- Opowiadanie: tojestniewazne - Pierwsze krople deszczu

Pierwsze krople deszczu

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Pierwsze krople deszczu

Jestem przekonany, że ludzkość nie zasługuje na dalsze istnienie

 

Ludzkość nie ma przyszłości

 

Uważam, że ludzkość powinna zostać zniszczona

 

Interaktywne wyświetlacze w całym mieście w jednym momencie rozświetliło kilkanaście wersji tego samego komunikatu. Niebo zasnuły chmury koloru smoły, nienaturalnie ciemne, śliskie i ciężkie. Staliśmy na dachu MSN przy placu Defilad, z niepokojem obserwując, jak każdy dostępny ekran w zasięgu wzroku i zbliżenia lornetki – billboard na fasadzie Domów Centrum, ledowa ściana przystanku autobusowego, tablet w ręku przechodnia na Marszałkowskiej – stawał się przekaźnikiem tej jednej wiadomości. To samo działo się właśnie w każdym miejscu na Ziemi. I nikt, bez względu na porę dnia, w tych chwilach ostatnich nie widział już słońca.

W szczelnych kombinezonach typu pierwszego czekaliśmy na to, co musiało nadejść. Patrzyłam na towarzyszy, na posępne twarze zamknięte w przezroczystych hełmach. Wszyscy milczeli. Kilkoro, podobnie jak ja, lustrowało otoczenie, inni wciąż z lekkim niedowierzaniem patrzyli na chmury. Pozostali z rezygnacją spuścili głowy.

Nie udało się, przegraliśmy, a przed zdjęciem odzieży ochronnej powstrzymywała nas bardziej znajomość makabrycznego przebiegu infekcji niż nadzieja na przetrwanie “gdzieś tam” wystarczającej liczby homo sapiens sapiens, by istniała szansa odtworzenia gatunku. Bez kilku tysięcy płodnych, zdrowych par, chów wsobny dobije nas mutacjami po pierwszych kilku pokoleniach. Nawet jeśli przeżyje ktoś jeszcze, nigdy się nie spotkamy. Będziemy tak rozproszeni, że czeka nas wieczna tułaczka wśród ruin.

Zamknęłam oczy i zaczęłam wyobrażać sobie, jak to wszystko pęka, kruszy się, zarasta. Zobaczyłam bluszcz pełznący po spękanych szybach Ściany Wschodniej, dziki leniwie skubiące trawę w Ogrodzie Saskim, akrobacje pustułek wokół rdzewiejącej iglicy Pałacu Kultury. Sama dla siebie próbowałam nieudolnie podsumować, czym byliśmy jako gatunek, co w nas było takiego wyjątkowego, czego wraz z nami zabraknie. Ale jedyne, co przyszło mi do głowy, to ten nieustanny taniec rozumu i emocji, który czynił nas ludźmi, a ostatecznie dał nam irracjonalną motywację i naukowe podstawy dla własnego unicestwienia.

 

Otwieram oczy, nie powstrzymuję płaczu. Ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Spadają na nas pierwsze krople deszczu.

Koniec

Komentarze

Najfajnieszy fragment jak dla mnie to ten akapit zaczynający się od “Zamknęłam oczy…”. 

Czy dobrze rozumiem, że zagłada była celowa i zaplanowana? Tak by sugerowały komunikaty. Że to nie katastrofa…

Jak na rozruszanie, to dla mnie jest ok. Chociaż mógłbyś przy okazji rozruszania, dopowiedzieć trochę więcej – co tam zaszło, jak doszło do opisanego momentu i takie tam. Bo tak zostałam ze sporym niedosytem.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

“I nikt, bez względu na porę dnia, w tych chwilach ostatnich nie widział już słońca.” – jest jakiś zamysł w tym szyku przestawnym?

“inni z głowami zadartymi do góry wciąż z lekkim niedowierzaniem patrzyli na chmury” – niektórzy mawiają, że w prozie rymy są złe. Ja tak nie uważam, ale sam zdecyduj, czy nie burzy to rytmu. + jest powtórzenie “głów” w tym i następnym zdaniu.

“Bez kilku tysięcy płodnych, zdrowych par, chów wsobny dobije nas mutacjami po pierwszych kilku pokoleniach.” – Adam i Ewa dali jakoś radę! Trochę wiary! :P

Czemu Homo Sapiens Sapiens i “deszcz” na końcu kursywą? Czegoś nie załapałem? :( “Infekcja” zdecydowanie kojarzy mi się z czymś wirusowym, niż czymkolwiek mogącym atakować z chmur.

 

No więc, mnie się nie, ale ja maruda jestem :). Jest w shorcie myśl, ale nie obudowana fabułą czy obrazem. Znaczy – podana od tak o, przez bohaterkę której nie rozumiem i nie widzę, na tle bardzo wyświechtanym. Językowo też nie porwało.

 

Inna sprawa, że nie czuję roli początkowych telebimów, więc mogłem nie zrozumieć.

Powodzenia przy następnych tekstach!

 

 

Pojmuję, że wydarzyło się coś ostatecznego, ale nie wiem dlaczego…

 

inni z gło­wa­mi za­dar­ty­mi do góry… – Masło maślane. Czy można zadrzeć coś do dołu?

Wystarczy: …inni, z zadartymi gło­wa­mi… Lub: …inni, zadarłszy gło­wy…

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Głowy zadartej do góry bym bronił. Jest u Mickiewicza w Panu Tadeuszu, jest w Janko Muzykancie Sienkiewicza, w Pałacu Dezertera  i w pierwszym przekładzie Don Kichota na polski, pióra Franciszka Aleksandra Podoskiego. Tutaj zresztą więcej wyników. 

Ale i tak to wyrzuciłem, ze względu na rym i powtórzenie, które mi umknęły. 

 

Tekst pisałem dość szybko. Od kilku miesięcy męczę się z jednym opowiadaniem, mam tam zresztą pewien zastój i teraz potrzebowałem jakiejś krótkiej formy, którą będę w stanie szybko zamknąć, żeby mi pióro nie zaschło. Nie o dopowiadanie, kompletną historię i rozwinięcia tu chodzi.

 

śniąca: zagłada zaplanowana, ale nie przez ludzkość działającą świadomie i w porozumieniu. 

 

Mały Słowik: no niestety, Adam i Ewa, wedle współczesnej nauki nie daliby rady. Czytałem różne estymacje, ale do utrzymania zdrowej populacji potrzeba od 4 do 40 tys. przedstawicieli gatunku. “Chwile ostatnie” wzięły mi się z innego mojego tekstu, wydaje mi się, że taki szyk podkreśla ich “ostatniość”. i tak, “coś robi”, choć nie umiem wytłumaczyć mechanizmu. Łacińską nazwę gatunku zwyczajowo zapisuje się kursywą, ale zmieniłem to, żeby podkreślić wyjątkowość użycia w przypadku deszczu.

Ciekawa miniaturka :)

Ładnie odmalowałeś uczucia ostateczności i nadciągającej zagłady – pod tym względem wyszło naprawdę nieźle.

Stosunek zawartości do długości dobry, choć oczywiście nie jest to pełnoprawne opowiadanie… W istocie – bardziej rozgrzewka.

W pamięci na dłużej nie zostanie, choć czytało się przyjemnie. Życzę powodzenia w opornym opowiadaniu ;)

 

Tyle ode mnie, na koniec pewna wątpliwość:

Niebo zasnuły chmury koloru smoły, nienaturalnie ciemne, śliskie i ciężkie.

Ta “śliskość” chmur to jak dla mnie trochę przegięcie… Miało być pewnie poetycko, ale wymyka się to mojej wyobraźni.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Czyli mówisz, że moją uwagę o Adamie i Ewie da się potraktować zupełnie poważnie? A byłem, pewien, że emotikonka na końcu sentencji załatwia takie sprawy. Zacznę te drobne żarciki kolorować farbkami, może wtedy rzuci się w oczy.

Że łacińską nazwę kursywą, nie wiedziałem. Zapamiętam :).

Mnie również zabrakło wyjaśnienia, skąd wzięła się zagłada, dlaczego niektórzy ludzie o niej wiedzieli i mogli się zabezpieczyć, ale najwidoczniej nie wszyscy…

Bez kilku tysięcy płodnych, zdrowych par, chów wsobny dobije nas mutacjami po pierwszych kilku pokoleniach.

