- Opowiadanie: bemik - W deszczu

W deszczu

Tym razem nie próbuję straszyć, ale mam nadzieję, że trochę grozy poczujecie. Tekst był wysłany na konkurs “Jakie czasy, taki diabeł”, ale chyba jednak było za mało diabła. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

W deszczu

 

Grzegorz był wściekły. Nie na nią, chociaż trochę też. Ale bardziej na siebie. Że uległ lekko ochrypłemu głosowi. Że zauroczył go rozsiewany przez wijące się włosy zapach.

Na sali było ciemno, nie widział dokładnie dziewczyny. Lecz oszołomił go śmiech, gdy pchnięta przez kogoś wylądowała mu na kolanach. Wtuliła się w ratujące ramiona bez odrobiny zażenowania, zaśmiała się gardłowo i sięgnęła po jego drinka. Wypiła kilka łyków, a potem przytknęła oszroniony cukrem brzeg do ust mężczyzny.

– Pij – szepnęła mu wprost do ucha, by przedrzeć się przez jazgot muzyki. – Pij!

A gdy posłusznie łykał napój, gwałtownie oderwała szklankę, oblewając mu koszulę. Nie przejęła się tym zupełnie, zeskoczyła z kolan, chwyciła go za rękę i pociągnęła na parkiet. Didżej zmienił akurat muzykę, przyciemnił światła. Było duszno, przy każdym wdechu powietrze zatykało nagromadzonymi zapachami. Odór potu mieszał się z perfumami, oparami alkoholu i dymem papierosów. Chłopak czuł się niepewnie, bo partnerka wtuliła się w niego całym ciałem, bezwstydnie, jakby nikogo poza nimi nie było na sali. Rozpaczliwym gestem zacisnęła dłonie na jego karku.

Chyba po tym tańcu pociągnęła go na korytarz. Tam znowu przylgnęła do niego i zmusiła, by się nachylił. Wargami przycisnęła się do jego ust gwałtownie, natrętnym językiem wpychając się do wnętrza. W tym pocałunku nie było czułości ani nawet pożądania, tylko gniew. Zaskoczyła go tak bardzo, że dał się poprowadzić nieznanym przejściem. Gdy opuścili budynek, dżdżysty mrok otoczył ich sylwetki. Mężczyźnie wydało się, że są jedynymi ludźmi na ziemi. Nocną ciszę rozdzierały odgłosy kociej bójki. Dzikie wrzaski przyprawiały o dreszcze i towarzyszyły ludziom do momentu, gdy zniknęli w śmierdzącej uryną bramie. Potem albo ucichły, albo przestali na nie reagować, wsłuchani w tupot własnych stóp na drewnianych schodach. Klucz zazgrzytał w nienaoliwionym zamku…

Świt dopiero zaczął rozpraszać noc. Mdłe światło padało na ciało leżącej w białej pościeli dziewczyny. Grzegorz patrzył na nią z konsternacją. Spędzili ze sobą noc, jednak była dla niego zupełnie obca i obojętna. Jak przechodzień, którego mijasz, przebiegając na drugą stronę ulicy. Zauważasz go kątem oka, ale jest tylko elementem krajobrazu, bo bardziej skupiasz się na tym, by dobrze oszacować odległość do nadjeżdżającego samochodu.

Mężczyzna zebrał po cichu swoje rzeczy i wyszedł do łazienki. Ubrał się. Przez chwilę stał, przyglądając się odbiciu w lustrze. Zastanawiał się, czy zostawić kobiecie parę groszy. Urazi ją takim gestem, czy wręcz przeciwnie? Nie mógł się zdecydować.

Wrócił do pokoju i jeszcze raz zerknął na nagie ciało. Leżała z rozrzuconymi ramionami, ściskając między udami kołdrę, jakby chciała zasłonić najbardziej intymny fragment ciała. Wiedział, że to złudzenie. Na wspomnienie fantazji dziewczyny znowu poczuł ogarniające go pożądanie. I wstyd, że tak łatwo ulega podszeptom wyobraźni. Sięgnął do kieszeni i wyłuskał zmięte banknoty. Nie licząc, położył je na nocnej szafce. Dopiero wtedy zauważył, że kształtne piersi dziewczyny nie unoszą się w oddechu. Zaklął. Pochylił się nad nią, by sprawdzić, choć wiedział, że się nie myli. Odgarnął ciemne kosmyki z bladego policzka i wpatrzył się w szkliste oczy. Dotknął palcem rozchylonych warg. Sam nie wiedział dlaczego, bo przecież nie po to, by poczuć powiew wydychanego powietrza. Chyba chciał zapamiętać rysy jej twarzy.

Usiadł na brzegu łóżka, plecami do ciała i ukrył twarz w dłoniach.

– To niemożliwe – szeptał, przeczesując palcami włosy. – To niemożliwe!

Dotyk lodowatej dłoni, która wsunęła się pod koszulę, sprawił, że krzycząc, wyskoczył jak z katapulty.

***

Kot, przerażony wrzaskiem, uciekł z łóżka i skrył się pod fotelem. Grzesiek odrzucił kołdrę i usiadł. Był spocony, serce mu łomotało, jakby przed chwilą uniknął potrącenia przez ciężarówkę.

– Kurwa – wyszeptał i sięgnął do kieszeni leżących na podłodze spodni. Znalazł paczkę papierosów i przypalił sobie jednego. Wciągał dym głęboko, jak gdyby to miało odegnać zły sen.

Deszcz miarowo uderzał o parapet. Noc jeszcze nie zamierzała odejść. Grzesiek podszedł do okna i uchylił je. Zimne powietrze przyjemnie chłodziło rozpaloną twarz. Światło latarni rozszczepiało się w milionach kropel, tworząc wokół lamp skrzące kule dmuchawców. Znowu się zastanawiał: śniło mu się, czy rzeczywiście spotkał tę dziewczynę. Nie po raz pierwszy miał te same wątpliwości.

