- Opowiadanie: teofil - Dzieci fantastyki

Dzieci fantastyki

Stawiając ostatnią kropkę kilka miesiecy temu, byłem całkiem usatysfakcjonowany.  Jednak im dłużej tekst leżał sobie na dysku, tym bardziej wstydziłem się go opublikować, ot taka przypadłość.  W końcu uświadomiłem sobie, że Pożeracze Czasu są już blisko, a za nimi już tylko czarna ściana, za którą giną i odchodzą w niepamięć wszystkie młode, niewinne opowiadania. Zatem postanowiłem dać szansę mojemu dziecku.

Zapraszam do lektury.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Dzieci fantastyki

Pogoda zmusiła go do poszukania schronienia. Przestąpił próg, zostawiając za sobą szalejącą burzę i zalała go przyjemna fala ciepła. Odrapane drzwi rozkosznie zaskrzypiały, całkiem podobnie jak w jego ukochanej bibliotece. Przechodził tędy setki razy, a mimo to nigdy nie zwrócił uwagi na przedziwny sklepik. Od zewnątrz na gwoździu wisiał szyldzik z napisem: „Rozmaite różności po zadziwiająco atrakcyjnych cenach”.

Zawiesił parasol i kurtkę na drewnianym wieszaku. Spodobał mu się ten mały szczegół – wprowadzał element domowej atmosfery.

Pomieszczenie od podłogi po sufit było zawalone towarem, zostawiając tylko wąskie przejście, nad którym w siatkach zwisały bibeloty. Dookoła piętrzyły się ozdobne szkatułki, słoiki z mętną zwartością, rytualne maski, świece, instrumenty, dekoracje, przedmioty domowego użytku, sprzęt sportowy, broń biała i Bóg jeden wie, co jeszcze.

Ruszył nieśpiesznie w głąb sklepu, ale nie zdążył ujść pięciu kroków, kiedy zza rogu wyłonił się niski człowieczek. Nie pomyślał o nim „stary”. Na pewnym etapie swojego życia zastąpił to określenie czymś, jego zdaniem, zdecydowanie bardziej adekwatnym. „Wyjątkowo dojrzały”, w ostateczności „sędziwy” pasowało w jego mniemaniu jak ulał. Szczyt głowy mężczyzny wieńczyła jarmułka, po bokach opadały sążniste pejsy, a całokształtu dopełniały okrągłe okulary ze sznureczkiem.

– Ach, nowy klient! – zawołał, zacierając ręce. – Powitać, powitać. Jak się pan dzisiaj miewa?

Pytanie na moment zbiło go trochę z tropu. Większość sprzedawców zapytałaby, w czym może pomóc. Zdecydowanie nie był to zwykły ekspedient, ale on nie był też zwykłym bibliotekarzem.

– Cóż… właściwie to całkiem nieźle, dziękuję. Deszcz skłonił mnie, żeby tutaj wstąpić i muszę przyznać, że ma pan bardzo przytulny sklep.

– Tak dobre maniery są w tych czasach rzadkością, ale jak pan słusznie zauważył, staram się utrzymywać tutaj swobodny nastrój, poza tym jesteśmy niemalże rówieśnikami. Dlatego proponuję, żebyśmy od razu przeszli na ty. Mam na imię Jakub.

– Bardzo mi miło, a ja Eustachy. – Postanowił zignorować tę część o rówieśnikach.

Kurdupel położył mu dłoń na ramieniu i zaczął prowadzić do wewnątrz.

– Widzisz drogi Eustachy, doskonale rozumiem potrzeby ludzi naszej daty. Kości może nie pobolewają? Mam tutaj wprost cudotwórczą maść na tego typu dolegliwości.

– Nie – burknął lodowatym głosem. – W ogóle nic nie boli.

– Jesteś pewien, że nie jesteś duchem? Kiedy mężczyznę po pięćdziesiątce nic z rana nie boli, to oznacza, że nie żyje.

– Jestem śmiertelnie poważny. – Eustachy czuł, że jego sympatia dla Jakuba gwałtownie topnieje.

– Hm… skoro tak twierdzisz. W takim razie jaki rodzaj asortymentu cię interesuje?

– Książki – odpowiedział bez wahania i odprężył się nieco dzięki zmianie tematu – a dokładniej fantastyka. Prowadzę prywatną bibliotekę dla miłośników tego rodzaju literatury, całkiem niedaleko. Zawsze jestem otwarty na możliwości powiększenia mojego katalogu.

– Ach! – Jakub rozpromienił się. – Mam tutaj coś wprost idealnego, prawdziwy biały kruk. Takiego egzemplarza bez wątpienia jeszcze nie posiadasz. Zaczekaj chwilę.

To powiedziawszy, Jakub zniknął za regałem, zza którego zaraz zaczęły wydobywać się dźwięki przerzucanego towaru oraz przytłumione „gdzie to może być?”. Eustachy w międzyczasie badał wzrokiem otoczenie. Jego uwagę przyciągnęła drewniana laska, wyrzeźbiona na kształt węża.

Jakub wrócił taszcząc pod pachą opasłe tomisko.

– To jest, mój drogi, Bestiarium – creatura lux et tenebris. Autor tego opracowania zachował anonimowość, ale gwarantuje ci, że jeszcze nie czytałeś równie żywych opisów.

Oprawa była bardzo kunsztownie wykonana, a jej rogi wieńczyły metalowe ozdobniki. Spomiędzy kartek wystawały dwie czerwone wstążki, pełniące rolę zakładek. Książka od zewnątrz prezentowała się majestatycznie.

– Czy mogę przeczytać fragment? – Eustachy wyciągnął dłoń.

– O nie, nie! – Jakub mocno przycisnął wolumen do piersi. – Wybacz, ale to nie jest czytelnia.

Ta niespodziewana odmowa wywołała moment niezręcznej ciszy.

– Skąd mam wiedzieć, że zawartość prezentuje się równie atrakcyjne jak okładka. – Nalegał bibliotekarz. – Przecież nie zamierzam ślęczeć tutaj nad nią godzinami. Chcę tylko wypróbować kawałek.

Jakub skrzywił się i niechętnie zaczął przewracać strony. Odnalazłszy to, czego szukał, wręczył księgę klientowi.

Nagłówek brzmiał „Pospolity Skrzat domowy”. Eustachy przeleciał pobieżnie wzrokiem po opisie: „[…] rodzaj przyjaznego stworka […] pożyteczny, zajmuje się robieniem porządków i naprawą sprzętów […] w zamian za wykonaną pracę koniecznie należy zostawić szklankę mleka i maślane ciasteczka, aby nie narazić się na nieprzyjemną psotę […]”. Tekst był wyjątkowo szczegółowy, zawierał różne przykłady i odniesienia.

– Może być. – Jakub postanowił, że musi wejść w posiadanie tego egzemplarza, ale był wystarczająco rozsądny, aby nie zawyżać ceny niepotrzebnymi pochwałami. – Chcę zobaczyć jeszcze coś bardziej kanonicznego, niech będzie smok…

– Nie, tyle wystarczy. – Jakub przerwał mu i gwałtownie wyrwał książkę z rąk Eustachego. – Bierzesz czy nie?

Aha, stary, dobry, handlowy trik. Najpierw daje mi towar do ręki, żeby po chwili zabrać i wywołać uczucie utraconej zabawki.

– Jeszcze nie poznałem ceny Jakubie.

– A, tak. Lubię cię, więc dam ci naprawdę dobrą cenę. Bestiarium będzie twoje za jedyne sto czterdzieści dziewięć złotych.

To rzeczywiście nie była wygórowana oferta jak za rzadki i tak ładnie wykonany egzemplarz, jednak Eustachy spróbował nieco utargować.

– To chyba trochę dużo jak na używaną książkę. Jestem skłonny zapłacić połowę z tego i dorzucę darmowe wpisowe do mojej biblioteki o równowartości pięćdziesięciu złotych.

– Nie masz serca. – Jakub sprawiał wrażenie poddenerwowanego. – Chcesz wykorzystać słabego, starego człowieka. Niech będzie stówa.

– Zgoda.

Dokonali transakcji i towar zmienił właściciela.

– Dobrze. – Eustachy cieszył się jak małe dziecko. – W takim razie teraz mogę sprawdzić tego smoka.

– Nie! – Jakub zaprotestował. – Tutaj nie wolno! A w ogóle to późno już i muszę zamykać. – Zaczął wypychać do wyjścia na próżno protestującego Eustachego.

– Ale przecież deszcz…

Bibliotekarz z trudem zdążył porwać z wieszaka parasol i kurtkę. Nagle znalazł się na zewnątrz. Drzwi za nim trzasnęły i Jakub w środku przekręcił tabliczkę zmieniając napis „otwarte” na „zamknięte”.

Eustachy stwierdził, że nie może narażać nowego skarbu na zamoknięcie, więc schował go za pazuchę i ruszył w drogę.

 

***

 

Zawiasy drzwi słodko skrzypnęły i po chwili znalazł się w końcu w swoim królestwie. Trwał na posterunku od lat. Ile to już było? Trzydzieści? Czterdzieści? Kto by to liczył. Rok w rok, miesiąc w miesiąc, tydzień w tydzień spędzał środowe i czwartkowe wieczory w bibliotece. Nikt mu za to nie płacił, a składki czytelników z trudem starczały na pokrycie czynszu. Kochał fantastykę od czasów studenckich i był bibliotekarzem z powołania.

Teraz już cieszył się z panującej na dworze pogody, która gwarantowała mu spokój niezbędny do zagłębienia się w nowej lekturze. Wyposażony w kakao i ciepły koc zasiadł na fotelu. Dobra książka, ciepły kąt i odrobina spokoju – tak niewiele potrzebował do szczęścia. Okazało się, że wykaz stworzeń w Bestiarium nie był alfabetyczny. Zaniechał szukania smoka, prędzej czy później sam się znajdzie. Postanowił otworzyć na chybił trafił. Wylosował stronę o tytule Wampir wysoki. Wampiry ostatnimi czasy kojarzyły mu się z tandetnymi serialami dla nastolatków, jednak zdecydował, że nie będzie wybrzydzał.

Również tym razem opis okazał się bardzo szczegółowy. Czytał: „[…] bez zaproszenia nie może przestąpić progu ludzkiej siedziby […] wbrew powszechnemu mniemaniu woda święcona nie wyrządza mu żadnej krzywdy […] wrażliwość na inne symbole religijne pozostaje kwestią zagadkową – istnieją podgatunki, które wyłamują się tym regułom […] posiada zdolności parapsychiczne, zwłaszcza hipnotyczne […] do przetrwana potrzebuje od czasu do czasu żywić się krwią, która ma dla niego silne właściwości uzależniające, jednak nie potrzebuje jej w dużych ilościach i zdarzają się przypadki wampirów przyjaznych, którym udało się koegzystować z ludźmi […]”. Tekst ciągnął się przez parę stron i na koniec podawał przykłady rzekomych wampirów, które zapisały się na zawsze w historii. Według Bestiarium wampirami byli między innymi Kaligula, Zawisza Czarny oraz Hezydiusz z Egiptu.

Ledwie doczytał ostatni akapit, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Kogo do cholery niesie w taką pogodę? Zresztą zamek był otwarty. Opieszale dźwignął się z fotela. Ma się w końcu jakieś obowiązki względem czytelników.

Nacisnął klamkę i po chwili ujrzał młodego, około dwudziestoletniego chłopaka, prawdziwego elegancika. Miał na sobie czarny, idealnie dopasowany garnitur i bordową koszulę. Z brustaszy wystawała poszetka tego samego koloru.

– Wiem wszystko o końcu świata. – Eustachy, nie czekając aż przybysz coś powie, przejął inicjatywę. – Znam też bardzo dogłębnie historię Jezusa z Nazaretu i w ogóle nie mam żadnych problemów. Dziękuję, dobranoc.

To powiedziawszy, zatrzasnął drzwi. Natychmiast usłyszał dzwonek. Zdał sobie sprawę, że może zbyt pochopnie ocenił gościa, tamci w końcu zwykle chodzą parami. Mimo to z najwyższą niechęcią otworzył ponownie.

– Szanowny panie – głos młodzieńca był głęboki, łagodny i niezwykle uspokajający – obawiam się, że zaszła pomyłka. Moje miano to Sergiusz i o ile dobrze trafiłem, to stoję przed wejściem do słynnej biblioteki fantastycznej, a pan jak mniemam jest jej szacownym bibliotekarzem Eustachym.

– Nie inaczej – w głosie Eustachego pobrzmiewała nuta podejrzliwości – co pana sprowadza?

– Przybyłem w sprawie ogłoszenia. Czy moglibyśmy kontynuować naszą rozmowę w środku?

Staruszek co prawda nie przypominał sobie żadnego ogłoszenia, ale bądź co bądź biblioteka jest miejscem użyteczności publicznej.

– Słusznie. – Otworzył szerzej drzwi i usunął się z przejścia.

Sergiusz w milczeniu uniósł jedną brew i posłał mu miodopłynne spojrzenie. Jego oczy były szare i nieprzeniknione; skrywały w sobie siłę, ale równocześnie życzliwość.

– Wchodź pan, bo zimno wlatuje – warknął.

Kiedy znaleźli się w obrębie światła, przyjrzał się ponownie gościowi. Miał wysportowaną sylwetkę i kredowobiałą skórę. Jego ubranie było suche jak pieprz, a na dworze przecież ciągle lało.

– Zostawił pan kurtkę na korytarzu?

– Nie, po drodze wstąpiłem do pana Eugeniusza, który jest moim dobrym znajomym i z typową dla niego gościnnością zgodził się przenocować mnie dzisiaj.

Eugeniusz był zarządcą tej kamienicy.

– Do Gienka? W takim razie skończmy z tym absurdalnym panem i przejdźmy od razu na ty. – Wskazał gościowi fotel.

– Jak sobie życzysz Eustachy.

– Gienek musiał coś pokręcić. Nie pisałem żadnego cholernego ogłoszenia.

– Na tablicy za wejściem do budynku wisi kartka, na której jest napisane, że szukasz pomocnika – tłumaczył ze spokojem.

Mgliście przypominał sobie, że rzeczywiście kiedyś przypiął wiadomość o tej treści, ale nikt się nigdy nie zgłosił. Od tego czasu musiały upłynąć przynajmniej dwa lata.

– Dobrze – przyznał z ociąganiem. – Załóżmy, że tak. W czym problem?

Młodzieniec rozciągnął usta w uśmiechu, odsłaniając oślepiająco białe zęby.

– Ależ żaden problem. Jestem chętny. Służę pomocą, jeśli zechcesz mnie przyjąć.

Spokojnie, nie pokazuj jak bardzo czekałeś na ten dzień. Zaczął się zastanawiać, w czym tkwi haczyk.

– Zdajesz sobie sprawę – pytał podejrzliwie staruszek – że nie ma za to nawet minimalnego wynagrodzenia? To jest, jak to się mówi, wolontariat.

– Naturalnie. – Gówniarz posłał mu ironiczny uśmieszek.

– I że bibliotekę otwieramy dwa dni w tygodniu wieczorami? – Nie zauważył, ze zaczął mówić w liczbie mnogiej.

– Zaiste – Sergiusz uśmiechał się coraz szerzej. – Wieczory pasują mi wprost idealnie.

Wariat, rozmawiam z szaleńcem – myśli przemknęły mu przez głowę, ale zaraz jednak uświadomił sobie, że on sam od kilkudziesięciu lat poświęca na to swój cenny czas.

– Jednak zanim przypieczętuję swój los decyzją – odezwał się kandydat na pomocnika – ja również chciałbym zadać jedno małe pytanie.

– Ha! –  Wyrwało się nieopatrznie Eustachemu.

– Nurtuje mnie taka kwestia… – Zignorował reakcje swojego rozmówcy. – Czy przychodzą tutaj młode kobiety?

– W zasadzie nie… – odparł z ociąganiem – ale jeśli to dla ciebie ważne, to możemy zorganizować klub dyskusyjny albo…

– Nie, nie! Żadnych klubów i kobiet, dobrze jest, jak jest.

Gwałtowność i absurdalność reakcji zaskoczyła staruszka.

– Po prostu – dodał po chwili młodzieniec – staram się ostatnio unikać pokus. Próbuję zerwać z bardzo przykrym nałogiem.

A wiec jednak ma żółte papiery – zatrwożył się bibliotekarz. Albo jest gejem, a może nawet, o zgrozo, księdzem. Pomocnicy jednak nie rośli na drzewach, wiec był gotowy przyjąć niemalże każdego kandydata. Postanowił kuć żelazo, póki gorące.

– Dobra, skoro masz rekomendacje Gienka, to przyjmuję cię. Zaczynasz od zaraz.

– Fenomenalnie.

Smarkacz niezdrowo się podniecał. Już ja go zagonię do roboty. Podeszli do pierwszego lepszego regału.

– Twoje pierwsze zadanie polega alfabetycznym poukładaniu książek z tego działu. Przy okazji upewnij się, że w środku znajdują się odpowiednie karty. Miłej zabawy, ja mam w tej chwili inne, niezwykle ważkie zajęcie.

Ponownie rozsiadł się w fotelu z zamiarem kontynuowania brutalnie przerwanej lektury. Nie zdążył jednak przewrócić kartki, kiedy usłyszał znajomy głos nad uchem.

– Co robisz?

– Jak ci się wydaje? – odburknął. – Czytam, a przynajmniej próbuję.

– Aha – kiwnął głową i wrócił do regalu.

Irytacja szybko go opuściła. W końcu mógł spokojnie powrócić do Bestiarium. Tym razem otworzył stronę z opisem sukkuba. Bez pośpiechu, z pełnym namaszczeniem obejrzał przykładową rycinę, poprawił swoją pozycję w fotelu i zaczął chłonąć tekst: “Jest to rodzaj…”

– A co czytasz?!

Zacisnął pięści, ale zdołał się opanować. Zastanawiał się, gdzie zniknęła wcześniejsza kurtuazja i erudycja Sergiusza. Te całe rozmowy kwalifikacyjne, to jedna wielka szopka.

– Bestiariusz. To nowy nabytek i muszę go dokładnie sprawdzić, zanim zostanie włączony do księgozbioru.

– I dobre to?

– Zaiste fenomenalne – odpowiedział z przekąsem – im szybciej skończę, tym prędzej sam będziesz mógł się przekonać, a tymczasem zdaje się, że masz zajęcie.

Zapadła cisza, słodka, upragniona cisza i spokój. Dla pewności odczekał kilkanaście sekund, zanim wznowił lekturę.

“…rodzaj humanoidalnej demonicy, względnie wampira – opinie na ten temat są podzielone. […] Wygląda jak młoda, niezwykle atrakcyjna kobieta, czasami pełna powabu, innym razem wulgarnie wyzywająca, jednak zawsze zniewalająco piękna…”.

Na tekst padł cień. Eustachy z rezygnacją podniósł wzrok. Sergiusz trzymał egzemplarz Drakuli Brama Stokera.

– Co tym razem?

– Gdzie jest półka z powieściami historycznymi? Znalazłem jeden okaz i…

– Nie ma tutaj żadnych cholernych powieści historycznych. Słuchaj, najlepiej będzie jak w pierwszej kolejności zajmiesz się innym działem. Za mną.

Zaprowadził go do drugiego pomieszczenia, w najbardziej oddalony zakątek biblioteki.

– Pracuj sobie tutaj spokojnie. – Chciał załagodzić swoje wcześniejsze słowa. – Jak będziesz miał jakieś pytania, to na razie zapisz na kartce.

Wrócił do biurka i z ulgą rzucił się na fotel. Nie zdawał sobie sprawy, że praca z pomocnikiem jest taka męcząca. Wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia. “Karmi się energią seksualną. Za pomocą swoich kobiecych atrybutów uwodzi mężczyzn i nakłania do stosunku…” Tym razem udało mu się bez przeszkód doczytać opis i już miał się zabierać do kolejnej pozycji na liście, kiedy usłyszał znajome skrzypienie drzwi. Pomyślał, że chwila spokoju była zbyt piękna, by mogła trwać dłużej.

Do środka weszła młoda, długonoga brunetka. Natychmiast ruszyła w jego stronę, wdzięcznie kołysząc biodrami. Eustachy w osłupieniu rejestrował kolejne szczegóły jej wyglądu: karmelową skórę, duże, zielone oczy, zgrabny, zadarty nosek, pełne usta i w końcu krągłości piersi, kusząco skrytych pod półprzezroczystym dekoltem granatowej bluzki. Z trudem podniósł się do góry. Mózg mu wysyłał sygnały, że coś jest nie tak, ale chwilowo nie potrafił trzeźwo myśleć.

– Dobry wieczór – jej głos był miękki, kobiecy i ociekał pewnością siebie – mam na imię Łucja.

– Eustachy… – wykrztusił piskliwie, ujął jej dłoń, pochylił się i, kilkanaście centymetrów od ręki, cmoknął w powietrzu. Słyszał, że właśnie w ten sposób należy to robić. – W czym mogę pomóc?

– Och, prawdziwy z ciebie dżentelmen. Coś by się znalazło, jest tak wiele rzeczy, których nie potrafię albo nie mogę robić sama.

Nie rozumiał. Nic do niego nie docierało.

– Chodzi mi o to, co cię tutaj sprowadza?

– Spacerowałam sobie bez celu i nagle spostrzegłam przez okno ciebie. Patrzyłam jak z pasją i zapałem pożerasz kolejne akapity książki. Zastanawiałam się czy zawsze przejawiasz tyle wigoru i entuzjazmu, więc postanowiłam wejść i sprawdzić. Siedzisz tutaj sam jak palec… – Uniosła dłoń i powoli wyprostowała wskazujący palec.

– Eee… – Ewidentnie nie nadążał. – Niezupełnie sam, jest jeszcze Sergiusz, mój pomocnik.

– Masz swojego małego pomocnika? I na dodatek dałeś mu imię, a może wcale nie jest taki mały? To cudownie. Ja też chcę pomagać.

– To miło z twojej strony, ale nie wiem czy starczy…

– Mam tyle do zaoferowania. Naprawdę cały wachlarz umiejętności interpersonalnych. – Szczególny nacisk położyła na ostatnie słowo. – Na początek masaż, wydajesz się być taki spięty.

Bez ceregieli stanęła za jego fotelem i położyła mu ręce na ramionach. Miała ciepłe i miękkie dłonie. Jego nozdrza wypełnił zapach perfum.

– Z kim rozma… – Sergiusz wszedł do pokoju. – O nie! Nie taka była umowa! Nie tak to miało wyglądać!

– Coś ci się nie podoba? Może powinieneś się lepiej przyjrzeć, koguciku. – Łucja stanęła bokiem do chłopaka i przybrała pozę modelki, wyrzucając do przodu biodra i wyginając plecy w łuk. Zamrugała zalotnie. – Kto to jest? – Rzuciła w stronę Eustachego.

– To jest Sergiusz, mój pomocnik. Mówiłem ci.

– Boże – zawodził młodzieniec – ty to widzisz i nie grzmisz!

– Dosyć! – Staruszek pacnął ręką w biuro, jednak niezbyt mocno i niezbyt zdecydowanie. – Jest z nami dama, więc zachowuj się młody człowieku. To jest Łucja, twoja nowa koleżanka. Właśnie dołączyła do naszego zespołu.

– Jestem pewna, że przyjemnie będzie się nam razem… pracowało!

Dziewczyna bez skrępowania rzuciła się i przytuliła do chłopaka, chyba miażdżąc mu żebra swoim biustem, bo Sergiusz krzywił się niemiłosiernie i w końcu płaską jak deska ręką pacnął Łucję dwa razy po plecach.

Uścisk był zdecydowanie zbyt długi i zbyt czuły. Eustachy w tym czasie przeklinał siebie w duchu za cyrk, który odstawił z całowaniem dłoni na powitanie. W końcu się od siebie odkleili.

– Dobra, to ja wracam do swojej pracy. Mam huk roboty. – Młodzieniec cofał się.

– W takim razie na pewno przyda ci się pomocna dłoń… – Uśmiechnęła się kokieteryjnie.

– Nie, to niemożliwe – uciął – to jest bardzo trudne, na pewno sobie nie poradzisz.

– W takim razie mnie nauczysz – wypluła słowa, jakby odpowiadała na oczywiste pytanie – a potem może ja ciebie czegoś nauczę. Zresztą zdziwiłbyś się jaka potrafię być zręczna. – Zaczęła bawić się pierścionkiem, przesuwając go w tę i z powrotem.

To wcale nie jest takie głupie, pomyślał Eustachy. Podobno bliźniaki w pewnym momencie zaczynają bawić się razem, a wtedy rodzice mają więcej czasu dla siebie. W tym przypadku on mógłby w końcu należycie zająć się książką.

– Doskonały pomysł! Oprowadź ją po bibliotece i zrób małe szkolenie.

– Przecież mnie nikt jeszcze nie oprowadzał, ani nie szkolił – protestował Sergiusz.

– To oprowadzajcie i szkolcie się nawzajem. – Był dumny ze swojej żelaznej logiki. W końcu lata słuchania wypowiedzi polityków przynosiły jakiś pożytek.

Łucja nie czekając na dalsze protesty złapała chłopaka za rękę i wyciągnęła z pokoju.

Poczekał, aż kroki ucichły i czule pogłaskał okładkę Bestiarium.

– W końcu znowu sami – wyszeptał i zaczął przewracać kartki, kiedy romantyczną chwilę brutalnie zburzył dźwięk dzwonka telefonu. – Na litość boską!

Dzwonił stary przyjaciel, mieszkający naprzeciwko, i prosił o podrzucenie mu książki. Ostatnio odrobinę niedomagał i Eustachy coraz częściej dostarczał mu lektury do domu. Z żalem zdecydował, że Bestiarium będzie musiało jeszcze chwilę poczekać.

Kiedy odnalazł swoich pomocników, Sergiusz stał na szczycie drabiny na środku pomieszczenia i chyba się modlił.

– Nie kuś mnie Panie, jestem słabą trzciną – jęczał.

– Złaź na dół – Łucja szarpała za szczeble – albo przewrócę tę przeklętą drabinę.

– Co tu się wyprawia? – przemówił Eustachy.

Równocześnie odwrócili się w jego stronę.

– Zmieniam żarówkę – odpowiedział mu chłopak.

Ostatnio ignorował tyle niezrozumiałych dla niego spraw i stwierdzeń, że zaczynało wchodzić mu to w krew, więc postanowił nie komentować tego że nad głową Sergiusza nie było lampy. Może właśnie na tym polegała przepaść pokoleniowa.

– Wychodzę na chwilę, żeby zanieść książkę jednemu z czytelników. Zostawiłem na wszelki wypadek numer telefonu na biurku. Postarajcie się nie rozwalić w międzyczasie biblioteki.

Odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia. Usłyszał za sobą tupnięcie. Sergiusz dogonił go i chwycił za przedramię.

– Błagam – wyszeptał – nie zostawiaj mnie samego z tą nimfomanką.

– Puszczaj – warknął i wyszarpnął rękę. – To urocza, młoda niewiasta, a nie krwiożerczy demon, wiec ogarnij się człowieku.

Zdawało mu się, że przez chwilę widział w ustach chłopaka wyjątkowo przerośnięte kły. Zamrugał i wszystko wróciło do normy.

– Nie wymawiaj przy mnie tego słowa.

– Dobra, nie dramatyzuj. Wracam za jakieś dwadzieścia minut.

Sergiusz miał minę smutnego psa, którego właściciel wychodzi z domu. Drzwi słodko skrzypnęły i znalazł się po drugiej stronie.

 

***

 

W drodze powrotnej złapał małą zadyszkę. Śpieszył się do swojej nowej ukochanej. Był zdania, że takie porównania są uwłaczające dla kobiet, ale mimo to w myślach pozwalał sobie czasami na odrobinę zabawy. Książka cię nie zdradzi i nie odrzuci. Książka cię nie zrani.

Pociągnął za klamkę i niczego nie usłyszał. Przyjrzał się niepewnie drzwiom. Bez wątpienia były to wrota do jego biblioteki.

To co ujrzał w środku, wywołało lekkie zawroty głowy. Wewnątrz kłębiło się mnóstwo ludzi, głównie młodych mężczyzn, ale spostrzegł też ze trzy kobiety. Kilkoro z nich grało przy stole w niezwykle skomplikowaną grę planszową i w ogóle nie zwróciło na niego uwagi, inni chodzili pomiędzy regałami i przeglądali książki. Idąc w głąb, minął cosplayera przebranego za zielonego potwora i dwoje rozmawiających z nim nastolatków.

– …jakie masz techniki? Ta skóra wygląda naprawdę bardzo naturalnie.

– Mówię ci to kwestia genów – wtrąciła się dziewczyna – z taką żuchwą trzeba się po prostu urodzić. Tego efektu nie osiągniesz przy pomocy samego makijażu. Za to te kły…

Jednak niczym wygłodniałe wilki, największa grupa zebrała się wokół Łucji. Ominął ich szerokim łukiem. Przedarł się w końcu do swojego biurka i zastał tam, o dziwo samego, rozpartego na fotelu, pykającego z fajki Sergiusza.

– Co się stało z drzwiami? – zapytał Eustachy.

– Co masz na myśli?

– Przestały skrzypieć.

– Ach, tak. Zauważyłem, że hałasują, więc postanowiłem je naoliwić. To był naprawdę mistrzowski manewr. – Gratulował sam sobie.

– W takim razie teraz sprawisz, żeby znowu zaczęły skrzypieć.

– Niby jak? – Tym razem to młodzieniec patrzył na staruszka jak na wariata.

– Nie wiem, wymyślisz coś. Kreatywność jest domeną młodych. Kim są i skąd się tutaj wzięli ci ludzie?

Sergiusz bez pośpiechu znowu pyknął z fajki. Jak on go w tej chwili drażnił, miał ochotę zdzielić go w ten durny łeb. W międzyczasie rzucił okiem na bestiariusz. Był otwarty na stronie zatytułowanej Ork wojownik z Durotar. Widocznie pomocnik pod jego nieobecność czytał sobie w najlepsze. Podświadomość znowu wysyłała mu sygnały, ale nie miał w tej chwili czasu zaprzątać sobie głowy przeczuciami.

– Właśnie tutaj – odezwał się w końcu chłopak – widzisz, objawił się mój strategiczny geniusz. Napoleon…

– Do rzeczy. – Jego cierpliwość kończyła się.

Sergiusz wydawał się odrobinę urażony.

– Żeby naprawić drzwi, musiałem je zdjąć z zawiasów, tym samym przestrzeń w której przebywaliśmy stała się nieco mniej intymna. To odrobinę wyhamowało entuzjazm Łucji, ale pewnie na niewiele by się zdało, gdyby nie przechodzili korytarzem ci goście. Okazało się, że mają tutaj w sali obok spotkania stowarzyszenia fantastycznego, grają w planszówki, urządzają larpy i takie tam. – Machnął ręką. – Ale kiedy ujrzeli stojącą w drzwiach Łucję, natychmiast zainteresowali się, co to za miejsce. Nie mieli pojęcia, o istnieniu twojej biblioteki fantastycznej. Dałbyś wiarę?

– Ktoś się zapisał? – dopytywał nieco udobruchany, jednocześnie pełen nadziei i obaw. Marzył o nowych czytelnikach, ale to oznaczało więcej pracy, a na niego czekała pewna książka.

– A, właśnie! – Sergiusz wstał. – Słuchajcie ludzie!

– Szzzz… – Próbował go uciszyć, ale było już za późno, wszyscy skierowali na nich swój wzrok.

– To jest pan Eustachy, główny bibliotekarz! On odpowie na wszystkie pytania i założy wam te śmieszne karty biblioteczne!

Co prawda spodobało mu się określenie “główny bibliotekarz”, ale przeczuwał, co się za chwilę stanie. Kilkanaście osób równocześnie ruszyło w ich stronę. Chłopak znowu szczerzył się jak idiota.

 

***

 

To były najgorsze, a zarazem najlepsze dwie godziny w jego karierze. Dawno się tak nie urobił, ale na szczęście dysponował pomocnikiem, którego bez skrupułów eksploatował, jak tylko się dało. W krótkim czasie biblioteka podwoiła liczbę swoich czytelników. Kto wie, może niedługo uda im się zwrócić uwagę miasta i dostaną dofinansowanie.

Myślał, że już nigdy sobie nie pójdą, kiedy młody wpadł na pomysł i zasugerował, żeby pod jakimś pretekstem odesłać już Łucję do domu. Oczywiście prawie wszyscy chcieli ją odprowadzić. Wcale nie taki głupi ten Sergiusz. Reszta rozeszła się nieco później.

Zostali sami, chłopak z jakiegoś powodu nie chciał jeszcze wychodzić, ale był zbyt zmęczony, żeby dręczyć przełożonego, więc odpoczywał gdzieś w kącie.

Eustachy zaparzył zieloną herbatę, rozsiadł się w miękkim fotelu i pobębnił palcami w okładkę Bestiarium, rozmyślając nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Znowu wydawało mu się, że było w tym wszystkim coś nietypowego. Jednak po raz kolejny odsunął te myśli na potem i zaczął zastanawiać się, na jaką bestię tym razem trafi.

Na koniec dnia mamy znowu odrobinę czasu dla siebie moja droga – pomyślał i uśmiechnął się.

Bez zbędnego pośpiechu otworzył na losowej stronie. Stwierdził, że ten opis może być interesujący i zagłębił się w lekturze. Nigdy nie czytał o takim stworzeniu, więc tym łapczywiej pochłaniał kolejne akapity. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz równie mocno wczuwał się w tekst, z każdym kolejnym słowem jego dusza stawała się coraz bardziej obnażona. Nic dziwnego, przecież kochankowie odkrywali przed sobą rozmaite sekrety. Doczytał do końca i odniósł wrażenie nadzwyczajnej lekkości. Nowa książka okazała się prześwietnym znaleziskiem. Wbrew pozorom miał za sobą wspaniały dzień, ale wszystko ma swój koniec. Wstał z krzesła z zadziwiającą łatwością. Obrócił się i zobaczył samego siebie. Siedział z zamkniętymi oczami, uśmiechając się. O nie… Jeszcze raz spojrzał na nagłówek: „Duch Bibliotekarza”.

Koniec

Komentarze

Ciekawa koncepcja, spodobała mi się. Niby podobne rzeczy i dziwaczne książki już były, ale czytało się przyjemnie.

– Ah, nowy klient! – zawołał zacierając ręce. – Powitać, powitać. Jak się Pan dzisiaj miewa?

Po polsku – ach. Przecinek po “zawołał” – zawsze w zdaniach z imiesłowem współczesnym. Ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu i dziękuję za komentarz. Poprawiłem zgodnie z Twoimi uwagami.

Gdzieś tam zostało Ci jakieś “Ci”. Ale niech będzie, kliknę sobie.

Babska logika rządzi!

Słusznie, znalazłem łobuza i dziękuję 8).

Szalenie sympatyczne opowiadanie. Niby nic nowego pod słońcem, a czytało się niezwykle przyjemnie. Pomysł całkiem zacny. O wykonaniu, niestety, nie mogę tego powiedzieć.

Gdyby nie usterki, odesłałabym opowiadanie na biblioteczną półkę. :-)

 

Po­go­da zmu­si­ła go do po­szu­ka­nia schro­nie­nia. Prze­stą­pił próg, zo­sta­wia­jąc za sobą sza­le­ją­cą burzę i za­la­ła go przy­jem­na fala cie­pła. Odra­pa­ne drzwi roz­kosz­nie za nim za­skrzy­pia­ły, cał­kiem po­dob­nie jak w jego uko­cha­nej bi­blio­te­ce. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

Zdarza się, że nadużywasz zaimków.  

 

Za­wie­sił pa­ra­sol i kurt­kę na drew­nia­nym wie­sza­ku. – Sklepik z szatnią???

 

a ca­ło­kształt do­peł­nia­ły okrą­głe oku­la­ry ze sznu­recz­kiem. – …ca­ło­kształtu do­peł­nia­ły okrą­głe oku­la­ry ze sznu­recz­kiem.

 

– Bar­dzo mi miło, na­zy­wam się Eu­sta­chy. – Eustachy, podejrzewam, nie jest nazwiskiem, więc powinien powiedzieć: – Bar­dzo mi miło, a ja Eu­sta­chy.

 

Spo­mię­dzy kar­tek wy­sta­wa­ły dwie czer­wo­ne wstąż­ki, peł­nią­ce formę za­kła­dek. – Raczej: …peł­nią­ce rolę za­kła­dek.

 

Chcę tylko wy­pró­bo­wać ka­wa­łek. – Czy można wypróbować kawałek książki?

 

[..] ro­dzaj przy­ja­zne­go stwor­ka [..] po­ży­tecz­ny, zaj­mu­je się ro­bie­niem po­rząd­ków i na­pra­wą sprzę­tów [..] w za­mian za wy­ko­na­ną pracę ko­niecz­nie na­le­ży zo­sta­wić szklan­kę mleka i ma­śla­ne cia­stecz­ka, aby nie na­ra­zić się na nie­przy­jem­ną psotę [..]”. – Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Ten błąd pojawia się także w dalszej części opowiadania.

 

Be­stia­rium bę­dzie twoje za je­dy­ne 149 zło­tych.Be­stia­rium bę­dzie twoje za je­dy­ne sto czterdzieści dziewięć zło­tych.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

o rów­no­war­to­ści 50 zło­tych. – …o rów­no­war­to­ści pięćdziesięciu zło­tych.

 

Za­czął wy­py­chać na próż­no pro­te­stu­ją­ce­go Eu­sta­che­go do wyj­ścia. – Ze zdania wynika, że wypychany Eustachy na próżno protestował do wyjścia.

 

Za­wia­sy drzwi słod­ko skrzyp­nę­ły… – Czym objawia się słodycz skrzypu drzwi?

 

któ­rym udało się ko­eg­zy­sto­wać wśród ludzi… – Raczej: …któ­rym udało się eg­zy­sto­wać wśród ludzi… Lub: …któ­rym udało się ko­eg­zy­sto­wać z ludźmi

 

Z kie­sze­ni ma­ry­nar­ki wy­sta­wa­ła po­szet­ka tego sa­me­go ko­lo­ru. – Podejrzewam, że poszetka wystawała nie z kieszeni marynarki, a z jej górnej kieszonki, czyli z brustaszy.

 

Eu­sta­chy nie cze­ka­jąc na przy­by­sza prze­jął ini­cja­ty­wę. – Czegoś tu brakło.

Proponuję: Eu­sta­chy, nie cze­ka­jąc aż przybysz coś powie, prze­jął ini­cja­ty­wę.

 

glo­sie Eu­sta­che­go po­brzmie­wa­ła nuta po­dejrz­li­wo­ści - co pana spro­wa­dza? – Literówka. Zamiast dywizu powinna być półpauza.

 

po­słał mu mio­do­płyn­ne spoj­rze­nie. – Czym się objawia miodopłynność spojrzenia?

 

Za­sta­na­wiał się, gdzie się po­dzia­ła wcze­śniej­sza kur­tu­azja i eru­dy­cja Ser­giu­sza. – Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Za­sta­na­wiał się, gdzie zniknęła wcze­śniej­sza kur­tu­azja i eru­dy­cja Ser­giu­sza.

 

i już miał się za­bie­rać za ko­lej­ną po­zy­cję na li­ście… – …już miał się za­bie­rać do ko­lej­nej po­zy­cji na li­ście

 

– Dobry wie­czór – jej glos był mięk­ki, ko­bie­cy… – Literówka.

 

po­ło­ży­ła mu dło­nie na ra­mio­nach. Były mięk­kie i cie­płe. – Co było miękkie i ciepłe – ramiona czy dłonie?

 

Eu­sta­chy w tym cza­sie prze­kli­nał na sie­bie… – Eu­sta­chy w tym cza­sie  prze­kli­nał sie­bie

Przeklina się kogoś, nie na kogoś.

 

Mam huk ro­bo­ty .– Mło­dzie­niec cofał się tyłem. – Zbędna spacja przed pierwszą kropką i brak spacji po niej.

Masło maślane. Czy można cofać się przodem?

 

W końcu lata słu­cha­nia wy­po­wie­dzi po­li­ty­ków przy­no­si­ły ja­ki­kol­wiek po­ży­tek. – …przy­no­si­ły ja­kiś po­ży­tek.

 

Ostat­nio odro­bi­nę nie do­ma­gał… – Ostat­nio odro­bi­nę niedo­ma­gał

 

Ser­giusz stal na szczy­cie dra­bi­ny… – Literówka.

 

i za­ło­ży wam te wasze śmiesz­ne karty bi­blio­tecz­ne! – Drugi zaimek zbędny.

 

ale do­my­ślał się, co się za chwi­lę sta­nie. – Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …ale przeczuwał, co się za chwi­lę sta­nie.

 

Resz­ta ro­ze­szła się nie­dłu­go póź­niej. – Raczej: Resz­ta ro­ze­szła się nie­co póź­niej. Lub: Resz­ta ro­ze­szła się nie­bawem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spodobało mi się – taki tekst na dobry początek dnia.

Właściwa akcja ładnie przeplata się z czytaniem Bestiarium. W sumie trochę jak w prawdziwym życiu – jak się człowiek wciągnie w jakąś książkę, to nagle wszyscy czegoś od niego chcą ;-)

No naprawdę, nie spodziewałam się. 

Za oknem plucha, bo zima zamieniła się znowu miejscami z jesienią, wnuczek zasnął w wózeczku, pies śpi mi pod nogami, gorąca kawusia na biurku i to Twoje opowiadanie… Sympatyczne, ciepłe i jakieś takie życzliwe. Bardzo mi się spodobało. 

Popraw błędy wytknięte przez Regulatorzy, a na zachętę klik do biblioteki.

I wrzuciłam do “Niepiórkowych polecanek”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję nowym czytelnikom i cieszę się, słysząc, że tekst dostarczył odrobinę przyjemności.

 

Regulatorzy, po prostu wow! Dziękuję za Twój cenny czas, który poświęciłaś na wypisanie tych błędów. Poprawiłem usterki i mam nadzieję, że wyryłem je w pamięci. Pozwól, że odpowiem na kilka pytań, które zadałaś =).

Zawiesił parasol i kurtkę na drewnianym wieszaku. – Sklepik z szatnią???

Szatnia to może zbyt wzniosłe określenie, ale zwykły wieszak pojawia się w sklepach tu i tam, a w niektórych rejonach to po prostu standard. Przypomina mi się znajomy z Teksasu i jego pełne niedowierzania “To u was nie ma wieszaka na kapelusze?!”.

Chcę tylko wypróbować kawałek. – Czy można wypróbować kawałek książki?

Wydaje mi się, że można próbować różnych rzeczy, a w ustach Eustachego to określenie obrasta w dodatkowe znaczenie – literatura to dla niego duchowy pokarm, bez niej nie może żyć.

Zawiasy drzwi słodko skrzypnęły… – Czym objawia się słodycz skrzypu drzwi?

To jest subiektywne odczucie bohatera. Dla niego ten dźwięk jest przyjemny, ponieważ przywodzi na myśl ukochaną bibliotekę.

posłał mu miodopłynne spojrzenie. – Czym się objawia miodopłynność spojrzenia?

Ech, wolałbym zapytać poetę ;). Dla mnie to takie spojrzenie, które w leniwy, a zarazem nieunikiony sposób rozlewa się po obserwowanym obiekcie, skutecznie go oblepiając.

Pogoda zmusiła go do poszukania schronienia. Przestąpił próg, zostawiając za sobą szalejącą burzę i zalała go przyjemna fala ciepła. Odrapane drzwi rozkosznie za nim zaskrzypiały, całkiem podobnie jak w jego ukochanej bibliotece. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

Zdarza się, że nadużywasz zaimków.

Przyznaję się, że usunąłem tylko jeden ;), ale w kontekście Twoich dobrych uwag tej również nie odrzucam. Na razie pora wracać do pracy.

Teofilu, cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;-)

Miło, że zaspokoiłeś moją ciekawość. Rozumiem i przyjmuję Twoje wyjaśnienia, z wyjątkiem jednego, a mianowicie:

po­słał mu mio­do­płyn­ne spoj­rze­nie. – Czym się ob­ja­wia mio­do­płyn­ność spoj­rze­nia?

Ech, wo­lał­bym za­py­tać poetę ;). Dla mnie to takie spoj­rze­nie, które w le­ni­wy, a za­ra­zem nie­uni­kio­ny spo­sób roz­le­wa się po ob­ser­wo­wa­nym obiek­cie, sku­tecz­nie go ob­le­pia­jąc.

Ponieważ zaraz po cytowanym zdaniu piszesz: Jego oczy były szare i zimne jak stal… wyznam, że miodopłynność nie bardzo współgra mi z szarością oczu i ich stalowym chłodem.

Mam wrażenie, że czasem zdarza Ci się używać dość ryzykownych porównań.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zadam sakramentalne pytanie: fragment reprezentacyjny uzupełniony?

 

Bellatrix, odpowiem z pełną należytą powagą: uzupełniony ;).

…wyznam, że miodopłynność nie bardzo współgra mi z szarością oczu i ich stalowym chłodem. Mam wrażenie, że czasem zdarza Ci się używać dość ryzykownych porównań.

Masz rację. Co prawda jedno nie wyklucza drugiego, ale w tak bliskim sąsiedztwie te sformułowania gryzą się.  Edytowałem, żeby lepiej współgrało:

Sergiusz w milczeniu uniósł jedną brew i posłał mu miodopłynne spojrzenie. Jego oczy były szare i nieprzeniknione; skrywały w sobie siłę, ale równocześnie życzliwość.

No tak, teraz, kiedy oczy są nieprzeniknione, ale i życzliwe, ich miodopłynność jest bardziej zrozumiała. :-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo przyjemne opowiadanie. Gratuluję i pozdrawiam.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Przeczytałem z wielką przyjemnością. Dzięki!

Dziękuję nowym czytelnikom za komentarze. Skoro odbiór jest pozytywny, to niedługo odkurzę i zaserwuję inne opowiadanie, jak tylko doprowadzę je do porządku.

Bardzo przyjemne opowiadanie i do tego z subtelną nutką humorystyczną.

Sukkub, powiadasz… Mhm…

No i wydało się, co nas tak naprawdę ciągnie do tej fantastyki…

Przypomniały mi się stare numery “Fantastyki” z galeriami prac Vallejo :-)

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję, Fladrif, cobold i Anet. Miło mi to słyszeć… albo czytać ;-).

Nowa Fantastyka