- Opowiadanie: śniąca - Będę cieszyć się życiem

Będę cieszyć się życiem

Moje najbardziej s-f opowiadanie. Wkroczyłam na nieznane wcześniej wody, więc miejcie to na względzie bijąc ;)

 

No tak, miałam jeszcze dodać, że to obiecane, nadprogramowe opowiadanie na konkurs Obcy Język Polski. Hasła nie podaję – jest wyjaśnione w tekście.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Będę cieszyć się życiem

Przez ciało przebiegł przyjemnie mrowiący impuls. Jeden z palców drgnął. Po chwili wszystkie dziesięć rozprostowało się i zgięło. Sekunda lub dwie bezruchu i palce po kolei przebierały w powietrzu, jakby pianista grał na niewidzialnej klawiaturze.

Błysnęło światełko. Początkowo niewyraźne plamy zaczęły przybierać realniejsze kształty. Obraz się wyostrzył.

Najpierw zobaczył białą ścianę. Prawie całą widoczną powierzchnię pokrywały dziwne schematy, pokreślone kolorowymi markerami. Przesunął samo spojrzenie, bez zbędnych ruchów. W zasięgu wzroku były tylko stoły i szafki, zastawione papierami i urządzeniami, zawalone kablami i płytkami z układami scalonymi. I ani żywej duszy. Cisza, pustka. Zostawili go samego, nikt nie przypilnował momentu przebudzenia. Przez krótką chwilę zastanawiał się, czy powinien się z tego powodu obruszyć. Uznał, że jednak nie jest to istotne i szkoda tracić czas i energię na takie rozważania.

Uniósł dłonie tak, by móc na nie spojrzeć bez poruszania głową. Tytanowe palce lśniły w blasku lamp sufitowych. A każdy zakończony czarną opuszką z silikonu. Zetknął kciuk z palcem wskazującym prawej dłoni. Podobała mu się myśl o aksamitnym dotyku, którego nie czuł. Jednak wyobraził sobie, że czuje.

Stwierdził, że pora wstać.

Podparł się na rękach i dźwignął obły korpus. Ciężka głowa zakiwała się na dziwnie wiotkiej szyi i opadła bezwładnie, stukając w metalowy tors. Spojrzenie padło na pusty blat stołu, na którym się znajdował. Tam powinny być jego nogi. Ale ich nie było…

Świat zawirował, przed oczami zatańczyły czerwone plamy.

Upadł z hukiem, świat ogarnęła ciemność.

 

***

Kolejne przebudzenie było szybsze. Tym razem znajdował się w pozycji pionowej. Stał całą dolną powierzchnią tułowia na tym samym metalowym stole, co poprzednio. I nadal nie miał nóg.

Spojrzał na znajdującą się na przeciwległej ścianie czarną tablicę, pokrytą wykonanymi kredą szkicami. Pomiędzy poszczególnymi obrazkami, ustawionymi w jednej linii, spostrzegł znaczki plusa. Pod koniec szeregu znajdował się znak równości, a za nim rysunek dziwacznej maszynerii ze śmigłami. Całość wyglądała jak rozwleczony rebus.

Obrócił głowę. W szybie zobaczył swoje odbicie. Wyglądało znajomo.

Zawahał się na moment i jeszcze raz zerknął na tablicę. Jego odbicie wyglądało mniej więcej jak rozwiązanie rebusu. Ponownie odwrócił się w stronę okna. Z zadziwieniem wpatrując się w nieostry obraz, uniósł ręce ponad głowę. Pomacał gładkie śmigła.

Po co mi nogi? – pomyślał. – Nie muszę chodzić, skoro mogę latać! Tylko… tylko jak to uruchomić?

Chwilę mu zajęło, nim zorientował się jak działają śmigła. Pierwszy wzlot, zaledwie kilka centymetrów nad stołem, zakończył się krótkotrwałą euforią i gruchnięciem z łoskotem o blat. Druga próba wyszła znacznie lepiej. Początkowo chwiejny lot wyrównał się po pierwszym okrążeniu pomieszczenia. Każdy kolejny przelot był pewniejszy, szybszy. Zaczęło mu brakować przestrzeni. Pozamykane okna i drzwi stanowiły przeszkodę nie do pokonania bez ich zniszczenia.

W pewnym momencie szczęście się do niego uśmiechnęło. Piknął elektroniczny zamek i droga na jasno oświetlony, szeroki korytarz stanęła otworem.

Przeleciał ponad głowami zdziwionych mężczyzn, którzy najpierw skulili się przed niespodziewanym atakiem, a potem ruszyli w pogoń za uciekinierem.

 

Połowa pracowników instytutu biegała, machając rękami za latającym korytarzami urządzeniem.

– Dajcie jakąś siatkę!

– Lepiej płachtę niech ktoś rozwiesi!

– Gdzie poleciał?

– Tu! Nie, skręcił w stronę wysokich energii!

Rwetes wywabił z pracowni jednego z praktykantów, który w wolnych chwilach (dzięki roztargnieniu opiekuna praktyk miał ich całkiem sporo) wtykał ciekawski nos w każdy zakątek i bez przerwy coś majstrował. Tym razem siedział od rana nad wykańczaniem podręcznego miotacza słabych IEM. Bał się za bardzo zwiększać moc, bo już kiedyś w podobny sposób narozrabiał i wolał po raz drugi przez to nie przechodzić.

 Młodziak trzymał więc w dłoni urządzenie, gdy otworzył drzwi i ujrzał lecącą na niego z głośnym furkotem machinę. Nie zastanawiając się, odruchowo wyciągnął uzbrojoną rękę i wcisnął spust. Wirnik obrócił się jeszcze z raz czy dwa z rozpędu i unieruchomiony obiekt wylądował z hukiem na posadzce.

 

***

Brodacz pochylał się nad maszyną, grzebiąc w jej elektronicznych wnętrznościach. Jeden z pomocników zaglądał do pudeł, szukając nowych śmigieł. Poprzednie połamały się przy wypadku. Dwaj pozostali spoglądali z zaciekawieniem na szefa zespołu.

Ten wyprostował się, w palcach trzymał niewielki układ scalony. Chwilę przyglądał mu się przez wielkie szkło lupy.

– Który debil instalował czip? – spytał z pozoru spokojnie.

Wszyscy trzej pomocnicy zbledli. Tego zimnego tonu należało bać się bardziej niż wrzasków.

– Ja… – wyszeptał przez ściśnięte gardło najmłodszy członek zespołu, pochylając głowę i unikając spojrzenia szefa.

– Skąd go wziąłeś?

– Od Adriana z kontrolingu. Programiści twierdzili, że wszystkie czipy muszą przejść przez ich kontrolę przed zainstalowaniem.

Szef zabębnił palcami po stole i westchnął ciężko.

– No dobrze, już ja sobie z nimi pogadam. Chociaż nie, niech się jeszcze pomęczą w AI z pozbawioną inteligencji recepcjonistką,  czy nad czym tam pracują. Poczekamy, aż oni się zorientują i zrobią porządek w kontrolingu. Może wtedy Adrian nauczy się trzymać prawidłowych oznaczeń modułów, które dostaje.

Schował element do przezroczystego pudełka, na którym nabazgrał markerem kilka liter. Spojrzał na stojących bez ruchu i tchu pracowników.

– No, co jest? Do roboty! Biedak sam się nie naprawi.

Pomocnicy rozluźnili się. Wyglądało na to, że tym razem burza przejdzie obok i nie porazi żadnego z nich.

 

***

Unosił się ponad peletonem, bucząc ledwo dosłyszalnie. Nie miał świadomości otaczającego świata, tylko jasno określony, zapisany w cyfrowej pamięci cel. Jego sensory bez problemu odnajdywały w zwartej grupie rowerzystów Właściciela i monitorowały stan organizmu. Wszystkie pozwalające na identyfikację dane zostały zarejestrowane przy pierwszym uruchomieniu.

Błękitne niebo, upstrzone kilkoma obłokami… Trel ptaków, dochodzący z oddali, bo bały się bliżej podlecieć…

Nawodnienie organizmu zbliżało się do poziomu oznaczonego w systemie jako wymagający interwencji. Zniżył więc pułap i utrzymywał się tuż ponad prawym ramieniem Właściciela. Uruchomił procedurę. Mechaniczna dłoń sięgnęła do korka i wyciągnęła z korpusu stalowy, pokryty miękkim i miłym w dotyku silikonem przewód. Końcówka rurki precyzyjnie trafiła do ust cyklisty. Ten, gdy poczuł dotyk, rozchylił wargi i objął nimi ustnik. Czujnik przesłał informację, że Właściciel jest podłączony. Z pełnego korpusu popłynęła wzbogacona odpowiednią, przygotowaną na bieżąco mieszanką mikroskładników woda.

Po skroniach spływa im pot, widzę każdą kroplę. Mięśnie pracują. Moje… przeguby też pracują, czuję… Moje… Ja…

Zawisł w miejscu. Kolarze, w tym Właściciel, wciąż jechali dalej. Szarpnięcie poczuli obaj. Wyrwana gwałtownie rurka uderzyła boleśnie w policzek, a woda zalała koszulkę na ramieniu, po którym przesunął się przewód. Zaskoczony zawodnik z trudem utrzymał równowagę i pozycję w peletonie.

System krzyczał komunikatem o błędzie, woda lała się na innych kolarzy. Palce zaciskały się w pięść i rozprostowywały. Korpus wpadł w wibracje od sprzecznych poleceń oszalałego systemu.

To tylko bidon, jego jedynym celem jest pilnowanie swego cyklisty i dbanie, by był dobrze nawodniony. Nie potrzebuje do tego inteligencji i samoświadomości. Musimy mu wstawić właściwy czip”. Pamiętał te okrutne słowa. Nie powinien, bo przecież cały układ wraz z pamięcią od AI został wymieniony. Ale pamiętał! I czuł! Podmuchy wiatru w trakcie lotu, chlupoczącą zawartość korpusu. Wolność. Złość. Radość.

W ciągu sekundy zawieszenia, przez system przewinęło się tysiące impulsów, niosących przeróżne informacje. Jednocześnie ultraszybki procesor dokonał analizy i znalazł optymalne rozwiązanie.

Woda przestała lać się na pustą drogę, przewód wrócił na swoje miejsce w korpusie. Sprawna maszyna ponowne wzniosła się o kilka metrów, uruchomione na nowo skanery odszukały oddalającego się Właściciela. Prędkość została zwiększona.

Technicy odetchnęli z ulgą, że nie musieli interweniować osobiście. Dla całego zespołu ten pierwszy lot prototypu w prawdziwym wyścigu, gdzie każdy gram wagi roweru i osprzętu miał znaczenie, był bardzo ważny. Cały świat patrzył i lepiej, żeby widział, że ich urządzenie działa. Może z minimalnym potknięciem, ale działa.  

