- Opowiadanie: bemik - W brankardzie

W brankardzie

Znowu próbuję trochę straszyć.

Podziękowania dla belhaja za pomoc.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

W brankardzie

– No, nie płacz, maleńka, proszę, zaraz znajdziemy twoją mamę.

Jan pochyla się nad dzieckiem. Jest duży i silny. Uśmiecha się. Błękitne, załzawione oczy wpatrują się w niego z nadzieją. Płacz jeszcze nie minął, ale przeszedł w cichutkie pochlipywanie.

– Już dobrze, daj rączkę. Pójdziemy w tamtą stronę. Kupię ci pączka albo lody, chcesz?

Dziewczynka kiwa energicznie głową, aż jasna grzywka spada jej na czoło. Z ufnością wsuwa delikatną małą rękę w spracowaną dłoń. Idą pustym korytarzem. Pociąg kołysze na boki, ale mała już się nie boi. Ten pan ją podtrzymuje, uważa, żeby nie uderzała o ściany. I zagląda do każdego przedziału. Wszędzie siedzą ludzie: młodzi, starzy, dzieci, kobiety i mężczyźni. Ale mamy nie ma.

Idą więc jeszcze dalej, do wagonu wypełnionego gwarem i ciepłem. W powietrzu unoszą się smakowite zapachy.

– Poproszę pączka, herbatę i piwo.

Mężczyzna sadza Asię na wysokim krzesełku i podsuwa jej pod nos talerzyk.

– Wujku – mała krzywi się – nie lubię takiego ciastka.

– To co chcesz?

– Kup mi, wujku, wafelek w czekoladzie.

Opiekun spełnia polecenie dziecka. Zdejmuje część opakowania i owija nim wafelek tak, żeby dziewczynka nie pobrudziła sobie rąk. Mała zlizuje czekoladę, wsuwa batonik do ust jak lizaka i rozsmarowuje przy okazji po buzi. Jan przygląda jej się z uwagą.

– Cała się upaprałaś! – Wujek śmieje się i Asia wie, że się na nią nie gniewa. Nawet pogłaskał ją po głowie. – Może mi pan zmoczyć tę chusteczkę? – prosi obsługującego ich mężczyznę. Potem wyciera delikatnie wszystkie czekoladowe ślady. Z kącika ust wybiera jakiś okruszek i nawet oblizuje palec.

– Chodź, pójdziemy dalej!

– I poszukamy mamy – przypomina dziewczynka.

– Oczywiście.

Znowu wędrują korytarzem. Zbliżają się chyba do końca pociągu. Wydaje się też, jakby ludzi było mniej. Może powysiadali na mijanych stacjach?

– Wujku, muszę siusiu.

Mężczyzna patrzy na nią uważnie, a potem szeroko uśmiecha się.

– Dobrze, zaraz znajdziemy toaletę. Chyba jest tam, kawałek dalej.

***

– Ta policjantka mówiła, że takiego widoku to nawet ona nie będzie mogła zapomnieć. Tyle krwi… – Młody konduktor popatrzył na przełożonego z nadzieją. – Panie kierowniku, czy to się kiedyś skończy?

– Krzysiek, zlituj się, a ja skąd mam wiedzieć? – Mężczyzna zdjął czapkę i przeczesał palcami siwe włosy. – Jeszcze parę lat temu zatrzymywali wszystkich, którzy jeździli na tej trasie, a ruch był wstrzymany. Dobrze że już się nie czepiają i wypuszczają skład zastępczy. Przedtem nawet tego nie było można. A ludzie klęli na PKP. Tyle czasu, a policja nie potrafi znaleźć sprawców.

– No – chłopak uśmiechnął się – kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy, mnie jeszcze nie było na świecie. Nie mogą mnie podejrzewać. Zresztą, ile to trzeba mieć siły, żeby tak porozrywać ciało?! Największy kawałek był wielkości dziecięcej dłoni, a krew to wypływała tą szparą pod drzwiami. I jeszcze ten obrzydliwy zapach na korytarzu – zupełnie jak wtedy, kiedy mama obgotowuje podroby.

– Młody, przestań, pora na śniadanie, a ty takie rzeczy… Jeść się odechciewa. – Kierownik składu wyjrzał przez okno. Krajobraz przelatywał niczym lekko przyspieszony film. – Ja właśnie zacząłem pracować na tej trasie… To było trzydzieści dwa lata temu…

– Chce pan trochę kawy? – Krzysztof ustawił termos na blacie rozkładanego stolika, obok położył kanapki i dwa dorodne pomidory.

– Z mlekiem i cukrem?

– No, mama specjalnie po to mleko do sąsiadów lata. Wie, że pan kierownik takie tłuste lubi.

– Oj, lubię, lubię. – Stępień uśmiechnął się szeroko. – To nalewaj, taka gorąca kawusia najlepsza.

Starszy upił łyk i aż przymknął oczy z rozkoszy. Mocna, słodka i do tego to mleko – tłuste, aż osad na podniebieniu zostaje.

– A podziękuj matce, młody. I doceń, że tak o ciebie dba.

– A doceniam, panie kierowniku, doceniam. Niech pan opowie, jak to było tym pierwszym razem – poprosił Krzysiek i podsunął szefowi pomidora.

Kierownik powąchał, pokiwał głową z zadowoleniem i zatopił w nim zęby. Z własnego ogródka, pachnący i słodki.

– A co ci tam będę gadał. Dawno to było. Sam nie widziałem i nie słyszałem – kumpel opowiadał.

Ale Krzysiek już wiedział, że obłaskawił kierownika i znowu się stanie powiernikiem kolejnej kolejowej legendy. Już nie pospieszał szefa. Przyglądał się cierpliwie, jak stary wyciąga z teczki kanapki, układa na stoliku i odwija z papieru.

– To długa historia – powiedział Stępień, jakby się jeszcze krygując przed rozpoczęciem opowieści.

– Mamy czas, panie kierowniku. – Młody zerknął na zegarek. – Dwadzieścia trzy minuty do następnej stacji.

– No dobrze, skoro chcesz… Pamiętam tę historię, jakby ją wczoraj Heniek opowiadał, a przecież to zdarzyło się tak dawno…

***

Niewielki przedział skąpo oświetlony światłem z korytarza wydawał się być jakąś enklawą we wszechświecie. Równomierny stukot kół działał usypiająco. Całe szczęście, bo mała była rozhisteryzowana. Chyba coś jej się przyśniło, ponieważ ciągle łapała matkę za rękę i prosiła, żeby wyszły z pociągu. Aniela tłumaczyła córce, że nie mogą tego zrobić. Jadą do babci, mówiła, w odwiedziny. I do dziadziusia.

– Nie możemy, Asiu. Następny pociąg będzie dopiero jutro, a ja powiedziałam cioci Marysi, że przyjedziemy dziś. I ciocia wyjdzie po nas na dworzec. W nocy. Gdybyśmy teraz wysiadły, czekałaby na nas i bardzo się martwiła.

– I tak będzie się martwiła – powiedziała dziewczynka i z nadąsaną miną usiadła koło okna. – Nic nie widać – poskarżyła się po chwili.

– Bo w przedziale jest jasno, a na zewnątrz ciemno – próbowała wyjaśnić mama. – Widzisz tylko nasze odbicie w szybie. Jak chcesz, zgaszę światło, wtedy będziesz mogła oglądać krajobraz.

Dziewczynka usiadła wreszcie grzecznie i wpatrzyła się w przelatujące za oknem cienie. Po dłuższej chwili kołysanie wagonu sprawiło, że ponownie zrobiła się senna. Położyła głowę na kolanach matki i zażądała bajki.

– O czym ma być?

– O pociągu.

Wymyślanie własnych bajek należało do wieczornego rytuału. Historie mogły dotyczyć wszystkiego: psa sąsiadów, dziury w murze, szpinaku. Teraz przyszła kolej na pociąg.

– Dobrze, więc posłuchaj. Lokomotywa toczyła się po torach, kołysząc się niby tłusta kaczka na za krótkich nogach. Jechała wolniutko, była stara i nie chciało już jej się spieszyć. Tuk, tuk, tuk, tuk – stukotały miarowo koła, a w przedziałach ludzie układali się do snu. Sądzili, że wkrótce dotrą do celu. Nie wiedzieli, że ciuchcia ma swoje własne plany…

Dalszy ciąg bajki nie nastąpił, ponieważ Asia zasnęła. Kobieta przykryła ją kurtką, sama rozpięła płaszcz, bo zrobiło jej się za ciepło i usadowiła się wygodniej. Głowę oparła o zagłówek i przymknęła oczy. Już wkrótce zobaczy rodziców. Mama przytuli ją i powie jak zwykle, że zmizerniała. A tata chwyci Joasię na ręce i spyta, co to za dziewczynka. Będzie wesoło i swojsko. Szkoda, że Marek nie mógł z nimi pojechać.

***

– Haende hoch! Raus!

Szorstki głos wyrwał Anielę ze snu. Patrzyła nieprzytomna na zgniłozielone mundury, na wycelowany w nią pistolet. Niemcy? Ale przecież wojna dawno się skończyła.

Ktoś chwycił ją za włosy i szarpnął mocno, żeby wstała. Joasia zaczęła płakać. Chwyciła dziecko na ręce, usiłując je zasłonić.

– Na koniec pociąga, schnell! – Gardłowy głos poganiał, nie pozwalał się zastanowić, otrząsnąć z otumanienia.

Z innych przedziałów też wyganiani byli pasażerowie. Zaspani, zaskoczeni, pozwolili się pognać na koniec składu. Jakaś starsza kobieta histerycznie zawodziła.

– Stehenbleiben! Ruhe!

Ktoś uderzył staruszkę w twarz. Zatoczyła się i byłaby upadła, gdyby nie oparła się o Anielę.

– Geld, dawaj piniądz. Alles.

– Nie mam pieniędzy. Wszystko zostało w przedziale – wydusiła przez ściśnięte gardło.

Bandyta chyba nie uwierzył. Wyszarpnął jej z ramion rozpaczliwie łkającą Asię i postawił na podłodze.

– Śliczna dziewczynka – powiedział zadziwiająco poprawnie po polsku. – Dawaj kasę, jeśli chcesz, żeby przeżyła.

– Torebka… portfel… w przedziale – wydukała przerażona. – Oddaj mi dziecko.

– Nie masz pieniędzy? No to jakoś inaczej będziesz musiała zapłacić wykupne. – Mężczyzna zarechotał.

Aniela dopiero teraz zauważyła, że twarze napastników zasłaniają pokraczne maski. Bandyta wyciągnął rękę i jednym ruchem rozerwał jej bluzkę. Odruchowo zasłoniła się połami płaszcza. Osobnik pchnął Joasię w kierunku płaczącej staruszki.

Kobieta cofała się, dopóki mogła, ale po kilku drobnych kroczkach poczuła za plecami drzwi. Bandyta nie czekał dłużej, rzucił się na nią i powalił na ziemię. Aniela broniła się, drapiąc i gryząc, ale on był znacznie silniejszy. Uderzył ją w twarz, a gdy oszołomiona zwiotczała, zaczął szarpać na niej ubranie. Niemal naga leżała pod nim, rozsunął jej uda, a wtedy zdarzyła się rzecz niespodziana. Zapłakana Joasia skoczyła mu na plecy i krzycząc przeraźliwie, biła zaciśniętymi piąstkami po głowie. Mężczyzna zerwał się zaskoczony. Chwycił małą za ręce i, unosząc jak kurczaka, otworzył drzwi i rzucił między wagony. Dziecko nie zdążyło ani się przestraszyć, ani nawet krzyknąć.

Zimny pęd powietrza ocucił Anielę. Nie zdołała powstrzymać zbrodniarza. Z dzikim wyciem skoczyła za córką.

***

– Ludzie mówili – kończył opowieść Stępień – że tak je przemieliło, że nie było co zbierać. A tych niby-Niemców wyłapali w końcu wszystkich. Taką sobie obrali metodę na rabunek. Długo nie mogli ich dopaść, bo ludzie byli zaspani, a te sukinsyny zawsze miały maski. Zresztą zwykle tylko grabili, ten gwałt to podobno jakiś szczeniak, którego wzięli na robotę.

– No, rozumiem – powiedział Krzysztof. – Ale co to ma wspólnego z tym facetem rozszarpanym u nas w klopie?

– Podobno – stary podrapał się po swędzącym zaroście – w każdą rocznicę na tej trasie można spotkać zagubioną małą dziewczynkę. Wybiera swoją ofiarę spośród facetów, a potem razem szukają mamusi. A efekt sam widziałeś.

– Jezu, w życiu nie pomogę żadnemu dzieciakowi – wysapał z przerażeniem Krzysiek.

– E no, młody, nie przesadzaj. Tylko tej jednej nocy trzeba uważać. Tak przynajmniej ludzie mówią. 

Koniec

Komentarze

Opowiadanie już czytałem i zachęcam do zapoznania się z nim :)

Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo przypadło mi do gustu, był dreszczyk na koniec. Muszę przyznać, że na początku spodziewałam się zupełnie innego rozwoju wypadków, a szort okazał się nieprzewidywalny. Rozmowa konduktorów naturalna, fajne te opisy mleka i pomidorów, poczułam, że to ludzie z krwi i kości. Stępień przywiódł mi na myśl 13 posterunek, co trochę odwróciło uwagę od tekstu, ale tylko na chwilkę. :) 

Podobało mi się, ładnie napisane, zaskakujące, dreszczyk był, a do tego, droga bemik, kobiety decydują o swoim losie ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Coś czułem, że tą małą jest coś nie tak. Bardzo dobrze Ci wyszło. Aż ciarki mnie na koniec przeszły :) Świetne!

F.S

Myalgia – dziękuję. A ze Stępniem masz rację – nie pomyślałam, że może się skojarzyć.

Naz – dziękuję, ale nie do konca masz rację. Dopiero po śmierci… Dreszczyk to właśnie jest coś, na co czekam.

Foloin – cieszę się i dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A to, że dziewczynka uratowała mamę przed tym, co najgorsze? Dzielna mała.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A nie uważasz, że mama wolałaby być zgwałcona, gdyby mogła tym ocalić życie córki?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kurcze, poważny dylemat etyczny! Mama pewnie by wolała, ale stało się, jak się stało. Dziewczynka nie pozostała bierna.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Tylko że efekt jej działania był taki, że obie straciły życie.

Co by nie mówić, w tym przypadku obojętnie – wybór czy pozostanie biernym –  każda opcja niosła ze sobą zło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To prawda. Ale wolę przedstawiony scenariusz. Chyba bardziej stawiam się na miejscu dziewczynki niż mamy ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nie przestraszyło, ale szort wciąga. Scena z napastnikami plastyczna i wierca się w umysł. Przeczytałem z przyjemnością. 

Ciekawa opowiastka, takiej końcówki się nie spodziewałam.

Jak ktoś w odpowiednim nastroju, to i mogą go refleksje opaść… Ale efekty jakieś takie mało bajkowe – no bo za co?

Babska logika rządzi!

Mizoandryzm przychodzi na myśl. ;)

Coś w tym jest. :-)

Bemik, jeszcze jedno sobie uświadomiłam: dziewczynka z matką jadą “na groby”. To sugeruje przełom października i listopada. A potem pomidor z własnego ogródka. A wtedy już chyba nie ma? Nawet w szklarniach?

Babska logika rządzi!

Blackburn – dzięki. Mizoandryzmu po takich przejściach każdy by się nabawił.

Finklo, również dziękuję za wizytę i komentarz. Byłam ciekawa, kto zwróci na to uwagę :-). Bo najpierw był koniec wakacji, a dopiero potem wstawiłam tę wizytę “na grobach”. A skoro już zauważone, będę zmieniać. I dzięki za punkcik.

Edytka: zmienione, jadą w odwiedziny.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Byłam ciekawa, kto zwróci na to uwagę :-)

A kogo obstawiałaś? ;-)

Babska logika rządzi!

Ciebie! I nie zawiodłam się. Jeszcze ewentualnie Reg.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to miło, że nie rozczarowałam. ;-)

Ech, pułapki na człowieka zastawiają, testy robią… ;-)

Babska logika rządzi!

Rany, to było mocne, droga sojuszniczko! :D

 

Najpierw spodobało mi się, gdyż obraz spacerujących po pociągu dziewczynki i wujka jest taki swojski, później zaskoczyłaś Niemcami, a raczej pseudo-Niemcami i wreszcie, gdy pomyślałem, że z horroru jednak nici, zakończyłaś…

…fajnie. Klimatycznie. I groza też w tym była. Hurra! ;D

 

Tyle ode mnie, trzymaj się!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hurra, też się cieszę i dziękuję.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie napisane bardzo fajnym językiem i wciągające. W zasadzie zgrzytnęło mi tylko raz – w momencie przejścia pomiędzy opisem krwawej jatki a ciekawskim dopytywaniem się o szczegóły przez młodego konduktora. Chyba powinien być trochę bardziej przerażony, jak dla mnie przejście pomiędzy przedstawianymi w opowiadaniu emocjami było nieco zbyt gwałtowne.

Dość szybko postawiłem na to, że dziewczynka będzie morderczynią, ale nie spodziewałem się, że to będzie duch.

Ogólny odbiór – bardzo pozytywny.

Dzięki Rafill. 

Młodzi tak mają – przynajmniej tak mi się wydaje: przerażenie, ekscytacja, ciekawość – to wszystko miesza się razem. Poza tym dla Krzyśka nie była to nowość – po raz kolejny zdarzyło się to samo.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Niezły twist. Nie przestraszyło, ale gładko się czytało i wciągnęło niczym pod koła pociągu.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Uwielbiam podróżować koleją – jest w tym jakaś magia… Jednie toalety w PKPach od zawsze napawały mnie pewnym niepokojem – teraz już wiem dlaczego ;-)

Świetny tekst, chociaż trochę smutny :-)

Krzysztof

Tak sobie wszedłem na główną, patrzę i widzę! Bemik stworzyła coś ciekawego, myślę sobie. No i nie myliłem się! Lubię czytać twoje teksty, są takie magiczne… No i szkoda mi trochę tego wujka…

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Znakomicie opowiedziana historia ze świetnym klimatem i satysfakcjonującym finałem. Nie przestraszyła, ale wywołało niepokój i zaciekawienie. Podoba mi się pomysł na Asię i sugestia, że dziewczynka wie/ przeczuwa więcej.

Bemiku, mam nadzieję, że wkroczyłaś na tory, które poprowadzą Cię do Krainy Prawdziwych Horrorów. ;-)

 

Kie­row­nik skła­du wyj­rzał za okno. Kra­jo­braz prze­la­ty­wał ni­czym lekko przy­spie­szo­ny film.Kie­row­nik skła­du wyj­rzał przez okno.

By wyjrzeć za okno, trzeba je otworzyć i wychylić się zeń. A skoro pociąg pędził, żaden kolejarz by tego z pewnością nie zrobił.

 

Star­szy wziął łyk i aż przy­mknął oczy z roz­ko­szy. – Raczej: Star­szy upił łyk i aż przy­mknął oczy z roz­ko­szy.

Wiem, że tak się mówi, ale chyba nigdy nie zrozumiem, jak można brać łyki. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, prawie tak samo, jak kęsy. ;-)

Babska logika rządzi!

Kęs mogę wziąć w rękę, a jak chwycić łyk? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zębami… ;-)

Ale dlaczego chcesz go chwytać?

Babska logika rządzi!

Skoro mam go wziąć, a biorę ręką, to chyba muszę najpierw jakoś chwycić. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A jak bierzesz nogi za pas, to też ręką? ;-)

Babska logika rządzi!

Nigdy nie biorę nóg za pas, zawsze oddalam się z godnością. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wzięcia w pysk nawet nie proponowałam. ;-)

Babska logika rządzi!

W pysk też nie biorę. Inna rzecz, że jeszcze nikt nie chciał mi dać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jan to jest jakieś strasznie popularne imię? Na pięć tekstów, które dzisiaj czytałem, chyba w trzech się pojawił. A i dzieci pełno. Los mi chyba coś sugeruje, przykłada pistolet do głowy i mówi; no to bratku, nie masz wyboru: syna nazwiesz Janek i nie ma przebacz.

No, przechlapane.

 

Na początku chciałem narzekać, że znowu motyw krzywdy dziecka nieprzyjemnie wykorzystywany, że tekst stara się nadmiernie szokować, ale rozwiązanie całości rozwiało te odczucia. Bardzo fajny twist i gra oczekiwaniami czytelnika.

Mam tylko problem z pierwszą sceną, w momencie kiedy dziewczynka zwraca się “wujku” do faceta, który do tej pory był nieznajomym mężczyzną. Przez cały dialog myślałem, że chodzi o jakąś inną dziewczynkę z przedziału, do którego weszli. Taki miałem przeskok i trochę się zagubiłem.

Podobało się. Raczej nie jako horror, a i fantastyka, jeśli nie chce się jej widzieć, raczej umowna.

Eeee, no jak umowna, skoro w każdą rocznicę…?

Babska logika rządzi!

Seryjni mordercy lubią tworzyć sobie tradycje :).

Całość jest przedstawiana jako opowieść osób trzecich. Stąd to co fantastyczne w ustach wszechwiedzącego narratora, nie zawsze będzie równie fantastyczne w opowieściach “ludowych”.

Seryjny morderca działający przez ponad trzydzieści lat? Uch, nieciekawa sprawa. :-)

Babska logika rządzi!

Andriej Czikitiło: bodajże 12 lat działania. Jeffrey Dahmer: 13.

Fakt, skrajne przypadki (chociaż jeśli dobrze pamiętam, był taki jeden, który działał przez czterdzieści lat, ale to były raczej powroty do działalności, niż nieustanne działania) i większość seryjnych przypadków trwa nie dłużej jak kilka lat. Tak czy inaczej, nie potrafię spojrzeć na opowieść osób trzecich tak bezkrytycznie, zwłaszcza gdy robi to łasy na mleczko kierownik składu ;). To tak na moje, że fantastyka nie jest “konieczna”. Może źle się wyraziłem, że “umowna”. Mój błąd :).

Świetne klimatyczne opowiadanie. Czytając miałem ciarki na plecach.

Po kolei:

Reg, dzięki, wiedziałam, że nie uda mi się uniknąć wpadek. Zaraz poprawiam. Czy wkroczyłam na drogę horrorów? Chyba nie. Sama nie lubię się bać, więc też trudno mi pisać tak, żeby ktoś się bał. Na pewno znalazłabym parę tematów, których zrobiłoby wrażenie na czytelniku – jeśli nie horrorem, to grozą – co z tego, kiedy tylko zaczynam sama o tym myśleć, robi mi się tak smutno i przykro, że nie mogę tego pisać.  

Mały Słowiku – nie wiem, jak u Ciebie, ale w moim otoczeniu to dość popularna forma zwracania się do dorosłych, z którymi dziecko ma jakiś przyjazny kontakt. Sama jestem ciocią dla paru niespokrewnionych bachorków. A mała Asia była sprytna – w ten sposób wkradała się w łaski wybranego faceta. 

I cieszę się, że twist zaskoczył.

Sicario – dziękuję i ogromnie się cieszę.

 

I dziękuję za kliki do biblioteki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik – jeśli o mnie chodzi, to obowiązkowe ćwiczenie z opowiadań grozy masz zaliczone! Może nie przestraszyło, ale tak dziwnie połechtało lodowatym paluchem po najstarszych filogenetycznie ośrodkach podkorowych (czy coś takiego). Jednak pociągi mają w sobie coś mistycznego…

Po pierwszych scenach przewidziałem, kto jest ofiarą, a kto mordercą i byłem z siebie bardzo zadowolony, a potem wyskoczyli Niemcy i zgłupiałem! Inna sprawa, że pomyślałem, że chodzi o jakąś anomalię czasową w którą wpadł pociąg (nie wiem czy taka zmyłka była Twoim zamiarem). Osobiście wolałbym, gdyby tekst mocniej sugerował, że ta scena dzieje się niedługo po wojnie, może gdzieś na Ziemiach Odzyskanych i lęk przed powrotem żołnierzy w niemieckich mundurach jest wciąż obecny w ludziach (wtedy taka przebieranka ma większy sens).

Na koniec – i potraktuj to proszę wyłącznie jako najszczerszą pochwałę – uważam, że niezależnie od podejmowanych przez Ciebie wycieczek gatunkowych, jesteś prawdziwą mistrzynią w takich realistycznych scenkach rodzajowych (wędrówka przez pociąg, posiłek kolejarzy). I tego typu opowieści: współczesne, obyczajowe, z dobrze nakreślonymi postaciami, z lekka tylko podszyte magią, tajemnicą, niepokojem (a nie horrorem) najchętniej czytałbym w Twoim wydaniu.

Dziękuję bardzo za przyjemną lekturę (i pożyteczną – nauczyłem się nowego słowa – brankard!).

Dzięki coboldzie.

Faktycznie, mogłam trochę mocniej podkreślić to, że akcja dzieje się kilka-kilkanaście lat po wojnie, ale wiesz parędziesiąt lat temu karmiono nas różnymi filmami o wojnie, nie pozwalając zapomnieć. Do tego akademie na różne wojenne okoliczności itd. Zapomniałam tylko o jednym – że większość użytkowników portalu to młodzi ludzie i nie kojarzą tamtych czasów, bo ich zwyczajnie na świecie nie było.

I dziękuję za pochwałę. I jak “okoliczności przyrody pozwolą” może spróbuję chwycić za bary jakąś obyczajówkę z elementami fantastyki. Nawet zarys pomysłu już mam. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, w rzeczywistości to i ja nie lubię się bać, ale porządna opowieść wywołująca dreszczyk niepokoju i pewne obawy o losy bohaterów, na których czyha coś, co…

Mam więc nadzieję, że jeszcze kiedyś pozwolisz, bym w domowym zaciszu poczuła ciarki i napięcie towarzyszące lekturze. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cały czas próbuję smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Będę czekać, bo brzmi obiecująco. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dwa lata temu spędziłem sporo nocy w pociągach i przychodziły do głowy różne straszne myśli. Gdybym wtedy znał to opowiadanie, wspominałbym je często. Teraz wzbudziło sentyment i dreszczyk. Bardzo mi się spodobało to, jak wszystko domknęło się pod koniec. Napisane tak dobrze, że pomimo teoretycznie mało wciągającego początku z przyjemnością dotrwałem do finału. Chyba nie dałoby się tego napisać lepiej, więc żadnych zarzutów mieć nie mogę :)

Bardzo Ci dziękuję za tak pochlebną opinię. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przede wszystkim dziękuję za nauczenie mnie nowego słowa : ). Niejeden równik zjeździłem w życiu pociągami, a jednak nie wiedziałem, czym jest brankard.

Nie zrozumiałem “Stehenbleiben! Ruhe!”, ale od czego są elektroniczni tłumacze…

 

Opowiadania w tym stylu siłą rzeczy przywodzą mi na myśl nieodżałowanego Grabińskiego. Byłem zachwycony lekturą jego kolejowych tekstów. Brankard może i nie zachwycił mnie w takim samym stopniu, ale też całkiem się spodobał.

Powiedz, czy zastanawiałaś się nad tym, czy ofiarami Asi padali niewinni mężczyźni czy wręcz przeciwnie – tacy, którzy mieli coś na sumieniu? Przyznam, że kiedy nieznajomy facet zechciał zaopiekować się małą dziewczynką, od razu zapaliło mi się w głowie ostrzegawcze światło, że może nie był godny zaufania : >. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Podejrzewam, że Bemik chodziło o to, że światełko się zapaliło…

Ale pytanie ciekawe…

Babska logika rządzi!

Raczej faceci byli wybierani przypadkowo – tak jak na Joasię i jej mamę wskazał przypadek.

Jeśli chodzi o światełko to efekt absolutnie zamierzony – każdy pmyślał od razu, że sztampa, że biedne dziecko, a tu – myk. 

Dzięki, Nevaz.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo lubię teksty o nawiedzonych środkach lokomocji (sam nawet taki popełniłem), więc bardzo mi się podobało. Ładnie różne elementy wskoczyły na swoje miejsce w końcówce, klimat bez zarzutu. Scena śmierci bohaterek ciekawie kontrastowała z dość senną scenerią reszty opowiadania. Nominowałem do piórka, bo już dawno tego nie robiłem :)

Jakoś wcześniej przeoczyłam ten szort – a dobry! Ładnie wodzisz za nos czytelnika, Bemik :) Bardzo udany twist końcowy.

Dziękuję, Zyfrydzie i Bello. Cieszę się, że przypadło do gustu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cieszę się, że Zygfryd zwrócił moją uwagę na tekst, bo widzę, że był dodany w trakcie mojej nieobecności i sama go przegapiłam.

Przyznaję, że dawno nie czytałam czegoś, co by mną kręciło tak co chwila. Co już sobie wymyśliłam, o co chodzi, to okazywało się, że sytuacja jest odwrotna i pojawiał się nowy element, który wszystko wywracał. A i klimat świetnie utrzymany cały czas.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

O, miło mi bardzo, śniąca. Dzięki za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nieprzyjemna historia opowiedziana w taki sposób, jak lubię. Jest klimat, jest i tajemnica. Spodziewałam się podobnego zakończenia, ale przeczytałam z przyjemnością. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki Morigano. To w moim przypadku dobrze rokuje na przyszłość – nie porzucę straszenia.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Będę zaglądać. Trzymam kciuki za kolejne "straszne" projekty. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jeśli miało straszyć, to na mnie podziałało zgodnie z intencją ;)

Początkowo obawiałam się, że pójdziesz za bardzo w stronę tej krwi i rozszarpanych ciał – tego typu horrorów nie lubię. Cieszę się, że jednak, całkiem bemikowato, postawiłaś na klimat, a rozszarpane ciało okazało się mieć uzasadnienie i ostatecznie wyszła taka historia o duchach, jakie lubię.

Super, dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cóż, ja ten szorcik znam, bo jak inaczej? :) Podobał mi się wtedy i podoba mi się teraz. Choć przyznam bez bicia, że nie wiem, czy jest aż piórkowy. Pomyślem.

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki Tenszo za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja od początku przypisywałam złe zamiary mężczyźnie… :D

Wciągające, klimatyczne. Przeczytałam z ogromną przyjemnością :)

Taki był zamysł, żeby zwieść czytelnika. Dzięki, cyklo…

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobało mi się. Nie przestraszyłam się, ale końcówka zaskakująca. Szort zwarty i zgrabny. Gdyby był dłuższy, znużyłby, a jest w sam raz ; )

 

Przyczepię się tylko do jednego:

“– Oj, lubię, lubię. – Stępień uśmiechnął się szeroko. – To nalewaj, taka gorąca kawusia najlepsza.“

To bardzo niefortunny i dezorientujący sposób przedstawiania postaci. Wcześniej jego nazwisko ani razu nie padło, więc na dobrą sprawę nie wiadomo, o kim mowa. Imię Krzysztofa pada wcześniej w dialogu, więc nazwanie go po imieniu przez narratora wypada naturalnie. A “Stępień” pojawia się z d… znikąd ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Jose. To nazwisko to wynik “naczulności” z powodu powtórzeń :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To opowiadanie “robi” głównie zaskakująca końcówka. Wcześniej – horror kolejowy, jakich wiele. Sprytnie podpuszczasz czytelnika, żeby myślał to, co chcesz, żeby myślał. :-) Tekst może zachęcać do refleksji i za to też plus. Bohaterowie dobrze zbudowani. Świat taki jak nasz, tylko z klątwą. Bardzo ładnie oddajesz oddajesz nastrój, pokazujesz zależności między bohaterami. Wiadomo, że jesteś Bemik. ;-)

Jestem na TAK.

Babska logika rządzi!

Super, cieszę się z Twojej opinii.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podoba mi się ta krótka “legenda miejska”: nie zaskakuje i trzyma się kanonu opowiastki niesamowitej, ale za to bardzo ładnie prowadzi czytelnika przez historię, udanie miesza coś niezwykłego z dobrze znanym i dostarcza przyjemnego dreszczyku. Zlokalizowanie akcji w naszym przecudownym PKP zdecydowanie na ogromny plus! ;-)

Tylko te niemieckie stroje napastników… Zdumiały mnie. Ale winne tu PKP, które wygląda prawie tak samo jak 40 czy 50 lat temu. Przez to trudno się zorientować, że akcja głównego wątku nie dzieje się dziś na jakiejś linii regionalnej – podobnie jak treść ‘creepy pasty’ o dziewczynce i kobiecie.

Imo bardzo udany szorcik.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja w zachwytach ograniczę się tylko do stylu, bo on jest bemikowy aż miło. Natomiast jeśli chodzi o fabułę, to jakoś tak ani przestraszyło, ani zaskoczyło, ani jakoś bardzo porwało, ani… no w sumie, to nic. Jedyny moment zdziwienia, to pojawienie się Niemców, ale poza tym, niestety…

Od początku “wiedziałem” (no wiedziałem po prostu, choć wiedzieć w ścisłym sensie nie mogłem), że dziewczynka nie jest tym, kim się wydaje, i jak – mniej więcej – skończy “wujek”, więc żadnego zaskoczenia nie było. Co więcej, nie podobała mi się też kolejność zdarzeń i ta końcowa “kawa na ławę”. Ot, ktoś, lub coś, bestialsko zamordował(o) człowieka, zapowiada się dobrze, intrygująco. A tym czasem cała reszta tekstu to już tak naprawdę wyjaśnianie kto zabił, jak i dlaczego. Zero napięcia i zaskoczenia, jak dla mnie. No i brakło jakiegoś takiego, charakterystycznego dla horrorów twista, albo otwatego zakończenia. Dużo fajniej by było też, gdybyś zamiast mówić wprost o rocznicy napadu, podsunęła czytelnikowi jakieś wskazówki, daty na biletach albo gazetach, i na tym budowała opowieść. Na przykład coś w stylu, że najpierw mamy scenkę z “wujkiem”, w momencie, gdy siedzi z małą w wagonie restauracyjnym, obok nich przechodzi Młody i słyszy rozmowę tej dwójki, potem zamiast zabijać Janka, idziemy dalej za konduktorem do brankardu, tam zaczyna się rozmowa ze starszym kolegą, tylko inaczej zainicjowana (uważaj, młody, bo dzisiaj rocznica! Jaka rocznica?), zakończona wzmianką o dziewczynce, która w każdą rocznicę swojej śmierci prosi obcych facetów “o pomoc”. W tym momencie młody przypomina sobie zasłyszaną rozmowę między Jankiem a dziewczynką (najlepiej by było, gdyby czytelnik jej jednak nie znał wcześniej, tudzież tylko fragmenty)… No coś w tym stylu. Zagalopowałem się, przepraszam.

Chodzi mi generalnie o to, by historia się działa, wzrastało napięcie, na końcu coś czytelnika ścisnęło i tak dalej. A tymczasem historia już się wydarzyła, wszystko przeszło niemal bez emocji i napięcia (przeskok z restauracyjnego do jakiegoś trupa, zero klimatu) i teraz po prostu opowiastki i dyskusje o kawusi.

Zachowania Stępnia, który zupełnie bezemocjonalnie i jakby bez przekonania podchodzi do sprawy, choć wszystko wydaje się wskazywać, że pociąg faktycznie jest nawiedzony, też nie kupuję.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Napisane tak, że czyta się samo, jak to zwykle u Ciebie. Szkoda, że tym razem fabularnie tak sobie. 

Tekst jest przewidywalny od początku do końca. Zero suspensu, albo chociaż faktycznej akcji. Na początku coś się tam niby dzieje, krew, flaki, morderstwo – dobry wstęp do horroru, generalnie – ale potem następuje przedstawienie ducha i jego motywów i… koniec. A wszystko opowiedziane trochę tak jak ciepła bajka na dobranoc. Szkoda, bo pociągi mają zajebisty potencjał jako miejsca akcji horrorów. Chociaż gdybyś poszła w stronę “Nocnego pociągu z mięsem” mogło by wyjść niezłe kuriozum, zwłaszcza w polskich realiach ;) 

Fakt, że wszystko jest po prostu dyskusją prowadzoną nad kawą sprawił, że nie czułam żadnego napięcia, zagrożenia, ani choćby straszności historii. Zresztą Krzysiek i kierownik składu też jakoś nie wyglądają na przejętych; niby można to tłumaczyć faktem, że to nie pierwsze bestialsko okaleczone zwłoki, jakie widzieli, ale ich obojętność jest w takim wypadku jeszcze mniej wiarygodna. Gdyby to u mnie w pracy ktoś regularnie i brutalnie mordował ludzi, chyba jednak bym się przejęła ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Rybo, Cieniu, Gravel – dziękuję bardzo za wyczerpujące komentarze. Nie wystraszyłam? Szkoda, będę próbować dalej.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Beniu, ty to genialna jesteś! Nie poddawaj się, w końcu się uda!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

laugh

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawa opowieść z klimatem, która wciąga do samego końca. Lubię opowiadania w pociągach, dlatego jeszcze lepiej mi się czytało i mimo, że strachu u mnie to opowiadanie nie wywołało, to i tak jest genialną historią, która wywołała we mnie uczucie smutku i współczucia.

Potrafisz obudzić w człowieku emocje i za to Cię uwielbiam! :) 

Dzięki, miło mi takie coś czytać.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wciągające.

DZiękuję, Anet.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka