- Opowiadanie: Natan - Grzechy Pierworodne

Grzechy Pierworodne

Wrzucam opowiadanie, które skończyłem w styczniu tego roku z myślą o papierze, jednak mc był innego zdania :P

Historia pewnego morderstwa w świecie, gdzie poprawność polityczna została podkręcona do maksimum.  Wiem, że niektórym może nie przypaść do gustu, jednak liczę, że znajdą się czytelnicy, którym ten tekst się spodoba.

Dziękuję moim dwóm betom, którzy nie ograniczyli się do krótkiej opinii, lecz pomogli mi wygładzić tekst. Wielkie dzięki dla Naz i Sculla.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

cobold, Naz, Użytkownicy

Oceny

Grzechy Pierworodne

Ciało z pękniętą głową burzyło sterylny obraz jadalni. Śnieżnobiały dotąd dywan nasiąkł krwistą czerwienią.

Hans sięgnął po gumę nikotynową. Pomimo sporego stażu pracy nigdy nie udało mu się przywyknąć do widoku zwłok. Musiał przyznać, że te nie były najgorsze, przynajmniej puste oczy wpatrywały się w podłogę, a nie w niego.

Z drugiej strony było to ciało burmistrza, co mocno komplikowało śledztwo. Głównie za sprawą dzikiego tłumu pragnącego krwi, który eufemistycznie nazywano opinią publiczną.

Policjant spojrzał na stół nakryty dla dwojga. Nietknięte, eleganckie potrawy dumnie prezentowały się na talerzach. Symetrię stołu burzyła obecność jednej świecy, która bynajmniej nie stała na środku.

To zaniedbanie nie pasowało do tak pedantycznego gospodarza. Hans rozejrzał się po pomieszczeniu. Przykucnął przy stole, następnie taką samą pozę przybrał przy denacie. W końcu dostrzegł obiekt poszukiwań pod sofą. Szybko wezwał pobliskiego technika, aby udokumentował znalezisko.

Gdy wykonano już odpowiednią ilość zdjęć, Hans założył rękawiczkę i wziął do ręki mosiężny lichtarz i przytwierdzoną do niego złamaną świeczkę.

– Wygląda na to, że znaleźliśmy narzędzie zbrodni – stwierdził Hans, wskazując czerwoną plamę brudzącą świecznik.

Po tym spostrzeżeniu technik uznał, że przedmiotowi należą się jeszcze trzy zdjęcia, po zrobieniu których wrócił do zbierania innych śladów.

Hans powrócił do oględzin nietkniętego posiłku. Dostrzegł, że z jednego kieliszka ktoś upił łyczek, zostawiając na naczyniu odcisk szminki. Odnotował to w pamięci.

Znów popatrzył na ciało. Westchnął, przypominając sobie, że jeszcze wczoraj rozmawiał o polityce burmistrza i nieciekawej pracy.

 – Wiedziałem, że z tego będą kłopoty – mruknął Hans. 

***

Czwartek w wielkiej korporacji można wyczuć po ogólnej atmosferze w biurach i boksach pracowniczych. Korposzczury uśmiechają się na myśl o weekendzie, przez co panuje pogodny nastrój. Na ich tle wyróżnia się kilka osób, wyraźnie zestresowanych i ciężko pracujących – takie są skutki całotygodniowego nieróbstwa. Co drugi pracownik spoglądał co chwila na zegarek, wpatrując się we wskazówki, jakby siłą woli chcieli nagiąć czasoprzestrzeń.

Niosący kawę Hans, płynnym ruchem ominął brodatego mężczyznę, wzdychającego do najbliższego zegara. Zdawał sobie sprawię, że stażysta na okresie próbnym był niezauważalny. Pracownicy wychodzili z założenia, że jeśli ktoś jeszcze nie podpisał umowy, to nie ma co się do niego przyzwyczajać. Skądinąd słuszne rozumowanie.

Mężczyzna zmierzał do biura prezesa. Wykonywał tradycyjne obowiązki stażysty, czyli robił i podawał kawę. Przez pierwszy tydzień zatrudnienia nauczył się, jaką lubi każdy znaczący członek firmy. W końcu za to mu płacili – psie pieniądze, ale jednak.

Prezes, potężnie zbudowany, czarnoskóry mężczyzna, rozmawiał przez telefon. Jeśli tylko podejrzewał, że ktoś go obserwuje, przybierał majestatyczne pozy, tym razem jednak energiczne drapanie dłoni psuło efekt.

Każdy stażysta wiedział, aby nie przeszkadzać, gdy ważniejsi rozmawiają. Hans wykorzystał chwilę i wysłał wiadomość do Anny, żeby czekała w gotowości. Uśmiechnął się na myśl o czekającym go dzisiaj piwie.

Prezes schował telefon i machnął na niego, na co tylko czekał Hans. Z początku była to tylko kolejna sprawa, jednak typ szczególnie nie przypadł mu do gustu i z radością chciał zakończyć tę znajomość.

Stawiając kawę na biurku zauważył, jak prezes kolejny raz drapie się, tym razem w szyję. Hans zdawał sobie sprawę, że przełożonego swędziała cała skóra.

– Możesz odejść – bardziej rozkazał niż stwierdził przełożony.

– Mogę postawić całą pensję, że to raczej ty pierwszy odejdziesz, białasie.

Spodziewał się jakichś krzyków i demonstracji władzy, jednak nic takiego nie nastąpiło. Widać szok wywołany niesubordynacją na chwilę odebrał mu głos. Zapewne zdarzyło się to po raz pierwszy, gdyż nikt nie naraża swojej świetlanej kariery w tak głupi sposób. Cisza, w której prezes mrugał oczami stanowczo za często, w końcu minęła. Brązowa twarz szefa przez rumieniec stała się jeszcze ciemniejsza.

– Co ty śmiałeś powiedzieć? – pytał przez zaciśnięte zęby. – Wiesz co mogę z tobą zrobić, mała pluskwo?

– Na to czekałem! – Hans zaczął klaskać teatralnie. – Szczerze, zwykle zamykanie oszustów nie sprawia mi radości, zbyt długo siedzę w tej robocie. Jednak upieprzanie gnojków takich jak ty, przywraca mi wiarę w tę pracę.

– Bredzisz. – Nacisnął guzik interkomu. – Ochrona, proszę wyprowadzić byłego pracownika.

– Dokładnie chłopaki, tak jak się umawialiśmy.

Hans przez oszklone ściany gabinetu widział licznych pracowników, którzy porzucili bieżące zajęcia i przyglądali się całemu zajściu. Korpo-szczury zwęszyły krew – jeszcze nie wiedziały czyją, ale to ich właściwie nie obchodziło. Darmowe igrzyska zawsze były w cenie, a te jakie Hans zaplanował były widowiskowe.

– Swędzi cię? To naturalne przy odrzuceniu sztucznej melaniny. Codzienne się malujesz czy łykasz jakieś tabletki? Całej reszty jestem pewien, tylko to nie daje mi spokoju.

Twarz prezesa, dla odmiany, pobladła. Mimo wszystko nie był idiotą, zaczął dodawać dwa do dwóch i wynik bardzo mu się nie spodobał.

– To podłe oszczerstwo! – próbował jeszcze się bronić, jednak jego głos stracił na stanowczości.

– Czas na gwóźdź programu! – Hans teatralnie rozstawił ręce, jakby był konferansjerem w cyrku. Poczuł wręcz, jak pracownicy wstrzymują oddech. – Nasz ukochany prezes, pan Terpitont, jest biały jak śnieg! Kantował całe społeczeństwo, pragnąc niezasłużenie osiągnąć szczyt.

Gdy przez salę przechodził jęk niedowierzania, na piętrze pojawili się ochroniarze wraz z policją. Wkroczyli do biura, gdzie prezes wstawał ze swojego fotela i nieporadnie próbował się tłumaczyć. Z tych jąknięć trudno było wyciągnąć jakąś głębszą myśl ponad „jestem niewinny”, jednak te zapewnienia nikogo nie przekonały.

Hans nie byłby sobą, gdyby ostatnie słowa nie należały do niego.

– Proszę przypudrować nosek, będziesz w telewizji.

***

Hans rozpoczynał pracę w policji jako tajniak. Nie była to jego wymarzona rola, lecz okazał się w niej świetny. Jednak nie można tego samego numeru powtarzać w nieskończoność, gdyż wszyscy zaczynają cię rozpoznawać. Po kilku latach przerwy to co innego.

Tak się złożyło, że z powodu ojca Hans musiał wyjechać z miasta. Staruszek miał już ponad siedemdziesiąt lat, więc jego decyzja o eutanazji nie była zaskoczeniem. Urlop spędził z tatą wspominając szczęśliwe chwile i towarzysząc mu w ostatniej drodze. Na szczęście klinika eutanazyjna zajmowała się pochówkiem, więc nie musiał zostawać na pogrzebie.

W związku z jego nieobecnością i sytuacją rodzinną pozwolono mu działać pod przykrywką. Ten ostatni raz. Musiał przyznać, że była to miła odskocznia od zwyczajnej pracy.

Z początku Hans nie rozumiał po co ta cała maskarada. Kłamstwo dotyczące Grzechów Pierworodnych jest jednym z najłatwiejszych do sprawdzenia. Po co się bawić w podchody? Dopiero w trakcie pracy zrozumiał, że rzucanie nieprawdziwych oskarżeń na szychy z dużych korporacji czy ze świata polityki to najprostszy sposób, żeby zrujnować sobie karierę – i to w najlepszym wypadku.

Ten czwartek był wyjątkowo udany, nie tylko dla Hansa, ale również dla Anny, która zdobyła materiał mogący stać się newsem dnia. Aby tradycji stało się zadość spotkali się w ulubionym miejscu do celebracji takich okazji – klubie ze striptizem „Banan i brzoskwinia”.

Anna już czekała przy stoliku, gdy Hans się zjawił. Tak jak w telewizji, miała na głowie różowy hidżab w czarne paski. Zachowanie godne ekscentryczki, gdyż kobiety zwykle rezygnowały z modnego ostatnimi czasy nakrycia głowy w takim przybytku.

Dziennikarka na szczęście była lesbijką i wybrała sektor, gdzie rozbierają się panie, z dala od gołych męskich zadków, którymi wymachują mięśniacy w drugiej części klubu.

Na powitanie wymienili się cmoknięciami w policzki. Gdy usiedli Anna przysunęła do Hansa butelkę piwa.

– Ile płacę? – zapytał policjant.

– Na żarty ci się zebrało. – Ania uśmiechnęła się. – Za ten materiał, który zdobyłam dzięki tobie, pijesz za darmo.

– Właśnie na taką odpowiedź liczyłem. – Tym razem to Hans prezentował swoje uzębienie.

 Pociągnęli parę łyków złocistego trunku w ciszy, którą przerwała Anna.

– Chociaż z przykrością dowiedziałam się, że materiał zajął w dzisiejszym serwisie dopiero drugie miejsce – w głosie dziennikarki słychać było tłumioną irytację.

– Co się stało? To był naprawdę mocny temat – zdziwił się Hans.

– Być może, ale masz beznadziejne wyczucie czasu. Słyszałeś o debacie?

– Obiło mi się o uszy, ale nie miałem czasu na politykę.

– Przebiła mój materiał. Za pasem wybory, a Adila Klumer zrzuciła bombę na burmistrza. Zarzuciła mu przynależność do LOMu.

Hans uniósł brwi sugerując, że nie zna tego skrótu.

– Serio? Gdybym cię nie znała, mogłabym zwątpić, że gadam z najlepszym gliną w mieście. Liga Obrońców Mężczyzn. Jeszcze przed chwilą myślałam, że wszyscy słyszeli o tych świrach.

– Dobrze, że wyprowadziłem cię z błędu. Co z nimi nie tak?

– Chcieliby powrotu do epoki jaskiniowców. Baba do garów, a facet powinien nią pomiatać. Najlepiej jeszcze jakby tylko on zarabiał i dozował jej pieniądze wedle jego widzimisię. Dorzuć do tego jakieś debilizmy w stylu – kobieta przesiąka poglądami mężczyzny przez spermę i mniej więcej masz obraz tych… ludzi.

Ostatnie słowa Anna wypowiedziała jakby z zastanowieniem. Najwyraźniej uznała, że zwierzęta nie zasługują na podobną obelgę. Hans widząc lekkie zdenerwowanie koleżanki, pociągnął długi łyk piwa, po czym stwierdził:

– Faktycznie, oszołomy.

– No właśnie – ciągnęła Anna. – I teraz wyobraź sobie, że popieranie tej organizacji zarzucają burmistrzowi starającemu się o reelekcje.

– Pewnie plotki, rozejdzie się po kościach. – Już dawno Hans zauważył, że rewelacje polityczne pojawiały się tak szybko, jak znikały i nie zmieniały niczego. Tym dziwniejsze, że wzbudziły zamieszanie tak duże, żeby odebrać Ani laur pierwszeństwa.

– Ty naprawdę nic nie słyszałeś? – Tym razem twarz dziennikarki wyrażała pełne zdumienie.

– Rozumiem, że to musi być coś naprawdę ważnego, ale powtarzam, że nie oglądałem ostatnio żadnych kanałów informacyjnych.

– Normalnie jakbyś żył w jakimś średniowieczu. Tego co się stało, nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć.

Po tych słowach wyciągnęła swój telefon, wpisała w nim odpowiednie hasło, po czym wręczyła urządzenie Hansowi. Ten bez zastanowienia nacisnął strzałkę.

Studio telewizyjne było urządzone tak, jak wymagała tego powaga debaty, mogącej zadecydować o tym, kto zasiądzie w fotelu burmistrza. Dwóch kontrkandydatów stało przy pulpitach przystrojonych symbolami i barwami ich frakcji politycznych. W tle dojrzeć można było tęczową flagę z czarnym półksiężycem.

Filmik rozpoczynał się zakończeniem wypowiedzi Klumer:

– … poza tym uważam za uwłaczające, że ktoś taki jak Ahmed Mullir reprezentował nasze tolerancyjne społeczeństwo przez całą kadencję. Szczególnie teraz, gdy został członkiem LOM-u!

Wśród publiczności zapadła cisza. Najprawdopodobniej czekano na jakąś ciętą ripostę. Zamiast tego usłyszeli:

– Zapewne teraz według pani mam zaprzeczać, a za chwilę zobaczę na to dowody. Zepsuję pani zabawę. Liga Obrońców Mężczyzn jest niesłusznie demonizowana i wmawia się społeczeństwu, że to najgorsze zło na Ziemi. – Mullir w tym momencie zastosował efektowną pauzę. – Ogłaszam wszem i wobec, że jestem członkiem LOM-u i nie zamierzam tego ukrywać.

Z twarzy Klumer jaki i publiczności w studiu można było wyczytać szok i niedowierzanie. Kandydatka na fotel burmistrza jakby nie mogła zrozumieć, czemu ktoś popełnił na jej oczach polityczne samobójstwo. Mullirowi było jednak najwyraźniej mało i po chwili konsternacji kontynuował wypowiedź. Tym razem cicho i spokojnie.

– Oprócz tego muszę powiedzieć prawdę, którą tłumiłem w sobie, odkąd pamiętam. – Wydawało się, że mówi z coraz większym wysiłkiem. – Wiem, że to nie przysporzy mi wyborców, być może odwrócą się ode mnie przyjaciele. Nie będę ich za to winił. Proszę jednak o zrozumienie. Po długich przemyśleniach postanowiłem wyznać, że jestem heteroseksualny.

Po sekundzie całkowitej ciszy, jak grom zaczęli się przekrzykiwać wszyscy dziennikarze obecni w studiu. Mimo że debata powinna trwać, Mullir szybko zszedł z mównicy i wybiegł poza zasięg kamer. W tym momencie filmik się skończył.

– Zamiast tam być, nagrywałam jak zamykają tego twojego prezesa – westchnęła Anna.

– Kurwa – zgodził się Hans. – Faktycznie to coś dużego. Coś mi mówi, że będą z tego kłopoty.

– Na pewno dla burmistrza. – Na twarzy dziennikarki pojawił się złośliwy uśmiech.

Hans spojrzał w stronę wybiegu, gdzie seksowna blondynka całkiem umiejętnie machała frędzlami przytwierdzonymi do sutków.

– Jesteśmy tu, żeby świętować, a cały czas gadamy o pracy – zauważył policjant, gdy znów złapał z przyjaciółką kontakt wzrokowy.

– Rzeczywiście, choć rozmowa o pracy nie była taka bezowocna skoro piwa zabrakło. Skoczę po dolewkę. – To powiedziawszy, Anna ruszyła w stronę baru.

Hans planował się dobrze bawić dzisiejszej nocy, bo coś mu podpowiadało, że kolejne dni będą pracowite.

***

Budzik – to była pierwsza myśl Hansa wyrwanego z głębokiego, aczkolwiek krótkiego snu. Potem dopiero zdał sobie sprawę, że jest piątek po zakończonym śledztwie, więc pobudkę musi zawdzięczać czemuś innemu.

Pięć sekund później miał już telefon w dłoni i niechętnie naciskał zieloną słuchawkę.

– Włącz telewizor – odezwała się Kaja, jego oficjalna partnerka.

– Kurwa – westchnął Hans. – Za dużo filmów się naoglądałaś. Gadaj co się stało.

– Burmistrz nie żyje. – Na te słowa mózg Hansa powrócił do pełnej sprawności.

– Wiedziałem, że będą z nim kłopoty, jednak nie sądziłem, że tak szybko. Coś wiadomo?

– Jak na razie jestem w drodze. Wiem tylko tyle, że sprzątaczka znalazła ciało. Komendant odwołała wszystkie urlopy i dni wolne. Wszyscy mają zająć się tą sprawą priorytetowo.

– Już się zbieram – powiedział Hans, pospiesznie zakładając koszulę. – Jak dojedziesz dopilnuj, aby nikt poza technikami się tam nie kręcił.

Może była to przesadna ostrożność, jednak Hans oczami wyobraźni widział jakiegoś nadgorliwego pacana niszczącego ślady.

– OK. Przesyłam ci dokładny adres. – Po tych słowach Kaja rozłączyła się.

Psiknął się jeszcze dezodorantem i choć głowa specjalnie go nie bolała, zażył tabletkę na kaca, popijając szklanką wody. Gdy już się przyszykował, zszedł do samochodu, wpisując adres burmistrza. Czujnik wykrył kilka samochodów kierowanych w tradycyjny sposób, dlatego Hans nie mógł liczyć na automatyczne kierowanie.

– Pieprzeni tradycjonaliści – rzucił w przestrzeń, po czym odpalił silnik.

***

Tłum dziennikarzy przed domem burmistrza było widać z daleka. Hans nie chciał zwracać na siebie nadmiernej uwagi, dlatego zaparkował samochód kilkadziesiąt metrów od niego.  Szybko przecisnął się do taśmy policyjnej, pomachał odznaką przed nosem mundurowego funkcjonariusza o brązowym kolorze skóry. Ten skinął głową wpuszczając Hansa.

Dziennikarze nie robili mu nadmiernej ilości zdjęć, bo byli zajęci białym mężczyzną średniego wzrostu, którego twarz ozdabiały bujne wąsy. Wydawało się, że nieznajomy chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami.

– Ahmed jest męczennikiem – przekonywał wąsacz. – Jako pierwszy wypowiedział otwarcie to, co wielu z nas myśli. Wyznając prawdę, liczył się z utratą wyborców, a nawet, w najgorszym wypadku, odsiadką w więzieniu. Jak widać i to było za mało dla mordercy… Czy też morderczyni. – Zaakcentował ostatnie słowo.

– Dziękuję za wypowiedź, panie Remit – powiedział śniady dziennikarz z ósmej stacji.

– Proszę uprzejmie. LOM nigdy nie zapomina o swoich członkach. Nawet w obliczu takiej tragedii.

Hans nie był zainteresowany dalszymi wydarzeniami przed domem ofiary. Ruszył badać miejsce zbrodni.

***

I tak oto Hans stał przed olbrzymią plamą krwi na dywanie. Jego kontemplacje miejsca zbrodni przerwała Kaja.

– Tamten pokój wydaje się interesujący. – Pokazała palcem.

Hans poszedł we wskazane miejsce. Na ścianie znajdowały się litery wymalowane czarną farbą w spreju układające się w napis „Zdychaj heteryku”.

– Są jakieś nagrania z kamer? – zapytał przekładając gumę z jednej strony szczęki na drugą.

– Mimo że monitorowany jest cały dom, ktoś wyłączył kamery przed przyjściem napastnika.

Oczywiście, życie nie mogło wszystkiego ułatwiać – pomyślał Hans.

– Czy to możliwe, że pierwszy raz od tylu lat dokonano zabójstwa z pobudek dyskryminacyjnych? – zapytała Kaja wskazując napis. – Myślałam, że już dawno wyeliminowaliśmy tak chore motywy.

– Nie wydaje mi się – powiedział Hans. – Napis sugeruje nienawiść, jednak na stole widzimy kieliszki, co z kolei sugeruje bliższą znajomość zabójcy z ofiarą. Na razie niczego nie wykluczam, ale trop wydaje się mało prawdopodobny. Dopilnuj, żeby to nie wyciekło do prasy, będziemy dzięki temu mogli weryfikować świrów przypisujących sobie cudze zbrodnie.

Hans lubił Kaję – oficjalna partnerka w praktyce pełniła rolę jego uczennicy i przykrywki. Jako osoba obciążona wszystkimi Grzechami Pierworodnymi nie mógłby nigdy dostać pełnej swobody w prowadzeniu dochodzeń. Dzięki partnerce wyglądał zwyczajnie, o ile biały, heteroseksualny mężczyzna, pracujący w tak prestiżowym zawodzie może uchodzić za normę. To tylko potwierdzało zdolności Hansa, w innym wypadku skończyłby tak jak ojciec.

Uważał Kaję za pojętną osobę i wiedział, że jeśli nic się nie zmieni, w przyszłości będzie świetnym gliną.

Hans rozejrzał się jeszcze po innych pomieszczeniach, jednak poza parą szklanek na ociekaczu nie zauważył nic wartego odnotowania.

– Trzeba odwiedzić pana Kolsha, może on powie coś ciekawego.

– Narzeczonego burmistrza? – zapytała Kaja.

– Jeśli wierzyć słowom ofiary, tylko udawanego. To dość poważny motyw.

Partnerka skinęła głowa i oboje ruszyli do samochodu Hansa.

***

Internet wrzał. Słowa prezesa LOM-u spowodowały rozmowy na temat tolerancji. W komentarzach można było przeczytać o rzekomej agresji kobiet w określonych cyklach miesiączkowych. W odpowiedziach twierdzono, że mężczyźni są agresywni cały czas, co przemawia za winą napakowanego testosteronem samca. Zastępca burmistrza czuła zagrożenie wizerunkowe, niezależnie od przyjętego stanowiska, dlatego zarządziła opuszczenie flag do połowy masztu w akcie żałoby. Następnie wyraziła żal po swoim przełożonym i liczyła na szybkie złapanie sprawcy. Na co drugim serwisie było widać tęczową flagę z czarnym półksiężycem, która łopotała smętnie na wietrze na połowie zwykłej wysokości.

Dom Gerarda Kolsha stał na obrzeżach miasta, co mogło być przyczyną małego ruchu w okolicy. Dzięki temu nikt nie tracił czasu na kierowanie, a Hans mógł się zapoznać z opinią publiczną w Internecie. Presja społeczeństwa była duża, policjant wiedział, że przełożeni przeleją tę presję na niego.

Przed domem, zgodnie z przypuszczeniem, ujrzał kolejny tłum dziennikarzy. Zdecydowanie mniejszy, niż przed miejscem zbrodni, jednak wciąż imponujący. Budynek ogrodzony był w płotek, dzięki czemu pismaki miały jasną granicę, gdzie nie mogą się zapuszczać.

Tym razem zaparkował samochód blisko wejścia. Gdy Hans z Kają wysiadali, błysnęło kilka fleszy – najwyraźniej kilku fotografów stwierdziło, że nieznane dotąd twarze mogą stać się rozpoznawalne w najbliższej przyszłości, a wtedy zdjęcie nabierze odpowiedniej wartości.

Pewnym krokiem weszli na nieruchomość Kolsha, czym wzbudzili nerwowy szmer wśród zgromadzonych. Hans nie zamierzał się nikomu tłumaczyć, jednak Kaja podniosła swoją odznakę, co skwitowane było westchnieniem z kilku gardeł.

Na dźwięk dzwonka nikt nie odpowiedział. Po trzeciej próbie i głośnym przedstawieniu się funkcjonariuszy, w końcu dało się słyszeć kroki zmierzające do drzwi. Otworzył je wysoki blondyn o niebieskich oczach – facet zdecydowanie przegrał na loterii genetycznej. Z pewnością większości kojarzył się z symbolem ucisku, którego ukrócenie przyświecało twórcom obecnego systemu.

Na widok odznaki otworzył szerzej drzwi, aby wpuścić policjantów. Na ten moment czekali dziennikarze, gdyż na dom posypały się dziesiątki fleszy. Hans wchodząc do budynku poczuł się jak gwiazda filmowa.

– Przyszliśmy zadać panu kilka pytań – odezwała się Kaja, gdy znaleźli się już w salonie.

– Proszę usiąść – Kolsh wskazał im kanapę stojącą przy ławie z mnóstwem puszek po piwie. Trudno był stwierdzić, czy gospodarz zaczął topić smutki wczoraj po debacie, czy dziś rano, gdy dowiedział się o morderstwie. Blondyn usiadł na fotelu naprzeciwko policjantów.

– Państwo wybaczą ten bałagan, nie spodziewałem się gości – zaczął gospodarz. – Jednak powinienem już od wczoraj wytrzeźwieć.

Jedna zagadka rozwiązana – pomyślał Hans.

– Czy państwo chcecie się czegoś napić? – ciągnął Kolsh. – Mam mnóstwo whisky do rozdania, ja sam tego nie znoszę, natomiast… Ahmed nie pił niczego innego.

Gospodarzowi załamał się głos po wypowiedzeniu imienia swojego fałszywego kochanka, jednak głęboki wdech pomógł mu w doprowadzeniu się do porządku.

Ciszę wypełnił dźwięk wydobywający się z pobliskiego minaretu. Hans spojrzał na Kaję i bez słów zgodzili się, że tym razem zrezygnują z przerwy. Kolsh nie poruszył się w poszukiwaniu dywanika, więc policjanci uznali, że tak jak większość społeczeństwa jest wierzącym niepraktykującym.

– Rozumiem, że wyznanie na debacie było dla pana zaskoczeniem? – zapytał Hans.

– Zaskoczeniem? To mało powiedziane. Do teraz jestem w szoku… Jak on mógł? Jednym wystąpieniem przekreślić naszą miłość…

Hans wiele razy przekazywał informacje rodzinie o śmierci bliskiej osoby. Widział w ludzkich oczach ból i smutek więcej razy niż by chciał, dlatego nauczył się go rozpoznawać. U Kolsha mimo płomiennej mowy nie znalazł tych uczuć.

– Nie jesteśmy politykami – stwierdził Hans. – Nie interesują nas żadne rozgrywki polityczne, dlatego przemowy może zostawić pan dziennikarzom. My chcemy ustalić kto zabił pańskiego… wspólnika.

Kolsh zastanawiał się chwilę, po czym wyciągnął z kieszeni małe srebrne urządzenie. Następnie zaczął mówić spokojnym głosem.

– Dobrze, możemy tak porozmawiać, ale wszystko jest nieoficjalne. To cacko zapewni, że nie nagracie tej rozmowy. Dobrze pan zauważył, Ahmed powiedział prawdę. Dzięki temu mogliśmy ubiegać się o stanowiska, w innym wypadku niedostępne. Pomimo tego, co wczoraj zrobił, chciałbym, żeby morderca za to odpowiedział. Przez niego Ahmed nie zdążył tego wszystkiego odkręcić. Nie odbierał ode mnie telefonów, ale wysłałem do niego kilka racjonalnych SMS-ów i przemyślał sprawę. Wtedy przystopowałem z piciem. Teraz zostałem sam na placu boju.

– Moglibyśmy zobaczyć te SMSy? – zapytał Hans.

– Oczywiście – Kolsh przeszukał szybko kieszenie i wyjął z nich telefon. Następnie ustawił na odpowiedniej rozmowie i podał policjantom. Faktycznie, po krótkich odpowiedziach Mullir stawał się coraz bardziej wylewny. Najwyraźniej adrenalina stopniowo opadała, przez co rozum znów zyskał prawo głosu. Ostatnia wiadomość sugerowała zgodnie z wersją Kolsha, że Mullir wierzył, że wszystko da się odkręcić. Policjant oddał telefon gospodarzowi.

Hans spojrzał na Kaję, która najwyraźniej była zadziwiona nadzwyczajną rozmownością Kolsha.

– Czy pan Mullir zachowywał się jakoś inaczej? – zapytała Kaja.

– A żeby pani wiedziała! Zaczął zadawać się z LOMem. Jeden Allah wie dlaczego. Osobiście myślę, że to jakiś etap kryzysu wieku średniego, ewentualnie wypalenie się w polityce.

– Co dokładnie się zmieniło? – dopytał Hans.

– Znikał na godziny z domu i przesiadywał na ich spotkaniach, na których wychwalali samczą siłę, a potem wszyscy potulnie rozchodzili się do domów, bo musieli obiad małżonkom zrobić. Po jakimś czasie tego prania mózgu zaczął przekonywać, że powinniśmy coś z tym zrobić, skoro jesteśmy związani z polityką, powrócić do tradycji. Doprawdy mówił tak jakby mu się zamarzył drugi Wyszehrad. Może ten cały Remit go nie zabił, ale z pewnością miał w tym swój udział. Jestem przekonany, że to on namówił go do tej absurdalnej deklaracji. Jeśli była przyczyną śmierci Ahmeda, powinien odpowiadać na równi z mordercą.

– Rozumiem. Ma pan na myśli jeszcze jakiś innych podejrzanych? – znów spytała Kaja.

– Oczywistym wydaje się Adila Klumer – powiedział Kolsh po zastanowieniu. – Ona zyskała najwięcej na tej śmierci.

– To chyba już wszystko – stwierdził Hans, wstając z kanapy. Kaja szybko zrobiła to samo. – Na nas już pora, musimy zbadać inne tropy.

– Oczywiście – na twarzy Kolsha pojawiło się odprężenie. Mimowolny odruch u każdej osoby, którą zakończono przesłuchiwać. – Odprowadzę państwa do drzwi. Co do tej whisky nie żartowałem, jeśli państwo chcą to zaraz przyniosę.

Policjanci szybko podziękowali i ruszyli do drzwi. Kaja już miała nacisnąć klamkę, gdy Hans odwrócił się do gospodarza.

– Jeszcze jedno. Co robił pan wczoraj w nocy?

Na ułamek sekundy na twarzy Kolsha odmalował się grymas niechęci, gdy zrozumiał, że jeszcze nie został wykluczony z grona podejrzanych.

– Mówiłem już, że piłem i nie mam na to żadnych świadków.

– Proszę się nie przejmować – uspokajał Hans. – To tylko rutynowe pytanie.

Kolsh skinął głową na znak, że rozumie. Policjanci szybko wyszli z domu fałszywego kochanka Mullira. Oślepiły ich błyski fleszy – Hans zaczynał rozumieć, dlaczego gwiazdy noszą okulary przeciwsłoneczne.

***

Następnym przystankiem był posterunek.  Cóż za strata czasu, myślał Hans. Jednak wezwań od komendant się nie ignoruje – pani każe, sługa musi.

Zjawili się na chwilę przed odprawą. Większość policjantów zajmowała już miejsca przed białą tablicą, na którą padał obraz z rzutnika. Przez te kilka minut wszyscy mogli nacieszyć oczy rozłupaną czaszką burmistrza.

– Zajmijcie miejsca z przodu – zakomenderowała na przywitanie Asma Osumit, komendant o posturze drwala z nadwagą. – Zaraz zreferujecie sprawę.

Kaja i Hans kiwnęli tylko głowami i posłusznie zajęli miejsce w pierwszej ławce. Dziewczyna usiadła z brzegu, gdyż mężczyzna bardzo nie lubił strzępić języka na próżno. Mimo dużej wagi przestępstwa, nie widział sensu mieszać w sprawę większą ilość policjantów. Niby co mają robić? Nie będą przecież przesłuchiwać jego świadków. Zapewne będą pałętać się bez celu, uśmiechając się na myśl o nadgodzinach.

Gdy wybiła godzina zero, komendant powiedziała kilka zdań o ważnym wyzwaniu czekającym służby mundurowe, a następnie kazała zabrać głos prowadzącym sprawę. Kaja wstała i opisała, co znaleźli na miejscu zbrodni oraz o odwiedzinach u Kolsha, zręcznie pomijając nieoficjalne fragmenty. W końcu przeszła do zakładanych hipotez. Po wysłuchaniu wszystkich odezwała się Osumit.

– Wydaje się, że wątek heterofobiczny jest całkiem obiecujący – stwierdziła, mimo nakreślenia przez Kaję wszystkich wad tego rozumowania.

Najwyraźniej Osumit zdążyła już zaszufladkować sprawę i potrzeba będzie naprawdę mocnych dowodów, aby ją od tego odwieść. Hans zastanawiał się dlaczego. Jedną z możliwości była głupota jego szefowej. Wiedział, że nie miałaby szans na tak wysokie stanowisko gdyby nie płeć. Sama, czy też wcześniej sam też o tym wiedział, dlatego dla kariery chirurgicznie pozwolił obciąć sobie klejnoty i wywinąć penisa na lewą stronę. Popisała się też skromnością, wybierając żeńskie imię – Asma czyli „doskonała”. Można powiedzieć, że operacją upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu, gdyż z heteroseksualnego mężczyzny stała się homoseksualną kobietą.

 Zawsze takie działania irytowały Hansa – często zdarzało mu się łapać ludzi unikających konsekwencji Grzechów Pierworodnych, jednak medyczny zabieg był legalny i w pełni akceptowalny. Gdyby mógł, zakazałby tego. Z drugiej strony wiedział, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia i zdolności co on.

Innym wyjaśnieniem mógł być fakt, że dla Osumit ta sprawa najpewniej zmieni się w trampolinę na wyższe stopnie. Teraz tylko sprawdzała, jak daleko doskoczy.

– Niestety, to najmniej prawdopodobny scenariusz – wtrącił Hans.

– Warto się jednak temu przyjrzeć – zgasiła dyskusję w zarodku. – Posłuchajmy, co ustalili technicy.

Kaja szybko wróciła na swoje miejsce, a przy białej tablicy stanęła niska blondynka – tak przynajmniej można było podejrzewać, gdyż żółte kosmyki wychodziły spod hidżabu. Hans ucieszył się, że nie będzie musiał osobiście pytać o wyniki patologa i techników. Nie wiedział czemu, ale ich specyficzne poczucie humoru i głupie odzywki zawsze działały mu na nerwy. Na szczęście publicznie hamują się.

– Ofiara poniosła śmierć od silnego uderzenia w tył głowy tępym narzędziem – referowała patolog. – Kształt i waga wskazują na znaleziony na miejscu zbrodni świecznik. Po analizie śladów krwi będę mogła to potwierdzić. Wstępne badania denata dają dziwne odczyty, zrobię dodatkowe testy, aby ustalić przyczynę anomalii. Podeślę wyniki, jak tylko coś ustalę.

Następnie jej miejsce zajął wysoki Arab.

– Na miejscu zbrodni zabezpieczyliśmy liczne odcisk palców. Zważywszy, że były wymieszane mogą posłużyć tylko do ustalenia, kto odwiedzał ofiarę w domu. Dodatkowo zabezpieczyliśmy ślad szminki na kieliszku, dzięki czemu możemy porównać odciski ust podejrzanych. Ze wstępnej analizy wynika, że ma barwę połyskującej czerwieni, być może dokładne badania wskażą nam producenta. Niestety DNA ze śliny jest niewystarczające, aby użyć go jako materiału porównawczego. Na narzędziu zbrodni poza zaschniętą krwią nie ma żadnych śladów. Najprawdopodobniej sprawca wytarł odciski.

Na końcu znów zabrała głos Osumit z grubsza powtarzając to, co na początku – liczyła na szybkie zamknięcie sprawy, media węszą, wierzy w najlepszych ludzi w mieście… I kilka innych motywujących banałów.

Hans nie chciał tracić czasu, dlatego szybkim krokiem wyszedł z komisariatu. Za nim wolnym truchtem podążała Kaja.

– Dokąd teraz? – zapytała dziewczyna.

– Znajdź mi adres Klumer i dowiedz się, gdzie można znaleźć tego gościa od LOMu.

– Remita? Robi się. – Palce Kai z imponującą prędkością wędrowały po klawiaturze telefonu.

***

Wejście do szklanego wieżowca w centrum miasta było otoczone przez tłumek dziennikarzy. Hans powoli przyzwyczajał się do tego nowego elementu otoczenia. Klumer była wytrawnym politykiem, dlatego większość gryzipiórków nie wykazywała większych emocji. Wszyscy wiedzieli, że kandydatka na fotel burmistrza nie pozwoli sobie na nieprzemyślaną wypowiedź. Oddelegowani dziennikarze czekali na zapowiedzianą konferencję prasową.

Hans i Kaja machnęli odznakami przed ochroniarzami, ci nieznacznie kiwnęli głowami i przepuścili ich bez problemów. Hol wieżowca robił wrażenie monumentalnego, z dużą otwartą przestrzenią i szeroką klatką schodową. Naprzeciw wejścia znajdowały się cztery windy. W oczy rzucał się też szeroki pulpit, za którym siedziało dwóch recepcjonistów – jeden biały, drugi o karnacji azjatyckiej.

– Przepraszam, jak dojść do gabinetu pani Klumer? – zapytała Kaja, podchodząc do mężczyzn.

– Czwarte piętro, drugie drzwi po lewej – wyjaśnił Azjata.

Podziękowali i zgodnie ze wskazówkami dotarli do sekretariatu Klumer. Za biurkiem dostrzegli białego mężczyznę po dwudziestce, ubranego w różowy sweter. Pomijając natrętne afiszowanie się orientacją, trudno było zrozumieć, czemu ktoś w tak ciepły dzień w ogóle zakłada sweter. Hans pomyślał, że równie dobrze sekretarz mógł ubrać się w koszulę w tym samym kolorze. Na szczęście chłopak nie nosił w pomieszczeniu apaszki, co niestety obecnie stanowiło ostatni krzyk mody.

– Pani radna już na państwa czeka – oznajmił sekretarz, nim zdążyli otworzyć usta. – Proszę za mną.

Mimo tego, że biuro Klumer znajdowało się kilka kroków od stanowiska chłopaka, ten poczuwał się do obowiązku wprowadzenia ich do pomieszczenia i zakomunikowania o przybyciu gości. Proszę, proszę – pomyślał Hans. – Nie dość, że sekretarz, to jeszcze lokaj.

– Witam państwa funkcjonariuszy – powiedziała radna formalnym tonem, po czym dodała swobodnie do chłopaka. – Henryku, nie będziesz na razie potrzebny. Nie łącz żadnych rozmów.

– Dobrze, proszę pani – powiedział, pilnie przyglądając się podłodze, po czym zniknął w drzwiach. Uwadze Hansa nie umknęło spojrzenie Klumer. Gdyby wzrokiem można było zjadać, z pewnością już nie byłoby połowy sekretarza. Krwistoczerwona szminka na ustach tylko pogłębiała efekt.

– Rozumie pani, że przychodzimy w sprawie śmierci Mullira – bardziej stwierdziła, niż zapytała Kaja, siadając na jednym z dwóch foteli ustawionych przed biurkiem. Hans uśmiechnął się w duchu, prędkość nauki młodej naprawdę imponowała. Zajął miejsce obok. Radna odpowiedziała dopiero, gdy usiadła – po tym można było poznać rasowego polityka. Nigdy nie ustawia się w gorszej pozycji od rozmówcy.

– Tak, wiem. Uważam jednak, że rozmowa ze mną niczego państwu nie wyjaśni. Cały wczorajszy wieczór spędzałam w sztabie wyborczym, dziesiątki ludzi mogą to poświadczyć. Nie będę udawała, że śmierć Mullira mnie zasmuca, szczególnie po tej błazenadzie, którą wczoraj urządził, jednak nie mam z jego zgonem nic wspólnego. I tak popełnił już polityczne samobójstwo.

Hans wiedział, że spotkanie będzie krótkie, ale nie spodziewał się, że aż tak. Klumer w jednej wypowiedzi zawarła odpowiedzi na prawie wszystkie pytania jakie mogli jej zadać.

– Moglibyśmy poprosić listę osób, które potwierdzą pani alibi?

– Henryk wręczy ją państwu przy wyjściu.

Kaja już chciała pożegnać się z radną, jednak uwagę Hansa przykuł pewien detal.

– Czy ten kolor szminki nie ma przypadkiem barwy połyskującej czerwieni?

– Cóż… – Klumer nie przygotowała się na taki pytanie, dzięki czemu przez sekundę można było zobaczyć zdziwienie na jej twarzy. – Możliwe, ale wszystkimi zakupami zajmuje się Henryk.

– Czy miałaby pani coś przeciwko pobraniu odcisku ust? Nie musi się pani zgodzić, jednak szybciej będziemy wstanie wykluczyć panią z grona podejrzanych.

Klumer dopytała się o szczegóły techniczne całej procedury. Gdy dowiedziała się, że wystarczy odbić usta na kawałku papieru, szybko się zgodziła. Po zapakowaniu materiału porównawczego do woreczka, pożegnali się uściskiem dłoni. Zgodnie z zapowiedzią otrzymali od asystenta Klumer pokaźną listę nazwisk.

Wychodząc z budynku, Hans znów rozważał zakup okularów przeciwsłonecznych. Co prawda pogoda w mieście zwykle do tego nie zachęcała, jednak błyski fleszy irytowały go coraz bardziej.

***

Pozostała jeszcze jedna osoba bezsprzecznie w pewien sposób związana ze sprawą. Jonas Remit pławił się w blasku fleszy, co sprawiało mu widoczne zadowolenie. Dla zachowania pozorów z trudem powstrzymywał uśmiech. Wszak o tak wielką uwagę mediów zabiegał od lat.

 Jak dowiedziała się Kaja, gdy wszyscy dziennikarze nagrali jego wypowiedzi, przestał być głównym obiektem zainteresowania, dlatego też udał się do biura Ligi Obrońców Mężczyzn. Nie wracając na komisariat, policjanci zajechali pod szary budynek.

Siedziba stowarzyszenia mieściła się w jednej z biedniejszych dzielnic, co było pewnym urozmaiceniem po wędrówkach w bogatszych częściach miasta. Biuro znajdowało się na trzecim piętrze starej kamienicy. Odrapana klatka schodowa dość jasno pokazywała, że LOM nie posiada pokaźnego budżetu.

Dzwonek nie działał, dlatego Hans energicznie zapukał. Prędko w drzwiach pojawiła się zarośnięta głowa Remita, mężczyzna najwidoczniej poznał policjantów, gdyż cofnął się, zapraszając do środka.

Wnętrze biura było równie szare i nieciekawe jak cała okolica. Na regałach znajdowały się kolorowe segregatory, podłogę w pokaźnej części zasłaniały stosiki papierzysk, natomiast stojące pośrodku biurko lata świetności miało już za sobą. Całe szczęście, że poza fotelem prezesa w pomieszczeniu znajdowały się jeszcze dwa krzesła.

Gdy tylko cała trójka usiadła, zaczęli rozmowę.

– Jesteście w sprawie Ahmeda.

– Tak – potwierdził Hans. – Chcemy zadać kilka pytań, w związku z jego wczorajszym oświadczeniem.

– Sądzicie, że przez to mógł zginąć? – zapytał głosem, którego nie powstydziłby się imam tłumaczący nauki Koranu.

– Nie wykluczamy żadnej możliwości – dyplomatycznie odpowiedział Hans.

– Jeśli o mnie chodzi, to jestem przekonany, że to sprawka Klumer. To ona zyskała najwięcej na jego śmierci.

– Ona twierdzi, że i tak popełnił polityczne samobójstwo – zauważyła Kaja.

– Samobójstwo! – krzyknął Remit, wstając gwałtownie z krzesła na znak wzburzenia. – On dopiero zaczynał. Nie macie pojęcia, ile tragicznych historii mężczyzn wysłuchuję każdego dnia i tygodnia. Ten system jest chory i Ahmed mógł być na niego lekarstwem. Ale teraz… Nie wiem, czy ktoś będzie w stanie kontynuować jego dzieło.

– Męczeństwo jest dość wygodne dla ideologii – stwierdził Hans.

– Oby. – Widać Remit nie zauważył ironii w głosie policjanta. – Ciągle wierzę, że uda nam się naprawić to społeczeństwo.

– Co pan robił wczoraj w nocy? – zapytał Hans, chcąc sprowadzić szefa LOM-u na ziemię.

– Spałem w domu – odpowiedział, siadając z powrotem na miejsce. – Mieszkam sam, więc nikt nie może potwierdzić mojego alibi. Ale ze wszystkich znajomych Ahmeda, mnie najbardziej dotknęła jego śmierć. To jest strata przyjaciela i świetnego politycznego przywódcy.

– Czy pan Mullir nie miał żadnych wątpliwości co do swojego wystąpienia? Nie chciał się wycofać? – dociekała Kaja.

– Skąd ten pomysł. Ahmed był oddanym bojownikiem o wolność. Nie wahał się ani trochę.

– Rozumiem – odpowiedział Hans, nim Kaja zdążyła zareagować. – Wygląda na to, że jak na razie wiemy wszystko, co chcieliśmy wiedzieć.

Gdy policjanci byli przy wyjściu, Remit wcisnął mały kartonik w dłoń Hansa.

– Jeśli będę potrzebny, proszę się nie fatygować, wystarczy zadzwonić. W tej czy też… Innej sprawie.

Wychodząc, Hans skinął głową.

***

Hans siedział w swoim mieszkaniu, mechanicznie rzucając w ścianę i łapiąc piłeczkę. Godzina samotności, przynajmniej tyle potrzebował, aby poukładać sobie wszystko w głowie.

Próbował rozmyślać o sprawie, lecz jego myśli krążyły wokół ostatniego zdania, które usłyszał od Remita. Wiedział, co znaczyła ta inna sprawa. Dawniej faktycznie buntował się przeciw systemowi, ale już jako nastolatek zrozumiał, że jednostka nic nie może zmienić w makroskali. Dlatego zamiast walczyć, postanowił się przystosować i to mu się diabelne dobrze udało.

Porzucił plany buntu lata temu – czemu te myśli wróciły do niego z taką siłą? Być może Remit faktycznie posiada zdolności przywódcze i charyzmę. A może Hans poczuł upływ lat, przez co myśli o przyszłości… Dzieciach…

Dzwonek do drzwi przerwał mu rozmyślania, co pierwszy raz przyjął z zadowoleniem. Drążenie tematu z pewnością nie było zdrowe.

– Otwarte!

Do pokoju weszła Kaja.

– Wiem, że nie lubisz, jak ci się przeszkadza, ale przyszły wyniki z laboratorium. Odcisk ust z kieliszka należą do Klumer…

– Ale? – zapytał, słysząc wahanie w głosie dziewczyny.

– Sprawdziłam alibi radnej. Trzydzieści osób potwierdziło jej obecność w sztabie wyborczym. Wypowiedź Mullira sprawiła, że musieli opracować nową strategię kampanii. – Kolejna pauza. – To nie wszystko. Patolog zrobił dokładne testy i okazało się, że Mullir był śmiertelnie chory. Został mu jakiś miesiąc życia. Po co zabijać kogoś, kto i tak zaraz umrze?

Hans rzucił kilka razy piłeczką w ścianę. W końcu odwrócił się z powrotem do zdziwionej partnerki. Jeszcze nie przywykła do jego metod ułatwiających koncentrację.

– Możliwe, że morderca nie wiedział o jego stanie zdrowia. Właściwszym pytaniem jest: Dlaczego ktoś przeznacza ostatnie dni na walkę wyborczą, skoro nie dożyje wyborów? Dostaliśmy dodatkowe elementy układanki, choć część z nich nie pasuje.

Kaja kiwnęła głową bez zrozumienia.

– Zgłodniałem – stwierdził Hans. – Idę coś przegryźć, przyłączysz się?

– Czemu nie – zgodziła się Kaja.

Kilka minut później byli przy najbliższej budce z kebabem. Hans zamówił łagodny, natomiast Kaja pikantny.

Świadome rozmyślanie o sprawie jest ważne, jednak Hans zawsze wolał dać najpierw szansę podświadomości, dlatego przy jedzeniu rozmowa z Kają nie miała nic wspólnego z zabójstwem Mullira. Udało mu się dwa razy rozbawić dziewczynę, za co nagrodziła go szczerym śmiechem. Uśmiechnięta Kaja wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Złośliwa myśl z tyłu głowy podpowiadała mu, że byłaby z nich dobrana para.

Wiedział jednak, że musi oprzeć się pokusie. Wydawało się, że partnerka jest nim szczerze zainteresowana, jednak nie mógł sobie pozwolić na taki romans. I to nie z obawy, że związek może się rozpaść, wręcz przeciwnie – bał się, że może przerodzić się w coś poważniejszego. Już jako dziecko przysiągł sobie, że nie powtórzy błędu ojca, który obciążony wszystkimi Grzechami Pierworodnymi związał się z białą kobietą.

Zawsze można liczyć na córkę, jednak, gdyby jego potomkiem był syn… Nie! Jego dziecko nie dozna cierpień, jakie on odczuł tylko dlatego, że ojciec nie liczył się z konsekwencjami – nic z tego. Kiedyś znajdzie sobie cudownie czarną żonę i będzie liczył, że dzieci odziedziczą po niej jak najwięcej pigmentu w skórze. Zawsze lepiej startować z premiowanej pozycji.

Przyjemna rozmowa zakończyła się po trzech czwartych kebabu. Hans uznał, że podświadomość miała wystarczającą ilość czasu na uporządkowanie informacji. Zakomunikował zmianę nastroju głośnym chrząknięciem.

– Wracając do sprawy. Masz jakąś teorię?

– Jeśli zabójca wiedziałby o chorobie, to nie mam pojęcia, po co zabijał Mullira – przyznała Kaja. – Zabójstwo z litości nie ma sensu. Jeśli bał się cierpień, mógł zgłosić się do jednej z klinik eutanazyjnych. Leki znalezione we krwi Mullira sugerują, że wiedział o swoim stanie. Mnie to w ogóle nie skleja się w całość.

– Jak na razie mnie też, poza jednym. Jego oświadczenie nabiera teraz sensu. Nie bał się więzienia ani utraty wyborców, bo wiedział, że nie dożyje procesu ani wyborów.

Kaja pokiwała głową, opuszczając wzrok. Gdy skończyła rozmyślać, podjęła inny wątek.

– Jeśli chodzi o radną, to albo wszyscy świadkowie kłamią i jej tam nie było, albo udało jej się jakoś wymknąć z zebrania sztabu.

– A potem przyjść do swojego kontrkandydata na kolację, musnąć ustami kieliszek, zabić go i szybko wrócić na przyjęcie.

– Faktycznie, gdyby tak ująć sprawę, to jest to dość nieprawdopodobne.

– Dopóki nie sprawdzimy, ile czasu zajmuje podróż ze sztabu do Mullira, nie możemy tego wykluczyć, chociaż czuję, że to ślepy trop. – Po ostrzejszych słowach, Hans przypomniał sobie o obowiązkach mentora. – Ale przeczucia przychodzą z czasem. Zawsze warto stawiać teorie, choćby po to, żeby je od razu wykluczyć.

– Jak w takim wypadku wytłumaczyć ślady ust radnej na kieliszku? – zastanawiała się głośno Kaja. – Technicy się pomylili?

Hans już miał odpowiedzieć, jednak jego uwagę przykuł telewizor w rogu sali.

– Przepraszam – odezwał się do wysokiego Araba, który ich obsługiwał. – Czy można prosić o pogłośnienie?

Kucharz kiwną głową na znak zgody.

– Znajduję się przed biurem radnej Klumer – mówiła Anna w telewizorze. – Według oświadczenia to właśnie tutaj miało dochodzić do molestowań i gwałtów. Młody asystent przerwał milczenie, ujawniając wstrząsające zdjęcia.

Na ekranie pojawiły się obrazy, ukazujące dwie postacie w miłosnym uniesieniu. Można było tak przynajmniej powiedzieć o radnej, która z zadowoleniem, za pomocą zabawki erotycznej wbijała się w pośladki ofiary. Twarz mężczyzny była zamazana, jednak Hans rozpoznał w nim Henryka, którego spotkał dzisiejszego popołudnia. Na kolejnych zdjęciach pokazano podrapane ciało ofiary – wyjaśniło się czemu w taki upał nosił sweter. Tłem jednego ze zdjęć były resztki kolacji na okrągłym stoliku – stąd wniosek, że radna spotykała się z chłopakiem także po godzinach.

– Informacja ta zbiegła się z zagadkową śmiercią burmistrza – komentowała dalej Anna. – Wszyscy zadają sobie teraz pytanie, czy te sprawy są ze sobą powiązane.

Na ekranie pojawiła się postać w cieniu, podpis na dole informował, że jest to wypowiedź ofiary.

– Męczeńska śmierć burmistrza nakłoniła mnie do ujawnienia prawdy. Był to bojownik wolności, którego głos został stłumiony, nim w pełni wybrzmiał. Dlatego inni powinni wyjść z ukrycia i zdemaskować obłudę tego świata. Wiem, że takich jak ja jest więcej. Proszę wszystkich, aby odważyli się sprzeciwić niesprawiedliwości. Aby walczyli o to, co słuszne.

– Miałeś rację z tym męczennikiem – odezwała się Kaja, gdy na ekranie pojawiły się reklamy.

Nagle wszystkie elementy układanki znalazły się we właściwym miejscu.

– Męczennik jest zdecydowanie użyteczny – stwierdził Hans, patrząc Kai w oczy. – Problem w tym, że to towar deficytowy, kto by chciał umrzeć, żeby sprawa na tym zyskała. Chyba że…

– Chyba że męczennik i tak miał umrzeć! – przerwała Hansowi partnerka.

Zdecydowanie będzie z niej kiedyś znakomity glina.

***

Hans obracał w ręce szklankę z trzydziestoletnią whisky, wręczoną mu przez prezesa LOM-u. W nocy słabo oświetlone biuro Ramita sprawiało wrażenie jeszcze bardziej nędznego niż za dnia.

– Wypuszczenie tych zdjęć było głupotą – stwierdził Hans z nutką goryczy. – Zniszczyłeś przyszłość chłopaka.

– To nie ja podjąłem decyzję – odpowiedział szybko Remit. – Henryk sam stwierdził, że mowa Ahmeda go poruszyła. I według mnie dobrze zrobił, prasa zniszczy morderczynię, która gardząc mężczyznami, sama dosztukowuje sobie sztucznego penisa.

Hans milczał chwilę, wpatrując się w brązową ciecz.

– Nie przemyślałeś tego – odezwał się w końcu. – Klumer ma mocne alibi. Gdybyś zabił Mullira kiedy indziej… Na przykład, gdy radna była sama w mieszkaniu, ewentualnie z Henrykiem, sprawa stałaby się znacznie prostsza.

– Nie wiem, o czym mówisz. – Remit wypił pozostałą zawartość szklanki, po czym ponownie ją napełnił.

– Nie udawaj głupszego niż jesteś. Męczennik jest idealną promocją, choroba Mullira spadła ci z nieba.

Podczas gdy Remit milczał, jego twarz nabierała kolorów.

– Nie przyszedłem tu jako policjant – uspokoił rozmówcę Hans. – Wiedziałeś, że się domyślę, tylko nie wiem dlaczego.

Remit wstał z fotela i podszedł powoli do okna, przez które mógł podziwiać odrapane budynki, oświetlone żółtym światłem lamp.

– Słyszałem o tobie. Najlepszy glina pracujący na wysokim stanowisku mimo wszystkich Grzechów Pierworodnych. – W głosie prezesa słychać było dumę. – Wśród naszych członków jesteś legendą. Co przeoczyłem?

– Choćby szklanki na ociekaczu, takich jakie trzymamy teraz w dłoniach, przeznaczone do picia whisky. Ahmed nie pił innych trunków, dlatego szampan nie pasował do całości. Tym bardziej, że Klumer miała doskonałe alibi. Skoro gramy w otwarte karty, może opowiesz co tam się stało?

Remit odwrócił się od okna, jednak nie usiadł.

– Dobrze…

***

Po wystąpieniu Ahmed zaczął wracać do domu, jednak musiał unikać reporterów, dlatego dotarłem tam szybciej. Kamery były wyłączone, bo przed debatą utrzymywaliśmy naszą znajomość w tajemnicy.

Nasz plan wszedł w ostatnią fazę, choroba Ahmeda postępowała w szybkim tempie. Aby wynagrodzić mu poświęcenie, na jakie się zdobył, przyrządziłem kolację. Oczywiście na stole nie pojawił się szampan, a whisky i dwie szklanki. Ahmed lubił przyglądać się płomieniom, gdy się zamyślał – stąd na stole znalazły się świece.

Pomyślałem: dla naszego wybawcy wszystko co najlepsze. Zapowiadał się radosny wieczór, do czasu pojawienia się Ahmeda.

Przyszedł cały roztrzęsiony, z trudem hamował łzy napływające mu do oczu. Mówił, że nie przemyślał tego dokładnie, że był egoistyczny, nie wziął pod uwagę konsekwencji jakie czekają jego znajomych. Pokazał SMSy od Kolsha, zaczął gadać o odkręcaniu tego całego bałaganu. Na nic zdały się moje przekonywania o zmianie świata, w którym całe udawanie kogoś innego nie będzie potrzebne.

Uprosiłem go, żeby przeszedł do jadalni. Chciałem przeczekać ten atak paniki, jednak Ahmed cały czas się nakręcał. Słowa żalu wymawiał z prędkością karabinu maszynowego. Trudno było za nim nadążyć.

Przerwał mu dopiero dzwonek telefonu, znów dzwonił Kolsh. Odwrócił się do mnie plecami, aby odebrać. Działając pod wpływem chwili chwyciłem stojący najbliżej świecznik i uderzyłem Ahmeda w tył głowy. Nie planowałem go zabić, chciałem jedynie uspokoić, liczyłem się z tym, ze może stracić przytomność. Widać choroba osłabiła jego kości i czaszka nie wytrzymała.

Gdy spojrzałem na ciało, wiedziałem, że nie przeżył uderzenia. Planowaliśmy podobny scenariusz wydarzeń, dlatego wytarłem odciski palców z przedmiotów, których dotykałem. Dużo wcześniej Henrykowi udało się dostarczyć nam kieliszek ze śladami Klumer. Ahmed przechowywał go wraz z szampanem w lodówce. Zamiana naczyń nie była trudna.

Gdyby nie histeria Ahmeda, dopilnowalibyśmy, aby Klumer nie miała alibi. Niestety, zmuszony byłem do improwizacji.

***

– A napis? – dopytywał Hans.

– Był już wcześniej w tym pokoju. Pierwotnie to tam miał zginąć.

Policjant skinął głową, lecz się nie odezwał.

– Nie rozumiesz, że Ahmed i tak miał przed sobą tygodnie, jeśli nie dni życia? Zgodził się na cały plan, system zostałby zdemaskowany, a nam podobni w końcu zaczęliby otwarcie mówić to, co myślą. Dziś przekonało to Henryka, kto wie, kogo przekona jutro. Chodzi o przyszłość tego państwa, a może nawet i świata. Ty osiągnąłeś coś w życiu mimo Grzechów Pierworodnych. Pomyśl o tych, którym się to nie udało. Byli uznani za gorszych tylko dlatego, że urodzili się z białą skórą i woleli spędzać życie z kobietą, a nie mężczyzną. Nie udawaj, że nie widzisz tej choroby.

Hans wciąż milczał. Oczywiście, że widział. Od najmłodszych lat wszyscy dawali mu do zrozumienia, że jest człowiekiem drugiej kategorii. Pamiętał lata szkolne, gdy w czasie większych uroczystości musiał wyznawać i przepraszać za dwa Grzechy Pierworodne – bycie mężczyzną i to białym. W liceum doszedł trzeci: heteroseksualizm. Gdyby nie był zdolny, skończyłby przy najprostszych pracach fizycznych za nędzne pieniądze – tak jak jego ojciec.

– Załóżmy, że widzę niesprawiedliwość tego świata – zaczął powoli Hans. – Czego ode mnie oczekujesz?

– Na początek zamknięcie Klumer za zabójstwo Ahmeda. Już przygotowałem odpowiedni grunt – teraz wystarczy puścić to wszystko w ruch. Na pewno da się jakoś przekonać opinię publiczną o zmowie jej świadków.

Hans badawczym wzrokiem wpatrywał się w Remita, który z coraz większą pasją opowiadał o swoich planach. Przewodniczący czuł, że znalazł wartościowego sprzymierzeńca.

– Ahmed jest męczennikiem, ale potrzeba nam lidera, człowieka który wygrał z systemem. Gdy sprawa przycichnie będziesz idealnym kandydatem. Wystarczy, że zadzwonisz do swoich ludzi i powiesz, że to z pewnością Klumer. Wierzę, że możemy jeszcze wszystko naprawić.

Hans skinął głową. Remit z pewnością wierzył we wszystko, co powiedział.

Policjant chwycił telefon. Długo przyglądał się ekranowi.

W końcu zadzwonił.

***

Zgodnie z tradycją, Hans siedział w „Bananie i brzoskwini”, czekając na Annę powoli sączył piwo. Jej spóźnienie specjalnie go nie dziwiło. Zapewne po głównym wydaniu wiadomości telefony do redakcji się urywały. Chcąc zabić czas, policjant wyciągnął swój telefon i jeszcze raz przeglądnął pojawiające się newsy.

Osoba odpowiedzialna za śmierć burmistrza prowadzona była ze swojego biura do radiowozu. Dźwięki policyjnych syren zdążyły zwabić kilku gapiów, przeklinających przyszłego skazańca.

Na następnym ujęciu było widać radną Klumer, która słowami oburzenia skomentowała spisek Mullira i Remita. Przy okazji zaproponowała zdelegalizowanie terrorystycznej organizacji, jaką w jej przekonaniu był LOM.

Sprawa zdjęć radnej nagle przycichła, a jeśli już ktoś poruszał sprawę to chwalono Klumer za walkę o tolerancję w każdej dziedzinie oraz o kreatywne radzenie sobie z brakami biologicznymi. Feministki wymieniały ją jako czołową bojowniczkę o wolność i odsuwanie od kraju zbrodniczego patriarchatu. Słupki poparcia gwałtownie rosły, komentatorzy wspominali co chwila o wygranej przed głosowaniem.

Za to olbrzymia fala krytyki spadła na Henryka, którego pogrążyły ujawnione zdjęcia. Podniosły się głosy o współudziale w spisku i chęci zniszczenia swojej przełożonej. W efekcie stracił posadę asystenta z wilczym biletem w pakiecie.

Rozmowa z Remitem dała Hansowi wiele do myślenia. Zastanawiał się, czy uległby charyzmatycznemu mówcy, gdyby rozmowie za pomocą podsłuchu nie przysłuchiwała się Kaja. W końcu przyszedł do prezesa LOMu, żeby zebrać mocne dowody, jak na przykład przyznanie się do winy. To zdecydowanie usprawni przewód sądowy. Mimo wszystko Hans musiał przyznać, że wymarzony świat Remita odpowiadałby również jemu.

Podsumowując, postąpił jak bardzo dobry glina i złapał mordercę. Powinien być z siebie zadowolony, jednak nie był. Nagłówki artykułów dodatkowo nie poprawiały samopoczucia. Wielkie litery głosiły:

 „Koniec LOMu?”, „Spiski białych samców?” „Morderstwo w imię chorej ideologii” – litania ciągnęła się w nieskończoność.

Hans przełknął kolejny łyk piwa. W ustach pozostał mu gorzki smak.

Koniec

Komentarze

No cóż, Natanie, przykro mi to pisać, ale opowiadanie nie przypadło mi do gustu.

Owszem, zaznaczasz, że stworzyłeś szczególny świat  i rzeczywiście – jest on tak osobliwy, że wydał mi się wręcz groteskowy, ale, niestety, nie zaciekawił.

Wątek kryminalny okazał się mało intrygujący i prowadzony w bardzo tradycyjny, niezbyt ciekawy, wręcz ospały sposób. Zakończenie sprawy niczym nie zaskoczyło.

Pomijając świat, o którym sam mówisz, że jego poprawność polityczna została podkręcona do maksimum, w opowiadaniu nie dostrzegłam fantastyki.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia, a fatalna interpunkcja sprawiła, że niektóre zdania, aby je zrozumieć, musiałam czytać dwu– albo i trzykrotnie.

Mam nadzieję, Natanie, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i lepiej napisane.

 

To za­nie­dba­nie nie pa­so­wa­ło do tak pe­dan­tycz­ne­go wła­ści­cie­la. – Właściciela czego?

Zaniedbania?

 

W końcu do­strzegł obiekt po­szu­ki­wań pod sofą. […] Hans za­ło­żył rę­ka­wicz­kę i wziął do ręki mo­sięż­ny kan­de­labr i przy­twier­dzo­ną do niego zła­ma­ną świecz­kę. – Kandelabr jest świecznikiem dużym i wieloramiennym. Nie wydaje mi się, by mógł zmieścić się pod sofą.

 

Kor­po-szczu­ry uśmie­cha­ją się na myśl o week­en­dzie… – Pisałabym: korposzczury, tak jak korpoludki czy korpomowa.

 

Spo­dzie­wał się jakiś krzy­ków i de­mon­stra­cji wła­dzy… – Spo­dzie­wał się jakichś krzy­ków i de­mon­stra­cji wła­dzy

 

Hans roz­po­czy­nał pracę w po­li­cji jak taj­niak. – A jak tajniak rozpoczyna pracę? Chyba że to literówka.

 

Po co się mę­czyć w pod­cho­dy?Po co się bawić w pod­cho­dy?

Choć rozumiem, że taka zabawa może być męcząca.

Nie można męczyć się w coś.

 

Ostat­nie słowa Anna wy­po­wie­dział jakby z za­sta­no­wie­niem. – Literówka.

 

Stu­dio te­le­wi­zyj­ne było przy­stro­jo­ne tak, jak wy­ma­ga­ła tego po­wa­ga de­ba­ty, mo­gą­cej za­wa­żyć o tym, kto za­sią­dzie w fo­te­lu bur­mi­strza. Dwóch kontr­kan­dy­da­tów stało przy pul­pi­tach przy­stro­jo­nych sym­bo­la­mi… –Raczej: …po­wa­ga de­ba­ty, mo­gą­cej zadecydować o tym… Lub: …po­wa­ga de­ba­ty, mo­gą­cej za­wa­żyć na tym

Powtórzenie.

 

Na pu­blicz­no­ści za­pa­dła cisza. Wśród pu­blicz­no­ści za­pa­dła cisza. Lub: Na widowni za­pa­dła cisza.

 

Mul­lir w tym mo­men­cie za­sto­so­wał efek­tyw­ną pauzę. – Chyba miało być:  Mul­lir w tym mo­men­cie za­sto­so­wał efektowną pauzę.

 

– Tam­ten pokój wy­da­je się in­te­re­su­ją­cy. – po­ka­za­ła pal­cem.– Tam­ten pokój wy­da­je się in­te­re­su­ją­cy. – Po­ka­za­ła pal­cem.

 

była jego part­ner­ką, ale w prak­ty­ce peł­ni­ła rolę jego uczen­ni­cy i przy­kryw­ki. – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

Słowa pre­ze­sa LOMu spo­wo­do­wa­ły… – Słowa pre­ze­sa LOM-u spo­wo­do­wa­ły

Ten błąd pojawia się wielokrotnie w całym opowiadaniu.

 

Bu­dy­nek wy­po­sa­żo­ny było w pło­tek… – Budynków chyba nie wyposaża się w płotki, budynki raczej ogradza się płotkami.

Literówka.

 

Pew­nym sie­bie kro­kiem wkro­czy­li na nie­ru­cho­mość… – Brzmi to fatalnie.

Co sprawia, że krok jest pewny siebie?

Proponuję: Pew­nym kro­kiem weszli na nie­ru­cho­mość

 

– Pań­stwo wy­ba­czą za ten ba­ła­gan… – – Pań­stwo wy­ba­czą ten ba­ła­gan… Lub: – Przepraszam pań­stwa za ten ba­ła­gan

 

Hans spoj­rzał na Kaje… – Literówka.

 

– Ro­zu­miem, że wy­zna­nie na de­ba­cie było dla pana za­sko­cze­niem? – za­py­tał Hans. – Moim zdaniem to nie pytanie, a raczej stwierdzenie.

 

My chce­my usta­lić kto zabił pań­skie­go… Wspól­ni­ka. – Dlaczego wspólnik jest napisany wielką literą?

 

wy­sła­łem do niego kilka ra­cjo­nal­nych SMSów… – …wy­sła­łem do niego kilka ra­cjo­nal­nych SMS-ów/ esemesów

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu chyba jeszcze dwukrotnie.

 

Na­stęp­nie jej miej­sce zajął wy­so­ki arab.Na­stęp­nie jej miej­sce zajął wy­so­ki Arab.

Bo chyba nie chodzi o wysokiego konia.

 

więk­szość gry­zi­piór­ków niw wy­ka­zy­wa­ła więk­szych emo­cji. – Literówka.

 

bez ro­bie­nia kło­po­tów. Hol wie­żow­ca robił wra­że­nie… – Nie brzmi to zbyt dobrze.

 

rów­nie do­brze se­kre­tarz mógł ubrać ko­szul­kę… – W co miałby ubrać koszulkę???

Ubranie, w tym koszulkę, można włożyć, założyć, przywdziać, ubrać się w nią, odziać się, wystroić, ale nigdy, przenigdy, nie można ubierać ubrań!

Za ubieranie ubrań grozi sroga kara – trzy godziny klęczenia na grochu w kącie, z twarzą zwróconą do ściany i rękami w górze!

 

Dzwo­nek do drzwi nie dzia­łał, dla­te­go Hans ener­gicz­nie za­pu­kał. Pręd­ko w drzwiach po­ja­wi­ła się… – Powtórzenie.

 

Chce­my zadać kilka pytań w związ­ku z jego oświad­cze­niem wczo­raj­sze­go wie­czo­ru. – Jak można oświadczyć wieczór?

Może: Chce­my zadać kilka pytań, w związ­ku z jego wczorajszym oświad­cze­niem.

 

To była stra­ta przy­ja­cie­la i świet­ne­go po­li­tycz­ne­go przy­wód­cy. – Chyba: To jest stra­ta przy­ja­cie­la i świet­ne­go po­li­tycz­ne­go przy­wód­cy.

 

jego myśli krą­ży­ły wokół ostat­nie­go zda­nia, jakie usły­szał od Re­mi­ta.jego myśli krą­ży­ły wokół ostat­nie­go zda­nia, które usły­szał od Re­mi­ta.

 

Od­cisk ust z kie­lisz­ka na­le­żą do Klu­mer… – Literówka.

 

Kilka minut póź­niej byli przy naj­bliż­szej budce z ke­ba­bem. Hans za­mó­wił ła­god­ne­go, na­to­miast Kaja pi­kant­ne­go. – Ponieważ oboje zamówili kebab, winno być: Hans za­mó­wił ła­god­ny, na­to­miast Kaja pi­kant­ny.

 

Mi to w ogóle nie skle­ja się w ca­łość.Mnie to w ogóle nie skle­ja się w ca­łość.

 

– Jak na razie mi też, poza jed­nym.– Jak na razie mnie też, poza jed­nym.

 

Hans już miał od­po­wie­dzieć, jed­nak od­kła­da­jąc pusty ta­lerz na ladę, jego uwagę przy­kuł te­le­wi­zor w rogu sali. – Też byłabym zdumiona, gdybym zobaczyła jak telewizor odkłada na ladę pusty talerz. ;-)

 

ode­zwał się do wy­so­kie­go araba, który ich ob­słu­gi­wał. – …ode­zwał się do wy­so­kie­go Araba, który ich ob­słu­gi­wał.

 

Młody asy­stent prze­rwał mil­cze­nie, po­ka­zu­jąc wstrzą­sa­ją­ce zdję­cia.

Na ekra­nie po­ja­wi­ły się ob­ra­zy, uka­zu­ją­ce dwie po­sta­cie… – Powtórzenie.

 

gdy na te­le­wi­zo­rze po­ja­wi­ły się re­kla­my. – …gdy na ekranie po­ja­wi­ły się re­kla­my. Lub: …gdy w te­le­wi­zo­rze po­ja­wi­ły się re­kla­my.

 

cho­ro­ba Mul­li­ra spa­dłą ci z nieba. – Literówka.

 

pod­szedł po­wo­li do okna, przez które mógł po­dzi­wiać po­dra­pa­ne bu­dyn­ki… – Kto podrapał budynki? ;-)

Pewnie miało być: …po­dzi­wiać o­dra­pa­ne bu­dyn­ki

 

bu­dyn­ki, oświe­tlo­ne przez żółte świa­tło lamp. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Już po­sta­wi­łem od­po­wied­ni grunt – teraz wy­star­czy pu­ścić to wszyst­ko w ruch. – Ponieważ gruntu się nie stawia, proponuję: Już przygotowałem od­po­wied­ni grunt

 

Po­li­cjant chwy­cił za te­le­fon.Po­li­cjant chwy­cił te­le­fon.

 

nie zja­wi­ła się na czas. Za­pew­ne po głów­nym wy­da­niu wia­do­mo­ści te­le­fo­ny do re­dak­cji się ury­wa­ły. Chcąc zabić czas… – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jest źle, ale szału też nie ma.

Pomysł na świat nie jest nowy – czytałam całą książkę o czymś podobnym.

Śledztwo idzie w miarę prosto i szybko. Są jakieś fałszywe tropy, kilku podejrzanych, ale tak bez przesady. Trochę niepewności pojawia się dopiero w końcówce – to jest dobrze rozegrane.

Detektywom jakoś tak słabo zależy na rozwiązaniu zagadki. Znaczy, niby potępiam morderstwa i dobrze za każdym razem łapać sprawcę, ale tutaj nie było żadnej presji. Gdyby rozstrzygnęli kwestię tydzień później, nic by się nie stało.

Jak na tekst do druku, to słabe wykonanie. Interpunkcja i literówki to jedna sprawa, ale ubieranie ubrań i mieszanie podmiotów w zdaniach z imiesłowem to już szkolne błędy.

Z drugiej strony było to ciało burmistrza, co mocno komplikowało sprawę. Głównie za sprawą dzikiego tłumu

A z pierwszej czyje? ;-) Brzydkie powtórzenie.

Wychodząc z budynku, Hansa znów nawiedziła myśl o zakupie okularów przeciwsłonecznych.

W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to myśl wychodziła z budynku. Podobnie masz później z telewizorem.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za przeczytanie tylu znaków i opinię.

Reg strasznie przepraszam – 4 osoby patrzyły na ten tekst, a mimo to liczba moich błędów pozostała liczna. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się napisać coś długiego z najwyżej kilkoma. W najbliższym czasie zastosuję Twoje poprawki.

Finkla – już słyszałem o moich problemach z imiesłowami, muszę zgłębić temat.  Cieszę się, że chociaż w końcówce coś dobrze się rozegrało. Widać jeśli chodzi o kryminały przydadzą się rady nowego felietonisty w NF, czekam z niecierpliwością.

Co do świata to trochę mnie tym zasmuciłaś, bo wydawało mi się, że akurat miejsce akcji dość dobrze wymyśliłem. W każdym razie jak tylko odrobię się z pracą planuję napisać coś w tym świecie, jednak z bardziej angażującą fabułą.

P.S. Pamiętasz może tytuł tej książki? Chętnie przeczytam :P

Wydaje mi się, że to było “Requiem dla Europy”. I podobnie – źle było być mężczyzną i katolikiem. Hetero też chyba nie było w modzie, ale tego już nie pamiętam. U Ciebie nowe jest to, że nazwałeś przywary grzechami pierworodnymi. Bardzo dobrze dobrane określenie.

Aha, i jeszcze chciałam napisać, że istnieje takie mądrze brzmiące określenie jak “odcisk czerwieni wargowej”.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że uwagi okazały się przydatne. :)

 

…4 osoby patrzyły na ten tekst, a mimo to liczba moich błędów pozostała liczna.

Natanie, jeśli mogę zasugerować – może w przyszłości, zamiast angażować cztery osoby do patrzenia na tekst, poproś choć dwie, aby go przeczytały. Czytając, łatwiej dostrzec usterki. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla – z pewnością przeczytam, widziałem recenzję i faktycznie jest tu dużo podobieństw, oczywiście całkowicie przypadkowych.

Co do odcisku to słyszałem, jednak pomyślałem, że nawet policjanci w rozmowie tak nie rozmawiają, a określenie takie trafia jedynie do dokumentów.

Z nazwy “grzechy pierworodne” jestem dumny :D

reg – faktycznie, następnym razem poproszę o przeczytanie :P

Całkiem przypadkowe raczej nie są – żyjecie z Autorem we wspólnym świecie, podobnie oceniacie tendencje, podobne rzeczy Wam się nie podobają. Tylko Ty masz pecha, bo tamten zdążył pierwszy. ;-)

Czerwień wargowa – ja usłyszałam to od znajomej prokuratorki. W normalnej rozmowie. A może podpytywałam o jakieś technikalia do tekstu, nie pamiętam. Ale policjantom też chyba może się termin wymsknąć. ;-)

Babska logika rządzi!

Generalnie mógł to być całkiem ciekawy kryminał, bo końcówka spodobała mi się, jeśli chodzi o polityczny plan. Natomiast tekst jest bardzo długi i rozwadnia to niepotrzebnie całą zagadkę. Moim zdaniem mógł się obyć bez co najmniej 1/3 tekstu, choćby bez tego pierwszego przedstawienia Hansa jako tajniaka.

Sama wizja świata włączyła mój polityczny cynizm, który za nic w świecie nie chciał do końca odpuścić. Jest to bardzo powierzchowna wizja, rodem z typowych koszmarów przeciwników politycznej poprawności. I dlatego jest mało pociągająca, bo niemal ograna dla mnie do maksimum. Dużo lepiej by wyszło, gdybyś może wybrał jeden element z całości i to na nim się skupił, np. rozważając kwestię parytetów. Wyeksponował wady i zalety, podał pełnoprawny postulat i potem skontrował dobrymi kontrargumentami. A tak miałem wrażenie, że jeździsz tylko po powierzchni, zamiast wejść w głębie świata.

Podsumowując: nawet ciekawie rozwiązana zagadka kryminalna, rozwodniona jednak w tekście i doprawiona ogranym motywem. Niestety fajerwerków nie zaobserwowałem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan – dziękuję, że zechciałeś poświęcić czas na mój przydługi tekst. Osobiści uważam, że to wina dialogów, których jest za dużo względem reszty tekstu i tak jak zauważyła Finkla – nie ma tu emocji dlaczego bohaterowie mają się spieszyć. Na przyszłość trzeba jednak zrezygnować z ogranego motywu policjanta/detektywa ze sprawą, a wymyślić lepszą motywację dla bohaterów.

Cieszę się, że końcówka Ci się spodobała, gdyż w sumie to od świata i od rozwiązania zagadki wyszedłem.

Każda opinia jest dla mnie na wagę złota, gdyż planuję opowiadanie w tym samym świecie, ale z lepszą intrygą, która nie będzie niepotrzebnie naciągać znaków.

Motyw detektywa nie jest zły. Tylko dobrze dołożyć mu jakąś presję. Nieźle się sprawdzają seryjni mordercy – czy policja zdąży złapać gada, zanim zamęczy kolejną ofiarę? Albo wybory – podejrzewamy kandydata na stołek, a za dwa tygodnie lud idzie do urn – czy psychopata zostanie prezydentem? Albo banalny zabieg – za tydzień przyjedzie jakieś FBI i zabierze sprawę. Albo jeszcze jakiś inny wyścig z czasem. Przypatrz się, jak skonstruowano bestsellerowe kryminały. :-)

Babska logika rządzi!

Planuję wybuch na początku i poszukiwanie zamachowca przed kolejnym atakiem, który zapowiedział. Teraz wymyślam wiarygodnych bohaterów :P

Drogi Natanie, dostanie ci się bardziej, niż pewnie na to zasługujesz, ale czytam właśnie drugie opowiadanie pod rząd z dziwnymi lub wręcz drewnianymi sformułowaniami. Z tego powodu odpuściłem dalsze czytanie już po kilku akapitach. Poniżej dam ci trochę do pieca, ale nie odbieraj tego personalnie:

Już pierwsze dwa zdania mnie zirytowały, jeszcze dobrze się nie rozsiadłem, a ty już z pełnym melodramatem “głowa burzy obraz, śnieżnobiały (dziewiczy pewnie wręcz) dywan nasiąkł (został zbrukany!) krwistą czerwienią. Ale mówię sobie “dobra, dam mu szansę”. Jednak ty dalej jedziesz w ten sposób:

Głównie za sprawą dzikiego tłumu pragnącego krwi, który eufemistycznie nazywano opinią publiczną.

To jest kryminał, czy poezja zabójcza?

I dalej, te potrawy dumnie się prezentujące i symetria stołu i świeca bynajmniej nie na środku, a do tego ten ciągle kucający Hans! Normalnie nie dałem rady, przepraszam.

 

Błędy poprawione.

Darcon – oczywiście nie obrażam się, jednak osobiście wolę opowiadania, które mają ciekawsze opisy niż spis inwentarza. Rozumiem Twoje podejście, zobaczę jak wyjedzie mi następne opowiadanie. Być może przypadnie Ci do gustu.

P.S. Sama aluzja do dziewictw dywanu nie przeszła mi przez myśl. Zdolny z Ciebie interpretator!

Z dywanem świadomie trochę przejaskrawiłem, ale powiem, o co mi chodzi. Białego dywanu użyłeś świadomie ;) na brązowym dywanie, czy brudnej podłodze ta czerwona plama nie byłaby tak “krwista”. To taki zabieg trochę ze scenariusza filmowego, oczywiście, że czerwona krew na białym dywanie bije po oczach i daje na głowę :) Nie znaczy, że nie wolno tak zestawiać sytuacji, ale… Gdybyś tak zrobił całe pomieszczenie sterylne, ascetyczne, białe w opisie na początku, dodał do tego jeszcze jakąś przyczynę bieli i wtedy krew na dywanie, to by było coś, a tak wyszło trochę tanim chwytem.

To sam tyczy się zacytowanego przeze mnie zdania. Owszem, można i powinno się stosować upiększające słowne zabiegi także w kryminałach, ale lepiej jak są one bardziej wysublimowane. Mógłbyś tak napisać o tłumie, gdyby na przykład bohater uciekał, gonił lub przepychał się przez tłum w metrze. Gdy ten tłum wyraźnie mu przeszkadza i jest “nieczuły, nieludzki(!), bezkształtną masą, bezmyślnym motłochem”, wtedy pasuje podbić słownie trudną sytuację, frustrację, jednocześnie dodając bohaterowi inteligencji i refleksji ;) Bo to przecież byłyby jego przemyślenia ;) A takie upiększone zdania, gdzieś w środku tekstu, jakoś średnio mi pasują.

Mam nadzieję, że trochę rozwinąłem, co miałem w pierwszym komentarzu na myśli.

Tak, rozwinąłeś i rozumiem o co Ci chodzi. Co ciekawe – w pierwszej wersji tekstu miałem opis pomieszczenia modernistycznego, w którym królują czerń i biel, jednak opis okazał się męczący dla wszystkich czytelników, dlatego zmieniłem nieco początek.

Wezmę sobie Twoje rady do serca i postaram się, aby przyszłe opowiadanie przypadło Ci (oraz wszystkim innym czytelnikom) do gustu.

Czy to ten tekst, o którym wspominałeś na krakowskim piwie?

Za wykonanie już Ci się dostało, nie można uderzać do pisma, w którym wszyscy chcielibyśmy publikować (no dobra, prawie wszyscy) z tekstem tak pełnym prostych błędów. Momentami łamie Ci się styl, wrzucasz niezgrabnie dobrane słowa, nie pilnujesz rytmu i brzmienia zdań. Ale to wszystko jest do wypracowania kolejnymi opowiadaniami. Na razie radziłbym zaprosić do bety jakiegoś interpunkcyjnego upierdliwca.

Broniłbym natomiast fabuły. Zagadka kryminalna poprowadzona klasycznie, rozwiązanie niespecjalnie oryginalne, schemat śledztwa typowy, postaci stereotypowe – ale to dobrze! Wydaje mi się, że to niezły pomysł osadzić archetypiczną historię w nowych dekoracjach. Taki zabieg pozwala elegancko przedstawić pomysł na świat, z jednej strony nie przesłaniając go fabułą, z drugiej zręcznie pozwalając na uniknięcie infodumpów. Ale z tym swiatem mam największy problem. Bo: nie lubię literatury będącej publicystyką polityczną, ale nie lubię też głupoty poprawności politycznej. Więc w sumie kupuję pomysł choć zgadzam się z NoWhereManem, że przeholowałeś. Doprowadziłeś system do przesady, powodując, że stał się on po prostu śmieszny a nie przerażający czy niepokojący. Przy okazji w kilku miejscach zaplątałeś się logicznie (to można zrobić karierę jako biały mężczyzna, czy nie, wolno ingerować w swoje ciało czy też nie itd.). Mniej groteskowo byłoby naprawdę bardziej groźnie.

Nie mam natomiast wątpliwości, że po wprowadzeniu poprawek Reg, do biblioteki się mieści.

Tak, to to opowiadanie.

Przyznaję wszystkim rację, że muszę popracować mocno nad formą opowiadań, dzięki temu portalowi naprawdę wiem co nie gra. Okazuje się, że pokazanie tekstu znajomym, nawet najbardziej surowym nie daje podobnego efektu.

Co do przeholowania – to faktycznie może motyw islamski był śladowy i mógłby być spokojnie wycięty. Jednak logiki będę bronił – można ingerować w swoje ciało, jednak w sposób trwały, jak na przykład operacja plastyczna, jednak nie można tylko udawać takiej ingerencji – np. gdyby prezes z początku opowiadania przeszedł operacje odwrotną do tej Michaela Jacksona, a nie malował się każdego dnia/tygodnia to wszystko byłoby ok.

Odnośnie grozy – to w sumie nie chciałem jej pokazywać. Bardziej zależało mi na pokazaniu quasi-dystopii, w której ludzie nie chcą jej obalać, ale przyzwyczaili się do życia w niej. (Zapewne jak uda mi się pociągnąć opowieść w tym świecie, to jednak ktoś będzie próbował obalać system, ale to gdybanie.)

Bardzo dziękuję z komentarz i za punkcik do biblioteki. To mój pierwszy za niekonkursowe opowiadanie.

Nie da Ci ojciec, nie da Ci matka tego, co może dać Ci fantastyka.pl. ;-)

Babska logika rządzi!

Świat jest nieprzekonujący. Feminizm oraz homoseksualizm i Islam nie idą w parze i choćby nie wiem jak niektórzy ludzie o pewnych poglądach starali przekonać się nas, że jest inaczej, to po prostu taki świat, jak Twój nie ma szans na egzystencję. Co do reszty – niestety, nie wygląda już na aż tak nieprawdopodobną :)

Jednakże opowiadanie jest dość prostą historią, w której wykreowany świat co prawda odgrywa główną rolę, ale tę główną rolę w tej opowieści mogłoby zagrać byle co. To znaczy: fabuła jest zbyt prosta, i pomimo 52 tysięcy znaków miałem wrażenie, jakby była tylko pretekstem do przedstawienia wizji świata, która z kolei również nie jest przesadnie oryginalna.

Podsumowując: nie czytało się źle, ale nie powiedziałbym, że jestem zadowolony po lekturze :)

Fakt, że zacząłem od wymyślenia świata, a fabułę zrobiłem po to, aby pokazać jak najwięcej. Zgadzam się, że historia jest za prosta, obiecuję następnym razem bardziej pokombinować, choć ze świata nie zrezygnuję – ewentualnie trochę go zmodyfikuję.

Dziękuję, że zechciałeś poświęcić czas na przeczytanie mojego dzieła.

Przedpiścy mają rację, że świat jest przerysowany i przez to mniej wiarygodny.

Podoba mi się natomiast, w jaki sposób establishment uodparnia się na dowody uderzające w dominującą ideologię. Każde wydarzenie jest opisywane z takiej perspektywy, by służyła obowiązującej narracji.

W opowiadaniu brakło mi językowych falbanek i arabesek. Napisane dość sucho.

A, właśnie: “zmiana koloru” prezesa narusza realistyczną konwencję tekstu. Negroidalna czaszka wygląda inaczej, niż europejska, niezależnie od koloru skóry. W humoresce nie zwróciłbym na to uwagi, ale w kryminalnym sztafażu ten zwrot akcji zbił mnie z tropu.

Sam zgadzam się, że fabuła nie porywa i pracuję nad czymś bardziej zajmującym, choć z takim samym światem przedstawionym.

 

Co do koloru skóry, to w sumie nie ja to wymyśliłem, a życie. Pewna kobieta w USA przez lata udawała czarną, dostała stypendium na czarnym uniwersytecie i wybuchła afera, jak okazało się, że jest biała. Tu link:

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/latami-udawala-afroamerykanke-uwazam-sie-za-osobe-czarna,552106.html

Najwyraźniej nikt nie badał jej czaszki :P

Chyba zostało kilka usterek po poprawkach: 

Po trzecią próbie i głośnym przedstawieniu się funkcjonariuszy, w końcu dało się słyszeć kroki zmierzające do drzwi.

Odcisk ust z kieliszka należom do Klumer…

Właściwszym pytaniem jest: Dlaczego ktoś przeznacza ostatnie dni na walkę wyborczą, skoro nie dożyje wyborów?

Po co tu duża litera?

Już jako dziecko przysiągł sobie, że nie powtórzy błędu ojca, który obciążany wszystkimi Grzechami Pierworodnymi związał się z białą kobietą.

Obciążany? 

– Jeśli zabójca wiedziałby o chorobie, to nie mam pojęcia[+,] po co zabijał Mullira

Dziś przekonało to Henryka, kto wie[+,] kogo przekona jutro.

Zastanawiał się[+,] czy uległby charyzmatycznemu mówcy,

Mnie tam się podobało :)

Takie trochę odwrócenie sytuacji.

Mnie odpowiada takie poprowadzenie fabuły – gdyby rozwiązanie zagadki morderstwa było bardziej skomplikowane (miało więcej wątków), pewnie bym się pogubiła ;) A tak rach ciach sprawa załatwiona, wiadomo, kto kogo zabił i dlaczego, a przy okazji ładnie przedstawiłeś swój świat.

No i czytało mi się bardzo dobrze :)

 

Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale nie spodziewałem się, że jeszcze ktoś tu zaglądnie. Cieszę się, że się podobało – usterki zaraz poprawię.

Nowa Fantastyka