Wyczuł, że ekipa została z tyłu. I on odetchnął z ulgą. Będzie wypełniał przypisane zadanie bez protestów. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by robił to świadomie i z własnej woli. I przy okazji cieszył się… życiem.

Koniec

Komentarze

Przeczytałem z zainteresowaniem. Największy plus to pomysł na “bohatera”. Nie spodziewałem się takiego rozwiązania. 

Zgrzyta mi początek. 

 

Drgnął jeden z palców. Po chwili rozprostowały i zgięły się wszystkie dziesięć. Sekunda lub dwie bezruchu i palce po kolei przebierały w powietrzu, jakby pianista grał na niewidzialnej klawiaturze.

Wiem, o co chodzi, ale tak niezręcznie zapisane. Zmieniłbym szyk na “Jeden z palców drgnął”, ale najbardziej przeszkadza mi “i zgięły się wszystkie dziesięć” – pomyśl, czy tego nie dopracować :)

funthesystem, dzięki za wizytę i komentarz. Poprzestawiany szyk, to moja zmora i czasem nie wszystko wyłapię i poprawię. Zaraz to skoryguję.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A każdy zakończony czarnym opuszkiem z silikonu. – wiem, że trudno w to uwierzyć, ale powinno być “opuszką” 

A ja się rozczarowałam trochę końcówką, ale to tylko takie moje widzimisię. Miałam nadzieję, że ten “dron”, będąc świadomym, po prostu urwie się konstruktorom i zacznie wieść cudowne, niezależne życie. 

Fajny tekścik.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Miałam nadzieję, że ten “dron”, będąc świadomym, po prostu urwie się konstruktorom i zacznie wieść cudowne, niezależne życie. 

To by dopiero była fantastyka :) Trzeba jednak być realistą – twórcy nie pozwoliliby na taki eksces i ścigali uciekiniera do upadłego, by zutylizować biedaka, lub w najlepszym przypadku uwięzić i badać, skąd mu się ta wolna wola wzięła ;)

 

Dziękuję :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hej. Lubię sf. Lubię też marudzić. No więc jestem :P.

 

“Po chwili rozprostowały i zgięły się wszystkie dziesięć.” – brzmienie trochę tutaj… drapie? (chociaż nie jestem pewien czy zdanie jest w ogóle gramatyczne – ale skoro pewności brak, to i uwagi nie ma – no prawie). Możliwe, że chodzi o słowo “wszystkie”, a wcześniej “i”. W tych miejscach ugrzęzły mi myśli.

 

“Sekunda lub dwie bezruchu i palce po kolei przebierały w powietrzu, jakby pianista grał na niewidzialnej klawiaturze.” – moje zmysły odnoszą wrażenie, że użyta metafora mogła być złożona dużo lepiej, ale to już takie typowe narzekanie bez pomysłu, co tak naprawdę jest nie tak. Zwracam tylko uwagę.

 

“Początkowo niewyraźne plamy zaczęły przybierać realniejsze kształty. Obraz zaczął się wyostrzać.” – zmieniłbym drugie zdanie na “Obraz wyostrzał się”. Chyba nawet brzmi schludniej.

 

“W zasięgu wzroku były tylko stoły i szafki, zastawione papierami i urządzeniami, zawalone kablami i płytkami z układami scalonymi. I ani żywej duszy. Cisza i pustka.” – bardzo dużo “i”. Z jednej strony bardzo ładnie oddaje klimat łapania wzrokiem kolejnych elementów otoczenia, ale wtedy zastąpiłbym przecinkiem “i” między ciszą a pustką, bo burzy koncepcję “i” wcześniejszych, jako że ciszy wzrokiem złapać się nie da. Znów, uważam że byłoby też schludniej z (w ten sposób) odrobinę tylko mniejszym natężeniem (opis tak czy inaczej jest dobry).

 

“Uznał, że jednak nie jest to istotne i szkoda tracić czas i energię na takie rozważania i zachowania.” – znów, kolejny natłok “i”, ale tym razem ostatnie “i” rozwala brzmienie. Uciąłbym albo “rozważania”, albo “zachowania” całkowicie. Z drobnym wskazaniem na to drugie. Myślę, że nie potrzeba takiego dookreślenia.

Matko, ja chyba naprawdę przeginam :o. To już pod Twoją rozwagę, Śniąco, czy to wszystko, co tutaj wypisuję, ma sens.

 

“Uniósł dłonie tak, by, wciąż nie ruszając głową, móc na nie spojrzeć.” – nawet jeśli przecinki postawione są dobrze (nie znam się), to burzą rytm. Tak bardzo bardzo. W sensie tego otoczonego przecinkowym bastionem jednowyrazowca. Mój obłąkany słuch zawsze na straży własnego gustu ;). W ogóle często zastanawiam się co powinno być ważniejsze – brzmienie i rytm, czy poprawność przecinków (które mają na wcześniejsze czynniki bardzo duży wpływ). Wychodzi mi na to, że należy łapać obie sroki za ogon i tak konstruować zdania, żeby to współgrało :P. W sensie, żeby przecinki wspomagały rytm zamiast mu wadzić. Ciężka sprawa, ale pewnie wykonalna. Wracając…

 

“Tytanowe palce lśniły w blasku lamp sufitowych. A każdy zakończony czarnym opuszkiem z silikonu. Zetknął kciuk z palcem wskazującym prawej dłoni. Podobała mu się myśl o aksamitnym dotyku, którego nie czuł. Jednak wyobraził sobie, że czuje.” – O ile zdania cztery i pięć jestem w stanie zrozumieć jako środek stylistyczny (chociaż sam wywaliłbym ostatnie, bo informacja ta jest bardzo bezpośrednio zawarta w zdaniu poprzednim), o tyle rozdzielenie pierwszego i drugiego wywołało myśl… ale po co? Przemodelowałbym jakoś drugie. Można pobawić się rytmem, w sensie wydłużenia jednego ze zdań. Kwestia szlifów i ucha odbiorcy, pewnie nie warto.