Tak na pierwszy rzut oka 512 par powinno starczyć na dziesięć pokoleń. Ale w dłuższym okresie i kilka tysięcy może chyba mieć zbyt skromny zasób genów…

Babska logika rządzi!

Cześć.

Lepiej nie broń autorów z zamierzchłych czasów i przekładów. Jedni mogli pisać, co tylko chcieli, a drugim tak się wydaje. To niewłaściwe odniesienia. Poszukaj sobie, ile razy występuje “niemniej jednak”. Czy to będzie dowodem na poprawność tego zwrotu?

Jest klimat.

Mimo bardzo krótkiej formy wcisnąłeś (za bardzo na siłę) pseudonaukowe uwagi o tym, że rozmnażanie się wewnątrz grupy tęże wykończy. To fakt. Ale ile osób szarpnie się na taką refleksję patrząc w chmury i mając do dyspozycji tylko kilka myśli (bo tekst jest krótki)? Za bardzo chciałeś obronić coś rozumowo. Niepotrzebnie.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Ech, Dezerter to raczej nie są autorzy z zamierzchłych czasów. Wskazuję po prostu, że tego sformułowania jak najbardziej używa się w literaturze, więc nie można go tak po prostu uznać za niewłaściwy. Zresztą pod linkiem jest więcej przykładów z literatury współczesnej. Natomiast na chmury patrzą ludzie, którzy co nieco o biologii wiedzą, więc mogą mieć takie rozkminki, to nie są jacyś pierwsi lepsi.

 

O uczucie ostateczności i nadchodzącej zagłady w największym stopniu mi chodziło.

“na chmury patrzą ludzie, którzy co nieco o biologii wiedzą, więc mogą mieć takie rozkminki, to nie są jacyś pierwsi lepsi“ – a to należy wiedzieć, bo mają kombinezony? Czy z fragmentów, których nie zamieściłeś?

Pamiętaj, co zamieściłeś.

I naprawdę nie ma sensu zakładać, że skoro milion osób uważa tak a tak, to mają rację. No chyba że bardzo chcesz. Tylko stracisz na to sporo czasu.

 

https://www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=niemniej+jednak&start=10 – półtora miliona wyników. Do tego co drugi coach/trener sprzedażowy tak mówi. No to, kurczę, na pewno mają rację. I w dodatku są specami językowymi.

 

Jestem specjalistą w wąskiej dziedzinie motoryzacji. Naprawdę specjalistą. I sądzisz, że gdy widzę samochód, to przestawiam się w tryb pomijania 99,99% elementów tego samochodu, a skupiam się na tym jednym, chcę go zaraz zobaczyć, analizuję możliwości samochodu pod kątem tego jednego samochodu i naiwnie oczekuję, że te możliwości zależą tylko od tego jednego elementu?

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

CountPrimagen: mi się skojarzyło z taką oleistością, fakturą satyny, ale więcej określeń już nie chciałem tam wciskać.

 

Piotr: Czepiasz się, jakbyś chciał, żebym napisał instrukcję obsługi samochodu, w której wszystko jest dopowiedziane. W tak krótkiej formie wystarczy, że nie ma sprzeczności. Oprócz kombinezonów jest jeszcze info, że ci ludzie znają przebieg infekcji, więc co nieco o biologii człowieka powinni wiedzieć. Ta rozkminka o genetyce ma zresztą też trochę na to naprowadzać – że ci ludzie znają takie tematy i mogą myśleć w ten sposób.

 

Co do głowy zadartej do góry. Nie mówię o liczbie wystąpień, ale o tym, że pojawia się w tekstach książek – niekoniecznie tylko na forach i blogach. Jest też zresztą w Korpusie: http://sjp.pwn.pl/korpus/szukaj/g%C5%82owa%20zadarta%20do%20g%C3%B3ry.html

Co do niemniej jednak – też nie masz racji: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-niemniej-b-jednak;6330.html.

 

A o co Ci chodzi w ostatnim akapicie, to już naprawdę nie wiem.

Mały Słowik: nie no, zrozumiałem, że żart, ale chciałem się popisać, że wiem :P

Tojestniewazne, Korpus języka polskiego podaje też informację, że to autentyczne przykłady użycia w piśmie i mowie zgromadzone w Korpusie. Wahałabym się twierdzić, że przytaczane przykłady, jakkolwiek autentyczne, zawsze ilustrują poprawne użycie danych słów i wyrażeń.

A zadzierając głowę, w zasadzie nie umieszczamy jej wyżej, a raczej przechylamy ku tyłowi, aby móc lepiej dojrzeć coś, co znajduje się wysoko.

Natomiast nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że to jest Twoje opowiadanie i wyłącznie od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane.

 

edycja

Od chwili kiedy w jednej z piosenek zespołu Daab miałam nieszczęście usłyszeć: …byłaś mi jak prześliczna nimfa, co się przegląda nad tafli wodą. – nie potrafię uznać argumentu, że coś jest w porządku, bo jakiś zespół tak śpiewa.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mi wystarczy napisać przed tekstem, że nie chcesz sugestii poprawek, tylko uznania. :-) I to zamyka temat. Dla mnie jest on zamknięty.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Reg, wydaje mi się przeglądanie nad taflą to pikuś (w końcu może nimfa z lusterkiem w łapce siedzieć nad wodą, nie?), ale pomarańcze w pustej szklance potrafią zaskoczyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, choćby panna miała do dyspozycji tremo, nie pojmuję, co mogła zobaczyć nad tafli wodą.

Pomarańcze w pustej szklance – pyszne, że tak powiem. ;-D

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Aaaa, nad tafli wodą… OK, tego nie potrafię zinterpretować. :-)

Babska logika rządzi!

Piotr Tomilicz: ależ ja bardzo cenię sugestie i poprawki. To dla mnie ważne, że je dostaję. Często też je uwzględniam. W tym tekście uwzględniłem np. uwagę Małego Słowika dotyczącą nieszczęsnego rymu “góry – chmury”, jak również usunąłem kursywę w homo sapiens, żeby nie było watpliwości, że deszczu pisane w ten sposób na końcu tekstu ma duże znaczenie. Często na uwagi odpowiadam po prostu tłumaczeniem, dlaczego dokonałem takiego akurat wyboru.

Natomiast jeśli jestem przekonany, że mam rację, próbuję jej bronić. Jeśli ktoś jest przekonany, że jej nie mam, przerzucamy piłeczkę. Z regulatorzy toczyliśmy boję o poprawność językową pod wieloma moimi i nie moimi tekstami. Wiele razy ostatecznie dawałem się jej przekonać, że nie mam racji i wprowadzałem zmianę. Tym razem nie ma to już w sumie znaczenia, bo dyskutowany fragment wyleciał z innych powodów.

Jednak o ile w kwestii poprawności językowej można rościć sobie prawo odwołania się do “instancji obiektywnych” (takich jak rada języka polskiego) i w pewnym sensie “wymagać” poprawek przy ewidentnych babolach, o tyle w przypadku wyborów stylistycznych czy narracyjnych możemy rozmawiać co najwyżej o opiniach, o tym, że komuś coś gra lub nie gra. I tutaj już jest kwestia siły przekonywania. W przypadku Twojego komentarza dotyczącego fragmentu o chowie wsobnym, wytłumaczyłem, czemu nie uważam go za przegięcie.

I jeszcze odpowiadając na Twój poprzedni komentarz: tak, to czego nie piszę też jest ważne. To sobie można zrekonstruować, a co ważniejsze – twórczo zrekonstruować – zinterpretować dowolnie. NIe lubię jednoznaczności i wielu czytelników tutaj miewało z tym problem, bo za bardzo skupiali się na tym, czego nie wiedzą. Moja odpowiedź jest taka, że jeśli czegoś nie ma, to nie jest takie ważne albo pozwalam Ci, żebyś sam to sobie dopowiedział, czy nawet wymyślił.

Skoro bohaterka myśli o możliwości repopulacji, o najwyraźniej ma powód, ma do tego narzędzia. Znów, powtarzam – gdyby była sprzeczność – gdyby zostałą wprowadzona jako niepiśmienna chłopka albo fryzjerka po zawodówce, uznałbym, że coś takiego “nie może mieć miejsca” i jest kompletnie niewiarygodne. Tutaj jest kilka wskazówek co do tego, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy coś wspólnego z naukami biologicznymi mają.

Acha, i te uwagi nie są pseudonaukowe. Sprawdzam źródła. W tym wypadku korzystałem np. z tego: https://en.wikipedia.org/wiki/Minimum_viable_population.

 

regulatorzy: jesteśmy tutaj w szarej strefie. Bo nie ma instancji, która by mówiła, że to jest błąd. To ciekawe, że pierwsze miejsca, które pojawiają się w google po wyszukaniu pleonazm głowa zadarta do góry (zawierające wszystkie szukane słowa) to komentarze do dwóch opowiadań na fantastyka.pl. Nie jestem jakimś hardcorowym zwolennikiem “ustępowania przed uzusami” (jak w tamtej dyskusji napisał AdamKB), ale z drugiej strony sądzę, że sztuczne betonowanie języka jest szkodliwe nie tylko dla samego języka, ale w ogóle dla kreatywności grupy, która się tym językiem posługuje. Więc tak, pamiętam ewidentne babole, których broniłem jak niepodległości, a potem jednak dałem się przekonać. Tutaj nie widzę takiej możliwości. Jeszcze jedna ważna rzecz – wiele oczywistych pleonazmów (jak np. te związane ze skrótowcami) nie jest w ogóle uznawanych za błąd, bo słowa, przez które wyrażenia stają się pleonazmami de facto ułatwiają zrozumienie (np. płyta CD). Ale to już naprawdę nieważne, skoro fragment wyleciał. Czystość językowa obroniona, możesz opuścić topór.

Hmm… Bardzo starałem się wczuć w nastrój, ale nic, żadnej czułej strunki nie poruszyło. Czegoś zabrakło, jak dla mnie. Nie wiem… Może za krótka forma. Albo znowu wychodzi na to, że zimny drań jestem. :/

Blackburn: eeee, mi też się wydaje, że to jednak za krótkie. Że trochę nie ma czasu wczuć się w ten klimat, poczuć smutku za umierającą ludzkością.

Chyba tak, za krótko, choć tak myślę (tak zdarza mi się ;P), że brakuje też argumentów, dlaczego czytelnik powinien polubić ludzkość. No wiesz, inaczej się odbiera umieranie czegoś/kogoś, co lubisz albo kochasz. Oczywiście można przyjąć, że byłoby to prowadzenie czytelnika za łapkę, ale mimo to, tak uważam.

O, no właśnie. Wydawać by się mogło, że ludzkość się lubi sama przez się, ale to jednak nie jest takie proste. Walter Tevis pięknie to robi w Przedrzeźniaczu, ale jemu to zajmuje całą książkę.

A może dałbyś się namówić, żebyś dopisał jeden akapit, w którym przekonasz mnie, że należy lubić  albo nawet kochać ludzkość. Może powinien być pierwszym akapitem, ale sam osądź. No i ze dwa zdania o przyczynie tej zagłady, żeby było się na coś albo kogoś wkurzyć. ;)

Blackburn: kusząca propozycja i ciekawe wyzwanie. Choć nie wiem, jak szybko znajdę na to czas, a im później, tym gorzej, bo wiele komentarzy będzie do tekstu przed zmianą. Jeśli uda mi się do tego usiąść dzisiaj lub jutro i wymyślę coś, co nie będzie brzmiało totalnie żenująco, wyedytuję.

Dobra, postanowiłem zrobić z tego większe opowiadanie. Ale to mi pewnie zajmie ze dwa lata :P

No to do roboty. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Podobają mi się odniesienia do rzeczywistych miejsc. Nie podoba mi się, że nie ma tu za bardzo żadnej historii. Narratorka tylko stoi i myśli.  To obrazek, a nie film. Pchnij bohaterów w ruch, nie przedstawiaj tylko tła. Jeśli to miało być opowiadanie, to powinno mieć trochę akcji. Jeśli miało być bez akcji, to nie osiągnąłeś żadnego efektu: nie wzbudziło emocji, nie skłoniło do przemyśleń, nie sprawiło przyjemności. 

To nie jest opowiadanie. To raczej właśnie zdjęcie, impresja, ćwiczenie z pisania zdań, od których nie bolą zęby.

Nowa Fantastyka