- Opowiadanie: GaPa - Usprawnijmy tę całą robotę

Usprawnijmy tę całą robotę

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

regulatorzy, Użytkownicy II

Oceny

Usprawnijmy tę całą robotę

– Co znowu zmajstrował ten przeklęty bachor Hammondów – zastanawiał się Nick Bready. Wrzask, który dobiegł z obejścia sąsiadów, mroził krew w żyłach… ale rzecz jasna nie przebił wycia, jakie rozległo się, gdy nie dalej jak pół roku temu nieznośny dzieciak wsadził rękę we wnyki. I to oczywiście on, Nick, musiał go wyswobadzać, bo Hammondowie wracali z pracy niemal nad ranem. Raz za razem musiał pomagać niewdzięcznemu łobuzowi. Czym zasłużył na taką karę?

Pchnął skrzypiącą furtkę. Czujnie zlustrował ponure obejście, nasłuchując. Po podwórku niósł się przytłumiony mechaniczny klekot. Bez trudu zlokalizował źródło dźwięku. Ruszył do oświetlonej wątłą żarówką pochylonej szopy, jakby nawet światło przybywało tu z niechęcią. Ze zdumieniem odkrył, że rupieciarnię zamieniono w wysprzątany warsztat. Na środku stała wielka, ociekająca smarem maszyna. Obok leżała kupka szmat – starych, znoszonych dziecięcych ubrań. Frezarka była uruchomiona i, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, sprawiała wrażenie głodnej.

Nick podszedł ostrożnie. Wrzecionowaty przedmiot jeszcze nie był gotowy, ale budził pewne skojarzenia. Zafascynowany wpatrywał się w jednostajnie pracującą maszynę. Nawet nie spostrzegł, kiedy zaczął nią sterować, jakby coś przejęło nad nim kontrolę. Wiedział, co trzeba robić. Niemal przestał mrugać. Zaschło mu w gardle. Nie mógł przestać, wykonywany element wymagał coraz większej precyzji. Dyszał ciężko, próbując sprostać tempu narzuconemu przez półautomat. Pozbył się ubrań. Czuł się wolny, niepokonany. Silny i sprawny. Nie zdziwiło go, że zawodzi niczym wilk o pełni księżyca.

W nieuchwytny sposób zmieniła się perspektywa. Patrzył teraz pod dziwnym kątem, jakby lekko z dołu, na swoje starcze, nagie, niezbyt apetyczne ciało. Ono również wymagało pewnej obróbki, więc wziął się do dzieła. Nie był sam, dzieciak Hammodów pomagał. Po jakimś czasie dołączyła jego matka. A byli i inni. Gotowi. Nienasyceni.

 

Bronson Hammond niezadowolony wiercił się na krześle. Jego żona przepadła, szukając syna. Do licha, dzieciak pewnie dokazuje, wyrywając ropuchom nogi czy zaglądając w okna mającym telewizor sąsiadom. Czemu ta kobieta nie wróci i nie zajmie się domem? Był głodny. Zły. Uwięziony w życiu, którego nie rozumiał. W pracy wciąż zwiększano normy. Tylko czekać, gdy nie będzie dawał rady i utraci właściwie jedyne źródło dochodu, bo pensja żony, zwykłego popychadła, sprzątającego nocą biura, praktycznie się nie liczyła.

No gdzie ta cholerna baba!? Może się potknęła i wpadła do studni, skręcając kark. Zagarniając po drodze w rozpaczliwej próbie ratunku małego srajdka. W końcu uwolniłby się od grubej jędzy i hałaśliwego dzieciaka. Nastałby czas spokoju. Bez niepotrzebnego balastu mógłby zacząć w końcu żyć, jak tylko dumny, niezależny mężczyzna potrafi.

Otrząsnął się. Skąd nadciągają takie myśli? To ta noc, pomyślał przygnębiony. Zimno, wciskające się w każdą szczelinę ubrania, bezgwiezdny mrok zachmurzonego nieba. Szelest targanych jesiennym wiatrem liści, jakby zasuszone usta szeptały rozkazy… Proste komendy, uwalniające moc i energię, obiecujące zaspokojenie palących żądz. Zdzierające wątły płaszcz ogłady dwunożnych małp.

Aaaargh! Wiedział, czyje skrzydła przesłoniły krwawy księżyc. Furia! Jej czas nadciąga! Zachłanna bogini szukała okazji, gorliwych wyznawców. Nagradzała najlepszych najcenniejszym darem – gasiła żar, którego nikt inny nie potrafił zdusić. Nie! Wręcz przeciwnie! Podsycała go, aż zamieniał się w przepiękny płomień! Pochodnię wiary prawdziwej, bo starszej niż wszystko, co narodzone, by człowiek nadał mu imię. Oto chwila, gdy robak zamienia się w ćmę, ćmę połyka sowa, a sowę dosiada Pani Nocy! Trupi odór mdlejącej rozkoszy wypełnia żyły stworzenia! Nadawaj, królowo! Jam naczyniem! Kształtem, który wypełnisz! Niech się spełnia!  Tak, jestem gotów! Tak, odbiór jest czysty!

Raz jeszcze potrząsnął głową. Chyba musiał zasnąć. W powidokach przez chwilę dojrzał coś, co wykrzywiło twarz, ale nim potrafił to nazwać ułuda rozwiała się. Czuł gorzki, żelazisty smak. Do drzwi była chyba godzina drogi, ale wstał. Żona, syn. Wyjdzie w noc, by zabrać ich do domu. Co za zimna i nieprzyjemna pora. W dodatku rozpętała się burza.

Wiatr był tak silny, że musiał mocno pchać drzwi, nim zdołał je otworzyć. Jakby odbywała się jakaś walka, o której nie został poinformowany. Planeta kontra ludzie. Szczelniej zapiął płaszcz. W komórce paliło się światło. Ruszył ku niej, złorzecząc, ślizgając się na mokrej trawie.

Z trudem dostał się do środka. Przeklęta wichura!

Zatupał mocno i zamarł. Pomieszczenie przeszło metamorfozę. Na skrzypiących deskach, otoczona stosem łachmanów, stała frezarka. Skupił wzrok na obracającym się, podłużnym przedmiocie. Wydawał się gotowy i, no cóż, już on dobrze wiedział, co z tym zrobić. Dzięki pracy w rzeźni miał odpowiednie kompetencje. Najpierw pójdzie do sołtysa, ciągle ględzącego o podatkach i powinnościach wobec społeczności. A może zacząć od jego żony? Wiecznie wrzeszczącej baby, chudej szczapy z cyckami jak rozwałkowane ciasto. Właściwie mógłby rozpocząć od dzieci. Tak. Najpierw szczeniaki. Zdecydowanie. Czuł, że one są najistotniejsze, cała reszta to tylko konieczne do rozwikłania kwestie praktyczne. Ogłuszy starych, sprawnie ich wyfiletuje i pójdzie do dziecięcej izby.

A potem wróci, nakarmi maszynę i dostanie nowe, jeszcze lepsze narzędzia. Jeśli będzie działał sprawnie, do świtu wioska powinna być gotowa. A potem… cóż, świat jest wielki.

Koniec

Komentarze

Wiem, wiem, sztampowo. Ale za to P I E R W S Z Y!

 

 ۜ\(סּںסּَ` )/ۜ

Zaschło mu w gardle, ale wykonywany element wymagał coraz większej precyzji i nie mógł przerwać.

Ten “wykonywany element” jakoś mi dziwnie brzmi, zmieniłbym na “element, który powstawał”. I fragment po i ma złą składnię (tak to się nazywa?) – w sensie, wygląda tak, jakby element nie mógł przerwać, a nie Nick

 

Pochodnię wiary prawdziwej, bo starszej niż wszystko[+,] co narodzone, by człowiek nadał mu imię.

 

O-krop-nie fantastyczny tekst! I to o frezarce! :D GaPo, wysoko postawiłeś poprzeczkę, nie ma co. Aż nie mogę się doczekać tekstów innych uczestników na równie szalone tematy.

Pozdrawiam!

Moim zdaniem szort nie przeraża czytelnika, ani nie szokuje trafną uwagą o morderczej frezarce. Początek mnie zaintrygował, niestety dalsza część z Bronsonem Hammondem wzbudza we mnie sprzeczne uczucia. Podsumowując mimo wielu zalet, jak niektóre opisy, po przetrawieniu tekstu czuję za dużo goryczy.

 

Gratuluję tempa pracy i życzę powodzenia w pisaniu kolejnych prac :)

Czuł się, jakby został niechcianą nianią. – niechciany to taki, którego ktoś nie chce, z a kontekstu odniosłam wrażenie, że chodziło Ci o rzecz przeciwną – to Nick nie chciał być niańką.

 

Ze zdumieniem odkrył, że rupieciarnia była wysprzątana, zamieniając się w warsztat. – brzmi, jakby zamieniała się na oczach Nicka. 

 

Frezarka była uruchomiona i(+,) jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, sprawiała wrażenie głodnej.

 

Nawet nie spostrzegł się, kiedy zaczął nią sterować, jakby coś przejęło nad nim kontrolę. – zbędne

 

Ciekawe, ciekawe. Jednak nie przeraziło, ani nie wzbudziło grozy. Do tego nie rozumiem, po co i dlaczego Nick się rozebrał. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Aż sprawdziłam, co tak dokładnie znaczy ta frezarka i… prawie zachłysnęłam się śmiechem. Udało ci się tak zręcznie wykorzystać owe hasło, że jestem pozytywnie zaskoczona (i lekko przerażona, bo osobiście chciałam wykorzystać swoje hasło w bardziej… subtelny sposób). Na dodatek zrobiłeś to w tak krótkim szorciku!

 

To a propo hasła. Co do tekstu jako takiego, to podzieliłeś go na dwie części i ta pierwsza wypadła lepiej. Nie wiem co mogę dodać. Tekst jest chyba zbyt krótki na jakieś elaboraty, więc zakończę po prostu słowami: podoba mi się, GaPo!

 

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Śniąca, z tekstu wynikałoby, że frezarka zjadła (lub przetworzyła) Nicka, a że tak jak ja nie wyobrażała sobie jedzenia cukierków w opakowaniach, kazała mu się rozebrać. Inną drogą, to byłby ciekawy świat, gdyby dało się siłą umysłu przyciągać krowy, które same zmieniałyby się w pyszny obiad dla całej rodziny ;)

Podoba mi się wykonanie, ciekawy język… ale treści to już chyba nie załapałem do końca. Co ma Furia wspólnego z frezarką? Pożerająca frezarka? No kombajn to jeszcze, ale frezarka jakoś mi się z tym gryzie. Nie bardzo też potrafię połączyć ze sobą obu części. Co właściwie tam robił Nick na tej frezarce? Coś tam robił, ale potem już go nie było… więc może źle robił i go zjadła? Hmmm…

A tak poza tym: jak to w końcu jest z tą ilością znaków w tym konkursie? Czyż nie zostało powiedziane, że objętość tekstu powinna wynosić od 5 k do 5,1 k? 

To był kiepski troll, Gostomyśle. Jest 20k tak jak było.

aaaa… no to widocznie trollingu też nie umiem załapać. Nawet tego kiepskiego. Widocznie sam jestem kiepski… ech! frown

Dzię­ki za ko­men­ta­rze, po­pra­wi­łem co (do tej pory) wy­chwy­ci­li­ście.

Wy­da­je mi się, że kon­kur­so­we za­ło­że­nia speł­ni­łem w 100%.

A treść… cóż, STRZEŻ SIĘ FRE­ZAR­KI! Ale i w lu­dziach cza­sem (w co za­iste cięż­ko uwie­rzyć) lubi się zło roz­go­ścić. Jak na­pi­sa­ła La­na­Val­len nie ma co de­li­be­ro­wać. Świę­co­ny śru­bo­kręt w rękę i trze­ba roz­bro­ić to cho­ler­stwo. Ale coś czuję, że nie­ła­two pój­dzie… a może le­piej pod­dać się woli ma­szy­ny. Co w niej miesz­ka? Jak nic coś zna­jo­me­go każ­de­mu z nas. Sopel z lodu Kró­lo­wej Zimy, we­so­łe po­hu­ki­wa­nie lu­do­ja­da, znie­cier­pli­wie­nie na bogu ducha winną ka­sjer­kę w Hi­per­mar­ke­cie, a nawet wąs Kla­kie­ra, zło­wro­gie­go kota Gar­ga­mel! Wiesz­cze Wam, świtu nie­licz­ni do­cze­ka­ją!

 

pzdr

)xxxxx[;;;;;;;;;>

Średnie, moim zdaniem. Pomysł na wykorzystanie frezarki całkiem fajny, jednak czuć, że pisałeś na szybko, “po łebkach”. Do limitu daleko, mogłeś pokusić się o bardziej rozbudowany tekst ;)

Grozy niewiele, najlepiej wyszedł ten fragment z Furią.

Na długo tekstu chyba jednak nie zapamiętam…

Pchnął od dawna domagającą się naoliwienia furtkę i znalazł się w ponurym obejściu. Rozejrzał się, nasłuchując. Po podwórku niósł się przytłumiony mechaniczny klekot.

SIĘ-koza ;P

Z interpunkcją, jak mi się wydaje, też było różnie.

 

Tyle ode mnie, pozdrawiam!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytane. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Trochę groteski w stylu Topora, ale… Jak na horror “na serio” za mało straszne, a jak na horror “na wesoło” za mało śmieszne. Czytało się dobrze, fajnie to jest napisane.

I dwie uwagi – “Ruszył do oświetlonej wątłą żarówką pochylonej szopy, jakby nawet światło wydobywało się tu z niechęcią”. Czegoś mi w tym zdaniu brakuje, obie części nie łączą się, nie współgrają ze sobą. Oraz – wydaje mi się, że smak może być “żelazisty”, a nie “żelazowy”.

Pomysł z frezarką – yes!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

A z tym horrorem to było tak: do wyboru jest SF, fantasy, horror, inne. Po rozważeniu wybrałem (wydaje mi się) najbliższy celu zjazd.

Resztę przeredagowałem, dzięki. A Topor… zaprosiłem do betowania, poczekamy.

 

pzdr

 ̿ ̿̿'̿̿\̵͇̿̿\=(•̪●)=/̵͇̿̿/'̿̿ ̿ ̿

Co tu dużo mówić – horror absurdalnie fantastyczny. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. ;-)

 

Za­gar­nia­jąc po dro­dze w roz­pacz­li­wej pró­bie ra­tun­ku ma­łe­go srajtka. – …ma­łe­go srajdka.

 

Zimno, wci­ska­ją­ce się w każdą szcze­li­nę ubrań… – Zimno, wci­ska­ją­ce się w każdą szcze­li­nę ubrania

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. To, co mamy na sobie, to ubranie.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobrze napisane, czytało się gładko, w moim odczuciu pierwsza część lepsza!

Nie rozumiem czemu rozbieranie się Nicka miało by być niejasne! Został wykorzystany najpierw jako operator, później jako materiał.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Miałeś ciężki orzech do zgryzienia, ale z zadanie wyszedłeś obronną ręką. Wyciągnąłeś z frezarki wszystko co… najgorsze. Udany szort :)

Powodzenia w konkursie :)

Dzięki za odzew, poprawki i życzenia.