Jakby istniał podwójnie. Tak zwyczajnie i tak, że samo przypuszczenie wywoływało dreszcz. Ukryty pod skórą nijakości, konformizmu i pokory egzystował w zamkniętym świecie stawianych wymagań i oczekiwań. Ale czasem wyrywał się spod kontroli. Chyba. A może tylko marzył?

Wrócił do łóżka, poszukał pilota i włączył kanał z wiadomościami. Nie słuchał spikera, wzrokiem poszukiwał na pasku u dołu ekranu informacji o kolejnym morderstwie.

Jeszcze za wcześnie, pomyślał i wyłączył telewizor. Nawet nie wiedział, jak miała na imię, ale był pewien, że rozpozna dziewczynę. Odrzucił kołdrę i podniósł się z posłania.

– Kici, kici – zawołał ulubieńca, kierując się do kuchni. Choć był środek nocy, poczuł, że okropnie zgłodniał. A Rudy nigdy nie odmawiał posiłków. Grzesiek miał wrażenie, że kot zachował wspomnienie głodu z dzieciństwa.

***

Grzegorz zawsze lubił deszcz. Dodawał mu sił i odwagi. Chłopak uzurpował sobie prawa do jego mocy. Ulewa przeganiała dzieciaki z podwórka, a on czerpał satysfakcję z myśli, że siedzą zamknięte w pokojach, z nosami na kwintę. To było tak, jakby miał nad nimi władzę. Tak samo jak nad dorosłymi. Ścigał wzrokiem skulone postacie, z głowami wciśniętymi w ramiona, uciekające do klatek. Poganiał opieszałych.

W zapadającym mroku chuchał na szybę, a potem wycierał czarny kwadrat, żeby zobaczyć jego twarz. Niby zwyczajną, ale w oczach płonęła wyzywająca nienawiść: do Grześka, do innych ludzi, do całego świata. Początkowo bał się tego drugiego, ale oswoił strach, a następnie zdobył zaufanie obcego dzięki podziwowi, bezgranicznej ufności, że tamten potrafi wszystko. I potrafił. To on zamienił ojcu butelki. Grzesiek pamiętał ochrypły krzyk przechodzący w skowyt, a potem rzężenie. To on przytrzymał rękę matki, gdy chciała wezwać pomoc. Grzesiek nienawidził jej łez. Przedtem też tylko płakała, głupia.

Grzesiek nie płakał. Czerpał siłę od tego drugiego. Nie płakał też po matce, gdy kilka lat później odeszła. Ale pamiętał jej spojrzenie, zarazem pełne wyrzutu i strachu.

***

Opuścił jej mieszkanie przed świtem, z mocnym postanowieniem, że nigdy więcej tu nie wróci. Poznał ją na stacji benzynowej. Nie zapamiętał, jak się nazywała. Zatankował i spytał, gdzie może przenocować. Od rana, z małymi przerwami na kawę, prowadził samochód. Czuł się zmęczony, a na dodatek po południu zaczęło mżyć, by pod wieczór rozpadać się na dobre. Nie miał ochoty kimać na rozłożonych siedzeniach. W tej miejscowości nie było nawet motelu, ale dziewczyna powiedziała, że jej rodzice wynajmują czasami pokoje.

Czekał na nią przy kubku niezbyt smacznej kawy, obserwując ukradkiem. Była całkiem ładna, choć zbyt intensywny makijaż zacierał prawdziwe rysy. Uśmiechnęła się do niego, gdy poczuła na sobie wzrok.

Matka, w znoszonym szlafroku i ze znużonym uśmiechem, wręczyła mu klucz do pokoju i udzieliła kilku informacji. Podziękował i zapłacił od razu, ponieważ chciał wyjechać bardzo wcześnie. Kobieta przyjęła pieniądze, skinęła głową i schowała się w pomieszczeniu, z którego dobiegał przyciszony dźwięk telewizora.

– Napijesz się herbaty? – spytała dziewczyna, a on bez zastanowienia przytaknął.

Przyszła do niego z dzbankiem ustawionym na tacy, dwoma szklankami w staromodnych koszyczkach i wyszczerbioną cukiernicą. Rozmawiali. Grzesiek zastanawiał się, ilu przedtem facetom zwierzała się z beznadziei swojego życia, z planów i marzeń. A potem poszło szybko i wylądowali w łóżku.

Obudził się chyba o trzeciej nad ranem. Spoglądał na śpiącą obok dziewczynę i czuł niesmak. Nie dlatego, że uprawiał seks z dopiero co poznaną kobietą. To często mu się przydarzało, szukał takich okazji. Ale dlatego, że ona wczepiała się w niego jak przestraszone dziecko, żądając pocieszenia, obietnic, które nie zostaną spełnione.

Ubrał się i położył na stole, obok niedopitej herbaty, sto złotych. Potem zabrał pieniądze. Przecież nie była dziwką. Marzyła na jawie, chciała, żeby było jak w filmie. Ale życie to nie romantyczna opowieść. Jednak zostawił jej banknot.

Wyszedł, zamykając cichutko drzwi. Czuł się podle. Ten kretyński wewnętrzny robal – sumienie – gryzł go, zmuszając do zaciskania warg, do przekleństw, do kopania bezbronnych kamieni. W ostatniej chwili wstrzymał nogę. To coś, leżące pod krzakiem bukszpanu tuż przy chodniku, nie było martwe. Nachylił się trochę i szturchnął zabłoconą kulkę czubkiem buta. Pisnęło. Odsunął się, nie wiedząc, co robić. Może gdyby nie niesmak po nocy z dziewczyną zostawiłby to coś, nie przejmując się. Normalnie pewnie nawet nie zauważyłby takiego maleństwa, ale teraz potrzebował dobrego uczynku, żeby zatrzeć to dziwaczne uczucie. Schylił się i podniósł zwierzę. Zaniósł do samochodu, z podręcznej torby wyrzucił na siedzenie wszystkie rzeczy, zostawił tylko ręcznik i włożył tam popiskującego futrzaka. Uruchomił samochód, włączył ogrzewanie, a w pierwszej miejscowości, gdzie zobaczył czynną już przychodnię weterynaryjną, zatrzymał się po pomoc.

Rudy został z nim na stałe, bardziej wyrozumiały od każdej kobiety. Z pokorą akceptował przedłużającą się nieobecność opiekuna i suche jedzenie. Miewał oczywiście swoje nastroje, ale kto ich nie ma? Czasem, gdy Grzegorz wracał do domu, nie mógł odnaleźć ulubieńca. A potem okazywało się, że spod wersalki wyzierają rozwścieczone, zielone oczy. Nawet nie próbował wtedy głaskać, czy wyciągać przyjaciela. Z nieznanych przyczyn zwierzak okazywał mu wyraźną wrogość. Tak mogło być przez kilka godzin albo kilka dni. Grzesiek nigdy nie wiedział, od czego zależą humorki Rudego i jak długo potrwają.

***

Stał w obskurnej łazience. Blask nieosłoniętej abażurem żarówki raził oczy, ale przecież nie dlatego łzy płynęły mu po policzkach. Zerknął w lustro, ale ten kąt sprawiał, że widział fragment pokoju, a nie własne oblicze. Na łóżku leżała dziewczyna, przykryta kołdrą, spod której wystawała noga. Odsłonięte udo zapraszało, by wędrować ustami po gładkiej skórze. Zadrżał, ale przesunął się odrobinę, by zgubić ten widok. Kiedy znowu lśniącą powierzchnię wypełniło jego własne odbicie, odetchnął głęboko. Ale nie ujrzał łez. Nie dowierzając, przesunął dłonią po twarzy. Była mokra. Dlaczego nie mógł tego dostrzec w zwierciadle?

– Kim jesteś? – wyszeptał do wizerunku.

– Nikim. Tobą. Sobą.

– Co? Kto tu? – spytał, ale zaraz zamilkł przestraszony.

Nagle poczuł, że powinien stąd wyjść. Dusił się przesyconym smrodem kanalizacji powietrzem. Nawet nie spojrzał na dziewczynę. Zresztą, po co? Nie zapytał, jak miała na imię, nie interesowała go jako człowiek. Była kolejną, żądną wrażeń, napaloną lalunią. Najpierw jednak zadbał, by ją zadowolić, dopiero potem pomyślał o sobie. Ale teraz musi opuścić to miejsce. Już! Teraz! Natychmiast!

***

– Rudy, przestań! Wyłaź! Albo nie dostaniesz żarcia!

Grzegorz ze złością szurnął plastikową miską po kuchennym blacie. Ten wredny futrzak znowu wlazł pod kanapę i nie chce się pokazać. Humorki, a niech go szlag!

Mężczyzna zestawił naczynie na podłogę koło lodówki, sam chwycił puszkę z piwem i poszedł do pokoju. Syk otwieranego pojemnika przyjemnie wypełnił głuchą ciszę panującą w mieszkaniu. Grzesiek miał nadzieję, że zwierzak wkrótce do niego dołączy. Mruczenie zadowolonego Rudego odprężało znakomicie. Piwo i kot. Kot i piwo. Grzesiek, piwo i kot. Kot, Grzesiek i dziewczyna. Piwo, kot, dziewczyna.

– Przestań! – Grzesiek poderwał się z wersalki. – Odbiło ci? Jak możesz tak nawet myśleć?

Zielone oczy rzucały wściekłe błyski, gniewne prychnięcia ostrzegały, żeby nie wyciągać ręki.

– Rudy, no coś ty? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, nie? Przecież wiesz, że to nie ja, prawda? Nie pamiętasz już, kto cię wyciągnął z rynsztoka? No już, dobrze. Chodź do mnie, połóż się tu. Będę cię głaskał i drapał za uszami. A ty mi pomruczysz. Twoje mruczenie odpędza koszmary. Uratowałem cię, pamiętasz. To dobry uczynek.

***

Deszcz znowu wygrywał werble na blaszanym parapecie. Grzesiek nie mógł spać, miał ochotę ubrać się i wyjść, by poczuć krople na twarzy. Pragnął, żeby mżawka spłukała sztuczną powłokę, odsłoniła wnętrze. Ale Rudy ułożył mu się na klatce piersiowej; nie chciał go zrzucać. Sięgnął po pilota. Znowu ten sam program: 997. Ściszył dźwięk, oglądał tylko obrazy. Napuchnięte zwłoki – pewnie przeleżały parę dni w wodzie. Na szyi widoczne ślady zadzierzgnięcia. Dłoń z sygnetem. Błękitny kolczyk. Kolejne ciało – szczupłe uda i tatuaż…

Wzmocnił głos w telewizorze. Znał ten obrazek: czerwony motylek i niebieska literka „K”.

– …ciało znaleziono trzy miesiące temu. Kobieta przed śmiercią uprawiała seks, nie ma oznak gwałtu. Mimo zabezpieczenia licznych śladów oraz spermy nie udało się odszukać mężczyzny, który prawdopodobnie spędził z denatką ostatnią noc. Przyczyna śmierci nieznana. Jakkolwiek by to nie brzmiało – spiker spojrzał poważnym wzrokiem w ekran kamery – nie wiadomo, co spowodowało zgon kobiety. Wykluczono uduszenie, śmierć przez toksyny, nie stwierdzono śladów narkotyków…

Grzesiek wyłączył znowu głos. Znał tę dziewczynę. Przymknął oczy, by przywołać obraz pokoju i młodej kobiety. Usłyszał jej spazmatyczne jęki, czuł podniecający zapach spoconego ciała, który mieszał się ze smrodem z kanalizacji. Czuł też własne ciało, nabrzmiewające pożądaniem, gotowe, by znaleźć spełnienie w nieznanym, kobiecym wnętrzu. Był spięty, wiedział, że za chwilę nastąpi eksplozja. Nakrył ustami jej wargi, by spijać ekstatyczne uniesienie, by nie pozwolić, żeby krzyk rozkoszy przerwał jednostajny łomot deszczu…

– Rudy, zgłupiałeś? – wrzasnął Grzesiek; jeszcze półprzytomny od wyobrażeń, zrzucił z siebie kota. Zerknął na tors – przez cienką koszulę przesączały się krople krwi. Podciągnął materiał i obejrzał ślady pazurów.

Kot znowu ukrył się pod wersalką, śląc gniewne spojrzenia zielonych oczu.

– A siedź tam, debilu – mruknął mężczyzna, wędrując do łazienki po wodę utlenioną.

***

Coraz częściej odnosił wrażenie, że gubi gdzieś dni. Właściwie to noce, a na dodatek deszczowe. Jakby na ten czas zapadał w katatonię. Czasem wydawało mu się, że śni na jawie albo odwrotnie – odtwarza rzeczywiste wydarzenia w czasie letargu. Zastanawiał się tylko, czego jest więcej. Wczoraj znowu oglądał 997. I ponownie wydawało mu się, że już widział gdzieś tę kobietę. Tylko dlaczego mówią, że przyczyna śmierci nieznana? Czy takie coś jest w ogóle możliwe?

Rudy znowu go lubi. Ugniata łapkami i okręca się kilka razy, żeby wreszcie ułożyć mu się na brzuchu. Grzesiek nie włącza telewizora. W czarnym ekranie ustawionym na niewysokiej szafce na wprost wersalki odbija się jego twarz. Jego? Czyja?

Boże przenajświętszy, kto tu jest?

Mężczyzna sztywnieje. Kot natychmiast wyczuwa zmianę nastroju, prycha i chowa się pod wersalkę. Zielone oczy płoną gniewem. Grzesiek to widzi, choć zdaje sobie sprawę, że musi to być odbicie w telewizorze.

Nie, to niemożliwe. To tamten widzi. Ten z ekranu. Dlaczego się uśmiecha?

Rudy, chodź do mnie. Zasłoń go. Rzuć się na niego z pazurami.

Znowu ten cholerny program. 997. Milczący spiker. Sine dziewczyny. Rozwarte uda. Rozwarte usta.

Nie pozwól jej krzyczeć. Zabierz jej oddech. Zabierz jej duszę. Dla mnie, bo przecież ty nie istniejesz. Jesteś moim odbiciem. To dla mnie pochłaniasz jej witalność. Karmisz mnie. Sam nie istniejesz. Nie istniejesz… Nie istniejesz… Nie…

***

Nie istnieję. Istnieję. Istnieję dla niego. Zabijam dla niego. Karmię go. Daję mu życie. Odbieram życie. Zabijam dla życia. Jestem bez życia.

***

– Kim ty, kurwa, jesteś? – Grzesiek szlocha, ukrywając twarz w dłoniach. – Kim ja jestem?

– Ty jesteś nikim. Nie istniejesz. Nie istniejesz beze mnie. Ja nie mogę istnieć bez ciebie. To proste.

– Nie chcę zabijać! Nie chcę odbierać im dusz! – krzyczy. – Nie możesz tego ode mnie żądać. Jestem przecież człowiekiem.

– Człowiekiem? Nie. Nie jesteś człowiekiem. Nie istniejesz, dlatego nie mogą cię znaleźć.

– Ty też nie istniejesz. Nie nakarmię cię więcej. Nigdy.

Grzesiek zwinął się w kłębek.

***

Kot stoi na parapecie. Przez uchylone okno wpadają do wnętrza rozbryzgi deszczu. Zwierzak ogląda się. Na wersalce leży jego pan. Nie pachnie jak zwykle, nie grzeje jak zwykle. Rudy nie powinien go zostawiać, ale jest głodny. To nic, zapoluje, a potem tu wróci. Przecież to jego przyjaciel.

Koniec

Komentarze

Dla mnie diabła wystarczająco, w dodatku prawdziwy ;)

To jest bardzo dobre. Nie mam się do czego przyczepić, a to się rzadko zdarza.

Ugh, naprawdę miło coś takiego usłyszeć. Dziękuję.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dawno tutaj nie zaglądałam, a jak już zajrzałam to od razu trafiłam na tak dobry  tekst. Naprawdę ciekawe i wciągające opowiadania. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, diabła przedstawiłaś w niebanalnej formie. No i oczywiście duży plus za kota. 

 

Dziękuję, Leno.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobrze, Bemiku, że nie starałaś się straszyć. Wystarczyło, że krótko i chłodno przedstawiłaś kolejne sceny i momenty dezorientacji Grzegorza, chyba nie do końca zdającego sobie sprawę, co się z nim dzieje i dlaczego.

Diabła jest w opowiadaniu tyle ile trzeba – dobitniejsze eksponowanie go byłoby już pewnie wykładaniem kawy na ławę, a tego raczej nikt nie lubi.

I jeszcze Kot. Mam wrażenie, że Rudy wiedział najwięcej.

 

Odór potu mie­szał się z per­fu­ma­mi, opa­ra­mi al­ko­ho­lu i dymu pa­pie­ro­so­we­go.Odór potu mie­szał się z per­fu­ma­mi, opa­ra­mi al­ko­ho­lu i dymem pa­pie­ro­so­wym.

Czy mogły tam być opary dymu papierosowego?

 

Tak mogło trwać kilka go­dzin albo kilka dni. Grze­siek nigdy nie wie­dział, od czego za­le­żą hu­mor­ki Ru­de­go i jak długo po­trwa­ją. – Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O kurczę :/

Nie tu chciałem ten tekst zobaczyć…

 

Skoro jednak, pozostaje mi postawić stempel jakości – moją opinię, droga sojuszniczko, już znasz :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dobre opowiadanie, przeczytałem z przyjemnością. Dzięki za miłą lekturę!

Cieszę się, że Wam się spodobało. Reg – poprawię, jak zacznie mi normalnie działać komputer.

Zastanawiam się tylko, jak to jest: tu, na NF, opowiadanie się podoba, właściwie nie ma zarzutów, a gdzieś poza portalem przepada z kretesem. Ktoś kiedyś nazwał ten portal “przedszkolem dla autorów” i mam wrażenie, że jestem wzorowym przedszkolakiem, ale to za mało, żeby przejść do pierwszej klasy :-(

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nikt nie będzie karmił realnej konkurencji, szczególnie na tak małym i kurczącym się rynku, jakim jest polski rynek wydawniczy. Twoje opowiadanie bardzo przypomina mi stylistyką opowiadania Szczepana Twardocha, gdyby znalazło się w tomiku "Tak jest dobrze" to bym go nie wyłowił. Czyli na ghostwrittera się nadajesz. Może nawet jesteś… Z dylematów wnioskuję, że nazwiska nie masz. No cóż, w działalności artystycznej jest to problem natury zasadniczej. Piszesz dosc dobrze, porównując do rynku, nie forum. Większe gnioty lądują na półkach Empiku. To oczywiście moja prywatna opinia.

Może powinnam zmienić gatunek!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ktoś kiedyś nazwał ten portal “przedszkolem dla autorów” i mam wrażenie, że jestem wzorowym przedszkolakiem, ale to za mało, żeby przejść do pierwszej klasy :-(

Co z tego, Bemiku, że jeden z użytkowników często pogardliwie nazywał nasz portal literackim przedszkolem, skoro Twoje umiejętności i teksty dobitnie świadczą, że już dawno jesteś po maturze. A że w innych gdzieindziejach jeszcze Cię nie odkryto… no cóż, w ten sposób też zdobywasz doświadczenie i jestem pewna, że w końcu osiągniesz najwyższe tytuły naukowe. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Reg za wiarę we mnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I ja Ci dziękuję, Bemiku, za to że jesteś, że piszesz. :-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kolejna cegiełka do przedstawienia kota w fantastyce. Pomysł fajny, rozterki Grzegorza dobrze przedstawione, podobnie jak jego kolejne kochanki. Może zabrakło odrobiną tąpnięcia w końcówce, przez co wydźwięk opowiadanie nie jest taki jak być powinien.

Kot jest zawsze i wszędzie ciekawy. Dzięki, belhaju.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hmmm. A mnie się wydaje, że opowiadanie mogłoby być jaśniejsze. Który? W jaki sposób jeden przejmował władzę? Dlaczego zmarł?

Na dobrą sprawę, gdyby konkursowy diabeł chował się w kocie, opowiadanie trzymałoby się kupy równie dobrze.

Też mi zabrakło jakiegoś łupnięcia w końcówce. A może nie tyle łupnięcia (bo jakieś przecież było), co odpowiedzi na pytania.

Babska logika rządzi!

Dzięki Finklo. Może masz rację, że trochę niejasno, ale nie chciałam wykładać kawy na ławę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ten nieuchwytny złoty środek… ;-)

Babska logika rządzi!

Również brakowało mi porządnego zakończenie. Napięcie w opowiadaniu rośnie powolutku, lecz stale, dochodzi do sceny przed telewizorem a potem wszystko się jakoś rozmywa, trochę tak, jakby Autorowi skończyło się natchnienie.

Poza tym nie do końca zrozumiałam dlaczego/jak Grzegorz umarł. Nie jestem również pewna roli kota. W komentarzach czytałam, że to Rudy był diabłem?

Hmm... Dlaczego?

Eeee, mnie się wydawało, że to ten Grzesiek w lusterku? Ale, właśnie, pole do interpretacji pozostaje.

Babska logika rządzi!

Kot diabłem? Nieee, kot jest jak najbardziej niewinny, on tylko wyczuwa diabła. Finkla ma rację, to ten w lusterku.

Jak umarł Grzesiek? Ano zwyczajnie, jakoś popełnił samobójstwo (najpewniej nałykał się tabletek), żeby nie karmić dalej diabła. Ot i tyle tłumaczenia.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja też już wcześniej czytałam i wiesz już, bemiku, że mi się podobało. I w ogóle mi się bemikowe opowiadania podobają. Mam nadzieję, że świat niedługo się na tobie (na nas, bo i ja poległam ;)) pozna.

www.facebook.com/alecojak

kam_mod – dziękuję i chwała zwyciężonym.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo fajny tekst :) Wbrew tematyki a może właśnie przez nią czyta się przyjemnie. Nienachalne przedsawienie wierzenia, że zwierzęta wyczuwają więcej od nas na plus :) Mam tylko wrażenie, że gdy już Grzegorz zaczął łapać o co chodzi to się pośpieszyłaś, wydaje mi się, że można było więcej wycisnąć na finiszu. Warsztatowo oczywiście bez zarzutu. Moja ulubiona scena to ta z początku gdy kobieta daje się Grześkowi napić i odsuwa mu szkło od ust, majstersztyk ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki, Mytrixie. Miło że wpadłeś. Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiem, jak rozszerzyć ten finał. Tym bardzieij, że do Grześka dotarła tylko częściowa prawda – on czuł się jedynie żywicielem, nie samym diabłem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja myślałem w mej ułomności, że i owszem nie jest człwiekiem, ale jakimś pomniejszym szatańskim pomiotem, zesłanym… nie, nie "zesłanym" bo zzsyła to się z góry, hm… (…)pomiotem, który wypełzł z czeluści na rozkaz Złego, by go karmić. Być może nawet pomioten, w postaci człowieka, opętanym przez diabła (no bo nie zostawiał śladów). A tu sie okazuje że to sam diabeł ;D To tylko moje odczucie było z tym zakończeniem, być może nie ma potrzeby go rozwijać :) choć możnaby się pokusić o opis jego przeobrarzenia do pełnej świadomości bycia diabłem, lub nawet po kolejnych pożywieniach, pokusić sie o przybycie diabła w oryginalnej postaci na Ziemię… no a dalej to już nic, albo Postapo ;D dobra pogadałem głupoty, ulżyło mi :) w każdym razie opowiadanie jest bardzo fajne i kropka .

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem i, poza oczywistymi walorami, tekst pozostawił we mnie jakiś dziwny niepokój. Każdy (chyba) ma swojego demona, każdy karmi go na swój sposób… Dobrze jak tylko jednego ;-)

Pozdrawiam!

Krzysztof

Dzięki za wizytę i za klika.  Też mam wrażenie, że w każdym tkwi jakiś demon, a przynajmniej diabełek, tylko niektórzy potrafią go wepchnąć do kieszonki i zapiąć guzik, a inni sobie nie radzą.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, opowiadanie jest po prostu świetne. Cóż za klimat! Poważnie, super!

 

EDIT: To zdanie jakoś źle się czyta: Grzesiek nienawidził łez, które leciały jej po policzkach.

Jakieś takie łopatologiczne i trochę nielogiczne. Łzy raczej spływają po policzkach a nie lecą. No i dlaczego nie napisać po prostu: Grzesiek nienawidził jej łez. No ale to nie błąd, tylko takietam widzimisię. ;)

Miło widzieć ten tekst w bibliotece :) Taki mariaż obyczajówki i fantastyki zawsze mnie fascynował. Trzeba mocnego warsztatu, żeby umiejętnie wprowadzać element fantastyki i tajemnicy do "naszego" uniwersum.

Dziękuję bardzo panowie za wizytę. 

Blackburn – spróbuję to zdanie przeredagować, ale to już po świętach.

Edith: zrobione.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Odnoszę wrażenie, droga Bemik, że jednak źle się czujesz w szeroko pojętej grozie. Opowiadanie czyta się płynnie, warsztat pierwsza klasa, a do tego zdania-perełki, których zazdroszczę jak nie wiem co! (zwłaszcza tego fragmentu z zauważaniem przechodnia, gdy przebiega się przez ulicę)

Niemniej dostrzegam problemy tego tekstu i domyślam się, dlaczego przepadł w konkursie. Bo chociaż historia Grzegorza opowiedziana jest bardzo sprawnie, to na dłuższą metę – nudno. Bowiem spotyka on jedną panią, drugą, trzecią i nic nie zaskakuje. Do tego zakończenie jest niezbyt satysfakcjonujące, a sam temat potraktowany chyba zbyt dosłownie.

“W deszczu” to całkiem przyjemne opowiadanie, ale czytywałem tutaj Twoje dużo lepsze teksty.

Pozdrawiam!

MrBrightside – zapewne masz rację, ale jeśli nie będę próbować pisać grozy, to nigdy się nie uda kogoś nastraszyć.wink

Dzięki za wizytę. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

fajna historia to jest napewno

Dziękuję.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo zmysłowe, szczególnie początek.

 

Dla mnie dużym atutem tekstu jest bardzo przystępna, lekkostrawna, a zarazem głęboka psychologia:

Ukryty pod skórą nijakości, konformizmu i pokory egzystował w zamkniętym świecie stawianych wymagań i oczekiwań.

 

– opisałaś tu odczucia bardzo wielu współcześnie żyjących ludzi; myślę, że łatwo w ten sposób zjednujesz sobie czytelnika, któremu łatwo zidentyfikować się z bohaterem.

 

To zdanie zwróciło moją uwagę:

Jakby istniał podwójnie.

– taka jaskółka zapowiadająca jakąś wypaczoną wiosnę. Parę takich zdań "jaskółek" dość umiejętnie wypuściłaś.

Potem napisałaś o "tym drugim" i już wiele odkryłaś takim stwierdzeniem. Moim zdaniem zbyt wiele, ale może trzeba wziąć poprawkę ma mnie – czytelnika trochę spaczonego, który nie do końca ufa głównemu bohaterowi, że ten zdaje pełną relację ze swoich poczynań ;) Moim zdaniem mogłaś jeszcze odwlec ten moment, bo samo wpatrywanie się Grześka w okno mogłoby wystarczyć, żeby zaniepokoić czytelnika. Trochę się czepiam, bo ogólnie bardzo misternie i umiejętnie budowałaś tu napięcie.

 

Podczas lektury zanotowałem sobie pytanie do Ciebie, czy czytałaś “Morfinę” Szczepana Twardocha. Potem przejrzałem komentarze i widzę, że nie ja jeden skojarzyłem Twój tekst z tym autorem. Coś więc musi być na rzeczy ;) Styl rzeczywiście podobny, szczególnie ten kawałek:

Nie istnieję. Istnieję. Istnieję dla niego. Zabijam dla niego. Karmię go. Daję mu życie. Odbieram życie. Zabijam dla życia. Jestem bez życia.

Sytuacja, w której znalazł się główny bohater, też podobna.

 

Myślę, że nazwanie tego forum “przedszkolem” jest niezrozumieniem jego specyfiki. Tutaj może publikować każdy, a teksty grafomańskie i te zakrawające o geniusz są zestawione tuż obok siebie. Odwagą jest publikować w takim towarzystwie, w którym każdy może stanąć jak równy z równym – od przedszkolaka aż po mistrza i nierzadko przedszkolak komentuje poczynania mistrza. Wielu dzisiejszych pisarzy nie odważyłoby się na coś takiego. Wyobraź sobie np. pana Sapkowskiego, który publikuje tutaj pod jakimś pseudonimem. Musiałby trochę wytężyć siły, żeby być poczytnym, nieprawdaż? Powstawiać komentarze, samemu narazić się na krytykę, a wielu z tych, którzy dziś wychwalają jego prozę, grymasiłoby pod jego opowiadaniami.

 

Nie jestem przekonany, że powieść grozy jest gatunkiem, którego powinnaś się ściśle trzymać.

 

Powodzenia, pisz, pisz, pisz :)

 

 

Nimrodzie, bardzo dziękuję Ci za ten wnikliwy komentarz. Wiesz zapewne, że jestem osobą starszą, a więc prawdopodobnie trochę bardziej doświadczoną od większości użytkowników portalu. To ma zapewne spory wpływ na moje pisanie. A pisać zaczęłam nie tak dawno – jakieś osiem lat temu, oczywiście zaczęłam od czego? Od powieści. Ale dla młodzieży. Wyszła chyba nawet całkiem dobrze, bo ktoś zwrócił na nią uwagę, ale ta uwaga nie była na tyle ważka, żeby książkę wydrukować. Dopiero potem trafiłam na ten portal i tu przeszłam szybki kurs pisania.

Dlaczego o tym piszę? Otóż, wiek sprawia, że patrzę nieco inaczej na wiele spraw, do niektórych nie potrafię się odnieść, bo są o całe galaktyki od mojego życia. Ale eksperymentuję tu, gdzie mogę. Moje pierwsze opowiadania były słodziutkie, nawet ukute zostało nowe określenie – bemikowy. To nic złego, ale trochę mnie zezłościło, że czytelnik sięgając po moje teksty wie na sto procent, czego się spodziewać. Dlatego zaczęłam być “złym bemikiem”. I pamiętam swoją radość, gdy pod jednym z takich złych tekstów widziałam komentarze oszołomionych czytelników: Bemik, to ty? Nie wierzę. Normalnie radość jak z gwiazdkowego prezentu. 

Pewnie nie pójdę w tym kierunku, ale to poszerza moje pisanie.

A Twardocha nie czytałam.

Jeszcze raz dziękuję Ci za ten komentarz, bo sprawił, że zastanowiłam się głębiej po co to wszystko robię.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Najbardziej spodobało mi się zakończenie. Nawet nie to, jak skończył bohater, ale to, jak pięknie pokazałaś to z kociej perspektywy. 

Pomysł ciekawy, ale jakoś nie podeszło mi tak całkiem. Kiedyś wątek mordowania pod wpływem jakichś sił albo szaleństwa z utratą świadomości budził we mnie naprawdę wielką grozę, tutaj jakoś tego nie poczułam. Może dlatego, że któryś już raz się z nim spotykam i w sumie niewiele ma to związku z Twoim pisaniem ;) To, co może bardziej Cie interesować, to to, że przeszkadzało mi nieco wrażenie chaosu. Nie potrafiłam się zorientować, czy za każdym razem opowiadasz o innej kobiecie, czy tez bohater wraca pamięcią do tej pierwszej. Wspomnienie z dzieciństwa zasugerowało mi, że Grzesiek poznał swojego demona już wtedy, zaakceptował go i oswoił, skorzystał z jego siły, zdziwiło mnie więc, że nie zdaje sobie sprawy, w jakim stopniu nadal wpływa on na jego życie. 

Poza tym – jak zawsze – język, styl, wszystko pierwsza klasa :) I refleksja – tak jak powyżej napisał Krzysztof, ja równiez odczytałam tutaj przesłanie o tym, że jakiegoś demona ma każdy…

Dziękuję Werweno. Chaos? A wiesz, że to nie pierwsze opowiadanie, gdzie ktoś ma z tym problem.  Autor(ka) z reguły jest przekonany/a, że przedstawia wszystko właściwie.

A to, że Grzesiek trochę oswoił demona, nie koniecznie oznacza, że jest świadomy, jak bardzo złe nim kieruje. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pewnie zwykle są to różni ktosie, a chaos w gruncie rzeczy jest pojęciem względnym ;) Niemniej pewnie warto wiedzieć, co się czytelnikom nie składa do kupy i tropić czemu tak się dzieje :)

Masz rację, że oswojenie demona nie musi oznaczać pełnej nad nim kontroli. Nie grało mi jednak to, że wspomnienie sugeruje, jakby Grzesiek dobrze go znał, a w kolejnych scenach wydaje się dopiero dowiadywać o jego istnieniu.

 

Zastanawiam się tylko, jak to jest: tu, na NF, opowiadanie się podoba, właściwie nie ma zarzutów, a gdzieś poza portalem przepada z kretesem.

 

Ogolnie sprawę ujmując wywołałaś, bemik, bestię z lasu. ;-) 

 

Tylko jurorzy znają przyczynę odrzucenia tekstu. Też zachodziłem w głowę, dlaczego, skoro widuję dużo gorsze teksty drukowane.

Mnie w tym opowiadaniu niczego nie brakuje – taki typ. Starając się pisać grozę, Twoje teksty stają się “mięsiste”, jakby precyzyjnie skierowane do dorosłych, wyraziste, wiarygodne. Nie wiem, czy groza to dobry dla Ciebie kierunek na twórczość, ale ćwicząc grozę, na mój gust, dobrze wpływa na twój styl.

Wracając do meritum, tak sobie myślę o temacie konkursu… Gdybym miał ocenić, czy dobrze się wstrzeliłaś tym opowiadaniem, to niestety patrząc z tej perspektywy, oceniam że się nie udało. Świat jakiś jest, diabeł jakiś jest, ale gdzie jest uwypuklona jakaś negatywna cecha tego świata, która jest pożywką dla diabła i która jakby nacechowała diabła? No bo miało być, jakie czasy taki diabeł. Z tej perspektywy patrząc, nie do końca wyszło, na moje oko. Oczywiście to tylko przypuszczenie. Może chodziło o coś innego. Ale ja nie juror i taka perspektywa mnie nie interesuje. Niezmiennie opowiadanie misię, bardzo. 

 

 

Bemik, dzięki za otwartość w Twoich komentarzach. Bardzo mi pomogłaś zrozumieć kierunek, w którym podąża Twoja twórczość. Zaczynam coraz bardziej doceniać notki biograficzne autorów pod opowiadaniami ;) Następnym razem dwa razy pomyślę, zanim napiszę pod Twoim tekstem "Bemik, zostań po jasnej stronie mocy" ;)

Blackburnie – a wiesz, że ja pomyślałam tylko o tym, że za mało diabła w diable. Nie pomyślałam o ale gdzie jest uwypuklona jakaś negatywna cecha tego świata, która jest pożywką dla diabła i która jakby nacechowała diabła? To znaczy trochę tego jest, bo jednak nakreśliłam świat Grzegorza: najpierw dzieciństwo, potem w tych scenkach z dziewczynami – beznadzieję egzystencji dziewczyny ze stacji benzynowej, czy rzucanie się na mocne odczucia tej pierwszej z dyskoteki. Tak sobie myślę, że zabrakło w moim opowiadaniu “brudu”. Tego właśnie, co sprawia, że chcesz się otrząsnąć i zmyć wrażenia. Ciągle piszę “za ładnie”. Nie bardzo umiem to wytłumaczyć, ale gdybym miała postawić kogoś na pierwszym miejscu w takim “brudnym stylu” to byłby chyba syf. Po jego opowiadaniach czuję się psychicznie zgwałcona. Do tego dążę. W kilku opowiadankach byłam już blisko, ale nie udało mi się jednak przekroczyć tej granicy. 

Nimrodzie, czy powinnam się cieszyć z Twojego komentarza? Czy to znaczy, że poruszyłam jednak jakąś strunę w Twoim wnętrzu? 

Obu panom bardzo dziękuję za wizytę i komentarze.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To znaczy trochę tego jest, bo jednak nakreśliłam świat Grzegorza: najpierw dzieciństwo, potem w tych scenkach z dziewczynami – beznadzieję egzystencji dziewczyny ze stacji benzynowej, czy rzucanie się na mocne odczucia tej pierwszej z dyskoteki. Tak sobie myślę, że zabrakło w moim opowiadaniu “brudu”.

 

Bemik, możliwe że zabrakło brudu, jednak jest go co nieco. Moją uwagę zwróci kot, bo niby prycha i bywa diaboliczny, ale z tym kotem były momenty ocierania się o słitaśność – takie, momentami, odniosłem wrażenie, ale granica słitaśności nie została przekroczona, wiec okej.

Ale mi nie chodzi o świat Grzegorza – dzieciństwo, bo to jest jego świat, a nie czytelnika. Mnie chodzi o świat nas wszystkich – przeszły, teraźniejszy czy przyszły. Jaki demon charakteryzuje określone czasy. Nie wiem, czy jasno się wyrażam – no, przykładowo: czy konsumpcjonizm cechuje obecne czasy? Czy on jest złem i stanowi pożywkę dla diabła? Jak nacechowuje diabła? Czy diabeł wygląda jak hostessa namawiająca do zadłużenia się i kupienia za wszelką cenę czegoś, co jest nam niepotrzebne?

O coś takiego mi chodziło. ;-)

 

 

No tak, tylko że to jest kwestia podejścia do tematu. Ty proponujesz perspektywę makro, ja wyszłam z perspektywy jednostki. Być może komisji chodziło właśnie o coś takiego jak Ty mówisz. Ja się po prostu nie wstrzeliłam w ich zamysł.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No właśnie, zamysł, tego nie wiemy, ale możliwe że tak było.

 

Tak, podejście makro. Chyba każdy dobry tekst czy powieść, którą czytałem, ma jakieś przesłanie makro, które w jakimś stopniu dotyka świata czytelnika.

Bemik, oczywiście, że poruszyłaś. Kilka Twoich opowiadań już przeczytałem i nie widziałem, żeby zdarzył Ci się słaby tekst. Wciągnęłaś mnie swoim opowiadaniem, a komentarzem – poruszyłaś. Tak więc… pisz, pisz, pisz :)

WOW!

Bardzo dawno mnie tu nie było. Pierwszy tekst po powrocie, a tu od razu takie BUM!

Tęskniłem za twoimi opowiadaniami i teraz już wiem dlaczego. Są genialne! Nie ma się do czego doczepić, więc pozostaje mi tylko nadrobić zaległości i czekać na następne historie!

O, dzięki. Rzeczywiście,dawno nie zaglądałeś.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kawał dobrej prozy! Czy raczej kawałek – krótki, ale zacny.

Zagrała mi forma. Budowa zdań, ciekawe porównania, rytm. Dojrzały warsztat, tak bym to określił.

Treść także, chociaż sam finał to, imo, takie trochę pstryknięcie palcami :P A może się czepiam, bo wczułem się, przyjemnie się mi czytało. a tu nagle koniec. Z drugiej strony rozwleczenie finału chyba nie przysłużyłoby się całości, więc tak, jednak się czepiam ;)

Pozdrawiam. 

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

O, miło mi, że się odnalazłeś i to na dodatek pod moim tekstem. Dziękuję za wizytę i mam nadzieję, że nie znikniesz znowu na tak długo :-) 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawe, klimatyczne takie. Wciągnęło mnie. Bardzo fajne opowiadanie, podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Cieszę się, że przypadło Ci do gustu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka