- Opowiadanie: funthesystem - Mikołajek w kosmosie

Mikołajek w kosmosie

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Mikołajek w kosmosie

Dzisiaj rano byłem strasznie zadowolony, bo – nie uwierzycie – lecimy z klasą w kosmos!

Rodzice, nie wiem dlaczego, byli z tego powodu mniej zadowoleni. Tata nakrył głowę poduszką i powiedział, że mam iść do łóżka, bo jest dopiero czwarta, i czego oni w tych szkołach nie wymyślą. Próbowałem trochę popłakać, ale wtedy tata wystawił głowę spod poduszki i zobaczyłem, że to nie pora na żarty. Wróciłem do łóżka, ale bałem się zasnąć. Gdybym się spóźnił, prom by nie czekał, a chłopaki poleciałyby beze mnie i miałyby do opowiadania mnóstwo historii o tym, jak spotkali kosmitów i skakali po meteorytach.

Kiedy mama weszła do pokoju, spałem.

– Mikołaj, wstawaj – powiedziała. – Wiesz dobrze, że prom nie będzie na ciebie czekał.

Miała rację, wiedziałem o tym. W czasie ostatnich wakacji mieliśmy lecieć w kosmos z panem Blédurt (to nasz sąsiad, on i tata lubią się przekomarzać) i panią Blédurt (to żona pana Blédurt). Tata zapomniał swojego spacedrona i musieliśmy wrócić się do domu. Kiedy w końcu dojechaliśmy do portu, zobaczyliśmy, jak prom odlatuje – z państwem Blédurt na pokładzie.

– Chcę jeszcze pospać – powiedziałem, nakrywając się poduszką jak tata.

– Bez dyskusji! – Po głosie mamy poznałem, że zrobiła groźną minę. Nie mogłem tego zobaczyć, bo miałem na głowie poduszkę, więc mina nie podziałała.

– Co się tam dzieje? – krzyknął tata z łazienki.

– Twój syn w środku nocy był zbyt podniecony, żeby spać, a teraz życzy sobie, żeby go nie budzić! – odkrzyknęła mama.

– Mikołaj! Bo dostaniesz szlaban!

Więc zacząłem płakać, bo to niesprawiedliwe! Człowiek chce sobie rano pospać, skoro w nocy nie mógł, i w ogóle to ucieknę z domu i zamieszkam na jakiejś asteroidzie, no bo co w końcu, kurczę blade! W drzwiach stanął tata. Wyglądał trochę śmiesznie, bo pół twarzy miał ogolone, a pół pokrywała pianka.

– Chcesz klapsa? – zapytał.

Nie chciałem. Wstałem i, pochlipując, zacząłem zbierać się na wycieczkę.

Kiedy przyleciałem do szkoły, wszyscy już tam byli: Alcest, Gotfryd, Euzebiusz i cała reszta. Mieli strasznie przejęte miny, bo choć w kosmosie każdy z nas był już z rodzicami, to nigdy wcześniej nie polecieliśmy tam całą bandą. Nawet nasza pani i Rosół wyglądali na trochę podenerwowanych. Rosół to nasz opiekun i to nie jest jego prawdziwe nazwisko. Często mówi „spójrz mi w oczy”, a na rosole są oka. Starsze chłopaki to wymyśliły.

– Dobrze, dzieci – powiedziała pani. – Dobierzcie się w pary i wsiadajcie do aerobusu. Ananiasz, czemu płaczesz?

Ananiasz to pierwszy uczeń i pupilek naszej pani. Płakał, bo nikt nie chciał być z nim w parze. Pani sama wzięła go za rękę i wszyscyśmy wsiedli do aerobusu, który zawiózł nas do portu kosmicznego. Tam zrobiła się draka, bo Alcest gdzieś zniknął. Alcest to mój najlepszy kumpel, ten, który bez przerwy je. Chyba już wam kiedyś o nim mówiłem. Rosół poszedł go poszukać, a minutę później wrócił Alcest.

– Gdzie byłeś? – zapytałem.

– Musiałem kupić rogaliki z czekoladą – odparł, podgryzając kanapkę z szynką.

– Dasz jednego?

– Zwariowałeś? Mam umrzeć z głodu w kosmosie?

Ale dał mi trochę szynki. Dobry kumpel z tego Alcesta.

Po chwili wrócił Rosół.

– Nigdzie go… – zaczął, ale wtedy dostrzegł Alcesta. – Gdzieś ty się podziewał?

– Każdemu z osobna muszę powtarzać, że musiałem kupić rogaliki? – zirytował się Alcest.

Rosół otworzył usta, a potem je zamknął.

– Dobrze – powiedział. – Wszyscy są?

Okazało się, że nie ma Rufusa.

– Poszedł pana poszukać, kiedy Alcest się znalazł – powiedział Gotfryd. – Pójdę mu powiedzieć, że już pan jest.

– Idę z tobą – powiedział Euzebiusz.

Rosół poczerwieniał.

– Niech nikt się nie rusza! Jeszcze jeden numer i nikt nie poleci w kosmos. Zrozumiano? Spójrzcie mi wszyscy w oczy!

Wtedy przyszedł Rufus.

– A więc tu pan jest! – zawołał.

Rosół zakrył sobie twarz i przejechał rękami po policzkach.  

Wsiedliśmy do promu. Byliśmy bardzo grzeczni, nie licząc Ananiasza, który zaczął wrzeszczeć i wierzgać nogami, kiedy robot-steward zapinał mu pasy. Sama podróż na orbitę była nudna, bo nie mogliśmy ruszać się z foteli. Gotfryd przechwalał się, że jego tata, który jest okropne bogaty, ma całe mnóstwo promów i kupi mu jeden w nagrodę za dobre oceny. Straszny kłamczuch z tego Gotfryda! W końcu dotarliśmy na miejsce, w którym mieliśmy wyjść w przestrzeń kosmiczną. Zanim jednak pozwolili nam ubrać  się w skafandry, Rosół zebrał nas i powiedział:

– Spójrzcie mi wszyscy w oczy! Kosmos to nie żarty. Jak zauważę, że ktoś za bardzo oddala się od strefy albo majstruje przy kombinezonie, to będzie musiał przychodzić do szkoły we wszystkie czwartki do końca roku.

Do końca roku jeszcze masa czasu, więc obiecaliśmy, że będziemy grzeczni. Nasza pani tylko westchnęła i życzyła nam dobrej zabawy. Z jakiegoś powodu nie chciała wyjść na spacer w próżni.

Potem zaczęliśmy wkładać skafandry. Alcestowi poszło najłatwiej, bo jego ręce zawsze są śliskie od masła. Najwięcej problemów miał Maksencjusz, który ma strasznie długie nogi z wystającymi, wiecznie brudnymi kolanami. Ananiasz się rozchorował i musiał wrócić do pani. Kiedy wszyscy byli gotowi, udaliśmy, że słuchamy instrukcji bezpieczeństwa, a tak naprawdę urządziliśmy turniej na głupie miny. Tylko Alcest w nim nie uczestniczył, bo poupychał wewnątrz hełmu rogaliki i robienie min mogłoby je przesunąć poza zasięg jego ust.

W końcu weszliśmy do śluzy.

– Nie przepychajcie się! – zawołał Rosół przez interkom.

Właz otworzył się, a my wypchnęliśmy Rosoła i wyskoczyliśmy w przestrzeń kosmiczną. Daleko w dole widzieliśmy Ziemię.

– Chłopaki, to w co się bawimy? – zapytał Joachim.

– Jak to w co? – zdziwił się Rufus. – W policjantów i Marsjan!

Tata Rufusa jest gwiezdnym policjantem i Rufus ma od niego specjalny kosmiczny gwizdek, dlatego zawsze chce bawić się w to samo.

– Zwariowałeś? – zapytałem. – W kosmosie gra się w ludzką piłkę!

– Powtórz, co powiedziałeś! – krzyknął Rufus.

– W kosmosie gra się w ludzką piłkę – powtórzyłem.

– Tą wcześniejszą część.