Mytrix – różnie ludzie kombinują.

 

 

pzdr, czekając na Superksiężyc

˚∆˚

Czyżbyś uwierzył w strollowany limit? ;-)

Frezarka bardzo frezarkowa. Ale fajnie, że potrafi przejąć władzę.

Szorcik krótki, a jeszcze klamerkę wcisnąłeś.

Babska logika rządzi!

Lubię makabrę i szort udany. Gratuluję też tempa tworzenia.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Nie dałem się strollować z limitem, ale była chwila, że króciak miał 5555 znaków. Też sympatycznie, pomyślałem.

Co do tempa wiadomo, z jakiej maszyny to wypadło…

 

pzdr

●▬▬▬▬๑۩۩๑▬▬▬▬▬●

3 razy podchodziłem do pierwszego akapitu… ale jednak się rozkręca. Jest pomysł, ponury klimat, chociaż można było rozbudować. Mam niedosyt ponurości. IMO, frezarka, ze swej natury niejako, kojarzy mi się z gore. A tu tego brak (przeszukałem całą szopę/komórkę; może to kwestia kiepskiego oświetlenia). Jest czyściutko, nie licząc powiększającej się sterty ubrań. Musi być zatem biedna maszyna wygłodzona, że nawet kropli nie uroni. Ciekawi mnie też cóż to za przedmiot/kształt/narzędzie jest wytworem. Czy to wytwór ostateczny, zaplanowany, płynnie zmieniający się w zależności od operatora? Pozostaję zaintrygowany… cel Autora chyba zatem osiągnięty :)

Więc po trzykroć się skłaniam. Tak, zastanawiałem się co z tkankami, płynami, zawartością jelit i tym wszystkim, co tworzy człowieka. Może to po prostu porządna maszyna była, a może jednak w s z y s t k i e g o potrzebowała?

Co do wytwarzanych narzędzi mam własną teorię, ale za blisko pełni, za dużo świrów!

 

pzdr

龴ↀ◡ↀ龴

Frezarka zatem bardzo dokładna musiała być, że krwi nie nabryzgała!

 

GaPo skąd ty te obrazki bierzesz, czy sam rysujesz? ;>

 

▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓ 

▓▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓ 

▓▒▒▒██▒██▒▒▒▓ 

▓▒▒█▓▓█▓▓█▒▒▓ 

▓▒▒█▓▓▓▓▓█▒▒▓ 

▓▒▒▒█▓▓▓█▒▒▒▓ 

▓▒▒▒▒█▓█▒▒▒▒▓ 

▓▒▒▒▒▒█▒▒▒▒▒▓ 

▓▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▓ 

▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓ 

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

To precyzyjna maszyna.

Obrazki z googulca oczywiście.

 

pzdr

ô¿ô

Sztampowo, ale to hasło samo się prosi, by stworzyć nową "Teksańską masakrę frezarką". Mimo wszystko całkiem nieźle wyszło. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Prawda? ;)

 

pzdr

-=iii=<()

Widać, że tekst powstał szybko, co z jednej strony się chwali, a z drugiej nie, bo za mało historii znalazło się w tej historii. ;-)

Ho, ho, ho! Czyżby Jurkowie zaczynali uchylać rąbka?

Babska logika rządzi!

Szczerze, nie podobało mi się. Pierwsze wrażenie – amerykański tani horror – zdecydowanie na plus, jednak im dalej w las, tym więcej krzaków. Historia – o ile w ogóle można mówić tu o jakiejkolwiek – już nie tyle kuleje, co po prostu padła, leży i kwiczy. Nie ma w tym żadnej spójności ani większej logiki. Właściwie, to jest to scenka złożona z kilku scenek; bez początku ani żadnego uzasadnienia – bo Furii nie kupuję i za kopiejkę. Technicznie też, niestety, niczego nie frezuje: zgubione podmioty, niektóre zdania o dziwnej, chwilami wręcz złej konstrukcji, powtórzenia, jakieś inne drobnostki utrudniające czytanie. Nie wiem też, czym był ów frezowany przedmiot – równie dobrze może to być wszystko jak i nic – co okazało się kolejnym rozczarowaniem, bo kwestia wzbudziła moje zainteresowanie.

Na plus: kilka naprawdę fajnych zdań, zaczątki klimatu, skojarzenia z Maglownicą, horrorem, który w jakimś sensie przesrał mi dzieciństwo. Miałem nadzieję, że frezarka zostanie wykorzystana mniej więcej w taki właśnie sposób. Tym bardziej szkoda, że opowiadanie jest tak niedopracowane.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za komentarze (mam wrażenie że Cień się Burzy ;)

 

pzdr

╰(◣﹏◢)╯

Cień się nie Burzy, Cień , że zacytuję sobie klasykę: “Jest, (cenzura) BARDZO SPOKOJNY! Jak (cenzura) kwiatek na (cenzura) spokojnej tafli jebanego (też muszę mieć coś z życia;) jeziora!”

 

A poważnie, to zupełny luz, GaPo. Jestem upierdliwy, ale niegroźny.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przykro mi, ale opowiadanie zupełnie mi się nie podobało. Trochę pachnie horrorem klasy D, a trochę zwykłą grafomanią, przy czym brak mu uroku, jaki niekiedy miewają słabe horrory. Frezarka niby jest, ale równie dobrze mogłoby jej nie być, albo zastąpić ją jakimkolwiek innym przedmiotem. Na dodatek zbyt łatwo się domyślić, jaką odegra w historii rolę.

Opowiadanie wydaje mi się płaskie, nie ma w nim żadnej historii, po prostu wrzuciłeś frezarkę, quasi uzasadnienie z jakąś Furią i kilka niełączących się ze sobą scenek do jednego worka, wymieszałeś i wyciągnąłeś… Co właściwie?

Parę zdań miało potencjał, ale obawiam się, że całość jest po prostu słaba. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Hej, gravel, w sumie podobna opinia co u Cienia. Ale tak chyba jest zazwyczaj, paru osobom się podoba, paru nie… Przykro mi, że akurat z na Ciebie padło z niepodobaniem, ale tym bardziej dzięki za komentarz.

Na szczęście to była tylko zabawa (przynajmniej dla mnie), i tak trochę horror klasa B, trochę sztampy miało być. Ale to przecież “frezarka”! Myślę, że zrobiło jej się przykro, że napisałaś “rów­nie do­brze mo­gło­by jej nie być, albo za­stą­pić ją ja­kim­kol­wiek innym przed­mio­tem“. Tak zwyczajnie, po frezarsku przykro. Nie uwierzysz, ale wpadła w stupor i sobie tylko znanym sposobem wytworzyła ostre pręty, na których pojawiły się takie tytuły jak “Władca bransoletki”, “Opolska masakra piłą elektryczną”,“Christine” Kinga zmieniła Plymouth fury rocznik 1958 na Forda Mustanga (uff, świetna fura, swoją drogą). Dobiła mnie “Człowiekiem z wysokiego krużganka”, bo wie, jak bliski jest mi Dick.

Pozdrawiam z heheszkiem

٩(̾●̮̮̃̾•̃̾)۶

Zawsze powtarzam, ze w pisaniu najwazniejsze jest, zeby autor mial z tego radoche ;) A frezarki mi niestraszne, odkad obejrzalam "Islandzka masakre harpunem wielorybniczym". ^^

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

O to to.

pzdr

=_O

Podobało mi się :)

Przynoszę radość

Anet – fajnie, dzięki za odzew ;)

 

pzdr

<o><o>

Nowa Fantastyka