- Opowiadanie: Gertrud - Gruba Ryba

Gruba Ryba

Oceny

Gruba Ryba

Umościłem się wygodnie w miękkim, wysiedzianym fotelu, który dopasował się do mojego ciała już wiele lat temu. Założyłem wabik. Pewien, że w końcu złowię Grubą Rybę, czekałem cierpliwie. Spławik ani drgnął. Ściągnąłem żyłkę, zmieniłem przynętę, zarzuciłem nieco dalej. Coś się poruszyło. Szarpnąłem zbyt energicznie . Zerwałem, jak zwykle. Nie zmartwiłem się zbyt mocno. Każdy, kto ma choć trochę ambicji wie, że nie łatwo jest wyciągnąć Grubą Rybę przez duże G. A zadowalanie się płotkami jest dla rybaczków przez małe r. Dlatego, będę czekał co dzień – szepnąłem – jeszcze do mnie przypłyniesz i będę Cię łowił sieciami, bo wędka nie wystarczy, Weno.

Koniec

Komentarze

Cześć.

Fabuła… Nie, lepiej nie.

Może interpunkcję da się uratować, bo obecnie dość słaba. Za mało spacji, czasem za dużo. Podobnie z przecinkami.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Krótkie zdania, sprawiające raczej mierne wrażenie, a sam zamysł – choć przyznam, że ciekawy – zawodzi. Pomysł na “wędkowanie” jak najbardziej okej, ale musiałbyś to jednak inaczej napisać, bo tutaj kładzie Ciebie przede wszystkim warsztat.

Faktycznie warsztat niezbyt dobry, sam pomysł niezły, ale o poszukiwaniach weny było już na wiele różnych sposobów.

Podejrzewam że każdy albo napisał, albo miał zamiar, albo chociaż o tym myślał chociaż raz….

F.S

To, moim zdaniem, raczej chybiony pomysł. Wena łapana na wędkę???

Nie kupuję tego i nigdy nie przyszłoby mi do głowy mówić o Pani Wenie – gruba ryba.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem, ale nic więcej nie dodam, bo nie wiem, co miał na celu ten twór. 

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Z tymi rybakami i rybami to najczęściej jest tak, że po rybie nie został znak. Tylko wydychane 0.5 promila. No ale cóż za pożytek z trzeźwego poety? Wina na te łowienie weny trzeba było kupić jako zanęty i zanęcać do upadłego :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Granat do stawu i ryby (wena) wypłynie.

Nie porwało.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

A ja – przeciwnie, uśmiechnąłem się pod koniec. Pisanie o poszukiwaniu weny może mało oryginalne, ale to z której strony to ugryźć – już jak najbardziej. Osobiście zgadzam się, że stwierdzeniem, iż wena twórcza to taki “mit dla amatorów”, a jeżeli faktycznie chce się na poważnie pisać, to podstawami są samozaparcie i systematyczność, więc trudno mi empatyzować. Może parę lat temu jeszcze bym mógł.

Niemniej ogólnie – całkiem nieźle. Jeden z lepszych drabble jakie czytałem.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Oj, było już w wielu wariantach…

Babska logika rządzi!

Znów mi ktoś w pasie przydaje?

 

Ot, na chwilę poczytać ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jedna sprawa: pierwsze zdanie to maksimum formy, minimum treści. Jasne, budujesz nim klamrę spinającą tekst wraz z pointom (kto łowi ryby w fotelu?), ale trochę tego za wiele. Gość się umościł i do tego wygodnie (co już mieści się w znaczeniu pojęcia "umościć"), w miękkim, wysiedzianym i tak dalej, co jest tylko biciem piany. W króciaku to grzech, bo treści w tym zdaniu jest jedynie na "umościłem się w fotelu".

Nowa Fantastyka