą wstęgą.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję, gnoom, ale może czytałeś tu za mało szortów :)

Nevaz, Tobie też dziękuję za wizytę po takim czasie. 

Może i tak. Ale nawet jeśli, to w żaden sposób nie umniejsza wartości artystycznej tego tutaj.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Nowa Fantastyka