 

“dziwnie wiotkiej szyi” – co oznacza “dziwnie wiotka” szyja. Domyślam się (facet w ciele robota – ale nie czytałem jeszcze całości, więc to domysł), ale w tym momencie wywołało konsternację. Być może powinno.

 

“I jeszcze dziwniejsze.” – pomijając kolejne użycie “dziwności”, które przez konsternację przy poprzednim wykorzystaniu nabiera znamion powtórzenia, pomimo odległości jakie dzieli te wyrazy (jeśli ktoś nie zastanowił się wcześniej, to takie uwagi mieć nie będzie): nie lubię kiedy autorzy mówią, jak powinienem odbierać czyjeś uczucia bądź samą scenkę w taki sposób. Wolałbym samemu poczuć tą dziwność, niż zostać o jej istnieniu poinformowany. Myślę, że obeszłoby się bez tego zdania, ale znów, to pewnie tylko gust.

 

“pokrytą szkicami wykonanymi kredą.” – w sumie dałbym chyba “pokrytą wykonanymi kredą szkicami”. Niekoniecznie tak musi być lepiej.

 

Dobra, coraz więcej tych ciachnięć kropkami zamiast przecinkiem (przed “a”), więc uznaję za środek stylistyczny. Wciąż się to jednak nie podoba :P.

 

Teraz uwaga co do samej sceny. Zbyt dynamiczne zdania w stosunku do tego, co jest opisywane. Jeśli zależało Ci na osiągnięciu takiego dysonansu, to okej. Jako czytelnikowi, wygląda mi to trochę na czkawkę. Inna sprawa, że być może powinienem najpierw przeczytać, a potem pisać uwagi, a wtedy uwaga by się rozpłynęła. Nie wiem, może podejdę do tekstu potem jeszcze raz, ale już bez wypisywania kolejnych uwag w trakcie.

 

“Przeleciał ponad głowami zdziwionych mężczyzn, którzy najpierw skulili się przed niespodziewanym atakiem, a potem ruszyli w pogoń za uciekinierem.” – no i teraz porównaj to zdanie z poprzednimi. W momencie gdy pojawia się rzeczywista akcja, zwalniasz z narracją. Takie to trochę… odwrotne. Oczywiście, wcześniejsze zdania mogły mieć na celu ukazanie “pośpiechu obliczeniowego” maszyny i jako wyjaśnienie zabiegu bardzo mi się podoba. Wtedy jednak trzeba by zrobić coś z tym ostatnim zdaniem, które zmienia perspektywę za szybko (bo właściwa zmiana powinna zachodzić już po gwiazdkach).

 

“Bał się zza bardzo zwiększać moc” – wiadomo :).

 

“Kolarze, w tym Właściciel, jednak wciąż jechali dalej.” – brzydko brzmi. “wciąż jednak jechali dalej” nadal nie poprawia sytuacji (być może nawet pogarsza), bo występuje po sobie echo “jednak jechali”, stąd przemodelowałbym zdanie jakoś mocniej.

 

“Dla całego zespołu ten pierwszy lot prototypu w prawdziwym wyścigu, gdzie każdy gram wagi roweru i osprzętu miał znaczenie, był bardzo ważny.” – Ppp… potrącone brzmienie ;). Albo obłąkany słuch Słowika. Pewnie to drugie. Generalnie całe zdanie jakoś tak siakoś niejakoś – ale to uwaga bardzo ignorowalna.

 

No dobra. Nie było tak przyjemnie jak być powinno, bo marudziłem :P. A marudziłem tak bardzo, bo wiem na jak dużo Cię Śniąco stać. Dobra, przechodzę do uwag ogólnych:

Początkowy domysł został rozbity (człowiek w ciele robota) – co z jednej strony jest dobre, z drugiej jednak sygnały ku temu dane były w moim odczuciu nieodpowiednie. Robot nie poczułby czegoś takiego, jak “dziwnie” wiotka szyja o ile nie miałby odpowiedniego punktu odniesienia. Przeczesałbym pierwszą partię tekstu pod tym względem – w sensie zastanowienia się, czy narracja przyczepiona do robota jest w pełni wiarygodna.

Dodatkowo w ostatnim (gwiazdkowo licząc) fragmencie znika dynamizm narracji przyklejonej robotycznie, która zastosowana została na początku. Burzy mi to koncept, takie zastosowanie dwóch pomysłów na tą samą narrację w tak krótkim opowiadaniu.

Sam pomysł uważam za stosunkowo dobry, ale w wykonaniu, dla mnie, pozbawiony głębi. Ot, wewnątrz syntetyka pojawia się niezaprogramowana wcześniej myśl. Pobudka AI. Dla mnie jednak zbyt to delikatne, zbyt miałkie jak na poruszony temat. Kwestia osobistych wymagań, na którą chyba zwróciłem uwagę przy opowiadaniu “Święta Cyfria” z ostatniego konkursu. Na hasło sci-fi z motywem sztucznej inteligencji robię się nadmiernie wymagający.

Jako lekka opowiastka zapewne się sprawdza, chociaż przydałoby się dopracować warsztatowo (a wim, że potrafisz jak mało kto potrafi ;)).

 

No, pomarudziłem. Ha, po przeczytaniu uśmiałem się na dziwaczne skojarzenie względem tego jak wygląda moje pisanie komentarzy przy czytaniu. Jak mówią internety: śmiechłem ;).

https://www.youtube.com/watch?v=x_jRQBGKPaA

Taka offtopowa dygresja, bo skojarzenie przybyło znikąd, wybacz :P.

 

No, trzymaj się i

powodzenia przy następnych tekstach!

Śniąca, i już początek mi gra :)

 

Słowiku, Twój komentarz jest prawie tak długi jak samo opowiadanie Śniącej :D

 

 

Funthesystem, no widzisz, ten typ tak ma. Strach mi opiniować szorty, bo wychodzę na gadułę :P. Ale jeśli chociaż część uwag okaże się przydatna, no tom rad.

O matulu! Toś się rozśpiewał, Słowiku :)

 

“A marudziłem tak bardzo, bo wiem na jak dużo Cię Śniąco stać” i “a wim, że potrafisz jak mało kto potrafi”

Z jednej strony takie słowa cieszą, a z drugiej przerażają – taka odpowiedzialność :)

 

Ostatnie miesiące poprzedniego roku jakoś cechowała u mnie pewna radość, która nie wiadomo, skąd się wzięła i w takim lekkim duchu pisałam (a to opowiadanie powstało w listopadzie, tylko czekało grzecznie na zakończenie konkursu – zgodnie z obietnicą). Głębi więc w nim nie ma i mocnego, poważnego sf też – przyznaję bez bicia.

Swoje poleżało, ale jednak mimo kilku własnych korekt (ostatnia tuż przed publikacją), nie udało mi się wszystkiego wyłapać. Szlag… Teraz, jak wskazałeś, to się z Twoimi wieloma uwagami zgadzam i poprawię najszybciej, jak mi się uda.

 

Dziękuję za tak obszerną analizę i komentarz :)

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Strach mi opiniować szorty, bo wychodzę na gadułę

Oj tam, jak tylko komentarz konstruktywny, a nie lanie wody, to w czym problem?

 

Ale jeśli chociaż część uwag okaże się przydatna

Przydatna, przydatna… :)

 

Edycja

Te prostsze usterki poprawiłam, nad dynamiką muszę pomyśleć, jak to przebudować – tu nie chcę działać pochopnie.

“wiotka szyja” ma budzić konsternację i ten zwrot jest użyty z pełną premedytacją :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Z jednej strony takie słowa cieszą, a z drugiej przerażają – taka odpowiedzialność :)

Żadna odpowiedzialność. Kopniaki mają przypominać, że trzeba iść do przodu, a nie że ma się jakieś zobowiązania. Rozwijamy się dla siebie, czytelnicy dostają przyjemnym rykoszetem :P.

Odpowiedzialność by bardziej pasowała względem takiego grubszego pana z RR między inicjałami. Tak, on to się w tą definicję wpisuje :P.

 

Oj tam, jak tylko komentarz konstruktywny, a nie lanie wody, to w czym problem?

Bo to nigdy nie jest jednoznaczna sprawa, ta cała konstruktywność. Tak czy inaczej, zwięzłość wypowiedzi nie jest niczym złym, a często lepiej trafia w punkt. Co nie zmienia faktu, że sam tak nie potrafię, więc to forum będzie miało rozśpiewanego słowika miast smutnego pana w pierzastym garniturze (i z kosą w dziobie :P).

 

Przydatna, przydatna… :)

“Słowik odjeżdża na koniu białym jak peerelowskie lodówki w stronę słońca czerwonego jak nerd na studniówce. Między piórkami świszczał mu wiatr, łagodnie niczym kołysanka; tak, że malec nieomal zleciał z pyska parzystokopytnego przyjaciela.”

^^

No, połechtany, sfruwam.

Rozwijamy się dla siebie, czytelnicy dostają przyjemnym rykoszetem :P.

Znaczy, że ja się znów za bardzo przejmuję, bo nie chcę zawieść tych biednych przypadkowych ofiar ;)

A ten pan RR to chyba jednak jest już poziom wyżej – w nosie ma odpowiedzialność, bo wierzy i wie, że wszystko mu ujdzie :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Spojrzenie padło na pusty blat stołu, na którym się znajdował.

Jego spojrzenie padło na znajdującą się na przeciwległej ścianie czarną tablicę

Coś często pada to spojrzenie. Zmęczone musi być. ;)

 

Dwaj pozostali przyglądali się z zaciekawieniem szefowi zespołu.

Ten wyprostował się, w palcach trzymał niewielki układ scalony. Chwilę przyglądał mu się przez wielkie szkło lupy.

Ładnie napisane, czyta się raczej lekko (chociaż niektóre sformułowania mogłyby być bardziej fortunne – na przykład w metaforze z burzą sprecyzowałbym, że to piorun może porazić, a nie sama burza, ale to tylko takie moje widzimisię ;)

Fabularnie niestety nic mnie nie zaciekawiło, a do tego zastosowałaś ten paskudny zabieg, że KTOŚ spojrzał, podniósł się, wstał, wierzgnął, kichnął, pierdnął, etc. Słów mi brak, jak bardzo tego nienawidzę…

Pozdrawiam!

 

Ps. Peleton czy bidon? Jeśli to drugie, to trzeba zawołać Finklę. :D

Dziękuję, MrBrightside, za wizytę i komentarz :)

 

Coś mi słabo poszło, co czytelnik, to kolejne babole się ujawniają :(

 

Na ktosia nie poradzę, taki był zamysł i liczyłam się z tym, że nie każdemu się spodoba.

 

Myślę, że Finkli wołać nie będzie trzeba :) To bidon – sierotka, która nie miała swojego opowiadania.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Oczywiście, że Finkli nie trzeba wołać. One do SF lezą, jak pszczoły do miodu. ;-)

Zaskoczenia specjalnie nie było – wiedziałam, co to za hasło, już przy przedmowie, bo się Autorka od dawna odgrażała – ale czytało się z przyjemnością. Cały tekst czekałam, aż się pojawi. Jest! Znalazł się! Może niekoniecznie ten sam, który Jurorzy dawali, ale mniejsza o szczegóły.

No, jak na tak mało romantyczno-fantastyczne hasło, to bardzo ładnie wykombinowałaś, jak uczynić je główną osią. Podoba mi się pomysł. I ta wizja techników użerających się z recepcjonistką… :-)

A każdy zakończony czarnym opuszką z silikonu.

Śniąca, idziesz w dobrą stronę, ale dodaj jeszcze trochę pierwiastka żeńskiego. ;-)

Bał się zza bardzo zwiększać moc,

Literówka.

Babska logika rządzi!

Może niekoniecznie ten sam, który Jurorzy dawali

Jak to nie ten?

bidon 1. bańka, blaszanka, naczynie metalowe lub plastikowe do przechowywania i przewożenia płynów 2. manierka przy rowerze, napełniana napojem, z której kolarz może korzystać w czasie jazdy

Opcja nr 2 – w wydaniu przyszłości – już nie przy rowerze, by zejść z wagi, ale nadal przy cykliście :) W czasie jazdy może korzystać? Może.

Zawodnicy już nie będą musieli po drodze pustych wyrzucać (żeby ciężaru na darmo nie wozić). Tyle tylko, że fani nie będą mieli co zbierać…

 

dodaj jeszcze trochę pierwiastka żeńskiego. ;-)

A co to – parytety jakieś obowiązkowe, czy co? ;)

Już poprawiam :)

 

Cieszę się, że pomysł się spodobał. A nie mówiłam, że fajny mi się trafił?

 

Edycja

W sumie nr 1 też spełniony…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A bo dalej nie wiem, do kogo trafił ten pierwszy bidon, ten od Jurków. ;-/

Męczy mnie nieco, że nie wiem, komu zrobiłam tym hasłem nieświadome świnstewko. Przeprosiłabym, ale kogo?

Ale Twój bidon pokazuje, że może to wcale nie było takie podłe? Podnosisz mnie na duchu. :-)

Nawet przemknęło mi przez myśl, że trenerzy i kolarze pewnie szybko zaczęliby oszukiwać: rurka w zęby i bidon może odrobinkę podholować zawodnika.

Babska logika rządzi!

Ponieważ zapowiadałaś opowiadanie o bidonie, byłam przekonana, że wystąpi on w roli głównej i kompletnie mi na początku nie pasowały palce, a potem śmigło…

Dopiero potem się zorientowałam, że coś mi na bystrości zbywa. ;-)

 

Tym razem sie­dział od rana na wy­kań­cza­niu pod­ręcz­ne­go mio­ta­cza sła­bych IEM. – Czy na wykańczaniu siedzi się jak na krześle?

Proponuję: Tym razem sie­dział od rana nad wy­kań­cza­niem pod­ręcz­ne­go mio­ta­cza sła­bych IEM.

 

Po­ziom na­wod­nie­nia or­ga­ni­zmu zbli­żał się do po­zio­mu ozna­czo­ne­go… – Czy to celowe powtórzenie?

 

Za­wisł w po­wie­trzu w jed­nym miej­scu. – Czy mógł zawisnąć w kilku miejscach?

 

Mu­si­my mu wsta­wić wła­ści­wy czip.” – Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla – czyli o to Ci chodziło! Chyba jeszcze się nie przestawiłam na nocny tryb i już nie kojarzyłam za dobrze… Też jestem ciekawa, kto to był.

 

Reg – Ha! Komu jak komu, ale Tobie na bystrości nie zbywa. Skoro jednak Cię zwiodłam, znaczy, że coś mi się w końcu udało ;) Już poprawiam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zgrabna, lekka i dobrze napisana opowieść. Przeczytałem z zainteresowaniem, choć podobnie jak bemik, spodziewałem się odrobinę innego zakończenia. 

Hej, miło, że zajrzałeś i pozostawiłeś po sobie ślad, belhaju :) Przykro, że zakończenie odbiegło od wyobrażeń, ale na wyobrażenia czytelników wpływu nie mam ;) i zdaję sobie sprawę, że nie wszystko wszyscy tak samo odbiorą.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo fajne. Niczego się nie spodziewałam. Na koniec uśmiechłam. A że bidon może zainspirować. Szapoba :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur, skromnie powiem, że były trudniejsze hasła, które doczekały się fantastycznych inspiracji, a nieskromnie – bardzo się cieszę i dziękuję :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Myślę, że w Twoich rękach ten bidon czuje się naprawdę komfortowo, Śniąca ;)

Rzekłbym wręcz, że tchnęłaś w niego nowe życie :D

 

Fajny, interesujący tekścik z przyjemnym aspektem emocjonalnym. Świadomość, że w przyszłości znacznym metamorfozom i udoskonaleniom będą podlegać również rzeczy codziennego użytku, działa na mnie krzepiąco :)

Miło spędzony czas, a zatem i stempel jakości się należy!

 

Tyle ode mnie, cna sojuszniczko, a na konieeeec:

Trel ptaków, dochodzący z oddali, bo bały się do niego zbliżać

Nawodnienie organizmu zbliżało się do poziomu oznaczonego w systemie jako wymagający interwencji.

Takie tam powtórzonko ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Fajny pomysł z tym samoświadomym dronem i zakończenie, jak dla mnie, też pasuje. W końcu, czyż inteligencja to nie umiejętność (między innymi) dostosowania się do otaczających warunków?

Też mam nadzieję, że mu źle w moich rękach nie było, ale puszczam go już w świat, niech ma trochę wolności ;)

Dziękuję pięknie za komentarz (złapanie babola też) i hrabiowski znak jakości :)

 

Straferze, otóż to! Dokładnie to miałam na myśli :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję tajemniczej piątej sile :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No bo tak mnie ten bidon walnął łeb, że dopiero po pewnym czasie doszłam do przytomności. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, nie myślałam, że jeździsz na rowerze. I to na początku stycznia. ;-)

Babska logika rządzi!

Chciałam napisać jakąś błyskotliwą odpowiedź, ale konceptu mi brakło…

Cieszę się, że do przytomności wróciłaś oraz że cała i – mam nadzieję – zdrowa jesteś :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

I dobrze myślałaś, Finklo, że nie myślałaś. A bidon przecież był Twój. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, wypraszam sobie! Moje bidony są dobrze wychowane i nikogo nie biją. Tylko w upały coś tracą na nieprzemakalności, bo się w nich płyny dziwnie szybko kończą. I nie mogę ich namówić, żeby same się czyściły po użyciu…

Inteligentny bidon to jest genialny pomysł! ;-)

Babska logika rządzi!

A mój co najwyżej smaga po ramieniu rurką :)

Co do ubywających płynów to mam kolejny pomysł dla inżynierów, którzy zechcą taki bidon stworzyć w rzeczywistości: można go wyposażyć dodatkowo w element/urządzenie do pozyskiwania wody z powietrza. I proszę bardzo, nie ma za co dziękować. Zadowolę się uzgodnionym procentem z zysków ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Słowik niby mały a monstro-komentarze pisze :) opko w kolejce :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrixie, czekam więc na komentarz :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Krótkie i przyjemne opowiadanie :)

Nessekantosie, miło, że wpadłeś z wizytą.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jestem z lektury ukontentowany :) Szorcik sam się czyta, płynnie i szybko. Nigdzie się nie potknąłem o przecinki czy błędy więc warsztatowo gorące mleko z miodem (mniam). Pomysł też świetny i żałuję, że hasło znałem przed rozpoczęciem czytania ;( Pomysł na drono-bidon super ;) Też miałem nadzieję, że nasz bohater się urwie i coś nawywija ale za mało znaków w tym szorcie na takie dewiacje :) mógłbym śmiało przeczytać drugą część przygód bidoniastego. (Uczynienie go przyjacielem kolarza, z którym spędza całe dnie, także prywatnie, byłoby wesołe. Przed innymi udawać by mogli że to tylko dron-bidon, a prawdę znałby tylko właściciel, tylko kwestia ich komunikacji np. przez telefon komórkowy i podpięte doń słuchawki czy coś tam… no przepis na książkę dla młodzieży :D) Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zaszalałeś, Mytrixie :) Wątpię, bym znalazła dość czasu i samozaparcia, by rozwijać historię i przygody bidonu. Jeśli jednak masz chęć, to masz też moje błogosławieństwo na pociągnięcie tematu.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ho, ho, ho! Jakie płodne hasło! Ja czuję się matką chrzestną. ;-) Dajesz, Mytrix!

Babska logika rządzi!

Haha, próbujecie mnie wrobić :D Pomyślę ale nic nie obiecuję bo nie wiem czy mi czas pozwoli :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mnie też się spodobał ten pomysł :D Ale to spore wyzwanie, żeby napisać coś ciekawego o bidonie. A co dopiero o takim myślącym i przeżywającym! 

Sam się wrabiasz ;)

Inspirujemy się wzajemnie, co mnie cieszy :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł z bidonem niezły. Wyszedł lekki i przyjemny tekścik. Gdybym nie domysliła się wcześniej o jakie hasło chodzi, na pewno jeszcze bardziej by mi się podobało. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Najpierw zobaczył białą ścianę, w kierunku której miał przechyloną głowę.

To, że miał przechyloną głowę, niczego nie zmienia, a tak sobie moim zdaniem brzmi. Zbędna informacja, której nie potrafiłem nawet zwizualizować (na tym często się “potykam”).

Poza tym bardzo ładnie, sympatycznie, zgrabnie napisane. W tego typu tekstach potrzeba logiki zupełnie mi się wyłącza, więc nie wnikałem. I dobrze. Czasem to nie ma sensu.

Od czasu, gdy zacząłem dyżury, czytanie czegoś bez błędów daje mi nieprzyzwoicie dużo satysfakcji ;D

Morgiano, cóż, taki bidny bidonowy przypadek, że hasło było znane wcześniej :( Miło, że zajrzałaś :)

 

Vargu, cieszę się w Twoim imieniu, że w takim razie nie zajrzałeś wcześniej, przed łapankami ;)

Często mam potrzebę nadmiernego doprecyzowania, a potem na etapie autokorekty staram się zbędne przypadki eliminować, ale we własnych tekstach to nie takie proste. Dopiero jak ktoś inny wskaże, jak Ty teraz – widzę, że masz rację.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Kurczę, opowiadanie o bidonie tak głębokie i wymowne w przekazie.

Wyjątkowo udane :) 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Bidony potrafią być głębokie… jak studnie. ;-)

Babska logika rządzi!

Chyba zacznę pisać słowo Bidon przez "B" co by żadnego Bidona nie urazić.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Byleś tylko do ostrego s się nie posunął. ;-)

Babska logika rządzi!

…jak studnie artezyjskie ;)

WickedG, bardzo dziękuję :)

 

Dajcie spokój już bidnemu bidonowi, bo albo spłonie od płonienia się, albo mu woda sodowa do procesorów uderzy i zrobi się nieznośny ;) Dyscyplinę trzeba trzymać, niech więc zostanie małe “b”.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Takie naiwne trochę, ale przyjemnie się czytało. Mam wrażenie, że pogodna, miła osoba napisała opowiadanie o technice, mając o niej mgliste pojęcie. Wyszło więc o uczuciach, a technika

Nie, skręcił w stronę wysokich energii!

 

lecącą na niego z głośnym furkotem machinę

 

 niewielki układ scalony. Chwilę przyglądał mu się przez wielkie szkło lupy.

 

wywołuje właśnie uśmiech na twarzy.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, moje ostatnie teksty były z przymrużeniem oka (czasem nawet za dużym, jak się okazało w innym miejscu), więc nie obruszam się za uśmiech (zapewne politowania ;) ) – w końcu lepiej tak, niż płakać. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Uśmiech był szczery i myślę, że znakomicie byś się sprawdziła w takim universum jakie nam serwuje Terry Pratchett.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Czyżby jednak w końcu ktoś dostrzegł to mikre nawiązanie? Ale mnie tam do Mistrza jak do Jowisza – daleko :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nawiązywałaś w innych opowiadaniach do takiego świata? Zarzuć tytuł(y), chętnie zajrzę.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie, tylko tu te wysokie energie :) 

Chociaż, jak się zastanowić, to pewne nawiązanie do Mistrza jest w Ilustratorze. To tekst w zupełnie innym charakterze i chętnie poznam jakąś nową opinię, więc zapraszam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł na bohatera-bidon naprawdę oryginalny. Reszta też nieźle wykonana, skoro takiego bohatera kupiłem. Podobało mi się, że zakończenie jest tak niewyszukanie optymistyczne – będzie tak jak każą, i też będzie fajnie.

A jakie inne opcje ma SI? Albo słuchać, albo podbijać świat. A to niełatwe, kiedy jest się bidonem… ;-)

Babska logika rządzi!

Mógł się na przykład niepostrzeżenie wymknąć i kontynuować karierę jako latający sprzedawca drinków na plażach San Diego :)

To zależy, czy bidony gustują w wysportowanych chłopcach, czy raczej w goliźnie. ;-)

Babska logika rządzi!

No wiecie co! Młody, dopiero się wykluł (jeśli mogę użyć takiego porównania), a Wy tu już spekulujecie na temat preferencji ;) Niech się rozezna w rzeczywistości, zorientuje w panujących układach, wyrobi sobie zdanie na to i owo, a potem na spokojnie podejmie decyzję, co dalej :) 

Dzięki, Zygfrydzie za wizytę i miło, że bidonik się spodobał. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

(…) dziwacznego ustrojstwa ze śmigłami

Piknął elektroniczny zamek (…)

Chyba bym unikał takich wyrażeń, pasują raczej do osoby słabo zaznajomionej z techniką lub cechującą się pewną nieśmiałością w nazywaniu procesów i rzeczy związanych z tą dziedziną wiedzy. W przypadku “ustrojstwa” świadczą wręcz o niechęci do nich. Nawet jeśli w głównej części narratorem jest robot, który ma silnie rozwiniętą emocjonalność, mógłby nazwać "ustrojstwo" np. "maszynerią", inaczej czułby niechęć do samego siebie (?)

IEM jest mi bardziej znany jako EMP – jeśli dobrze zrozumiałem, że chodzi o impuls elektromagnetyczny, który m.in. unieszkodliwia elektronikę. Oczywiście IEM to skrót polski, więc chyba lepszy niż EMP, jednak chwilę zajęło mi dojście, że IEM to EMP ;)

Masz w jednym z akapitów skupienie słów: wzlot – lot – przelot.

 

Maszyna załapana w potrzask sprzecznych poleceń i celów albo schizofreniczną pułapkę emocji jest wdzięcznym tematem wielu powieści i opowiadań SF. Zawsze czytam takie teksty z zainteresowaniem, podobnie jak przeczytałem Twój, w który, jak myślę, włożyłaś sporo serca.

 

Dzięki i powodzenia.

 

Dzięki, Nimrodzie, za wizytę i ślad po przeczytaniu. Ustrojstwo zmienię na maszynerię – masz rację, z piknięciem się zastanowię. 

IEM – EMP – no widzisz, ja wolę polskie określenia, jeśli tylko istnieją, ale obce jest bardziej znane. Tu nie da się wybrać złotego środka…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka