- Opowiadanie: belhaj - Kuchenne rewolucje

Kuchenne rewolucje

Opowiadanie ukazało się w letnim wydaniu specjalnym Szortala:

http://szortal.com/node/10408

Mam nadzieję, że się spodoba.

Nie czytać z pustym żołądkiem :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

RogerRedeye, fleurdelacour, bemik

Oceny

Kuchenne rewolucje

– Jak przebiegają przygotowania do wesela? – spytał seneszal Florent Le Cantini, rozglądając się po kuchni.

Kucharze, kucharki, pomocnicy i posługaczki potęgowali panujący w pomieszczeniu rozgardiasz. Zewsząd dochodziły odgłosy siekania, krojenia i cięcia. Na patelniach skwierczało smażone mięso. W garnkach i kotłach bulgotały gotowane potrawy. Zmysły atakowane były mnogością zapachów wszelkiego rodzaju jadła, warzyw, ziół i przypraw. Nad jednym z palenisk unosił się jasny kłąb dymu z przypalonego kociołka.

– Oneto! – Kuchmistrz Josse Berigaud krzyknął do jednego z pomocników. – Wyślij kogoś do wędzarni, wędliny powinny być już gotowe. Niech otworzą okna i trochę przewietrzą. Powiedz żeby zabrali się za przystrajanie półmisków. Krzyknij też, żeby ktoś przyniósł z kurnika przygotowane wcześniej jajka. A ty krój drobniej te pieczarki, mają służyć do farszu, a nie do jedzenia w całości!

Przestraszona wrzaskiem kucharka poczęła kroić grzyby ze zdwojoną siłą i precyzją. Kuchmistrz stanął obok seneszala, wziął głęboki oddech wdychając zapachy panujące w kuchni.

– Wszystko idzie zgodnie z planem – powiedział. – Mieliśmy małe opóźnienie związane z transportem ryb z portu, ale sytuacja jest już opanowana. Rybki są właśnie patroszone i przygotowywane do pieczenia.

– A co do jadłospisu? Wszystko zgodnie z życzeniami pary młodej?

– Dostałem wytyczne osobiście od króla. Na początek podana zostanie zupa z borowików. Następnie pieczone gołębie, kurczaki i przepiórki, królik w sosie ziołowym, jagnięcina w czosnku i cebuli. Golonka w miodzie i piwie, gulasz wieprzowy z kminkiem i majerankiem, duszone żeberka w sosie chrzanowym, marynowane polędwiczki faszerowane śliwkami, kapusta z boczkiem i pomidorami. Do tego na specjalne życzenie króla, aby oddać hołd naszym gościom ze wschodu, będzie dziczyzna z ziemniakami i marchewką oraz w sosie jałowcowym. Następnie będą podane ryby. Śledzie w śmietanie i polewce musztardowej i koperkowej oraz marynowane. Smażony dorsz z groszkiem i przyprawami. Sum pieczony w warzywach z sosem porowym i w bazylii, szczupak w kminku i duszonej kapuście, łosoś na parze z jarzynami i w sosie serowym oraz leszcz w cieście z czosnkiem i pietruszką. Z bardziej wyszukanych dań zaserwujemy zapiekane ostrygi na ostro, pawia z jabłkami, śliwkami i żurawiną czy raki na słodko z rodzynkami. Na stołach jako przystawki będzie kilkanaście rodzajów wędlin i kiełbas. Na przykład tak uwielbiana przez młodego księcia Yvana peklowana szyneczka. Oprócz tego pasztet z czerwonej soczewicy i cukinii, z marchewką i pistacjami, . Faszerowane jajka, cztery odmiany żółtego sera, twaróg. Wszelkiego rodzaju warzywa i owoce, od fasoli i kukurydzy po winogrona, pomarańcze, brzoskwinie i figi. Udało mi się nawet sprowadzić zza Gorzkiego Morza odrobinę tarlaku, przysmaku znanego wśród dzikich plemion Viraju. Mam go ledwie dwa niewielkie woreczki, więc podam go jedynie na królewskim stole. Oczywiście, jeśli chcecie skosztować tego unikatowego owocu, seneszalu, nie musicie się krygować.

– To nie na moje podniebienie. A co do ciast? Przyszła małżonka księcia ponoć uwielbia słodkości.

– O to też zadbałem. Będzie dokładnie dwanaście rodzajów ciast. Między innymi marchewkowe, wiśniowe z kremem oraz miodowe z orzechami. Panna młoda powinna znaleźć coś dla siebie.

– W porządku. Idę teraz zajrzeć do piwniczki. Rano miał przybyć transport win oraz piwo z lokalnego browaru. Muszę dopilnować żeby żaden ze strażników nie dobrał się do beczek. A jeszcze przystrojenie sali i ustawienie stołów również na mojej głowie. Żeby wszyscy tak dbali o interesy królestwa jak ty, Berigaud, mielibyśmy o połowę problemów mniej.

– Schlebiasz mi, seneszalu. To mój obowiązek jako kuchmistrza, zadbać o to aby uczta na królewskich zaślubinach była niezapomniana. Może nawet przybysze ze wschodu docenią kunszt i poświęcenie, jakie włożyliśmy w przygotowanie jutrzejszego wesela.

– Obowiązki wzywają. Czeka nas wielki dzień. Bywaj.

Le Cantini poklepał Berigauda po plecach i skierował się ku wyjściu. Kuchmistrz obserwował oddalającego się seneszala, uśmiechając się tajemniczo.

 

***

 

– Hrabia Giacomazzi Bachet-Barbier wraz z małżonką! – krzyknął herold zachrypniętym głosem. Sala była już pełna gości. Rodzina królewska i znaczniejsze rody przybyły tłumnie na uroczystość zaślubin młodego księcia. Wszyscy chcieli również pokazać się z jak najlepszej strony, prezentując wyszukane stroje i fryzury.

Wywołany przez herolda hrabia Bachet-Barbier dumnym krokiem wkroczył do sali. Ubrany w gustowną zieloną tunikę wyszywaną złotymi nićmi, na wypiętej piersi dumnie prezentował swój herb, jelenia na czerwono-czarnym tle. Obok szła jego młodziutka małżonka, Albertina. Ubrana w obcisłą czerwoną suknię, zgodnie z nową modą sięgającą do połowy ud i odsłaniającą prawą pierś. Kobieta stąpała ostrożnie, starając się dotrzymać kroku mężowi. Hrabia znany był z tego, że bardzo łatwo wpadał w gniew i rozjuszyć go potrafiła najmniejsza przewina. A Albertina była już jego czwartą żoną.

Seneszal zszedł z podwyższenia zajmowanego przez królewski stół, wymienił  z hrabią zdawkowe uprzejmości i wskazał mu miejsce, które miał zajmować na uczcie. Goście schodzili się jeszcze długi czas, sporadycznie wywołując ożywienie wśród zasiadających na sali gości. Największą furorę zrobił strój jednej z córek diuka Olivio de Colla. Dziewczyna przybyła ubrana w zwiewną koronkową suknię odsłaniającą wszelkie krągłości, wzgórki i intymne części jej ciała. Lekką konsternację spowodowało pojawienie się grafa Lorisa Ponroya, wywodzącego się z pomniejszego rodu skoligaconego z królewską dynastią dalekimi więzami krwi. Kultywując wielowiekową rodzinną tradycję, stawił się kompletnie pijany i kiedy tylko seneszal usadził go na odpowiednim miejscu, zapadł w przerywaną głośnymi chrapnięciami drzemkę.

Gdy przybyła pochodząca ze wschodu rodzina księżniczki Cyrielle, na sali zapadła cisza. Ubrani w pstrokate, wielokolorowe stroje zachowywali się głośno i niestosownie. Śmiejąc się, przepychając i rzucając na stojące na stołach przystawki, wywołali uśmiechy politowania wobec takiej nieobyczajności. Jedynie rodzice panny młodej, hrabia Nicolai Plea-Durand i jego małżonka Geraldine zachowywali się jak władcy największego wschodniego hrabstwa przystało. Ubrani w kosztowne kreacje dostojnie przeszli przez salę zajmując swoje miejsca tuż obok króla i królowej.

Teraz pozostało czekać na młodych. Ich zaślubiny w świątyni Wielobóstwa dobiegały już końca. Salę wypełniła aura oczekiwania. Goście prowadzili między sobą ściszone rozmowy, bojąc się narazić wymieniającym uprzejmości królowi i hrabiemu Plea-Durandowi. Nawet przybysze ze wschodu zachowywali się z powagą, wiedząc, że chwila jest doniosła. Jedynie graf Ponroy, nic nie robiąc sobie z konwenansów, pochrapywał co jakiś czas, wywołując stłumioną wesołość wśród młodszych uczestników uroczystości.

Po krótkim czasie oczekiwania przybył goniec z wiadomością, że młodzi opuścili świątynię i zmierzają w stronę pałacu. Ubrani w pozłacane kirysy strażnicy ustawili się przy wrotach, tworząc szpaler. Z jednej z górnych galerii rozeszły się dźwięki marsza weselnego wygrywane przez specjalnie sprowadzonych muzyków. Delikatne brzmienie harfy, lutni, citoli i liry wypełniły salę kojącym pogłosem. Goście wstali ze swoich miejsc, kierując wzrok w stronę wejścia do pałacu.

– Książę Yvan Salvatino! – Głos herolda poniósł się echem po sali. – Wraz z małżonką Cyrielle Plea-Durand!

Młodzi wyglądali olśniewająco, wśród gości dało się słyszeć krzyki zachwytu i uwielbienia. Książę ubrany w biało-niebieski mundur królewskiej gwardii szedł dumnie, pokazując swój godny bicia na monetach profil. Złoty diadem lśnił na jego głowie, kontrastując z czarnymi jak węgiel włosami. Obok, trzymając męża pod rękę, szła świeżo upieczona księżniczka. Pogłoski o nietuzinkowej urodzie dziewczyny, które docierały do stolicy, nie oddawały nawet w połowie jej piękna. Błękitna suknia wyszywana diamentami, ametystami i rubinami błyszczała i podkreślała majestat, z jakim książęca para wkraczała do weselnej sali.

Król, królowa oraz hrabia Plea-Durand z małżonką zeszli z podwyższenia i udali się w stronę młodych. Powitali ich błogosławieństwem oraz darami w niewielkich, zdobionych szkatułkach. Następnie wszyscy zasiedli za stołem, a służba napełniła ich kielichy.

Seneszal Florent Le Cantini odszedł kilka kroków od podwyższenia i odwrócił się w stronę stojącego za filarem kuchmistrza mrugając do niego dyskretnie. Berigaud kiwnął głową i dał znak do kuchni, że ucztę czas zacząć.

 

***

 

– Ruszać się! Goście czekają! – wydzierał się kuchmistrz, poganiając służbę. – Oneto! Wyślij posługaczki do stołu, przy którym zasiada hrabina Agostino z rodziną. Zjedli prawie wszystkie przystawki, donieście sera, wędlin i owoców. Niech też wytoczą szybciej te beczki. Piwo tak im posmakowało, że wypili już prawie połowę. Dawajcie gulasz, żeberka i polędwiczki. Ruchy!Ruchy!

Berigaud podszedł do stojącego przy palenisku młodego pomocnika i szepnął mu coś na ucho. Ten kiwnął głową i wybiegł z pomieszczenia potykając się o koszyk z brzoskwiniami. Jeden z owoców poturlał się wprost pod nogi kuchmistrza. Josse podniósł go, przetarł o fartuch i ugryzł. Wolnym krokiem podszedł do drzwi prowadzących do weselnej sali. Obserwował służki roznoszące kolejne gorące dania i gości z apetytem pałaszujących potrawy. Dojadł brzoskwinię kilkoma kęsami, a pestkę wrzucił do paleniska. Obtarł upapraną sokiem brodę i spojrzał w stronę królewskiego stołu.

Król wstał ze swojego miejsca. Wszelkie hałasy momentalnie ucichły. Władca uniósł puchar napełniony winem i rzekł tubalnym głosem:

– Chciałbym wznieść toast! Za szczęście młodej pary i oby pod rządami połączonych rodów Salvatino i Plea-Durand królestwo rosło w siłę, a wrogowie się go lękali. Obyśmy szybko doczekali się potomka i przyszłego następcy tronu. Wypijmy do dna!

– Niech żyją!

– Pomyślności!

– Wypijmy!

– Chwała!

Z sali dało się słyszeć wiwaty i peany na cześć królewskiego rodu i młodej pary. Goście zgodnie przechylili kielichy i odpowiedzieli na toast gromkimi brawami. Król zszedł z podwyższenia i wyszedł na środek komnaty. Gwałtownie poczerwieniał na twarzy i zakasłał. Odchrząknął, wyprostował się i zakrzyknął:

– Muzykanci… – ponownie zacharczał. – Grać…

Krztusząc się i trzymając za gardło, upadł na kolana. Książę Yvan zerwał się z miejsca i ruszył w stronę ojca. Pokonując schodki, potknął się i runął z podwyższenia. Z całej sali dało się słyszeć kaszel, charknięcia, dławienia. Jedna z matron nie mogąc zaczerpnąć tchu, zwaliła się na stół przewracając jedzenie i napitki.

– Co się dzieje! – Hrabia Bachet-Barbier wybiegł na środek pomieszczenia bezsilnie przyglądając się konającym władcom. Po chwili sam padł na kolana, z wybałuszonymi oczami trzymając się za spuchnięte gardło.

Drzwi do weselnej komnaty otworzyły się z hukiem. Zachodzące letnie słońce, świecące prosto w wejście nie pozwalało nielicznym pozostałym przy życiu gościom dostrzec kto się zjawił. Stukot butów poniósł się po sali, w której pojawiło się kilkudziesięciu zbrojnych. Wśród nich kroczył wysoki młodzian ubrany w zużyty wams, na którym trudno było rozpoznać herb. Jego przyboczni rozbiegli się po komnacie, rozbrajając nieliczną straż.

Seneszal Le Cantini rozejrzał się trwożnie i starając się pozostać niezauważonym wycofywał się w stronę kuchni. Widząc stojącego w drzwiach kuchmistrza, szepnął:

– Uciekaj. To zamach stanu. Wydostaniemy się przez piwnicę.

Berigaud wyciągnął zza pleców lśniący rzeźnicki nóż i wbił go w gardło zaskoczonego seneszala. Le Cantini zacharczał, tocząc z ust krwawą pianę. Trzymając się za szyję upadł, plamiąc czerwienią marmury podłogi.

Zbudzony hałasem graf Ponroy uniósł głowę, rozglądając się po spustoszonej komnacie. Z trudem próbował zogniskować wzrok na zbrojnych, którzy zakłócili jego drzemkę. Jeden z żołnierzy podbiegł do niego ze sztyletem gotowym do użycia.

– Zostaw go! – Głos młodzieńca rozszedł się po powoli cichnącej z charkotów sali. – Wuj się nam jeszcze przyda.

– Kim jesteś? – spytał graf, przyglądając się przybyszowi.

– Dawno nie widzianą rodziną. – Chłopak uśmiechnął się. – Niestety ojciec i brat nie zdołali doczekać mojego powrotu. Wielka szkoda.

– Książę Ignacio?

– We własnej osobie. Król próbował się mnie pozbyć, wysyłając na wyprawę do dalekich krain za Krystalicznym Morzem. Ale ja wróciłem i upomniałem się o swoje dziedzictwo i należny tron. Kuchmistrzu, chodź tu do mnie!

Przywołany Berigaud wyszedł na środek komnaty. Książę Ignacio przeszedł obok trupa króla i księcia Yvana, spluwając na ich ciała.

– Dziękuję za wszystko, Josse – powiedział, ściskając rękę kuchmistrza. – Świetnie się spisałeś.

– To twój plan, książę. – Berigaud rozejrzał się po suto zastawionych stołach. – Tylko szkoda tego całego jedzenia.

– Taka już cena rewolucji, Josse.

 

Koniec

Komentarze

Czytałem już ten tekst w “Szortalu na Wynos”,  wcześniej na “Szortalu”. Więcej niż sprawnie napisana miniatura, opowiadająca w niewielu ilościach znaków ciekawą historię. Znajomość potraw budzi podziw…

Sporo ciepłego humoru, ładnie skomponowana fabuła, intrygujące i zaskakujące zakończenie.

Przykład dobrego warsztatu. A opowiadań w takiej konwencji, i to krótkich, “pod limit”, wcale nie pisze się tak łatwo…

Biblioteka jak najbardziej.

Pozdrówka.

Zgłodniałam czytając początek. Ciekawy pomysł, kuchmistrz morderca nie jest zbyt powszechnym pomysłem. Swoją drogą, czemu król nie miał kogoś od próbowania jego potraw, skoro istniał potencjalny pretendent, który jak rozumiem nie cieszył się sympatią rodziny królewskiej?

Zupełnie nie rozumiem czemu miało służyć wyliczenie dań, składających się na weselne menu, tudzież opis strojów kilkorga gości, skoro wszystko sprowadziło się do wymordowania uczestników wesela…

 

dzi­czy­zna z ziem­nia­ka­mi i mar­chew­ką oraz w sosie ja­łow­co­wym. – Raczej: …dzi­czy­zna w sosie ja­łow­co­wym, z ziem­nia­ka­mi i mar­chew­ką

 

Oprócz tego pasz­tet z mar­chew­ką, z pi­sta­cja­mi, z czer­wo­nej so­cze­wi­cy i cu­ki­nii. – Raczej: Oprócz tego pasz­tet z czer­wo­nej so­cze­wi­cy i cu­ki­nii, z mar­chew­ką i pi­sta­cja­mi.

 

dumnie pre­zen­to­wał swój herb, je­le­nia na czer­wo­no-czar­nym tle, na wy­pię­tej pier­si. – Damskiej, czy męskiej?

Podejrzewam, że miało być: …na wy­pię­tej pier­si dumnie pre­zen­to­wał swój herb: je­le­nia na czer­wo­no-czar­nym tle.

 

wska­zał hra­bie­mu miej­sce, jakie miał zaj­mo­wać na uczcie. – …wska­zał hra­bie­mu miej­sce, które miał zaj­mo­wać na uczcie.

 

– To twój plan, ksią­żę. –Be­ri­gaud… – Brak spacji po drugiej półpauzie.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rogerze dzięki za pozytywną opinię i kliknięcie biblioteki :)

Leno cieszę się, że pomysł się podobał. Tego nie opisałem, ale powiedzmy, że kuchmistrz zadbał o to, żeby dania przeszły test :)

Reg wszystko to miało służyć lepszemu wprowadzeniu w klimat. Wszak co to za Kuchenne rewolucje bez wykwintnych dań :)

Edit: Poprawiłem wskazane przez Ciebie błędy oprócz przedostatniego. Pisząc które byłoby powtórzenie.

Troszkę nierówne jest to opowiadanie, belhaju. Albo masz makabrycznie długą wypowiedź/szereg wypowiedzi, gdzie nie ma żadnych wtrąceń, albo długie akapity samych opisów bez żadnych dialogów. Gdybyś to nieco urozmaicił, tak, żeby nie przechodziło się przez zwarte bryłki tekstu, na pewno podziałałoby to na jego korzyść. Obraz ciekawy i od strony potraw, i od strony arystokracji. Ładnie operujesz słowem. Też zrobiło mi się szkoda jedzenia.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Naz fakt opis potraw trochę się ciągnie, mogłem to zrobić bardziej w formie dialogu. Cieszę się, że uznajesz tekst za ciekawy, pochwała operowania słowem mile połechtała :) Mam nadzieję, że ciągle się rozwijam więc rodzaje opowiadań, sposób prowadzenia fabuły i inne czynniki staram się urozmaicać. 

A jedzenia szkoda, zawsze jak to czytam robię się głodny :)

Racja. Tylko co zrobić żeby uniknąć powtórzenia.

Nieśmiało sugeruję: Seneszal zszedł z podwyższenia zajmowanego przez królewski stół, wymienił z hrabią zdawkowe uprzejmości i wskazał mu miejsce, na którym miał zasiąść na uczcie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak zwykle niezawodna. Dzięki reg :)

Ogromnie się cieszę, że mogłam pomóc. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zauważyłem trochę zbędnych słów, bez których z pewnością można było się obejść:

Na patelniach skwierczało smażone mięso. W garnkach i kotłach bulgotały gotowane potrawy.

Imho wystarczyłoby: na patelniach skwierczało mięso. W garnkach i kotłach bulgotały potrawy.

Krzyknij też, żeby ktoś przyniósł z kurnika przygotowane wcześniej jajka.

Trochę nienaturalnie zabrzmiało mi to zdanie. Kto mówiłby w ten sposób : > ?

z marchewką i pistacjami, .

interpunkcja?

 

Wielobóstwo – całkiem fajna nazwa

 

Końcówka niezła, to zdecydowanie na plus – ostatnie dwie kwestie super. Nie mogę rozciągnąć tej opinii na cały tekst – mam trochę jak Regulatorzy. Poza tym, skoro zdecydowałeś się na konwencję fantasy i połączenie ziemniaków i wamsów, dlaczego jedynym fantastycznym kulinarnym elementem są owoce tarlaku? : >. Byłoby co najmniej niegrzeczne, gdybym zachęcał Cię tu do lektury własnego kulinarnego tekstu ^ ^. Zamiast tego rekomenduję “Miasto w przestworzach”. Jeżeli miałeś do czynienia z uniwersum Elder Scrolls, warto byś się zapoznał, bo gotowanie odgrywa w tej książce istotną rolę. Nie mogę tylko ręczyć za jakość polskiego tłumaczenia : >. Przechodząc do meritum – w kuchni wszystko smakuje najlepiej, gdy puścimy wodze fantazji : )

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Sorry, zajęty czytaniem, nie zwróciłem uwagi na przedmowę… Oczywiście, Wydanie Specjalne “Szortalu na Wynos”… Znakomity e-zin. Jedyny, w którym stale publikuje się krótkie formy i krótkie opowiadania o limicie do dwudziestu dwóch tysięcy znaków.

Niebawem wydanie zimowe.

Czy do tego tekstu nie było ilustracji? Jeżeli była, warto ją zamieścić – “Szortal” dorobił się grupy bardzo dobrych ilustratorów.

Miejsce, na którym miał…  Bez sztucznego udziwniania. Wskazał miejsce przy stole, albo – po postu, z uśmiechem, wskazał mu miejsce przy stole. “Który” zdecydowane należy w tekście ograniczać – statyczny wyraz, odbierający narracji dynamikę.

Belhaju, doszły mnie słuchy, że będziesz w kolejnym numerze “Creatio Fantastica”.  Z czym?

Pozdrówka.

No dobra, a gdzie tu fantastyka? Nieznane morze i owocki to trochę mało.

Babska logika rządzi!

Rogerze, co do ilustracji to raczej nie była ona dopasowana do tekstu, lecz ogólnie w letnim klimacie, bo taki był temat tego wydania specjalnego. 

A do Creatio owszem udało mi się dostać. Najnowszy numer traktować będzie o prozie Lovecrafta, w takim też klimacie będzie moje opowiadanie. Nosi tytuł Widmowa muzyka. 

Finklo całość dzieje się w fantastycznym uniwersum, akurat w tym tekście elementów fantastycznych nie ma zbyt wiele, służą bardziej jako rekwizyty to fakt. A jaki jest Twój odbiór opowiadania?

Edit: Nevazie Twój komentarz jakoś mi umknął. Serię Elder Scrolls znam. Sporo godzin spędziłem w Tamriel, szczególnie w Oblivionie i Skyrim. O książce też kiedyś słyszałem. Jak pisałem Finkli, fantastyki mało ale miała ona służyć bardziej jako tło do pokazania historii przewrotu od kuchni :) Szkoda, że się nie spodobało. Myślałem, że tekst jest w miarę niezły…

Opowiadanie było przyjemne i na swój sposób sympatyczne. Opis potraw był tym co “zahaczało” czytelnika i powodowało, że czytało się całość. Nie było w opowiadaniu w zasadzie nic więcej więc dobrze, że było krótkie i szybko nastąpił zwrot. Język płynny, niewymuszony więc czytało się miło. Nie jest tak, że opowiadanie jakoś zmienia Twoje życie, ja przeczytałem do śniadanie, przed wyjściem z domu i czuję, że miło spędziłem czas. Dzięki i pozdrawiam. Zostawiam ocenę. 

Łukaszu dzięki za przeczytanie i pozytywną opinię. Skoro umiliłem ci poranek to się bardzo cieszę :)

Czy w tym tekście jest fantastyka? Tak, universum jest fantastyczne.

Ale to częste pytanie – czy tutaj jest fantastyka? – przywołuje szerszy problem.

Całkiem niedawno wiersze na tym portalu były czymś nie do pomyślenia. Teraz są publikowane, i bardzo często z fantastyką nie mają nic wspólnego. Vide – twórczość Ryszarda. A jego wiersze są wysokiej próby…

Uważam, że zawężanie portalu tylko do tekstów fantastycznych jest błędem. Wcale nie zdziwołbym się, gdyby jakiś autor opublikował tekst obyczajowy. Czemu nie?Jest kategoria “inne”. Zawężanie literatury do jednego gatunku literatury literaturze nie służy…

Dobry tekst zawsze znajdzie czytelników. I o o to własnie idzie. O wzbogacanie przedstawianych utworów o nowe gatunki. Klasyczny kryminał, nie mający nic wspólnego z fantastyką – czemu nie? Im szersza paleta gatunków i rodzajów, tym lepiej.

Więcej odwagi!

Pozdrówka.

Portal ma fantastykę w nazwie, więc i teksty na nim publikowane powinny ją zawierać. Dla mnie nawet śladowe ilości są do przyjęcia.

A ja nie trawię tekstów obyczajowych. Wymyślone problemy wymyślonych ludzi. Nuda. Kryminały są ciekawe – bo jest tajemnica “kto zabił” (i jak to zrobił, skoro pokój pusty, zamknięty od środka itd.), z historycznych można się czegoś dowiedzieć o minionych czasach. Sensacyjne jeszcze ujdą (jako czytadło), bo zwykle trzeba uratować coś ważnego, więc jest jakaś nerwówka. Ale romansom, wojnom i kopaniu dołków pod konkurencją mówię: “nie”.

W fantastyce bardzo ważny dla mnie jest oryginalny pomysł. Na świat, bohatera, broń, intrygę, cokolwiek, o czym już nie czytałam dziesiątki razy.

Belhaju, pytałeś o odbiór. Niestety – rozczarowanie. Czekałam na ten ciekawy element, czekałam i się nie doczekałam. Zwykła walka o władzę, raczej niewiarygodnie przeprowadzona, bo na dworach faktycznie ktoś próbował potraw (zwłaszcza, że truciznę wybrałeś działającą piorunem), a kielichów dla wszystkich gości nie dałoby się napełnić z jednego naczynka, więc komuś się powinna trafić większa dawka, ktoś powinien zdążyć wetknąć sobie dwa palce w gardło, ktoś akurat kichał podczas spełniania toastu… No i za co gości weselnych? Kim później rządzić? Mścicieli tworzy się legion za jednym zamachem. Niezbyt bystry ten zamachowiec.

Pestki egzotycznego owocu to za mało.

Babska logika rządzi!

Likwidując wszystkich gości weselnych pozbył się od razu potencjalnych przeciwników politycznych :) Szkoda, że nie podeszło.

Niczego się nie pozbył. Zapewne większość gości zostawiła w domach dzieci lub wnuki, które teraz zaprzysięgną, że nie spoczną, póki… Co z wpływami z podatków, skoro ród pogrążony w żałobie?

Nie mogło podejść, bo to nie moja bajka. Nic osobistego. :-)

Babska logika rządzi!

Tekst jest zbyt krótki żeby rozwijać wszelkie konsekwencje. Ignacio chciał zemścić się na swojej rodzinie i to zrobił.

Rozumiem, wiadomo, że są różne gusta. Osobiście tego nie odebrałem :) Jeszcze raz dzięki za przeczytanie :)

Bardzo sympatyczny tekst. Czytało się gładko, bez potknięć (chociaż brakło mi przecinka przed którymś “żeby”). Tekst nie wzniósł mnie na wyżyny literackiego uniesienia, ale wymalował banana na twarzy. Myślę, że takie właśnie jest zadanie szortów – niesienie przyjemności. Nie zauważyłam braku fantastyki, dopóki nie przeczytałam komentarza Finkli, ale w przeciwieństwie do niej uważam, że choć konkretnych elementów fantastycznych było jak na lekarstwo, to jednak specyficzną atmosferą fantasy wieje na kilometr. Dziwaczne zdania, które zauważyłam, wytknął też Nevaz, więc nie będę powtarzać. Konstrukcyjnie nie mam zarzutów, bo bloki tekstu ratuje prosty język i mnogość treści jednocześnie.

Mam też osobiste upodobanie do makabrycznych końców :)

Edit: A w sumie zauważyłam, ale zapomniałam, ale sobie przypomniałam, to napiszę, że stosujesz wiele zdań współrzędnie złożonych, więc co chwila powtarza się i.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja znam tekst jeszcze sprzed publikacji. Jak dla mnie byłby lepszy, gdyby go jeszcze skrócić (te przygotowania), ale i tak jest całkiem niezły.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki dziewczyny za przeczytanie i kliknięcie biblioteki. Fajnie, że tekst się podobał.

Fleur ja też lubię makabryczne i złe zakończenia. Pewnie dlatego tak często się u mnie zdarzają.

To nie tak, że mi się nie spodobało. Po prostu końcówka była wyraźnie ciekawsza od reszty i poczułem, że z fajnego pomysłu można było wykrzesać dużo więcej :P. Czytało się lekko, umiarkowanie przyjemnie… i tyle. Żadnych zachwytów. 

Elementy fantastyczne nie są oczywiście wyznacznikiem jakości tekstu, choć ten portal siłą rzeczy skupia się na tekstach, które je zawierają. Mnie zdziwiło oznaczenie tekstu jako fantasy, gdy faktycznie nie zawierał on w sobie takich elementów.

 

Na koniec muszę wysypać sobie szufelkę popiołu na głowę, za wypunktowanie wamsu i ziemniaków jako anachronizmu à la fantasy. Zaufałem swojej intuicji, ale po doedukowaniu się w zakresie warzyw i ubiorów cofam tę uwagę. W historycznej Polsce takie połączenie raczej nie byłoby możliwe, ale w innych miejscach potencjalnie tak.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

To, obok kartofli, pomidory także winny wzbudzić wątpliwości. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świat, w którym dzieje się akcja opowiadanie bardziej mi pasuje do fantasy niż SF, stąd taki wybór przy oznaczaniu tekstu. Rzecz dzieje się w quasi – średniowieczu, choć elementów opisu świata zbyt wielu nie zawarłem. Kilka innych moich szortów, drabbli i opowiadań, dzieje się w tym samym uniwersum, choć w różnych miejscach. Mozolnie i powoli buduję fundamenty pod coś dłuższego :)

 

Taki tekst dla szkolenia warsztatu i tylko dla niego, bo nie ma tu niczego nowego. Czytając opis śmierci byłam zawiedziona, że skończyło się jak zawsze. Także mimo, że ładnie napisane, to zupełnie do mnie nie trafiło.

I też zgłodniałam, jak czytałam opis jedzenia, chyba skieruję się w stronę lodówki. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano dzięki za przeczytanie i smacznego :)

Pamiętam to opowiadanie z Szortalu na Wynos (gdzie to słońce z wtedy, ja się pytam)

Mówiąc jednym zdaniem – pyszności :) Podobało mi się. Opisy wywołały burczenie w brzuchu. No i zakończenie – w sam raz na szorta.

 

A do Creatio owszem udało mi się dostać. Najnowszy numer traktować będzie o prozie Lovecrafta, w takim też klimacie będzie moje opowiadanie. Nosi tytuł Widmowa muzyka. ​

W takim razie po letnim Szortalu po raz kolejny będziemy ze sobą sąsiadować ;) Choć CF się nie śpieszy z trzecim numerem :(

Kam_mod dzięki za miłe słowa :) A jaki Twój tekst był w Szortalu?

No Creatio się nie spieszy to fakt. Ale miejmy nadzieję, że już niedługo się ukaże.

Ostatni w letnim numerze.

Nie mogę się doczekać CF, zwłaszcza że straszydła lubię czytać szczególnie :))

Muszę wrócić do letniego numeru i przeczytać :)

Ja w grozie nie czułem się zbyt mocno, ale skoro przyjęli to znaczy, że udało się spłodzić coś w miarę dobrego.

Ja w grozie nie czuję się wcale :P Natomiast nie mogę się doczekać, żeby poczytać innych :D

Po tytule miałem nadzieję, że będzie Magda Gessler, że wyskoczy z nienacka i zacznie opieprzać kucharzy za kiepskie żarcie, zacznie rzucać talerzami, a tu dostałem Berigauda i jakiś tam zamach, Phi! Co z tego ,że historia ładna, że akcja się kręci, że mamy fajnie zaplanowany zamach jeżeli nie było Magdy Geslser?

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Akurat Magda nie zmieściła się w tej historii :)

“Uważajcie na stare panny”? Ciekawy tekst… Może, tak myślę, troszkę więcej dynamiki i wyraźniejsza zajawka tajemnicy jednak przydałaby się na początku opowiadania.

Pozdrówka.

“Uważajcie na stare panny”? Ciekawy tekst… Może, tak myślę, troszkę więcej dynamiki i wyraźniejsza zajawka tajemnicy jednak przydałaby się na początku opowiadania.

Dzięki ;) Jeszcze dużo przede mną, jeśli chodzi o dobre pisanie. Zapamiętam na przyszłość ;)

Szukałam, szukałam aż znalazłam :) Mowa oczywiście o mojej opinii, którą kiedyś tam przesłałam Belhajowi po lekturze Rewolucji w Szortalu. Teraz mogę zrobić kopiuj-wklej: 

 

Przeczytałam Kuchenne rewolucje. Spodziewałam się czegoś innego, więc zaskoczenie było – od momentu, gdy król padł martwy, a po nim reszta biesiadników. Ale początek, a konkretnie wymienianie dań przez kuchmistrza mnie znudziło. Przeczytałam połowę menu i przeskoczyłam do kolejnego akapitu. Generalnie miałam wrażenie, że można było całość opowiedzieć nieco krócej. 

Muszę za to przyznać, że ciekawie ubrałeś swoje postaci, zwłaszcza Albertinę.  

Ocena ogólna – na plus :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca dzięki za ponowną opinię :) No i jeszcze raz gratuluje Silmarisa :)

Ciiii! To miała być niespodzianka!

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Było na facebooku więc cały świat już widział :)

Wcale nie, bo nie wszyscy z FB korzystają :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Racja, jednak reklama poszła ;)

Musze i ja pomyśleć żeby wysłać do Silmaris jakiś tekst. Ale najpierw trzeba coś dobrego napisać :)

Ciekawe czy Kuchenne rewolucje doczłapią do Biblioteki.

 

 

Pomyśl, pomyśl… ;-)

Babska logika rządzi!

Mam nawet pewien pomysł dotyczący rozwinięcia świata znanego z szorta Hycle. Teraz pomysł trzeba przekuć w opowiadanie :)

Bardzo fajne opowiadanie. Aż się zrobiłem głodny po przeczytaniu :) Intryga zaś, skojarzyła mi się trochę z wiedźminem. Szkoda tylko w tym wszystkim gości i seneszela. Tyle jedzenia zmarnować… :)

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Proroku dzięki za przeczytanie i wysoką ocenę. Cieszę się, że opowiadanie się podobało :)

A mi się ta lista dań na początku bardzo podobała. Klasyka literatury jest pełna takich wyliczanek (vide Szaleństwo katalogowania Eco) i Belhaj bardzo zgrabnie zagrał tą konwencją. Razi mnie natomiast to, że książę Ignacio wyskoczył nagle jak deus ex machina. Jego istnienie powinno być wcześniej chociaż zasygnalizowane. Cały czas podejrzewałem raczej pijanego grafa.

Coboldzie akurat tej pozycji Eco nie czytałem, ale lubiłem opisy jedzenia na przykład u Martina. O księciu Ignacio wcześniej nie wspominałem żeby nie podsuwac czytelnikowi tropu co do zakończenia. A pijany graf, cóż był tylko humorystycznym elementem opowiadania i tłem dla innych wydarzeń.

Mocną stroną opowiadania jest klimat przygotowań i samego wesela. Listowanie dań, opisy strojów gości i opisy inne, temu miały służyć, jak rozumiem. Całkiem fajnie to wyszło. Nie podeszła mi “wymyślna” metoda zamachu. Gdzieś tam “moda sięgała do połowy ud”. No i uwaga o toaście, który wzniósł król: Władca, który zaczyna toast od słowa “chciałbym” to marny władca – nie dziwę się, że ktoś go w tak prosty sposób podszedł.

Klimat się podobał się. :)

To trzeba przyznać: te listy potraw bardzo sugestywne, działają na czytelnika… Idę zrobić kolację. ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki Blackburn za opinię i cieszę się, że opowiadanie się podobało :) Cóż można rzec, że król sam się o zamach prosił :)

Finklo nawet nie wiesz ile razy jadłem podczas wyszukiwania i kompletowania weselnego menu :) Smacznego :)

Pierwsza część super, wymienianie potraw skojarzyło mi się z anime Toriko (tematyka zapewne przypadłaby Ci do gustu ;) ), a opisy strojów – z Robertem Jordanem. Chłopina uwielbia te wszystkie złotogłowia i koronki ;)

W kwestii rewolucji – niezbyt przypadła mi do gustu. Przywróciła opowiadanie na bardziej “klasyczne” tory, gdy spodziewałem się czegoś nowatorskiego. Sam nie wiem… Chyba lepiej, gdyby było krótsze, albo… znacznie dłuższe ;D

Warsztat super, jestem pełen podziwu. Zgrabność zdań, budowanie tempa akcji… Świetne.

 

Na koniec garstka błędów, którem przyuważył:

Oprócz tego pasztet z czerwonej soczewicy i cukinii, z marchewką i pistacjami, .

Chyba ostał się przecinek podczas usuwania fragmentu tekstu ;)

Mam go ledwie dwa niewielkie woreczki, więc podam go jedynie na królewskim stole.

Powtórzenie.

Dawajcie gulasz, żeberka i polędwiczki. Ruchy!Ruchy!

Brak spacji między tymi “ruchami” ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Count dziękuje za pochwałę warsztatu (choć na Bibliotekę pewnie za mało). Co do samej intrygi to owszem większość osób pisała, że opowiadanie zyskałoby na skróceniu i sam pomysł lepiej by wyglądał w krótszym tekście. Natomiast Marek Ścieszek – redaktor naczelny Szortala, gdy przyjmował Kuchenne rewolucje do publikacji stwierdził, że to dobry wstęp do czegoś dłuższego. 

Ani wspomnianego przez Ciebie anime, ani utworów Jordana nie znam (choć Koło czasu kusi), więc ciężko mi się odnieść. 

Dzięki za przeczytanie i opinię :)

Belhaju, Twojego warsztatu i na piórko za dużo :P

Problem leży chyba bardziej w tym, co zauważył pan Ścieszek – tekst jest wspaniałym wstępem, jako samodzielne opowiadanie trochę kuleje nieproporcjonalnością w treści… Najpierw piękny opis, a później rozpieprzenie wszystkiego w drobny mak.

Reg myślała podobnie jak ja ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Rozumiem. Cóż w następnych tekstach postaram się nie zawieść :)

Fajne :)

Dzięki za przeczytanie, Anet. Nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze dogrzebie się do tego teksty. No i cieszę się, że fajne :)

Nowa Fantastyka