Euzebiusz powtórzył za mnie i powiedział, że jak coś się Rufusowi nie podoba, to zaraz da mu fangę w nos. To nas wszystkich rozśmieszyło, oprócz Kleofasa, który nie zrozumiał, że przez hełm się nie da. Rufus uznał, że pomysł gry w ludzką piłkę jednak mu się podoba. Chyba doszedł do wniosku, że nie zawsze będzie mieć hełm, a Euzebiusz nigdy nie zapomina o obiecanych fangach.

– To kto będzie piłką? – zapytał Joachim.

– Jak to kto? – zdziwił się Gotfryd. – Alcest, on jest najokrąglejszy!

To się Alcestowi nie spodobało. Był dodatkowo zdenerwowany, bo rogalik zsunął mu się pod brodę tak, że nie mógł go dosięgnąć zębami.

– Przyłożyć ci? – zapytał.

– Tylko spróbuj! – powiedział Gotfryd.

Alcest spróbował i mu się udało. Popchnięty Gotfryd poszybował w dal.  

– Gol! – krzyknął Alcest.

– Nie liczy się! – zawołał Gotfryd, odlatując. – Nie ustaliliśmy, co jest bramką!

Ja jednak myślę, że się liczyło. Nie wiem, jak Alcest to zrobił, ale tak wypchnął Gotfryda, że ten trafił w Rosoła, który dryfował sobie w pewnej odległości, patrząc na Ziemię. To spowodowało, że opiekun wyleciał poza zasięg dozwolonej strefy i drony musiały ściągnąć go do śluzy.  

– Kosmiczny zbijak! – krzyknął Euzebiusz i pchnął z całej siły Maksencjusza.

Nie miał jednak oparcia ani masy Alcesta, więc sam poszybował w przeciwną stronę i trafił w Kleofasa. Kleofas z kolei odbił się od Joachima, Joachim od Rufusa, a Rufus ode mnie. Zaczęliśmy się popychać nawzajem w swoją stronę i było fantastycznie. A potem skończył się czas i musieliśmy wrócić na pokład promu. Tam zauważyliśmy Rosoła, który rozmawiał z dyrektorem przez holofon i chusteczką ocierał sobie czoło.  

– Panie dyrektorze – mówił. – To kompletne dzikusy! Mamy drugą połowę dwudziestego pierwszego wieku, a oni zachowują się jak jacyś barbarzyńcy! Rzucali w siebie nawzajem. … Czym? Jak to czym? Sobą! Zamiast kontemplować przestrzeń, zamiast podziwiać Planetę Matkę, zamiast korzystać z dobrodziejstw technologii, oni…

Urwał, bo zauważył, że wszyscy patrzymy mu w oczy.

– Oni… – zająknął się Rosół.

– To tylko dzieci, panie Dubon – powiedział Dyrektor. (Pan Dubon to Rosół).

 Nasz opiekun zakrył sobie twarz i przejechał rękami w dół po policzkach.  

W drodze powrotnej pani zadała nam wypracowanie oparte na naszych doświadczeniach: „Dlaczego ludzie pragną latać w kosmos”. Wyobraźcie sobie jej minę, kiedy przeczytała to, co wszyscyśmy napisali.

„W kosmos lata się po to, żeby kontemplować przestrzeń, podziwiać Planetę Matkę, korzystać z dobrodziejstw technologii”.

 

Koniec

Komentarze

Zabawne. Zawsze lubiłam Mikołajka. Wyszło Ci całkiem nieźle.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, cieszę się, że mogłem umilić chwilę i przypomnieć jedną z fajniejszych postaci w literaturze. 

Fajne. Ale nie dajcie się zwieść, to jakaś ponura dystopia jest. Druga połowa XXI wieku, a tu przemoc wobec nieletnich (klapsy), przemoc w szkole (fangi w nos), skandaliczny poziom nauczania (skoro karą jest chodzenie do szkoły w czwartek, to normalnie jest on wolny, czyli – mało zajęć szkolnych, czyli – upadek edukacji).

A z technikaliów – jak dla mnie tytuł wypracowania wielką literą.

A poza tym – świetne smiley!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ech, Staruch, chyba jednak to dzisiejsze wychowanie jest dystopią…

 

Błąd poprawiony, cieszę się, żeś usatysfakcjonowany :)

Fajne. Nie czytałem niczego o Mikołajku, ale to mi się podoba. Takie radosne, proste.

F.S

Foloin, to koniecznie nadrób zaległości! 

Albo poczekaj na własne dzieci i razem z nimi poznawaj Mikołajka.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik – na razie mam siostrzeńców :) Coś czuję, że będziemy nadrabiać w sobotę.

F.S

Mikołajek jest jedną z ulubionych postaci mojego dzieciństwa, co sprawiło, że zasiadając nad tym tekstem miałem pewne obawy, które… szybko się ulotniły. Czułem się, jakbym czytał jedno z opowiadań Goscinny’ego. Ten sam klimat, świetnie naśladowany styl. Ciekawy pomysł, żeby przenieść akcję do drugiej połowy XXI wieku. Tekścik zasługuje na duży plus :D

Bardzo sympatyczny tekścik. Spodobało mi się połączenie Mikołajka i SF. :-)

Zakładam, że błędy są zamierzone.

Czytało się podobnie. Alcest opychający się rogalikami bardzo udany. :-)

Babska logika rządzi!

Świetne :D

Stylizacja naprawdę Ci się udała, nawiązania do konkretnych chłopaków oraz lekka, pełna humoru przygoda sprawiły, że z przyjemnością powróciłem do klasyki :)

 

Udana i, w moim przypadku, bardzo trafiona niespodzianka. Dzięki!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wstyd przyznać, ale nie znam przygód Mikołajka. Mimo to czytało mi się przyjemnie, a opowiadanie jest sympatyczne :)

Świetnie podrobiony styl Gościnnego :) Przyznaję, nie wiem, czy Rosół jest postacią oryginalną czy stworzoną przez Ciebie (bo chłopaków pamiętam i poznałam).

Mnie się wydaje, że Rosół był w oryginale. Łącznie z wyjaśnieniem ksywy.

Babska logika rządzi!

Wszystkie postaci oryginalne. Jedyne, co ode mnie, to przesunięcie przygód Mikołajka o sto lat w przód. 

A fragment reprezentatywny dałeś? 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zawszę daję ;)

Dzięki, bawiłem się świetnie!

I mówisz, że rzadko piszesz fantastykę? Dużo tego masz jeszcze w szufladach?

Coś tam się jeszcze znajdzie ;) Plus będzie powstawać na bieżąco, skoro teksty sprawiają, że ludzie się uśmiechają. To akurat powstało wczoraj, bo w niedzielę napisałem klasycznego Mikołajka i ponoć mi wyszło, więc uznałem, że spróbuję w wersji fantastycznej, żeby móc się tym z wami podzielić. 

Pożałowałam, że nie znam Mikołajka :( Świetne, proste w formie, a bogate w treści. Kosmiczny zbijak… Klikam!

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dzięki! ;) Nigdy nie jest za późno, żeby się z Mikołajkiem zapoznać. Polecam przetestować go na dzieciach (własnych lub cudzych).

Ech, ta dzisiejsza młodzież. Myśmy jakiś kawałek Mikołajka mieli w czytance gdzieś na początku podstawówki. Pewnie w drugiej klasie.

Babska logika rządzi!

Na dzieciach… To jeszcze długo Mikołajka nie poczytam.

 

Mój brat czytał (80/90). Ja już nie. Ja to w podstawówce łykałam Koontza i Kinga… :P

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Sympatyczny przerywnik w ciągu dnia :) Wpadłeś na całkiem fajny pomysł i udało ci się go zrealizować. Puenta, która nie jest powtórką z “Mikołajka” na plus. Trochę przeszkadzało mi tylko, że reszta tekstu pełna była zwrotów i sytuacji żywcem wziętych z innych opowiadań i oprócz kosmosu nie było tu nic nowego.

Ale puenta nie zawodzi :)

Naz (pozwolę sobie tak skrócić), celowo zaznaczyłem, że można cudzym dzieciom poczytać ;) Może się w rodzinie jakieś pojawią, a może się napatoczą w inny sposób. Szkoda, że obecnie daje się dzieciom tablet, żeby zająć czymś ich uwagę. Aż chcę się westchnąć, ale trochę inaczej niż westchnęła Finkla: ech, ci dzisiejsi rodzice.

 

Mer, nie chciałem tworzyć nowego stylu Mikołajka, tylko skopiować ten Goscinny’ego. Nawet po lekturze tych opowiadań, które napisał, chciałbym więcej. Dlatego sam się zabawiłem pisząc coś, co sam chciałbym przeczytać. 

Idealnie skróciłeś ;) 

Z kuzynem, który chodzi do podstawówki, to gadałam ostatnio o PS4 i Fifie… Ale! Ciotka czytała mu Tajemniczy ogród i podobało mu się. Tyle że tak sam z siebie, to on chyba nic nie czyta. Oprócz niusów sportowych. Fakt, tablet ma przyklejony do ręki.

Offtop… idę stąd ;)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Jaki tam offtop, toż to ważna dyskusja o przyszłości naszego kraju! Warto o tym mówić. Nie wiem, co innego można by polecieć dzieciom, które zaczynają samodzielnie czytać, jak nie Mikołajka. 

Hmmm, nie zupełnie chodziło mi o tworzenie nowego stylu. Nie wiem, jak to inaczej wyjaśnić… Właśnie częścią stylu Goscinnego są takie zachwycające wszystkich wtręty z życia codziennego czy rozumowania dziecka. U ciebie one są, ale wzięte po prostu z oryginału. I to te co bardziej popularne. Brakuje mi trochę tej świeżości, która zachwyca w “Mikołajku”, ale i tak czyta się miło, a świeży jest u ciebie koncept :)

Mikołajek jak żywy – on, wszystkie chłopaki i reszta postaci. Napisałeś to tak, Funthesystemie, że tylko wyciągnąć tomiki i po wycieczce w przyszłość, wrócić do przeszłości. ;-D

 

to nasz są­siad, on i tata lubią prze­ko­ma­rzać… – …to nasz są­siad, on i tata lubią się prze­ko­ma­rzać

 

Zanim jed­nak po­zwo­li­li nam ubrać ska­fan­dry… – W co ubrali skafandry?

Wiem, że to mówi dziecko, ale powiedz dziecku, że ubrań, także skafandrów, nie ubiera się.

Proponuję: Zanim jed­nak po­zwo­li­li nam włożyć/ założyć/ ubrać się w ska­fan­dry

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mikołajek nie uważał na lekcjach gramatyki, stąd te błędy. Już go pouczyłem ;)

Oj, a ja myślałam, że to specjalnie… Nie pamiętałam, czy oryginalny Mikołajek strzelał takie byki.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że pouczony Mikołajek przysiadł fałdów, i dokonał poprawek. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

AAAA! Moje dzieciństwo! <3

Szkoda, że to portal tylko z fantastyką. Mikołajek we Francji wychodzi Ci lepiej niż ten w kosmosie :(

Zaraz Cię zlinczują za ten “portal tylko z fantastyką” :D

Dlaczego zlinczują? Obyczajówki są nuuudne. Przeważnie.

Babska logika rządzi!

A jeszcze więcej słabych ;)

Kończymy offtop. 

Finkla, w najbliższych dniach planuję wrzucić długą obyczajówkę z elementami fantastyki. 

Jak z elementami, to może jeszcze da się tekst odratować… ;-)

Babska logika rządzi!

Jedyny sposób, żeby się przekonać, to Wam je pokazać. A jeśli jakoś przez nie przebrniesz, Finklo, to będę wiedział, że choć trochę mi wyszło. A jeśli nie zdzierżysz, to będę musiał jakoś przeboleć ;)

Fajne. Nie znam cyklu o Mikołajku, ale autor zachęcił mnie do sięgnięcia po coś z tej serii.

 

Obyczajówki są nuuudne. Przeważnie.

 

To prawda.

Marcinie, cieszę się, że cię zachęciłem :)

 

To prawda.

 

To zapraszam do mojego  “Dziewięć martwych zwierząt”. Jest obyczajowe, a podzielająca Twoje zdanie Finkla przyznała, że nie jest wcale takie nudne :D Może też zmienisz swoje uprzedzenia? ;)

Wypraszam sobie! Ja nic nie zmieniałam! Tam po prostu było wystarczająco dużo fantastyki, aby nie tekst nie wpadł do worka z obyczajówką.

Babska logika rządzi!

Cicho, ja tu próbuję zwabić czytelnika ;) 

Na swoją obronę powiem, że Mały Słowik uznał tekst za obyczajówkę (z fantastyką w tle). 

Niesztampowe. Brawo za pomysł i wierność stylowi Goscinny’ego.  Chapeau bas! devil

Przyczajony użyszkodnik

O, odwiedziny za odwiedziny! Ale fajnie, że wpadłeś :)

O? Dla zwykłych ( przed chwilą czytałem “ Krótka instrukcja obsługi Pana”) też coś jest. Niby nic a jednak coś.

“Krótka instrukcja” jest chyba najtrudniejszym z moich opowiadań. Przy pozostałych nie było problemów ze zrozumieniem. Dzięki za wizytę i zapraszam do pozostałych opowiadań :)

 PS Na pewno ustawiłeś dobrą płeć w profilu? :D

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet :)

Cześć!

 

Swego czasu byłem miłośnikiem przygód Mikołajka i przeczytałem chyba wszystkie Księgi. Moim skromnym zdaniem mógłbyś napisać następną! ;D

 

Pozdrawiam!

Jai guru de va!

Fun, widzę, że masz nowego psychofuna ;)

Rokitniku, witaj w klubie! (legitymacje z pojedynczym numerem serii już się rozeszły).

Obiecałem Funowi, że za pomoc przy pewnym tekście “przejadę się” po całej jego portalowej twórczości. Słowo się rzekło i słowa dotrzymuję! Choć w sumie i tak chciałem to zrobić :)

Dzięki za powitanie! Rozeszły się? No trudno, jakoś to przeżyję…

Jai guru de va!

Dzięki, klubowicze :D 

W tajemnicy zdradzę Wam, że dzisiaj wieczorem będzie coś nowego do poczytania. Ale cii, nie zapeszajmy, bo dopiero się pisze. 

Czyżby na Przysłowiadania? 

Jai guru de va!

Mam nadzieję, że załapałam się na legitkę z ładnym numerem. ;-)

Rokitniku, może Ci coś zabetować? Dobra, wkręcam Cię, mam prawie setkę tekstów na portalu… Chyba nikt nie skomentował wszystkich.

Babska logika rządzi!

Tak, Przysłowiadania. W sumie jeszcze nigdy nie pisałem tak na ostatnią chwilę. 

 

Finklo, dałaś mi pierwszego klika, więc chyba się załapałaś :D

Tak mi się wydawało, ale gdybym miała pamiętać wszystkie swoje kliki…

Babska logika rządzi!

Finklo, przeczytam wszystkie Twoje z biblioteką do końca tygodnia! To zawsze “coś” ;D

A zabetować możesz, jak najbardziej! Tak się składa, że także będę miał krótkie opowiadanko na “Przysłowiadania”. Pojawi się w becie w… najbliższym czasie ;) Dam Ci znać!

Jai guru de va!

To też ponad 40. Uważaj, co obiecujesz. Hmmm. Z takim krótkim terminem? Nie lubię betować na chybcika, ale zaproś, jak będziesz gotowy.

Babska logika rządzi!

Ja nie dam rady?! Poczekaj no… ;) Ustalam sobie termin do tej niedzieli.

Ok. Na szczęście jest to-to krótkie, więc nie będę Cię długo męczył. A przynajmniej mam taką nadzieję

Jai guru de va!

Nie będziesz długo męczył, bo zostało raptem osiem godzinek z hakiem. Kończ, Waść, jak najszybciej.

I przepraszamy Funa za offtop.

Babska logika rządzi!

Kończę lada chwila. I również przepraszam.

Jai guru de va!

U mnie nie ma co przepraszać za offtop :) Mytrix to pod jednym moim tekstem prawie opowiedział historię swojego życia :P

Ale zawsze mi jakoś niezręcznie, kiedy offtopuję bez udziału Autora. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Dzięki za wizytę, Diriadzie :)

Nowa Fantastyka